geralldine
10.04.09, 13:50
Mam ogromną prośbe o pomoc co mam robić. Moja przyjaciółka stracila
dziecko. Ciąża byla wzorcowa, nadszedl dzien porodu... lekarze
mowią , że odkleilo się lożysko i dziecko zmarlo... Przyjaciolka
jest po cesarskim cięciu.Minęly dwa tygodnie. Staram sie z nią
rozmawiać, ale nic do niej nie przemawia, czuje się winna, nie chce
życ, na niczym jej nie zalezy, siedzi w domu i ciągle ma pretesje do
siebie ze mogla zrobic cos wiecej...inny lekarz czy wiecej badan
usg (bylam przy niej cala ciaze i wiem ze dbala o nią ) bardzo
teskni za dzieckiem, rodzina zawsze byla dla niej proirytetem. Moja
przyjaciolka jest bardzo normalną, wrazliwą, mądrą kobietą, ta
sytuacja jednak nie jest dla niej do przejscia. Na spacerach widzi
tylko dzieci, nie chce wychodzic, siedzi calymi dniami w domu na
lozku i wegetuje, co jakis czas placząc. Mowi, że chyba traci rozum.
Siedzi i patrzy w jeden punkt nie widzac sensu by wstac i zjesc i
zyc dalej. Zawsze byla wierzacą osobą, teraz juz w nic nie wierzy,
pragnela dziecka z calego serca , myslala ze wroci ze szpitala ze
Swoim Szczesciem. Los ją tak okrutnie ptraktował! Pyta się mnie:
dlaczego? Nie potrafię jej odpowiedziec!
Chce jej pomoc, serce mi sie kroi jak tak cierpi , co mam robic?? Co
mowic?? To co mowie nie bardzo pomaga. Gdzie szukać pomocy? Czy są
jacyś terapeci zajmujący się takimi tragediami w Łodzi?
POMOŻCIE!!