Dodaj do ulubionych

Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski....

24.01.10, 04:57
... naprawde nie ma i nie mozna kupic w Stanach?

Pytanie zainspirowane postem w watku o majonezie kieleckim. Pytam o produkty
ogolnie, a nie dana firme (czyli majonez kielecki odrzucam, co nie znaczy, ze
nie mozna do niego tesknic i tylko ten majonez lubic). Mnie nic nie przychodzi
do glowy, wiekszosc produktow moge znalezc w rejonie koszernym w supermarkecie
lub w ruskim sklepie niedaleko. Ale moze cos jest takiego?

Aha - slodycze. Oczywiscie. Ja tesknie za wafelkami torcikowymi. I pewnie za
wieloma innymi rzeczami. No ale powiedzmy, ze slodycze to juz oddzielna bajka
:-))) wiec moze o nich nie piszmy w tym watku.
Obserwuj wątek
    • beatamc Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 05:53
      Mnie nic nie przychodzi
      > do glowy, wiekszosc produktow moge znalezc w rejonie koszernym w supermarkecie
      > lub w ruskim sklepie niedaleko.


      Jeszcze kilka lat i zacznie brakowac, bo te koszerne , czy ruskie maja
      polski towar dzieki Polakom, ktorym coraz trudniej jest utrzymac polskie
      sklepy. Dzieki wlasnie klentom kupujacym masowo w innych sklepach niz polskie
      (bo jest 1c taniej,.. no ale komu przeszkadza przebita data??) zacznie brakowac
      w koncu nie tylko majonezu, czy wafelkow. Za kilka lat podam Ci cala liste.
            • miskidomleka Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 17:20
              edytkus napisała:

              > takie soki kupowalam w supermarkecie (A&P),

              Ja kupiłem raz amerykański zagęszczony sok malinowy, i nie dziękuję.
              Może mój supermarket kupuje jakiś szczególnie marny, ale tak czy
              owak od tego czasu kupuję wyłącznie w polskim sklepie.

              W ogóle jeśli pytamy "czy można dostać w USA włączając polskie
              sklepy", to lista się bardzo skróci. Z mojego doświadczenia
              do "dobry chleb", bo niektórych smacznych rodzajów z PL nie udało mi
              się trafić.

              Jeśli jednak zapytamy "czego nie można dostać w USA, chyba że w
              polskim sklepie" to moja lista wygląda tak:

              sok malinowy
              ogórki kiszone
              niektóre wędliny
              gotowe uszka i pierogi (z wyjątkiem niektórych rodzajów)
              szprotki wędzone w oleju (raz trafiłem w niemieckim też)
              koncentrat barszczu (wiem, jest w koszernych działach supermarketów,
              ale Krakus moim zdaniem smakuje zupełnie inaczej niż Manischewitz,
              to jest inny produkt a nie jak kielecki vc. hellmans)
              słodycze - wiadomo (pierniczki toruńskie niestety nawet w polskim
              sklepie są troche za stare zazwyczaj)
              dżemy niskosłodzone (w supermarketach są dżemy light, ale są
              dosładzane słodzikami, chodzi mi o lekkie smaki, zresztą
              amerykańskie dżemy w ogóle mi nie leżą, kupuję francuskie,
              belgijskie, niemieckie)

              Tak w ogóle "mojego" polskiego sklepu nigdy nie przyłapałem na
              przebijaniu cen, nieświeżych produktach, czy czymś w tym rodzaju. A
              na zdjęciach które publikują w sieci stoi majonez kielecki ;-)
      • myelegans Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 16:06
        ptasie mleczko
        kabanosy
        poledwica lososiowa
        kapusta kiszona z beczki
        makowiec
        ogorki kiszone, nie w occie
        herbaty owocowe z dzikiej rozy, kwiat lipy
        bialy ser taki twardy w bloku, farmers' cheese sie nie liczy, bo
        jest za slony na sernik

        agrest, porzeczki, kalarepa - czasami na farmers market mozna kupic
        • olensia Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 16:50
          Szczaw... A moze ktos wie gdzie mozna dostac ziarenka szczawiu zeby sobie
          zasadzic. Nie moge tego nigdzie znalezc, a tesknimy bardzo za zupa szczawiowa....

          Chleb, buleczki...

          Swoja droga ja w polskich czy ruskich sklepach nic nie kupuje po tym jak
          zauwazylam ze przebijaja daty na produkatch. Ser przeterminowany pol roku jak
          dla mnie jest nie do zjedzenia.... Kiedys tez bylam "fanka" majonezu
          kieleckiego, teraz za nim nie przepadam. Znalazlam podobny w smaku i mi wystarcza.
          • edytais Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 17:24
            Ogorki kiszone bez octu mozna kupic w sklepach ze zdrowa zywnoscia. Widzialam
            je w roznych stanach i jak moje domowej roboty sie skoncza to dopiero kupuje, bo
            drogie sa. Firmy: BUBBIES.

            Ja szczaw kupilam bezposrednio od farmerow. W sklepie nie sprzedaja.
            Jak bardzo lubisz szczaw to dowiedz sie w jakims networku lokalnych farmerow czy
            ktos nie sprzedaje. Ja jestem czlonkiem Sustainability Network. Grupa farmerow
            zbiera zamowienia na warzywa i owoce, ktore w danym czasie u nich rosnal. W
            srode zamawiam, oni w piatek z pola zbieraja i wszyscy doworza na umowione
            miejsce. Tam czlonkowie od godziny 10-12 przyjezdzaja odbierac to co zamowili.
            Ludzie kupowali szczaw jako dodatek do zielonej salatki. Moje dzieciaki lubia
            wcinac szczaw i ja kupowalam tak do jedzenia garsciami i do zupy szczawiowej.

            Ziarenka szczawiu ja kupilam tez w sklepie ze zdrowa zywnoscia. Nazywa sie
            sorrel. Nawet wrzuc w googla i znajda sie ziarnka. Ja to mam na swoim ogrodku,
            ale kilka lat mi zajelo zanim moglibysmy zrobic zupe szczawiowa, bo dzieciakom
            trudno bylo sie oprzec jak byly male listki. Zeby szczaw sie rozrosl to nalezy
            jednak go zostawic w spokoju. A tu 2 listki sie pojawily a dzieciaki od razu do
            buzi. W koncu zabronilam, odgrodzilam i mi piekne krzaczki wyrosly. Moglam juz
            to spokojnie podjadac, ale w tamtym roku kury mi tam wlazly i one tez szczaw
            uwielbiaja i same badylki zostaly :(
            W tym roku powinien byc piekny. Nawet w tamtym roku mialam pelno nasion, ale
            nie zbieralam i dalam sie wysiac, zeby bylo wiecej.
            Jak nie znajdziesz nasion to w sierpniu moge ci swoje wyslac :)
      • mjermak Jest slonina 25.01.10, 22:40
        tylko trzeba wiedziec, jak ja kupic. trzeba isc na stopisku miesnym
        do masaza i poprosic, moj szwagier kupuje i uzywa do robienia
        kielbas z jeleni (on mysliwy). Tez myslalam ze nie am ale mnie
        oswiecil niedawno, jak znalazl u mnie w lodowce domowej robiony
        smalec ze skwarkami i zaciekawilo go poznawczo co to jest.
    • sqtek Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 18:10
      Ano wlasnie, prawie wszystkie produkty da sie kupic jesli jest w okolicy sklep
      rusko-europejsko-jakistam. Oczywiscie sa ulubione smaki, ktorych sie nie
      znajdzie. Ja tez mam chleb, ktory tylko u moich rodzicow jem, do niego tesknie i
      nic podobnego nie moge znalezc, ale sa chleby odrobine zblizone smakiem jesli
      szuka sie w piekarniach (a nie w supermarkecie).
      Ogorki kiszone bubbies sa w porzadku, troche za pikantne jak dla mnie, ale ok.
      Kapuste kiszona mamy taka jak w Polsce - jest sprzedawana w torebkach foliowych
      i jest super smaczna. Pierogow nie ma, oczywiscie. Nie ma tez bialego sera w
      supermarketach, ale w ruskim sklepie jest. itp. Ale wiecie czego nie ma?
      chrupkow kukurydzianych! tzw flipsow :-) Wiem, ze to nic takiego, ale jednak...
      A moze gdzies sa?

      A propos nasion - jak sie nazywa rzezucha? Bardzo bym chciala zasadzic na
      Wielkanoc...
      • edytkus Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 24.01.10, 18:51
        Flipsy sa w polskich sklepach.

        Skoro mowa o niezastapionych smakach. Lubie pierogi z owocami, podczas mego ostatniego pobytu w PL zostaly przyrzadzone specjalnie dla mnie zebym sobie po latach w koncu sie najadla i... byly okropne! W ogole malo co mi wtedy smakowalo i wrocilam do domu pare funtow szczuplejsza :) Nie, zdecydowanie nie tesknie juz do polskiego jedzenia, a wszelkie golonki itp. przyprawiaja mnie o mdlosci.

        co do sloniny:
        www.wisegeek.com/what-is-lard.htm
        a smalec mozna dostac w niemieckich sklepach. Ogorki kiszone wydawalo mi sie ze w kazdym deli mozna kupic. Jakos nigdy ich znalezienie nie bylo dla mnie problemem. Wszystko co do tej pory bylo wymienione mozna tu dostac, nawet polskie ptasie mleczko jest w supermarkecie.
        Moze gdybyscie pisali o konkretnych markach to co innego, ale przeciez trudno zeby caly polski asortyment zostal przeniesiony do USA czy jakiegokolwiek innego kraju.

        Rzezucha czyli pieprzyca siewna: chia (Salvia hispanica lub Lepidium sativum L.) - roslin i lekow najlepiej zawsze szukac po nazwach lacinskich, te sa miedzynarodowe ;)
    • vanillafields Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 25.01.10, 15:48
      A Sinlaca gdzies sie dostanie tutaj? Bo jak na razie to mamy wysylany z Polski
      ale paczki dochodza z wielotygodniowym opoznieniem, albo wcale.. Wiem, ze to
      zacukrzone strasznie, ale moja mala byla wczesnakiem, ma wstret do butelek ale
      tego Sinlaca to je ladnie, no i musimy ja podtuczyc bo malutka ciagle jest
      strasznie...
      • edytais dzikie jagody 25.01.10, 23:37
        Tutaj kiedys kupowalam te bardziej polskie jagody: mniejsze i ciemniejsze w
        srodku. Ale mrozone, wiec to jednak nie to samo, ale blizsze tych "naszych".
        Pochodza z Kanady (przynajmniej pare lat temu jak kupowalam). Teraz nie wiem
        czy to jest to samo, bo dawno juz ich nie kupilam. W lecie sama zbieram te
        wielkie, bo mi taniej wychodzi: place $7 za galon.

        www.mercola.com/article/blueberries.htm
        Bob tez bym z checia zjadla. Pare razy kupilam od farmerow.
        • edytais Wynajac ogrod 25.01.10, 23:46
          Gdzies sie natknelam na ogrod i ogrodnika do wynajecia. Wynajmuje sie skrawek
          ziemi i wpisuje co sie chce, zeby tam ogrodnik posial i o to dbal. Jak urosnie
          to ogrodnik wysyla plony.
          Nie pamietam juz co to byla za strona internetowa. Ja zastanawialam sie czy nie
          skorzystac. Moze by sie udalo cos czego tu nie mozna kupic np. bob :)
          • policjawkrainieczarow Re: Wynajac ogrod 26.01.10, 15:44

            > Gdzies sie natknelam na ogrod i ogrodnika do wynajecia. Wynajmuje sie skrawek
            > ziemi i wpisuje co sie chce, zeby tam ogrodnik posial i o to dbal.

            alez to cala zabawa znika!!! najwieksza przyjemnosc z ogrodu to wyjsc rano i
            popatrzec co uroslo :)

            u nas jest taka plantacja truskawek, gdzie na kawalku przestrzeni jest normalny
            ogrod, zjakimis laweczkami i miejscem zabaw dla dzieci, w sklepiku obok sa
            produkty i przetwory, a dalej na poteznej przestrzeni sa w pietrowych doniczkach
            krzaczki truskawek. Zbiera sie samemu i sie placi przy wyjsciu za to co sie
            uzbieralo. Ale nawet te to jest ten gatunek, ktory trzeba nozyczkami z lodyzki
            obcinac :(
        • myelegans Re: dzikie jagody 26.01.10, 14:39
          Dzikie czarne jagody zbieram niedaleko domu, niedaleko hiking trails
          w miejscowym rezerwacie, nikt tego nie zbiera tylko my. W jesieni
          zebralam 3 galony, ktore przetworzylam, troche zamrozilam.

          Bob kupuje mrozony w polskim sklepie, z Polski.
          • artremi Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 02:49
            Wlasnie wrocilam z dosyc dlugiego pobytu w Polsce. W sumie to tutaj mamy znacznie wiekszy wybor zywnosci, takze tej organicznej. Dla przykladu w PL ananasy tez sa z Kostaryki, ale sa bardzo male ze nawet nie chce mi sie ich kupowac i obierac tych miniaturek.

            Na plus, to zauwazylam spory wybor ryb. Mam tez duzo ryb w Whole Foods, ale nie zawsze chce mi sie placic $30 za funt ryby. W polskim Realu lubilam kupowac atlantyckie makrele, ktore sa jedna z najlepszych ryb, a tu malo spotykane. Takze w Polsce sledzie robi sie na 100 sposobow i troche mi ich tu brakuje.
              • klaudona slonecznik i orzechy 26.01.10, 03:59
                Swiezy slonecznik, ktory samemu sie luska. Wiem, wiem, ze tutaj mozna sobie
                samemu wyhodowac, ale ja nie mam gdzie a w sklepach nie uswiadczysz niststy.
                Chetnie zjadlabym orzeczy laskowe prosto z krzewu i orzechy wloskie, tak swieze,
                ze mozna skorke zdejmowac. Tak wlasciwie, to nie pamietam juz jak smauja, a
                chcialabym sobie przypomniec.
                • sondra Re: slonecznik i orzechy 26.01.10, 05:55
                  klaudona napisała:

                  > Swiezy slonecznik, ktory samemu sie luska. Wiem, wiem, ze tutaj mozna sobie
                  > samemu wyhodowac, ale ja nie mam gdzie a w sklepach nie uswiadczysz niststy.

                  Ja widzialam słoneczniki wielokrotnie na farmach na Long Island. Nigdy nie kupiłam, więc nie wiem, ile były warte.

                  > Chetnie zjadlabym orzeczy laskowe prosto z krzewu i orzechy wloskie, tak swieze,
                  > ze mozna skorke zdejmowac.

                  A to fakt, nigdy nie udało mi sie na to trafić, a w Warszawie to chyba standard na jesieni. Kiedyś też ruszona nostalgią kupiłam świeże laskowe orzechy na targu w Barcelonie i potem rozbijałam je w pokoju hotelowym za pomocą krysztalowej popielniczki...
              • edytais Oto ogrodek.... 26.01.10, 16:55
                U mnie nie ma bobu, nawet w Whole Foods.

                Zgadzam sie, ze wynajecie ogrodka to nie ta sama przyjemnosc, ale jak ktos nie
                ma ziemi, lub zbyt ograniczone pole manewru, to mozna brac pod uwage. Ja mam
                dosyc duze podworko, ale zupelnie zacienione plus mam jeszcze wielka paskudna
                sosne, pod ktora nic nie urosnie! Bardzo trudno u mnie o slonce i mam bardzo
                mala przestrzen na ogrodek. Na wiosne zanim jeszcze wielki dab ma liscie to mam
                swietne miejsce na salatke. Potem slonce jest wysoko i idzie dokladnie miedzy
                debem a sosna,wiec mam pas sloneczny (ale maly!). W AR jesien jest idealna na
                salate, ale co mi po tym jak slonce idzie znowu nisko (ta sama droga co wiosna)
                ale ten moj dab zrzuca liscie dopiero pod koniec grudnia, wiec moj ogrod jest
                zupelnie zacieniony. Juz probowalam i mi nic nie rosnie. Slonce musi byc
                przynajmniej pare godzin dziennie!

                Jakbym byla wlascicielka tego domu to bym sosne sciela i mialabym spory ogrod
                nasloneczniony. REszta podworka w cienu... idealne na gorace lato. No ale jak
                sie wynajmuje to niewiele mozna zrobic, lub nie chce sie inwestowac $2K w wynajm
                scinaczy drzew :(

                Tutaj jest o tych ogrodach:
                myorganicacres.com/index.php?id=5370
                • maruda78 edytais 26.01.10, 18:05
                  dzieki za link do my organic acres - zastanawialam sie swego czasu nad tym, ale
                  nie ufam firmom typu 'MLM' i innym piramidom wiec sie ostatecznie nie zdecydowalam.
                  Czy Ty sie do nich zapisalas? Znasz moze wiecej szczegolow?

                  M.
                  • edytais Re: edytais 26.01.10, 18:20
                    Nigdy nie probowalam. Link ktos na innym forum podal z takim samym pytaniem. O
                    tym tyle wiem co jest na stronie internetowej. Myslalam, ze moze wrzuce na
                    facebook. Jak ktos ze znajomych sie odwazy sprobowac to moze w przyszlym roku
                    sprobuje.
    • sondra Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 05:50
      Ja mam blisko pracy znakomicie zaopatrzony polski sklep, w którym kupuję regularnie biały ser, wędliny dla mojego starego (n.b. rodowitego Amerykanina), których sama na ogół nie tykam, bardzo rzadko jakieś pierogi (z kapustą albo z jagodami) i makowiec. Wydaje mi się, że żadnego z tych produktów nie można dostać w nie-polskich sklepach, nawet innych wschodnio-europejskich.

      Natomiast nigdy nie widziałam tu świeżych poziomek i to jest coś, za co dałabym się pokroić.

      Oprócz tego nie mam żadnych potrzeb, a szereg wymienionych przez Was produktów dużo bardziej mi smakuje tutaj niż w PL, zwlaszcza jogurty (chodzi mi o naturalny jogurt, a nie te mdląco-słodkie mieszanki z przecierem owocowym) i pieczywo, którego mam tutaj znacznie lepszy wybór niż w Warszawie, chociaż niektóre warszawskie bułki i razowy chleb nie są złe. Świeży bób, leśne czarne jagody (zwane przez krakowiaków borówkami) są dostępne bez problemu, truskawki bez styropianu w środku też, ale oczywiście tylko w sezonie. Najlepsze w życiu truskawki kupiłam kiedyś na przydrożnym straganie na Ile d'Orleans (koło Quebec City). Z kolei kiszone ogórki, śledzie itp. specjały są w wielu żydowskich sklepach i delikatesach.

