Dodaj do ulubionych

Dlaczego mieszkasz za granica

15.11.03, 22:22
W jaki sposob wyjechalas i dlaczego mieszkasz w Stanach czy wogole za
granica Polski. Jak to oceniasz.
Ja jestem z loterii, nie podobal mi sie w Polsce lat 90-tych narastajacy
balagan i walka polityczna, sytuacja materialna miala znikome znaczenie w
decyzji. Nigdy jej nie zalowalam, zyje mi sie tu latwiej, moim dzieciom
rowniez chociaz absolutnie nie mamy spektakularnych sukcesow finansowych.
Obserwuj wątek
    • mona.mi Re: Dlaczego mieszkasz za granica 16.11.03, 16:15
      Bo przespalam na lawce na lotnisku do Polski i jak sie obudzilam to samolot juz
      odlecial. Wtedy poczulam sie zmeczona a na drugi dzien juz nie moglam leciec bo
      nie mialam biletu. Ot, zwyczajny polski los rozrzuconej po swiecie.
    • takietam1 Re: Dlaczego mieszkasz za granica 17.11.03, 20:40
      Pojechalem na urlop do Kanady. Zwiedzilem pare miejsc, pojechalem do
      Kalifornii, spodobala mi sie pogoda i zostalismy.

      POGODA. Nie pieniadze, nie kariera. Tenis caly rok, samochody tanie jak barszcz,
      ocean i SLONCE.

      Tak, trzyma mnie tu jedynie slonce. Tutaj budze sie zawsze optymistycznie
      nastawiony do zycia, pelen energii i zadowolenia. To sama radosc bycia.
      Oddech swawoli. Depresje i "stany emocjonalne" zdarzaja sie bardzo rzadko.

      Optymizm i pogoda. Dlatego tu siedze.


    • basienkanj1 Re: Dlaczego mieszkasz za granica 17.11.03, 22:00
      1. Ciezka sytuacja w kraju
      2. Ciekawosc obcych miejsc
      3. Chec przezycia przygody
      4. Odciecie od bolesnej przeszlosci
      Ale zdecydowanie przewaza punkt pierwszy i to zadecydowalo ze juz mieszkam tu
      od 8 lat. Mysle wlasnie o wyjezdzie do Californii, St. Louis, jestem w trakcie
      zalatwiania tam pracy, czy wyjdzie nie wiem, ale tak jak moj poprzednik wole
      slonce niz pochmurne niebo.
          • staua Re: Dlaczego mieszkasz za granica 17.11.03, 22:36
            Fajnie, bede w San Diego niedlugo (na pocz. grudnia). Jeszcze tam nigdy nie
            bylam, mam nadzieje, ze bedzie troche cieplej niz na LI i troche slonca
            nalapie na zime.
            To pytanie o St. Louis nie bylo zlosliwe, wiedzialam o Missouri, ale
            generalnie malo wiem o US jeszcze i myslalam, ze mogla sie powtorzyc nazwa.
              • jack39nyc Re: Dlaczego mieszkasz za granicą 18.11.03, 17:17
                no coz jestem tutaj od przed okraglego stolu (od poczatku 89), pelen nadzieji
                polecialem do polski po okraglym stole, zastalem balagan i nieciekawa sytuacje,
                przylecialem spowrotem do usa i nie zaluje decyzji jesli chodzi o finanse czy
                ustabilizowane zycie, brakuje mi jednak czegos co znajduje za kazdym razem
                (jeszcze) jak jestem w poslce wiem ze zwiazane to jest z tym ze ci ludzie maja
                zie w polsce niezle finansowo ale... no wlasnie nie moge znalezc tutaj w usa
                ludzi (chodzi o polakow) ludzi prawdziwych ktorzy nie musza grac lub kombinowac
                w znajomosciach (nie chodzi mi o prace ...) ktorzy moga byc prawdziwymi
                przyjaciolmi ktorzy zachowuja sie zupelnie normalnie itd... tego brakuje mi w
                usa.. w polsce jestem dosc czesto, w niedziele przylecialem z polski po
                parodniowym pobycie, spotkalem znajomych i poznalem nowych ludzi ktorzy sa
                sympatyczni...

                a gdansk jest naprawde fajnym miastem... dlaczego nie (bylem w srode i czwartek
                ppoprzedniego tygodnia)...

                aha polecam wspaniala restauracje "tradycyjna" w warszawie na belvederskiej...
                zarcie super wlasnie takiej restauracji mi brakuje w usa... polskiej restauracji
                • ambernyc Re: Dlaczego mieszkasz za granicą 18.11.03, 17:31
                  .. no wlasnie nie moge znalezc tutaj w usa
                  ludzi (chodzi o polakow) ludzi prawdziwych ktorzy nie musza grac lub kombinowac
                  w znajomosciach (nie chodzi mi o prace ...) ktorzy moga byc prawdziwymi
                  przyjaciolmi ktorzy zachowuja sie zupelnie normalnie itd... tego brakuje mi w usa..

                  Nic dodac nic ujac, dokladnie czuje tak samo.....
                  A tak poza tym jestem bardzo zadowolona ze swojej emigracji.

                  Pozdrawiam,
                  Amber
                  ---------------------
                  Badz mila dla ludzi kiedy sie pniesz w gore,
                  bo mozesz ich spotkac, kiedy bedziesz spadala w dol.
                  • bozena73 Re: Dlaczego mieszkasz za granicą 18.11.03, 18:12
                    No wlasnie, tez mi sie wydaje ze w Polsce jest duzo bardziej szczerych
                    normalnych ludzi, chociaz tez to sie niestety troche zmienia, szczegolnie te
                    mlode pokolenia i ludzi z pokroju nowobogaccych ktorych wlasnie
                    mialam "przyjemnosc" poznania na ostatnich wakacjach..
                    No i przeciez tutaj na obczyznie tez sa wspaniale osoby, zobaczcie nawet na
                    tym naszym forum osoby takie jak Amber, Jack, Aneta, Staua, Ewka,Cmok,
                    Aniutek,Edytkus..i duzo innych...(od razu przepraszam tych ktorych zapomnialam
                    wymienic) tworza grupe tych ludzi dokladnie takich o ktorych myslimy ze sa
                    tylko w Polsce... :-))
                    • staua Re: Dlaczego mieszkasz za granicą 18.11.03, 23:08
                      Tez mysle tak jak Bozenka, ze chociaz na forum ludzie NA PEWNO nie rozmawiaja ze soba majac na
                      uwadze osobiste korzysci...bo niby jakie :-)) Ciesze sie, ze spotykam Was tutaj! Bo to prawda, jeszcze
                      sie blizej z nikim spoza pracy nie zaprzyjaznilam - myslalam, ze jestem tu za krotko, ale widze, ze
                      czujecie sie podobnie nawet po latach...moze juz tak tu jest...
                          • takietam1 wtrace sie. 19.11.03, 04:59
                            Masz racje i maz tez ma racje. Jest latwiej.

                            A co do tych normalnych ludzi, to oni tu sa, spokojna glowa.
                            Po prostu trzeba ich dostrzec.

                            Mialem taka przygode raz. Pojechalem sobie kiedys na wycieczke do Sekwoja parku,
                            i padl mi akumulator i stacyjka.

                            Dla specjalistow dodam, ze stacyjka PRZERYWALA i silnik gasl, a akumulator mial
                            przerwe w obwodzie WEWNATRZ.

                            Obie te usterki wystapily gdy bylem na samej gorze na parkingu przed tymi
                            olbrzymimi drzewami. NIEPRAWDOPODOBNE, nie? Sliczny las, piekny zapach, zimno,
                            i ... mase nowych samochodow, turysci, wszyscy (niemalze) samochodami z
                            wypozyczalni, a jedynie ja starym 200 konnym Pontiac'em GT. 3.3 V6. Moje
                            ulubione auto. Wtedy.

                            Pomyslalem sobie, ze przejade na druga strone parku, rozbije sobie namiot na
                            jakims zadupiu i potem skocze do Yosemite, porobie pare zdjec, moze skocze do
                            Sacramento, no nie wiem, takie mialem plany....

                            I wtedy przekrecilem kluczyk, rozleglo sie takie lekkie "buch"
                            Ze strony silnika cos jakby drgnelo, przekrecil raz i trup. Zimny.

                            Wyobrazacie sobie czyjas bezinteresowna pomoc? He?
                            Odpalilem na druty auto, nacieszylem sie widokiem chodzacego motoru zamknalem
                            maske, w droge, i... silnik zgasl znowy. Ciemne zegary i trup. Kluczykiem krece
                            i nic. No to znowu zatrzymalem kogos, odpalilem na druty i po 200 metrach znowu
                            ciach. Trup. Zaczalem w tym grzebac. Rozebralem tam pol instalacji.
                            Zmierzylem napiecie na akumulatorze. Bylo 12 V. Przysiegam. Jak przekrecalem
                            stacyjke to spadalo do 2. Mysle sobie rozladowalem akumulator, bo padlo
                            widocznie ladowanie albo co, pomyslalem, ze powinien chodzic, ale czemu cholera
                            gasnie?? No nie bede was zanudzal szczegolami, 3 godziny tam siedzialem, az sie
                            poddalem. Wracam.

                            Tam jest bardzo stromo, to kilkanascie mil podjazdu ostrego, pojazdy czesto
                            staja bo im sie woda gotuje w chlodnicach, stromo i hamulce sa nieodzowne,
                            auto bez silnika to nie Fiat, ze jak sie depnie to zahamuje. Mowy nie ma.
                            Wiec na luzie nie pojedzie bo to proszenie sie o wypadek.

                            No to stwierdzilem, ze wracam na dol do sklepu z czesciami.

                            Machnalem reka i zatrzymal sie jeden taki fajny facet, podrzucil mnie na dol,
                            jechalismy jakies 40 minut.

                            I ten gosc byl jak najbardziej OK. 60 lat, wesole usposobienie, zywy i zdrowy
                            amerykanski farmer. Przegadalismy cala droge. Wypytywal sie o wszystko.
                            Przeegzaminowal mnie tak, ze sam czulem sie jak przed ksiedzem.

                            Zaprosil mnie do siebie do domu, potem jak zholuje auto.

                            Opowiedzil mi przez te krotka podroz jak mu sie zyje, namawial mnie, abym tam
                            sie osiedlil i poszukal pracy, a jak nie to zebym ich tam we wsi leczyl.

                            Opowiadal mi jak mu krowa choruje i spieszys sie z lekarstwami, bo boi sie ze
                            mu zwierze padnie, martwil sie o mlode, opowiadal mi o zyciu sasiadow.
                            Po prostu miod a nie gosc.

                            Sa normalni ludzie w stanach. Nawet w Californii.

                            Warto ich poszukac, nawet jak ich jest 10%.
                            Oni naprawde czekaja, zeby pomoc i pogadac z toba.

                            No, nie jest ich wielu, lecz naprawde sa. Pozdrawiam.













                    • jack39nyc Re: Dlaczego mieszkasz za granicą 19.11.03, 17:30
                      nie wiem czy jest ich tak duzo napewno sie to zmienia i pewnie to bedzie tak
                      jak tutaj kiedys, szkoda tylko ze cos takiego wspanialego zanika bo przeciez to
                      nic nie kosztuje ani nie trzeba sie tego uczyc.. coraz wiecej w polsce jest
                      ludzi zamknietych w sobie i czekajacych na jakichs normalnych ludzi, no wlasnie
                      o co chodzi? tutaj coraz trudniej spotkac takich bezinteresownych ludzi ktorzy
                      chca sie spotkac po to aby sie poprostu spotkac pogadac wyjsc razem... cholera
                      tam normalnie...
                      dzieki za wspaniala osobe..... ale to i tak nie zmienia tego... coraz mniej
                      ludzi jest takich z ktorymi mozna sie spotkac i spedzic milo czas....

                      i nie trzeba do poski jechac aby dowiedziec sie jak to komus sie swietnie
                      wiedzie tutaj...hehehe.. ostatnio sie ubawilem na imieninach kolezanki zony,
                      gosc sie przechwalal ile to on nie zarabia jak wspanialy ma dom i samochody to
                      ma nawet dwa... gosc byl na dopingu zona jego tez... syn sie jego strasznie
                      wstydzil jak przyjechal ich odebrac... brrrrrrr... folklor...
                      powiem wam ze ja w polsce jak chodzilem na wesela to wychodzilem okolo 1 w nocy
                      (mimo prostestow zony) zanim ludzie zaczeli spac w bigosach i salatkach... w
                      tym wlasnie czasie ludzie byli juz nawaleni i ze mna juz nie mieli tematu (nie
                      pije i na dodatek prowadze samochod...hehehe) no wiec bylem tam potrzebny jak
                      nie 5 ale 11 kolo u wozu....
                      Bozenko... wlasnie jak znalezc tych normalnych?... oprocz takich wlasnie
                      wirtualnych znajomosci to my sie w zasadzie i tak nie znamy, nie spotykamy..
                      wiem ze duzo ludzi stalo sie przez nie mile doswiadczenia nieufnymi, i nie
                      bardzo maja ochote na kolejny zawod (np moja zona i pewnie pare osob z forum
                      tez)... no i co dalej w takim przypadku?...
                      nic do milego
    • jack39nyc lunch???? 19.11.03, 21:03
      ja proponuje jak najszybciej to moze akurat wyjda ciekawe rzeczy z tego
      poznania sie co?... moze lunch w piatek?... a jak nie w zwykly dzien to moze
      niedziela?....i nie ma co odkladac....
      co wy na to?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka