Na pocieszenie...

21.03.08, 00:49
Chce sie z Wami podzielic tym co czuje. Poronilam 1 grudnia w 13 tc.
Dzidzius umarl w 10tc. Najpierw przez pare tygodni nie docieralo do
mnie co sie stalo, potem nagle zdalam sobie z tego sprawe, poczulam
straszna pustke, tesknote za malenstwem, ktorego nigdy nie
zobacze... Patrze teraz wstecz i nie moge uwierzyc ze minelo juz
prawie 4 miesiace, ze jakos przezylam te wszystkie kolejne dni i ze
juz za bardzo niedlugo bede mogla znowu sprobowac. To nie znaczy, ze
zapomnialam, nadal czesto placze, chociaz przed tym wszystkim prawie
mi sie to nie zdarzalo, nadal pamietam, ale mysle ze chyba juz sie
pogodzilam, pozegnalam z dzieckiem, ktore odeszlo. Wiem, ze sie
boicie o to co przyniesie przyszlosc, ze te z Was, ktore dopiero co
przezyly poronienie nie wyobrazaja sobie jak dalej zyc. Chce Wam
powiedziec, ze to mozliwe, ze starch przed ponownym zajsciem w ciaze
tez mija. Ja tez mowilam, ze nigdy wiecej a teraz juz nie moge sie
doczekac. I mysle, ze tym razem sie uda, mam taka nadzieje. Wiele
przez te 4 miesiace zrozumialam, chyba doroslam i chyba po 'coś' to
wszystko się stalo... Mysle, ze teraz bede lepsza matka jesli mi sie
uda, niz gdybym przez to wszystko nie przeszla. Trzymajcie sie
dziewczyny i wesolych Świąt!
    • jola427 Re: Na pocieszenie... 21.03.08, 08:16
      Przeczytałam to co napisałaś i znowu płaczę... Myślałam, że jak
      prześpię pierwszą noc to już będzie lepiej, że ochłonę, ale nie....
      Dzisiaj jest jeszcze gorzej sad Czuję straszną pustkę... jeszcze
      wczoraj rano byłam w ciąży, dzisiaj już nie jestem sad Dalczego to
      ja???? Co ja takiego zrobiłam i komu, że muszę przez to przechodzić?
      Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe??????????????
      • pokreska Re: Na pocieszenie... 21.03.08, 08:56
        Ja poroniłam 1,5 miesiąca temu, bylam w 7tc.
        Dokładnie te same pytania sobie zadawałam... i tak naprawdę nadal
        zadaję... "Czemu to akurat ja..."
        Tak naprawde ból pozostanie chyba do końca, żal, pustka i ... bicie
        serduszka, które słyszę do dziś ...
        Podobno czas leczy najgorsze rany...
    • u-p-i Re: Na pocieszenie... 21.03.08, 11:57
      To ja sie tez dopisze.

      Pierwszy raz poronilam kilka lat temu: ciaza z mezem, ale z wpadki
      • jola427 Re: Na pocieszenie... 21.03.08, 14:49
        u-p-i przeczytałam to co napisałaś i... chciałabym mieć już takie
        podejście do tego. Dajesz mi nadzieję, że i ja sobie z tym poradzę,
        że może zacznę to traktować inaczej. Dajesz nadzieję, że da się po
        tym żyć w miarę normalnie, pamiętając, ale nie rozpamiętując.
        Mój mąż jest przy mnie, wspiera, pomaga, obiecuje drugiego
        dzidziusia. On mówi mi że powinnam do tego podchodzić w taki sposób:
        że ogromna ilość ciąż tak się kończy, to jest jak los na loterii,
        możesz wygrać, a możesz przegrać. Zaszłam w ciążę 2 razy więc płodna
        jestem, jedną udało mi się utrzymać, a drugiej nie. Mówi mi jeszcze,
        że jak zdę następnym razem w ciążę i od samego początku będę do tego
        podchodziła, że do końca 3 mies może się różnie zdarzyć, to będzie
        mi łatwiej.
        Wiem, że on ma trochę racji, ale ja nie potrafię się tak
        przestawić. Dla mnie to dziecko, moje dziecko, które już nie żyje. A
        on chce bym myślała o tym jak o jednej z wielu ciąż, która się nie
        udała. Wiem, że on też cierpi, że tak samo pragął tego dziecka.
        Tylko pewnie przy mnie nie chce tego okazywać, chce mi pomóc żyć
        dalej.
        • u-p-i Re: Na pocieszenie... 22.03.08, 10:48
          Masz madrego meza Jolu! Niech Cie wspiera i podtrzymuje na duchu. A Ty placz
          dziewczyno: chyba nikt nie jest madry, zeby nie przeplakac takiej tragedii!
          Pewnie, ze to bylo Twoje Dziecko! Tylko Ty wiesz ile Cie to boli i sama musisz
          przezyc swoja po nim zalobe.

