agusiakrz
23.06.09, 22:15
Ktos powiedzial abym opisala tu swoje przezycia i to co zrobilam po
tym jak stracilam moje malenstwa. Ze starsza Maryska nie bylo
problemu (w znaczeniu pochowku) bo bylo to "martwe urodzenie" ale
miesiac temu poronilam. Poprosiam w szpitalu o dokumenty pozwalajace
mi nadac imie mojemu aniolkowi. W szpitalu (w Tczewie) nie bylo
problemu abym dostala tak owe. Podobno jest takie prawo ze jesli
rodzice zazadaja takich dokumentow lekarze musza je wydac bez
wzgledu na wiek ciazy (opieram sie na slowach Pani z USC ktora
rejestrowala moja kruszynke. Dodam ze poronilam w 11 tc ale dziecko
przestalo sie rozwijac juz w 7 tc. W USC tez nie bylo najmniejszego
problemu... A jesli chodzi o pochowek to ksiadz wrecz byl zatym
zeby pochowac Paulinke... A od strony "finansowej" to nalezy sie i
odszkodowanie (potrzebny akt urodzenia z adnotacja "dziecko martwo
urodzone"), jesli ktos byl ubezpieczony, i zasilek pogrzebowy (ja
potrzebowalam faktury za trumne i usl. pogrzebowe, akt urodzenia i
zaswiadczenie od ksiedza o pogrzebie). Nalezy sie 56-dniowy urlop
macierzynski. Mam nadzieje ze te moje "wypociny hoc troszke komus
pomogly...