Nadzieja poszukiwana...

13.01.09, 20:38
Co dalej? Kiedy? Nie wiem? Chcę i boje się, boję się czekania,
niepewności, badań. Chciałabym całą ciążę przespać i obudzić się na
początku porodu. Trzeba jednak stanąć twarzą w twarz ze strachem,
pojechać na badania, pierwsze i kolejne USG. Wpatrywać się w oczy
lekarza. Co widzi, czy z coraz większym skupieniem ogląda obraz na
czarno białym ekranie, czy marszcząc brew przesuwa się bliżej
ekranu, nic nie mówi, zmienia obrazy. Pada pierwsze: „niestety”.....
Czy tez już po kilku chwilach od przyłożenia sondy najpierw się
uśmiecha, jeszcze jedno przesunięcie głowicy i słowa : „maluszek
zdrowo rośnie, waży około... g”. Co nas czeka, czy maleństwo szybko
do nas przyjdzie, co dalej. Myślę też o Ani, 8 lat oczekiwań,
niespełnionych nadziei. Minęło już 14 tygodni jej ogromnej radości,
która trwa. Czy jej będzie dane przytulić swoją kruszynkę i kochać
ją? Przeżywać pierwszy dzień w szkole, wybierać sukienkę lub
garnitur na studniówkę?... Modlę się za nich. Jak daleko w
przyszłość wybiegam, kiedy ta najbliższa jest taką niewiadomą. Nie
jestem jeszcze w ciąży, a już we mnie tyle strachu i obaw.
Przewidywań, niepokoju, co jeszcze może być!? Jak odzyskać spokój i
tę najważniejsza: nadzieję!
    • grochalcia Re: Nadzieja poszukiwana... 14.01.09, 08:31
      Nie masz wyjścia, musisz odszukac w sobie tą siłę...nie będzie lekko,
      uwierz. i własnie te pierwsze usg będą najgorsze..jeszcze teraz mam
      je przed oczami..ale potem tez lekko nie jest. już obawa zostaje do
      konca..mi zostalo 2 tyg ciąży a tak abrdzo sie boje..caly czas...

      badan sie nie bój-ja czekalam na nie z nadzieją, że wyjasnia
      przyczynę 2 strat. nie wyjasnily akurat, ale pozwolily przetrzymac
      okres przerwy miedzy staraniami. zylam od badania do
      badania..wszystkie wychodzily idealne.
      nie wiem czemu stracilam 2 ciąże-puste jajo i zaśniad groniasty. tym
      bardziej bylo mi trudno probowac znowu. ale sie udalo, choc lekko nie
      bylo.
      najwazniejsze jest wsparcie lekarza, ktory kolejna ciąże bedzie
      prowadzil, jego nastawienie do Ciebie, cierpliwosc i dyspozycja. no i
      wsparcie partnera, męża..ja bez meza nie bylam na zadnym usg do 20tc.
      musial byc ze mna i tzrymac mnie za rękę...nie dalabym rady sama..

      i tez prosilam lekarza na poczatku o zastrzyk usypiajacy na
      najblizsze 8 miesiecy, ale skubaniec twierdzil, ze takich jeszcze nie
      wymyslonobig_grin

      trzymam kciuki za to, żebys pokonała strach. i za słuszne decyzje.

      pozdrawiam. Kasia
    • kasia_zea_pl Re: Nadzieja poszukiwana... 18.01.09, 21:20
      droga Natalio
      Rozumiem Cię doskonale. Też jestem po stracie, która odmieniła moje
      życie na zawsze. Już nie jestem tą dziewczyną, która potrafiła się
      beztrosko bawić. Moje dziecko jest w niebie. Może dla niektórych to
      był tylko zarodek, nie dziecko, ale dla mnie to było DZIECKO.
      Chciane, kochane i najdroższe. Nie jestem jeszcze w ciąży, ale
      bardzo chciałabym być. Jest we mnie strach , że będę miała problemy
      z samym zajściem w ciążę. Zachodziłam w pierwszym cyklu starań. Na
      szczęście mam synka, który mnie kocha i pociesza. Żal mi jego. Jego
      mamusia jest często taka smutna. Jakby zeszło z niej powietrze.
      Wiem, że jak będę w ciąży to nie będzie we mnie spokoju. Każdy dzień
      z moim dzieckiem zdrowym to będzie jak prezent od Boga. Jest we mnie
      taki bunt. Dlaczego to mnie spotkało? Co ja takiego zrobiłam? Myślę,
      że równowagę w życiu odzyskam dopiero wtedy jak będę tuliła w
      ramionach moje zdrowe dziecko. Tylko wtedy. Teraz często pochłania
      mnie depresja i czarne myśli.
    • zama-zama Re: Nadzieja poszukiwana... 18.01.09, 21:49
      ja się nie modle...
Pełna wersja