Dodaj do ulubionych

czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US

28.04.04, 21:46
kupilam wczoraj ( dzieki Maruda :) i dopiero jestem na 65 str wiec tylko pierwsze refleksje: lektura
jest mocno dolujaca aczkolwiek otwiera oczy na biede i jej niuanse ( np jak czlek na/po welfare moze
miec 3 krotnosc miesiecznego rentu na security deposit?) jak zyc w rural america bez samochodu?
ale tez zadaje sobie pytanie - dlaczego osoba z papierami (ssn# citizenship) mowiaca bez akcentu,
biala (!!!!!) i tutejsza szuka pracy w beznadziejnych miejscach typu -wall mart, taco bell, motel 6 czy
innych chain companies, ktore nie dosc ,ze placa starszliwie kiepsko- $5- $7 na godzine, oferuja
fatalne warunki pracy to jeszcze odnosza sie do czlowieka jak do psa? dlaczego taka osoba nie
traktuje tego rodzaju pracy jako "temporary" aby przetrwac i nie szuka czegos lepszego??
sadze, ze sa to glebokie uwarunkowania socjologiczne, poczucie bezsilnosci, rezygnacja plus
poblazanie swoim slaboscom.
przeczytajcie te ksiazke, naprawde warto ( jest na theNYT bestseller list od wieluuuu tygodni)
a na jej okladce widnieja te slowa:
" captivating... just promise that you will read this explosive little book cover to cover and pass it on
to all your friends and relatives" Diana Henriques, The New York Times
-co, jak tylko skoncze chetnie uczynie, kto sie zglasza???
Obserwuj wątek
    • jot-23 brzmi zachecajaco! 28.04.04, 22:53
      "With this, her latest production, Ehernreich demonstrates how she's managed to
      avoid the fate of working-class America. Through a skillful blend of elastic
      principles and seizing the main chance, this journalistic entrepreneur has
      authored a case study in turning other people's hardships in hard cash. Here we
      find, not an expose' of lower class exploitation, but the epitome of it.

      In the guise of a social do-gooder, Ehernrich shows she's no less a robber-
      baron than a Huntington or Morgan, climbing to new social heights on poor
      backs. Spend a few months among the prols prompted by one's literary agent,
      assume a sympathetic self-righteous activist persona, appropriate some labor-
      related statistics to bolster a non-existent credibility: the whole premise
      reeks of opportunism and self-promotion. The result: a resounding commercial
      success complete with best-seller status and $20,000 (you got it) speaking
      engagements round the country."
      • maruda78 A to swinia!!! 29.04.04, 16:42
        I jeszcze smiala na tej ksiazce zarobic?????
        Bezczelnosc!

        Ps.: Poprosze jeszcze o rownie 'doglebna' merytorycznie recenzje "Fast Food
        Nation" do kompletu.
        • edytkus Re: A to swinia!!! 29.04.04, 22:59
          maruda78 napisała:

          > I jeszcze smiala na tej ksiazce zarobic?????
          > Bezczelnosc!
          >
          > Ps.: Poprosze jeszcze o rownie 'doglebna' merytorycznie recenzje "Fast Food
          > Nation" do kompletu.

          Szczegolnie ciekawe ostatnie dwa ustepy: www.consumerfreedom.com/oped_detail.cfm?
          OPED_ID=138
          • funieczka Klimat sie zmienil 20.07.04, 14:26
            Leci kielbaska przedwyborcza dla ludu. Po wyboral wspomnienie tej ksiazki
            bedzie wysoce niepatriotyczne. Lansowany upust nastrojow zawsze byl w modzie.
            Mirko zawsze o tych rzeczach wsopminal ale trudno byc krolem we wlasnym kraju.
    • edytkus Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 01:26
      Ja w tym semestrze biore zajecia "Women & Work" i tej ksiazki mam juz, szczerze mowiac, dosc.
      Dorzucam do listy jeszcze dwa tytuly (aczkolwiek nie o biedzie):
      1. Studs Terkel "Working" z interviews wykonawcow roznych zawodow gdzie np. kelnerka twierdzi ze
      napiwki sa dla niej ponizajace
      2. Alice Kessler-Harris "Women have always worked" - ciekawy rys historyczny na temat
      "rownouprawnienia" kobiet

      A niedawno w NY Daily News reporterka probowala przezyc za minimalna wyplate i nie udalo sie jej.

      Czy mozna porownac biede amerykanska do polskiej?
    • lolyta Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 01:34
      Aniutku, znam bialych ludzi pracujacycch w miejscach typu Wallmart. I moge Ci
      troche swiatla rzucic: konczysz szkole publiczna, bo twoich rodzicow nie stac na
      wypasiona, potem masz dziecko lub dwojke, bierzesz pierwsza prace jaka mozesz
      zeby miec ubezpieczenie dla siebie i rodziny, menagos ci wmawia ze jestes niczym
      a po jakims czasie sama w to zaczynasz wierzyc. Nie masz jak tego zweryfikowac,
      bo w twojej okolicy w promieniu 50 kilometrow jest do wyboru wallmart, kmart,
      stacja benzynowa i macdonald, nie ma czegos takiego jak zycie towarzyskie, bo
      sie nie ma gdzie spotykac, a gdybys mogla zweryfikowac poczucie wlasnej
      wartosci, to i tak bys nie mogla zmienic pracy na lepsza, bo niczego lepszego w
      okolicy nie ma. No chyba ze dojezdzalabys godzine w jedna strone, to juz dwie
      dziennie, do tego godzina przerwy na lunch, to juz trzy, za te trzy godziny
      oczywiscie nikt ci nie placi, ale ty opiekunce do dzieci musisz zaplacic, albo
      uiscic za przedszkole. Oczywiscie jesli szef ktory Ci placi 15$ za godzine Cie
      przytrzyma dluzej w pracy to Ty w przedszkolu bulisz dodatkowe $10za kazde 15
      minut spoznienia. Nowy jork to nie Ameryka, to mi powiedziano juz dawno, kiedy
      przyjechalam tam pierwszy raz, ale dopiero z perspektywy zycia w takim miejscu
      przez dluzszy czas mozna naprawde pojac, co to znaczy.
      • edytkus Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 06:40
        lolyta napisała:

        >
        > bo w twojej okolicy w promieniu 50 kilometrow jest do wyboru wallmart, kmart,
        > stacja benzynowa i macdonald, nie ma czegos takiego jak zycie towarzyskie, bo
        > sie nie ma gdzie spotykac,

        Dupa Jasiu, za przeproszeniem. To dla kogo ten Walmart czy KMart wybudowano? Dla tych co tam
        pracuja? A kto kupuje? i za co?
      • edytkus Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 07:02
        Przeanalizujmy co Lolyta napisała:

        > Aniutku, znam bialych ludzi pracujacycch w miejscach typu Wallmart. I moge Ci
        > troche swiatla rzucic: konczysz szkole publiczna, bo twoich rodzicow nie stac n
        > a
        > wypasiona,

        To ze szkola prywatna nie znaczy jeszcze ze dobra. Znam dziewczyne ktroa skonczyla publiczna,
        potem stanowy college, ale juz do robienia tytulu magistra byla oficjalnie PROSZONA przez
        renomowane uczelnie. Znam dziewczyne ktora rodzice posylali do tzw. najlepszych prywatnych szkol
        w okolicy, placili krocie, ona kula, tytuly zdobywala a jak przyszlo co do czego Harvard itp. sie wypial
        bo chcial miec diversity. WIEKSZOSC studentow w USA ma jakas forme pomocy finansowej, wystarczy
        chciec sie uczyc.

        >potem masz dziecko lub dwojke,

        Bociany dzieci nie zrzucaja, jak kogos nie stac niech sie zabezpieczy albo wypije szklanke wody
        zamiast. Osoby w wieku szkolnym powinny myslec o nauce a nie sex uprawiac.


        > bo w twojej okolicy w promieniu 50 kilometrow jest do wyboru wallmart, kmart,
        > stacja benzynowa i macdonald, i tak bys nie mogla zmienic pracy na lepsza, bo niczego lepszego w
        > okolicy nie ma.

        Jak jest walmart i kmart, i mcdonald to stacji musi byc wiecej, musi tez byc jakas szkola (praca dla
        dyrektora, nauczycieli, maintenance workers, kierowcy), jakis urzad pocztowy, sklepiki, pewnie nie
        jeden zaklad uslugowy i obowiazkowo przynajmniej jeden bar (jeden bar w promieniu 50km?!) itp.

        No chyba ze dojezdzalabys godzine w jedna strone, to juz dwie
        > dziennie, do tego godzina przerwy na lunch, to juz trzy, za te trzy godziny
        > oczywiscie nikt ci nie placi,

        Mozna sie przeprowadzic blizej miejsca pracy. Wiekszosc moich znajomych codziennie dojezdza do
        pracy i nie narzeka.

        Konkluzja: jak sie wolalo tarzac po sianie zamiast chodzic do szkoly to teraz nie ma co sie nad soba
        uzalac.
        • lolyta Edytkus - konkluzja 29.04.04, 15:49
          jest nieco inna, moja droga, ale jej tu nie napisze, bo otarlabym sie o
          zlamanie regulaminu forum.
          Aniutek napisala, ze czegos nie rozumie, ja jej sprobowalam rzucic troche
          swiatla na zycie w tej samej Ameryce, ale w innych realiach (czyli nie w
          wielkim miescie). Bez oceniania tych ludzi, ich zycie nie jest moim zyciem.
          Tak, jest "jakas szkola" (dzieci dojezdzaja do niej 45 minut, blizej nie ma)
          czy praca dla np. rozwozicieli pizzy. Placa tam moze dolara, moze dwa wiecej
          niz w Wallmarcie.
          Uwazaj, bo pogarda ktora siejesz dookola moze do Ciebie wrocic w momencie, w
          ktorym sie tego najmniej bedziesz spodziewac.
          pozdr.
          • ambernyc Brawo Lolyta:) 29.04.04, 15:59
            lolyta napisała:

            > Uwazaj, bo pogarda ktora siejesz dookola moze do Ciebie wrocic w momencie, w
            > ktorym sie tego najmniej bedziesz spodziewac.

            Pozdrawiam,
            Amber
            -----------------
            "You should always go to other people's funerals;
            otherwise, they won't come to yours."
            (Yogi Berra)
          • edytkus Re: Edytkus - konkluzja 29.04.04, 18:28
            lolyta napisała:

            > sprobowalam rzucic troche
            > swiatla na zycie w tej samej Ameryce, ale w innych realiach (czyli nie w
            > wielkim miescie). Bez oceniania tych ludzi, ich zycie nie jest moim zyciem.
            > Tak, jest "jakas szkola" (dzieci dojezdzaja do niej 45 minut, blizej nie ma)
            > czy praca dla np. rozwozicieli pizzy. Placa tam moze dolara, moze dwa wiecej
            > niz w Wallmarcie.

            Nie mieszkam i nigdy nie mieszkalam w "wielkim miescie," ba, nawet i "zadupie" sie zdarzylo (co wy z
            tym Walmartem?)

            > Uwazaj, bo pogarda ktora siejesz dookola moze do Ciebie wrocic w momencie, w
            > ktorym sie tego najmniej bedziesz spodziewac.

            Pogarda czy pragmatyzm?
            Najbardziej mnie wkurza gdy ktos sie nad soba uzala: "bo ja mam dzieci." To zaden argument ani
            wymowka.
            • lolyta Re: Edytkus - konkluzja 29.04.04, 18:42
              > Nie mieszkam i nigdy nie mieszkalam w "wielkim miescie," ba, nawet i
              "zadupie> sie zdarzylo

              zadupie zadupiu naprawde nierowne, na co dowod mam porownujac Twoje posty z tym
              co zdarza mi sie widziec dookola

              >(co wy z tym Walmartem?)

              To chyba oczywiste, ze Walmart jest tu uzyty jako pewien symbol. no chyba ze ty
              tak jak j23 nie jestes w stanie operowac skrotami.

              > Pogarda czy pragmatyzm?

              Jednak pogarda. Nie chodzi o to, co piszesz, tylko jak. I nie tylko w tym
              watku.

              > Najbardziej mnie wkurza gdy ktos sie nad soba uzala: "bo ja mam dzieci." To
              za
              > den argument ani
              > wymowka.

              Ale kto sie tu uzala? Poza tym wierz mi, ze sa bardziej wkurzajace rzeczy.
              • edytkus Re: Edytkus - konkluzja 30.04.04, 07:24
                lolyta napisała:

                > zadupie zadupiu naprawde nierowne, na co dowod mam porownujac Twoje posty z tym
                >
                > co zdarza mi sie widziec dookola

                Lolyta, jesli cale swoje zycie porownujesz do tego co wyczytasz w kilku postach na forum to nie
                pozostaje mi nic innego jak Tobie wspolczuc. Taa, mam zielone wlosy, skosne oczy i jestem zydowskim
                Murzynem - jak to sie ma do Twego otoczenia? Wciaz nie pojmujesz ze Twoj przyklad jest totalna
                bzdura: tylko idiota moglby wybudowac sklep typu Walmart w miejscu bez perspektyw na zysk. Wierz
                we wszystko co Ci ludzie powiedza a bedziesz "zima w sandalach chodzic."

                > To chyba oczywiste, ze Walmart jest tu uzyty jako pewien symbol.

                Popatrz, kompletnie sie nie domyslilam, dzieki za oswiecenie. Jeszcze mi dokladnie opisz czym sie
                rozni Walmart od np. Target?

                >
                > > Pogarda czy pragmatyzm?
                >
                > Jednak pogarda. Nie chodzi o to, co piszesz, tylko jak. I nie tylko w tym
                > watku.

                Czyli co, mam zaczynac posty od "wielce szanowna Lolyto"? Z calym powazaniem ;) ale to tylko forum.

                >
                > > Najbardziej mnie wkurza gdy ktos sie nad soba uzala: "bo ja mam dzieci." T
                > o
                > za
                > > den argument ani
                > > wymowka.
                >
                > Ale kto sie tu uzala? Poza tym wierz mi, ze sa bardziej wkurzajace rzeczy.

                Odsylam do przykladu ktory podalas: "konczysz szkole publiczna, , potem masz dziecko lub dwojke,
                bierzesz pierwsza prace jaka mozesz." Zwroc uwage na kolejnosc faktow.

                Poza tym napisalas jedno:"bez oceniania tych ludzi, ich zycie nie jest moim zyciem" a robisz dokladnie
                na odwrot przytaczajac (naciagany) przyklad na zobrazowanie tego co jest wg Ciebie bieda. Bieda i
                bogactwo to pojecia wzgledne.
      • jot-23 Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 16:17
        lolyta napisała:

        > Nowy jork to nie Ameryka, to mi powiedziano juz dawno, kiedy
        > przyjechalam tam pierwszy raz, ale dopiero z perspektywy zycia w takim miejscu
        > przez dluzszy czas mozna naprawde pojac, co to znaczy.

        co to za banaly? czy to forum dla inteligentnych inaczej?
        metro nowy jork to 20 milionow ludzi... 8% calej populacji USA
        to tak trudno zrozumiec ze stany sa i zawsze byly wysoko zroznicowane? nowy
        jork jest inny, west coast jest inny, new england jest inne, hawaje sa inne,
        alaska jest inna, kazda czesc ma swoja specyfike i rozni sie czasami mniej
        czasami wiecej od innych. Nie ma czegos takiego jak "prawdziwa Ameryka"
        • aniutek Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 16:28
          > > Nowy jork to nie Ameryka, to mi powiedziano juz dawno, kiedy
          > > przyjechalam tam pierwszy raz, ale dopiero z perspektywy zycia w takim mie
          > jscu
          q..... zaden to banal a zywa prawda.

          Ci ktorzy przyjezdzaja do NY chca poprawiac swoje zycie, ida na wyzwanie, nie boja sie, p[odejmuja
          jakies ryzyko wlaza w ta machine i zyja w expresowym tempie czesto pracujac ponad sily.
          rozmawialalam z l;udzmi gdzies z mid west zapytani dlaczego pomimo nudy, biedy, marazmu
          miasteczka w ktorym mieszkaja nie uciekna z niego, wzruszali ramionam.... a gdzie beda mieszkali, a
          takl daleko a jeden przyjechal do NY samochodem, zatrzymal sie pod Holland Tunnel popatrzyl i
          zawrocil... za duze stawierdzil, nie dla mnie to.
        • lolyta Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 17:15
          > co to za banaly? czy to forum dla inteligentnych inaczej?

          Chyba tak, wlasnie to udowadniasz swoim postem.

          W tym watku ktos z perspektywy nowojorskiej (czyli wlasciwej dla az 8%
          populacji USA) chce udowodnic tym 92%, ze sa wielbladami. Szczerez mowiac, nie
          bardzo wiem, co mi chcesz przekazac, bo nie mam watpliwosci, ze kazdy kawalek w
          Ameryce, a nawet na Manhattanie jest inny od reszty. Dlatego np. rewelacje
          niektorych internautow o tym, ze se mozna noge ubezpieczyc, raczej przez
          wiekszosc Amerykanow spotkalyby sie z popukaniem w (nieubezpieczone) czolo.
          Jesli bedziesz miala mi cos do powiedzenia, ale do rzeczy, to zapraszam do
          dyskusji. Na razie tylko powtarzasz to, co napisalam - ja wiem, ze to banal,
          ale wyglada na to, ze nie dla kazdego na tym forum to jest oczywiste. To tyle.
          • jot-23 Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 17:28
            lolyta napisała:


            > Na razie tylko powtarzasz to, co napisalam - ja wiem, ze to banal,
            > ale wyglada na to, ze nie dla kazdego na tym forum to jest oczywiste. To tyle.
            >

            heh, napisalas ze nowy jork to nie ameryka. ja napisalem ze nowy jork to jak
            najbardziej ameryka. ameryka sklada sie z wielu bardzo zroznicowanych czesci,
            kazda z nich jest ameryka, nie ma czegos takiego jak "prawdziwa ameryka" z
            definicji wiec, stwierdzenie ze "nowy jork to nie ameryka" jest dziecinnie
            niepowazny. tak samo jak stwierdzenie ze "mid-west" to prawdziwa ameryka.
            • lolyta Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 17:46
              och, juz rozumiem. Uzylam skrotu myslowego, chodzilo mi oczywiscie o to, o co
              Tobie - ze NYC to nie CALA Ameryka i tamtejszych standardow nie mozna
              przykladac do kazdej tutejszej wiochy (i na odwrot).

              dziecinnie niepowaznie cieplutko pozdrawiam.
              • jot-23 Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 18:12
                lolyta napisała:

                > och, juz rozumiem. Uzylam skrotu myslowego

                hehe... "ny to nie ameryka" i "ny to nie cala ameryka" maja ZUPELNIE inne
                znaczenie. probowanie sie wymigania "skrotem myslowym" jest...errr dziecinnie
                niepowazne...oczywiscie
                • lolyta Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 18:17
                  Sluchaj, mam swiadomosc ze NYC znajduje sie na terenie USA a nie Marsa. I mam
                  swiadomosc, ze czytajacy to forum to wiedza wiec nie musze tego podkreslac,
                  jakos tylko Ty tego nie pojales w tym watku.
                  Ty mi uswiadamiasz - po raz kolejny - Twoim postem, zeby nie bylo niedomowien -
                  ze to forum faktycznie odwiedzaja osoby inteligentne inaczej, i zeby uniknac
                  mylacych skrotow myslowych dodam, ze mam tutaj Ciebie na mysli.
                  I zeby uniknac kolejnego nieporozumienia dodam, ze "inaczej" znaczy w tym
                  przypadku "mniej, i to duzo".

                  Pozdrawiam cieplusienieczko. I zeby unikac skrotow myslowych dodam, ze jest tu
                  szczypta ironii.
                  • jot-23 Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 18:41
                    lolyta napisała:

                    > Sluchaj, mam swiadomosc ze NYC znajduje sie na terenie USA a nie Marsa. I mam
                    > swiadomosc, ze czytajacy to forum to wiedza wiec nie musze tego podkreslac,
                    > jakos tylko Ty tego nie pojales w tym watku.
                    > Ty mi uswiadamiasz - po raz kolejny - Twoim postem, zeby nie bylo
                    niedomowien -
                    >
                    > ze to forum faktycznie odwiedzaja osoby inteligentne inaczej, i zeby uniknac
                    > mylacych skrotow myslowych dodam, ze mam tutaj Ciebie na mysli.
                    > I zeby uniknac kolejnego nieporozumienia dodam, ze "inaczej" znaczy w tym
                    > przypadku "mniej, i to duzo".
                    >
                    > Pozdrawiam cieplusienieczko. I zeby unikac skrotow myslowych dodam, ze jest
                    tu
                    > szczypta ironii.
                    >

                    potrzeba ci duzo pracy nad "warsztatem" zacznij od podstaw, np: skroty myslowe
                    nie maja zadnego wplywu na wydzwiek (ironiczny badz nie) tego co piszesz.

                    pisanie ze "NY to nie ameryka" to forma retoryczna majaca na celu przekoannie
                    czytajacego ze to co mozna zaaplikowac do tego miasta, nie jest prawda dla
                    (jakiejs wyimaginowanej, monolitycznej) reszty kraju. Gdybys napisala ze "NY to
                    nie cala ameryka" caly twoj argument stracilby na sile przekonywania (jak to
                    sie potocznie mowi, "o kant dupy potluc"), bo stypulowalby rzecz oczywista, ze
                    w roznym chiejscach jest...ehmm...roznie.

                    no musze leciec, pogadaj z mironem albo maruda! oni cie doskonale rozumieja!
                    • lolyta Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 19:10
                      Hmmmm tak... no to mi przywaliles teraz swoja inteligencja (inna) i erudycja
                      jak nie przymierzajac pijany dzik w sosne. Zbieram zabawki i ide do jakiejs
                      piaskownicy gdzie nie bedzie az tak inteligentych rozmowcow bo tu za wysokie
                      progi dla mnie najwyrazniej.
                      A na odchodnym polecam uwazna lekture postow - napisalam wszak na poczatku
                      "powiedziano mi" - to znaczy, ta wielka madrosc nie pochodzi z glebi mojego
                      imbecylowatego mozdzku, tylko z ust samych nowojorczykow. Lec im uswiadomic, ze
                      sie myla.

                      Pozdrawiam normalnie tak cieplucienienienieczko, ze az obiad na tym mozna
                      podgrzac.
                      • funieczka POSTARAM SIE NIE OBRAZAC 20.07.04, 14:40
                        ale jest me przykro ze jot-23 potrafil cie az tak obrazic. No trudno... Moj
                        wklad w dyskusje to podsumowanie ze jeszcze nie tak dawno, moze dwa tygodnie
                        temu zadna (i jot-23) by nie napisala ze jest w USA nieciekawie w jej zyciu.
                        Teraz jednak, pojawily sie dzieci (albo pojawia), pieniadze potrzebne, praca
                        placi malo, ubezpieczenia na garafkach, jak ktora taka ma... widac wyraznie ze
                        cmok mial bardzo duzo racji opisujac te dylematy.. To ze potraficie teraz tak
                        otwarcie pisac to jest wlasnie jego zasluga ze otworzym wam (nam) oczy ze tak
                        wlasnie mozna pisac i trzeba przestac z powtarzaniem truizmow.

                        Wlamarty maja warunki pracy jak cytowano. Kto kupuje w walmartach? Ten do kogo
                        jeszcze nie dotarlo ze plastyk ma limity. Poza tym pamietajmy zlota opinie
                        cmoka ze maz zostawi zone a zona zostawi meza jak to drugie przestanie ciagnac.
                        To nie jest to na dobre i na zle naszych polskich rodzicow. To jest bezduszne
                        kopniecie partnera ktory jest nam niepotrzebny bo wyczerpal limit plastyku...
                        hello friend of mommy!
          • francesca2003 Re: czytajac " and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 19:20
            Wielkie brawa dla lolyty! Od jakiego czasu czytam, czytam i oczom nie wierze.
            Malo sie tu odzywam, ale lekko zaczelo sie we mnie gotowac po przecztaniu paru
            ostatnich watkow. Po prostu zadufanie w sobie co poniektorych nie ma chyba
            granic. Gratuluje pasma sukcesow w zyciu, ale klapki na oczach czasem warto
            otworzyc. Jak sie chce, oczywiscie. Niektorzy nie chca.
            A co do ksiazki, to slyszalam o niej i teraz to juz na pewno sie wybiore, zeby
            nabyc :-)
            Pozdrawiam!
      • cmok_wawelski Babski brak konsekwencji czy "zbyt rano"?? 29.04.04, 15:34
        aniutek napisała:

        > ...jakos znalazlam prace, zaplacilam rent za pierwszy pokoj,
        > zrobilam sobie historie kredytowa etc. jesli ktos w USA nie moze wyzyc
        > z wlasnej pensji to... sorry ale sam sobie jest winien.
        > wiem, rozni jestesmy i daleka jestem od potepiania tych
        > co im w zyciu gorzej, nie radza sobie etc im nalezy pomagac
        > i tak bogaty kraj winien sie nie radzacy
        > mi osobami zajac a nie spychac ich na boczne tory- nie godzi sie!!!!!
        > ale nie nam emigrantom lzy wyciskac jak to w hameryce trudno i bida az
        > piszczy, no nie mnie :)
        ...

        To te opisy z tej książki o dorabianiu się na dwóch etatach to z jakiegoś
        innego kraju są - przepraszam - niż ten w którym można mieć dwie prace,
        zapłacić no-problemo czynsz i jednocześnie ubezpieczyć się od nieszczęść od
        koniuszków pomalowanych paznokci u nóg do natapirowane czubki włosów za "cena
        nie gra roli aby na Manhattanie"?

        No a może to słynne "tax cuts" "pożal-się-Boże-Preza" mające wystymulować
        ekonomię robią tę całą różnicę? Coś się tu moje miłe Panie kupy nie trzyma w
        tej pokrętnej logice.
        • aniutek Re: Babski brak konsekwencji czy "zbyt rano"?? 29.04.04, 16:18
          kurcze blade......
          ja sie nie chce klocic ani do gardla nikomu rzucac.

          wyjasniej gdzie widzisz brak konsekwencji??? nie lapie

          Lolyta ( jak i autorka N&D) napisala jak jest, co widzi w swojej okolicy, jakie jest zycie, praca, realia, ja
          napisalam jakie sa tu gdzie jestem.
          NYC to nie Ameryka. Ja nie amerykanka hehehehhe

          >Coś się tu moje miłe Panie kupy nie trzyma w
          > tej pokrętnej logice.
          co ?????
          widac przyglupia jestem bo nie rozumiem o co ci tym razem biega?
          • cmok_wawelski Re: Babski brak konsekwencji czy "zbyt rano"?? 29.04.04, 16:31
            Wyjaśniam "brak konsekwencji" (i bynajmniej daleki jestem od gardeł i innego
            skakania):
            Na mój link i posty do amerykańskiego BOGACTWA napisałeś, że Ty imigrantka, która sama do wszystkiego doszła nie
            rozumiesz jak uczciwie pracując można nie wyrabiać.
            A za 5 minut zachwycasz się szokiem
            własnego odkrycia Ameryki
            No więc jak jest? Biało czy czarno?
            • aniutek Re: Babski brak konsekwencji czy "zbyt rano"?? 29.04.04, 16:40
              cmok_wawelski napisała:

              > Wyjaśniam "brak konsekwencji" (i bynajmniej daleki jestem od gardeł i innego
              > skakania):
              > Na mój link i posty do amerykańskiego BOGACTWA
              napisałeś, że Ty imigrantka, która sama do wszystkiego doszła nie
              > rozumiesz jak uczciwie pracując można nie wyrabiać.
              > A za 5 minut zachwycasz się szokiem
              > własnego odkrycia Ameryki
              > No więc jak jest? Biało czy czarno?

              zaraz poczytam Towje linki ;)
              i jak powiedzialam juz razy wiele NIC ani NIKT nie jest bialy ani czarny to raz.
              a dwa tylko krowa/osiol/mul etc zdania nie zmienia, ja oceniam zycie na podstwaie wlasnych
              doswiadczen, moje byly jakie byly innych sa nieco inne, geograficznie, ekonomicznie, rodzinnie etc.
              ja wierze, ze w zyciu trzeba walczyc i wspinac sie i jestem pieronsko zacieta, moze dlatego tak trudno
              jest mi zrozumiec ludzi, ktorzy nazekajac tkwia w tym samym miejscu latami.

              zaraz wracam, real wzywa
    • maruda78 Aniutku 29.04.04, 16:39
      No to teraz musisz przeczytac "Fast Food Nation: The Dark Side of the All-
      American Meal" - tez NY Times bestseller - fascynujaca lektura, trudno sie
      oderwac (przynajmniej dla mnie :-) - no i niezly 'shocker'.
        • aniutek prosze panstwa...... 29.04.04, 19:16
          rece i nogi sie uginaja jak sie to czyta.
          nie mozna NORMALNIE porozmawiac ???? czy prawda, racja etc jest jedna???? naprawde Jot tak myslisz??
          i co chciales powiedziec, udowodnic ?? bo nie kumam??? czyzbys chcial Lolycie udowodnic ,ze jest
          hmmm glupia ( heheheheh bullshit ) ? to Ci sie kurcze nie udalo sam z siebie zrobiles glupka,
          nagadales bzdur nic nie znaczacych, nie powiedziales nic wnoszacego do dyskusji. ech wkurzyles mnie.
          Po co taka gadka, slowko za slowko?? cala ameryka, ameryka - q... przeciez wiadomo o co chodzi.

          a mozesz mi odpowidziec na pytanie, wraz z innymi - w sumie na podobnych wozkach jedziemy, nikt
          na welfare nie siedzi, kazdy jaks robote ma, bidy nie klepie, pyrow na obiad solo n ie je.

          dlaczego mieszkasz tu gdzie mieszkasz?
          jak do tego co masz, kim jestes doszedles a moze raczej- DLACZEGO?
          co tych biednych nie radzacych sobie ludzi powstrzymuje aby pojsc w nasze slady?

          ksiazka, ktora czytam otwiera oczy, Lolyta napisala zywa prawde, ja teraz troche inaczej widze - po
          lekturze i przemysleniu ten mechanizm amerykanskiej biedy ale nadal uwazam, ze ja wyrwalabym sie z
          tego. moze nieskromnie, moze bunczucznie ale taka juz jestem.
          • edytkus Re: prosze panstwa...... 29.04.04, 19:29
            aniutek napisała:

            >> a mozesz mi odpowidziec na pytanie, wraz z innymi - w sumie na podobnych wozkac
            > h jedziemy, nikt
            > na welfare nie siedzi, kazdy jaks robote ma, bidy nie klepie, pyrow na obiad so
            > lo n ie je.
            >
            > dlaczego mieszkasz tu gdzie mieszkasz?
            > jak do tego co masz, kim jestes doszedles a moze raczej- DLACZEGO?
            > co tych biednych nie radzacych sobie ludzi powstrzymuje aby pojsc w nasze slady


            To jest pytanie raczej do Lolyty, ale uwazaj! posadzi Cie o pogarde ;)
            • aniutek Re: prosze panstwa...... 29.04.04, 19:45
              edytkus napisała:

              > aniutek napisała:
              >
              > >> a mozesz mi odpowidziec na pytanie, wraz z innymi - w sumie na podobny
              > ch wozkac
              > > h jedziemy, nikt
              > > na welfare nie siedzi, kazdy jaks robote ma, bidy nie klepie, pyrow na obi
              > ad so
              > > lo n ie je.
              > >
              > > dlaczego mieszkasz tu gdzie mieszkasz?
              > > jak do tego co masz, kim jestes doszedles a moze raczej- DLACZEGO?
              > > co tych biednych nie radzacych sobie ludzi powstrzymuje aby pojsc w nasze
              > slady
              >
              >
              > To jest pytanie raczej do Lolyty, ale uwazaj! posadzi Cie o pogarde ;)

              nie posadzi bo nie czuje pogardy, naprawde.
              ludzie rozne maja losy, zycia, popelniaja bledy ( kto jest bez winy etc.....) roznie zostali wychowani,
              rozny temperament i mozliwosci. co dla jednych jest normalka np ( ja przeprowadzalam sie w zyciu
              pewnie ze 20 kilka razy) dla innych jest szokiem bo od urodzenia mieszkaja w tym samym miejscu.
              po prostu zastanawiam sie nad mechanizmem, nad przyczynami...
              a pytanie przede wszystkim skierowalam do Jota i Cmoka i ciekawa jestem ich odpowiedzi.
          • lolyta Aniutek - OT 29.04.04, 19:30
            dziekujac sploniona za cieple slowa chcialam niesmialo przypomniec (albo
            poinformowac, bo nie wiem czy wiesz) ze planujemy zrobic numer Pinezki o Aeryce
            i na pewno bedziemy Cie molestowac o napisanie czegos.
            • aniutek Re: Aniutek - OT 29.04.04, 19:50
              lolyta napisała:

              > dziekujac sploniona za cieple slowa chcialam niesmialo przypomniec (albo
              > poinformowac, bo nie wiem czy wiesz) ze planujemy zrobic numer Pinezki o Aeryce
              >
              > i na pewno bedziemy Cie molestowac o napisanie czegos.
              >

              :)
              bardzo chetnie ino moze byc mocno kontrowersyjne (daleka jestem od wnoszenia US pod niebiosa choc
              blotem obrzucac tez nie bede)
              kolejny banal zarzuce hehehehehe
              -ameryka to kraj kontrastow -
              hehehehehehhehehe zlosliwa jestem ;)
          • jot-23 Re: prosze panstwa...... 29.04.04, 20:03
            denerwuje mnie "lewacki skew" pewnej "grupy trzymajacej wladze" heh...
            czy bieda byla wynaleziona dzisiaj? hehe i to przez amerykanow? przyczyny jakie
            sa takie sa, relatywnie biedakow jest tu mnie, i lepiej im sie zyje niz w
            ogromnej wiekszosci reszty swiata. To mlody kraj, ale bardzo prezny...
            historycznie patrzac zyje sie tu CORAZ LEPIEJ dla przecietnego amerykanina...
            byly krotkie okresy gorsze i lepsze, to normalne fluktuacje. Te ciagle
            biadolenia, wieszczenia rychlego konca, "vilifajowanie" tego kraju i tych ludzi
            jest zalosnie male! nie mowiac juz ze krzywdzace. Ale widocznie niektorzy tak
            musza! again and again... i te klepanie nie ma wiele wspolnego ze chcecia
            polemizowania, badz tez OLABOGA! proba zglebienia problemu, tak o dla samego
            siebie (uczenia sie , w prostych slowach)
            • chlopaczek1 Re: prosze panstwa...... 29.04.04, 20:36
              no coz j-23 ma racje mozna plakac codziennie nad bieda drugiego i chciec mu
              pomagac ale to nie dzis wymyslono glupote biadolenie i biede,
              mozna byc glupim ale po co?
              przeciez mozna sie wyuczyc i miec lepiej
              mozna byc biednym ale mozna tez byc bogatym, itd
              ksiazka jest idiotyczna, autorka posunela sie do czegos co mozna porownac z
              idiotyzmem, pokazala w sumie nie prawde bo pokazala ja od strony osoby
              wyksztalconej ktora wciela sie w kogos kim nie jest, sposob myslenia jest
              zupelnie inny, naciaga rzeczy aby byly bardziej dramatyczne, bo to sie
              sprzedaje, sprzedaje sie dramat,
              popatrzcie na wiadomosci ze swiata, sprzedaje sie wojna gdzie pokazane jest jak
              zabijaja biedne dzieci i kobiety w iraku czy innym izraelu, nie pokazane jest
              jak te biedne dzieci nosza amunicje lub rzucaja granaty,
              ludzie placza, wspolczuja, biadola
              ale rzecz w tym ze usa jest jedynym krajem na swiecie gdzie mozna byc tym kim
              sie chce (no prawie) sukces zalezy od samego czlowieka i jego umiejetnosci od
              nikogo wiecej, mozna pisac o usa wszystko i to wszystko bedzie mialo w sobie
              czastke prawdy, zjechalem cale usa (kiedys tam taka mala wycieczka miesiac w
              samochodzie po calych usa) kraj piekny, bieda bogactwo, wszystko zmieszane
              razem, ludzie ktorzy maja lepiej od innych zrobili ten jeden krok wiecej w
              swoim zyciu i im sie chcialo, inni (sa napewno wyjatki) nie zrobili nic i tak
              maja jak sobie zapracowali,
              a cwok no coz ten czlowiek od linkow i reszta wie ze mozna znalezc link do
              kazdej nawet najbardziej absurdalnej rzeczy,
              cwok miales kiedys sex w swoim zyciu? polecam na rozladowanie twojego stresu
              zwiazanego z ciaglym siedzeniem na pupci i patrzeniu w te linki

              kiedys zadalem pytanie tutaj co trzeba zrobic aby pomoc tym najbardziej
              potrzebujacym, jakos nie widzialem odpowiedzi na to pytanie, ani matka teresa
              loyola, ani cwok zastepca matki teresy specialistki od biedy,
              to tak jakbym slyszal te piekne hasla idiotow demokratow trzeba naprawic
              poprawic dac uzdrowic i znow dac tylko z czyjej kieszeni? ze swojej czy z
              czyjejs?

              przecietny amerykanin zyje lepiej niz ktokolwiek inny na swiecie, nawet biedak
              tutaj zyje niezle, o czym wy ludzie mowicie?
              kazdy chce jakos byc antyglobalista troche ale i kapitalista bo i chce samchod
              i dom ale z drugiej strony chce dobra i pokoju na swiecie, wooow jakie piekne i
              nie mozliwe
              moj profesor z ekonomii mawial (tu w NYC) "mozna byc idiota demokrata ale po
              co?"
              ekonomia jest jedna i nie ma nic wspolnego z byciem lewicowym (lub nawet
              lewicujacym) idiota, wspolczucie nie pomoze biednemu

              pogoda piekna dzis w NYC, szkoda ze musze wracac do bostonu
              • asiaasia1 Re: prosze panstwa...... 29.04.04, 20:50
                > pogoda piekna dzis w NYC, szkoda ze musze wracac do bostonu

                dlaczego ?
                nie lubisz bostonu ?
                czy jest tam dzisiaj chłodniej niż w NYC ?
                ja bardzo lubie to miasto (tzn. boston ) ...
                szczególnie taki klub middle east albo house of blues ...
                tęsknie za moim bostonem ...
                pozdrawiam .




              • maruda78 ...... 29.04.04, 22:59
                chlopaczek1 napisaŠŻ:

                > mozna byc biednym ale mozna tez byc bogatym

                Chlopie, 'glebia' twojej analizy socjo-spolecznej problemu powala wprost na
                kolana.


                > mozna byc glupim ale po co?

                Chyba powinienes czesciej zadawac sobie to pytanie...


    • monie_pl Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 29.04.04, 22:17
      Przeczytalam ksiazke, przeczytala posty i tak sobie mysle....

      1. Ameryka jest zroznicowana - fakt
      2. Ameryka jest i stara sie pozostac prosta, choc rzeczywistosc nie da sie
      opisac w prosty sposob, co powoduje iz wielu ludzi woli poprzestac na "prostym"
      zyciu i nie dazy do wyzszego poziomu
      3. Amerykanie nie maja wielkiej ochoty myslec patrzec z szerszej perspektywy
      niz tylko amerykanska, bo to spowodowaloby koniecznosc zakwetionowania jedynej
      slusznej tezy, ze "Ameryka jest wielka" (zauwazcie, iz Rosjanie takze maja
      podobny schemat, wiec moze to wielkosc kraju ma z tym cos wspolnego?)
      4. Amerykanie nie lubia wyjezdzac ze swojego kraju (jest duzy, wiec w ramach
      tego samego panstwa moga na prawde w roznorodnych miejscach zyc) i nie moga (a
      moze i nie chca) porownac swojego kraju z innymi, wiec nie maja checi zmiany
      poprzez wprowadzanie/przesadzanie czegos innego na swoj grunt
      5. Kultura amerkanska jest oparta znacznie bardziej niz europejska na
      materializmie i posiadaniu (bardzo mi to przeszkadza, choc nie jestem osoba bez
      ambicji posiadania), co gwarantuje rozwoj gospodarczy, ale nie idzie za tym
      rozwoj mentalny, czyli aby wiecej bylo "byc" niz "miec" jak to normalnie jest w
      piramidzie potrzeb psychologicznych
      6. Kultura amerykanska oparta jest w znacznie wiekszym stopniu na
      indywidualizmie, co powoduje, ze moze wiecej ludzi wyszloby z poziomu biedy
      gdyby nie istnialo tak wielkie zatomizowanie spoleczenstwa, gdzyby mieli
      wsparcie ze strony rpzyjaciol i rodziny a nie tylko panstwa (zauwazcie jak
      czesto ludzie podkreslaja do czego to oni SAMI doszli)
      7. Wyksztalcenie mozna zdobyc jesli tylko sie chce ciezko pracowac, i rpzyklady
      na to mam wokol siebie, ale tylko gdy dazenie doc zegos wiecej (czytaj: awansu
      spolecznego) jest kultywowane w rodzinie i dziecko widzi to i nasiaka tami
      podejsciem do zycia.

      Takie sa moje spostrzezenia po kilku miesiacach i ksiazka, ktora przeczytalam
      juz w zeszlym roku pozwolila mi na spojrzenie troche inaczej. Dodatkowo powiem
      wam, iz ludzie wychodzacy z bezdomnosci potrzebuja okolo 2 lat na nauczenie sie
      normalnego zycia, czyli mycia sie codziennie, starannego ubierania i
      wychodzenia do pracy. Wiele tez osob, ktore nawet przez pewien czas rpzestaly
      byc bezdomne nie potrafi lub nie chce takeigo zycia i powracaja do bezdomnosci.

      Pozdrowionka
      Monia
      P.S. Bardzo mi sie spodobalo to, ze moglismy podyskutowac o ksiazce, nawet
      jesli bylo w tym troche pyskowki. :-)
        • edytkus Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 30.04.04, 07:56
          aniutek napisała:

          > edytkus- sarkazm? zlosc?

          Ani jedno, ani drugie, raczej politowanie. Az trudno uwierzyc ze tutaj dorosli pisza. Sama popatrz:
          1. dyskutujemy o ksiazce ktora przeczytaly zaledwie 2 osoby
          2. Lolyta buduje Walmart-fatamorgane na budowe ktorego zaden bank nie udzielilby kredytu, bazujac
          na tym losy jakiejs tam rodziny
          3. Jot-23 czepia sie o znaczenie slowa "cala"
          4. Aniutek jest za a nawet przeciw (wybaczamy, to na pewno hormony): "Lolyta napisala zywa prawde" a
          za chwile "trudno jest mi zrozumiec ludzi, ktorzy nazekajac tkwia w tym samym miejscu latami"
          5. Cmok podaje nieaktualne dane i zostawia nas samopas (a my udowadniamy ze bez niego tez moze
          byc ciekawie)
          6. w miedzyczasie przewija sie towarzyska konwersacja o pinezkach, ksiazce o hamburgerach i urokach
          Bostonu
          7. jedyny sensowny post (monie_pl) zostaje calkowicie zignorowany
          8. a najlepsze jest to ze o biedzie i bogactwie dyskutuje amerykanska klasa srednia (jak sadze), ktora
          nie jest ani biedna ani bogata (Maruda niewatpliwe zarzuci mi "odkrycie Ameryki), a o pracy w
          Walmarcie wie tyle co przeczyta lub gdzies uslyszy

          Dobranoc.

          PS. Jedna z moich profesorow, zaciekla bojowniczka o prawa kobiet i fanka omawianej tu ksiazki,
          stwierdzila niedawno ze w USA sa najlepiej na swiecie ubrani biedacy.
          • ambernyc Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 30.04.04, 13:20
            Dyskuja jak dyskusja, niczym sie nie rozni od innych podejmownych
            na tym forum, dla mnie najbardziej irytujacym elementem tej dyskusji
            jest patronizujacy ton wypowiedzi pewnej internautki (hint, hint),
            ktorej sie wydaje, ze wszystkie rozumy zjadla:)

            Pozdrawiam,
            Amber
            -----------------
            "You should always go to other people's funerals;
            otherwise, they won't come to yours."
            (Yogi Berra)
          • aniutek Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 30.04.04, 13:21
            > Aniutek jest za a nawet przeciw (wybaczamy, to na pewno hormony): "Lolyta napisala zywa prawde" a
            >za chwile "trudno jest mi zrozumiec ludzi, ktorzy nazekajac tkwia w tym samym miejscu latami"

            sprzecznosci nie widze :)
            Lolyta prawde napisala a ja sie DZIWIE tym ludziom.
            BTW wprawdzie w wallmart nie pracowalam ale: sprzatalam w ludzkich domach i rozne kiepsko platne
            parszywe prace np w dinerach byly moim udzialem wiec troche wiem co mowie.

            Post monie_pl bardzo sensowny- ale czy zignorowany? hmm zobaczymy co sie dzis wyprodukuje :)
            pozdr
            anka
          • chlopaczek1 Re: czytajac "nickel and dimed"/ bieda w US 30.04.04, 14:50
            edytkus napisała:

