moja historia...

10.02.09, 12:17
Witam,

Na to forum zaglądam od grudnia zeszłego roku, aczkolwiek dopiero teraz postanowiłam napisać... Dopiero teraz, bo potrafię już o tym mówić, ale właśnie teraz nie mam z kim porozmawiać. Otrzymałam ogromne wsparcie od rodziny i przyjaciół. Byli wtedy przy mnie, pocieszali, rozmawiali. Teraz jest inaczej. Minęły 2 miesiące i dla nich temat jest zamknięty. Myślą, że dla mnie też... a ja czuję przede wszystkim OGROMNY ŻAL.

Czy można sobie jakoś poradzić z żalem? Czy to kiedyś minie?

Z ponownymi staraniami musimy zaczekać do wakacji. Do tego czasu chyba zwariuje. Bardzo przeżywam każdą informację o ciąży mojej przyjaciółki... kiedy pokazuje kolejne zdjęcie z USG, opowiada o przebiegu ciąży. Często dodaje 6 do jej tygodnia ciąży ... właśnie o tyle tygodni moja ciąża była starsza... rozmyślam i zalewa mnie ogrom żalu, o wszystko. To jest silniejsze ode mnie.


Oto moja historia:

wrzesień 2008

Odstawiam tabletki i postanawiamy, że co ma być to będzie – nie zabezpieczamy się, ale też specjalnie nie celujemy w te dni. Zaczynam codziennie mierzyć temperaturę i uważnie obserwować swój organizm. Jestem ciekawa, kiedy będę mieć pierwszą owulację.



październik 2008

Dowiadujemy się o ciąży, nie sądziliśmy, że uda się tak szybko. Jestem zaskoczona, ale szczęśliwa. Nikomu o tym nie mówimy (nie chcemy zapeszyć), postanawiamy, że rodzicom powiemy dopiero pod koniec 3 miesiąca



listopad 2008

Spotykam się z przyjaciółkami. Nic nie mówię. Jedna z nich żali się, że w tym miesiącu po raz kolejny nie zaciążyła. Stara się od 6 miesięcy. Ma problem z owulacją. Zaczyna drugi miesiąc na CLO. Proponuje jej, żeby zaczęła obserwować swój organizm. Będzie codziennie mierzyć temperaturę i obserwować śluz, a ja założę jej wykres i dokonam analizy (skończyło się na tym, że „przytulali” się do siebie pod moje dyktando). Śmiejemy się, że robię z mini dziecko. Zawsze marzyłyśmy, żeby urodzić dzieci w tym samym roku. W obecnej sytuacji jeszcze bardziej zależy mi, aby im się w końcu udało.

Pierwsza wizyta (7 tc). Brak akcji serca – kolejna wizyta za 3 tygodnie. Lekarz twierdzi, że wszystko jest ok – nie ma reguły, czasami akcję serca widać później. Z gabinetu wychodzę z mieszanymi uczuciami.

Mówimy o ciąży zaprzyjaźnionej parze (odwdzięczamy się, bo o ich ciąży też dowiedzieliśmy się jako pierwsi). Nakazują nam myśleć pozytywnie. Tak się też staje, chociaż tli się we mnie iskierka niepewności.



grudzień 2008

czwartek
Druga wizyta (10 tc). Na USG śnieg, nic nie widać, lekarz nie pozostawia złudzeń, ustala termin zabiegu, podejrzewa zaśniad groniasty. Do nocy przeglądam internet – szukam informacji o zaśniadzie. Lekarz coś mówił, ale pamiętam to jak przez mgłę – wtedy myślałam tylko o tym, żeby się nie rozpłakać. Chyba jakimś cudem nazwa tego schorzenia zapadła mi w pamięci. Jestem przerażona. Mój mąż jeszcze bardziej. Strasznie się o mnie boi.

piątek
Umawiam się na wieczór z przyjaciółkami. Muszę im powiedzieć, wypłakać się. W drzwiach dowiaduję się, że będę ciocią. Mówi, że to dzięki mnie. Nie wytrzymała do poniedziałku i zrobiła test. Płacz. Mówię im, co się stało.

sobota
Jedziemy do rodziców. Mówimy o wszystkim.

środa
Szpital (11 tc). Przyjęcie do szpitala. Badanie USG - ukazuje się pęcherzyk, za mały jak na ten tydzień, od 7 tc powiększył się zaledwie o 1 mm, a powinien o ok. 21 mm. Zabieg. Kilka pytań, narkoza, potem już nic nie pamiętam, no może oprócz tępego bólu podbrzusza, który czułam przez narkozę. Budzę się na sali. Mąż jest przy mnie cały czas, podczas zabiegu czeka pod drzwiami. Leżę na ginekologii – całe szczęście oddział położniczy jest na innym piętrze. Mój lekarz zagląda do mnie kilka razy. Wszystko tłumaczy. Uspokaja – mówi, że mamy być dobrej myśli, bo najprawdopodobniej to nie zaśniad. Pozostaje tylko czekać na wynik badania histopatologicznego.

dwa tygodnie później
Wynik. Całe szczęście to nie zaśniad.


Mam nadzieje, że znalazły się osoby, które dobrnęły do końca... przepraszam, że tak się rozpisałam.
Musiałam się komuś „wygadać”. Dziękuję osobom, które chciały mnie „wysłuchać”.

Pozdrawiam
    • nini6 Re: moja historia... 10.02.09, 12:41
      Ogromnie mi przykro, ze Ciebie także dotknęła ta bolesna strata. To straszne
      przeżycie i rozumiem, jak jest Ci ciężko. Moja ciąża w sierpniu 2008 także
      skonczyła się w 10 tygodniu, zarodek sie nie rozwinął. Najgorsze jest pożegnanie
      marzeń o TYM dziecku, najtrudniejsze - pogodzenie się z tym, że TEGO dziecka nie
      bedzie. Mój swiat - tak jak i Twój - zawalił się - leżałam i płakałam, nie
      mogłam uwierzyć, że to, co lekarze podejrzewali od 4 tygodni( tyle czekałam na
      ostateczne potwierdzenie diagnozy) naprawdę się stało, że moje prosby, błagania,
      zaklinanie rzeczywistości nie przyniosły rezultatu.
      Uwierz mi, żal kiedyś minie. Nie przyspieszaj tego, potrzebujesz czasu, ile? to
      sprawa indywidualna. U mnie zaakceptowanie rzeczywistości zajęło jakieś dwa
      miesiace, po tym czasie nie płakałam już na durnych reklamach kaszek dla dzieci.
      I zaczęłam mysleć o zajsciu w nastepną ciążę.
      Udało mi się nadspodziewanie szybko - zaczęłam własnie 4 miesiąć.
      Nie wiem, dlaczego - skoro nie stwierdzono zaśniadu - lekarz kazal Wam tak długo
      czekać, rozumiem, że pół roku. Sa różne szkoły, niektórzy ginekolodzy każą
      odczekać 6, niektórzy 3 miesiące. Moja ginekolog pozwoliła nam próbować już po
      trzech miesiącach a tak samo jak Ty miałam zabieg.
      Przytulam Cię mocno, bardzo Ci współczuję, żadna z nas nie powinna przechodzić
      horroru, jakim jest strata wymarzonej ciąży.
      Wiem, że poradzisz sobie ze swoim żalem i z całego serca życzę Ci znalezieni
      spokoju. I zdrowego pięknego dziecka.
      • nini6 Re: moja historia... 10.02.09, 12:43
        I jeszcze napisłam na priv.
        • meresanch Re: moja historia... 10.02.09, 13:17
          mnie lekarz po martwej ciąży kazał odczekać 3 cykle i w 4 cyklu .... już nie było @
          dziś usg .....
        • meresanch Re: moja historia... 10.02.09, 13:18
          mnie lekarz po martwej ciąży kazał odczekać 3 cykle i w 4 cyklu .... już nie było @
          dziś usg .....
    • mania2008 Re: moja historia... 10.02.09, 14:36
      Przytulam i łączę sie z Tobą w bólu. Wiem co czujesz bo
      przeżyłam to samo prawie 1,5 roku temu. Miałam poronienie
      zatrzymane. Byłam w 11tc a rozwój maluszka zatrzymał się na 8tc. Tak
      jak Ty miałam zabieg łyczekowania. Świat mi się zawalił, na widok
      malutkich dzieci łzy się same cisneły do oczu. Było mi strasznie
      smutno i
      ciężko ale gdyby nie mój mąż i wiara że bedę jeszcze matką nie wiem
      jak bym to zniosła. Początkowo nie było minuty żebym nie myślała o
      tym co się stało. Dopiero po ok 4tyg po stracie wzięłam się w garść.
      Zaczęłam odliczać dni kiedy znowu będziemy mogli się
      starać o maleństwo i udało się za pierwszym razem, kiedy dostaliśmy
      zielone światło od lekarza (3-mce po zabiegu)Dziś jestem mamą 5m-
      cznej Marysi mojego najdroższego słoneczka. Głowa do góry, wierz mi
      że ten ogromny żal kiedyś minie i dla Ciebie
      również zaświeci słoneczko smile
    • gloria77 Re: moja historia... 10.02.09, 16:22
      smutne to wszystko. wiem, ze to banalne stwierdzenie, ale czas leczy rany. naprawdę.
      ja jestem tydzień po łyżeczkowaniu. Miało być wrześniowe rodzeństwo dla mojej
      córeczki.
      Tak się cieszyliśmy, szybciutko zaszłam w ciążę, jednak miałam złe sny, złe
      przeczucia, dziwne usg ( ciąża 10 dni młodsza) - serduszko biło, lekarz
      powiedział, że dopiero zaczęło, a potem okazało się, że ono właśnie przestawało,
      bo zatrzymało się kilka dni później.
      2 tygodnie chodziłam ze zmarłym maluszkiem i nie miałam bladego pojęcia, że moje
      dziecko nie żyje sad
      teraz już tylko została tęsknota za nienarodzonym dzieckiem i trzy długie
      miesiące. do następnych starań.
      Zawsze te nasze aniołki będą w naszych sercach, zawsze będziemy je kochać i za
      nimi tęsknić.
      A może Bóg da i obdarzy nas jeszcze macierzyństwem.
      czego sobie i wszystkim mamom życzę...
    • eryk2601 Re: moja historia... 10.02.09, 16:28
      Bardzo ci wspólczuję, wiem jak się czujesz, przeżyłam już trzy straty maluszków
      we wczesnych ciążach.Jak o tym piszę sama nie wiem jak zanajduję odwagę na
      kolejną próbę i jak zdołałam znieść ten ból.Wierzę, że czas ukoi twój ból i
      znajdziesz w sobie determinację do walki o upragnione dzieciątko.Kobiety z
      jednym poronieniem mają tylko 5% ryzyko kolejnej straty.Trzymam kciuki.
      • kulka-1975 Re: moja historia... 11.02.09, 14:37
        Strasznie mi przykro! Ja straciłam swoją kuleczkę 2 tygodnie temu (a
        w zasadzie 4 bo to było poronienie zatrzymane). Zabieg miałam szybki
        i bezbolesny (pełne znieczulenie) jednak przed zabiegiem leżałam dwa
        dni w szpitalu bo nie działały tableki na wywołanie krwawienia.
        Miałam dobrą opiekę medyczną i wsparcie rodziny (a szczególnie
        mojego męża) ale mimo to nie moge dojść do siebie. Cały czas chce mi
        sie płakać choć myslałam, że już wszystkie łzy wylałam... Będę sie
        starać o drugą kuleczkę ale strasznie się boję.
    • sarah326 Re: moja historia... 11.02.09, 21:35
      Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia. Świadomość, że nie jestem w ty wszystkim sama, że są osoby, które dokładnie wiedzą co teraz czuję jest bezcenna.

      Jeżeli chodzi o ponowne podjęcie starań to lekarz powiedział, że musimy odczekać 3-6 cykli.. Zaznaczył, że radzi odczekać pół roku. Całkowicie mu ufam, dlatego postanowiliśmy, że zastosujemy się do jego zaleceń. Widze jednak, że u Was to zwykle zalecają 3 cykle. Będę to z nim jeszcze konsultować.

      Jeszcze raz dziękuję za to, że mogłam się „wygadać”. Bardzo mi to pomogło.



      nini6
      Gratuluję i mocno trzymam kciuki za Ciebie i Twoje maleństwo.

      meresanch
      Czytałam twojego posta. Ogromnie mi przykro, że przechodzisz przez to kolejny raz - to się nie powinno wydarzyć. Ściskam Cię mocno.

      mania2008
      Dziękuję za promyczek nadziei. Pozdrowienia dla Ciebie i Marysi.

      gloria77
      Pozostaje mi tylko wierzyć, że czas zagoi też moje rany. Życzę Ci szybkiego zaciążenia i tym razem szczęśliwego zakończenia. Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej córeczki Weroniki.

      eryk2601
      To niesprawiedliwe, że los tak Cię doświadczył. Trzymaj się i nie poddawaj!!! Mam wielką nadzieję, że następnym razem się uda. Musi się udać!

      kulka-1075
      Też wylałam morze łez. Najgorzej było jak zostawałam sama w domu. Dobrze, że masz wsparcie męża. Z doświadczenia wiem, jakie to ważne. Może trudno jest Ci teraz w to uwierzyć, ale kiedyś to minie. Płacz oczyszcza, naprawdę. Teraz, kiedy już nie płacze – wszystko kłębi się w środku. Już sama nie wiem, co jest lepsze…
      • kopciuszek2183 Re: moja historia... 11.02.09, 22:06
        JA również tulę Cie mocniutko.Wiem jak wyglądają dni po stracie,dopóki ktoś tego
        nie przeżyje to nie wie jaki jest ogromny ból i żal.Ja po zabiegu ryczałam
        całymi dniami i gdyby nie to że mam już jedno dziecko to nie wiem jak bym to
        wszystko wtedy przeżyła.Teraz jest już dużo lepiej,właśnie zaczynam swoje
        starania.Ciesze się bardzo a zarazem strasznie boję ale muszę wierzyć i myśleć
        pozytywnie.Tobie życzę żebyś mogła poczuć co to znaczy macierzyństwo!
        • kaat24 Re: moja historia... 18.02.09, 21:05
          ja "jakoś" przeżywam kolejne straty

          nie płaczę w każdym razie

          jednak myśle codziennie. codzienie zastanawiam się czy walczyć dalej. czy nie.
          bardzo jestem zagubiona. najbardzie sama w sobie

          pozdrawiam Cie serdecznie. trzymaj się

    • aglafka Re: moja historia... 06.03.09, 22:14
      Napisałaś 10 lutego... tego dnia ja poroniłam...
      Moja historia jest i podobna i inna bo jestem starsza - bardzo
      niewiele mi zostało do 40tki. To była pierwsza ciąża - 7 tydzień,
      teraz po prawie miesiącu myślę że poroniłam 3 dni wcześniej gdy
      zaczęło się plamienie i zabolał mnie brzch jak przy miesiączce.
      Chcemy mieć dziecko ale ja jakoś nie poczułam że będę matką
      najbardziej rozpaczałam gdy rozmawiałam z moim lekarzem, przed
      udaniem się do szpitala, potem to jakoś było z górki.... Odebrałam
      już wyniki badań z których mało co wynika. Prawdopodobnie przyczyną
      mogła być infekcja wirusowa, tydzień wcześniej zaczęlam gorączkować.
      Przypuszczałam że jestem w ciąży i poszłam od razu na zwolnienie
      żeby wyleżeć ale... chyba tak miało być, w szpitalu też
      gorączkowałam. Jak patrze z perepektywy tych kilku dni to myśle że
      może dobrze bo jak przez całą ciąże miałabym się martwić czy dziecko
      jest zdrowe to chyba bym zwariowała..
      Z nikim nie rozmawiałam o tej ciąży i poronieniu jakoś nie mam
      odwagi zacząć - wiedzą tylko najbliżsi.
      Kocham dzieci i one mnie też w większości, nie mam pretensji o to że
      akurat ja poroniłam, nie drażnią mnie kobiety w ciąży, ani
      spacerjące mamy z wózkami.Tydzień temu w poczekalni u gin.
      najbardziej dokuczliwa okazała się dla mnie rozmowa dwu młodych
      kobiet w ciąży tak na oko mjały z 15 lat mniej i rozmawiały że taka
      stara znajoma 38 lat jest w ciąży i to mnie bardziej zabolało niż to
      że one są w ciązy a ja nie... Myśle ze co mi przeznaczone to mnie
      nie minie, natura jest mądrzejsza od człowieka i może w drastyczny
      sposób ale naprawiła to co nie było doskonałe. A ja podobno mam
      jakieś 4 lata na zostanie mamą i może mi się uda - jak Bóg dasmile
      Ty też będziesz miala jeszcze nie jedną szansę, trzymam kciuki za
      Ciebie i za siebie - mam nadzieję że w wakacje się uda lekarz kazal
      mi czekać 3- 4 cykle, powodzenia!
      • mentafolia Re: moja historia... 06.03.09, 22:27
        Aglafko,młodymi laskami w poczekalni się nie przejmuj - punkt widzenia zależy od
        puntu siedzenia.
        Kiedy one będą miały 38 lat na pewno nie powiedzą o sobie że są stare.Nie ma w
        tym nic dziwnego.
        Życzę Ci szybkiej i bezproblemowej ciąży,pozdrawiam.

