nic. tylko tyle widzę przed sobą.

01.09.08, 12:23
chciałam tylko napisać, że jakoś nie czuję, że będzie dobrze. Nie pomaga mi
lektura - zostałam mamą po poronieniu itd, nie wierzę, że zostanę jeszcze
mamą. Mój czas mija. Wiem, że zasłużyłam, zrobiłam w życiu wiele złych rzeczy.
Nie mogę słuchać pocieszeń. Dobija mnie, że mój Michał jest chrzestnym dziecka
urodzonego w dniu mojego poronienia. Już myślę o tym, że w rocznicę będą
zajadać się tortem i klaskać, że dzieciątko wybrało np. różaniec. A ja, co ja
będę świętować z nimi? Dlaczego nikt nie widzi niestosowności tej sytuacji?
Czy to ja zwariowałam, że mnie to boli? To nie było dziecko- wczoraj
usłyszałam od męża. A ja dałam już mu imię.Takie do czasu odkrycia płci. To
był 5- 6 tydzień, powiedziała pani dr, to spóźniona miesiączka. Nie przeżyję
tego ponownie. Bo minęły 3 mce i z każdym dniem jest mi gorzej. "Czy jest pani
w ciąży?" zapytała recepcjonistka u lekarza, "nie" odpowiedziałam, "a to
proszę poczekać", najpierw pani w ciąży, ja tylko po poronieniu, mogę
poczekać. Mam czas. Mój lekarz chyba też tak sądzi, bo jeszcze nie zaczęliśmy
żadnych badań. Facet jest podobno świetnym specjalistą, jest znany i lubiany,
ale póki co psychicznie mnie wymęczył. Kiedy zobaczył po poronieniu torbiel,
od razu padło słowo operacja. Inny lekarz powiedział, że przecież sama się
wchłania, to częsta sytuacja. Nie mam już sił. Znikąd pomocy, znikąd wsparcia.
Bo nie było dziecka. Stella to mój wymysł. Podniesiona beta. Amen.
    • nini6 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:08
      Funia, poronienie nie jest karą za popełnione grzechy - nie pocieszam Cię,
      stwierdzam fakt.
      Strasznie mi przykro, że usłyszałaś od męża, że to nie było dziecko, to
      nieprawda, straciłaś dziecko, ono było u Ciebie w brzuchu, w głowie i w sercu. I
      w tym ostatnim pozostanie na zawsze. Wiesz, faceci czują zupełnie inaczej niż
      my, dla nich dziecko staje sie "prawdziwe" dopiero wtedy jak moga je zobaczyć,
      wziąść na ręce, wczesniej to dla nich abstrakcja. Niby jest a nie ma (nie
      widać), niby nie ma a jest... No i strata inaczej boli, jesli w ogóle....

      Ja też czuję sie gorsza, mniej wartościowa jako kobieta, nie udało mi się coś,
      co jest tak proste i łatwe, nie udało mi się ochronić ciąży. Powolutku
      odbudowuję poczucie wartości, staram się odzyskać spokój i pewność, że następnym
      razem uda mi się zajść w bezproblemową ciążę i urodzić zdrowe dziecko. Coraz
      częściej o tym myślę, już nie czuje obrzydzenia do swojego ciała, które mnie tak
      zawiodło i oszukało, cieszę się na myśl, że nieługo rozpocznę nowe starania i
      będę miała duży brzuch i poczuje jak porusza sie moje dziecko. Juz pozwalam
      głaskać się po brzuchy mojemu M, wczeniej uważałam, że na to nie zasłużyłam.

      Kochana, przytulam cie mocno, masz za sobą wielką tragedię, rozumiem cie
      doskonale. Dlatego jesteś bardzo wrażliwa, niewłaściwe zachowania mogą ranić cię
      bardzo mocno, to zrozumiałe.
      Pisz tutaj, to pomaga, jest tu mnóstwo dziewczyn, które przeżyły strate dziecka
      i nikt nie powie ci, że przesadzasz.
      Zobaczysz, że bedzie lepiej, powolutku ale lepiej!
    • lilith76 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:15
      Tak, rodzina zachowała się niestosownie (chyba że o niczym nie wiedzieli), a twój mężczyzna podjął w tym udział decydując się na bycie ojcem chrzestnym. To co on mówi jest okrutne i bolesne, ale wielu mężczyzn stara się tak do tego podchodzić - biologiczne, racjonalnie, bez emocji. Oni ojcostwo zaczynają czuć grubo, grubo później.
      Ja też zetknęłam się z "kultem przyszłej matki" w przychodni (w końcu brała udział w akcji "Zdrowa Mama"). Weszłam do gabinetu razem z ciężarną dziewczyną, z nią pielęgniarka radośnie sobie gawędziła, jak ze mną niedawno. Powiedziałam smutno, że poroniłam. Pielęgniarka rzuciła okiem, powiedziała "aha", wykreśliła mnie z kajeciku i... wróciła do rozesmianej rozmowy z ciężarną. No comments. A w rejestracji nie chcieli mnie zapisac na kontrolną wizytę, bo ciężarne mają pierwszeństwo. Inkubator opróżniony, inkubator może sobie iść. Wróciłam wtedy do domu rycząc.
    • monia76 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:19
      Funiu, masz prawo nie tryskać optymizmem. mnie również do furii
      doprowadzają debilne teksty rodziny w stylu "wszystko będzie
      dobrze". dla kobiety która straciła dziecko nic już nigdy nie będzie
      dobrze, nawet jeśli zostanie kiedyś mamą ziemskiego dziecka i
      pozornie poradzi sobie ze stratą. otoczenie, Twój mąż nie rozumieją
      co czujesz, bo skąd mają rozumieć? dla innych szkoda Twojego
      wysiłku, ale do męża mów, rozmawiaj z nim, niech wie co się z Tobą
      dzieje, niech będzie świadom, że masz prawo do takiego przeżywania
      bólu. powiedz mu, że boli Cię słuchanie o chrzcie, świetowanie i że
      dla Ciebie to jak posypywanie solą najgłebszych ran.
      Twoje dziecko było, istniało i nadanie mu imienia to wspaniały gest
      i konieczność. przyzwyczajaj męża do tego, mów o dziecku jej
      imieniem, niech się oswaja. sposobem facetów na przeżywanie bólu
      jest często udawanie, że nic się nie wydarzyło. oni mogą, bo nie
      czuli dziecka w sobie. ale Twój mąż też cierpi, nie daj się zwieść
      jego próbie zachowania zimnej krwi.
      wiem, że Cię to nie pocieszy, ale na takie testy jak ten chrzest
      będziesz narażone przez całe życie. dla nas, mam po stracie, świat
      się zatrzymał, dla innych - pędzi nadal.
      • funia3 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:33
        dziewczyny, dziękuję za Wasze słowa. Wiem, że Michał nie odczuje takiej straty,
        jak ja odczuwam. Ale ja już nie mam sił dalej żyć. Z tym chrztem nie zdałam
        testu- nawet nie spojrzałam na dziecko. Za to wpadłam w histerię. To było 2
        tygodnie po poronieniu, a oni dowiedzieli się o tym jako pierwsi, o mojej
        stracie. Mam 32 lata i każdego dnia budzę się ze świadomością, że jestem sama,
        będę sama, umrę sama. Nie wierzę, że urodzę. A adopcja to kilka lat starań. Nie
        ma nadziei. Tuż po poronieniu czułam się gotowa stawić wszystkiemu czoła, ale
        właśnie nie dzieje się nic. A takie dni, jak ten, wolne od pracy uświadamiają
        mi, że nie mam dla czego żyć. Mam rodziców, którzy jednak nie zasłużyli na
        cierpienie, więc jakoś będę oddychać, ale gdybym mogła, to proszę, chcę umrzeć.
        • ursz-ulka To jest największa strata w życiu 01.09.08, 13:47
          nieważne jak wielkie dziecko było. Było. A że krótko? NO krótko.
          Masz prawo płakać! Masz prawo je wspominać.
          Ja też przeżywam, mój chłopak przeżywa. Jutro minie tydzień od
          poronienia. W sobotę pochowaliśmy nasze maleństwo. Bo wiem, że to
          maleństwo nie jest gorsze od innych dzieci.
          Też nie mogę patrzeć na dzieci. Bo kocham swoje i wiem, że go nie
          przytulę, nie pójdziemy na spacer, nie posiedzimy, nie poczytam mu.
          Ale wiem, że jest obok nas.
          I moje dziecko patrzy na swoją mamusię z góry, i co - widzi mamusię,
          która nie może spać ani jeść i nie ma sił. I powtarza mi wciąż w
          myślach, że kocha mnie i chce, żebym dbała o siebie, żębym zadbała o
          jego tatusia.
          Jesteśmy już rodzicami, choć w najgorszym tego słowa znaczeniu -
          mamy nieżyjące dziecko. Ale będziemy żyć dalej, choć na razie jest
          ciężko jak cholera...
        • monia76 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:51
          Funiu, myślę, że powinnaś szukać pomocy. wiem, że czasem trudno
          podjąć taką decyzję, ale w końcu lekarze i leki od tego są by
          pomagać i dawać ulgę. ja też chciałam być dzielna, ale dopiero
          rozmowy i leki pomogły mi przetrwać najtrudniejsze chwile. bardzo
          bałam się uzależnienia, długo unikałam pójścia po receptę, ale kiedy
          już miałam leki, było mi łatwiej - sama świadomość, że kiedy będize
          już tragicznie, mogę sobie ulżyć, była pomocna.
          dużo dają też kontakty z osobami po stracie. inne mamy wiedzą co
          czujesz i nie musisz im tłumaczyć, że Twoje dziecko istniało i czemu
          dalaś mu imię. dzielenie się przeżyciami i czytanie o innych daje
          równowagę i przekonanie, że nie zwariowałyśmy rozpaczając tak bardzo.
          • funia3 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 14:01
            dojrzewam Moniu do tej myśli. Boję się jednak uzależnienia, no i okazania
            słabości.

            Poza tym kontakty międzyludzkie przekonują mnie, że mój kot ma więcej empatii,
            niż większość ludzi, którzy okazuję postawę: nie jesteś jedyna, poza tym dziecka
            nie ma, nie histeryzuj.
            • ursz-ulka Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 14:09
              Nie słuchaj! Najlepiej wyjdź! Oni nie wiedzą co czujesz. Albo mówią
              tak, żeby się odciąć i nie oglądać cierpienia innych, bo w swoim
              ograniczeniu nie są w stanie uszanować tego cierpienia jak należy.
              Masz prawo mieć żałobę niezależnie od tego jak długo żyło dziecko.
            • monia76 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 14:09
              oj znam to dobrze. też chciałam być dzielna i silna. tylko, że to
              zawsze obraca się przeciwko nam, a nikt tej dzielności i tak nie
              docenia i nie zauważa. poza tym, siła to także umiejętność
              sięgniecia po pomoc, kiedy tego potrzebujemy, zanim będzie za późno.

              ja też przekonałam się, że nie zawsze możemy liczyć na empatię i
              zrozumienie. najbardziej bolały słowa mojej mamy, która albo unikała
              tematu albo miała żal, że histeryzuję skoro "już po wszystkim".
              zadra w sercu będzie zawsze, ale odkąd przestałam oczekiwać od niej
              zrozumienia i wsparcia jest między nami znów ok.
        • nini6 Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 13:55
          Masz dopiero 32 lata i jeszcze sporo czasu na dziecko. Mówię ci to ja, prawie
          35-latka.
    • trzykaj.mum Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 17:08
      A ja mam nadzieję, że będzie dobrze i wierzę za Ciebie. Wiem, jeśli mogę tak
      powiedzieć, co przeżyłaś. Niestetysad Ale trzeba wierzyć, że będzie lepiej i że
      będzie dobrze.
      Wiem, że to będzie małe pocieszenie, ale poczytaj sobie tu:
      smyk.com/index.php?option=com_forum&action=thread&id=3089&Itemid=0
      jak wiele trzeba niestety czasem przeżyć, ale że jest możliwe to żeby jednak
      osiągnąć szczęście..
    • 1978anna Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 18:36
      Funiu Kochana, tulkam cię mocno

      niestety tak juz jest że osoby które nie przezyły tego co my nie
      zrozumieją, nikt nie zrozumie że dla nas był to Dizdziuś, Malutki
      człowieczek.

      I co z tego że niesłyszałam jego seduszka, ale ja już kochałam moje
      maleństwo i te wszystkie słowa pocieszenia, które bardziej raniły
      niz pomagały, jestes MŁODA, jaka do cholery jasnej młoda, przeciez
      mam trzydziestkę.

      Czasami zastanawiam się za co to jest kara, kim byłam w poprzednim
      życiu, że teraz tak mnie sprawdza życie. A może to że nie chodzę do
      kościoła, albo to że przez 10 lat wzbraniałam się przed dzieckiem, w
      sumie nie ja sama ale razem z M.

      Najgorsze jest to że nie poznamy odpowiedzi na wszystkie nurtujace
      nas pytania.

      Dobrze że jest Promyczek, Poronienie bo tu są osoby które wiedzą co
      czujemy

      TrZymaj się Kochana, będziemy Mamusiami, musimy w to wierzyć
    • justmaga Re: nic. tylko tyle widzę przed sobą. 01.09.08, 19:52
      Bardzo Ci wspolczuje i lacze sie w bolu.
      Strasznie to ..glupie,ze Twoj maz zostal chrzestnym dziecka
      urodzonego akurat w tym dniu. Nawet jak rana sie zablizni i tak co
      roku bedzisz przypominala sobie o tej smutnej rocznicy.
      To nasze dzeci,nie mierzone w milimetrach ale iloscia milosci jaka
      mialysmy. Iloscia nadziei i marzen.
      Los nam to zabral brutalnie. Wiare nam tez zabrano.
      Pani po poronieniu przestaje byc wazna jakze czesto nie tylko dla
      personelu szpitala ale takze dla rodziny czy bliskich.
      pozdrawiam cieplo
      • funia3 dziękuję. 02.09.08, 19:52
        Dziękuję za dobre i ciepłe słowa. Właśnie Magda najlepiej opisała- wiarę nam też
        zabrano. W przyszłość, w ludzi,w rodzinę, w lekarzy. Dwóch ostatnich twierdzi,
        że nie warto robić badań, bo skoro nie było pęcherzyka, to nie możemy mówić o
        ciąży. Może mają rację? Dla rodziny nie jestem tak ważna, jak ta, co urodziła.
        Ona poniosła wysiłek, ona się boi o dziecko, jego zdrowie jest tematem rozmów. A
        ja mam nadal tylko kota.

        Ale wiecie co, uświadomiłam sobie, że chciałam jak najszybciej zajść w ciążę, a
        przygody z lekarzami, stanie w miejscu, bo nie mam żadnych badań, mi to
        uniemożliwia,i że właśnie to mnie doprowadza do furii i coraz częstszych ataków
        histerii. Dociera do mnie jednak, że tak może ma być? Może powinnam opłakać
        Stellę, której nie było i nie będzie, pozwolić odejść jakimś wyobrażeniom i
        marzeniom, uwolnić głowę? nie wiem sama. do dupy to zycie.
        • ursz-ulka Re: dziękuję. 03.09.08, 08:15
          Może powinnam opłakać
          > Stellę, której nie było i nie będzie, pozwolić odejść jakimś
          wyobrażeniom i
          > marzeniom, uwolnić głowę? nie wiem sama. do dupy to zycie.

          Myślę, że tak. Ppopłacz, daj sobie do tego prawo, by opłakać to na
          co nie masz wpływu, to co bezpowrotnie odeszło. Ja beczałam całe
          dnie, nawet przed poronieniem, bo czułam że coś jest nie tak.
          Wypłakałam wszsytko co mogłam wypłakać. Czy w samotności czy przy
          innych.Cały ten żal i smutek. I gdzieś miałam co ktoś o tym sądzi.
          Myślę, że to najlepsze co możesz zrobić w tej sytuacji dla siebie -
          POZWOLIĆ SOBIE NA PRZEŻYWANIE SMUTKU, TĘSKNOTY ZA TĄ MALEŃKĄ ISTOTKĄ.
          • ursz-ulka Re: dziękuję. 03.09.08, 12:11
            A ja dzisiaj zaczęlam odczuwać głód! Pierwszy raz po tygodniu od
            zabiegu burczy mi w brzuchu i mam ochotę naprawdę coś zjeść. Wiem,
            że może dla was to błachostka, ale przez tydzień po prostu nie
            jadłam tylko z musu przeżuwałam. Mój żołądek się odblokowuje...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja