Czy mówiłyście o poronieniu znajomym?

01.07.08, 16:11
Nie mam na myśli ani rodziny, ani przyjaciół, ale znajomych, czyli ludzi, z
którymi spotykamy się przy różnych okazjach, w pracy lub na kawie czy piwie.

Ja ma wielką potrzebę mówienia o tym, co mi się przydarzyło, ostatnich kilka
miesięcy kręciło się wokół jednej, później drugiej ciąży i na pytanie "Co
słychać"? chciałabym powiedzieć prawdę, ale nie chcę nikogo wprowadzać w
zakłopotanie ani obarczać moimi problemami. Nie chcę się wyżalać, ale
powiedzieć wprost, co mi się przytrafiło, bo jest to dla mnie ważne. Czy
uważacie, że to temat tabu, sprawa intymna, czy też przeciwnie?
    • mamaw Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 01.07.08, 20:08
      retro78 napisała:

      > Nie mam na myśli ani rodziny, ani przyjaciół, ale znajomych, czyli ludzi, z
      > którymi spotykamy się przy różnych okazjach, w pracy lub na kawie czy piwie.
      >
      > Ja ma wielką potrzebę mówienia o tym, co mi się przydarzyło, ostatnich kilka
      > miesięcy kręciło się wokół jednej, później drugiej ciąży i na pytanie "Co
      > słychać"? chciałabym powiedzieć prawdę, ale nie chcę nikogo wprowadzać w
      > zakłopotanie ani obarczać moimi problemami. Nie chcę się wyżalać, ale
      > powiedzieć wprost, co mi się przytrafiło, bo jest to dla mnie ważne. Czy
      > uważacie, że to temat tabu, sprawa intymna, czy też przeciwnie?


      dobrym znajomym tak(po tym jak nie było mnie kilka dni rozdzwoniły się
      telefony-byłam w tym czasie w szpitalu).Natomiast całej reszcie (dalsi
      znajomi/sąsiedzi -nie).Nie lubię użalania/choć nie o to tu chodzi-raczej o
      wsparcie ale nie wszyscy tak to rozumieją.
      U mnie było tak że łatwiej było mi powiedzieć znajomej niż najbliższej
      przyjaciółce(czekam aż sie spotkamy -przez tel. nie mogłam) i mamie -do tej pory
      jej nie powiedziałam choć mija m-c od poronienia.Dlaczego? Bo boję sie ze to
      ją trzeba będzie pocieszać/ze będzie to przezywała-na dzieci u mnie nie ma już
      szans!
      Mam jednego zdrowego synka i to on razem z mężem trzymają mnie przy życiu.Ja na
      szczęście nie mówiłam nikomu o ciąży/od początku b. sie o nią bałam/przeczuwałam
      jaki może być rezultat.choć i tak jest mega ciężko bo jednak cudowne życie było
      pod moim sercem a teraz go już nie ma.
      sciskam mocno/trzymaj się dzielnie
      ps. mi bardzo pomogło forum i dziewczyny!
      • anolia Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 01.07.08, 22:26
        Ja najpierw rozgadałam gdzie się da, że jestem w ciąży a potem trzeba to było
        odkręcać...byłam w szoku, że aż tylu osobom o tym powiedziałam. Ale ja nie robię
        z tego tematu tabu....i chyba tez mam potrzebę mówienia o tym. Nie potrzebuję
        żeby się ktoś nade mną użalał i nie po to to mówię...ale jest to dla mnie taka
        niesprawiedliwość...że zwyczjnie muszę o niej powiedzieć.Nie wprawiam tym ludzi
        w zakłopotanie bo nie daję im odczuć, że jest mi bardzo cięzko...raczej tak
        normalnie o tym opowiadam...w środku boli a na zewnątrz staram się trzymać.
        Myślę, że nie ma nic złego w tym, że się wyrzuca z siebie to co boli.
    • agnieszkaela Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 01.07.08, 23:44
      Ja mowilam. Tez mialam potrzeba mowienia o tym, zawsze tak bylo ze i
      szczesciem i nieszczesciem dzielilam sie z innymi. O problemach z
      zajsciem w ciaze rowniez mowie.
      Kiedy sie udalo, po pozytywnym tescie ciazowym, powiedzialam tylko
      przyjaciolom. Innym, w tym rodzinie, chcialam powiedziec po
      pierwszym USG. Juz nie zadazylam, powiedzialam o poronieniu.

      Kiedy znajomi pytali "co slychac" mowilam prawde. Ale faktycznie
      odnosilam czasem wrazenie ze ludzie woleliby o tym nie sluchac. Ze
      sa zaklopotanmi, ze nie wiedza co powiedziec, probowali nieudolnie
      pocieszac i sami zdawali sobie sprawde ze brzmi to glupio. Czesto
      jednak okazywalo sie, ze moja szczerosc prowokowala zwierzenia.
      Dowiedzialam sie ze bliska kolezanka rowniez bezowocnie stara sie 3
      lata o drugie dziecko, ze znajoma poronila rok temu, ze sasiadka
      stracila 3 ciaze zanim urodzila dwoch synow.

      Wydaje mi, ze warto o tym mowic. Poronienie to zawsze tragedia dla
      kobiety, ale swiadomosc ze jest liczna grupa ktora rowniez dotknal
      ten sam problem moze pomoc.
      • kajka271 Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 02.07.08, 09:51
        Ja tez uważam, że trzeba mówić o poronieniu... nie każdemu, nie
        zawsze, ale jest to nadal temat omijany i tylko my możemy to zmienić.
        Ja poroniłam w 11tc, wszyscy już wiedzieli o ciąży, bo po drodze był
        sylwester więc ciążą tłumczyłam niepicie alkoholu... potem ciężko mi
        było powiedzieć znajomym, raczej pozwoliłam by plotka się rozeszła,
        ale teraz cieszę się, że wszyscy wiedzą. Nikt mnie nie pyta o drugie
        dziecko, kiedy i czemu jeszcze nie... itd. Raczej pytają mnie o
        radę, jak się leczyć i co robić...
        Dopiero jak zaczniesz o tym mówić to okazuje się jak dużo jest
        poronień wokół, wtedy inne kobiety sie otwierają.
        • sofi75 Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 02.07.08, 10:28
          To mocno zalezalo od sytuacji.

          Mowilam, kiedy widzialam ze znajomym moje zachowanie wydaje sie
          dziwne np. unikam tematow o dzieciach, nie przyjmuje zaproszenia na
          impreze, gdzie polowa kobiet bedzie w ciazy a druga polowa z dziecmi
          przy piersi i tematy beda mocno ciazowo-szpitalne.
          Rodzinie powiedzialam, kiedy wybieralismy sie na wesele meza
          siostry - balam sie ze przy okazji spedu rodzinnego bede znowu
          naciskana o drugiego wnuka (bylam wtedy 3 tygodnie po zabiegu w 13
          tc), a tak naprawde bal sie moj maz - moje reakcje na poruszanie
          takich tematow byly wtedy nieobliczalne i moglam rownie dobrze
          rozwalic taka impreze.

          Generalnie nie mam problemu z mowieniem, co mi sie przytrafilo.
          Teraz juz nawet nie boli ... Spotykam sie z raczej wyrozumialymi
          reakcjami.
          Swoja reakcja zawiedli mnie jedynie jedni znajomi - poronienia
          uznali za patologie i zaczeli mnie unikac, gdyz sami planowali
          ciaze. Juz nie sa moimi znajomymi. Szkoda bylo moich nerwow na
          rozmowy z nimi.
          _________________________________
          "do góry uszy, to i pupa ruszy"
          • mamaw Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 02.07.08, 10:58
            ja kilka dni po poronieniu poszłam zobaczyć mojego nowo narodzonego bratanka-nie
            czułam nic...radości smutku żalu dopiero jak wróciłam do domu coś pękło.zresztą
            w szpitalu(leżałam kilka dni) też nie ryczałam -a jak wyszłam to popłakałam sie
            na ulicy.
            Nie odpędzam sie od dzieci wręcz przeciwnie garnie mnie do nich jeszcze
            bardziej.Ale rodzinie(tej dalszej)nie mówię o tym co sie wydarzyło-znajomym jest
            jakoś łatwiej.A po rodzinie to zaraz rozejdzie sie plotka a tego chce uniknąć.
    • lilith76 Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 02.07.08, 13:01
      O ciąży mówiłam sporej liczbie osób. Szczególnie po usg gdzie zobaczyłam bijące serce - bo co się złego jeszcze może stać? Czułam się ok. A ciąża była od kilku tygodni martwa.
      Bezpośrednio po, na spotkaiach towarzyskich, na pytania "co nowego" mówiłam, bo nie chciałam by mój smutek i przygnębienie brano za jakieś dziwne buractwo.