        m,42 lata big_grin
    • lea-25 Re: moja historia... 10.03.09, 12:23
      JA TEŻ OD KILKU TYGODNI ZAGLĄDAM NA FORA POŚWIĘCONE PORONIENIOM, ALE DOPIERO OD
      NIEDAWNA JESTEM GOTOWA O TYM PISAĆ. WCZEŚNIEJ TYLKO CZYTAŁAM. DZIĘKI TEMU NIE
      BYŁA SAMOTNA W TYM, CO CZUJĘ. MIAŁAM WRAŻENIE, ŻE TYLKO WY JESTEŚCIE W STANIE TO
      WSZYSTKO ZROZUMIEĆ. DZIĘKI WAM UDAŁO MI SIĘ PRZETRWAĆ NAJTRUDNIEJSZE MOMENTY. OD
      STRATY MIJA 6 TYG. DZIŚ BYŁABYM W 18 TYG. A JUTRO NAJCZARNIEJSZY DZIEŃ TYGODNIA,
      BO WŁAŚNIE W ŚRODĘ PÓŁTORA MIESIĄCA TEMU LEŻAŁAM NA FOTELU GIN. W SZPITALU
      ZAKRWAWIONA JAK W HORRORZE I MIAŁAM NADZIEJĘ, ŻE PODCZAS PRZYGOTOWANIA DO
      ZABIEGU POMYLĄ JAKIEŚ STRZYKAWKI I MOŻE NIE BĘDĘ MUSIAŁA SIĘ JUŻ BUDZIĆ PO TYM
      WSZYSTKIM, KIEDY JUŻ BĘDĘ PUSTA I TAKA BEZNADZIEJNA. DLA MOICH BLISKICH JEST JUŻ
      PO TEMACIE, A JA NADAL CIERPIĘ. POTRAFIĘ JUŻ NA POZÓR ŻYĆ TAK JAK WCZEŚNIEJ, ALE
      TAK NAPRAWDĘ MOJE SERCE ROZPADŁO SIĘ NA MILION KAWAŁKÓW, KTÓRE MI BĘDZIE TRUDNO
      POSKŁADAĆ. NAJGORSZE SĄ NOCE, KIEDY TO NAGLE BUDZĘ SIĘ I DOPADA MNIE NATRĘTNA
      MYŚL, ŻE NIE DAJ BOŻE NIGDY SIĘ NIE UDA I TAK TRUDNO MI JĄ OD SIEBIE ODPĘDZIĆ.
      DZIĘKUJĘ TYLKO BOGU ZA MOJĄ PRZYJACIÓŁKĘ, KTÓRA ZAWSZE MNIE WYSŁUCHUJE. <DZIĘKI
      KAKA...>
      • mamaulifrania Re: moja historia... 12.03.09, 19:27
        Witam ! Od mojego poronienia minęło juz 6 lat a ja ciagle myślę o
        tym dziecku, które się nie urodziło. Najgorszy był pierwszy rok
        myślałam, że się nie podniosę.Teraz mam dwójkę wspaniałych dzieci
        ale tamto pierwsze jest zawsze w moim sercu.Nikomu nie życzę by
        stracił dziecko, które kochał jeszcze przed pojawieniem się jego.
        Pozdrawiam
        • kulka-1975 Re: moja historia... 13.03.09, 09:22
          Dziewczyny, byłam wczoraj u lekarza, zrobił mi usg i wszystko wyszło
          idealnie, nawet owulację mam! Oczywiście nie dostałam jeszcze
          zielonego światła i muszę zrobić badania, ale ta wizyta dała mi
          wielką nadzieję!! Bardzo sie boję ale będę walczyć. Ściskam Was
          mocno i trzymam za Was kciuki!
          • sarah326 Re: moja historia... 15.03.09, 17:51
            Super wiadomość smile Ja już po badaniach:: chlamydia, cytomegalia, toxoplasmoza, p/c kardiol., SLE(toczeń) - wszystkie negatywne. W maju (3 cykle po zabiegu) idę na kontrolę do gina i jak będzie wszystko ok to dostaniemy zielone światło. Już się nie umiem doczekać.

            Daj znać jak dostaniesz zielone światło.

            Pozdrawiam
            • nini6 sarah326 17.03.09, 10:32
              no to trzymamy za Ciebie kciuki od maja! smile
    • moniawilk Re: moja historia... 17.03.09, 19:20
      popłakałam sie bo wiem jakie to wszystko trudne,nikt i nic nie jest
      nam wstanie ukoic naszego bólu.ale musimy byc dobrej mysli że nam
      sie uda!!1pozdrawiam
Pełna wersja