a jak pomóc ojcu dziecka?

12.02.09, 13:11
ja mam forum, koleżanki, którym mogę się wygadać, mamę, która lata
temu przeżyła to samo. Byłam w szpitalu, gdzie temat poronienia
został nieco 'oswojony'. Mam za sobą godziny rozmów w szpitalu z
dziewczynami, które przeżyły podobną tragedie. Czytam o badaniach
jakie należałoby zrobić, czytam Was....
A mój mąż? nie ma nikogo poza mną komu mógłby się wygadać i wypłakać.
Koledzy z pracy nie są dobrym towarzystwem do rozmowy o poronieniu,
zwłaszcza gdy większość nie ma nawet dziewczyny.
Poza tym to facet....
Więc cały swój żal i smutek przeżywa w domu. Niby jest ok ale nagle
widzę jak ma zaszklone oczy i mówi, że czuje taką straszną pustkę
emocjonalną. Że kochał już cztery osoby a nagle tej jednej mu
brakuje. Jak patrzę na niego, to zaczynam płakać.
Nie możemy sobie tak płakać w ciągu dnia, bo mamy bardzo bystrego
czterolatka, który bacznie nas obserwuje. Powiedzieliśmy mu, że
dzidziuś był chory i poszedł do nieba i on już do tematu nie wraca.
Że jest nam smutno ale kiedyś dzidziuś wróci, jak wyzdrowieje. Z
jednej strony to dobrze, bo Młody odciąga nas od smutku i pokazuje,
że życie toczy się dalej, że dalej można śmiać się i bawić. Z drugiej
strony jak tylko zasypia w domu zapada grobowa cisza i smutek.

Rozmawiam z mężem i słucham go ale nie wiem jak mam mu
pomóc....Myślę, że ja się jakoś szybciej z tym uprałam (uporam) a on
nie umie sobie z tym poradzić, nie umie nawet o tym mówić.

Jak sobie radzą Wasi mężowie? jak im pomagacie?
    • bumer21 Re: a jak pomóc ojcu dziecka? 12.02.09, 16:24
      sad przykro mi. Ja mialam zabieg prawie 2 tygodnie temu. ( puste jaajo plodowe-
      moja 1 ciaza) i ja tez przezylam t lepiej niz moj maz. jemu ostaatecznie pomogla
      wiara i rozmowa z mama.
    • ankups Re: a jak pomóc ojcu dziecka? 12.02.09, 16:45
      sad
      to trudny czas, bardzo, jednak najpiękniejsze jest to, że Wy macie
      siebie, a to wcale nie jest oczywiste, kiedy odchodzi dziecko
      Z kim moze porozmawiać?... z nami. Ze mną. Jesli zechce. Tylko tyle
      moge zaoferować.
      Albo jeszcze coś. Może książka? "O dziecku, które odwróciło się na
      pięcie" - ja przeczytalam całość, moj mąz fragmnenty, które jemu
      były potrzebne. Może i Wam pomoże?
    • ewka_shang Re: a jak pomóc ojcu dziecka? 13.02.09, 14:23
      mialam zabieg 3 tyg temu, ciaza 7 tydzien, powinna byc 9...
      mi sie wydawalo, ze moj malz tego nie przezywa za bardzo, ale chyba
      jednak nie okazuje. nie chce prowokowac sytuacji, raczej nie
      rozmawiamy na ten temat, jedynie o badaniach, on chyba jest dobrej
      mysli wink
      ale wczoraj mnie troche zaskoczyl. ogladalismy dr house'a. znowu
      ciaza. znowu sie wkurzam, ze wszedzie ciaze. ale ok. pod koniec
      odcinka wszystko pieknie, kobieta urodzila synka, a moja 3-letnia
      coreczka coreczka na to: "tez bym chciala takiego dzidziusia.
      chcialabym takiego miec. trzeba zrobic." na to ja jej odpowiadam, ze
      mamy nadzieje, ze da sie zrobic, no i moze jakos zrobimy. i za
      chwile ja slysze "tatus a dlaczego tu masz lezke? dlaczego ci tu
      lezka poleciala?"
      jednak on tez to przezywa...
      nasza mala na szczescie nie wiedziala nic o rodzenstwie, ktore mialo
      sie urodzic latem. nie wiem co mialabym jej powiedziec, bo widze, ze
      strasznie juz chcialaby braciszka albo siostre. to co opisalam wyzej
      zdarza sie srednio raz na 2 tygodnie wink
      • mmala6 Re: a jak pomóc ojcu dziecka? 13.02.09, 15:23
        Ewka, a propos wczorajszego Housa. To mój syn bardzo się
        zainteresował wątkiem z dzidziusiem w brzuchu i operacją. Generalnie
        nie pozwalam mu oglądać takich filmów ale wczorajszy odcinek był
        wyjątkowy. Mój syn bardzo interesował się co się stało dzidziusiowi
        (moja wersja- dzidziuś był chory, miał chory brzuszek, doktor House
        musiał go na chwilkę wyjąć z brzuszka mamy, wyleczył brzuszek i
        włożył dzidziusia z powrotem a potem jak dzidziuś urósł to mamusia go
        urodziła i woziła w wózeczku) i czekałam aż nawiąże do dzidziusia w
        moim brzuchu. Ale nie nawiązał, pomyślałam, że może już zapomniał.
        Dzisiaj rano niespodziewanie wrócił do tej historii i kazał sobie
        opowiadać kilka razy jak doktor wyjmuje dzidziusia z brzuszka i go
        leczy. Nagle zapytał czy nasz dzidziuś już wyzdrowiał i do nas wrócił
        i zaczął oglądać mój brzuch.... Na co ja, że niestety nasz dzidziuś
        był bardzo chory i nie było dla niego lekarstwa, dlatego poszedł do
        nieba do Jezuska. Na co mój syn 'i Jezusek znajdzie dla niego
        lekarstwo i go wyleczy?', więc ja, że na pewno tylko musimy długo
        poczekać. Mój syn się zamyślił i pyta ' a jak ten dzidziuś pojechał
        do nieba?'. Więc dzidziusia zaniosły do nieba dwa małe aniołki, takie
        które pomagają Świętemu Mikołajowismile
        Dzieci mają łatwiej, wystarczy im taka prosta historia.
        Mój mąż też roni łezkę.....sad
Pełna wersja