funia3
24.04.09, 21:34
Od kilku dni zastanawiam się, czy powinnam dalej próbować. Czy możemy w ogóle
mówić, że trzeba walczyć, bo czym jest walka? Jaka to walka? Czekanie na
wyniki, na decyzje lekarzy, czasem na wyrok. Część z Was wie, że rok temu
podejrzewano u mnie ciążę pozamaciczną, a stanęło na poronieniu, miesiąc temu
podejrzewano poronienie, a była żywa ciąża pozamaciczna. Jaka to walka, gdy
muszę przyjąć, co da natura i nie mogę nic zrobić. Gdybym miała dziecko, na
pewno już bym odpuściła starania, ale nie mam. I nie wiem, co dalej. Dać sobie
szansę zanim pójdę do ośrodka adopcyjnego? Jedną, dwie? A jeśli się nie uda i
wpadnę w dół, z którego nie wyjdę? W smutek i ciemność... Udręczę znów męża,
starych rodziców i teściów. Przepraszam, że smęcę, ale to chyba dlatego, że
właśnie mija miesiąc od usunięcia mojej "prawidłowo rozwiniętej ciąży, w
nieprawidłowym miejscu"... Po prostu chciałam się wypłakać.
P.S Maja the bee- jestem myślami z Tobą. Nadal podtrzymuję to, co Ci kiedyś
napisałam- za 15 lat nasze dzieci nam powiedzą, że się nie prosiły na świat...
Brzmi to dziś gorzko, tym bardziej, że mam coraz więcej wątpliwości, czy moje
dziecko nie urodzi po prostu inna kobieta.