Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie

12.01.08, 10:28
Musze napisac o tym co czuje bo nie bardzo mam z kim porozmawiac.

Poronilam 1 grudnia, niby uplynelo juz sporo czasu i pewnie dlatego
moi bliscy, szczegolnie moj maz, mysla, ze powinnam przestac o tym
mowic, zapomniec. Znajomi tez juz przestali pytac jak sie czuje i
nie winie ich za to - kto by ciagle chcial sluchac o poronieniu? Ale
ja nie dosc ze nie zapomnialam to jeszcze czuje jakas dziwna
potrzebe rozmawiania o tym co sie stalo. W pracy mam 3 dziewczyny w
ciazy... wszystkie sa w okolo 18 tc - tak jak ja bym teraz byla,
rosna im brzuszki... Czasem mowie o tym mezowi, ze tez juz bym miala
widoczny brzuch, ze one tak ladnie wygladaja... Zazdroszcze im ale
nie mam dla nich zadnych zlych uczuc. Moj maz pyta po co mu to
mowie, po co sie zastanawiac jaki brzuch bym miala itp. A ja wlasnie
sobie uswiadomilam, ze tak wlasciwie to nie ma chyba dnia zebym
chociaz przelotnie nie pomyslala o mojej fasolce, ktorej juz nie ma.

Wczoraj po raz pierwszy od poronienia spotkalam sie z para
przyjaciol - ona tez jest w 18 tc... cieszylysmy sie, ze razem
urodzimy. Nie maila siely sie z nia zobaczyc aole nie mozna juz bylo
tego odkladac. Bylo ok, slicznie wyglada, ma brzuszek... Tylko jak
wrocilismy do domu to ja dwie godziny przeplakalam a moj maz nawet
nie przyszedla mnie przytulic. Przez caly ten czas byl przy mnie,
bardzo mi pomogl przed zabiegie, w trakcie i po a teraz widze, ze
chyba ma juz odsyc tematu, ze chce o tym pamietac. Lapie sie na tym,
ze chce mu cos powiedziec, ale nie mowie. On juz nie chce sluchac.

Dziekuje, ze jestescie. Tak mi dzisiaj zlesad
    • p.alicja79 Re: Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie 12.01.08, 18:33
      Witaj,
      ja straciłam ciążę 4 grudnia. O ciąży wiedział mąż i moja
      przyjaciółka, rodzina miała się dowiedziec w święta. Kiedy poroniłam
      boje płakaliśmy, mąż bardzo mi pomógł, pocieszał, mówił, że przecież
      będziemy miec jeszcze dziecko. Nie rozmawiamy już o tym co się
      stało, mąż mówi, że nie powinnam o tym myślec, zamartwiac się, ale
      ja tak nie potrafię. Na ulicy czy w sklepie oglądam się za kobietami
      w ciąży i małymi dziecmi, nie mam do nikogo żalu, ale jest mi bardzo
      przykro. Patrzę na mój brzuch i zastanawiam się jaki byłby dzisiaj.
      Brakuje mi rozmów o tym, moja przyjaciółka mieszka w innym mieście,a
      rozmowa przez telefon, to nie to samo. Czasem płaczę ale staram się
      ukrywac zły przed mężem, bo uważa że powinnam zapomniec.
      Mężczyzna chyba nie zdaje sobie do końca sprawy z tego co my
      przeżywamy.
    • ajotka1 Re: Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie 12.01.08, 18:40
      sporo czasu...
      przecież to jeszcze bardzo świeża sprawa. ja straciłam ciążę 21
      lipca i nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. a wiesz, ta "dziwna
      potrzeba rozmawiania o tym co się stało" nie jest chyba taka dziwna
      bo też ją mam smile przestałam już nawet ze znajomymi wychodzić, a jak
      już to za kierowcę robię, bo odrobina alkoholu i przestaję się
      kontrolować.
      nie martw się, przyjdzie czas, że przestaniesz płakać chociaż nadal
      będziesz pamiętać.
      a co do męża - faceci inaczej trochę niż to przeżywają. mój, mimo że
      od dawna nie poruszam przy nim tego tematu, krzyczy na mnie, że
      czytam to forum i się nakręcam.
    • ankups Re: Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie 13.01.08, 09:54
      Za każdym razem, kiedy spotykam Kobiety, takie jak my, po stracie
      Dziecka, pytam Boga DLACZEGO?
      I nie jest to pytanie, dlaczego odebrał Dziecko, bo dziś juz
      rozumiem, po co przyszły do mnie i męża nasze Maluchy. Jesteśmy
      razem dzięki nim, wzięliśmy ślub dzieki nim, dałam sobie spokój
      z "karierą" dzięki nim (dlatego jesteśmy małżeństwem i wiemy, że
      szczęście to nie tytuł przed nazwiskiem i kasa) i wiemy, że mimo
      młodego stażu, jestesmy sobie przyjaciółmi.
      Pytam tylko, dlaczego trzeba przejśc przez obojętność, nierozumianą
      żałobę i wszystko to, o czym piszesz.
      Ale dziś i to zaczyna w moich oczach mieć sens. Żałuję tylko, że
      moje słowa to zbyt mało, żeby wlać w Ciebie ta pewność. Każda z nas
      musi przejśc przez to sama. Jeśli jednak będziesz chciała,
      potowarzyszę Ci w myslach i na forum. Bo tylko tyle mogę.
      Sama przechodziłam to , o czym piszesz - teraz wiem, że mam prawo do
      bólu po stracie Dzieci, płaczu i apatii. Któregoś dnia nie
      wytrzymałam - nagle obudziłam się w nocy - miałam kolejny koszmar o
      Dzieciach. atak histerii, płacz - zasnęłam dopiero po lekach
      uspokajających. Wtedy się zaczęło, a właściwie to ja
      zaczęłam...rozmawiać. Najpierw z meżem, wytłumaczyłam, że nie musi
      mnie rozumieć, bo wiem, że jesteśmy zbyt rózni, jako kobieta
      zwiazałam się z Dzieckiem szybciej niż on, ale mąż musi pomóc mi się
      pozbierać. Chcę aby mnie przytulał kiedy płaczę, bo samotne łzy
      doprowadzają mnie do rozpaczy, zamiast dawać wytchnienie. Chcę
      abysmy o tym rozmawiali - ja nie rozpamiętuję, ale porządkuję fakty
      i wspomnienia. To normalny etap żałoby. Potrzeba rozmawiania jest
      normalna, ale i koniecznia, aby przejśc dalej, zamknąć ten etap.
      Powiedziałam mu o wszystkim - że cierpię patrzac na kobiety w ciaży,
      że chcę nadać Dzieciom imiona, zamówic mszę, rozmawiać. Na początku
      nie chciał słuchać, mówił, że to rozdrapywanie - i wtedy wyrósł
      między nami mur. Ale ponawiałam próby, okazało się, że mojemu męzowi
      pomogły słowa innych kobiet - przeczytałam mu fragmenty książki "O
      dziecku, które odwróciło się na pięcie". Zaczął rozumieć, że to nie
      jest sprawa "mojej wybujałej uczuciowości", ale każdej kobiety, a
      przynajmniej większości. Jesli chcesz, przeslę Ci ją. Mnie juz nie
      jest potrzebna, Zreszta i ja ją dostałam w prezencie. Pora, żeby
      trafiła w inne ręce, jesli te dłonie tego potrzebują.
      Kochana, jesteś taka jak ja, jak moja siostra, szwagierka, moja
      mama, szwagierka mojej przyjaciółki. Jesteś taka jak my wszystkie -
      ze swoim bólem, potzrebą mówienia, porządkowania wspomnienień i
      utraconych wyobrazeń, o tym , jak wyglądałoby Wasze życie, gdybyście
      nigdy nie stracili Maluszka.
      Kochana, wiem, że nie umiem Ci pomóc, podzielić Twojego bólu między
      nas dwie, bo ja już wiem, że można go pokonać i mnie jest (chyba)
      łatwiej, a Ty musisz przez to dopiero przejść...Bardzo mi ciebie
      żal, bardzo! Dlatego całym sercem zyczę Wam, abyście z mężem
      znaleźli wyjście z tej sytuacji, przeszli przez nią razem. Z całego
      serce!
      Przytulam bardzo ciepło i z nadzieją!
    • kzj31 Re: Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie 13.01.08, 17:34
      Goraco dziekuje za wszystkie slowa otuchy. Jestescie kochanesmile
      • ankups Re: Czasem mysle, ze tyklo Wy to rozumiecie 13.01.08, 18:08
        trwaj! pokonasz ból i jeszcze zaczniesz sie usmiechać. Wierze w to!
Pełna wersja