aleksandra19811
10.02.08, 19:27
Wczoraj w południe źle się poczułam. dostałam
planienia. Często mnie bolał brzuch, ale jak byłam z
córką w ciązy też mnie bolał.Szybko dzwonię do
położnej przy której rodziłam córke. Mam leżeć i brac
no-spe.Tak bywa, przy np. przemęczeniu. Mama zajmuję
się małą. Co wstaje z łóżka to leci, jeszcze nie
dużo , ale moje przerażenie rośnie.Od tygodnia czuję
że coś jest nie tak. Ok 17 czuję się lepiej, za około
pół godziny czuję silny ból, wstaję i czuję jak coś mi
się przeciska i "spada" Leci mi krew po nogach. Patrzę
na mamę i mówię " to już, po wszystkim" Idę do
łazienki, mam krwotok, wyję i rzucam się.Patrzę na
majtki i tak lezy moje dzieciatko, taka "krewetka", za
mała jak na swoje 8/9 tyg. Już od tygodnia czy 2
musiało nie żyć. Mąż wpada do domu, szybko szpital, bo
leci ze mnie strasznie. W szpitalu, prawie od razu na
salę operacyjna, na łyżeczkowanie. Ból porodowy, leci
strasznie. Budzę się w łóżku już po wszystkim, już nie
boli, dostaję coś na uspokojenie i na sen. Nie wiele
pomaga... Czuję smutek.