aident
22.04.09, 13:42
Witajcie. Nie wiem, czy któraś z Was mnie jeszcze pamięta-nie odzywałam się
jakieś pół roku! Straciłam córeczkę 4 sierpnia 2008, w 18 tc... Moja reakcja
była silniejsza niż się spodziewałam. W ostatnim poście, w grudniu,
powiedziałam Wam że rozpoznano u mnie depresję i cieszyłam się, że zaczynam
brać leki. Po jakimś m-cu zaczęłam mieć więcej energii, przestałam być tak
wybuchowa-krótko mówiąc leki zaczęły działać. Postanowiliśmy z Małżowinem
zabrać naszą starszą, 3,5-letnią córeczkę w góry i pojechaliśmy pod koniec
lutego. Życie zaczęło nabierać kolorów, w czym na pewno pomogły mi narty. A po
powrocie... okazało się, że jestem w ciąży! Kochane, planowaliśmy starania na
sierpień/ wrzesień, a tu taka niespodzianka! Bardzo się cieszę, i bardzo się
boję. Teraz jestem w 12 tc. Byłam w szpitalu 10 dni- stworzonko zaczęło się
odklejać, był krwiak. Czułam się parszywie.Później w domu leżałam, teraz
powoli wstaję. Dziś idę na USG genetyczne. Przepraszam, że taki długi ten
post, ale chciałabym żeby te z Was, które tak bardzo cierpią, nie zgubiły
nadziei. Bałam się, że będziemy się starać i nic nam nie będzie wychodziło,
bałam się myśli o kolejnej ciąży... Teraz także się boję, ale mam też
nadzieję

Serdecznie Was ściskam