            nie bede cytowal, kazdy moze wrocic do postu,
            a wiec,
            1 ktos mie te ksiazke polecil kiedys i staralem sie ja przeczytac, choc ciezko
            mi bylo przejsc przez nia, bo opisy sa tragiczne (nudne), ale nazwijmy
            to "przekartkowalem te ksiazke", czyli trzeci osoba ktora ma wzgledne pojecie o
            ksiazce
            2 podrozujac po usa oprocz miejsc takich otwartych jak montana czy inne idaho
            raczej jak juz gdzies ludzie mieszkaja to jest tam wiele miejsc gdfzie mozna
            pracowac i dojazd do pracy 50 mil w jedna strone (czyli w otwartych malo
            zaludnionych miejscach to 1 godzina) nie rozni sie niczym od washyngtonu
            bostonu czy NYC gdzie pokonanie 20 mil to tez godzina (znam to z autopsji) a
            wiec ten jeden wallmart na 100 mil kwadratowych (a juz szczegolnie na florydzie
            gdzie populacja rosnie jak na drozdzach jest to malo prawdopodobne) to jednak
            utopia, loyola nie wpadaj w pulapke dramatyzowania zycia bo to sie podoba tylko
            placzkom i marudom (doslownie tez)
            3 NC
            4 aniutek sie szamoce we wlasnej niezdecydowaniu bo chcialby byc tu i tam a
            moze po srodku i jakos to smiesznie wychodzi masz racje edytkus
            5 zbyt latwo komentowac cwoka, latwy cel, niech spoczywa w spokoju
            6 boston to fajne miasto ale wole NYC, tu "roslem" po przyjezdzie do usa i
            nadal tu czasami mieszkam, pinezki nie skomentuje bo cholera nie wiem co to
            jest ale podejrzewam ze to pewnie nastepny magazyn/czasopismo/cos tam jeszcze
            internetowe, a loyola jest pewnie redaktorem naczelnym ktory z racji starania
            sie bycia zurnalistka musi byc lewicujaca brrrrrrrrrrrrr
            7 sensownie za miekko, ale masz racje z tego co pisza np takie marudy to nie ma
            co porownywac
            8 no coz po przyjezdzie do usa, jak kazdy zaczynalem od pracy na budowie,
            dobrze ze czlek ma sie dobrze w miesniach to pomagalo, w czasie studiow, a
            zaczynalem od Kingsborough community college, przez city college, pozniej
            Princeton University przez pierwsze 4 lata w NYC pracowalem jako elektryk na
            budowie (praca zwiazkowa) i jakos nie chcialo mi sie rezygnowac z niezlej
            pensji aby po studiach zostac iznynierem w tej samej firmie i zarabiac mniej,
            no ale wiedzielem ze taka to jest kolej rzeczy trzeba zaczynac i isc gdzies,
            wiec nie wiem jak wy ale ja zaczynalem od poczatku bez zadnych ulg ciezko
            pracujac, i mysle ze dzis tez ciezko pracuje tylko z ta roznica ze nie musze
            machac lopata, bo moglem wykorzystac to ze ten kraj dal szanse mi na skonczenie
            szkol i prace inaczej wykorzystanie swoich talentow i to jest wazne, tu mozna
            wykorzystac talenty
            dodam tylko ze moje dziecko 17 letnie (uczone w publicznych szkolach NYC,
            wladajace biegle takze polskim jezykiem, oraz paroma innmi) wlasnie konczy 1
            rok (ze swietnymi wynikami na prawie) na renomowanym univ. NYC. czy to jest
            mozliwe gdzies indziej? czy to nie jest przejaw ciezkiej pracy z mojej strony i
            strony dziecka? tutaj w usa (a szczegolnie w wiekszych miastach tak mi sie
            wydaje) wylapuje sie talenty bo to one pozniej tworza trzon tego kraju, i
            jakies wypoiciny idiotki ktora chce zrobic sobie imie pokazujac biede mnie
            akurat nie wzruszaja, bo bieda istnieje i bedzie istniala to bardzo oczywiste i
            niestety czesc naszej exystencji
            9 to juz dodatek, w kazdym miejscu na swiecie mozna zobaczyc piekno i brzydote,
            to od czlowieka zalezy co chce widziec i jak przez zycie przejsc, nie mozna
            ubezpieczyc sie od wszystkiego, bo najciezej jest ubezpieczyc sie od glupoty
            ludzkiej, roznego rodzaju naprawiaczy swiata, lewicujacych zurnalistow, itd,
            wazne jest aby zycie przezyc tak jak samemu sie zaplanowalo, bo wtedy nie ma
            pretensji do calego otoczenia ze cos jest zle i ktos cos skoncil, biedy itd.
            placz w zyciu nie pomaga, ale uzywanie talentow danych nam i wyrabianie nowych
            talentow pomaga w zyciu
            10 czy ja mam powody aby pomarudzic, pewnie, w waszyngtonie w tym tygodniu ktos
            mi zbil swiatlo, koszt naprawy 900$, znow wiosna musze zaplacic ogrodnikom w
            bostonie i NYC aby zrobili porzadek przed przed domem, wysokie rachunki za gas,
            elektrycznosc, paliwo, mleko, itd, po co narzekac nie zmienie tych cen, swiatlo
            juz naprawione, ogrodnicy musza zrobic porzadek u mnie (ja nie mam czasu) to po
            co sie wprowadzac w idiotyczna atmosfere, jak w tym czasie mozna wypic piwo,
            zjesc sniadanie w milym towarzystwie, i zaplanowac weekend, itd czyz to nie
            lepsze?
            no ale ja moge sie mylic jestem tylko czlowiekiem, choc jesli sie myle to ja
            sie myle a nie ktos za mnie, i to ja bede ponosil konsekwencje moich pomylek i
            dobrze, bo to moj biznes

            weeken w NYC, szkoda ze podaja deszczyk na weekend, no ale przeciez jest tyle
            ciekawych rzeczy ze nie mozna narzekac.
            zycze udanego weekenda i mniej placzu
            • rebate Witam i pozdrawiam 30.04.04, 15:17
              Czasami tu zagladam i widze stalych uczestnikow. Sama nigdy nie pisalam bo
              wprawdzie Polka ale nie w Stanach ale za to spikujaca i ridujaca po ang.
              Chcialam napisac ze ja lubie czytac posty Cmoka i od poczatku nie rozumialam
              atakow poniektorych dyzurnych psow ogrodnika na niego. Teraz, po jakims czasie
              mam juz przekonanie, ze to ze on podaje te swoje linki irytuje przede wszystkim
              tych ludzi ktorych poziom jezyka oraz osobisty jest tak niski ze nie stac ich
              na nic innego jak tylko atak. Oczywiscie nie dotyczy to tylko atakow na Cmoka.
              Z Cmokiem rzeczywiscie moze sie trudno dyskutowac bo ma on swoje stanowcze
              poglady, n.p. o biedzie ktore sa w watku na ten sam temat z podobna iloscia
              postow.
              Czesto mnie dziwia posty Edytkusa, ktora tutaj chce byc autorytetem Alfa i
              Omega i o samochodach i o dzieciach i o ubezpieczeniach itd ale jej to nie
              wychodzi bo to co wie wie teoretycznie bo albo slyszala albo przeczytala czyli
              jak wielu Polakow wie jak to zrobic bo slyszal, slyszala ale nic wiecej. Na
              dzieciach sie zna ale nie wiecej niz kazda przecietnie oczytana mama i osobicie
              wolalabym zeby na tym zakresie tematycznym sie skupila bo w samochodach jej nie
              wychodzi.
              Dziekuje za chwile uwagi.
              • edytkus Re: Witam i pozdrawiam 30.04.04, 18:11
                rebate napisał:

                > Czasami tu zagladam i widze stalych uczestnikow. Sama nigdy nie pisalam

                Swoja droga ciekawe zjawisko: "czytajacy - niepiszacy," sporo was ostatnio ;)


                > Chcialam napisac ze ja lubie czytac posty Cmoka i od poczatku nie rozumialam
                > atakow na niego" vs. " ludzi ktorych poziom jezyka oraz osobisty jest tak niski ze nie stac ich
                >na nic innego jak tylko atak"

                Sama sobie zaprzeczasz, raz jestes za Cmokiem a za chwile przeciw (syndrom Aniutka?) Niska kultura
                wypowiedzi Cmoka jest OK? Zwroc uwage ze Cmok uzywa epitetow i porownan gdy juz nie ma co
                napisac, wg ciebie to nie atak?


                > Czesto mnie dziwia posty Edytkusa, ktora tutaj chce byc autorytetem Alfa i
                > Omega i o samochodach i o dzieciach i o ubezpieczeniach itd ale jej to nie
                > wychodzi bo to co wie wie teoretycznie bo albo slyszala albo przeczytala czyli
                > jak wielu Polakow wie jak to zrobic bo slyszal, slyszala ale nic wiecej.

                Na samochodach sie nie znam, przyznalam w poczatkach tamtego watku (gdybym sie znala nie
                pytalabym o rady). Jak sie pozniej okazalo panowie experci wiedza tyle co i ja ;)) Co do ubezpieczen i
                finansow to tak sie sklada ze mam wyksztalcenie ekonomiczne, wiele spraw o ktorych tu pisalam znam
                z zycia a nie z zaslyszenia wiec twoj przytyk jest nie na miejscu. Jesli naprawde nie mam pojecia na
                dany temat (np. jak ugotowac macaroni & cheese cz cykolwiek innego) to sie nie wypowiadam i tobie
                tez tak radze ;)

                > Na dzieciach sie zna ale nie wiecej niz kazda przecietnie oczytana mama

                Przecietnie oczytanych mam chyba tu jednak brakuje (ale nie bede wchodzic w szczegoly zeby nikogo
                nie obrazac).
                • rebate Re: Witam i pozdrawiam 30.04.04, 18:53
                  Bylam faktycznie niezmiernie zdziwiona, ze przepuscilas temat makaronu z serem
                  zeby sie jak zwykle elokwentnie i precyzyjnie nie wypowiedziec doglebnie.
                  No ale taki masz styl i tak widac musi byc. Nie bede wiec dalej polemizowac.
                  Pozdrawiam i zegnam, bo od dawna powinnam siedziec w samochodzie i jechac do
                  domu na dlugi i bardzo wiosenno pachnacy weekend, swietowac Europe - czego
                  rowniez wszystkim zycze.
                  • jot-23 Re: Witam i pozdrawiam 30.04.04, 19:05
                    rebate napisał:

                    > Bylam faktycznie niezmiernie zdziwiona, ze przepuscilas temat makaronu z
                    serem
                    > zeby sie jak zwykle elokwentnie i precyzyjnie nie wypowiedziec doglebnie.
                    > No ale taki masz styl i tak widac musi byc. Nie bede wiec dalej polemizowac.
                    > Pozdrawiam i zegnam, bo od dawna powinnam siedziec w samochodzie i jechac do
                    > domu na dlugi i bardzo wiosenno pachnacy weekend, swietowac Europe - czego
                    > rowniez wszystkim zycze.


                    hehe, pakujesz sie we wlasne te... eh mniejsza z tym... w kazdym badz razie,
                    niewatpliwie doceniasz "elokwencje i precyzje" wypowiedzi Cwoka na temat "krwi
                    pepowinowej" , tez uwazam ze nie moglo go tam zabraknac! To moj ulubiony autor!
                  • edytkus Re: Witam i pozdrawiam 30.04.04, 19:13
                    rebate napisał:

                    > > Pozdrawiam i zegnam, bo od dawna powinnam siedziec w samochodzie i jechac do
                    > domu na dlugi i bardzo wiosenno pachnacy weekend, swietowac Europe

                    Szerokiej drogi (bez rollover ;)) :)
              • blockbuster Jestem tu nowy i przez przypadek ale zaintrygowala 04.05.04, 01:25
                mnie uwaga Aniutka ze "dlaczego taka osoba nie
                traktuje tego rodzaju pracy jako "temporary" aby przetrwac i nie szuka czegos
                lepszego??
                sadze, ze sa to glebokie uwarunkowania socjologiczne, poczucie bezsilnosci,
                rezygnacja plus
                poblazanie swoim slaboscom."

                Wlasnie odplozylem telefon z kolega ktory jest 100% amerykaninem. Jest tez
                doskonalym software engineer w poszukiwanej dziedzinie min. firmware. Jest juz
                bez pracy 2 lata nie mogac dojsc do siebie po stressach ostatniej pracy i samej
                wywalanki a przepracowal tam 12 lat. Zadzwonil do mnie i mowi ze zlozyl podanie
                o prace w sklepie outdoors. Co mam mowic? Nie bierz? Probowalem nie znosi tej
                dziedziny. Zlozyl podanie. Ile tam placa? $5 na godzine? $6.50??

                Ile zarabial? Sami wiecie nie musze pdoawac liczb.

                I wtedy trafilem na komentarz Aniutka myslac, co jest grane??? My na zwnatrz
                widzimy tylko: pracuje, nie pracuje a tam w srodku jest czlowiek ktory cholera
                wie ile razy myslal o samobojstwie z jakiegos blachego (dla nas powodu, czy cos
                w tym stylu. Przez dwa lata mowil o przeprowadzce do Denver, co mu odradzalem
                teraz pytam, kiedy przeprowadzka? Odpowiedz: na razie nie....

                J-23 poruszyl bardzo madry punkt, j-23 jestes geniuszem. Dodam, ze to sie
                przydaje szczegolnie w sytuacji podbramkowej. Ciekawe ile osob zrozumialo.

                Jezeli chodzi komus o jakies frazesy ze demokracja, ze wolny rynek, to zwracam
                ze not what you know but who you know matters.
                • monie_pl Re: Jestem tu nowy i przez przypadek ale zaintryg 04.05.04, 18:58
                  Przeczytalam twoja wypowiedz z punktu widzenia rekrutera i wnioski mam
                  nastepujace:
                  1. facet 2 lata "mowil" o przeniesieniu sie do Denver - bardzo dziwne...
                  2. jesli ejst specjalista to musi umiec takze rzeczy prostsze, ktore moglby
                  robic, ale nie az tak proste jak bycie sprzedawca w sklepie, np. praca w
                  sklepie z akcesoriami komputerowymi... a nie outdoorowymi
                  3. zastanow sie dlaczego on siedzial 12 lat w jednej firmie (zaznaczam, ze nie
                  ma w tym nic nagannego!) i jak jego rpaca ewoluowala
                  4. stresy w pracy ma kazdy i nawet jesli sa duze, to czlowiek ma system
                  obronny, a jesli on doszedl do zalamania nerwowego, to nie mozna go porownywac
                  z osobami pracujacymi w sklepie i nie bedacymi po takich przezyciach! Zreszta w
                  ksiazce tez mowi sie o ludziach, ktorzy takich rpzecyc nie mieli.

                  Podsumowujac:
                  - bardzo mi przykro z powodu twojego kolegi
                  - z twojego posta wynika, ze ma wiekszy problem niz tylko stres zwiazany z
                  poprzednia praca
                  - ksiazka od ktorej dyskusja sie rozpoczela nie uwzglednia takich sytuacji, bo
                  wiekszosc ludzi jest w lepszym stanie

                  Mam nadzieje, ze twoj kolega podskoczy szybko na wysze poziomy.

                  Pozdrowionka
                  Monia

                  • blockbuster Re: Jestem tu nowy i przez przypadek ale zaintryg 05.05.04, 05:54
                    monie_pl napisała:

                    > Przeczytalam twoja wypowiedz z punktu widzenia rekrutera i wnioski mam
                    > nastepujace:
                    > 1. facet 2 lata "mowil" o przeniesieniu sie do Denver - bardzo dziwne...
                    co w tym dziwnego? Nie uwazasz ze czepiasz sie? Tak bylo, pisze tak wiec
                    zaakceptuj jako fakt.


                    > 2. jesli ejst specjalista to musi umiec takze rzeczy prostsze, ktore moglby
                    > robic, ale nie az tak proste jak bycie sprzedawca w sklepie, np. praca w
                    > sklepie z akcesoriami komputerowymi... a nie outdoorowymi

                    malo wiesz o komputerach. Facet lubi outdoors i nienawidzi komputerow. Mierzysz
                    ludzi swoja miarka.


                    > 3. zastanow sie dlaczego on siedzial 12 lat w jednej firmie (zaznaczam, ze
                    nie ma w tym nic nagannego!)
                    dlaczego siedzial? Bo Fortune 100 i dobrze placili.


                    i jak jego rpaca ewoluowala
                    -jak to jak ewoluowala? Normalnie , z roku na rok to samo. Ty masz mylne
                    pojecie ze inzynier najpierw jest drobnym inzynierem a na koniec super
                    menadzerem zarabiajacym 300 kola. Tojest troche inaczej, drobny i starszy no i
                    roznica w apanazach.

                    > 4. stresy w pracy ma kazdy i nawet jesli sa duze, to czlowiek ma system
                    > obronny, a jesli on doszedl do zalamania nerwowego, to nie mozna go
                    porownywac
                    > z osobami pracujacymi w sklepie i nie bedacymi po takich przezyciach!
                    --ja do sklepu bym nie poszedl bo wiem co to znaczy, kiedys pracowalem tam i
                    wiem.

                    Zreszta w
                    >
                    > ksiazce tez mowi sie o ludziach, ktorzy takich rpzecyc nie mieli.

                    --jakby ci tu porownac? Acha, wiesz co to jest dekompresja nurka? Albo mourning
                    po smierci bliskiej osoby? Psycholog moze ci tlumaczyc a ty swoje i tak wiesz i
                    czas musi po prostu uplynac. Keine Wunde heilt in einer Stunde. Taka wywalanka
                    to jest rana. Szczegolnie jak placili znaczny szmal.


                    >
                    > Podsumowujac:
                    > - bardzo mi przykro z powodu twojego kolegi.--mnie tez ale takie zycie, jak
                    widac.
                    > - z twojego posta wynika, ze ma wiekszy problem niz tylko stres zwiazany z
                    > poprzednia praca
                    ==tu chya masz racje ale nie moge wyczaic co to jest. To nie jest Polak i nie
                    jakis analfabeta. Wrecz przeciwnie, bardzo swiatla osoba i zadnych widocznych
                    problemow.


                    > - ksiazka od ktorej dyskusja sie rozpoczela nie uwzglednia takich sytuacji,
                    bo
                    > wiekszosc ludzi jest w lepszym stanie

                    --A kto to wie jak to tam naprawde cyka pod kopula? Raz widzialem faceta przed
                    swietami a po swietach juz sie zastrzelil. Ten sam dzial.

                    >
                    > Mam nadzieje, ze twoj kolega podskoczy szybko na wysze poziomy.

                    -nie wiem, wyglada trwale. Zapytalem a co z forsa, bo w sklepie placa racje
                    glodowe. Odp: mam male potrzeby, dom splacony, pare godzin odbebnie i mam czas
                    na wlasne hobby. Acha, bardzo chcialby sie ozenic ale to juz chyba dwie dekady
                    bez dziewczyny. Dziekuje za komentarz bo cos tam wniosl nowego.
                    >
                    > Pozdrowionka
                    > Monia
                    >
                    • monie_pl Re: Jestem tu nowy i przez przypadek ale zaintryg 05.05.04, 09:23
                      Hm,
                      1. "mowienie" tylko o przeprowadzce przez 2 lata nie ejst z mojej strony
                      czepianiem sie, ale analiza informacji... poza tym akceptuje informacje.
                      2. jesli rzeczywiscie na kompterach tak malo sie znam, to dlaczego tylu
                      inzynierow przeszlo przez proces: a) outplacementu, b) przekwalifikowania z
                      duzym sukcesem, bo wiele czynnosci i umiejetnosci mozna zastosowac pod roznym
                      atem w roznych miejscach, a moj przyklad ze skepem komputerowym mial byc tego
                      rpzykladaem, ale... chyba mnie nie zrozumiales... jednak skoro lubi outdoors to
                      gratuluje twojemu koledze polaczenia przyjemnego z pozytecznym
                      3. przyczyny siedzenia w jednej firmi 12 lat - dla mnie OK, ale... kazde
                      stanowisko jakos ewoluuje, np. stajesz sie bardziej doswiadczony i pomimo, ze
                      nie masz awansu pionowego to dostajesz asystenta (mlodszego inzyniera) do
                      pomocy, z kroym musisz wspolpracowac i czego go nauczyc (pierwszy krok w
                      procesie uczenia sie zarzadzania ludzmi), dostajesz tez nowe projekty i to
                      takze nazywa sie ewoluowaniem stanowiska...i rzeczywiscie nie kazdy musi stac
                      sie managerem wychodzac z pozycji inzyniera... i tyle
                      4. zgoda co do tego, ze praca w skklepie nie ejst ani rozwijajaca ani wesola,
                      ale dekompresja to smierc mozgu na poziomie podstawowych czynnosci
                      biologicznych, a on przeciez chodzic bedzie do pracy w sklepie. Juz lepsze jest
                      porownanie z zaloba po stracie bliskiej osoby, ale.... chyba nie w przypadku
                      twojego kolegi, bo z tego co dalej napisales jest na dobrej drodze do zjechania
                      z wszelkich ambicji, a przeciez szkoda czlowieka

                      - twoj kolega ma problemy widoczne, bo sam to widzisz... nie moze sie podniesc
                      po porazce (bo to byla porazka i na pewno bolesna), nie moze sobie ulozyc zycia
                      (tak przynajmniej wynika z twojego postu)
                      - rzeczywiscie moze musi osiagnac swoje dno by sie odbic samemu albo bedzie
                      bodziec , tkory go jakos ruszy

                      Gdybym byla toba:
                      - wyciagnelabym go do ludzi
                      - sprzedawalabym info o mozliwym zastosowaniu jego umiejetnosci w innych
                      dziedzinach... na zasadzie kropla drazy skale
                      - poszukalabym psycholog od depresji w wyniku przejscia na emeryture lub straty
                      pracy i staralabym sie namowic go na choc jedno spotkanie

                      Tak wiem, to takie babskie rady, ale jesli ten krotki psot rzeczywiscie opisuje
                      adekwatnie sytuacje, to nie wyglada ona wesolo
                      Powodzenia
                      Monia
                      • rebate Co moze sie zmienic po wyborach? 05.05.04, 17:23
                        Co moze sie zmienic w amerykanskiej polityce wewnetrznej i swiatowej po
                        wyborach jesli Busz przegra a widac ze przegra na pewno a jeszcze dodatkowo po
                        projekcji latem nowego sensacyjnego filmu Moora p.t."Fahrenheit911" o
                        powiazaniach rodziny Buszow i rodziny Binladenow?
                        (No bo i dlaczego jeszcze nie zlapaliscie Binladena?)
                        Film jest blokowany i cenzurowany na wszystkie sposoby - ale tym sie chyba
                        Stany roznia od Chin ze predzej czy pozniej szydlo wyjdzie z worka.
                        (Czytam ze jest to walka Disney kontra Miramax, ktory Disney kontroluje tak jak
                        dzialalnosc Disneya na Florydzie kontroluje za pomoca ulg podatkowych brat
                        Busza)
                        • chlopaczek1 Re: Co moze sie zmienic po wyborach? 05.05.04, 18:04
                          rebate napisał:
                          no mozna przeczytac wiec nie bede cytowac

                          matko czlowieku zastanow sie co piszesz, moora to nawet w wygwizdali przy
                          wreczaniu nagrod,
                          hmm, napisze tak, w sklepie kup mlotek walnij nim w glowe i zastanow sie wtedy
                          jakie wiadomosci moga byc prawdziwe a jakie to kompletna bzdura
                            • blockbuster Re: Co moze sie zmienic po wyborach? 06.05.04, 03:01
                              monia: masz wiele racji. Powiedzialas duzo interesujacych rzeczy. Naprawde
                              bardzo dizekuje ze zajelas sobie trud rozmowy ze mna, co przyznaje nie jest
                              latwe dla przecietnej kobiety. Pozdrawiam.

                              wielonickowy: poszukam o tym filmie. neizwykle informacje, obawiam sie jednak
                              ze wygra na 100% chociaz mnie to lata.

                              Jot-23: Zgadzam sie ze Tim O. to kawal skurwysyna, hehehe
                        • dziewczyna13 Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik????? 16.07.04, 19:21
                          chlopaczek1 napisal.. no coz po przyjezdzie do usa, jak kazdy zaczynalem od
                          pracy na budowie,
                          dobrze ze czlek ma sie dobrze w miesniach to pomagalo, w czasie studiow, a
                          zaczynalem od Kingsborough community college, przez city college, pozniej
                          Princeton University przez pierwsze 4 lata w NYC pracowalem jako elektryk na
                          budowie (praca zwiazkowa) i jakos nie chcialo mi sie rezygnowac z niezlej
                          pensji aby po studiach zostac iznynierem w tej samej firmie i zarabiac mniej,
                          no ale wiedzielem ze taka to jest kolej rzeczy trzeba zaczynac i isc gdzies,
                          wiec nie wiem jak wy ale ja zaczynalem od poczatku bez zadnych ulg ciezko
                          pracujac, i mysle ze dzis tez ciezko pracuje tylko z ta roznica ze nie musze
                          machac lopata, bo moglem wykorzystac to ze ten kraj dal szanse mi na skonczenie
                          szkol i prace inaczej wykorzystanie swoich talentow i to jest wazne, tu mozna
                          wykorzystac talenty
                          dodam tylko ze moje dziecko 17 letnie (uczone w publicznych szkolach NYC,
                          wladajace biegle takze polskim jezykiem, oraz paroma innmi) wlasnie konczy 1
                          rok (ze swietnymi wynikami na prawie) na renomowanym univ. NYC. czy to jest
                          mozliwe gdzies indziej? czy to nie jest przejaw ciezkiej pracy z mojej strony i
                          strony dziecka? tutaj w usa (a szczegolnie w wiekszych miastach tak mi sie
                          wydaje) wylapuje sie talenty bo to one pozniej tworza trzon tego kraju, i
                          jakies wypoiciny idiotki ktora chce zrobic sobie imie pokazujac biede mnie
                          akurat nie wzruszaja, bo bieda istnieje i bedzie istniala to bardzo oczywiste i
                          niestety czesc naszej exystencji

                          ALE DEMAGOGIA !!!! Po prostu smiech na sali Po skonczonych studiach inzynierowi
                          zaproponowali w tej samej firmie mniejsza pensje???
                          Tak to bylo w socjalistycznej Polsce. W USA inzynier zawsze zarabia wiecej niz
                          robotnik.

                          jak piszesz farmazony to chociaz realne bo czlek wyksztalcony w USA zawsze
                          zarabia wiecej niz robotnik.
                          Ale z Ciebie fantasta i demagog!!!
                          Chlopaczek1 w swoim zachwycie nad USA po prostu juz bredzi!!!
                          A co Wy o tym myslicie ??? Znacie inzyniera, czleka po studiach w USA, ktory
                          zarabia mniej od robotnika??? i to w tej samej firmi???
                          • chlopaczek1 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 20:06
                            dziewczyna13 napisała:

                            > ALE DEMAGOGIA !!!! Po prostu smiech na sali Po skonczonych studiach
                            inzynierowi > zaproponowali w tej samej firmie mniejsza pensje???
                            > Tak to bylo w socjalistycznej Polsce. W USA inzynier zawsze zarabia wiecej
                            niz > robotnik.
                            > > jak piszesz farmazony to chociaz realne bo czlek wyksztalcony w USA zawsze
                            > zarabia wiecej niz robotnik.
                            > Ale z Ciebie fantasta i demagog!!!
                            > Chlopaczek1 w swoim zachwycie nad USA po prostu juz bredzi!!!
                            > A co Wy o tym myslicie ??? Znacie inzyniera, czleka po studiach w USA, ktory
                            > zarabia mniej od robotnika??? i to w tej samej firmi???

                            jako elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabialem wtedy prawie 55tys
                            rocznie jako inzynier na start dostalem 42tys rocznie (wtedy wiekszosc moich
                            kolegow dostala okolo 40tys rocznie)
                            mowimy o roku 94, bo to jest rok w ktorym skonczylem studia
                            w tamtym roku zatrudnilem inzyniera jako swojego asystenta na poczatek dostal
                            42 tys rocznie, elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabia (od maja tego
                            roku) $42/hr zwiazkowiec pracuje 35 godzin tygodniowo czyli jest to $1470/week,
                            czyli $76,440 rocznie ponadto elektryk w firmie elektryczne ma 121% wyplacane w
                            benefitach! a wiec ubezpieczeniach funduszach A i B itd, jest to jeden z
                            najbardziej oplacalnych zawodow do wykonywania w NYC jako robotnik, inne ktore
                            sa dobrze platne zwiazkowe prace to plumber, sheetmetal worker, pipefitter, i
                            mechanicy ze zwiazku #1 (local #1) wszyscy wymienieni zarabiaja powyzej $40/hr
                            i maja swietne bedenfity, jesli zas firma jest dobra i ludzie maja nadgodziny
                            to stawka jest wieksza, itd do wiadomosci tych ktorzy nie maja pojecia o czym
                            mowia i pisza
                            jesli ten inzynier bedzie dobry to po 3 latach dogoni dopiero elektryka jesli
                            taki sobie to moze miec klopoty dogonic w zarobkach elektryka i po 6 latach

                            dziewczyna13 to pewnie nastepne wcielenia cwoka ktory nie ma pojecia o czym
                            mowi,
                            bredzisz to ty dziewczynko nie majac pojecia o zarobkach
                            zanim cos napiszesz nastepnym razem krytykujac to poswiec troche czasu aby sie
                            dowiedziec cos na tematy o ktorych piszesz i krytykujesz

                            no i kto sie teraz okazal fantasta i demagogiem glupku?

                            • dziewczyna13 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 20:34
                              chlopaczek1 napisał:

                              > dziewczyna13 napisała:
                              >
                              > > ALE DEMAGOGIA !!!! Po prostu smiech na sali Po skonczonych studiach
                              > inzynierowi > zaproponowali w tej samej firmie mniejsza pensje???
                              > > Tak to bylo w socjalistycznej Polsce. W USA inzynier zawsze zarabia wiece
                              > j
                              > niz > robotnik.
                              > > > jak piszesz farmazony to chociaz realne bo czlek wyksztalcony w USA
                              > zawsze
                              > > zarabia wiecej niz robotnik.
                              > > Ale z Ciebie fantasta i demagog!!!
                              > > Chlopaczek1 w swoim zachwycie nad USA po prostu juz bredzi!!!
                              > > A co Wy o tym myslicie ??? Znacie inzyniera, czleka po studiach w USA, kt
                              > ory
                              > > zarabia mniej od robotnika??? i to w tej samej firmi???
                              >
                              > jako elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabialem wtedy prawie 55tys
                              > rocznie jako inzynier na start dostalem 42tys rocznie (wtedy wiekszosc moich
                              > kolegow dostala okolo 40tys rocznie)
                              > mowimy o roku 94, bo to jest rok w ktorym skonczylem studia
                              > w tamtym roku zatrudnilem inzyniera jako swojego asystenta na poczatek dostal
                              > 42 tys rocznie, elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabia (od maja tego
                              > roku) $42/hr zwiazkowiec pracuje 35 godzin tygodniowo czyli jest to
                              $1470/week,
                              >
                              > czyli $76,440 rocznie ponadto elektryk w firmie elektryczne ma 121% wyplacane
                              w
                              >
                              > benefitach! a wiec ubezpieczeniach funduszach A i B itd, jest to jeden z
                              > najbardziej oplacalnych zawodow do wykonywania w NYC jako robotnik, inne
                              ktore
                              > sa dobrze platne zwiazkowe prace to plumber, sheetmetal worker, pipefitter, i
                              > mechanicy ze zwiazku #1 (local #1) wszyscy wymienieni zarabiaja powyzej
                              $40/hr
                              > i maja swietne bedenfity, jesli zas firma jest dobra i ludzie maja nadgodziny
                              > to stawka jest wieksza, itd do wiadomosci tych ktorzy nie maja pojecia o czym
                              > mowia i pisza
                              > jesli ten inzynier bedzie dobry to po 3 latach dogoni dopiero elektryka jesli
                              > taki sobie to moze miec klopoty dogonic w zarobkach elektryka i po 6 latach
                              >
                              > dziewczyna13 to pewnie nastepne wcielenia cwoka ktory nie ma pojecia o czym
                              > mowi,
                              > bredzisz to ty dziewczynko nie majac pojecia o zarobkach
                              > zanim cos napiszesz nastepnym razem krytykujac to poswiec troche czasu aby
                              sie
                              > dowiedziec cos na tematy o ktorych piszesz i krytykujesz
                              >
                              Przeciez jak byles taki wspanialy jako robotnik to po skonczeniu studiow
                              powinienes bardzo awansowac, co oczywiscie znaczy dostac o wiele wyzsza pensje.
                              Zacznij pisac bajki dla dzieci bo ty nie masz pojecia o USA. TU PLACI SIE ZA
                              WYKSZTALCENIE.Wedlug Chlopczyka USA to kraj gdzie nie oplaca sie ksztalcic!!!!
                              pomysl zanim cos napiszesz!!!
                              W USA inzynier zarabia zawsze wiecej niz robotnik bo to KAPITALIZM I placa za
                              wiedze a nie machanie lopata !!!
                              po prostu klamiesz chlopaczku.
                              Mamy rok 2004

                              chlopaczku wydoroslej i zajmij sie czyms bo nadmiar czasu po prostu miesza ci w
                              glowie.



                            • jot-23 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 20:45
                              hehe, jak widzisz to faktycznie "dziewczyna", logika i skladnym wywodem nic nie
                              zdzialasz, bo juz sie "zablokowala" i cokolwiek nie napiszesz, bedzie powtazac
                              te swoje androny.


                              > jako elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabialem wtedy prawie 55tys
                              > rocznie jako inzynier na start dostalem 42tys rocznie (wtedy wiekszosc moich
                              > kolegow dostala okolo 40tys rocznie)
                              > mowimy o roku 94, bo to jest rok w ktorym skonczylem studia
                              > w tamtym roku zatrudnilem inzyniera jako swojego asystenta na poczatek dostal
                              > 42 tys rocznie, elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabia (od maja tego
                              > roku) $42/hr zwiazkowiec pracuje 35 godzin tygodniowo czyli jest to
                              $1470/week,
                              >
                              > czyli $76,440 rocznie ponadto elektryk w firmie elektryczne ma 121% wyplacane
                              w
                              >
                              > benefitach! a wiec ubezpieczeniach funduszach A i B itd, jest to jeden z
                              > najbardziej oplacalnych zawodow do wykonywania w NYC jako robotnik, inne
                              ktore
                              > sa dobrze platne zwiazkowe prace to plumber, sheetmetal worker, pipefitter, i
                              > mechanicy ze zwiazku #1 (local #1) wszyscy wymienieni zarabiaja powyzej
                              $40/hr
                              > i maja swietne bedenfity, jesli zas firma jest dobra i ludzie maja nadgodziny
                              > to stawka jest wieksza, itd do wiadomosci tych ktorzy nie maja pojecia o czym
                              > mowia i pisza
                              > jesli ten inzynier bedzie dobry to po 3 latach dogoni dopiero elektryka jesli
                              > taki sobie to moze miec klopoty dogonic w zarobkach elektryka i po 6 latach
                              >
                              > dziewczyna13 to pewnie nastepne wcielenia cwoka ktory nie ma pojecia o czym
                              > mowi,
                              > bredzisz to ty dziewczynko nie majac pojecia o zarobkach
                              > zanim cos napiszesz nastepnym razem krytykujac to poswiec troche czasu aby
                              sie
                              > dowiedziec cos na tematy o ktorych piszesz i krytykujesz
                              >
                              > no i kto sie teraz okazal fantasta i demagogiem glupku?
                              >
                              • dziewczyna13 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 21:10
                                jot-23 napisał:

                                > hehe, jak widzisz to faktycznie "dziewczyna", logika i skladnym wywodem nic
                                nie
                                >
                                > zdzialasz, bo juz sie "zablokowala" i cokolwiek nie napiszesz, bedzie
                                powtazac
                                > te swoje androny.
                                >
                                >
                                > > jako elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabialem wtedy prawie 55tys
                                >
                                > > rocznie jako inzynier na start dostalem 42tys rocznie (wtedy wiekszosc mo
                                > ich
                                > > kolegow dostala okolo 40tys rocznie)
                                > > mowimy o roku 94, bo to jest rok w ktorym skonczylem studia
                                > > w tamtym roku zatrudnilem inzyniera jako swojego asystenta na poczatek do
                                > stal
                                > > 42 tys rocznie, elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) zarabia (od maja t
                                > ego
                                > > roku) $42/hr zwiazkowiec pracuje 35 godzin tygodniowo czyli jest to
                                > $1470/week,
                                > >
                                > > czyli $76,440 rocznie ponadto elektryk w firmie elektryczne ma 121% wypla
                                > cane
                                > w
                                > >
                                > > benefitach! a wiec ubezpieczeniach funduszach A i B itd, jest to jeden z
                                > > najbardziej oplacalnych zawodow do wykonywania w NYC jako robotnik, inne
                                > ktore
                                > > sa dobrze platne zwiazkowe prace to plumber, sheetmetal worker, pipefitte
                                > r, i
                                > > mechanicy ze zwiazku #1 (local #1) wszyscy wymienieni zarabiaja powyzej
                                > $40/hr
                                > > i maja swietne bedenfity, jesli zas firma jest dobra i ludzie maja nadgod
                                > ziny
                                > > to stawka jest wieksza, itd do wiadomosci tych ktorzy nie maja pojecia o
                                > czym
                                > > mowia i pisza
                                > > jesli ten inzynier bedzie dobry to po 3 latach dogoni dopiero elektryka j
                                > esli
                                > > taki sobie to moze miec klopoty dogonic w zarobkach elektryka i po 6 lata
                                > ch
                                > >
                                > > dziewczyna13 to pewnie nastepne wcielenia cwoka ktory nie ma pojecia o cz
                                > ym
                                > > mowi,
                                > > bredzisz to ty dziewczynko nie majac pojecia o zarobkach
                                > > zanim cos napiszesz nastepnym razem krytykujac to poswiec troche czasu ab
                                > y
                                > sie
                                > > dowiedziec cos na tematy o ktorych piszesz i krytykujesz
                                > >

                                Wiesz co J_23 tak naprawde to lubie czytac chlopaczka1. Ma wyraznie talent
                                pisarski i wielka szkoda, ze marnuje go na forum zamiast lepiej wykorzystac.
                                Czesto to co pisze jest malo dojrzale i bardzo jednostronne ale z polotem.
                                Ja tez lubie USA fajnie mi sie tu zyje.
                                Niestety nadal twierdze, ze INZYNIER wyksztalcony w USA zarabia wiecej niz
                                robotnik, ktory przyjechal z POLSKI???




                                >
                                >
                                • chlopaczek1 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 21:44
                                  dziewczyna13 napisała:

                                  no coz moge pogratulowac tylko tego ze jestes nie douczonym czlowiekiem i nie
                                  wiesz co mowisz
                                  w usa nie dostaje sie pensji za tytul ale za to co sie potrafi zrobic i ile
                                  potrafi sie wyprodukowac itd

                                  no coz obys tylko dojrzala tak jak ja i doszla do tego co ja tego zycze tobie
                                  moze zaczniesz wtedy rozumiec o czym mowisz bo narazie ta "13" to oznacza
                                  raczej wiek w ktorym zatrzymal sie twoj rozwoj umyslowy

                                  zaczynajac prace po studiach czy nie zaczynasz od tego aby sie nazwijmy
                                  to "przyuczyc" do zawodu i dopiero pozniej awansujesz
                                  robotnik jesli nie doksztalci sie i bedzie pracowac dla kogos bedzie zawsze
                                  robotnikiem, inzynier ma szanse zarabiac duzo a jak duzo to sobie popatrz w
                                  statystykach lub podzwon do firm ktore daja ogloszenia o zatrudnieniu,

                                  glupich nie sieja sami sie rodza, ty jak widac jestes wybrykiem natury
                                  greenpointu lub jackowa jesli jak mowisz jestes w usa

                                  j-23 czasami trzeba choc probowac edukowac ludzi nawet jesli nie ma nadzieji w
                                  tym ze takie stworzenie moze byc wyedukowane na cokolwiek, ale tego sie dowie
                                  pozniej jak chlopak z puerto rico da w buzke pare razy,

                                  jak pech to pech
                                  mamy jakos tutaj urodzaj na matolow, a moze to ten sam?
                                  nie chce mi sie nawet tlumaczyc niczego wiecej
                                  • dziewczyna13 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 16.07.04, 21:59
                                    chlopaczek1 napisał:

                                    > dziewczyna13 napisała:
                                    >
                                    > no coz moge pogratulowac tylko tego ze jestes nie douczonym czlowiekiem i nie
                                    > wiesz co mowisz
                                    > w usa nie dostaje sie pensji za tytul ale za to co sie potrafi zrobic i ile
                                    > potrafi sie wyprodukowac itd
                                    >
                                    > no coz obys tylko dojrzala tak jak ja i doszla do tego co ja tego zycze tobie
                                    > moze zaczniesz wtedy rozumiec o czym mowisz bo narazie ta "13" to oznacza
                                    > raczej wiek w ktorym zatrzymal sie twoj rozwoj umyslowy
                                    >
                                    > zaczynajac prace po studiach czy nie zaczynasz od tego aby sie nazwijmy
                                    > to "przyuczyc" do zawodu i dopiero pozniej awansujesz
                                    > robotnik jesli nie doksztalci sie i bedzie pracowac dla kogos bedzie zawsze
                                    > robotnikiem, inzynier ma szanse zarabiac duzo a jak duzo to sobie popatrz w
                                    > statystykach lub podzwon do firm ktore daja ogloszenia o zatrudnieniu,
                                    >
                                    > glupich nie sieja sami sie rodza, ty jak widac jestes wybrykiem natury
                                    > greenpointu lub jackowa jesli jak mowisz jestes w usa
                                    >
                                    > j-23 czasami trzeba choc probowac edukowac ludzi nawet jesli nie ma nadzieji
                                    w
                                    > tym ze takie stworzenie moze byc wyedukowane na cokolwiek, ale tego sie dowie
                                    > pozniej jak chlopak z puerto rico da w buzke pare razy,
                                    >
                                    > jak pech to pech
                                    > mamy jakos tutaj urodzaj na matolow, a moze to ten sam?
                                    > nie chce mi sie nawet tlumaczyc niczego wiecej

                                    Chlopaczku niedouczony to jestes TY. JUZ na starcie czlowiek majacy wyzsze
                                    wyksztalcenie zarabia wiecej. Dlatego tak bardzo oplaca sie w USA ksztalcic bo
                                    to % w postaci zarobkow.
                                    Fantazjujesz. Inzynier elektryk z wyzszym wyksztalceniem zarabia lepiej w USA
                                    niz bez wyksztalcenia zwykly elektryk!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                    A Ty piszesz, ze po studiach chcieli ci zabrac kilkanascie tysiecy $ rocznie.
                                    przeciez to ABSURD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                    KLAMIESZ!!!!!!!!!!! i fantazjujesz
                                    • chlopaczek1 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 17.07.04, 00:54
                                      dziewczyna13 napisała:
                                      nie wazne pewnie co sam belkot to jest mozna sprawdzic zreszta,

                                      sprawdz matole jeden zanim bedziesz pisac cokolwiek,
                                      widze ze nie masz zadnego wyksztalcenia dlatego tak chrzanisz jak potluczona

                                      poczytaj, popatrz, poszukaj zanim te glupie wywody swoje tu wyglosisz
                                      nie masz pojecia o czym mowisz

                                      no ale sie nie dziwie ty to pewnie nastepnym idiotycznym wcieleniem cwoka
                                      jestes, albo oboje pewnie na te same uczelnie biegaliscie co?

                                      zwykly elektryk w firmie zwiazkowej (local 3) w NYC zarabia niezle pieniadze,
                                      no ale takie matoly jak ty nie moga tego wiedziec.

                                      a po studiach trzeba zaczac sie nadal uczyc aby zarabiac wiecej, bo inaczej tez
                                      sie nie osiagnie nic matole jeden

                                      spytaj sie tutaj jest pare osob po studiach one moga ci podpowiedziec kaleko
                                      umyslowa

                                      -no ale jest inna mozliwosc nie masz pojecia bo nie jestes w usa
                                      -nastepna mozliwosc to nadal chlopak z mexyku tlumcze po lepetynie ciebie i nic
                                      tam nie wchodzi oprocz belkotu na greenpoint

                                      niezly ubaw z ciebie "13"
                                      no i jest niestety duzy urodzaj na matoly ehh szkoda gadac

                                      no prosze powiedz jeszcze cos podaj nam moze jakies fakty co? ciekaw jestem
                                      objawienia takiego jak ty, ciekaw jestem tej "wiedzy plynacej" z twoich wypocin
                                        • dziewczyna13 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 17.07.04, 01:30
                                          ertes napisał:

                                          > Nie daj sie nabierac chlopaczek1. Przeciez on wyraznie cie prowokuje a nie ma
                                          > nic do powiedzenia hehe

                                          Nic ertres nie prowokuje. Przeczytaj co pisze chlopczek1. w tym nie ma logiki.
                                          Przyjechal do USA dostal 55 000$ a po 4 latach jak skonczyl studia i zostal
                                          inzynier elektryk zabrano mu 12 000$ rocznie.
                                          Jednym slowem lepiej machac lopata niz uzywac rozumu??? Toz to czysty KOMUNIZM
                                          W USA rzadza mimo wszystko madrzy ludzie i wiedza, ze placic trza madrym,
                                          wykszktalconym a nie tym od lopaty.
                                          Ameryka od lat robila "drenaz mozgow" sciagajac wybitnych i dobrze im placac.
                                          A wyzwiska chlopaczka swiadcza tylko, ze nie ma racjii, sie miota i nie warto z
                                          nim rozmawiac.
                                          Jaka pogoda w Kalifornii???
                                            • dziewczyna13 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 17.07.04, 05:12
                                              ertes napisał:

                                              > Chlopaczek ma racje i nie bardzo rozumiem dlaczego sie z nim wyklocasz.
                                              > Bardzo czesto jest tak jak on opisuje choc nie zawsze. Zalezy od firmy, zawodu
                                              > itp. Akurat w elektryce jest tak jak pisze chlopaczek zwlalszcza tam gdzie sa
                                              > zwiazki.
                                              Ertres!! W czym chlopaczek ma racje. Skad wiesz, ze tak bylo w jego przypadku?
                                              Znasz go??
                                              Dla mnie to bujda na resorach. Jak czlek , ktory przyjechal z Polski jako
                                              robotnik moze w USA zarabiac wiecej niz inzynier wyksztalcony w USA?
                                              To jest ertres sen emigranta.
                                              Mnie tylko chodzi o to, ze on pisze bajki. Robotnik zarabia mniej niz
                                              wyksztalcony w USA inzynier.
                                              Przeczytaj jeszcze raz co on napisal. Ten czlowiek chyba nigdy nie pracowal w
                                              USA. I watpie zeby byl inzynierem kiedykolwiek. Wierze mu z ta lopata.
                                              pozdrawiam
                                              • chlopaczek1 Re: Inzynier zarabia mniej w USA niz robotnik???? 19.07.04, 14:08
                                                dziewczyna13 napisała:

                                                > ertes napisał:
                                                >
                                                > > Chlopaczek ma racje i nie bardzo rozumiem dlaczego sie z nim wyklocasz.
                                                > > Bardzo czesto jest tak jak on opisuje choc nie zawsze. Zalezy od firmy, z
                                                > awodu
                                                > > itp. Akurat w elektryce jest tak jak pisze chlopaczek zwlalszcza tam gdzi
                                                > e sa
                                                > > zwiazki.
                                                > Ertres!! W czym chlopaczek ma racje. Skad wiesz, ze tak bylo w jego
                                                przypadku?
                                                > Znasz go??
                                                > Dla mnie to bujda na resorach. Jak czlek , ktory przyjechal z Polski jako
                                                > robotnik moze w USA zarabiac wiecej niz inzynier wyksztalcony w USA?
                                                > To jest ertres sen emigranta.
                                                > Mnie tylko chodzi o to, ze on pisze bajki. Robotnik zarabia mniej niz
                                                > wyksztalcony w USA inzynier.
                                                > Przeczytaj jeszcze raz co on napisal. Ten czlowiek chyba nigdy nie pracowal w
                                                > USA. I watpie zeby byl inzynierem kiedykolwiek. Wierze mu z ta lopata.
                                                > pozdrawiam


                                                no coz dziewczynko13 (vel cwok, vel inne nicki) to moze ty nas oswiecisz swoja
                                                znajomoscia tematu i powiesz ile zarabia inzynier i np elektryk czy inny
                                                plumber w metropoliach takich jak boston czy NYC? czekam z niecierpliwoscia na
                                                informacje

                                                PS. gdybys uwaznie przeczytal(a) to ... eh przeciez jestes kaleka umyslowa nie
                                                da rady aby cos takiego bylo mozliwe...


                                                • cmok_wawelski Moje 3 centy czyli przyczynek do dyskusji... 23.07.04, 14:21
                                                  Ciekawe, że niektórzy dyskutanci tutaj notorycznie czynią dodatkowe
                                                  założenia "dla wzmocnienia" swoich argumentów (być może słusznych, nie wiem,
                                                  nie wnikałem) t.j. że adwersarz(-ka) nie ma racji, bo... nie jest tym za kogo
                                                  się podaje.
                                                  Czyli że n.p. chłopaczek to cmok czy nie cmok, że dziewczyna to chłopak a
                                                  chłopak to cmok czyli że dziewczyna to cmok itd. Pokrętna ta logika
                                                  jest to na pewno jakaś metoda ale niekoniecznie skuteczna. Albo i na odwrót.
                                                  Zapewne jeszcze parę chwil upłynie zanim do logowania się będzie trzeba
                                                  odcisków palców ale chyba nie tędy droga więc pozostali muszą zdać się na
                                                  własne instynkty.
                                                  Jeśli bowiem Cmok nie jest dziewczynką czy dziewczyną i conajmniej kilka osób
                                                  wyczuwa płeć cmoka i dziewczyny jako odmiennie różne tzn że nieudolna
                                                  próba "wzmocnienia" argumentu ma odwrotny skutek, czyli że żeby nie wiem jak
                                                  słuszny był następujący po podanym jako akcjomat równaniu cmok=dziewczynka (co
                                                  de facto nie jest prawdą) i jakaś część czytelników to wie bądź czuje i dlatego
                                                  wie - cała reszta jest też odbierana jako totalny kit (co tez zreszta nie jest
                                                  często odległe od prawdy).

                                                  No ale do tematu. Trochę
                                                  statystyki.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka