magdanrw
09.07.08, 17:36
Zagladam do Was po raz pierwszy.Ja tez przeszlam to co i Wy...
W grudniu 2006 roku...Dokladnie w sama Wigilie...Przed sama
kolacja...Juz wszyscy siedzieli przy stole...
czekali na mnie...bylam w toalecie...Bol...Rozpacz...Zal....
Wyszlam ze szpitala na drugi dzien swiat...Moj aniolek odszedl jak
mial 11 tygodni...Przyczyny brak...
W tym samym czasie 2 moje bratowe w ciazy....Tak bardzo chcialam sie
cieszyc ich szczesciem ale nie potrafilam....Czulam bol jak
slyszalam ile cm maja ich malenstwa...ze kopia....jaka plec...
Popadlam w depresje...Moje malzenstwo malo co sie nie rozpadlo...Maz
mnie nie rozumial..bo"ile mozna plakac" inni mowili"bedzie
nastepne"...gdyby wiedzieli ile te slowa potrafia bolu
sprawic....Tamtego dziecko nic inikt mi juz nie zwroci...
Potem bylo staranie sie o dziecko nastepne...Niby po 3 miesiacach
juz moglam...ale nie moglam...nie wychodzilo...Z mezem coraz gorzej
sie ukladalo....Temat utrata dziecka zostal tematem
tabu...Zaczelismy tracic wiare ze jeszcze sie uda....i ze damy rade
odratowac malzenstwo....I wtedy sie udalo...
Jestem mama teraz 3 miesiecznej Amelci...Cala ciaza to byla wielka
niepewnosc strach i obawa...Boze, jak ja sie balam....
Temat naszego pierwszego dziecka jest nadal tematem tabu...Kocham
moja Amelke ale mysle ciagle o tamtym dziecku...i tesknie...Rana w
sercu juz na zawsze pozostanie....
Zycze Wam moje kochane abyscie czuly sie zrozumiane w tym cierpieniu
i nie tracily nadziejii...Wam tez sie uda...