zyta2003
25.01.10, 19:43
Skoro juz uporalismy sie z majonezem kieleckim, to mysle, ze jest
tu stosowne miejsce na poruszenie tez innego tematu: Roli kobiet we
wspolczesnym swiecie.
Wlasnie przetaczaja sie przez media za NYT wiadomosci na ten temat.
Otoz wg badan jakiegos Instytutu Pew Research Center stwierdzono
to, co widzimy golym okiem, a nad czym sie wiele nie zastanawiamy.
Rosnie rola kobiet w zyciu publicznym, gospodarce. Juz w 22% rodzin
kobiety lepiej zarabiaja od mezczyzn (zapewne, gdyby nie
dyskryminacja w zarobkach procent ten bylby wiekszy,). W 28% rodzin
kobiety sa lepiej wyksztalcone niz mezczyzni i obecnie stanowia
przeszlo 60% osob studiujacych. Dochod w rodzinach samotnych kobiet
wzrosl w porownaniu z rokiem 1970 o 60%, natomiast mezczyzn jedynie
o 16%.
I tak mozna snuc dlugo...Zapewne kazdy, czy kazda z nas zna
przypadki tu w USA, ze kobieta pracuje na chleb, a maz zajmuje sie
dziecmi i nie jest to juz czyms nadzwyczajnym, czy godnym
lekcewazenia. Ja osobiscie znam kilka nawet atrakcyjniejszych
przypadkow - np. kobieta pracuje, a maz zajmuje sie obserwacja
ptakow, a inny starym psem, a jeszcze inny pracujac od czasu do
czasu w real estate wlasnie sie ozenil z partnerka od wielu lat, no
bo przydaloby sie ubezpieczenie i staly dochod na stare lata. Nie
na darmo Susan Orman mowila ostatnio, jak kobiety umia sie odnalezc
w trudnych sytuacjach. Mezczyzna zarabiajacy np. 80tys, ktory
obecnie stracil prace naogol szuka pracy za takie same pieniadze.
Kobieta bierze, po przekalkulowaniu wszystkich za i przeciw taka,
ktora wg niej sie oplaca, chociac ponizej jej ambicji. A
sfrustrowany 80-tysiecznik lezy i czeka.
W Ameryce to kobiety w wiekszosci zglaszaja wniosek o rozwod. Bo
prawo bardziej stoi po ich stronie? Nie tylko. Czesto dlatego, ze
zamiast ciagnac przez zycie jakiegos abusera, czy loosera, to woli
sama zadbac o siebie i czy dzieci. Nie boi sie,. A co najbardziej
zastanawiajace najwiecej rozwodow jest na prowincji w wielce
fundamentalistycznych stanach. Widocznie niektore kobiety nie sa w
stanie zdzierzyc swych tradycyjnie uksztaltowanych malzonkow.
Dodam od siebie, ze zjawisko emancypacji kobiet nie dotyczy jedynie
sytej Ameryki. W krajach rozwijajacych sie, takich, gdzie mezczyzni
walcza o wszystko, ze wszystkimi - to kobiety usiluja cos zrobic,
azeby przetrwac. Slynne i coraz bardziej rozpowszechnione
mikropozyczki biora w krajach afrykanskich, czy azjatyckich w 90%
kobiety i o dziwo - te kilkudziesieciodolarowe pozyczki, ktore sa
dla nich suma wielce pomocna i ogromna - splacaja. W krajach
muzulmanskich, w ktorych kobieta jednak moze wystepowac publicznie -
jak chociazby w republikach bylej Jugoslawi, czy Czeczeni to kobiety
walcza o przetrwanie ekonomiczne rodzin. Mezczyzni, kiedy odjelo im
sie mozliwosc wojowania - nie robia nic - poza mszczeniem sie za
swoje frustracje na kobietach.
Wiele pomocy dla Afryki od razu jest skierowane do kobiet, jest
mniejsza szansa, ze pieniadze te pojda na marne. Nawet Oprah
zalozyla swoja slynna szkole w Afryce Poludniowej - tylko dla
dziewczat- majac nadzieje, ze one moga troche zmienic otaczajacy je
swiat.
W Polsce tez, mimo przykrawania roli kobiet do strazniczki ogniska
domowego okazuje sie, ze to one lawirujac miedzy wyznaczona im rola,
a realnym zyciem ucza sie, np. zakladaja w przeszlo 70% male
biznesy. Niestety naogol w poczuciu winy, ze moze nie spelnia tego
wszystkiego co opinia publiczna nakazuje.
Jesli ktos ma na ten temat inna opinie, to przypominam, ze podane
na poczatku informacje nie dot. Polek w Stanach, ale Amerykanek w
Stanach;-)). Chociaz dla mnie nie ma watpliwosci, ze nasze
dziewczyny predzej wchodza w zawodowe srodowiska amerykanskie i daja
rodzinom stabilizacje.