      Ogólnie jakość i wybór jedzenia to jest jeden z powodów, dla którego cieszę się, że mieszkam w Stanach. Podczas pobytów w Polsce najbardziej brakuje mi dużego wyboru warzyw (zwłaszcza w zimie), dobrej sałaty i dobrego mleka (nie UHT, które smakuje jak mleko w proszku).
      • edytkus Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 06:24
        Orzechy laskowe kiedys tu jadlam, w jakiejs mieszance orzechowej,
        wiec sa. Truskawki w sezonie zbieramy na farmie truskawkowej, pycha,
        zupelnie jak w PL. W ogole w NJ jest duzo sadow i ogrodow gdzie
        mozna zebrac swieze owoce i warzywa. Z rybami tak samo, 40 min.
        jazdy i jest wybrzeze ze sklepami rybnymi ze swiezymi polowami.
        Zreszta takie produkty jak ryby czy inne seafood, steaks etc. rzadko
        kiedy kupujemy w supermarkecie.
        Poziomki tez sa, nazywaja sie wild albo virginia strawberries, ale
        wiadomo, na Alasce pewnie nie rosna ;)

        A ja wiem co jest tu rzadkoscia: swieze wisnie! Co ciekawe NY
        przoduje w produkcji na caly kraj ;)

        Co do polskich wedlin to ja dziekuje:
        wiadomosci.onet.pl/1762403,11,item.html
        • sqtek Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 09:45
          Wisnie w ogole sa? Ja jeszcze nie widzialam. Ale za to widzialam i jadlam
          czerwone porzeczki. Truskawki jadlam pyszne, wlasnie takie male i miekkie i
          pachnace, odjazd. Ale tylko raz (prawie za darmo rozdawali w supermarkecie -
          pewnie byly obawy, ze sie popsuja :-) ).
          Mozna powiedziec, ze jesli chodzi o opnie o jedzeniu to jestem po drugiej
          stronie lustra od sondry. Dokladnie to samo moglabym powiedziec tylko kraje
          zamienic :-) No ale ja krocej w Stanach jestem, jeszcze sie nie przyzwyczailam
          (i nie ma zamiaru).
          W ogole sklepy azjatyckie to jest skarbnica produktow, mnostwo ryb do wyboru,
          podroby (watrobki, serducha i zoladki) i bardzo ciekawe warzywa, czesto nie mamy
          pojecia do czego uzyc, ale fajnie sie oglada :-) my chetnie tam kupujemy.
          U nas nie ma salcesonu w ruskim sklepie. Ten nasz sklepik to w ogole malutki
          jest, ledwo co mozna kupic. Na szczescie na wielkanoc jest biala kielbasa, juz
          sie nie moge doczekac :-)
          • sondra Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 23:24
            sqtek napisała:

            > Mozna powiedziec, ze jesli chodzi o opnie o jedzeniu to jestem po drugiej
            > stronie lustra od sondry. Dokladnie to samo moglabym powiedziec tylko kraje
            > zamienic :-) No ale ja krocej w Stanach jestem, jeszcze sie nie przyzwyczailam
            > (i nie ma zamiaru).

            Ja zauważyłam, że złą opinię o jedzeniu w Stanach mają albo ludzie, którzy tutaj
            są od niedawna, albo ci, którzy zamykają się w gettach (nie mam na myśli
            lokalizacji, raczej środowisko). Poza tym dostępność dobrych produktów zależy od
            okolicy; w centrum kraju jest na pewno znacznie gorzej niż w dużych miastach na
            obu wybrzeżach. W Bostonie mam prawie wszystko, co mogłabym kupić w Paryżu albo
            Toskanii :-). Ale w każdym nowym kraju trzeba się nauczyć robić zakupy. Tutaj
            pierwsza reguła to zapomnieć o "zwyczajnych" supermarketach, chyba że chce się
            kupić mydło czy papier toaletowy, ale i to lepiej np. w Target. Jedzenie
            kupujemy głównie w:
            - Whole Foods (wcale nie jest tak drogo, jeśli się umie wybierać)
            - Trader Joe's
            - na farmach albo w stoiskach farmerskich w mieście (mam w pobliżu farmę czynną
            cały rok, poza sezonem sprzedają produkty szklarniowe i sprowadzane, w sezonie
            własne gruntowe, poza tym przez cały rok własny drób i jajka i lokalne mięso i
            nabiał)
            - lokalnych piekarniach
            - czasem w małych "gourmet stores", ale to już będzie drożej

            I to nie jest tak, jak pisze Miski, że trzeba się potwornie nalatać. My robimy
            zakupy mniej więcej raz na tydzień, naprzemiennie albo w Whole Foods albo w
            Trader Joe's, czasami w obu (ale akurat są obok siebie). Jeśli mamy trochę
            więcej czasu podczas weekendu, to jedziemy na "naszą" farmę, gdzie też można
            kupić wszystko, więc to już zastępuje odwiedziny w w/w sklepach. A w lecie
            wyprawy do innych farm czy na "farmer's market" to jest ogromna atrakcja i
            robiłabym to nawet, gdybym nic nie miała kupić. Tak samo spacer w niedzielę rano
            do piekarni (zresztą zwykle wysyłam chłopa, żeby mi przyniósł bułki na
            śniadanie). Wydaje mi się, że ludzie w Polsce zazwyczaj odwiedzają większą
            liczbę różnych sklepów.

            Z tym, że ja nie mam "polskich" potrzeb (poza białym serem i tymi nieosiągalnymi
            poziomkami) i nie tęsknię za polskim jedzeniem, bo nigdy go specjalnie nie lubiłam.
            • policjawkrainieczarow Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 27.01.10, 16:40
              > Ja zauważyłam, że złą opinię o jedzeniu w Stanach mają albo ludzie, którzy tuta
              > j
              > są od niedawna, albo ci, którzy zamykają się w gettach (nie mam na myśli
              > lokalizacji, raczej środowisko). Poza tym dostępność dobrych produktów zależy o
              > d
              > okolicy;

              O, a ja zauwazylam, ze dostepnosc dobrych produktow zalezy od tego, ile sie ma kasy.
                • policjawkrainieczarow Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 27.01.10, 18:33
                  staua napisała:

                  > Troche tak, a troche nie, jak sie ma mniej, to pewnie trzeba to
                  > zrekompensowac, poswiecajac wiecej czasu na szukanie. Jak sie nie ma
                  > kasy ani czasu, to problem jest wiekszy.

                  No, nie bardzo, nie wierze w np. organiczne mieso, ktore da sie znalezc w tej
                  samej cenie co zupelnie niezjadliwe kurczaki "z costco", po prostu szukajac
                  dalej. Wrecz u hodowcow jest drozej. W dzialach organicznych jest drozsze, i to
                  sporo, bo tez na tych polkach z organicznym miesem to glownie sa poledwice i
                  takie tam, czyli z zalozenia drozsze gatunki. Na szczescie maja dobre kurczaki,
                  ale ilez mozna? :)

                  Najblizszy TJ mam w Virginii, czyli caly dzien jazdy, najblizszy WF, mam 25 mil
                  stad, jego alternatywe - GreenWise tez 25 mil, ale w druga strone i jest tam
                  naprawde duzo drozej, prawdopodobnie przez to, ze tutaj te sklepy z dobrym
                  jedzeniem sa wylacznie w drogich dzielnicach zamieszkalych przez bogatych Zydow.
                  No i sam dojazd tez kosztuje. Kolo mnie byl kiedys Wild Oats, ale nie wyrobil i
                  sie zwinal. Ostatnio zwinal sie tez maly przybytek w ktorym dawali swiezo
                  wyciskane soki. Innymi slowy, to lepsze jedzenie, te miejscowe piekarenki i tak
                  dalej sa w miejscach, w ktorych przecietnego mieszkanca na to stac.
                  Tez kupuje w miejscowym warzywniaku czy na targowisku, ale z kolei to sa
                  produkty nastawione na tutejsza latynoska populacje (czyli oprocz podstawowych
                  warzyw, ktore w polsce tez sa, sa glownie takie, ktorych nie lubie). Jedyne, co
                  tu rzeczywiscie kupuje czesto, a w Polsce nie bardzo, bo trudno trafic na takie
                  w sam raz, to avocado.
                  Z ryb kupuje tylko te, ktore tu nie plywaja i to rzadko, bo chlop sam ulowi co
                  trzeba - ale przez te ostatnie temperatury bardzo duzo ryb - z tych lepszych
                  gatunkow - posnelo i teraz jest absolutny zakaz ich polowu :( wiec najpewniej
                  kupic tez ich sie nie bedzie dalo.
              • sondra Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 28.01.10, 00:28
                policjawkrainieczarow napisała:

                > O, a ja zauwazylam, ze dostepnosc dobrych produktow zalezy od tego, ile sie ma
                > kasy.

                To chyba oczywiste w każdym kraju, z Polską włącznie :-).

                Poza tym pojęcie "drogi/tani" jest bardzo względne. W Polsce osoba zarabiająca 3000 zł miesięcznie bez oporów płaci w Carrefourze 10 zł za kawałek sera, a po przyjeżdzie do Stanów, gdzie dostaje na rękę $3000, uważa, że $6 za taki sam ser w Whole Foods to rozbój na prostej drodze. Dlaczego? Bo obok jest supermarket, gdzie zalega półki niejadalny wyrób seropodobny po $2 (żeby bylo śmieszniej, to ten "tani" supermarket ma też w kącie lodowkę z tym dobrym serem, po $8 za kawałek). To, że w USA jest powszechnie dostępny tani chłam, przyczynia się do percepcji, że w Whole Foods jest drogo. Gdyby w tym kraju były wyłącznie Whole Foods, to amerykanskie jedzenie byłoby przez przybyszów uważane za bardzo smaczne i w rozsądnej cenie :-).
                • policjawkrainieczarow Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 28.01.10, 18:54
                  > przyjeżdzie do Stanów, gdzie dostaje na rękę $3000, uważa, że $6 za taki sam se
                  > r w Whole Foods to rozbój na prostej drodze. Dlaczego? Bo obok jest supermarket
                  > , gdzie zalega półki niejadalny wyrób seropodobny po $2

                  no i ja tego zupelnie nie rozumiem - jesli sie zastanowic, ile wlasciwie
                  kosztuje np. wyhodowanie kurczaka takiego do zjedzenia. Bo wspomnialam o tym, ze
                  u hodowcow sa drozsze - mam znajoma, ktora miala farme, kury miala piekne i
                  zbierajace nagrody, i taki kurak kosztowal u niej $30. No i jak sie zaczelam nad
                  tym zastanawiac, ile wlasciwie kosztuje sama karma, a przeciez jeszcze takia
                  ptica potrzebuje jakies miejsce, a przeciez jeszcze go trzeba oczyscic i tak
                  dalej, to jakim cudem taki stwor (nieorganiczny) kosztuje, podejrzewam, mniej
                  niz hodowany normalnie zjadlby w ciagu swojego zycia? Jakim cudem caly upieczony
                  kurczak w Publix kosztuje tyle, co duzy kubek kawy z jakims syrupem w Starbucks?
                  i te 3 dychy mi sie w tym kontekscie wydaja znacznie mniej podejrzana cena.

                  To, że w USA jest powszechnie dostępny tani chłam, przyczynia się do p
                  > ercepcji, że w Whole Foods jest drogo.

                  Alez ja z tego samego zalozenia wychodze, kiedy tylko ktos zaczyna opowiadac o
                  drogich sandalkach jednego czy drugiego projektanta ;)

                  Nie znam proporcji cen WF i zwyklych marketow w innych miejscach, serow marki
                  "ser" nie kupuje, bo one nei maja nic wspolnego z serem, u mnie WF jest drogie,
                  mysle ze ze wzgledu na okolice, w ktorej sie znajduje (bogaci mieszkancy i
                  bogate korporacje). ALe w normalnym supermarkecie przeciez nie kazdy ser to ten
                  pomaranczowy syf o smaku i konsystencji gumki do mazania, sa tez normalne,
                  dobre, importowane sery, tylko na innej polce.
          • myelegans Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 15:31

            > > Orzechy laskowe kiedys tu jadlam, w jakiejs mieszance
            orzechowej,
            > Sa ale suszone. Mnie chodzilo o takie z jeszcze zielona skorupka


            A orzechy laskowe to nie to samo co hazel nuts, takie ktore mozna
            kupic w okresie swiatecznym w kazdym supermarkecie?

            Jezdze do Polski jesienia, rodzice maja leszczyne z orzechami
            laskowymi, i ogromnego orzecha wloskiego, ktory ma kleske urodzaju
            od kilku lat. Orzechy wloskie takie wielkie, swieze z zielona
            skorupka i slonecznik jem w ilosciach hurtowych. 2 miesiace domywam
            brazowe palce.
      • miskidomleka Re: A agrest? lub porzeczki? 26.01.10, 14:32
        vanillafields napisała:

        > Wlasnie sobie myslalam, ze w sezonie nie widzialam (swiezych)...
        Agrest, czarne
        > porzeczki lub czerwone lub biale?

        Świeże nie. Nawet z przetworzonymi nie najlepiej, dżem z agrestu
        albo czerwonych porzeczek wiem gdzie kupić, ale dżem z czarnych albo
        sok z czarnych - tylko w polskim sklepie. Podobnie jak powidła
        śliwkowe.
      • myelegans Re: A agrest? lub porzeczki? 26.01.10, 14:45
        > Wlasnie sobie myslalam, ze w sezonie nie widzialam (swiezych)...
        Agrest, czarne
        > porzeczki lub czerwone lub biale? Spotkal ktos? niestety nie mam
        kawalka ziemi
        > zeby sobie zasadzic... :(

        tak, w sezonie na farmers market przed moim budynkiem w pracy
        sprzedaja wszystkie rodzaje porzeczek, agrest, kalarepe, dobre
        truskawki i wisnie szklanki takie na sok tez (sour cherries)
        • miskidomleka Re: A agrest? lub porzeczki? 26.01.10, 15:25
          Wniosek wydaje się taki, że można kupić wszystko lub prawie wszystko
          (przynajmniej w niektórych częściach kraju) - tylko się trzeba
          niemożebnie nalatać. Słonina w tym supermarkecie, ogórki w tamtym,
          chleb w piekarni, to w polskim sklepie, to w rosyjskim, to w
          niemieckim, a tamto tylko na farmer's market (który działa kiedy
          jestem w pracy, więc jest mało użyteczny, nie mam go pod pracą)...

          Może na emeryturze :-)
        • edytais Poziomki... 26.01.10, 17:06
          Porzeczki tez bym zjadla, ale w AR to nikt nawet o tym nie slyszal.
          Dawno temu byly, ale przez jakis czas porzeczki byly zabronione z powodu jakiejs
          tam choroby. Nie wiem czy nadal jest zakaz w niektorych stanach. Agrest swiezy
          mi tez sie marzy i raz tylko w Indianie udalo mi sie kupic.
          W AR raczej bardziej tradycyjnie po amerykansku. Bardzo malo jest nietypowych
          roslinek typu porzeczki, agrest, bob itp, wiec jesli sama nie posieje to nie
          bede miala.

          W tamtym roku kupilam pare krzaczkow malin i nosilam po podworku za slonczem :D
          Kupilam worek dobrej ziemi, zrobilam w srodku dziure i tam wsadzilam maline.
          Roslo mi tak w worku. A ze ja mam problem ze sloncem to rano mialam tam gdzie
          bylo slonce, po poludniu ten worek przesuwalam na inne miejsce na podworku i
          dzieciaki mialy kilka malin :)

          Mam tez pare krzakow amerykanskich jagod. Bedziemy sie przeprowadzac, wiec
          szkoda mi je zostawic, wiec mam tez eksperymentalne w wielkich wiadrach. Rosna
          pieknie i je zabiore ze soba. Ten watek natchnal mnie na agrest. Chyba
          poszukam roslinek lub nasion i tez dam w wielka donice, zebym mogla zabrac ze soba.

          Ja krzaczki poziomek kupilam przez internet i sa pyszne! Takie jak z Polski.
          Bardzo szybko sie rozrastaja. Z jednego krzaczka ja mam 4-8 pod koniec lata.
          Rozdziela sie je i rozsadza i nie wiadomo kiedy bedzie ich cale mnostwo. Tylko
          trzeba miec ogrod. Mysle, ze na oknie czy balkonie tez by rozlo kilka krzaczkow.

          www.shop.farmfreshliving.com/STRAWBERRY-PLANTS-ALPINE-STRAWBERRIES-MIGNONETTE-6-4-plants-H1011.htm;jsessionid=64FCE9A70C0683A5E9F33BDD11922B3E.qscstrfrnt01
    • edytais Namiar na sledzie. 26.01.10, 17:18
      Znowu nabralam ochote na sledzia.
      Moze ktos z was ma namiary na jakis sklep lub fish market gdzie moglabym zamowic
      sledzia mrozonego lub solonego, najlepiej calego a nie filety. Szukalam po
      internecie, ale zawsze laduje na jakiejs stronie brytyjskiej.
    • maruda78 Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 18:00
      Echhhhh... swieze orzechy laskowe i wloskie prosto z drzewa - pomarzyc dobra
      rzecz :-).
      Swiezy slonecznik tez raczej nie dostania - raz znalazlam na farmers market, $20
      za sztuke, ale niewyrosniete ziarenka.
      Marzy mi sie wlasny ogrodek.

      Ogolem rzecz biorac, poza wspomnianymi orzechami i slonecznikiem dostac tutaj
      mozna wszystko. No moze jeszcze naprawde dobrej kapusty kiszonej nie widzialam
      (smakujaca jak ta z polskiej beczki).

      Mi w tym kraju w ogole bardzo sie zmienil jadlospis i filozofia zywienia i sila
      rzeczy z polska kuchnia jest mi mocno nie po drodze.

      M.
      • edytais Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 26.01.10, 18:18
        Natchnieta tym watkiem wlasnie kupilam 2 krzaczki agrestu i 2 krzaczki czarnej
        porzeczki (czerwonej nie lubie) oraz dla Emily krzaczek goji berries. Bedzie o
        niego sama dbala i posadzi zamiast szczypiorku i koperku. Niech szczypiorek i
        koperek moj podjada :)
        Prawie, ze kupilam krzaczek orzechow laskowych, ale maz zadzwonil, ze w lecie
        nie bedzie mial roboty, wiec i kupe kasy przepadnie. Uczelnia obcina budzet i
        pozbywaja sie kursow letnich, ktore nie maja duzej ilosci studentow. Niestety
        moj maz straci jeden kurs i tym sposobem miesieczne pobory :(
        • vanillafields Ech marzenia... 27.01.10, 00:18
          Teraz to mi sie marzy kawalek ogrodka.. A mielismy w dawnym mieszkaniu, to tylko
          kwiatki sadzilam. Ech, czlowiek nie docenia. A fajnie by bylo gdzyby taka
          dzialke polska moznaby bylo tutaj sobie kupic.. Ale tutaj od razu grunty pod
          budowe i ceny adekwatne.
            • happy_woman Re: Ech marzenia... 27.01.10, 01:55
              omg moje marzenie to zjesc razowca(taki wygladem jak piernik ,w
              calosci)z maslem i krajanka(ser bialy) wszystko zakupione na
              targowisku gdzie niegdys w Polsce robilam zakupy.
              Odnosnie wlasnego ogrodk...w naszej miejscowosci mozna wynajac
              poletko przy starej farmie(25$za sezon).Sama o tym myslalam, jednak
              nie mam na to czasu .Moze kiedys ,kiedy nie bede musiala pracowac
              full time...
            • miskidomleka Re: Ech marzenia... 27.01.10, 04:31
              bella41 napisała:

              > czy ktos widzial tu mleko w proszku?

              Owszem, w zwykłych supermarketach, Safeway czy cuś. Może tam trzeba
              sprawdzać a nie w Whole Foodsach ;-)

              Mnie w ogóle bawi twierdzenie które ktoś tu rzucił (nie chce mi się
              przeszukiwać wątku kto), że w "zwykłych supermarketach" nie da się
              kupić porządnego jedzenia, że tylko WH, TJ, i farmer's market. No
              jakkbym debilne "korespondencje z USA" Bosackiej czytał, ona chyba
              bierze kasę od WH za reklamę i plecie że w zwykłym supermarkecie
              wszystko składa się z cukru i "chemii" i nie nadaje się do jedzenia.

              Może nie zupełnie wszystko, pewnie nie w każdym miejscu w USA, ale w
              mojej okolicy (która, tak się składa, jest w tym samym regionie co
              Bosacka) da się kupić bardzo dużo sensownego jedzenia w zwykłych
              supermarketach. No ale to w sumie temat na osobny wątek, może wróćmy
              do polonizmów.


              Ktoś wspominał o IKEI, tam rzeczywiście jest trochę fajnego, choć
              raczej nie polskiego jedzenia. To na przykład jedyne znane mi
              miejsce (oprócz czasem w jednym zwykłym supermarkecie za 2x
              wyższą cenę) gdzie mogę kupić dobry pseudokawior (nie mówię o
              prawdziwym z rosyjskiego sklepu za $200 puszka).
              • bella41 Re: Ech marzenia... 27.01.10, 04:56
                madzia dzieki,
                na jakim dziale moge je znalezc?

                miska, ja mam najblizszy WH dosc daleko, w zwyklych sprawdzalam-nie bylo
                mam w poblizu taki sklep, co go kocham i nienawidze jednoczesnie-kocham za
                produty z wielu miejsc na swiecie, super sery, raz trafilam na pokaz robienia
                mozzareli-lepszej nigdy nie jadlam, maja fajne chleby i pyszne wloskie makarony
                niestety, prawie ciagle jest tlum ludzi, ze nie mozna sie przecisnac- nie wazne
                o ktorej i ktorego dnia tygodnia- i tego nie lubie, ale zasze tam wracam
                o safeway nigdy nie slyszalam
                  • damiri Re: Ech marzenia... 28.01.10, 04:16
                    edytkus napisała:

                    > o mleko w proszku zapytam jutro siostre, ona czesto robi blok -
                    > smakuje tak samo jak pamietam z PL

                    Oswieccie mnie, o jakim "bloku" mowicie? Wychowalam sie w PL a jako
                    zywo nie slyszalam o zadnym bloku (poza mieszkalnym). Jak dobry, to
                    moze rzucicie przepisem?

                    ----------------------
                    "Mezczyzna jest od wbicia gwozdzia w sciane. Kobieta od zdecydowania
                    gdzie ten gwozdz wbic i co na nim zawiesic"
                    • policjawkrainieczarow Re: Ech marzenia... 28.01.10, 05:31
                      > Oswieccie mnie, o jakim "bloku" mowicie?

                      chodzi o komunistyczny patent typu "zrób to sam" (drugi taki to były owsiki) z
                      czasow, kiedy czekolada przypadala na kartki jedna miesięcznie na łeb. Robiło
                      się ją ze wzmiankowanego mleka, kakao, cukru i pewnie masła czy innej margaryny,
                      a jak ktoś lubił, to mógł do tego dosypać orzechy czy inne paździerze, ale nie
                      pamiętam, jak to się dokladnie szykowało i sama będę wdzięczna za przepis.

                      • damiri Re: Ech marzenia... 28.01.10, 20:08

                        policjawkrainieczarow napisała:

                        > > Oswieccie mnie, o jakim "bloku" mowicie?
                        >
                        > chodzi o komunistyczny patent typu "zrób to sam" (drugi taki to
                        były owsiki) z
                        > czasow, kiedy czekolada przypadala na kartki jedna miesięcznie na
                        łeb. Robiło
                        > się ją ze wzmiankowanego mleka, kakao, cukru i pewnie masła czy
                        innej margaryny
                        > ,
                        > a jak ktoś lubił, to mógł do tego dosypać orzechy czy inne
                        paździerze, ale nie
                        > pamiętam, jak to się dokladnie szykowało i sama będę wdzięczna za
                        przepis.
                        >

                        O to juz wiem)). U nas nie mowilo sie na to blok tylko chyba domowa
                        czekolada. Pamietam, ze moja mama taka robila wlasnie z orzechami i
                        byl czas, ze tak sie przyzwyczailam, ze uwazalam, ze jest lepsza od
                        oryginalnej. Przepis niestety przepadl. Moze sie ktos podzieli
                        swoim? Naszla mnie ochota :))
                        ----------------------
                        "Mezczyzna jest od wbicia gwozdzia w sciane. Kobieta od zdecydowania
                        gdzie ten gwozdz wbic i co na nim zawiesic"
                        • edytais Re: Ech marzenia... 28.01.10, 23:11
                          Moj znajomy robi wedzonego kurczaka, ze palce lizac. My mamy wedzarke
                          elektryczna i juz 2 lata przymierzamy sie, zeby tez sprobowac. Moze na wiosne
                          jak bedzie cieplo na dworze :)
                          Musze sie dokladniej dowiedziec jak to robic bo mi troche szkoda zmarnowac $25
                          kurczaka.... Moze wyprobuje na tanim z walmartu :)
              • sondra Re: Ech marzenia... 27.01.10, 05:19
                miskidomleka napisał:

                > Mnie w ogóle bawi twierdzenie które ktoś tu rzucił (nie chce mi się
                > przeszukiwać wątku kto), że w "zwykłych supermarketach" nie da się
                > kupić porządnego jedzenia, że tylko WH, TJ, i farmer's market.

                Przykro mi, że muszę użyć wyświechtanego forumowego powiedzenia, ale na drugi raz postaraj się czytać ze zrozumieniem. To ja wspomniałam te sklepy, ale nie pisałam wcale, że w zwykłych supermarketach nie da się kupić porządnego jedzenia. Po prostu jest w nich tyle bardzo marnego jedzenia, że dużo prościej jest w ogóle tam nie robić zakupów. Przy odrobinie orientacji można za podobną cenę kupić dużo lepsze produkty właśnie w WF i TJ. Zresztą ceny w popularnych supermarketach wcale nie sa korzystne w porównaniu z TJ i WF. W rejonie Bostonu w Stop&Shop i Shaw's (to dwie największe sieci) sery i wszelki nabiał są dużo droższe nie tylko w porównaniu w TJ (nawet dwukrotnie), ale nawet droższe niż w WH. TJ ma bardzo niskie ceny na mięso, wędliny, oliwę, awokado, mandarynki i inne owoce i wino.

                > No
                > jakkbym debilne "korespondencje z USA" Bosackiej czytał

                A po drugie, postaraj się nie obrażać rozmówców przez porównywanie ich do ludzi, których uważasz za debili. Nota bene, nie warto zakładać, że każdy, kto ma inne opinie od Twoich, jest automatyczie debilem. Zwłaszcza jeśli chodzi o informacje o życiu w kraju, o którym wielu rzeczy jeszcze nie wiesz.
                • miskidomleka Re: Ech marzenia... 27.01.10, 05:51
                  sondra napisała:

                  > To ja wspomniałam te sklepy, ale
                  > nie pisałam wcale, że w zwykłych supermarketach nie da się kupić
                  porządnego jedzenia.


                  OK, to sorry. Rzeczywiście stwierdzenie " Ale w każdym nowym kraju
                  trzeba się nauczyć robić zakupy. Tutaj
                  pierwsza reguła to zapomnieć o "zwyczajnych" supermarketach" było o
                  czym innym.


                  > Po prostu jest w nich tyle bardzo marnego jedzenia, że dużo
                  prościej jest w ogóle tam nie robić zakupów.

                  Prościej??? Znaczy co, marne produkty stają na półkach przed
                  lepszymi i je zasłaniają?

                  > Zresztą ceny w popularnych supermarketach wcale nie sa korzystne w
                  porównaniu z TJ i WF.

                  He, he. A Bosacka się cały czas ekscytuje jak to drogo jest w WH.
                  Moim zdaniem prawda leży pośrodku, przynajmniej w odniesieniu do WH.
                  Jest ciut drożej od zwykłych, ale nie tak, żeby robiło to ogromną
                  różnicę. O TJ nie wypowiadam się, bo byłem raz, był marny asortyment
                  i jakiś taki nieporządek, więc jeśli już chcę kupić coś, czego nie
                  ma w "zwykłym" to raczej jadę do WH, czy World Market, czy jakichś
                  delikatesów.

                  > A po drugie, postaraj się nie obrażać rozmówców przez
                  porównywanie ich do ludzi, których uważasz za debili.

                  Może postaraj się, jak sama mi radzisz, czytać ze zrozumieniem. Po
                  pierwsze, napisałem, że uważam korespondencje Bosackiej za debilne,
                  nie ją za debila (jestem tego drugiego bliski na podstawie
                  korespondencji, ale tego nie napisałem). Po drugie porównywałem
                  twoją wypowiedź do tekstów Bosackiej, nie ciebie do niej.


                  > Nota bene, nie warto zakładać, że każdy, kto ma inne opinie od
                  Twoich, jest automatyczie debilem.

                  Podstawą do mojej oceny tekstów Bosackiej jako debilne nie jest
                  odmienność opinii, tylko ich debilność. Czytałaś ją? Te artykuły bez
                  ładu i składu, to bredzenie o chemii, mijanie się z faktami, wiedzą,
                  rozsądkiem?


                  > Zwłaszcza jeśli chodzi o
                  > informacje o życiu w kraju, o którym wielu rzeczy jeszcze nie
                  wiesz.


                  Ojej, może jeszcze mnie przepytasz jak długo tu mieszkam. Twój ton
                  w powyższym zdaniu zbliża cię do plonka.
                  • sondra Re: Ech marzenia... 27.01.10, 06:27
                    Ja podałam bardzo prostą formułę dla kogoś, kto jest zainteresowany kupnem dobrej jakości jedzenia w tym kraju: omijać popularne supermarkety, kupować w WH i TJ i w miarę możności od lokalnych farmerów i w lokalnych piekarniach, oczywiscie wszędzie zwracając uwagę na ceny.

                    Jeśli masz do zaproponowania lepszą strategię, to możesz to po prostu napisać, zamiast skupiać się na próbach zademonstrowania głupoty interlokutora. A kiedy już się zaperzyłeś używając słowa "debilne" (i proszę, nie obrażaj niczyjej inteligencji wykrętami, że to mnie nie dotyczyło), to jest na to prosty sposób: grzecznie przeprosić.

                    Ponieważ jednak najwyraźniej tego nie rozumiesz i w dalszym ciągu dyskutujesz w agresywny sposób, więc dla mnie EOT.
                    • miskidomleka Re: Ech marzenia... 27.01.10, 17:33
                      sondra napisała
                      > nie obrażaj niczyjej inteligencji wykrętami, że to mnie nie
                      dotyczyło),

                      Wybacz, ale jeśli nie potrafisz odróżnić epitetu skierowanego do
                      tekstu Bosackiej od epitetu skierowanego do ciebie, to już nie jest
                      już problem.
                  • staua Re: Ech marzenia... 27.01.10, 17:34
                    Trader Joe's to bardzo tani sklep. I jakosc towarow jest
                    rewelacyjna. Asortyment zalezy od jego wielkosci, bo sa mniejsze i
                    wieksze. Akurat ten, gdzie kupuje Sondra, jest rewelacyjny, wlacznie
                    z duzym wyborem piwa i wina. W okolicach DC jeszcze tak duzego nie
                    widzialam, ten, w ktorym kupuje, na Rockville Pike, jest duzo
                    mniejszy.
                    W Giancie po prostu trzeba spedzic duzo wiecej czasu, jesli nie chce
                    sie brac z polek jak popadnie. Nawet wiedzac, gdzie co jest, trzeba
                    ganiac po duzej przestrzeni. A jak sie nie wie, jak moj maz, to sie
                    kupuje nieorganiczne mleko, bo organiczne stoi gdzie indziej i nie
                    wiadomo, gdzie, oraz string cheese marki Giant, bo ten z Omega-3 tez
                    jest gdzies indziej, a w ogole to co to za roznica.
                    Ludzie maja rozne podejscie do jedzenia i wyobrazenie o tym, co jest
                    dobre, to zreszta ewoluuje.
                    Whole Foods jest lepsze (moim zdaniem) od TJ, jesli chodzi o swieze
                    mieso i ryby.
                    A poza tym to jak sie juz nalatasz jeden raz, to wiesz, co gdzie
                    kupowac i wtedy tego latania tak znowu dozo nie ma. Na przyklad ja
                    poznalam wlasnie tutaj siec Balducci's (lokalna? Ale na pewno Ty ja
                    znasz, dla mnie byla to nowosc po przenosinach w te rejony z
                    Bostonu), generalnie jest tam drogo, ale mieso i wedliny (nie
                    polskie, tylko generalnie) sa wbrew pozorom nie drozsze niz w
                    Giancie, a sa super.
                    Korespondencji Bosackiej nie znam.
                    A dlugosc mieszkania tutaj naprawde przeklada sie na znajomosc
                    realiow (uwazasz, ze nie?).
                    • miskidomleka Re: Ech marzenia... 27.01.10, 17:51
                      staua napisała:

                      > W Giancie po prostu trzeba spedzic duzo wiecej czasu, jesli nie
                      chce
                      > sie brac z polek jak popadnie.

                      No i to jest dobra strategia - patrzeć co się kupuje.



                      > A jak sie nie wie, jak moj maz, to sie
                      > kupuje nieorganiczne mleko, bo organiczne stoi gdzie indziej i nie
                      > wiadomo, gdzie, oraz string cheese marki Giant, bo ten z Omega-3
                      tez
                      > jest gdzies indziej, a w ogole to co to za roznica.

                      Jeśli chodzi o przydomek "organiczny", to zgadzam się z twoim mężem.
                      Jeśli nawet jest różnica, to wysoce przereklamowana.




                      > A poza tym to jak sie juz nalatasz jeden raz, to wiesz, co gdzie
                      > kupowac i wtedy tego latania tak znowu dozo nie ma.

                      WSzystko zalezy od indywidualnych preferencji. Ja generalnie wolę
                      sobie w lokalnym supermarkecie wypatrzeć co jest smaczne i sensowne,
                      niż objeżdżać x sklepów. Więc do WH (do którego mam kawałek) czy do
                      polskiego sklepu (do którego mam większy) jeżdżę z rzadka.



                      > Na przyklad ja
                      > poznalam wlasnie tutaj siec Balducci's (lokalna? Ale na pewno Ty
                      ja
                      > znasz, dla mnie byla to nowosc po przenosinach w te rejony z
                      > Bostonu),

                      Nie znam, chyba nie ma koło mnie, może sobie wyszukam i sprawdzę,
                      dzięki.

                      > Korespondencji Bosackiej nie znam.

                      Streszczenie o jedzeniu: "w zwykłych supermarketach jedzenie jest
                      wyłącznie niezdrowe i sztuczne, dobre jest tylko w WH które jest
                      potwornie drogie, a w ogóle najgorsza rzecz w jedzeniu to jest
                      chemia" Której, jak wynika ze słów pani Bosackiej, w produktach
                      kupowanych w WH nie ma.


                      > A dlugosc mieszkania tutaj naprawde przeklada sie na znajomosc
                      > realiow (uwazasz, ze nie?).


                      Nie do końca, patrz uwagi czyjeś o gettach - są ludzie, którzy
                      mieszkają dziesiątki lat i nic nie wiedzą bo nosa poza jakieś
                      Ciupagowo nie wystawili.
                      • staua Re: Ech marzenia... 27.01.10, 18:06
                        Tacy, co siedza w gettach, moze rzeczywiscie nic nie wiedza, ale
                        chyba jest ich coraz mniej - a na pewno Ty, Sondra czy ja do nich
                        nie nalezymy (i podejrzewam, ze wiekszosc rozmowcow w tym watku tez
                        nie), wiec w tej grupie moje stwierdzenie ma sens (ja jestem tu od 7
                        lat i opinie Sondry nieraz pomogly zorientowac sie tutaj, nie tylko
                        przy zakupach).
                        Patrzec, co sie kupuje, trzeba zawsze, tylko ze wlasnie w TJ latwiej
                        jest wypatrzec cos dobrego, niz w Giancie.
                        A co to za polski sklep, do ktorego masz troche daleko? "Kielbasa
                        Factory"? (to ten, ktory ja znam; w porownaniu z tym w Dorchester, o
                        ktorym wyzej pisalam, raczej kiepski i tez coraz rzadziej zagladam.
                        Tym bardziej, ze sentymentow do polskich marek specjalnie nie mam. A
                        maz tylko flaczki i salceson, polskie byc nie musza, nawet na
                        polskie flaczki troche kreci nosem i wlewa hektolitry octu).
                        Organicznosc roznych produktow i roznica w smaku to temat do osobnej
                        dyskusji. Posiadanie i brak potomstwa sa w takiej dyskusji czesto
                        waznymi czynnikami. Moj maz lubi z reguly kupowac jak najtansze
                        produkty i dlatego, jak idzie do sklepu, to z lista, gdzie ma
                        napisane, jakie marki ma kupic i co ma byc organiczne.
                        Balducci's szczerze polecam (maja np. rewelacyjne mrozone ciasto
                        francuskie w platach, z prawdziwym maslem, marki Dufour, ktore
                        ciezko jest dostac, a jest dla mnie jedynym zjadliwym, przyznam
                        bowiem, ze nie mam czasu i energii robic domowego tak czesto, jak
                        chcialabym je jesc).
                        • miskidomleka Re: Ech marzenia... 31.01.10, 01:22
                          staua napisała:

                          > A co to za polski sklep, do ktorego masz troche daleko? "Kielbasa
                          > Factory"? (to ten, ktory ja znam; w porownaniu z tym w Dorchester,
                          o
                          > ktorym wyzej pisalam, raczej kiepski i tez coraz rzadziej zagladam

                          Kielbasa. Świetny nie jest, ale na bezrybiu... Jest lepiej
                          zaopatrzony od niemieckiego w Cafe Mozart w downtown, i znacznie
                          przyjemniejszy i czyściejszy od jakichś dwóch żydowskich w
                          Rockville, w których byłem.

                          Nawiasem mówiąc, ogromnie mnie bawią niektóre rzeczy stojące w
                          Kiełbasie, że ktoś chce koniecznie kupować majonez kielecki, jeszcze
                          (jako tako) rozumiem, ale tam stoi polski cukier i mąka...
                          • staua Re: Ech marzenia... 31.01.10, 01:28
                            Moze sa ludzie, ktorzy nie wiedza, jak to sie po angielsku nazywa?
                            Nie wiem. Rzeczywiscie, ciezko sobie wyobrazic, po co to tam jest.

                            Dobra strona tego sklepu sa rumunskie wina, ktorych po przyjezdzie
                            do USA nie moglismy znalezc nigdzie, nawet w specjalistycznych
                            sklepach z winami w Bostonie zapewniano nas, ze niedlugo beda... ale
                            nigdy nie bylo.

                            A w Kielbasie sa rozne Murfatlary :-)
                      • staua Re: Ech marzenia... 27.01.10, 18:44
                        Jeszcze dla wyjasnienia dodam, ze pomimo, iz moj maz najbardziej
                        lubi produkty tanie, to akurat w powyzszych przykladach nie kierowal
                        sie tym kryterium, tylko po prostu nie znalazl tego, co mial na
                        liscie. Jakby zobaczyl organiczne mleko stojace obok zwyklego, to
                        kupilby to organiczne.
              • edytais Sklepy vs sklepy :) 27.01.10, 18:20
                Zwykle supermarkety sa ekstremalnie rozne. Zalezy gdzie sie mieszka. Nawet
                taki sklep co jest u mnie w AR: Kroger ma niesamowicie rozne zaopatrzenie w
                zaleznosci od miejsca w miescie. W jednym miejscu ani jednej rzeczy organicznej
                nie ma na polce, 5 mil dalej w tym samym Krogerze jest piekarnia polska, i
                mnostwo roznych nietypowych rzeczy plus duzo owocow i warzyw organicznych itp itd.
                Bylam tez w zwyklym supermarkecie w Missouri, ktory byl o niebo lepiej
                zaopatrzony w organiczna itp niz Whole Foods w Little Rock,AR!

                Mysle, ze po prostu popyt w danej dzielnicy decyduje o tym co mozna kupic. W
                polnocnej dakocie ozorow, flakow, nozek wieprzowych itp dziwactw nie uraczysz
                (przynajmniej nie w Grand Forks 10 lat temu), a w Luizianie w malym miasteczku w
                tanim zwyklym supermarkecie tego bylo mnostwo.

                My kupujemy organiczne i jezdzimy do 2 sklepow bo po drodze. Wiemy co jest
                lepsze i tansze. Po drodze do Whole Foods mamy Kroger i w K kupujemy czesc,
                potem w whole foods reszte. Roznice cen sa duze i nieraz Kroger ma taniej a
                nieraz Whole Foods. W tamtym roku Kroger mial Ezekiel chleb o prawie 2 dolce
                taniej na bochenku (kupuje kilka na raz wiec sie uzbiera). W tym roku Whole
                Food o mniej wiecej 2 dolce ten sam chleb ma taniej.... RAz Kroger ma cos tam,
                innym razem Whole Foods, inne rzeczy sa w zwyklym Walmarcie :)

                Jesli chodzi o jakosc to ja np nie moge kupic wiekszosci rzeczy w zwyklym
                supermarkecie np zboz niezaleznie od tego czy organiczne czy nie. Walmart
                supercenter ma jedynie oats. Spelt, kamut, quinoa itp itd po prostu musze
                kupowac w WH. Krakersy i inne rzeczy bez chemii tez w Walmarcie nie ma. Ja
                lubie takie co maja zboze, wode, sol i to wszystko. Z chemicznymi dodatkami
                jedzenia bym nawet za darmo nie wziela i dla mnie to swinstwo np. te krakersy
                rybki serowe (dzieciom bym do ust nie dala). Ktos inny uwaza to za pychotke i
                zdrowe jedzenia dla dzieci.

                Opinie i gusta sa rozne.......
                Zaopatrzenie zwyklego supermarketu tez ekstremalnie rozne....
                Nie ma sensu tu wyzywac od debili!
                • staua Re: Sklepy vs sklepy :) 27.01.10, 18:48
                  Dlatego nie mieszkam w Arkansas ani w Polnocnej Dakocie (naprawde,
                  dlatego, to jest dla mnie czesc popularnej kultury, bez ktorej
                  ciezko byloby mi polubic miejsce zamieszkania).
                  Krakersy rybki - nie uwazam, ze sa zdrowe. Byl jednak okres, kiedy
                  moj syn domagal sie ich (przedszkole) i je dostawal, w ograniczonych
                  ilosciach. Teraz mu przeszlo i ma faze na jablka jako snack
                  (organiczne ;-), w sumie niekoniecznie, bo i tak obieram ze skorki).
                  To juz tez offtop, zreszta.
                • miskidomleka Re: Sklepy vs sklepy :) 31.01.10, 01:33
                  edytais napisała:

                  > Krakersy i inne rzeczy bez chemii tez w Walmarcie nie ma. Ja
                  > lubie takie co maja zboze, wode, sol i to wszystko.

                  Ech, naprawdę wydaje ci się, że w krakersach nie ma chemii? Znaczy
                  związków chemicznych nie ma? Na opakowaniu może nie są podane nazwy
                  dodanych związków chemicznych, ale naturalnie jest tam
                  mnóstwo "chemii".

                  Nie wiem czemu często ludzie uważają związek dodany za gorszy czy
                  bardziej szkodliwy, niż gdy występuje naturalnie w produkcie. Kupa
                  osób boi się MSG - tymczasem występuje on w wielu produktach
                  naturalnie - choćby w wielu serach, czy w pomidorach. Nie mówiąc już
                  o tym, że część "MS" to sód, składnik soli kuchennej, występujący w
                  prawie wszystkich pokarmach, a część "G" (glutaminian) jest
                  wytwarzana w organizmie człowieka... I zarówno sód jak i glutaminian
                  są absolutnie niezbędne do funkcjonowania organizmu.

                  Naprawdę, sam fakt że nazwa jest długa i brzmi "chemicznie", albo że
                  związek w Europie oznaczany jest liczbą poprzedzoną literą E, nie
                  znaczy, ze jest czymś złym. Swego czasu czytałem niesłychanie
                  przemądrzały artykuł, którego autorka analizowała soki owocowe, i
                  chwaliła jedne za zawartość witaminy C, inne ganiła za
                  zawartość "chemii" pod postacią kwasu askorbinowego - nie wiedząc,
                  biedactwo, że witamina C to właśnie jest kwas askorbinowy...
                  I do tego sprowadza się zwykle strach przed "chemią".
                  • policjawkrainieczarow Re: Sklepy vs sklepy :) 31.01.10, 03:07
                    Kupa
                    > osób boi się MSG - tymczasem występuje on w wielu produktach
                    > naturalnie - choćby w wielu serach, czy w pomidorach. Nie mówiąc już
                    > o tym, że część "MS" to sód, składnik soli kuchennej, występujący w
                    > prawie wszystkich pokarmach, a część "G" (glutaminian) jest
                    > wytwarzana w organizmie człowieka... I zarówno sód jak i glutaminian
                    > są absolutnie niezbędne do funkcjonowania organizmu.
                    >

                    ale zarowno sol jak i glutaminian jest w nadmiarze szkodliwy. A glutaminian jest
                    dodawany do prawie wszystkiego wiec o ow nadmiar nietrudno.
                    • miskidomleka Re: Sklepy vs sklepy :) 31.01.10, 03:47
                      Nie jest mi wiadomo o żadnych badaniach pokazujących szkodliwość
                      glutaminianu w takich dawkach, jakie można otrzymać z jedzeniem.
                      Istnieje hipoteza o nadwrażliwości niewielkiej części populacji na
                      glutaminian ("Chinese restaurant syndrome"), ale szczegółowe
                      kontrolowane badania nie wykazały by glutaminian wywoływał o tych
                      ludzi objawy tego "syndromu".

                      Sód w dużym namiarze może być szkodliwy (szczególnie dla ludzi z
                      pewnymi problemami kardiologicznymi), ale z glutaminianu sodu ciężko
                      wchłonąć poważną dawkę. Większość masy MSG stanowi glutaminian, nie
                      sód.
                      • policjawkrainieczarow Re: Sklepy vs sklepy :) 31.01.10, 04:34
                        nie chodzi mi az tak o Chinese Restaurant Syndrome (nie udowodniono, ze MSG ma
                        na to bezposredni wplyw, ale zdaje sie tez nie udowodniono, ze nie ma) ile o
                        fakt, ze najzwczajniej jak czlowiek wciaga ten glutaminian (i sol) w normalnych
                        dawkach na porzadku dziennym, to jedzenie bez niego (czyli naturalniejsze,
                        nieprzetworzone, warzywa z warzywniaka a nei z mrozonki z sosem itp) mu nie
                        smakuje, czy smakuje gorzej. Co prowadzi do zlych nawykow zywieniowych i na
                        dluzsza mete zdrowe nie jest.
                        • miskidomleka Re: Sklepy vs sklepy :) 31.01.10, 05:41
                          policjawkrainieczarow napisała:

                          > ale zdaje sie tez nie udowodniono, ze nie ma

                          To akurat nic nie znaczy, nie udowodniono również, że czereśnie
                          Rainier nie mają wpływu na raka krtani.

                          > Co prowadzi do zlych nawykow zywieniowych i na
                          > dluzsza mete zdrowe nie jest.

                          To można w sumie zarzucić każdemu smacznemu jedzeniu.
      • onthelake Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 27.01.10, 21:18
        Poziomki jadlam w okolicznym (IL)forest preserve.Brakuje mi takich
        normalnych polskich ciastek z cukierni.Ciekawe,ze nikt o tym nie
        wspomnial.To co tu jest w polskich sklepach czy piekarniach raczej
        nie przypomina oryginalu.Paczki sa wielkosci kul armatnich i bez
        smaku.Trzymane w lodowce sklepowej ogromnego rozmiaru eklerki pachna
        ta lodowka i sa paskudne.Szkoda,ze Blikle,Gajewski czy inny Wrobel
        nie otworzy cukierni w glownych skupiskach Polonii.
        • edytkus Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 27.01.10, 22:07
          z cukierniami roznie bywa, jednym smakuje innym nie. Ja myslalam ze
          takich ptysiow/bezow jak w PL nigdzie tu nie dostane a okazalo sie
          ze w cukierni za rogiem wypiekaja jeszcze lepsze. Ale i tak nie
          umywaja sie do ciastek cannoli. A w polskim deli paczki sa rozne:
          male, duze, z cukrem, lukrem etc. Zalezy jak sie trafi.
            • sqtek Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 28.01.10, 05:43
              Portugalski chleb to w ogole najlepszy (po polskim) chleb jaki kiedykolwiek
              jadlam w zyciu. A troche roznych chlebow jadlam. Moim zdaniem podstawa dobrego
              smaku w chlebie jest sol. No ale to moj smak. Zreszta wiekszosc spodow do ciast
              tutejszych jest nieslona i moim zdaniem niezjadalna.
              Ja raczej naleze do grupy nie-szukajacej organicznego jedzenia, glownie z powodu
              czasu. Nasz TJ jest malutki, kupujemy w nim troche warzyw, salaty (rukole),
              fajne jogurty i czasem fajne sery (i fondue zima). A wiekszosc zakupow robimy w
              zwyklym supermarkecie. Nasz WH straszy ceniami, nie myslcie, ze nie probowalam.
              Ale za to mamy Farmers Market, do ktorego jezdzimy po wiekszosc warzyw i jestem
              zawsze przyjemnie zdziwiona jak malo placimy za bardzo dobre lokalne "produce".
              Mozna sie zamknac w getcie i nic nie wiedziec, a mozna, tak jak my, zyc
              tymczasowo i sie po prostu nie interesowac. Motywacja do szukania lepszego i
              tanszego jedzenia jest obecnosc dzieci i brak kasy (odpowiednio).
              Taki lajf (zapozyczone :-) ).
              Ale sobie uwazniej popatrze na miesa, szkoda sie szprycowac wypelniaczami. Czyli
              gdzie szukac?
              Ja tesknie za polskimi rzeczami, ale wiekszosc umiem zrobic w domu, wiec w razie
              co... nawet ostatnio zbieralismy grzyby i suszylismy, i byly pierogi z wlasnymi
              grzybami i zupa grzybowa z wlasnych grzybow na wigilie. Mozna przezyc,
              szczegolnie jak sie jest juz 10 lat poza krajem (choc nie w USA :-) ).
              • staua Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 28.01.10, 15:25
                No i jeszcze nikt nie wspomnial o CSA - tutaj jeszcze nie naleze,
                ale w NY i w Bostonie nalezalam i oprocz tego, ze bardzo duzo bylo
                lisci, ktorych nadal nie nauczylam sie jesc w takiej ilosci (te
                wszystkie chardy i inne mustard greens), bardzo sobie chwalilam ten
                system, wiec i tu musze sie rozejrzec.
              • sondra Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 04:01
                sqtek napisała:

                > Portugalski chleb to w ogole najlepszy (po polskim) chleb jaki kiedykolwiek
                > jadlam w zyciu. A troche roznych chlebow jadlam. Moim zdaniem podstawa dobrego
                > smaku w chlebie jest sol.

                Masz rację, dlatego ja nigdy nie umiałam się przyzwyczaić do chleba we Włoszech, który często jest zupełnie niesłony. Ale jednak wychodzi na to, że mamy inny smak, bo mnie akurat tutejsze portugalskie pieczywo nie przypadło do gustu: za białe, za puchate i na drugi dzień niesmaczne. Dla mnie chleb musi się nadawać do długiego przeżuwania i musi być równie dobry po tygodniu :-).

                > Nasz TJ jest malutki, kupujemy w nim troche warzyw, salaty (rukole)

                W naszym mają też pyszną roszponkę (mache).

                > Mozna sie zamknac w getcie i nic nie wiedziec, a mozna, tak jak my, zyc
                > tymczasowo i sie po prostu nie interesowac.

                Jeśli jesteście zdecydowani na tymczasowy pobyt, to rzeczywiscie nie ma co tracić zbyt dużo czasu na rozgryzanie wszystkich tutejszych sposobów na dobre życie. Zresztą ja nie chciałam Cię pouczać, po prostu na tym forum co pewien czas powraca temat "w Ameryce jest obrzydliwe jedzenie", więc zawsze staram sie podać receptę na szybkie i skuteczne "urządzenie się", chociaż wiem, że moja recepta nie jest uniwersalna :-). Z kolei na innych forach osoby mieszkające w Polsce psioczą na jedzenie tam (które mnie nie wydaje się takie złe, chociaż wolę tutaj robić zakupy).

                W ogóle to się trochę pogubiłam, bo na podstawie jakichś wątków na innym forum wydawało mi się, że Ty jesteś teraz w Polsce, po niedawnym powrocie z dłuższego pobytu w Stanach. A może Cię pomyliłam z kimś innym?

                > Ale sobie uwazniej popatrze na miesa, szkoda sie szprycowac wypelniaczami. Czyli
                > gdzie szukac?

                Ja tu wiele nie pomogę, do "organiczności" mam tzw. stosunek ambiwalentny* i za mało informacji. My kupujemy mięso albo w WH (niestety wołowina jest tam dwa razy droższa niż gdzie indziej) albo w TJ (dużo taniej, ale mniejszy wybór). Kurczaki z farmy, ew. też w w/w sklepach. TJ ma też doskonałą mrożoną jagnięcinę (np. rack of lamb, już przyprawiony czosnkiem i ziołami, wystarczy wstawić do piekarnika). W sumie trudno mi tu ocenić jakość różnych wyrobów, bo sama już prawie nie jem mięsa.

                * "Co to są uczucia ambiwalentne?
                To jest to, co czujemy, kiedy nasza teściowa za kierownicą naszego samochodu spada z mostu do rzeki"
                • staua Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 04:47
                  Kiedys czytalam dobry, praktyczny artykul, ale tylko o organicznych
                  warzywach i owocach, ktore naprawde warto kupowac organiczne, a
                  ktore mozna odpuscic, kieruje sie tym, co z niego pamietam, przy
                  zakupach, ale niejestem w stanie zalinkowac zrodla (moze kiedys mi
                  sie przypomni.
                  Chleba to ja z kolei malo jadam, jesli juz, to albo ciemny i ciezki,
                  albo bagietki (jak najbardziej chrupiace).
                  A mache wlasnie wtrzachnelismy we trojke cala paczke na kolacje
                  (oczywiscie nie samej). Uwielbiam ja od dawna, kiedy znalam ja
                  jeszcze jako nusslisalat.
                • sqtek Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 05:05
                  A tutejszego pieczywa portugalskiego nie jadlam, jadlam w Portugalii, w USA na
                  oczy nie widzialam tez Portugalczyka... Ja tez lubie jak chleb jest dobry
                  nastepnego dnia, ale po tygodniu to wymagam tego tylko od dobrego razowego. A,
                  wlasnie, w TJ jest bardzo fajny chleb razowy, naprawde smaczny i nie pumpernikiel.
                  Roszponka, o rzeczywiscie, no wlasnie oni maja fajne rozne salaty, mieszanki tez
                  bardzo sympatyczne i bardzo przystepne ceny.

                  Zeby mowic o jedzeniu amerykanskim trzeba je jesc. Poniewaz ja przede wszystkim
                  gotuje sama w domu, a hamburgera pierwszy raz jadlam po dwoch latach pobytu w
                  Stanach, trudno mi wypowiadac sie o "amerykanskim" jedzeniu. Jesli cos jem w
                  jakiejs jadlodajni (bardzo rzadko)to jedyne na co moge narzekac to, ze prawie
                  wszystko jest "za" (za slone, za pomidorowe, za ostre, za bulionowe itp.). Jak
                  salatka grecka to feta slona, ze az strach, jak vinegret to taki, ze "gebe
                  wykreca", jak sos z serem "blue" to innego smaku sie nie doszuka itp. Ja tego
                  nie lubie. Ale zwrocilam uwage na to, ze mieso tanie jest bardzo tluste i bardzo
                  szprycowane. I szkoda, bo na takie wiekszosc ludzi stac. Byl niedawno jakis
                  dietetyk w TV i mowil, ze za 1 dolara dostanie sie wiecej kalorii w jedzeniu
                  przetworzonym niz w jedzeniu naturalnym. No to trudno wymagac od ludzi biednych,
                  zeby jedli salate i brokuly...

                  > W ogóle to się trochę pogubiłam, bo na podstawie jakichś wątków na innym forum
                  > wydawało mi się, że Ty jesteś teraz w Polsce, po niedawnym powrocie z dłuższego
                  > pobytu w Stanach. A może Cię pomyliłam z kimś innym?

                  No tak, ale to bylo rzeczywiscie niedawno i do tego niedlugo znowu wroce.
                  Dlatego "tymczasowosc" to moje drugie imie....
                  • sondra Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 05:42
                    sqtek napisała:

                    > A tutejszego pieczywa portugalskiego nie jadlam, jadlam w Portugalii, w USA na
                    > oczy nie widzialam tez Portugalczyka...

                    A ja nigdy nie bylam w Portugalii :-). W Cambridge jest spora portugalska dzielnica, mają swojej sklepy i piekarnie i wielu ludzi (w tym Polaków) bardzo chwali ich chleb, a mnie on nie smakuje. Ale nie wiem, jak on się ma do tego "prawdziwego" portugalskiego.

                    Ja bardzo lubię pieczywo w stylu francuskim, zwłaszcza wiejski chleb, a także te najróżniejsze chleby, które w USA są sprzedawane pod nazwą ciabatta (niektóre mają mało wspólnego z włoskimi ciabattami, ale za to wszystkie zawierają sól). Na szczęście mamy tego tutaj pod dostatkiem, a nawet więcej niż pod dostatkiem: Lolyta dopiero na mnie wsiądzie, kiedy napiszę, że sklep spożywczy niedaleko ode mnie sprowadza chleb z piekarni paryskiej Poilane (moim zdaniem to bez sensu, ale odnotowuję z kronikarskiego obowiązku):
                    Chleb dla ludzi, którzy nie mają co robić z forsą
                    • policjawkrainieczarow Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 14:16
                      ale dlaczego mam wsiadac z tego powodu? tylko dlatego, ze ja rowniez uwazam, ze
                      cos jest bez sensu? ;P
                      to, ze odnotowalam, ze dobre rzeczy sa zazwyczaj drozsze od marnych, to nie jest
                      zaden moj manifest przeciwko bogaczom, tylko stwierdzenie faktu.

                      A propos sprowadzana sobie czegos z daleka i akcji bez sensu, moja znajoma
                      pracowala kiedys u jedntch z tych wzmiankowancyh obrzydliwie bogatych Zydow i
                      kiedy panstwo wyjechali na wywczas do Wloch, znajoma dostala prikaz, zeby pani
                      wyslac fedexem konkretna pare kaszmirowych skarpetek, ktorych zapomniala wziac
                      ze soba - co najmniej jakby nie bylo taniej i szybciej kupic na miejscu. To jest
                      dla mnie przyklad nie mienia pojecia, co zrobic z forsa.
                  • policjawkrainieczarow Re: Jakiego produktu spozywczego znanego z Polski 29.01.10, 14:31
                    Ale zwrocilam uwage na to, ze mieso tanie jest bardzo tluste i bardz
                    > o
                    > szprycowane. I szkoda, bo na takie wiekszosc ludzi stac. Byl niedawno jakis
                    > dietetyk w TV i mowil, ze za 1 dolara dostanie sie wiecej kalorii w jedzeniu
                    > przetworzonym niz w jedzeniu naturalnym. No to trudno wymagac od ludzi biednych
                    > ,
                    > zeby jedli salate i brokuly...

                    no i dlatego wlasnie trudno uniknac stwierdzenia, ze dobre jedenie jest
                    zwyczajnie drogie. Nie wystarczy samo porownanie go do wyrobow
                    jedzeniopodobnych, po prostu jesli przecietnie zarabiajacy czlowiek majacy
                    jeszcze dzieci na utrzymaniu nie jest w stanei wyzywic rodziny kupujac wylaczie
                    w WF (a nie jest), to znaczy ze to sa ponadprzecietnie wysokie ceny.