sarah326
10.02.09, 12:17
Witam,
Na to forum zaglądam od grudnia zeszłego roku, aczkolwiek dopiero teraz postanowiłam napisać... Dopiero teraz, bo potrafię już o tym mówić, ale właśnie teraz nie mam z kim porozmawiać. Otrzymałam ogromne wsparcie od rodziny i przyjaciół. Byli wtedy przy mnie, pocieszali, rozmawiali. Teraz jest inaczej. Minęły 2 miesiące i dla nich temat jest zamknięty. Myślą, że dla mnie też... a ja czuję przede wszystkim OGROMNY ŻAL.
Czy można sobie jakoś poradzić z żalem? Czy to kiedyś minie?
Z ponownymi staraniami musimy zaczekać do wakacji. Do tego czasu chyba zwariuje. Bardzo przeżywam każdą informację o ciąży mojej przyjaciółki... kiedy pokazuje kolejne zdjęcie z USG, opowiada o przebiegu ciąży. Często dodaje 6 do jej tygodnia ciąży ... właśnie o tyle tygodni moja ciąża była starsza... rozmyślam i zalewa mnie ogrom żalu, o wszystko. To jest silniejsze ode mnie.
Oto moja historia:
wrzesień 2008
Odstawiam tabletki i postanawiamy, że co ma być to będzie – nie zabezpieczamy się, ale też specjalnie nie celujemy w te dni. Zaczynam codziennie mierzyć temperaturę i uważnie obserwować swój organizm. Jestem ciekawa, kiedy będę mieć pierwszą owulację.
październik 2008
Dowiadujemy się o ciąży, nie sądziliśmy, że uda się tak szybko. Jestem zaskoczona, ale szczęśliwa. Nikomu o tym nie mówimy (nie chcemy zapeszyć), postanawiamy, że rodzicom powiemy dopiero pod koniec 3 miesiąca
listopad 2008
Spotykam się z przyjaciółkami. Nic nie mówię. Jedna z nich żali się, że w tym miesiącu po raz kolejny nie zaciążyła. Stara się od 6 miesięcy. Ma problem z owulacją. Zaczyna drugi miesiąc na CLO. Proponuje jej, żeby zaczęła obserwować swój organizm. Będzie codziennie mierzyć temperaturę i obserwować śluz, a ja założę jej wykres i dokonam analizy (skończyło się na tym, że „przytulali” się do siebie pod moje dyktando). Śmiejemy się, że robię z mini dziecko. Zawsze marzyłyśmy, żeby urodzić dzieci w tym samym roku. W obecnej sytuacji jeszcze bardziej zależy mi, aby im się w końcu udało.
Pierwsza wizyta (7 tc). Brak akcji serca – kolejna wizyta za 3 tygodnie. Lekarz twierdzi, że wszystko jest ok – nie ma reguły, czasami akcję serca widać później. Z gabinetu wychodzę z mieszanymi uczuciami.
Mówimy o ciąży zaprzyjaźnionej parze (odwdzięczamy się, bo o ich ciąży też dowiedzieliśmy się jako pierwsi). Nakazują nam myśleć pozytywnie. Tak się też staje, chociaż tli się we mnie iskierka niepewności.
grudzień 2008
czwartek
Druga wizyta (10 tc). Na USG śnieg, nic nie widać, lekarz nie pozostawia złudzeń, ustala termin zabiegu, podejrzewa zaśniad groniasty. Do nocy przeglądam internet – szukam informacji o zaśniadzie. Lekarz coś mówił, ale pamiętam to jak przez mgłę – wtedy myślałam tylko o tym, żeby się nie rozpłakać. Chyba jakimś cudem nazwa tego schorzenia zapadła mi w pamięci. Jestem przerażona. Mój mąż jeszcze bardziej. Strasznie się o mnie boi.
piątek
Umawiam się na wieczór z przyjaciółkami. Muszę im powiedzieć, wypłakać się. W drzwiach dowiaduję się, że będę ciocią. Mówi, że to dzięki mnie. Nie wytrzymała do poniedziałku i zrobiła test. Płacz. Mówię im, co się stało.
sobota
Jedziemy do rodziców. Mówimy o wszystkim.
środa
Szpital (11 tc). Przyjęcie do szpitala. Badanie USG - ukazuje się pęcherzyk, za mały jak na ten tydzień, od 7 tc powiększył się zaledwie o 1 mm, a powinien o ok. 21 mm. Zabieg. Kilka pytań, narkoza, potem już nic nie pamiętam, no może oprócz tępego bólu podbrzusza, który czułam przez narkozę. Budzę się na sali. Mąż jest przy mnie cały czas, podczas zabiegu czeka pod drzwiami. Leżę na ginekologii – całe szczęście oddział położniczy jest na innym piętrze. Mój lekarz zagląda do mnie kilka razy. Wszystko tłumaczy. Uspokaja – mówi, że mamy być dobrej myśli, bo najprawdopodobniej to nie zaśniad. Pozostaje tylko czekać na wynik badania histopatologicznego.
dwa tygodnie później
Wynik. Całe szczęście to nie zaśniad.
Mam nadzieje, że znalazły się osoby, które dobrnęły do końca... przepraszam, że tak się rozpisałam.
Musiałam się komuś „wygadać”. Dziękuję osobom, które chciały mnie „wysłuchać”.
Pozdrawiam