W moim mieście:(

08.03.08, 21:56
w szpitalu,w którym w miarę godnie poroniłam,w którym szczęśliwie
urodziłam córkę dzieją się straszne rzeczy. Jest mi tak przykro,że
ostatnio ciągle myślę o tym biednych rodzicach,o Maleństwie,któremu
nie dano szansysad


Matka zmarłego wcześniaka oskarża szpital
Anna Twardowska2008-03-07, ostatnia aktualizacja 2008-03-07 15:00

Zarzuca lekarzom ze Szpitala Miejskiego, że nie podjęli próby
ratowania jej dziecka. W doniesieniu składanym do prokuratury
zarzuca personelowi niedopełnienie obowiązków. - To było poronienie.
Maleństwo nie miało szans - twierdzi dyrektor szpitala Krzysztof
Tadrzak
Dramat młodej matki rozegrał się w nocy z 25 na 26 lutego. Monika
Tułodziecka była w piątym miesiącu ciąży, po północy chwyciły ją
bóle. Rodzina wezwała pogotowie. Kobieta trafiła do Szpitala
Miejskiego. - Lekarz przyjmujący córkę stwierdził, że są to bóle
porodowe. Zmierzył tętno dziecka - relacjonuje Maria Tułodziecka,
matka Moniki. - Potem wszystko działo się błyskawicznie, o 1.30
odeszły wody płodowe, zaczęły się bóle parte. Córka prosiła lekarza
o pomoc. Miała zalecenie od neurologa, żeby ciążę rozwiązać przez
cesarskie cięcie. Monika ma wszczepioną zastawkę śródmózgowia, przy
jej dolegliwości wysiłek fizyczny taki jak poród, nie jest wskazany.
Położnik kazał jej nie histeryzować i rodzić naturalnie. Może nie
było czasu na cesarskie cięcie, ale skąd ta opryskliwość, przecież
poród dla kobiety to bardzo trudny moment, szczególnie przedwczesny.
Podali jej w końcu oksytocynę, przyspieszającą skurcze.

Na szczęście dla 24-letniej mamy, mimo że dziecko miało ułożenie
pośladkowe, urodziło się o 1.50. Wiktoria ważyła 550 g, miała 32 cm
długości. Matka czuła ruchy dziecka i jego oddech podczas porodu.

- Zapytałam lekarza, czy mała żyje? Powiedział, że to nie ma
znaczenia. Nie do końca pamiętam, co było dalej. Ocknęłam się, gdy
przyszedł anestezjolog znieczulić mnie do zabiegu łyżeczkowania -
relacjonuje kobieta.

Co działo się z dzieckiem po porodzie? - Z dokumentów wynika, że
mała żyła jeszcze 40 min, ale lekarz nie intubował jej, żeby wspomóc
oddychanie, nie trafiła też do inkubatora. Najgorsze jest to, że
kiedy ona walczyła o życie, lekarz pół godziny przed jej śmiercią
powiadomił nas, że dziecko nie żyje i zapytał, czy mają ją ochrzcić.
Stwierdził, że była w stanie agonalnym, więc odstąpił od jej
ratowania - płacze Maria Tułodziecka.

Krzysztof Tadrzak, dyrektor szpitala, zakazał rozmowy o wypadku
swojemu personelowi, odmówił też "Gazecie" wglądu do dokumentacji
porodu: - Nie jest do publicznej wiadomości. Poza tym lekarz, który
przyjął poród, to fachowiec. Zarzuty są wyssane z palca. To było
poronienie, maleństwo nie miało szans.

- To odebranie szansy. Bez walki o życie - płacze babcia dziewczynki.

- Dziecko powyżej 500 g ma szanse na przeżycie i lekarz musi o nie
walczyć - mówi Piotr Korbal, wojewódzki konsultant w dziedzinie
neonatologii. - Mnie zdarzyło się przez trzy miesiące ratować
dziecko, które ważyło 480 g. Maluch niestety zmarł, ale nawet jeśli
szanse na przeżycie są niewielkie, to i tak trzeba je wykorzystać.
Nie będę jednak obwiniał lekarzy ze Szpitala Miejskiego. Musiałbym
poznać dokumentację porodu, żeby powiedzieć coś więcej.

Z dokumentacją zapoznają się bydgoscy prokuratorzy, którzy zajmą się
doniesieniem rodziców zmarłego dziecka, zarzucającym personelowi
szpitala niedopełnienie obowiązków i przyczynienie się do śmierci
dziecka.


Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
Wyślij Wydrukuj Podyskutuj na forum
Przeczytaj 4 komentarze na Forum Dodaj swój komentarz »
Pełna wersja