Co ja tu robie?

24.08.03, 17:44
Witajcie i przyjmijcie mnie do Waszego grona.

"Co ja tu robie?". Od kiedy wrocilam z wakacji w Europie, to pytanie
powtarzam sobie codziennie. Co ja tu w USA robie juz od 20 lat?
Przez wiele lat nie mialam czasu zadawac sobie takich pytan. Trzeba bylo sie
zaaklimatyzowac, zdobyc zawod, prace. Trzeba bylo sie dorobic, kupic dom ,
wychowac dziecko. Na podroze nie bylo ani czasu, ani srodkow. Owszem, raz na
4- 5 lat jedzilam na krotko do Polski. Ale dopiero w tym roku pozwolilam
sobie na dwa miesiace w Europie. Jeden miesiac w Polsce i jeden miesiac
odwiedzajac kolezanki w Niemczech, Francji i Holandii.
Wystarczylo, zeby poczuc, ze ja nigdy przez te 20 lat nie stalam sie
Amerykanka! Zeby poczuc sie do szpiku kosci Europejka!
Przez te wszystkie lata porownywalam USA z Polska. Teraz porownuje USA z
Europa Zachodnia i twierdze, ze oni tam wcale nie maja gorzej. A nawet, ze
tam dobrobyt jest bardziej powszechny niz u nas.
Kazde miasto czy miasteczko tetni zyciem, ma swoj centralny plac czy glowna
ulice, po ktorej mozna sie powalesac, gdzie jest sklep przy sklepie i knajpka
(czesto ze stolikami na ulicy) przy knajpce. Jak cudownie jest, kiedy rano
mozna wybiec do pobliskiego piekarza po swieze pieczywo i po drodze spotkac
mase ludzi- a to ktos psa wyprowadza, a to matka wozek pcha, a to ktos z
baguetka pod pacha do domu spieszy.
W mojej amerykanskiej dzielnicy widac tylko samochody....

Ludzie w Europie tez jacys tacy bardziej swiatowi, otwarci, bardziej
doinformowani niz wiekszosc moich amerykanskich znajomych. O elegancji i
kulturze jedzenia juz nie wspomne.

Przejrzalam troche to forum i uderzylo mnie, ze i Wy czesto piszecie o
europejskim jedzeniu, o europejskich ciuchach. Czy to znaczy, ze w gruncie
rzeczy czujecie to samo, co ja? Ze nadal czujecie sie Europejkami?

Pozdrawiam
Sawa
    • sublustris Re: Co ja tu robie? 24.08.03, 18:29
      Czy czuje sie Europejka?-pewnie ze tak, ja w USA b.krotko - biorac pod uwage
      wielkie liczby ktore tu padaja okreslajac czas pobytu.
      do Europy (jak do tej pory) jezdze czesto w ciagu roku, "uwiazala" mnie nie
      tylko rodzinna Polska, nawyk wakacji gdzies "tam zagranica", ale i np Francja
      i Anglia - poprzez studia tam i aktywnych bliskich przyjaciol:-)
    • sondra Re: Co ja tu robie? 24.08.03, 19:00
      Mozna znalezc sobie taka nisze, gdzie styl zycia przypomina Europe. Ja mieszkam
      w Cambridge kolo Bostonu i tez chodze piechota do piekarza, natykam sie na
      znajomych (calkiem "doinformowanych") w kawiarnianym ogrodku, etc. Ale na
      wakacje i tak jezdzimy do Europy...
      Sprawa powazniejsza od stylu zycia jest kwestia stosunkow spolecznych w ogole,
      relacji miedzy wlasnoscia prywatna a publiczna, zabezpieczen socjalnych (w
      zasadzie nie istniejacych, nikt juz nie wierzy w Social Security) czy skandalu
      zwanego ubezpieczeniami medycznymi. To najwieksza roznica miedzy Europa a
      Stanami, oczywiscie na korzysc Europy. Wieksza preznosc ekonomii w USA i lepsze
      perspektywy dla energicznych jednostek nie kompensuja tego w skali kraju...
      • aniutek Re: Co ja tu robie? 24.08.03, 20:18
        i ja czesto zadaje sobie to pytanie choc znam na nie odpowiedz-
        pieniadze i pewnosc jutra przygnaly mnie do tego kraju, teraz
        zostaly tylko pieniadze spokoj przepadl.
        nigdy nie przestalam tesknic za Polska, za Europa ale przez to ,ze
        mieszkam w NYC znalazlam sobie swoje miejsca tutaj, zydowska
        piekarnia z bialis i bajgels do ktorej pieszo kilka minut obok paczki
        pieczone przez francuza, ludzie mili serdeczni i swojscy - masa
        mlodych europejczykow tutaj studiujacych, ze starszego pokolenia
        zydzi, przemili wlosi.
        wiem, ze predzej czy pozniej wroce do Europy, moze do Polski.
        • corn_flake Re: Co ja tu robie? 25.08.03, 00:22
          Sondra:
          Sprawa powazniejsza od stylu zycia jest kwestia stosunkow spolecznych w ogole,
          relacji miedzy wlasnoscia prywatna a publiczna: NIE WIEM CO TO MA ZNACZYC. cZY
          TO ZE WSZYSTKO JEST 'PRYWATNE' CZY TEZ ZE JA MOGE BYC TAKIM SAMYM PRYWACIARZEM
          I ZA TO NIE GROZI MI KRYMINAL.


          zabezpieczen socjalnych (w
          zasadzie nie istniejacych: NIE W W ZASADZIE, A W RZECZYWISTOSCI. NIE MA OPIEKI
          LEKARSKIEJ, NIE MA EMERYTUR, NIE MA WAKACJI W PRACY I ZACHOWUJA SIE W PRACY JAK
          ZA CZASOW PANSZCZYZNIANYCH W POLSCE I CHYBA TERAZ TEZ.


          , nikt juz nie wierzy w Social Security): JEST CO PRAWDA SOCIAL SECURITY I
          PRZYSYLAJA RAZ NA ROK KWITY ILE TO SIE BEDZIE DOSTAWALO JAK SIE CZLOWIEK MOCNO
          POSTARZEJE TO NAWET WIECEJ. ALE ILE TO BEDZI NAPRAWDE TO NIE WIADOMO.
          PRAWDOPODOBNIE BEDZIE TYLE ZEBY CZLOWIEK NIE ZMARL ZA SZYBKO.

          czy skandalu
          zwanego ubezpieczeniami medycznymi: FAKT, TO JEST K. GRANDA W BIALY DZIEN I
          LUDZI NIE WIEDZA NAWET CO SIE DIZEJE. A NAWET JAKBY BYLO TO UBEZPIECZENIE TAKIE
          JAK BYC POWINNO TO TEZ LEKARZE SA DO KITU I PRACUJA W CELU OBLOWIENIA SIEBIE I
          KONCERNOW FARMACEUTYCZNYCH.

          To najwieksza roznica miedzy Europa a
          Stanami, oczywiscie na korzysc Europy: NIE WIERZE ZE W EUROPIE MAJ LEPSZA
          SYTUACJE EMERYTALNA. ZGADZAM SIE ZE MIELI, NIEKTORZY JESZCZE MAJA ALE W
          PRZYSZLOSCI NIE BEDA MIELI TAK JAK NIE MAMY JEJ MY.

          Wieksza preznosc ekonomii w USA i lepsze
          perspektywy dla energicznych jednostek nie kompensuja tego w skali kraju..:
          OTWORZENIE FIRMY TO JEDNO POPOLUDNIE W USA. INNA SPRAWA ILE TA 'FIRMA'
          PRZYNIESIE DOCHODU.

          aniutek napisała:

          > i ja czesto zadaje sobie to pytanie choc znam na nie odpowiedz-
          > pieniadze i pewnosc jutra przygnaly mnie do tego kraju, teraz
          > zostaly tylko pieniadze spokoj przepadl. ZGADZAM SIE W 100%, Z TYM ZE SPOKOJ
          TEZ JEST. WIEKSZY JAK U ZESTRESOWANEGO STUDENTA. JEST TEZ FAJNY TOWAREK KTORY
          MNIE CIESZY I POZWALA ZAPOMNIEC. TAK, TO JEST SEKRET: NIE MIEC CZASU NA
          ROZMYSLANIA. CHEC POZNANIA 'TUTEJSZYCH' DAJE MI MOTYWCJE NA JUTRO. CHEC NIE DAC
          SIE IM WYKIWAC DAJE MI SILE.


          > nigdy nie przestalam tesknic za Polska: A DLACZEGO CZLOWIEK MIALBY PRZESTAC
          TESKNIC? tO NORMALNE. JA NP. TESKNIE ZA JAKIMS MISIEM KTOREGO Z JAKICHS TAM
          POWODOW NIE MIALEM. TERAZ MOGE SOBIE KUPIC TONE TAKICH MISIOW ALE TO NIE TO
          SAMO.

          za Europa: DALI MI KUPER TYLE ZE NIE MUSZE ZA TA EUROPA ZACHODNIA ZARAZ
          TESKNIC. MOZE TAM ZA JAKS FRANCUZKA CZY NIEMKA ALE TO BYLY CHWILE.

          > mieszkam w NYC znalazlam sobie swoje miejsca tutaj, zydowska
          > piekarnia z bialis i bajgels do ktorej pieszo kilka minut obok paczki
          > pieczone przez francuza, ludzie mili serdeczni i swojscy - masa
          > mlodych europejczykow tutaj studiujacych, ze starszego pokolenia
          > zydzi, przemili wlosi.
          NIE ZAZDROSZCZE. ZYCIE W POBLIZU TYCH PIEKARNI/CIASTKARNI JEST BARDZO RYZYKOWNE
          I WYMAGA SILNEJ WOLI. MAM SLABA WOLE DO JAGODZIANEK CO NIEJEDNA CHICAGOWSKA
          PIEKARNIA MOZE POSWIADCZYC.

          > wiem, ze predzej czy pozniej wroce do Europy, moze do Polski.
          CO TO TO NIE. JA SIE TAM NIE WIDZE BO I PO CO? U NAS W RZESZOWIE JEST CALKIEM
          ZLE I NAPRAWDE NIE MA DO CZEGO WRACAC.
          >
          • alilat Re: MIS I RZESZOW!!! 25.08.03, 14:37
            corn_flake napisał:

            >DLACZEGO CZLOWIEK MIALBY PRZESTA
            > C
            > TESKNIC? tO NORMALNE. JA NP. TESKNIE ZA JAKIMS MISIEM KTOREGO Z JAKICHS TAM
            > POWODOW NIE MIALEM. TERAZ MOGE SOBIE KUPIC TONE TAKICH MISIOW ALE TO NIE TO
            > SAMO.
            >
            > wroce do Europy, moze do Polski.
            > CO TO TO NIE. JA SIE TAM NIE WIDZE BO I PO CO? U NAS W RZESZOWIE JEST
            CALKIEM
            > ZLE I NAPRAWDE NIE MA DO CZEGO WRACAC.
            Ja tez tesknilam za misiem i nigdy go nie dostala, z tym, ze pwood jest dal
            mnie wiadomy... przy jednej pensyjce ojca byl to zbedny (zdaniem rodzicow)
            wydatek... I tez za misiem tesknilam w Rzeszowie...
            Mamy wiec cos wspolnego ze soba :-))
            > >
    • dziewiec Re: Co ja tu robie? 25.08.03, 00:29
      A, jaki fajny watek...
      Mieszkam w usa od ponad 10 lat, najpierw troche przypadkowo,
      potem tymczasowo, a teraz chyba dlatego, ze gdzies trzeba
      mieszkac... Za Polska zawsze tesknie i zreszta do niej jezdze jak
      czesto moge. Odbywa sie to kosztem innych podrozy, ale co wybor
      to wybor. Coreaz bardziej czuje sie, uwaga- tu uzyje niepoprawnego
      chyba politycznie slowa w Polsce, kosmopolita. Wartoscia jest dla
      mnie mieszkanie w ladnym, czystym i niespecjalnie przeludnionym
      miejscu i chcialabym takie miejsca miec dwa - jedno tu, a drugie w
      Polsce i przemieszczac sie co pol roku. Moja rodzina i znajomi (tu i
      tam, po rowno) uwazaja, ze jest to pomysl niemozliwy, wiec chyba
      dlatego tak mnie to niego ciagnie. Amerykanka sie nigdy nie czulam,
      ale tak wylacznie Polka chyba tez juz nie... Europejka raczej dziwnie
      mi sie czuc, bo nigdy nie mieszkalam w innym kraju europejskim
      oprocz wakacji. Wiec co zostaje?
      • corn_flake Mam lepsze rozwiazanie, 9 25.08.03, 01:47
        miej dwa miejsca w USA: jedna tam gdzie jestes a drugie tam gdzie cie jeszcze
        nie ma, np polnoc-poludnie. Nie trzeba sie wtedy martwic o wiele spraw.
        Dla zatwardzialych patriotow proponuje Jackowo-Greenpoint. Moze nawet time
        sharing dla spragnionych wypiekow i podwedzanej pasztetowej.
        • dziewiec Re: Mam lepsze rozwiazanie, 9 25.08.03, 02:07
          no piekna rada, tylko z jakiej bajki?
          napisz cos o sobie moze.
          • corn_flake Re: Mam lepsze rozwiazanie, 9 25.08.03, 02:25
            dlaczego uwazasz ze to bajka? Przeciez ja nie napisalem kup jeden dom za 10
            milionow a drugi za 15 milionow. Przeciez nie musisz mieszkac na Manhattanie a
            Jackowo nie jest przeciez az tak drogie-wiem z pierwszej reki :)

            Kiedy wolno wyrazić swoje potrzeby, swoje marzenia, żyć tak jak się chce, to
            okazuje się, że wszędzie dookoła nas mamy takie "chicagowskie Jackowo"
            Rozumiesz o co mi chodzi?

            Wolność ma tę nieszczęsną cechę, że jest wolnością całkowitą albo jej nie ma.
            Jest wolnością dla wszystkich i wszystkiego, również dla głupoty, chamstwa,
            obskurantyzmu. My sobie albo nie zdajemy z tego sprawy albo tez nie chcemy
            sobie z tego zdawac sprawy.
            • dziewiec Re: Mam lepsze rozwiazanie, 9 25.08.03, 03:17
              C Flake, rozumiem, ale to nie znaczy zeby tak od razu rezygnowac z
              marzen i pomyslow. A nawet mieszkajac na samym rogu Milwaukie i
              Belmont mozna wiedziec, ze to nie na zawsze. Poza tym, zeby cos
              zmienic, trzeba wiedziec gdzie sie aktualnie jest:) - to nie moje, to
              cytat w wolnym tlumaczeniu.
              • virus_forumowy lepsze rozwiazanie? - ja też mam. 25.08.03, 07:09
                Proponuję - jak u mnie w domu - faszeczkę czerwonego dziennie. Jak "na Starym
                Kontynencie". Po pierwszych dwóch lampkach wszystko od razu wygląda lepiej a
                jechać gdziekolwiek się odechciewa.
                Dobrze tez wpływa na seks (bez "...and the City) i podobno na zdrowie "ogólne".

                "Life-Extending Chemical Is Found in Certain Red Wines
                Sun Aug 24, 2:55 PM ET Add Top Stories - The New York Times!

                By NICHOLAS WADE The New York Times

                Biologists have found a class of chemicals that they hope will make people
                live longer by activating an ancient survival reflex. One of the chemicals, a
                natural substance known as resveratrol, is found in red wines, particularly
                those made in cooler climates like that of New York.

                The finding could help explain the so-called French paradox, the fact that the
                French live as long as anyone else despite consuming fatty foods deemed
                threatening to the heart.

                Besides the wine connection, the finding has the attraction of stemming from
                fundamental research in the biology of aging. However, the new chemicals have
                not yet been tested even in mice, let alone people, and even if they worked in
                humans, it would be many years before any drug based on the new findings
                became available.

                The possible benefits could be significant. The chemicals are designed to
                mimic the effect of a very low-calorie diet, which is known to lengthen the
                life span of rodents. Scientists involved in the research say that human life
                spans could be extended by 30 percent if humans respond to the chemicals in
                the same way as rats and mice do to low calories. Even someone who started at
                age 50 to take one of the new chemicals could expect to gain an extra 10 years
                of life, said Dr. Leonard Guarente of the Massachusetts Institute of
                Technology (news - web sites), one of the pioneers of the new research.

                The new result was announced last week at a scientific conference in Arolla, a
                small village in the Swiss alps, by Dr. David A. Sinclair of the Harvard
                Medical School (news - web sites).

                The new development has roused the enthusiasm of many biologists who study
                aging, because caloric restriction, the process supposedly mimicked by the
                chemicals, is the one intervention known for sure to increase longevity in
                laboratory animals.

                A calorically restricted diet includes all necessary nutrients but has some 30
                percent fewer calories than usual. The diet extends the life span of rodents
                by 30 to 50 percent, and even if it is started later has a benefit
                proportionate to the remaining life span. Scientists hope, but do not yet
                know, that the same will be true in people.

                A similar mechanism exists in simpler forms of life, making biologists believe
                that they are looking at an ancient strategy, formed early in evolution and
                built into all animals. The strategy allows an organism, when food is scarce,
                to live longer, postpone reproduction and start breeding when conditions
                improve.

                Two experiments to see if caloric restriction extends life span in monkeys are
                about at their halfway point rhesus monkeys live some 25 years in captivity
                and the signs so far are promising, though not yet statistically significant.
                But even if caloric restriction did extend people's life spans, the current
                epidemic of obesity suggests how hard it would be for most people to stick
                with a diet containing 30 percent fewer calories than generally recommended.

                Biologists have therefore been hoping to find some chemical or drug that would
                mimic caloric restriction in people by tripping the same genetic circuitry as
                a reduced-calorie diet does and give the gain without the pain.

                Dr. Sinclair and his chief co-author, Dr. Konrad T. Howitz, of Biomol Research
                Laboratories in Plymouth Meeting, Pa., say they have succeeded in finding a
                class of drugs that mimic caloric restriction in two standard laboratory
                organisms yeast and fruit flies. Both mice and humans have counterpart genes
                that are assumed to work in a similar way, though that remains to be proved.

                Independently, Elixir Pharmaceuticals, a company in Cambridge, Mass., found a
                different set of chemicals that mimic caloric restriction, Ed Cannon, the
                chief executive, said. "We can do the same things he can do," Dr. Cannon said
                of Dr. Sinclair's findings. Because of testing and regulatory
                requirements, "we are 8 to 10 years away from having an approved drug," Dr.
                Cannon added.

                In an interview from Arolla, Switzerland, where he presented his findings, Dr.
                Sinclair said, "I've been waiting for this all my life," adding, "I like to be
                cautious, but even as a scientist, it is looking extremely promising."

                So far, Dr. Sinclair and his colleagues have shown that resveratrol prolongs
                life span only in yeast, a fungus, by 70 percent. But a colleague, Dr. Mark
                Tatar of Brown University, has shown in a report yet to be published that the
                compound has similar effects in fruit flies. The National Institute of Aging,
                which sponsored Dr. Sinclair's research, plans to start a mouse study later in
                the year.
                Despite the years of testing ahead to prove that resveratrol has any effect in
                people, many of the scientists involved in the research have already started
                drinking red wine.

                "One glass of red wine a day is a good recommendation. That's what I do now,"
                Dr. Sinclair said, adding he hoped the finding would not lead people to drink
                in excess. "One glass of wine is enough," he said. However, resveratrol is
                unstable on exposure to the air and "goes off within a day of popping the
                cork," he said.
                Dr. Tatar, asked if he had changed his drinking habits, said, "No, I have
                always preferred red wine to white."

                The new finding is so novel that health authorities have not yet had time to
                make a detailed evaluation of the research. Dr. David Finkelstein, the project
                officer at the National Institute of Aging, which financed the study, said
                that he would not advise anyone to start drinking red wine. "At this point, we
                have no indication that there will be a benefit in people," he said, adding
                that the calories in a glass of wine would lead to weight gain.

                Dr. Toren Finkel, the head of cardiovascular research at the National Heart,
                Lung and Blood Institute, said that "I would be cautious in sending out the
                message that one glass of wine a day will make you live 10 years longer."

                "The concentration of resveratrol in different wine differs," he said. "As a
                drug, it is not ready for prime time." But he acknowledged that the concept of
                a drug that mimicked caloric restriction "is a great idea.".

                Dr. Sinclair said that he and Dr. Howitz were working on chemical
                modifications of resveratrol that would be more stable. Ownership of the
                patent will be split 50:50 between their parent institutions, the Harvard
                Medical School and Biomol.

                Resveratrol is synthesized by plants in response to stress, like a lack of
                nutrients or contracting a fungal infection. It exists in the skin of both red
                and white grapes but is found in amounts 10 times higher in red wine because
                of differences in the manufacturing processes.

                According to the Oxford Companion to Wine, Pinot Noir tends to have high
                levels of the chemical, while Cabernet Sauvignon has lower levels. "Wines
                produced in cooler regions or areas with greater disease pressure, such as
                Burgundy and New York, often have more resveratrol," the book says, whereas
                wines from drier climates like California or Australia have less.

                Besides resveratrol, another class of chemical found to mimic caloric
                restriction is that of the flavones, found abundantly in olive oil, Dr. Howitz
                said.

                The enthusiasm scientists are showing for the new discovery, despite its
                preliminary nature, stems in part from a train of fundamental discoveries
                stretching back a decade. In 1991, Dr. Guarente decided to study the
                • virus_forumowy Re: lepsze rozwiazanie? - ja też mam. c.d. 25.08.03, 07:11
                  c.d

                  "...The enthusiasm scientists are showing for the new discovery, despite its
                  preliminary nature, stems in part from a train of fundamental discoveries
                  stretching back a decade. In 1991, Dr. Guarente decided to study the basis of
                  aging, then considered an unpromising field of research. He spent four years
                  searching for strains of yeast, a common laboratory organism, that lived
                  longer than others. By 1997, he and Dr. Sinclair, who worked in his laboratory
                  at the time, had discovered the reason for the new strains' longevity. It
                  centered on a gene called sir2, for silent information regulator.

                  Dr. Guarente next found that when yeast live longer because of starvation,
                  sir2 is the gene that mediates the response. His research then started to fuse
                  with longstanding work on caloric restriction as he and others showed that
                  starvation is sensed by sir2, which triggers the cellular changes that lead to
                  increased life span.

                  What Dr. Sinclair and Dr. Howitz did was to take the human version of sirtuin,
                  the enzyme produced by the sir2 gene, and devise a test to tell when the
                  enzyme was activated. They then screened a large batch of likely chemicals to
                  see if any made the enzyme more active.

                  Their screen produced two active chemicals, both of a similar chemical
                  structure and known as polyphenols. That led them to expand the search to more
                  polyphenols. The most active compound in the second screen was resveratrol.

                  Dr. Sinclair said he was amazed "that in an unbiased screen we pulled out
                  something already associated with health benefits."

                  Much attention has been paid to resveratrol in the last few years because it
                  is a candidate for explaining the apparent innocuousness of the French diet
                  despite its artery-weakening ingredients. Epidemiological studies point to red
                  wine as containing some beneficial antidote, but it is not yet certain whether
                  alcohol, or resveratrol, or both, are the active ingredients.

                  Why should chemicals like resveratrol play a role both in the French paradox
                  and in caloric restriction? Dr. Sinclair believes the chemicals are produced
                  by plants in response to stresses like starvation and that browsing animals
                  may have evolved to make use of the chemicals as a signal of hard times ahead.
                  Other scientists said this idea was possible but not particularly plausible.

                  Dr. Guarente, his former mentor, founded Elixir Pharmaceuticals to pursue the
                  same goal of developing drugs that mimic caloric restriction. Dr. Guarente
                  said Dr. Sinclair's results were plausible and exciting. He said diet-
                  mimicking drugs might add a decade of life to someone starting them at age 50,
                  based on the calculation that the 30 or so years of life expected at that age
                  could be increased by one third, and assuming that humans would benefit from
                  caloric restrictions to the same degree as mice.

                  Dr. Cynthia Kenyon, of the University of California, San Francisco, an expert
                  on aging in roundworms and a cofounder of Elixir, said from Arolla that Dr.
                  Sinclair's work was "really remarkable."

                  Elixir uses the same screen for sirtuin activity as Dr. Sinclair did, one
                  provided by Biomol. It is not yet clear if the efforts by Dr. Sinclair and
                  Elixir will be competitive or collaborative, Dr. Howitz said.

                  In either case, considerable testing lies ahead to see if the promise of the
                  new research can be fulfilled."

                  No to idę testować dla dobra nauki i zdrowia ludzkości.

                  • jaga_nj Re: lepsze rozwiazanie? - ja też mam. c.d. 25.08.03, 18:04
                    Bardzo rzadko sie udzielam w waszych rozmowach, ale w tym wypadku musze to
                    zrobic. Oczywistym faktem dla mnie jest, ze jak sie jedzie na wakacje do
                    Polski, czy gdziekolwiek do Europy to z reguly jest cudownie.Zapomina sie o
                    codziennym zyciu, obowiazkach, rachunkach. Czas spedza sie przy suto
                    zastawionych stolach badz w kafejkach, jakze uroczych wspominajac mlode lata.
                    Zgadzam sie, ze jest wspaniale. Te buleczki te kielbaski, nie wspominajac o
                    znajomych ktorym tak "wspaniale" sie zyje. Jestem tylko ciekawa czy jadac
                    teraz do Polski, Niemiec, Holandii badz innego cudownego europejskiego kraju z
                    dwoma walizkami na dorobek powiedzielibysmy to samo. Zyje sie wszedzie
                    jednakowo tylko jakosc tego zycia zalezy wylacznie od nas. Tutaj tez sa
                    kafejki, tez sa mili ludzie i tez mozna przyjemnie spedzac czas. A kultura?
                    Owszem kulturalni ludzie tez bywaja, ja sie wsrod takich bynajmniej obracam, a
                    to ze moj sasiad nie umie jesc nozem i widelcem? Ja dbam o to aby moje dzieci
                    umialy. Echhhh.....wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.....
                    • corn_flake Re: lepsze rozwiazanie? - ja też mam. c.d. 25.08.03, 18:16
                      albo jak widzi ze sie je kure nozem to dostaje piany na ustach?!

                      Jak wracam to jestem wsciekly ze sie znowu dalem nabrac na te wycieczke. Za
                      miesiac przychodzi rachunek z karty i ten mily pan ze Lwowa, ktory jak Polak
                      Polakowi dal znizke po znajomosci, orznal mnie na $30. Nie chodzi o pieniadze
                      ale dlaczego on byl cwanszy ode mnie?

                      Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma, a najgorzej jak sie juz tam jest. Wlasciwie
                      to mi wystarcza ta wizyta na forum polek w stanach. Popisze, ktos mi odpyskuje
                      i fajno jest. Jak za dawnych dobrych czasow.
                      • jot-23 Re: lepsze rozwiazanie? - ja też mam. c.d. 25.08.03, 18:25
                        corn_flake napisał:

                        ja tez jestem europejczykiem, i tak mi siem jakos wydaje ze jest we mnie duzo
                        francuza, ale malo portugala, hehe i tesknie jak cholera...szczegolnie za
                        bagietkami

                        "Up to 400 unidentified or abandoned bodies awaited temporary burial Monday
                        near Paris as authorities struggled with the fallout of France's deadly heat
                        wave, officials said"
                    • sawa8 Re: lepsze rozwiazanie? - ja też mam. c.d. 26.08.03, 17:48
                      jaga_nj napisała:


                      > Jestem tylko ciekawa czy jadac
                      > teraz do Polski, Niemiec, Holandii badz innego cudownego europejskiego kraju
                      > z dwoma walizkami na dorobek powiedzielibysmy to samo.

                      Nie wiem, jak by to bylo teraz, gdybym pojechala z dwiema walizkami do Francji,
                      Niemiec czy Holandii na dorobek.
                      Moje kolezanki wyjechaly z Polski na dorobek do tych krajow mniej wiecej w tym
                      samym czasie co ja do USA. Ich dorobek wcale nie jest mniejszy od mojego, a mam
                      wrazenie ze jakos wiecej uzywaja zycia.

                      > Zyje sie wszedzie
                      > jednakowo tylko jakosc tego zycia zalezy wylacznie od nas.

                      Jezeli to prawda, ze wszedzie zyje sie jednakowo, a jakos zycia zalezy
                      wylacznie od nas, to po co bylo emigrowac?

                      > Tutaj tez sa
                      > kafejki, tez sa mili ludzie i tez mozna przyjemnie spedzac czas. A kultura?
                      > Owszem kulturalni ludzie tez bywaja, ja sie wsrod takich bynajmniej obracam,
                      a
                      > to ze moj sasiad nie umie jesc nozem i widelcem? Ja dbam o to aby moje dzieci
                      > umialy. Echhhh.....wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.....

                      To tez biore pod uwage. Mimo to stwierdzam, ze kultura Europejska nadal jest mi
                      blizsza niz kultura amerykanska.
    • bozena73 Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 16:10
      Sawa-
      Te pytanie tez sobie zadaje szczegolnie po moim ostatnim pobycie w Polsce...
      I te 10 lat ktore tu jestem nie daly mi ciagle tej przynaleznosci do tego
      kraju, paszport amerykanski niczego nie zmienil, po prostu ciagle blizej sie
      czuje z Polska, blizsza jest mi kultura europejska, i nie wiem czy kiedykolwiek
      sie to zmieni. Wiem ze Polska latem jest przepiekna i szczegolnie na wakacjach
      w sloneczny dzien gdy siedzisz w przytulnej kafejce pod parasolem popijac
      pyszna kawe obserwujac ludzi, swoich ludzi, eleganckie i zadbane Polki, tak
      sobie wtedy mysle ze chcialabym tu zyc i mieszkac. Na przyklad sklepy. Wczoraj
      bylam w Costco w NY, promowali jakas wedline, czarnoskora otyla kobieta
      podawala je przechodzacym ludziom. Jakies dziecko chcialo wziasc z talerza
      kawalek chyba przyszlo drugi raz, gdy ona hucznym glosem wydarla sie na niego
      ze on juz wzial wczesniej, ale zrobila to w taki sposob ze dziecko sie
      rozplakalo...Przypomnialam sobie moja wizyte w Polsce w jednym z takich
      hypermarketow. Piekny estetyczny, czysciutki sklep, sliczne mlode Polki z
      usmiechem na ustach podawaly ludziom kubeczki z kawa, restauracyjki dookola..az
      sie nie chcialo wychodzic..Ja wiem ze to moze drobnostka, licza sie inne fakty
      ile sie zarabia tu a tam, ze tu jest latwiej zyc itp..ale te drobne rzeczy tez
      sie licza..Przeciez zycie sie sklada wlasnie z drobnostek,tego z czego sklada
      sie nasza codziennosc i jednak ja wole to co teraz oferuje Polska, ta nasza
      nowa Polska...
      No, ale sie rozmarzylam..Wracam do swojej rzeczywistosci, swojego
      amerykanskiego swiata..
      PS. Sluchacie polskiego radia przez Internet? Czy nie uwazacie ze Polskie radio
      jest o wiele lepsze od Amerykanskiego??? W Polsce nie moglam wyjsc z podziwu
      ile fajnych stacji jest, i jaka fajna muzyke nadaja.. No oczywiscie nie mowie o
      Radiu Maryja.. Smieszne jest to ale gdy podrozowalismy przez Polske, w
      miejscach gdzie nie odbieralo zadne radio, Radio Maryja zawsze bylo.. :-))
      • ala_bez_kotow Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 19:10
        mylisz sie. Polska teraz to kraj sfrustrowanych klamczuchow, ktorzy mysla tylko
        jak kogos wyrolowac. a w hipermarketach sa tez i panie, ktore maja tak
        zniechecone miny, ze az boisz sie cos kupic.
        • jot-23 Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:08
          ala_bez_kotow napisała:

          > mylisz sie. Polska teraz to kraj sfrustrowanych klamczuchow, ktorzy mysla
          tylko
          >
          > jak kogos wyrolowac. a w hipermarketach sa tez i panie, ktore maja tak
          > zniechecone miny, ze az boisz sie cos kupic.

          droga alu, mozna jeszcze dodac, ze te "piekne mlode dziewczyny" rozdajace
          probki, w kazdym normalnym kraju zajmowalyby sie tym czym zajmuja sie mlodzi
          ludzie w ich wieku, zdobywaniem wiedzy i ogolnie ewoluowaniem. te stanie po 12
          godzin na nogach, za place minimalna, z usmiechem na ustach, bo ukryta kamera
          nie ma milosierdzia, a na twoje miejsce jest 15 kandydatek, to tylko produkt
          kompletnej desperacji i rozpaczy. wystarczy poczytac forum praca.
          • bozena73 Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:16
            Jot-
            Nie zgadzam sie z Toba. A myslisz ze w Stanach mlodzi ludzie nie pracuja?
            pracuja tez za marne grosze bez wyjatku na stan materialny ich rodzicow. A ze
            po prostu wole gdy ide do sklepu widziec usmiechniete mlode osoby a nie gruba
            posepna otepiala Murzynke to chyba nic dziwnego prawda..?
            • jot-23 Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:32
              bozena73 napisała:

              > Jot-
              > Nie zgadzam sie z Toba. A myslisz ze w Stanach mlodzi ludzie nie pracuja?
              > pracuja tez za marne grosze bez wyjatku na stan materialny ich rodzicow. A
              ze
              > po prostu wole gdy ide do sklepu widziec usmiechniete mlode osoby a nie
              gruba
              > posepna otepiala Murzynke to chyba nic dziwnego prawda..?


              tych otepialych i posepnych w polsce nie brakuje. nie uswiadczysz ich wielu w
              miejscach publicznych, gdyz nie maja zadnej szansy na znalezienie
              jakiejkolwiej pracy, nie mowie juz o godnej posadzie. wegetuja gdzies po swych
              norach bez jakiejkolwiek nadzieji. sa ich w polsce miliony, ludzi starszych,
              niepelnosprawnych, tych sie nie potrafili zrestrukturyzowac, uzaleznionych...

              wiec jestes zaspokojona estetycznie widzac mlodych ludzi trwoniacych swoje
              zycie na zupelnie dla nich nieadekwatnych pozycjach. i wyobraz sobie, to nie
              sa letnie prace ktore tutaj mlodziez wybiera sobie zeby dorobic do
              kieszonkowego i traktuje jak najbardziej rozrywkowo. to jest podstawowe zrodlo
              utrzymania, zeby moc wlozyc cos do garnka.
              • moped Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:45
                Co ja tu robie?

                Wspaniale zyje!
                Mam moznosc bycia soba.
                Mam moznosc cieszenia sie w ludzki i godziwy sposob z swojej rodziny.
                Po wychowaniu i przekazaniu uniwersyteckiego wyksztalcenia naszym osmiorgu dzieciom,
                mam czas na cieszenie sie zyciem.

                Zycie to nie ciuchy, spotkania towarzyskie oraz bla, bla, bla..
                Zycie to nieustanne tworzenie i aktywne uczestniczenie w zyciu swojej spolecznosci....

                Czy dane to bylo mi w Polsce?
                Nie!
                Czy w Europie jako osoba pochodzaca z Polski ?
                Nie!

                Skonczmy z mitami i zobaczmy jak zycie wyglada na codzien!
                Co zycie mi przynosi i co ja z zycia otrzymuje za moje dawanie i dzielenie sie!!

                Otworzmy oczy, bo to co sie u "innych" swieci nie Tobie - Wam jest dane, a obserwator
                jako gosc i turysta - to tylko mgla i mit!
                Zycie na codzien jest bardziej brutalne!

                Cieszyc sie zycia gdzie mieszkacie i dokladjacie swoja cegielke!!!,
                chyba, ze nie macie wizji...to juz na to nic nie poradze!
                • sawa8 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 20:21
                  moped napisał:

                  > Zycie to nie ciuchy, spotkania towarzyskie oraz bla, bla, bla..
                  > Zycie to nieustanne tworzenie i aktywne uczestniczenie w zyciu swojej
                  spoleczno
                  > sci....

                  Pieknie to brzmi, ale czy nie mozna polaczyc tworzenia i aktywnego
                  uczestnictwa w zyciu spolecznosci u ciuszkami, spotkaniami towarzyskimi i bla
                  bla bla?

                  > Czy dane to bylo mi w Polsce?
                  > Nie!
                  > Czy w Europie jako osoba pochodzaca z Polski ?
                  > Nie!

                  TAK! A ja sama dopiero sie o tym niedawno przekonalam.

                  > Skonczmy z mitami i zobaczmy jak zycie wyglada na codzien!
                  > Co zycie mi przynosi i co ja z zycia otrzymuje za moje dawanie i dzielenie
                  sie
                  > Otworzmy oczy, bo to co sie u "innych" swieci nie Tobie - Wam jest dane, a
                  obse
                  > rwator
                  > jako gosc i turysta - to tylko mgla i mit!

                  Wydaje mi sie, ze mit, to sobie raczej my tutaj stworzylismy. Mit, ze tylko w
                  USA moglismy miec szanse dojsc do czegos.


              • bozena73 Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:50
                Nie wglebialam sie w swoim poscie na temat bezrobocia i marazmu w Polsce. Po
                prostu dyskutowalismy o zwyklych rzeczach ktore w Polsce mi sie podobaly a
                ktorych po prostu tutaj w Stanach brakuje z wielu powodow. Inna kultura, rozne
                zmieszane ze soba srodowiska, roznice obyczajowe, to na pewno ma na to wplyw
                szczegolnie w Nowym Jorku. Po prostu te europejskie klimaty mi bardziej pasuja
                i o tym tylko pisalam. Ale czy to wystarczy aby przeprowadzic sie do Polski na
                stale? Na pewno nie, ale po prostu czuje ze Polska idzie w dobrym kierunku i
                chociaz mamy duzo do zrobienia to przeciez nie od razu Krakow zbudowano no
                nie..Wole byc optymistyczna..:-))
            • lolyta Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 20:44
              Ej, z ta obsluga jest roznie. Polskie markety podobnie jak tutejsze robia
              oszukane promocje itp. Ale na przyklad tylko w Nowym Jorku zdarzylo mi sie
              kupowac chleb w sklepie, w ktorym wielka wesola murzynka piekla go na miejscu
              SPIEWAJAC. Bardzo fajnie spiewajac.
              • jaga_nj Re: Co ja tu robie? 26.08.03, 21:16
                Co ja tu robie? Wychowuje dwoje slicznych dzieci, mam cudownego meza ktorego
                wlasnie tutaj poznalam, mieszkam sobie w wygodnym domu i jestem po prostu
                szczesliwa ze tu jestem. A ze czasami widac szarosc i brud na ulicy? Zycie nie
                konczy sie na Greenpoint czy na Maspeth. W tym kraju jest tyle cudnych miejsc,
                ze zycia zabraknie zeby je wszystkie zobaczyc a tak bardzo by sie chcialo.
                Oczywiscie, ze jestem Polka i zawsze nia bede, ale Polska to moje dziecinstwo,
                teraz zyje tu i tutaj jest moj dom bo tutaj go stworzylam. Jak sie chce do
                niego wracac to moze nawet byc na koncu swiata.
    • sondra Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 01:08
      Piszemy w tym watku o bardzo roznych rzeczach, od stylu zycia i estetyki zycia
      codziennego, do patriotyzmu. Ale jesli chodzi o styl zycia, to jeszcze raz
      powtorze, ze mozna tutaj znalezc wszystko czego sie szuka na codzien w Europie
      (no, moze poza 1000-letnia katedra). W mojej miescinie sa kawiarnie, piekarnie,
      targi warzywne, sklepy rybne, ksiegarnie, antykwariaty, sklepy ze starociami,
      nawet - uwaga! - prawdziwe nie sieciowe drogerie - wszystko w odleglosci
      spacerowej od mojego domu. Wlasciciel pralni (jednoczesnie krawiec) i wszyscy
      mlodzi ludzie z kolczykami w jezyku, ktorzy pracuja w wypozyczalni video -
      znaja moje nazwisko. Dwa supermarkety, w ktorych regularnie kupuje, lsnia
      czystoscia i nigdy w nich nie brakuje organicznej aruguli ani masla z
      Hiszpanii. A jesli ktos chce kupic taniej, to jest tez sklep spoldzielczy,
      prowadzony przez cos w rodzaju komuny - czyli pelny socjalizm :-). Zreszta w
      moim miasteczku prawie nikt nie glosuje na Republikanow, co jeszcze bardziej
      upodabnia polityczne poglady tubylcow do pogladow przecietnego mieszkanca
      Frankfurtu czy Marsylii.

      Nie licze zeby mi ktos uwierzyl, bo juz raz tak bylo w watku o jedzeniu. Ja
      pisalam, ze tu mozna i najlepsze wina i pyszne bagietki i kozie sery i kruche
      salaty, a inni ze tylko Big Mac, Wonder Bread i Coca Cola. Duze znaczenie ma
      oczywiscie to, ze ja mieszkam w ladnym zakatku Nowej Anglii, dziesiec minut
      spaceru od najstarszego na tym kontynencie uniwersytetu, a nie na Greenpoincie.
      Zarowno tutejsza architektura, jak i styl zycia (zdecydowanie wzorowany na
      Europie) roznia sie od tego co - slusznie czy nie - jest uwazane za typowa
      Ameryke. Ale jest wiecej takich okolic - np. Seattle, San Francisco i w ogole
      cala Polnocna Kalifornia, spore czesci Connecticut. Oczywiscie mieszkanie w
      takim miejscu kosztuje drozej - i tu jest chyba pies pogrzebany.

      A jeszcze a propos tutejszego radia - ja slucham glownie radia publicznego i
      uwazam, ze jest znakomite. Odbieramy tutaj kilka stacji - jedna nadaje glownie
      muzyke klasyczna i jazz, pozostale blues i troche folku. Sporo programow
      publicystycznych, niektore nadawane sa na caly kraj : "Talk of the Nation",
      "The Connection", "On Point". Swietne wywiady literackie Terry Gross z
      Filadelfii "Fresh Air". Programy rozrywkowe - ja lubie "Prairie Home
      Companion", oczywiscie cudownych braci z "Car Talk" i brytyjski program "My
      Word". No i doskonale wiadomosci NPR, a rano BBC.
      • jot-23 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 02:43
        sondra napisała:

        > Piszemy w tym watku o bardzo roznych rzeczach,
        > Zreszta w
        > moim miasteczku prawie nikt nie glosuje na Republikanow, co jeszcze bardziej
        > upodabnia polityczne poglady tubylcow do pogladow przecietnego mieszkanca
        > Frankfurtu czy Marsylii.
        >

        no wytropilem znowu!
        o tym ze ludzie tu najczesciej pisza banialuki wyssane z palucha, czy jak
        inaczej opierajace sie na "chciejstwie" i wyimaginowanej
        rzeczywistosci "gdzies tam"...niech swiadczy ta mityczna marsylia.

        "In Marseille, "the profound crisis in systems of urban management and systems
        of representative government has opened a chasm into which the FN has
        settled." Alienated from normal means of expression, citizens turn to the FN's
        xenophobic rhetoric."

        to komentaz gdzies tam, o olbrzymim poparciu dla LePena i jego FN, czyli ultra-
        prawicowego frontu narodowego, gdzie wygrali DRUZGOCZACA wybory municypalne w
        2001.
        • sondra Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 14:00
          Marsylia rzeczywiscie nie jest najlepszym przykladem typowego europejskiego
          miasta - ale ciagle wiecej tam socjalistow niz w liberalnych miejscach w USA, o
          Orange County nie wspominajac :-). Ja jednak dalej bede uwazac, ze zabojady to
          w wiekszosci lewica. Wymienilam akurat Marsylie, bo wlasnie mialam ozywiona
          dyskusje polityczna z kims stamtad. Akurat on jest socjalista i nalezy do CGT,
          ktorzy (jak twierdzi) sa tam rownie silni jak prawica. Rzeczywiscie Front
          Narodowy wygral tam wybory municypalne - kilka lat temu. W zeszlym roku w
          drugiej turze wyborow prezydenckich, socjalisci i komunisci w Marsylii, acz
          niechetnie, poparli Chiraca ("glosuj na oszusta zamiast na faszyste"). Chodzilo
          wlasnie o przeciwstawienie sie Frontowi Narodowemu, ktory swoje sukcesy
          zawdzieczal w duzej mierze rozdrobnieniu lewicy. Najwiekszy marsz przeciwnikow
          Le Pena przed druga tura wyborow mial miejsce wlasnie w Marsylii.
          Charakterystyczne dla europejskiej polityki: mimo, ze w ostatecznych wyborach
          trzy razy wiecej marsylskich wyborcow glosowalo na Chiraca niz na Le Pena,
          ciagle jest to przytaczane jako niebezpieczny sukces Frontu Narodowego.

          Swiadczy to niewatpliwie o tym, ze francuska polityka jest skomplikowana - ale
          przecietna, o ktorej pisalam, jest tam ciagle duzo bardziej na lewo niz tutaj.
          W USA oszolom w stylu Le Pena, Pat Buchanan, nie jest uwazany za
          niebezpiecznego faszyste, ale za szanowanego konserwatywnego polityka. Poglady,
          ktore w Europie uznane bylyby za centryczne, sa w USA uwazane za bardzo
          lewicowe. Czy z tym tez sie nie zgodzisz?
          • jot-23 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 15:47
            sondra napisała:

            > Marsylia rzeczywiscie nie jest najlepszym przykladem typowego europejskiego
            > miasta - ale ciagle wiecej tam socjalistow niz w liberalnych miejscach w
            USA, o
            >
            > Orange County nie wspominajac :-). Ja jednak dalej bede uwazac, ze zabojady
            to
            > w wiekszosci lewica. Wymienilam akurat Marsylie, bo wlasnie mialam ozywiona
            > dyskusje polityczna z kims stamtad. Akurat on jest socjalista i nalezy do
            CGT,
            > ktorzy (jak twierdzi) sa tam rownie silni jak prawica. Rzeczywiscie Front
            > Narodowy wygral tam wybory municypalne - kilka lat temu. W zeszlym roku w
            > drugiej turze wyborow prezydenckich, socjalisci i komunisci w Marsylii, acz
            > niechetnie, poparli Chiraca ("glosuj na oszusta zamiast na faszyste").
            Chodzilo
            >
            > wlasnie o przeciwstawienie sie Frontowi Narodowemu, ktory swoje sukcesy
            > zawdzieczal w duzej mierze rozdrobnieniu lewicy. Najwiekszy marsz
            przeciwnikow
            > Le Pena przed druga tura wyborow mial miejsce wlasnie w Marsylii.
            > Charakterystyczne dla europejskiej polityki: mimo, ze w ostatecznych
            wyborach
            > trzy razy wiecej marsylskich wyborcow glosowalo na Chiraca niz na Le Pena,
            > ciagle jest to przytaczane jako niebezpieczny sukces Frontu Narodowego.
            >
            > Swiadczy to niewatpliwie o tym, ze francuska polityka jest skomplikowana -
            ale
            > przecietna, o ktorej pisalam, jest tam ciagle duzo bardziej na lewo niz
            tutaj.
            > W USA oszolom w stylu Le Pena, Pat Buchanan, nie jest uwazany za
            > niebezpiecznego faszyste, ale za szanowanego konserwatywnego polityka.
            Poglady,
            >
            > ktore w Europie uznane bylyby za centryczne, sa w USA uwazane za bardzo
            > lewicowe. Czy z tym tez sie nie zgodzisz?

            no Sondra,

            Front Narodowy zawdziecza sukces "rozdrobnieniu lewicy"? to piekne pustoslowie.
            Austria, Dania, Holandia, Wlochy, wielotysieczne marsze faszystow w
            niemczech... trend jest dosc oczywisty. Europa, przywalona wieloma problemami,
            skreca w prawo.

            LePen, Haider, Bossi? uwazani za niebezpiecznych faszystow? jakos doszli do
            wysokich oficjalnych stanowisk, ktore dziwnym trafem w demokracjach nadaje sie
            z woli wiekszosci.

            "lewicowosc" francuzow to dla mnie brzmi jak obelga, najgorsza rzecz to byc
            porownanym do francuskiego komunisty. Przypominaja sie
            tlumy "intelektualistow" skladajacych hold stalinowi. wiele sie nie zmienilo,
            z braku protezy stalina, trzeba bezposrednio nienawidziec usa (haha
            bestseller, sprzedawany w dziesiatkach, czy setkach tysiecy
            egzemplarzy, "dowodzacy" ze amerykanie sami zaatakowali pentago 9/11, pozycz
            od Marudy).

            Tak polityka francji jest bardzo skomplikowana, szczegolnie zagraniczna.

            ale.. mialo byc o tym co ja tutaj robie (presumably w USA)... nie wiem kto nas
            pokaral ta cliche "spaceru po bagietke z rana" ale pokutuje to w wyobrazniach
            polakow od dobrych paru lat... (pierwszy raz spotkalem sie z tym chya w
            felietonie Zulawskiego w Polityce z 5 lat temu), jako tej "europejskiej"
            idylli. + stoliki restauracji na sredniowiecznym ryneczku cichego acz pelnego
            atrakcji miasteczka, gdzie zawsze swieci slonce a temperatura wacha sie w
            granicach 18-22 C (poza tymi granicami, troche wujowo sie siedzi na dworze).

            Przyklad marsylii JEST dobrym przykladem. na to ze nie jest cudownie, i
            europejski dar nie jest dany wszyskim...ba moze jest on tylko dla nielicznych?
            przestepczosc wieksza niz w USA, wertykalna mobilnosc takze nikla, duze
            napiecia miedzy wzrastajacymi bardzo szybko mniejszosciami a "gospodarzami"...
            duzo by tu gadac....



            pozdrawiam "cieplutko"!

            I'm a legend in my own mind
            • sondra Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 19:06
              Przeciez ja sie nie zachwycam Europa bezkrytycznie, ale:

              1. Zeby w ogole robic jakiekolwiek porownania miedzy tak ogromnymi i
              zroznicowanymi KONTYNENTAMI jak Europa czy USA, trzeba siegac po uogolnienia,
              bo inaczej dyskusja bedzie rozdrobniona na tysiac kawalkow.

              2. Jesli sie usredni i uogolni to Europa wypada bardziej na lewo niz USA (nawet
              po uwzglednieniu ostatnich trendow) i mnie by to bardziej odpowiadalo. Dlatego
              m. in. mieszkam w Cambridge a nie w Alabamie.

              3. Wspominasz Holandie. Daj nam Boze wszystkim taka polityke spoleczna jak ma
              Holandia - i takich prawicowcow jak s.p. Pim Fortuyn. (Taki z niego byl
              prawicowiec jak z Oriany Fallaci).

              A jesli chodzi o te bagietki, to nie ma w tym nic zlego. Ten watek zaczal sie
              wlasnie od takich drobnych spraw, ale ja bym ich nie lekcewazyla, bo skladaja
              sie na urode zycia. Nie trzeba caly dzien siedziec w kawiarni, ale jest roznica
              czy jedziesz do pracy przez 40 minut zatloczona autostrada czy rowerem przez
              park, albo pociagiem przez szwajcarska doline. I przyjemnie jest w weekend miec
              mozliwosc posiedziec w kawiarnianym ogrodku w ladnym miasteczku, a nie jechac w
              ramach rozrywki do Circuit City albo Home Depot. Ja tylko argumentowalam, ze
              takie europejskie rozrywki tez mozna Stanach znalezc.

              Polecam ksiazke Davida Brooksa "Bobos in Paradise" - tam jest wszystko
              powiedziane o europejskim stylu zycia w Ameryce - znakomity podrecznik dla
              snobow.
              • jot-23 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 19:58
                sondra napisała:

                > A jesli chodzi o te bagietki, to nie ma w tym nic zlego. Ten watek zaczal
                sie wlasnie od takich drobnych spraw, ale ja bym ich nie lekcewazyla, bo
                skladaja sie na urode zycia. Nie trzeba caly dzien siedziec w kawiarni, ale
                jest roznica
                >
                czy jedziesz do pracy przez 40 minut zatloczona autostrada czy rowerem przez
                > park, albo pociagiem przez szwajcarska doline. I przyjemnie jest w weekend
                >miec mozliwosc posiedziec w kawiarnianym ogrodku w ladnym miasteczku, a nie
                >jechac w
                >
                > ramach rozrywki do Circuit City albo Home Depot. Ja tylko argumentowalam, ze
                > takie europejskie rozrywki tez mozna Stanach znalezc.
                >
                > Polecam ksiazke Davida Brooksa "Bobos in Paradise" - tam jest wszystko
                > powiedziane o europejskim stylu zycia w Ameryce - znakomity podrecznik dla
                > snobow.

                "europejskie rozrywki" , hehe znowu insynuujesz, ze w "europie" nikt nie
                dojezdza do pracy po poltorej godziny w jedna strone (wez chociazby taka
                bardziej europejska niz europa, warszawe), i wszysce siedza w kawiarniach i
                robia zakupy co dwa dni odwiedzajac 30 specjalistycznych sklepow (olbrzymie
                sieci hiper-marketow, swieca pustkami, ewentualnie przemyka sie po nich jakis
                amerykanski turysta).

                co do najbardziej palacej sprawy, to jest to jedna z ostatnich rzeczy ktore
                chcialbym robic z rana, wstawac, kapac sie lezc do piekarni, gadac z
                przyglucha sasiadka, i dopiero po tej meczarni robic sniadanie. mam zupelnie
                odwrotny schedule, wstaje robie kawe , jogurt+granola albo cos innego, w
                pizamie i mam spokoj. po 20 minutach moge zaczac myslec o innych rzeczach.

                co do brooksa, to w 90% dzieki niemu mieszkamy jedna noga pod Burlington, VT
                • sondra Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 20:58
                  jot-23 napisał:
                  >
                  > "europejskie rozrywki" , hehe znowu insynuujesz, ze w "europie" nikt nie
                  > dojezdza do pracy po poltorej godziny w jedna strone

                  Nie, nic takiego nie insynuuje. Ale jesli sie uogolni i usredni, to w USA
                  ludzie sa bardziej uzaleznieni od samochodu niz w Europie. Drive-by-everything,
                  suburban sprawl, zoning laws, ktore sprawiaja, ze po karton mleka trzeba jechac
                  samochodem, atomizacja zycia w suburbiach - to sa prawdy oklepane, ale wcale
                  nie sa przez to mniej prawdziwe. W Europie tez sa takie tendencje, ale w
                  mniejszym stopniu niz w USA.

                  > i wszysce siedza w kawiarniach i
                  > robia zakupy co dwa dni odwiedzajac 30 specjalistycznych sklepow (olbrzymie
                  > sieci hiper-marketow, swieca pustkami, ewentualnie przemyka sie po nich jakis
                  > amerykanski turysta).
                  >

                  Jako uwazny tropiciel moich postow juz pewnie zauwazyles, jaka jestem odporna
                  na ironie :-). Wiec znowu odpowiem na serio: hipermarkety sa duzym ulatwieniem
                  zycia, ale urody zyciu nie dodaja, natomiast malowniczy maly sklepik czesto
                  tak. Ja akurat i bagietki i sery kupuje w Whole Foods Market, czyli bardzo
                  duzym sklepie, ale juz np. po wino lubie zajrzec do malego "specjalistycznego"
                  sklepu, gdzie moge sobie pogadac z wlascicielem. Wazne zeby miec wybor. I
                  wystarczy przejsc sie ulica w Sag Harbor, East Hampton czy Wesport, Conn, zeby
                  zobaczyc co wybieraja w tym kraju ludzie zamozni.

                  > co do najbardziej palacej sprawy, to jest to jedna z ostatnich rzeczy ktore
                  > chcialbym robic z rana, wstawac, kapac sie lezc do piekarni, gadac z
                  > przyglucha sasiadka,

                  To juz nie moja wina, ze ona jest przyglucha. Czy ma to jakis zwiazek z
                  europejskoscia?

                  > i dopiero po tej meczarni robic sniadanie. mam zupelnie
                  > odwrotny schedule, wstaje robie kawe , jogurt+granola albo cos innego, w
                  > pizamie i mam spokoj. po 20 minutach moge zaczac myslec o innych rzeczach.
                  >

                  Ja robie tak samo, tyle ze do kawy zwykle jem jakis raisin-pecan bread albo
                  brioszki, ktore na drugi dzien sa rownie dobre. Czyli jednak widze, ze stylem
                  zycia pasowalibysmy do siebie :-).


                  > co do brooksa, to w 90% dzieki niemu mieszkamy jedna noga pod Burlington, VT

                  Ale dlaczego? Przeciez to bardzo europejskie "latte town"?
                  • jot-23 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 21:16
                    sondra napisała:

                    > jot-23 napisał:
                    > >
                    > > "europejskie rozrywki" , hehe znowu insynuujesz, ze w "europie" nikt nie
                    > > dojezdza do pracy po poltorej godziny w jedna strone
                    >
                    > Nie, nic takiego nie insynuuje. Ale jesli sie uogolni i usredni, to w USA
                    > ludzie sa bardziej uzaleznieni od samochodu niz w Europie. Drive-by-
                    everything,
                    >
                    > suburban sprawl, zoning laws, ktore sprawiaja, ze po karton mleka trzeba
                    jechac
                    >
                    > samochodem, atomizacja zycia w suburbiach - to sa prawdy oklepane, ale wcale
                    > nie sa przez to mniej prawdziwe. W Europie tez sa takie tendencje, ale w
                    > mniejszym stopniu niz w USA.
                    >
                    > > i wszysce siedza w kawiarniach i
                    > > robia zakupy co dwa dni odwiedzajac 30 specjalistycznych sklepow (olbrzymi
                    > e
                    > > sieci hiper-marketow, swieca pustkami, ewentualnie przemyka sie po nich ja
                    > kis
                    > > amerykanski turysta).
                    > >
                    >
                    > Jako uwazny tropiciel moich postow juz pewnie zauwazyles, jaka jestem
                    odporna
                    > na ironie :-). Wiec znowu odpowiem na serio: hipermarkety sa duzym
                    ulatwieniem
                    > zycia, ale urody zyciu nie dodaja, natomiast malowniczy maly sklepik czesto
                    > tak. Ja akurat i bagietki i sery kupuje w Whole Foods Market, czyli bardzo
                    > duzym sklepie, ale juz np. po wino lubie zajrzec do
                    malego "specjalistycznego"
                    > sklepu, gdzie moge sobie pogadac z wlascicielem. Wazne zeby miec wybor. I
                    > wystarczy przejsc sie ulica w Sag Harbor, East Hampton czy Wesport, Conn,
                    zeby
                    > zobaczyc co wybieraja w tym kraju ludzie zamozni.
                    >
                    > > co do najbardziej palacej sprawy, to jest to jedna z ostatnich rzeczy ktor
                    > e
                    > > chcialbym robic z rana, wstawac, kapac sie lezc do piekarni, gadac z
                    > > przyglucha sasiadka,
                    >
                    > To juz nie moja wina, ze ona jest przyglucha. Czy ma to jakis zwiazek z
                    > europejskoscia?
                    >
                    > > i dopiero po tej meczarni robic sniadanie. mam zupelnie
                    > > odwrotny schedule, wstaje robie kawe , jogurt+granola albo cos innego, w
                    > > pizamie i mam spokoj. po 20 minutach moge zaczac myslec o innych rzeczach.
                    > >
                    >
                    > Ja robie tak samo, tyle ze do kawy zwykle jem jakis raisin-pecan bread albo
                    > brioszki, ktore na drugi dzien sa rownie dobre. Czyli jednak widze, ze
                    stylem
                    > zycia pasowalibysmy do siebie :-).
                    >
                    >
                    > > co do brooksa, to w 90% dzieki niemu mieszkamy jedna noga pod Burlington,
                    > VT
                    >
                    > Ale dlaczego? Przeciez to bardzo europejskie "latte town"?

                    nie wiem czy mozna sie zblizyc do jakiejs konkluzji, ale wydaje mi sie ze
                    naiwnym jest wznoszenie rak ku niebu w gescie rozpaczy, z krzykiem na
                    ustach "co ja tu od lat 20-stu robie???", myslac ze gdzies tam daleko, za gora
                    za rzeka... plawilabym sie w bagietkach i przygluchych sasiadkach. mysle ze
                    przez 20 lat, mozna sie tutaj, tak samo jak tam uzadzic wedle wlasnego
                    ulubionego lifestyle. co do samego pojecia "europejskosci", nazwa jest
                    mylaca, bo nie "encompasuje" calosciowo stylu zycia przecietnego europejczyka,
                    tylko wycina pewne jego elementy i pakuje w swierzy, chrupiacy, latwy do
                    przelkniecia wizerunek. jak zwal tak zwal..

                    co do burlington? no lubie gory, lubie jeziora, cisze, konie, brak czarnych
                    gett, swieze bagietki tez sa! w koncu vt byl zasiedlany przez francuzow.
                    • sawa8 Re: Co ja tu robie? 28.08.03, 19:28
                      jot-23 napisał:


                      > nie wiem czy mozna sie zblizyc do jakiejs konkluzji, ale wydaje mi sie ze
                      > naiwnym jest wznoszenie rak ku niebu w gescie rozpaczy, z krzykiem na
                      > ustach "co ja tu od lat 20-stu robie???"

                      Jot 23, nostalgii to pan nie znasz? Nie nachodza Cie nigdy rozterki,
                      watpliwosci? Nie nachodza Cie nigdy marzenia, ze moze gdzie indziej byloby
                      lepiej?
                      Jezeli nie, to jasne, ze sie nie zrozumiemy.

                      > co do samego pojecia "europejskosci", nazwa jest
                      > mylaca, bo nie "encompasuje" calosciowo stylu zycia przecietnego
                      europejczyka,
                      > tylko wycina pewne jego elementy i pakuje w swierzy, chrupiacy, latwy do
                      > przelkniecia wizerunek. jak zwal tak zwal..

                      Wedlug tej logiki nie mozna wiec mowic o "amerykanizacji" zycia w Europie czy w
                      Azji, o "zeuropeizowaniu" Turcji, o "islamizacji" Afganistanu, o "germanizacji"
                      Majorki?

                      • dzidka4 Re: Co ja tu robie? 29.08.03, 15:40
                        sawa8 napisała:

                        > > Jot 23, nostalgii to pan nie znasz? Nie nachodza Cie nigdy rozterki,
                        > watpliwosci? Nie nachodza Cie nigdy marzenia, ze moze gdzie indziej byloby
                        > lepiej?
                        > Jezeli nie, to jasne, ze sie nie zrozumiemy.
                        >
                        >

                        Sawa8,
                        Jot-23 to prosty chlopak, ktory pare lat temu przyjechal z Bialegostoku do NYC
                        i zachlysnal sie na amen Ameryka. Bedzie bronil swojej decyzji za wszelka cene,
                        cytujac "przychylna" amerykanska prase (dobre!) On nie tylko nie ma rozterek.
                        Jemu Europy nie brakuje bo jej nie zna (poza Bialymstokiem oczywiscie).
                        Takie rozterki maja tylko ludzie wrazliwi, ktorym marzy sie troche poezji w
                        naszej szarej rzeczywistosci.

              • sawa8 Re: Co ja tu robie? 27.08.03, 20:24
                sondra napisała:

                > A jesli chodzi o te bagietki, to nie ma w tym nic zlego. Ten watek zaczal sie
                > wlasnie od takich drobnych spraw, ale ja bym ich nie lekcewazyla, bo skladaja
                > sie na urode zycia. Nie trzeba caly dzien siedziec w kawiarni, ale jest
                roznica
                > czy jedziesz do pracy przez 40 minut zatloczona autostrada czy rowerem przez
                > park, albo pociagiem przez szwajcarska doline. I przyjemnie jest w weekend
                miec
                > mozliwosc posiedziec w kawiarnianym ogrodku w ladnym miasteczku, a nie jechac
                w
                > ramach rozrywki do Circuit City albo Home Depot. Ja tylko argumentowalam, ze
                > takie europejskie rozrywki tez mozna Stanach znalezc.

                Sondra, jakbys mi w duszy czytala....


            • sawa8 Re: Co ja tu robie? 28.08.03, 19:16
              jot-23 napisał:

              .
              > Austria, Dania, Holandia, Wlochy, wielotysieczne marsze faszystow w
              > niemczech... trend jest dosc oczywisty. Europa, przywalona wieloma
              problemami,
              > skreca w prawo.
              > LePen, Haider, Bossi? uwazani za niebezpiecznych faszystow? jakos doszli do
              > wysokich oficjalnych stanowisk, ktore dziwnym trafem w demokracjach nadaje
              sie
              > z woli wiekszosci.

              We Francji Le Pen przegral, w Austrii Heider traci wyborcow, we Wloszech na
              Bossiego glosuje ok 3% ludnosci. W rzadzie niemieckim nie ma zadnej partii
              ultra prawicowej i nie wiem tez o jakich "wielotysiecznych marszach faszystow"
              piszesz.
              Podobnie jak Sondra mysle, ze obecna administracja USA posiada niejednego
              Heidera, Le Pena czy Bossiego tyle, ze to sa szanowni senatorzy rzadzacej
              partii.
Pełna wersja