Moje metody na nie-tak-bardzo-smutne poronienie

21.03.08, 12:06
1- Po pierwsze kiedy intuicja mi powiedziala, ze to koniec i lekarz moja
teorie potwierdzil, ***wzielam tydzien zwolnienia***: zeby mnie dodatkowo nie
meczyl stres zycia codziennego.

2- Po drugie dogadalam sie z niania, ze bedzie przez ten tydzien zabierala
dziecko do siebie: zebym sobie mogla spokojnie lezec w lozku.

3- Po trzecie zorganizowalam sobie wizyty kolezanek, zeby moc im marudzic.

4- Po czwarte ustawilam telewizor przodem do lozka.

5- Po piate wynegocjowalam z mezem, ze teraz on sie bedzie zajmowal domem, a
ja bede sobie w spokoju cierpiala.

I jakos idzie. Skorcze mam na razie glownie wieczorami. Leze wowczas z
termoforem na brzuchu i ogladam kryminaly. Od wczoraj ciaza zaczela sie
eliminowac. Mysle, ze po Wielkiej Nocy juz wszystko bedzie dobrze!
    • kosmosik Re: Moje metody na nie-tak-bardzo-smutne poronien 22.03.08, 12:59
      Mimo wszystko współczuję, że musisz przez to przechodzić, jak rozumiem ponownie indifferent
      • biedronka1969 Re: Moje metody na nie-tak-bardzo-smutne poronien 22.03.08, 16:37
        Jak sie czujesz?
        Przechodzilam przez to dwa razy choc ostatni raz to juz przedwczesny porod (5
        miesiac).Najpierw bylam w szoku, pozniej zalamana a teraz wsciekla na swiat,
        ludzi i tych Najwyzszych...
        Najgorsze jest to,ze wszyscy moi najbliżsi uwazaja,ze nie powinnam juz sie
        starac,ze na pewno nic z tego nie bedzie itd...czyli jestem do niczego,fajnie!!!
        Przykro mi,ze tak sie dzieje. Jestes dzielna i zycze Ci duzo dobrego.
Pełna wersja