zyta2003
17.04.09, 03:39
Refleksja na okolicznosc p. Susanne z "Mam talent". oczywiscie to
nie moje odkrycie. Tydzien temu nikt jej nie znal, poza jej
miasteczkiem, gdzie prawdopodobnie traktowano ja jako takie
lokalne, nieszkodliwe dziwadlo, a dzis zna ja i uwielbia caly swiat.
Trzy miesiace temu, na lotnisku w Kathmandu (Nepal) dowiedzialam
z internetu w oczekiwaniu na samolot o wspanialym ladowaniu na
rzece Hudson. W tym samym czasie, co mieszkancy Ameryki i reszty
globu. przeczytalam tez wzmianke, ze pierwszy sfotografowal
zdarzenie i wyslal do roznych redakcji przypadkowy pasazer promu,
ktory mial akces do najnowszego narzedzia - twitter. Nie znalam
twittera, tam o nim uslyszalam. Ale to bylo trzy miesiace temu.
Dzis, czy srednio cywilizowany czlowiek z dostepem do nowoczsnosci
przynajmniej nie wie co to jest twitter. Wczesniej z huraganowa sila
uderzyl face - book, kilka lat temu youtub. Polskie szalenstwo z
nasza klasa. Dzis znow uslyszalam jakas nowa metode ogolnoludzkiej
sieci. Zapomnialam co to, a moze nie warto pamietac, bo uzywac niue
bede, a za kolejne dwa tygodnie znow bedzie cos nowego. Co ile juz
nie miesiecy, ale tygodni bedzie sie to zmieniac?
Mysle, ze zyjemy w nadzwyczajnej erze, w ktorej szybkosc zmian w
komunikacji ogolnoludzkiej nabiera moze nie predkosci swiatla, ale
chociaz dzwieku.
Fascynujace. Ale i wielce niebezpieczne, moze sie okazac, ze nie
bron chemiczna, atomowa tylko wlasnie mozliwosc zapanowania w jednym
momecie nad swiatem droga elektronicznej komunikacji jest
najwiekszy jego zagrozeniem.