          Moj dystans do sprawy jest wypracowany
          • jola427 Re: Na pocieszenie... 22.03.08, 15:28
            u-p-i napisała:
            . Nie mam zupelnie poczucia pustki ani nie jestem smutna z
            powodu straty. Zabrzmi to dla was okrutnie, ale mysle o tym jak o
            bardzo
            spoznionym i paskudnie bolesnym okresie...


            Wiesz, dzisiaj jak byłam na kontroli w szpitalu, to rozmawiałam
            trochę z lekarzem, który mnie badał i robił usg. On mi powiedział,
            że powinnam tak do tego podejść, że sama się zadręczam swoim
            podejściem. Wiadomo jest przykro, ale trzeba zyć dalej. Powiedział
            mi, żebym wiedziała na przyszłość, że tylko 50% ciąż kończy się
            sukcesem, że do 12 tc mnóstwo jest ronionych. Jeżeli się podchodzi
            od początku w ten sposób, że spróbuję może się uda, ale na razie bez
            napinania, bez planowania powiadamiania o radosnej nowinie, to
            później będzie łatwiej, jak się nie powiedzia. To jest dokładnie to
            co mówił mój mąż. Tylko wiadomo jak się to słyszy od lekarza to jest
            inaczej.
            A tak przy okazji to dostałam lek na skurcze, żeby przyspieszyć
            akcję, a we wtorek kolejna kontrola.
    • pokreska Re: Na pocieszenie... 21.03.08, 15:13
      u-p-i czytałam Twoje wypowiedzi na innych wątkach, przykro mi, ze
      teraz TO przeżywasz. Teraz już wiem, czemu masz takie a nie inne
      podejście, pewnie jest Ci łatwiej.
      Dlaczego nie chcesz miec zabiegu, byłabyś juz po ...bólu fizycznym.
      Ja miałam zabieg, choć tak naprawdę nikt mnie nie zapytał, czy chcę
      ronić sama. Teraz to i tak nie ma juz znaczenia.
      Myślę, że jest Ci łatwiej, bo już jesteś Mamą.
      Ja tylko marzę o tym by nią zostać, a jednocześnie panicznie boję
      się tego, że może znów stanie się to samo.
      Bądź dzielna w swoim bólu.
      • u-p-i Re: Na pocieszenie... 22.03.08, 10:52
        A moze ***nie*** stanie sie to samo! Zobacz ile dziewczyn zachodzi w zdrowe
        ciaze! Dla mnie najlepsza metoda, to isc do przodu ze stoickim spokojem. Metoda
        czolgu.

        Pisze do was bo ja naprawde mam poczucie misji ***oswajania poronien***. I
        bardzo bym chciala, zeby moje doswiadczenia komus pomogly odnalezc sie w tej
        koszmarnej sytuacji.
        • 3-martek Re: Na pocieszenie... 22.03.08, 12:13
          Myslę, że nie ma uniwersalnego sposobu na przeżycie żałoby. To
          bardzo indywidualne, uczucia każdej z nas są bardzo różne, ale
          dzięki temu forum wiem jedno- nie jesteśmy z tym same... A ta
          świadomość bardzo pomaga.
          Życzę wam nadziei na te Święta- bądź co bądź są to Święta
          symbolizujące ODRODZENIE... Życzę Wam wiary w szczęsliwy finał.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja