kzj31
12.01.08, 10:28
Musze napisac o tym co czuje bo nie bardzo mam z kim porozmawiac.
Poronilam 1 grudnia, niby uplynelo juz sporo czasu i pewnie dlatego
moi bliscy, szczegolnie moj maz, mysla, ze powinnam przestac o tym
mowic, zapomniec. Znajomi tez juz przestali pytac jak sie czuje i
nie winie ich za to - kto by ciagle chcial sluchac o poronieniu? Ale
ja nie dosc ze nie zapomnialam to jeszcze czuje jakas dziwna
potrzebe rozmawiania o tym co sie stalo. W pracy mam 3 dziewczyny w
ciazy... wszystkie sa w okolo 18 tc - tak jak ja bym teraz byla,
rosna im brzuszki... Czasem mowie o tym mezowi, ze tez juz bym miala
widoczny brzuch, ze one tak ladnie wygladaja... Zazdroszcze im ale
nie mam dla nich zadnych zlych uczuc. Moj maz pyta po co mu to
mowie, po co sie zastanawiac jaki brzuch bym miala itp. A ja wlasnie
sobie uswiadomilam, ze tak wlasciwie to nie ma chyba dnia zebym
chociaz przelotnie nie pomyslala o mojej fasolce, ktorej juz nie ma.
Wczoraj po raz pierwszy od poronienia spotkalam sie z para
przyjaciol - ona tez jest w 18 tc... cieszylysmy sie, ze razem
urodzimy. Nie maila siely sie z nia zobaczyc aole nie mozna juz bylo
tego odkladac. Bylo ok, slicznie wyglada, ma brzuszek... Tylko jak
wrocilismy do domu to ja dwie godziny przeplakalam a moj maz nawet
nie przyszedla mnie przytulic. Przez caly ten czas byl przy mnie,
bardzo mi pomogl przed zabiegie, w trakcie i po a teraz widze, ze
chyba ma juz odsyc tematu, ze chce o tym pamietac. Lapie sie na tym,
ze chce mu cos powiedziec, ale nie mowie. On juz nie chce sluchac.
Dziekuje, ze jestescie. Tak mi dzisiaj zle