jagoda220
17.01.08, 00:26
Witam, dwa dni temu przezylam najgorsze chwile w moim zyciu.... moj brat i
jego narzeczona na moich oczach w moim domu stracili swojego aniolka...
sama od prawie trzech miesiecy jestem matka, odwiedziny mojego brata mialy po
czeci byc dla nich przyblizeniem sie do malej istotki, pelni radosci przy
przyjezdzie i zdruzgotani po weekendzie wrocili do siebie bez swojej kruszynki.
jest mi bardzo ciezko, czuje jakby dzidzia byla po czeci moja, czuje ogromna
strate i mimo, ze moj maz twierzdi, ze mam przeciez swoja dzidzie i musze
zaczac zyc normalnie to ciezko mi sie pozbierac,,, dochodzi tu jeszcze wielki
zal ze wzgledu na cierpienie mojej\"bratowj" i mojego brata, widok
zrozpaczonych rodzicow toz po stracie malenstwa spedza mi sen z powiek.
nieustanie placze a wkrotce mam spotkac sie z moja bratowa -prosila bym
przyjechala do niej na pare dni z moja coreczkla, aby nie byla sama w domu.
problem w tym, ze nie wiem co jej powiedziec czego nie mowic, nie chce jej
zranic, czy wolno mi plakac?, czy poglebie tylko jej zal?, boje sie ze moje
rozpaczanie przeszkodzi jej gdy bedzie chciala zapomniec,,,,prosze pomozcie
mam wielka potrzebe mowienia o tym, a rodzina tylko powtarza, ze na tym swiat
sie nie konczy i ze ulozy im sie jakos, ale uwierzcie, choc to Ich nie mnie
spotkala ta tragedia i napewno nigdy nie zrozumiem co czuja to sama ja mam
wrzenie ze stracilam kogos bardzo bliskiego.....brak mi slow....