mmala6
12.02.09, 13:11
ja mam forum, koleżanki, którym mogę się wygadać, mamę, która lata
temu przeżyła to samo. Byłam w szpitalu, gdzie temat poronienia
został nieco 'oswojony'. Mam za sobą godziny rozmów w szpitalu z
dziewczynami, które przeżyły podobną tragedie. Czytam o badaniach
jakie należałoby zrobić, czytam Was....
A mój mąż? nie ma nikogo poza mną komu mógłby się wygadać i wypłakać.
Koledzy z pracy nie są dobrym towarzystwem do rozmowy o poronieniu,
zwłaszcza gdy większość nie ma nawet dziewczyny.
Poza tym to facet....
Więc cały swój żal i smutek przeżywa w domu. Niby jest ok ale nagle
widzę jak ma zaszklone oczy i mówi, że czuje taką straszną pustkę
emocjonalną. Że kochał już cztery osoby a nagle tej jednej mu
brakuje. Jak patrzę na niego, to zaczynam płakać.
Nie możemy sobie tak płakać w ciągu dnia, bo mamy bardzo bystrego
czterolatka, który bacznie nas obserwuje. Powiedzieliśmy mu, że
dzidziuś był chory i poszedł do nieba i on już do tematu nie wraca.
Że jest nam smutno ale kiedyś dzidziuś wróci, jak wyzdrowieje. Z
jednej strony to dobrze, bo Młody odciąga nas od smutku i pokazuje,
że życie toczy się dalej, że dalej można śmiać się i bawić. Z drugiej
strony jak tylko zasypia w domu zapada grobowa cisza i smutek.
Rozmawiam z mężem i słucham go ale nie wiem jak mam mu
pomóc....Myślę, że ja się jakoś szybciej z tym uprałam (uporam) a on
nie umie sobie z tym poradzić, nie umie nawet o tym mówić.
Jak sobie radzą Wasi mężowie? jak im pomagacie?