tesska
02.05.09, 10:32
Mialam zabieg jus ponad dwa tygodnie temu, pisze, ze juz, bo czas wlecze mi
sie straszliwie o tego momentu. Chcialabym sie obudzic po 3 miesiacach i czuc
sie lepiej , a ten czas mnie przesladuje, wlecze sie i wlecze . Mylalam ze dam
rade i bede silna, nawet tak pislam tydzien temu tu na forum, a teraz siedze i
rycze... Bylam z coreczka w domu dwa dni tak, zeby sie nia nacieszyc, bo
chodzi do przedszkola i malo mamy wspolnego czasu. Dzisiaj maz zabral ja do
dziadkow jak co sobota a sam pojechal do pracy, a mnie puszczaja nerwy... nie
moge byc sama w domu... Myslalam, ze jak wmowie sobie, ze sprawy nie bylo, to
jakos wroce do zycia szybciej, a tak sie nie udaje...
Mialam poronienie zatrzymane, od 7 tc prawdopodobnie nie zylo moje dziecko,
nawet nie wiem czy bilo serduszko, a zabieg mialam dopiero w 12 tyg, w 10 sie
dowiedzialam, ze juz nie rozwija sie .
Nie zabralam zeby pochowac, bo chcialam zapomniec... o tym wszystkim i udawac
zenie bylo sprawy...... a teraz chyba zaluje... wlasciwie nic nie wiem, juz
sie gubie...... w tym co czuje...
Tylko tutaj moge o tym pisac, bo przyjaciolka ktora pewnie by zrozumiala bo
tez poronila, jest na koncowce ciazy i nie chce jej tego przypominac, dlatego
z nia o tym nie rozmawiam...
Wlasciwie wiem, ze moze sie udac nastepntym razem, ale jak dozyc tego czasu
kiedy znowu bedzie wszystko dobrze? Jak sie zachowuja Wasi mezowie? Gdzie oni
sa? Moj niby jest obok mnie, ale wlasciwie jakby go nie bylo, nie umiem z nim
porozmawiac... fakty medyczne omowilismy i nic poza tym. Widze jak patrzy na
mnie z litoscia w oczach, wspolczuciem i to mnie jeszcze bardziej zlosci...
wiem ze wina lezy tez po mojej stronie, ale nie mam sily ...
tesska