      Ciekawa strona była tego taka, że - czasem jako jedyna, na ucho, mailem - dowiadywałam się, że "ja też", "ja też", "ja dwa razy". Nie wiedziałam, że tyle kobiet ma taką tajemnicę.
    • agamadrid Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 02.07.08, 19:15
      ja mowilam i mowie wszystkim, chocby po to by zapobiec pytaniom jak
      sie czuje (wiekszosc wiedziala o ciazy)
    • zaisa Re: Czy mówiłyście o poronieniu znajomym? 04.07.08, 00:28
      Po pierwszym nie - wtedy nawet rodzinie nie powiedziałam, m. in. dlatego, bo
      bratowa też była w ciąży a oni wcześniej już stracili dziecko.
      Po drugim tak - nie umiałam wtedy nie mówić. I dowiedziałam się wtedy, że wiele
      dzieci znajomych wcale nie miało łatwej drogi na świat a niektóre też mają
      rodzeństwo, którego nie poznały. Albo w ich rodzinach (znaczy u rodzeństwa,
      czasem też u rodziców albo u rodzeństwa partnera).
      I teraz nie mam oporów, żeby mówić, że Janek nie jest naszym jedynym dzieckiem.
      (Oczywiście nie w każdej sytuacji).
      I okazało się, że całkiem dużo osób umie to wysłuchać.
      Głupie zachowania i dobijające "pocieszenia" to statystycznie częściej
      spotykałam u lekarzy.
    • ursz-ulka Mam wrażenie że to temat tabu 13.09.08, 19:45
      Jakoś tak jest że jak ty się otworzysz, mówi reszta. I wtedy sie
      dowiadujesz że ta i tamta też przeszła tą tragedię. Mało kto mówi o
      tym otwarcie, raczej po cichu, bez rozwijania tematu. Wiem, że to
      trudne, nawet cholernie. Ale gdy ten ból minie, warto się otworzyć
      na ludzi. Ile jest naszych opinii dobrych o obsłudze szpitala, o
      prawach dla kobiet roniących itp.? Ile złych? Myślę, że wiele osób
      możemy nieco uświadomić i uczulić na pewne kwestie. Być może ktoś
      wysłucha i przekaże dalej aż trafi na osobę, która coś dla takich
      jak my zrobi. Tak myślę. Jesli możemy, mówmy. Być może coś się w tej
      kwestii w naszym kraju zmieni.
      • sofi75 Mysle ze duzo tutaj zalezy od tego, co kto wyniosl 14.09.08, 11:15

        z domu.

        Moja znajoma na przyklad na wiesc o tym, ze ja tydzien po zabiegu chcialam juz
        wracac do pracy (no chcialam byc wsrod ludzi i nie myslec) popukala sie w czolo
        i stwierdzila, ze ona to chyba by sie z miesiac ludziom na oczy nie pokazala.
        Jak spytalam, dlaczego. odparla "Nie wiem jak to powiedziec ... ze wstydu?"
        _________________________________
        "do góry uszy, to i pupa ruszy"
        • dibson28 Re: Mysle ze duzo tutaj zalezy od tego, co kto wy 14.09.08, 11:57
          moje koleżanki z pracy wiedziały,zresztą ja do pracy wróciłam po
          tygodniu po zabiegu. Zbytnio nie rozmawiałam z nimi na ten
          temat,wiedziały przez co przeszłam.
          Sofi75 z całym szacunkiem ale to okropne mieć taką znajomą. Co jej
          odpowiedziałaś?
          • alice19837 ja postaowiłam mówić 14.09.08, 17:10
            Postanowiłam mówić ponieważ stwierdziłam ze nie jest to powód do
            wstydu. Nie mialam wpływu na to co się stało, nie chciałam tego,
            poza tym denerwuje mnie niewiedza. Czułam się w szpitalu jak jakaś
            nieoświecona dziewczynka, która nie wiedziała jak zaszła w ciążę. A
            może gdybym wiedziała jakie są rodzaje poronien i jak się je leczy
            to może moje cierpienie byłoby mniejsze, zgodnie z zasadą, że boimy
            się niewiedzy.Jak już minęła najgorsza depresja ( trwała około 2,5
            tygodnia ) to stwierdziłam że złość mnie ogarnia na to że poronienia
            to wielki temat tabu. I od tamtej pory mówię. Ze się stało. Jeszcze
            nie spotkałam się ze zła reakcja. albo ludzie współczują albo udają
            ze nie słyszeli. Obydwie reakcje szanuję.
            p.s. Warto mówić ludziom, bo 10 dni po poronieniu mojemu mężowi
            pogratulowano ciąży....nie była to fajna sytuacja dla niego
            p.s.poroniłam w 8 t.c. i spotkałam się z pytaniem czy to była
            dziewczynka czy chłopczyk. świadczy to właśnie o niewiedzy.
            pozdrawiam
          • sofi75 dibson - dobrze wyczulas 14.09.08, 17:28

            okropne, zgadzam sie.

            Dlatego po n-tym takim wyskoku z rzedu brutalnie zerwalam znajomosc, po rostu
            wypraszajac ja za drzwi ze slowami, ze tego typu wsparcia nie potrzebuje.
            Nie mam wyrzutow sumienia - dobrze mi sie zyje od jakiegos pol roku bez
            akompaniamentu nieszczerych pocieszen.
            _________________________________
            "do góry uszy, to i pupa ruszy"
            • ursz-ulka Re: dibson - dobrze wyczulas 14.09.08, 18:01
              he he he! brava!!!
              • dibson28 Re: dibson - dobrze wyczulas 14.09.08, 19:13
                i ja bym też tak zrobiła.
Pełna wersja