kzdrada
19.04.08, 23:05
juz minęło prawie pół roku od poronienia mojego dzieciątka, miałam
nadzieje że o tym czasie już się pozbieram i jakoś pogodzę się z tą
sytuacją. Może faktycznie jest juz łatwiej ale chyba nie było
godziny abym zapomniała a tym, wystarczy że spojrzę na ciężarne
kobiety, na mamy ze swoimi bobaskami i później siedzę w kącie i
rycze. Zastanawiam się za co mnie to spotkało, dlaczego mnie, co
zrobiłam żle, czy kiedykolwiek jeszcze będę mamą? Jakoś wszystko
straciło sens, za 2 miesiące obrona a ja nie potrafie się
zmobilizować do nauki. Nie mam ochoty spotykać się z rodziną jestem
3 miesiące po ślubie wszyscy czekają i wypytują czy juz jestem w
ciąży. A ja codziennie wsłuchuje sie w swoje ciało, i zastanawiam
się czy w tym cyklu się uda. Po zabiegu łyżeczkowanie miałam
zapalenie przydatków prawdopodobnie zrobiły się zrosty, ale jeszcze
mam nadzieje że po antybiot się rozpuszczą. Odwiedziłam dzis moją
szwagierkę ma dwóch fajowych synków11 mies i drugi 5 lat, i
oczywiście jak wróciłam do domu to się rozkleiłam. Nie mam jakoś o
tym z kim pogadać to chociaż tu się wyżalę, mój mąż też to przeżywa
ale już nie chce o tym rozmawiać no bo ile można, wiem że bardzo
pragnie dziecka i byłby wspaniałym ojcem. Boje się że nigdy nie
doczekam się tego szczęścia nie wyobrażam sobie życie bez dzieci.
Pozostało mi się tylko modlić aby Bóg dał mi jeszcze szanse.