to chyba nigdy sie nie skonczy

13.07.08, 15:16
Poronilam rok temu. Przeszlam przez wszystkie etapy zaloby. Doszlam do punktu,
kiedy mozna mowic o poronieniu bez bolu w klatce piersiowej i brakujacego oddechu.

Od 3 miesiecy pracuje intensywnie nad swoim zdrowiem, aby moc przygotowac sie
na starania. Ale takie bez cisnien. Bez presji.

Ma jednak staly problem. Nie chce spotykac sie ze znajomymi ktore sa w ciazy.
To znaczy w ogole nie przeszkadzaja mi obce kobiety, ktore prezentuja swoje
brzuszki.

Prosty przyklad: znajomi zaproponowali nam spacer bo ogrodzie botanicznym.
Wiem, ze znajoma jest w ciazy. Spodziewalam sie, ze bedzie opowiadac o swoim
stanie, bo sie tym cieszy ( zreszta rozumiem to ), wiec ja nie pojechalam na
spotkanie. Maz spotkal sie z nimi sam.

Kiedys mialam wyrzuty, ze sie tak odcinam. A wiecie co mysle o tym dzis? Ze mi
sie ten egoizm nalezy. Chronie siebie i swoja psychike. I nie widze w tym nic
zlego. Nawet jesli ktos sie pogniewa. Po prostu o to nie dbam.

Konkluzja jest taka, abyscie zawsze w pierwszej kolejnosci, myslaly o sobie i
swoim stanie psychicznym.
    • niunia9949 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 13.07.08, 17:54
      ten ból towarzyszy każdej kobiecie która straciła dziecko ja poroniłam 3 razy i
      z domu nie chciałam wychodzić bo wszędzie kobiety z brzuchami i tak było mi
      lepiej kama ma rację nie róbcie dobrej miny do złej gry jak was boli fakt że są
      w waszym towarzystwie ciężarne to zerwijcie przez jakiś czas kontakt jak
      przyjaciele są ok to na pewno zrozumieją i się nie pogniewają po co płakać po
      powrocie do domu w poduszkę .Wiecie że mimo iż urodziłam 4tygodnie temu córeczkę
      ten ból nadal gdzieś jest i już się go nie zapomni zawsze będę pamiętać moją
      walkę o dziecko jesteście silne i nie dajcie sobie powiedzieć że przesadzacie
      czy robicie coś źle macie prawo się załamać bo nikt nie jest z kamienia buziaki
      • tunia221 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 04.08.08, 21:53
        Od jakiegos czasu czytam Wasze forum, ale dzisiaj postanowiłam
        napisać. Jeszcze dwa tygodnie temy nosłam malenstwo pod swoim
        sercem, teraz jestem sama. Nienawidze siebie za to. To tak bardzo
        boli.
    • mexx100 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 13.07.08, 19:40
      Rozumiem Cię... zresztą sama czuję się podobnie.Moja najlepsza przyjaciółka jest w ciąży.Dowiedziałam się o tym dzień czy dwa po zabiegu.Zyczę jej wszystkiego dobrego,najlepszego,ale niestety nie potrafię jej tego okazać.Podświadomie unikam spotkań ponieważ,wiem że powinnam zapytać ,jak się czuję, jak znosi ciąże,niestety nie mogę i nie wyduszę z siebie ani słowa na ten temat.Dziś się widziałyśmy i o mało nie powyłam się przy wszystkich słysząc gratulacje czy jakiekolwiek rozmowy dotyczące jej stanu.Sama się wstydzę przed sobą
      takiego zachowania ale niestety,głęboko w sobie mam żal i nie potrafię inaczej reagować...
    • ankups Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 13.07.08, 21:09
      Brawo!
      Cieszę się, że Cię taką czytam big_grin
      tak, to najwazniejsze - chronic SIEBIE!
    • wrozka_remiza Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 13.07.08, 21:14
      chyba nie, ten żal i smutek pozostaną...

      rozumiem Cię doskonale, po pierwszym poronieniu nie czułam bólu tylko w
      obecności jednej ciężarnej przyjaciiółki, inne (znajome) mnie drażniły. po
      drugim poronieniu było gorzej.

      gdy zaszłam w 3-cią ciążę i wysztko szło ku dobremu, gdy spotykałam w szpitalu
      kobiety roniące czułam się nieswojo. może to dziwne, ale miałam wyrzuty
      sumienia, że mi się udało, może dlatego, że tak doskonale rozumiem ich ból?

      mysle, że kobieta po stracie wszystko odczuwa inaczej, silniej, niż szczęścira,
      która bez problemu zajdzie i dnosi ciąże.

      głowa do góry, każdy jest w jakimś sensie egoistą ;P i tak powinno być, inaczej
      byśmy zwariowali. a wyrzuty sumienia? miną.

      jak napisała koleżanka wyżej prawdziwy przyjaciel zrozumie chwilową rozłąkę, a
      taki co nie zrozumie, to... sama wiesz.

      uda się, tylko musisz w to uwierzyć smile wiem co piszę, bo ja w to wierze.

      pozdrawiam,
      martyna.

    • grochalcia Kamilka... 13.07.08, 22:16
      moja Ty żabko, witaj!!!!!!!!! jak sie
      cieszebig_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    • sofi75 Kama ... 23.07.08, 20:08

      po pierwsze: ogromnie sie ciesze ze jestes ...
      po drugie: cudownie ze stoisz w pionie i najwazniejsze ze robisz cos w swojej
      sprawie
      po trzecie: ja do powyzszej prawdy tez dlugo dochodzilam ... ba .. nawet
      znalazlam sie taka madrala, ktora zobaczywszy ze unikam spotkania z kolezankami
      w ciazy opieprzyla mnie prosto w oczy "a jak ja bede wciazy to co? tez bedziesz
      mnie unikac? jak tredowatej jakiejs? przeciez ja Ci nic nie zrobilam! nie masz
      prawa mnie tak traktowac". To byl moj swoisty "przelom" bo odpowiedzialam: "ale
      mam prawo a nawet obowiazek traktowac siebie, jakbym byla z porcelany. A ty nie
      masz z tym nic wspolnego ..."

      (zreszta 2 m-ce pozniej okazalo sie ze ona jest w ciazy i to ona zaczela mnie
      unikac - ale to juz zupelnie inna hisoria)
      _________________________________
      "do góry uszy, to i pupa ruszy"
      • smily4kama1 sofi75 25.07.08, 12:56
        Ach, Sofi jak dobrze Cie widziec...

        Strasznie zaluje, ze do tego wszystkiego doroslam tak pozno i zaczelam chronic
        sama siebie dopiero niedawno.

        Problem mimo wszystko istnieje, gdyz moj maz troche nie rozumie jak po tak
        dlugim czasie moge nadal uzalezniac swoje spotkania ze znajomymi po tym, co sie
        stalo.Nie robi mi wyrzutow, ale widze, ze nie do konca dociera do niego, ze jest
        to dla mnie nadal jakis problem.

        Ostatnio widzialam jak jego kolega, ktorego narzeczona jest w ciazy, napisal mu
        na gg, ze ma nadzieje, ze na nastepnym spotkaniu sie pojawie, bo on sie obrazi.
        Wkurzam sie, bo nie lubie gdy ludzie stawiaja mnie w sytuacji, kiedy musze
        kolejny raz cos im tlumaczyc. Oczywiscie ja nigdzie sie nie wybieram. A moj maz
        na pewno znowu bedzie sie krzywil.

        No coz...
        • sofi75 kama, ale nie miej 25.07.08, 21:35
          z tego powodu wyrzytow sumienia.

          Ja w sumie rzeczywiscie na ciezarowki nieco juz jestem odporna, nawet wsrod
          znajomych, ale to zalezy:
          - poronienie niestety zweryfikowalo mnostwo moich znajomosci: okazalo sie ze sa
          znajomi, ktorzy potrafili sie wobec mnie zachowac bardzo taktownie i z tymi
          jestem w dobrych stosunkach do tej pory, bez wgledu na to czy sa w ciazy czy
          nie; ale byli tez tacy, ktorzy potrafili bezlitosnie wbijac szpile rzucajac
          teksty typu " w sumie zastanowcie sie czy to drugie dziecko Wam potrzebne,
          przeciez po tym co sie dzieje, to juz widac jak moze wygladac nastepna ciaza -
          warto tak sie szarpac?" - tych skreslilam na amen, wyjasniajac im wczesniej ze
          nie chce ich widziec po tej stronie drzwi mojego domu - i naprawde nie mam w z
          tego powodu wyrzutow. No byli tez tacy, ktorzy maksymalnie mnie rozczarowali, bo
          postanowili chronic siebie przede mna (wymyslili sobie, ze poronienie moze byc
          zakazne albo cos takiego - sredniowiecze normalnie) - Ci sa traktowani jak
          powietrze ...

          Dlatego jesli sie obrazi to trudno - moim skomnym zdaniem, jedyne co mozesz mu
          zaproponowac, to wyjasnienie, dlaczego nie potrafisz, ale ze daje 90% na to, ze
          i tak nie zakuma, wiec dalabymsobie spokoj z wyjasnieniami - szkoda nerwow.
          • grochalcia Re: kama, ale nie miej 26.07.08, 08:22
            chyba powinnam dziekowac Bogu, ze po moich poronieniach nie miaalm do czynienia
            z zadnymi znajomymi w ciąży...nikt mnie nie musial specjalnie unikac ani ja
            nikogo....tzn w pracy jedna kolezanka byla w ciąży, ele ze ona mi zupelnie
            obojetna byla od poczatku, wiec jakos mnie to nie bolalo za bardzo. zreszta
            bardzo serdeczna byla dla mnie caly czas, pytala jak sie czuje i wogole. nawet
            sobie kiedys przy niej poplakalam...

            jak bylam teraz w szpitalu przez 2 tyg i dziewczynom na sali mowilam, ze 2 ciaze
            stracilam-patrzyly na mnie jak na dziwadlo.
            • sofi75 grocha to w takim badz razie 26.07.08, 10:12

              uwierz, ze odpadlo Ci mnostwo stresow.
              U mnie na poczatku przezywalam stres zwiazany z samym poronieniem, a po
              miesiacu-dwoch doszly do tego stresy zwiazane z reakcjami otoczenia.

              Pamiatam ze kiedys gadalam z jedna znajoma na temat mojego synka, bylo o tym, ze
              on taki hiperaktywny, ze nawet o ADHD byl podejrzewany. Na co ona podsumowala:
              "to skoro on taki trudny, to moze powinnas sie cieszyc ze masz tylko jedno".
              Rece mi opadly ... to bylo miesiac po zabiegu. Ludzie naprawde nie maja
              wyobrazni ani wyczucia.

              Teraz juz przyszedl taki czas kiedy to wszystko pomnie splywa - ale chyba
              obydwie wiemy jak bylo ...

              _________________________________
              "do góry uszy, to i pupa ruszy"
    • monia76 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 25.07.08, 16:16
      zgadzam się z Tobą i uważam, że umiejętność ochrony siebie jest
      ogromnie ważna po poronieniu.
      ja moim ciężarnym/dzieciatym koleżankom mówię wprost, że jest mi
      bardzo przykro, że za nimi tęsknie, ale nie jestem gotowa na
      spotkanie i nie mam sił, by dać wsparcie ciężarnej czy młodej mamie.
      nie spotkałam się jeszcze z oburzeniem czy zdziwieniem, a wręcz
      przeciwnie, koleżanki są mi wdzięczne, że mówię wprost jak jest,
      dzięki czemu rozumieją czemu ich unikam.
    • milena176 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 29.07.08, 10:50
      ja poroniłam dwa razy - za drugim razem myślałam, że jest lepiej bo
      w sumie od początku wzięłam sprawy w swoje ręce - dużo czytałam na
      ten temat - porobiłam sobie badania... teraz mija trzeci miesiąc od
      ostatniego poronienia, niby dobrze się czuję tylko jak wy nie mogę
      znieść widoku ciężarnych kobiet albo matek z maleństwami. Niedawno
      dowiedziałam się, że znajoma jest w ciąży to przepłakałam cały
      dzień - dlaczego mnie to spotkało a ją nie - wiem, że to straszne -
      wstydzę się tych uczuć. W ogóle mało mówi się na temat poronienień i
      wydaje mi się, że w moim otoczeniu to tylko ja poroniłam... Dobrze,
      że jest to forum gdzie można spotkać dziewczyny, które przeszły
      przez to samo... pozdrawiam
    • malkoska Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 01.08.08, 22:21
      ja poronilam 13/07 (jednak ta trzynastka to taka pechowa jest) a moja jedyna i
      najblizsza siostra jest wlasnie w 4 miesiacu ciazy ... zycze jej jak najlepej,
      boje sie zeby sie jej nic nie stalao, zeby sie wszystko dobrze zakonczylo ...
      ale jak widze jak jej brzuchol rosnie, jak szykuje sie na przyjscie malenstwa to
      mam ochote wylaczyc telefon, wyprowadzic sie jak najdalej sie da ... tylko wiem
      ze ona tez potrzebuje wsparcia i wiem ze jej tez jest ciezko ze mna teraz
      rozmawiac ... z kolezanka to sobie bym dala rade, ciecie na czas jakis i spokój
      a tu chcialabym a boje sie ...

      moze bedzie latwiej jak troche czasu uplynie? ale musze bardziej pomyslec o tym
      egoizmie, moze mi pomoze smile
      m.

    • konfrok81 Re: to chyba nigdy sie nie skonczy 02.08.08, 09:37
      Poronilam niecale 3 tygodnie temu w 7tc. Nie mialam zabiegu tylko wszystko samo sie oczyscilo chociaz z tego powodu dluzej bylam w szpitalu. Ale tak chcialam bo wydaje mi sie ze wtedy szybciej bedziemy mogli starac sie o dziecko.

      Ja mam problem który można byłoby nazwać zmową milczenia wokol mego poronienia. (nawet sie zrymowalo). Niewielu znajomych wiedzialo o ciazy poniewaz nie zaczelismy tego rozglaszac - chcielismy my sie z tym oswoic i przyzwyczaic do mojego odmiennego stanu a rodzina dowiedziala sie kiedy wyladowalam w szpitalu. I jak jeszcze moja rodzina jakos stanela na wysokosci zadania to rodzina meza nie. A mi chodzilo tylko o to by przy pierwszym spotkaniu od np. mojej szwagierki czy tesciowej uslyszec 'przykro mi'. Nie chce pocieszania bo to nie pomoże ale chcialabym zeby zauwazyli ze stracilam dziecko a tam milczenie, ani slowa...

      A dodatkowo dwa tygodnie po poronieniu moja szwagierka rzucila haslo że beda na wiosne miec drugie dziecko i zabolalo strasznie. Biorac pod uwage to że niedawno stracilam dziecko mogla to zrobic jakos delikatniej. I chyba bede jej unikac, przynjamniej do momentu jak wydobrzeje psychicznie. i wiem ze nie bede lubic tego dziecka. Moze to okrutne ale to wszystko jest za swieze by moc tak po prostu nad tym przejsc.
      Tylko jak unikac siostry meza?

      Zastanawiam sie tez jak ten egoizm o ktorym piszemy wplynie na nas, na nasz powrót do normalnego życia, kiedy nam to przejdzie?

      smily4kama1 - piszesz ze rok minal i nadal tak masz. Myslisz ze to przechodzi? Bo chcialabym zeby przechodzilo i zebym juz nie czula zazdrosci czy smutku slyszac ze ktos ze znajomych jest w ciazy. Może w momencie gdy same bedziemy w ciaży i urodzimy zdrowe dzieci to przejdzie?

      K.
      • smily4kama1 konfrok81 02.08.08, 15:00
        Przede wszystkim ogromne wyrazy współczucia. Wiem dokładnie jak się czujesz. To
        bardzo świeża rana na Twoim sercu i mocno mocno krwawi.

        Mogę Ci doradzić proste rozwiązanie. Jeśli spotkasz się z siostrą męża, a ona
        będzie z wielką ochotą opowiadać o planach na dziecko, możesz bardzo delikatnie
        jej powiedzieć coś w stylu: " Przepraszam Cię, ale wiesz, że niedawno poroniłam
        ciążę i z uwagi na to co przeżywam, proszę nie poruszaj tego tematu w mojej
        obecności." Nawet jeśli się obrazi na Ciebie za to co powiedziałaś, na pewno nie
        będzie poruszać przy Tobie tematu dziecka, bo byłoby to już złośliwością z jej
        strony.

        Drugi sposób, który ja zastosowałam, to po prostu poprosiłam męża, żeby
        powiedział swoim znajomym, rodzinie, że aktualnie przeżywam żałobę i trzeba mnie
        traktować z wyczuciem. Zadziałało. Myślałam, że się ludzie poobrażają, ale
        wykazali naprawdę dość zrozumienia.

        Są oczywiście przypadki, kiedy na nikogo nic nie działa, bo taki człowiek, co
        sobie odpuścić nie może i wtedy definitywnie należy unikać kogoś takiego.

        Acha, i pamiętaj moja droga, że po tym, co się stało, należy Ci się wsparcie i
        zrozumienie. Powiedz otwarcie mężowi, że takie tematy sprawiają Ci ogromny ból i
        żeby starał się być Twoją osłoną.

        Ja wiele nocy przepłakałam, długo po poronieniu, bo miałam wrażenie, że mój mąż
        nie do końca rozumie mój ból. Okazało się, że dopiero kiedy mu dokładnie
        powiedziałam, co czuję, jakie mam lęki, obawy, co mnie irytuje, mógł wczuć się w
        rolę i mi pomóc.

        Pamiętaj, że są ludzie i ludziska. Nigdy nie uchronisz się w 100% od bólu, ale
        jeśli możesz w jakikolwiek sobie pomóc, to zrób to, nawet jeśli grozi to obrazą
        w rodzinie.

        P.S. Ja jestem zdania, że tylko kolejna ciąża zakończona powodzeniem, zmyje
        resztki bólu po poronieniu.

        Pozdrawiam
        • konfrok81 smily4kama1 04.08.08, 18:10
          Dzięki za odpowiedź.

          Myśle sobie że na razie to muszę sobie dać troche czasu na poukładnie, popłakanie, przyzwyczajenie się w jakiś sposób do tego co się stało więc siostry męża staram się unikać na ile się da. A za jakiś czas mam nadzieję że spokojniej do tego podejdę i to unikanie nie będzie aż tak konieczne.

          Mam nadzieję że jednak okaże się ludziem a nie ludzisikiemsmile

          A ogólnie to teraz tylko musimy czekać na następna szczęśliwą ciąże i wtedy przejdą nam te uczucia bo z sobą się nie spotykać to problemsmile Więc poczekamy, przygotujemy się i będziemy szczęśliwymi mamami. Mimo że to co sie stało nie da się zapomnieć to jednak myśle że musimy patrzeć w przyszłość i planoważ, marzyć, działać...

          Pozdrawiam,
          K.
          • tunia221 Re: smily4kama1 04.08.08, 21:54
            Od jakiegos czasu czytam Wasze forum, ale dzisiaj postanowiłam
            napisać. Jeszcze dwa tygodnie temy nosłam malenstwo pod swoim
            sercem, teraz jestem sama. Nienawidze siebie za to. To tak bardzo
            boli.


            • smily4kama1 tunia221 05.08.08, 10:20
              slucham?
            • konfrok81 tunia221 09.08.08, 22:27
              Na poczatek chece Ci powiedziec ze to nie Twoja wina i nie mozesz siebie za to nienawidzic. To bardzo boli i szybko raczej nie przestaje i jakos z tym trzeba sobie poradzic.
              Ja (minal prawie miesiac) nadal o tym mysle, nadal boli, nadal jestem zla na osoby ktore zachowuja sie jakby nic sie nie stalo i to osoby dosc bliskie. Staram sie nie miec pretensji do siebie. Ja zrobilam dla mojego dziecka to co bylo mozliwe i co najlepsze. Nawet zrezygnowalam z mojej ulubionej kawy. To co sie stalo to sie nie odstanie ale wierze mocna ze musze patrzec do przodu, w przyszlosc i z calych sil wierzyc ze bedzie dobrze.
    • fruzia27 Re: Kama! 09.08.08, 00:45
      Się bardzo cieszę, że Cię widzę smile))))))) Żeś cała i w dobrej
      formie, bo jak zaczynasz myśleć o sobie, o tym, żeby sobie
      zaoszczędzić bólu, to znaczy że jest ok!
      Ja musze Ci powiedzieć straciłam na własne życzenie dosyć bliską
      koleżankę. Tzn. koleżanka po moim drugim poronieniu (bo o pierwszym
      dowiedziała się już jakiś czas po) okazała się niezbyt bliską
      koleżanką wink. W drugiej ciąży (no w sumie w trzeciej) miałyśmy
      termin porodu z różnicą 2 tygodnie. Nasze dziewczynki są w jednym
      wieku, obie się cieszyłyśmy, ale mi zbytnio nie długo było dane.
      Skończyłam po raz drugi na zabiegu. Ona o tym wiedząc raz bardzo, a
      następnie już trochę mnie sprawiła przykrość. Po pierwszym razie jej
      powiedziałam, że mnie to boli, że mi jest przykro, że się tak
      zachowała. Niby zrozumiała, do następnego razu. No i ja sie
      odcięłam. Na tyle na ile mogłam i na ile było mi wygodnie. Trudno -
      niech sobie myśli, że jej zazdroszczę (bo pewnie tak myśli, zresztą
      w pewnym sensie tak - też bym chciała cieszyć się zdrową ciążą,
      niczym nie martwić i jeszcze narzekać, że mnie kręgosłup boli i że
      jest gorąco, naprawde bym chciała), niewiele mnie to obchodzi. Skoro
      ktoś nie umie się zachować stosownie do sytuacji (to ja tu byłam
      poszkodowana, a jej jedynie mogło być niezręcznie, ale próbowałam
      jej to wytłumaczyć), to trudno - nie muszę kontynuować tej
      znajomości. Nic nie mówiłam, po prostu się odsunęłam, bo mimo że jej
      brzuch już przestał mnie dobijać, po prostu czasem było mi przykro
      tak ogólnie, a poza tym jej niektóre komentarze i zachowania stanu
      odmiennego mnie bolały. Wiec ja uważam, że po naszych przeżyciach
      mamy prawo oczekiwać delikatności i zrozumienia. A jak ktoś nas nie
      rozumie? Zawsze może się chociaż postarać. Jak nie wyjdzie, to
      trudno. Nie uważam, żebyśmy to my musiały się poświęcać i
      powstrzymywać łzy słuchając opowieści o czyjejś ciąży, jeśli to dla
      nas trudne.
      Pozdrowionka! Może Uki z tego jakoś wybrnie!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja