jak to przeżyć?

22.04.09, 19:40
Witajcie,
Płaczę bez ustanku od wczoraj. Dwa tygodnie temu byłam na pierwszym usg - 6tc,
okrągły pęcherzyk i nic w środku nie widać. Jak stwierdził lekarz - trzeba
sprawdzić za 2 tygodnie. Wczoraj sprawdziłam - pęcherzyk zmienił kształt,
spłaszczył się, w środku nic nie ma, część endometrium jest odklejona. Czekam
na "okres". I to czekanie mnie wykańcza. Chcę to mieć za sobą. Zapomnieć.

Mam już córkę 8 lat. I zawsze myślałam, że druga ciąża to właściwie
formalność... A teraz serce mi krwawi niesamowicie.

I rozumiem te wszystkie tłumaczenia, że natura wie co robi i że lepiej teraz
niż za parę tygodni. Ale to i tak nie pomaga. Chciałabym się schować przed
całym światem!

Powiedzcie, prosze, że to przeżyję, bo chyba oszaleję.
    • kaisha18 Re: jak to przeżyć? 22.04.09, 19:57
      Przeżyjesz kochana, przezyjesz, choć trudno Ci teraz w to uwierzyć.
      Przykro mi, że i Ciebie to spotkało. Ja również mam juz córkę 8
      letnią, decyzję o drugim dziecku odkładaliśmy ze
      względów "życiowych", że tak powiem, materialnych, mieszkaniowych
      itp. A kiedy już świadomie zaplanowaliśmy ciążę spotkała nas ta
      tragedia. Poroniłam w 13 tc - zaśniad groniasty. Po 8 mies znów
      zaczęliśmy się starać o dzidziusia. Narazie staranka w toku.
      Trzymaj się, masz dla kogo żyć, o kogo się troszczyć. Wypłacz się,
      nie żałuj łez, daj sobie czas na przeżycie żałoby tak, jak tego
      potrzebujesz. Wszystko powoli wróci do normy. To bardzo bolesne
      doświadczenie zmienia całe nasze życie, przewartościowuje je
      totalnie. Nie wiem, dlaczego, nie znalazłam odpowiedzi, dlaczego
      mnie to spotkało, ale to pytanie zadaje się sobie na początku tej
      trudnej drogi pełnej łez, póżniej coraz rzadziej, w końcu wcale.
      Choć nigdy się nie zapomina. Przytulam Cię mocno, pozdrowionka!
    • marbus Re: jak to przeżyć? 22.04.09, 20:59
      Przykro mi bardzo...
      Tez miałam pusty pecherzyk...wiem jak CI cięzko.Tez mam juz
      corę,decyzja o drugim dziecku udało sie za 1wszym podejsciem...
      Musisz przejsc swoja żałobę,mnie pomogło to froum bo czułam,ze nie
      jestem sama.Jestem prawie 2 mce po zabiegu.Powoli patrze w
      przyszłość i planuje kolejna ciąże.
      Daj sobie czas..to minie,choc w sercu zawsze bedzie.Jeszcze zaswieci
      dla Ciebie słonce,choc teraz wydaje Ci sie,ze juz nigdy sie nie
      dzwigniesz.Przytulam.
    • quajp Re: jak to przeżyć? 22.04.09, 22:34
      witaj, bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, wiem, co odczuwasz,
      bo sama stracilam ciaze trzy tygodnie temu i choc mam dwojke dzieci,
      myslalam, ze swiat zawalil mi sie. duzo przeplakalam , zastanawialam
      sie, czy cos moglam zrobic inaczej. przez dwa tygodnie balam sie
      wychodzic z domu, czulam sie bezpiecznie tyl.ko w swoim lozku.
      myslalam , ze przerodzi sie to w jakas depresje. pomoglo mi forum i
      mysl , ze Wy mnie rozumiecie (bo rodzina mimo najlepszych intencji
      nie pojmuje, co sie dzieje w mojej glowie). wreszcie dostrzeglam ,
      ze mam dwojke dzieci dla ktorych musze sie usmiechac i wyjsc z
      lozka. dostrzeglam wiosne za oknami, powoli dochodze do siebie.
      czasem jeszcze cos wywola u mnie placz, np. widok ciezarnej kobiety,
      czy malenstwa w wozku, ale jest lepiej. powodzenia i trzymaj sie .
    • bubenka Re: jak to przeżyć? 22.04.09, 22:57
      Decyzje o drugim dziecku również odkładałam a teraz boję się, że może już nie
      mogę. W styczniu zmarł mój tato po walce z chorobą nowotworową. Zmieniły mi się
      wtedy priorytety, doceniłam rodzinę i to, że sama mam siostrę. Nie chciałam
      dłużej czekać. Udało się za pierwszym razem, co było dla mnie lekkim szokiem.
      Tato by się bardzo cieszył. A tak ... przyśnił mi się w nocy poprzedzającej
      pójście do ginekologa drugi raz. Tak strasznie płakałam a on mnie przytulał.
      Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Po śmierci taty nie wychodziłam z łóżka przez
      wiele dni. Teraz też nie mam ochoty wstawać. Boże, jakie to wszystko jest straszne!
      • kamila22-1985 Re: jak to przeżyć? 22.04.09, 23:09
        Przezyjesz...bedzie ciezko,teraz sobie nie wyobrazasz nawet ze bedzie dobrze ale
        bedzie!mojemu malenstwu przestalo bic serduszko, zabieg mialam w 11tc to byla
        tez moja 2 ciaza.Pamietam usg gdzie dowiedzialam sie ze malenstwo nie
        zyje...Boze myslalam ze umre z rozpaczy!Lezalam na lozku gapiac sie w sufit i
        nie moglam przestac plakac tak strasznie bylo mi zle, zal mnie sciskal za gardlo
        i nie chcial puscic... 2 mies pozniej zagoscil we mnie ponownie groszek, strach
        byl nie do opisania, przed kazdym usg taka panika ze tego sienie da opisac a
        teraz lezy kolo mnie piekny 5 miesieczny synek i to on wyleczyl moje rany po
        poronieniu choc nigdy nie zapomne mojego aniolka.
    • iskierka1975 Re: jak to przeżyć? 23.04.09, 07:31
      czas leczy rany - podobno, bo moich nie wyleczył. masz szczęście, bo
      masz córkę i doceń to. wiele kobiet walczy latami o dziecko tak jak
      ja marzy chociaż o jednym maleństwie. jestem po trzech poronieniach
      i nie wiem jak dalej żyć. narazie przestaję walczyć,chcę odpocząć,
      bo nie mogę sobie tego wszystkiego poukładać. mam 34 lata i nie wiem
      co dalej, może tak musi być.
      • koni42 Re: jak to przeżyć? 23.04.09, 08:48
        Wiem dokładnie, co czujesz...
        Też mam 8-letnią córkę z pierwszego małżeństwa i niestety mój tata
        też zmarł na raka, 5 lat temu...
        Poroniłam naturalnie, w 6,3 tyg. ciąży. nawet nie zdążyłam pójść do
        ginekologa na normalną wizytę - miałam mieć w sobotę 04.04 a
        poronienie zaczęło się 02.04. W czwartek, kiedy jeszcze miałam
        plamienie, widziałam jajo z dzidziusiem i bijące serduszko. Lekarka
        powiedziała, że wszystko jest w porządku, ze czasem tak się zdarza,
        że mam jechać do domu i odpoczywać. Dodatkowo zapisała mi normalne
        badania krwi i kolejne USG w 12tyg....nawet pod koniec wizyty
        wszyscy żartowaliśmy, bo rozluźniłam się i powiedziałam sobie: skoro
        z dzieckiem jest wszystko w porządku...Niestety następnego dnia
        krwawienie nasiliło się i wieczorem w piątek miałam juz skurcze a
        USG wykonywane w szpitalu kolejno: w piątek i potem 08.04,
        wykazywało tylko spłaszczenie jaja i potem w środę (przed moim
        wyjazdem do Polski) już tylko cień... Miałąm wykupione bilety do
        POlski, na święta. To miały być te z najpiękniejszych...POjechałam,
        bo żal mi było mojej córki i mamy - bo przecież tata nie żyje. W
        samolocie dramat, bo było mnóstwo kobiet w ciąży i z małymi dziećmi
        a ja jakbym się zamknęła we włąsnej córce. Ona mi wtedy dałą siłę!
        Wróciłąm i chociaż jest mi ciężko (uwierz: też nie mogłam wstać z
        łóżka!) stawiam sobie codziennie jakieś cele i je wykonuję. Tak jest
        mi łatwiej. Skąd ta metoda? Kiedyś byłąm chora na anoreksję. Przez
        rok. Miałam wtedy 16 lat. Miałam przez rok spotkania z psychiatrą i
        to on właśnie pomógł mi tą metodą "małych kroków". Nic na siłę. Nic
        na łupu cupu. Ot nic nie musisz, oprócz tego jednego jedynego celu
        dziennie. On musi być wykonany, żeby się paliło i waliło. Wtedy to
        było jedzenie, czasem inne rzeczy, np. telefon do koleżanki etc.
        Teraz to są na przykład wyjścia z dzieckiem do parku. Choć mnie
        skręca, choć czasem nie mam ochoty robię to, bo postanowiłam rano.
        Potem śpię, bo JA tak chcę. Uwierz ta metoda może Ci pomóc!
        Wiem jak wielki nosisz w sobie ból. On nie mini. Przykro mi. On się
        zmieni. Zobacz, jak niewiee czasu minęło od mojego poronienia a ja
        mam wrażenie wieczności. We wtorek byłam na wizycie i będę się
        starać od przyszłego cyklu, czyli po miesiączce...
        Modlę się i wierzę, że tym razem Bóg pozwoli mi się cieszyć
        dzieckiem jak 8 lat temu. Tobie też tego życzę z całego serca.
        zagądaj tu do nas. Mnie to bardzo pomogło, bo rodzina, jak to
        rodzina: "Trzeba przejść do następnego rozdziału" itp.

        Pozdrawiam serdecznie i przytulam moccccnnnno.
        • bubenka Re: jak to przeżyć? 23.04.09, 11:51
          Bardzo Wam dziękuję za te słowa - szczególnie Tobie Koni. To dla mnie ważne, że
          nie czuję się osamotniona i ktoś mnie rozumie. Mąż niby rozumie, ale siedzi na
          przykład przed komputerem i wybiera sobie rower a ja nie mogę tego znieść.

          Najbardziej dobija mnie to czekanie na samoistne poronienie. Chciałabym, żeby to
          już było za mną, bo nasłuchiwanie własnego organizmu, czy to ćmienie brzucha to
          już początek czy jeszcze nie, czy przypadkiem nie w sklepie, w pracy, po prostu
          jest nie do zniesienia. Lekarz powiedział, że to co najwyżej kwestia kilku dni,
          ale minęły dopiero dwa a ja już dostaję kota. Boże, a może będę chodzić tygodnie
          zanim to się wydarzy? To jak jakieś czekanie na wyrok.

          Pomysł z małymi kroczkami postaram się wprowadzić w życie. Jeśli się uda.
          Dziękuję Wam.
          • koni42 Re: jak to przeżyć? 23.04.09, 13:29
            Uda się...zobaczysz. Czas jest teraz naszym wrogiem, ale jest też
            sprzymierzeńcem. Niestety tak trudnow to uwierzyć sad
            Wiem, co czujesz patrząc na swojego męża. ja miałąm to samo po
            poronieniu. Mąż oglądał (tym razem) kuchnie, bo mamy się
            przeprowadzić pod koniec roku. Dostawałam szału. ON MNIE NIE
            ROZUMIE!!!!!! I co się okazało? Kiedy przychodził z pracy ciągle
            opowiadał o koleżance kolegi siostry, która też poroniła, co jej się
            stało i kiedy. Pewnego dnia zrozumiałam, że on tez to przeżywa, że
            się martwi, ale na swój męski sposób. Mój nie chciał mnie martwić
            dodatkowo. Chciał pokazać, ze jest twardy, że on już myśli o
            przyszłości. Niestety mężczyźni nie reagują tak jak my. A może i
            stety? Gdyby on tak jak ja płakał i położył sie do łóżka? Kto by po
            prostu poszedł po chleb dla dziecka? To jest totalnie prozaiczne, co
            mówię, ale takie jest życie. To taka proza w ramkach...


            Pisz proszę, co u Ciebie. A może spróbuj poćwiczyć? Może ruch pomoże
            uaktywnić ciało?
            Mnie najbardziej "bolało" krwawienie. Wiedziałam, ze kiedy juz się
            skończy w pewien sposób zrobię krok naprzód.

            Całuję i ściskam. Nie jesteś sama!


            B.
    • mania-3004 bubenko! 23.04.09, 13:55
      Płacz jest dobrym lekarstwem lepiej wyżucić to z siebie niż
      wybuchnąc w nieodpowiednim momęcie.Zaglądając na to forum zapewne
      zauważyłaś że niejesteś sama.
      Kochana przeżyjesz to napewno zobaczysz daj sobie tyle czasu ile
      dusza zapragnie.Ja też myślałam że niedam rady przeżyć i się
      podnieść po kolejnej stracie dziecka.Jednak czas pokazał że jest to
      możliwe choć długo to trwało.Straciłam jedną ciąże w zeszłym roku
      potem znowu mnie pech dopadł i w nowy rok straciłam drugą ciąże to
      szale gniewu i smutko przeciążyło.Jestem 3 miesiące po operacji (tak
      zakończyła się moja ciąża pozamaciczna w styczniu)i wkońcu nadszedł
      czas zielonego światełka na kolejne starania.Powiem ci że długo się
      wahałam czy dalej próbować mimo tylu moich niepowodzeń i powiem ci
      że warto i chce próbować.Zobaczysz ty również dasz rade i się
      podniesiesz z tego bólu tyle uwierz w to bo wiara czyni
      cuda.Przytulam cię mocno i zaglądaj tu do nas jak mówi koniwink

      synek-2latka
      +aniołek-23.08.2008
      +aniołek-01.01.2009
Pełna wersja