agnieszka_z-d
28.08.09, 21:44
W zeszły czwartek miałam zabieg. Dziś, po tygodniowym pobycie w domu, nie
ukrywam - jest mi lepiej. Dobrze, że Lekarka nalegała, żeby dać mi L4 do końca
tego tygodnia. Ja chciałam szybciej wrócić do pracy licząc, że w pracy nie
będę miała czasu myśleć, czuć, płakać...
Przez ten tydzień posiedziałam w domu, trochę u Mamy, spędziłam dużo czasu z
Córcią. Poukładałam sobie trochę to wszystko w głowie (w środku, tam głębiej,
w serduchu jeszcze jest tak sobie...), wyciszyłam się, cieszę się tym, co mam.
A mam bardzo dużo - kochanego Męża, no i wspaniałą Córkę. Oni mi dają dużo
siły, no i nadziei, że nie będzie następnego razu.
Ale kiedy znów będzie normalnie? Czemu czuję, że już nigdy?
Ten czas pomógł mi też spokojnie usiąść i przemyśleć to i owo. Podjąć decyzje,
z którymi zbyt długo zwlekałam. Obecnie dążę do osiągnięcia pewnego celu,
który byłby nowym otwarciem w moim życiu. Chyba potrzebnym.
No i ten czas dał mi możliwość przemyśleć mój dotychczasowy stosunek do Córki,
dojrzeć mojej miłości do Niej. Czuję, że jakby weszłam na wyższy poziom
macierzyństwa.
Widziałam na forum, że czasem Dziewczyny, które mają Dzieci po stracie piszą,
że są być może nadopiekuńcze. Ale to chyba nie nadopiekuńczość jest. To raczej
świadomość jak wielkim, ale też jak kruchym Skarbem są nasze Dzieci.
Uda się nam! Nam wszystkim.