Dodaj do ulubionych

Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna???

27.09.09, 19:24
Novae Res.
Czy ktoś może wie coś o tym wydawnictwie?: Czy są w porządku i
uczciwi? Działają na rynku krótko. Gdzie można kupić ich książki?
Nigdzie nie spotkałem.
Obserwuj wątek
    • pisam Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 27.09.09, 22:51
      Po zapoznaniu się z ich stroną, odradzam. Właściwie to są zainteresowani
      sprzedażą e-booków i proponuję 25% od ceny sprzedaży - inni tacy wydawca
      obiecują powyżej 40%. Co ciekawe oferują także wydania książkowe, wtedy dają
      12,50 % od ceny sprzedaży, więc znając życie od ceny hurtowej która będzie o
      połowę mniejsza niż cena detaliczna. Po dokonaniu obliczeń matematycznych,
      wyjdzie na to, że dostaniesz 6% od ceny detalicznej, a książka będzie wystawiona
      wyłącznie na witrynie internetowej, bez reklamy i bez żadnych szans na sukces.
      Sorry, ale każda książka ma 0.001 % szansy że będzie bestsellerem, więc mogę się
      liczyć. Do tego wydawnictwo chcę pełne prawa do książki.. dla mnie kolejny
      cwaniak i osobiście odradzam, a ty zrobisz jak uznasz za stosowne, bo bardzo
      możliwe, że moje wyliczenia i prognozy są nic nie warte, ale może warto je
      przemyśleć.
      • autumna Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 08:40
        Najlepsze jest to, że w 2007 dostali jakąś nagrodę za niby to superinnowacyjny projekt:
        www.univ.gda.pl/pl/info_dla_med/biuro/?tpl=prasowe_wyd&id_wyd=1673
        A przecież Złote Myśli i My Book wydają ebooki + robią "druk na żądanie" wersji papierowych już chyba z 5-6 lat. Novae Res więc się zbytnio nie przemęczyło opracowując "swój" pomysł.
      • skajstop Podpisuję się pod tymi twierdzeniami 28.09.09, 12:44
        Rozdzieliłbym jedynie na:
        - zupełnie pozbawioną szans beletrystykę
        - otoczoną cieniem nadziei literaturę pomocową.

        I w ogóle, podobnie jak w przypadku Astrum, jeśli ktoś na starcie chce pełnię
        praw, to we mnie,m jak i Pisama, budzi się podejrzenie o cwaniactwo. Takie czasy.
    • aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 10:53
      Co do formy wynagrodzenia, dodam jeszcze, że gdy podpiszesz umowę ze
      współfinansowaniem, to zachowujesz prawa autorskie, a wynagrodzenie
      wówczas kształtuje się tak:
      -25% ceny netto sprzedaży egzemplarza w wersji elektronicznej (e-
      book),
      -20% ceny netto sprzedaży egzemplarza w wersji drukowanej,
      -20% ceny netto sprzedaży egzemplarza w pozostałych wersjach.
      Pozdrawiam:)


          • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:38
            No cóż, witamy w świecie reklamy, brrr... :)

            Powiedzieć możesz już jutro. Wystarczy, że zadasz proste pytania:
            - z którym dystrybutorem książek papierowych współpracuje wydawnictwo?
            - jaki jest pierwszy nakład wydrukowanej papierowej książki?

            Jeśli na pierwsze pytanie będzie odpowiedź: z żadnym, albo opowieści o
            księgarniach, w których czytelnik może sobie książkę zamówić, to wszystko wiadomo.

            Jeśli do tego nakład papierowy będzie rzędu 10-100 egz, a nie np. 1000-2000,
            czyli nie trafi do papierowego obiegu, to tym bardziej wiadomo :-)

            Życie jest okrutne, bramki są dwie, naiwnych nie sieją, a słodkie bajki kupuje
            się chętnie.
            • aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:56
              Dzięki za postawienie mnie na ziemi:)
              Nakład papierowy faktycznie nie jest duży, na początek 200
              egzemplarzy, reszta to dodruk na żądanie. Nie wygląda to obiecująco,
              wiem o tym, ale cóż, pisanie to moje hobby, a nie sposób na
              przeżycie. To wydawnictwo daje szansę debiutantom, a ja się do
              takich zaliczam. Wcześniej publikowałam w necie i tym samym zdobyłam
              małą rzeszę czytelników, którzy z niecierpliwością czekają na
              ukazanie się tej książki. A ja...cóż na sukces komercyjny nie liczę,
              cieszę się tym co jest i tym co będzie. I zawsze patrzę na wszystko
              optymistycznie:)
              Co by się nie działo...
              Pozdrawiam:)
              • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 14:04
                No i widzisz, tym sposobem wiemy, że NR jest tylko małym kroczkiem ku papierowi,
                ale... jeśli jest tych 200 egz, to gdzieś w księgarni będzie można je kupić. To
                lepiej niż w przypadku typowych internetowych wydawnictw, gdzie papierzaków jest
                kilkanaście albo 30.

                Hobby nie hobby, idzie o to, aby - jak w tym żydowskim kawale -dać sobie szansę.
                Innym też :)
                • aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 14:59
                  Jasne, że chodzi o to, żeby dać sobie szansę. I żeby ktoś dał mi
                  szansę, a z tym nie jest łatwo. I jeszcze, w tym wszystkim, nie dać
                  się zwariować. Generalnie czasami "pióra" opadają i się odechciewa.
                  Ale potem, głęboki wdech, głowa w górę i autokop w d...ę I jazda z
                  paczkami na pocztę i wysyłka do kolejnej masy wydawnictw.
                  :)
                  • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 16:01
                    Też jestem za cierpliwym startowaniem do sprawdzonych już na rynku wydawców (i
                    to bez znaczenia, czy książka ma być papierem, e-bookiem czy np. audio). I po co
                    biegać z paczkami na pocztę?! A Internet to pies? Wysyłaj tam, gdzie przyjmują
                    drogą elektroniczną (w przeważającej większości przyjmują) - zawsze to mniej
                    stresu, kosztów i problemu ;-)
                    • glabusek Re:do Agi 28.09.09, 20:14
                      A można wiedzieć jakie ci zaproponowali honorarium? I czy coś
                      współfinansujesz? Sorry. Jak nie chcesz to nie odpowiadaj.
                      Bo oni podobno zabierają prawko do dzieła, chyba, że się
                      współfinansuje. Tak tu już kiedyś ktoś pisał. Ciekawe ile biorą
                      choćby za 200 w papierze.To zawsze coś! Mojego e-booka chcieli darmo
                      i jeszcse prawko chcą zabrać. Uf!Sam nie wiem co robić.
                    • glabusek Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 09:30
                      Czy ktoś zwrócił uwage na dopuszczalne u nich formy płatnośći?
                      Wyłącznie przez komputer, albo trzeba potuptać do banku, wystać się
                      w kolejce i zrobić przelew.To jakis koszmar. Przecież wszędzie gdzie
                      indziej, można zamówic za opłatą przy odbiorze, nie ruszając się z
                      domu. E- booki to rozumiem, ale dla papieru.... to ŚMIERĆ POWUIEŚCI
                      Ja nie mam konta internetowego i nie płace przez komputer kartą.
                      Moze jestem ograniczony, ale chyba są prostrze sposoby na sprzedaż
                      książeki przez komputer? Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień,
                      dwa? Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na
                      sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije
                      sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę. Potem może być wielkie
                      rozczarowanie. Pozdrawiam.

                      Na szęście mam też inną propozycję.Nie wiem tylko czy jest w porzo.
                      • skajstop Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 10:09
                        > Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na
                        > sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije
                        > sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę.

                        Bingo. Cały czas twierdzę, że wydawnictwa tego typu zarabiają pieniądze za
                        "zrobienie" książki, sprzedaż jest im obojętna, nie liczą na nią, stąd zresztą
                        zwykle wyniki w przedziałach statystycznie nieistotnych :(
                        Przynajmniej w odniesieniu do beletrystyki.
                      • ojuciasan Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 15:29
                        glabusek napisała:

                        > Czy ktoś zwrócił uwage na dopuszczalne u nich formy płatnośći?
                        > Wyłącznie przez komputer, albo trzeba potuptać do banku, wystać się
                        > w kolejce i zrobić przelew.To jakis koszmar. Przecież wszędzie gdzie
                        > indziej, można zamówic za opłatą przy odbiorze, nie ruszając się z
                        > domu. E- booki to rozumiem, ale dla papieru.... to ŚMIERĆ POWUIEŚCI
                        > Ja nie mam konta internetowego i nie płace przez komputer kartą.
                        > Moze jestem ograniczony, ale chyba są prostrze sposoby na sprzedaż
                        > książeki przez komputer? Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień,
                        > dwa? Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na
                        > sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije
                        > sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę. Potem może być wielkie
                        > rozczarowanie.

                        No, niekoniecznie - ja np. już ładnych parę lat temu zrezygnowałam z klubów
                        książki właśnie dlatego, że nie można tam było zapłacić kartą czy choćby
                        przelewem przy zamówieniu ze strony internetowej, tylko i wyłącznie za
                        zaliczeniem pocztowym ;-) Od dawna nie trzymam gotówki w domu!
                        A ile się czeka? Tyle samo, co normalnie. Zależy od zamówienia (poczta, kurier)
                        średnio 2-3 dni...

                      • autumna Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 16:15
                        Akurat jeśli chodzi o brak opcji za pobraniem, to nie ma się czym bulwersować. Np. wielu sprzedawców z Allegro w ogóle nie ma tej opcji albo tylko dla osób z określoną liczbą pozytywów. Na stronie jakiegoś sklepu widziałam wręcz osobny komunikat, że przepraszają, ale tej opcji nie ma i nie będzie, bo ludzie zamawiają sobie pobraniówki, a potem ich nie odbierają. Taka podróż kosztuje sklep kilkanaście złotych, bo wtedy płaci się nie tylko za wysłanie, ale i za zwrot.

                        > Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień, dwa?

                        A niby dlaczego miałby być dłużej niż za pobraniem? Przelewy z banku dochodzą najpóźniej na drugi dzień. Robione przez pocztę trochę wolniej - 2-3 dni.
                    • aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 01.10.09, 15:35
                      Oj, sorry późno odpisuję, bo pochorowałam się troszeczkę...
                      Jasne, że tam gdzie można wysyłam internetem, ale nie wszystkie
                      wydawnictwa to preferują, więc czasami trzeba potuptać na pocztę.
                      Ktoś tu poniżej pytał o wynagrodzenie, chyba już pisałam, jak to
                      wygląda. Zależy od formy współpracy. I od tego czy przenosisz prawa
                      autorskie czy też nie.
                      :)
    • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 01.10.09, 21:27
      Jak długo czekałaś na swoją ksiażkę w Novae Res od momentu
      podpisania umowy? Miałaś ją już w ręku? Czy jeszcze nie wiesz jak
      wygląda? Jestem bardzo ciekawa, jak taki proces wygląda i ile trwa.
      Czy oni współpracują z księgarniami stacjonarnymi? W internecie
      nigdzie nie widzialam ich ksiazek, chociaż te na ich stronie
      wyglądają naprawdę bardzo ładnie. Są zawodowo wydane! Sama jestem
      zainteresowana. Mam już dość proszenia się o wydanie ksiażki i
      głupich odpowiedzi, z których nie można się dowiedzieć na ile chcą
      mnie narżnąć faktycznie. Wydawcy traktuja debiutantów jak debili. To
      coś, jak fala w wojsku. Pozdrawiam. K.
      • aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 04.10.09, 15:52
        Hej
        Moja książka ukaże się w grudniu, cały proces wydawniczy trwa od 3
        do 4 miesięcy. Już wiem, jak będzie wyglądała okładka, bo była ze
        mną konsultowana i generalnie zrobili okładkę wedle moich sugestii.
        Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to możesz pisać na mojego maila
        gazetowego:)
        Wiem, że różne opinie panują na temat systemu POD, czyli druk na
        żądanie, ale cóż...Ludzie wydają tam książki. Ukazała się w NR
        świtna książka "Papierowy motyl", na którą trafiłam przed wakacjami.
        I tym tropem trafiłam też na to wydawnictwo.
        Cóż...
        CZasami warto przetrzeć nowy szlak :)
        Pozdrawiam
        Aga
        • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 10:56
          Miałam kilka propozycji wydania mojej książki, ale warunki były
          rozbójnicze. Niewiarygodne jak można ludzi traktowć w tej branży.
          Jeden z wydawców napisał do mnie, że gdyby mnnie choć raz zobaczył w
          telewizji, to wydałby dla mnie chińskie przysłowia na papierze
          toaletowym i odniósłby sukcez wydawniczy. Atrakcyjność samej książki
          to drugorzędna sprawa. To się w głowie nie mieści. Co?.... W.A.B.
          trzyma mój rękopis od 8 miesiecy. Doradzali jakiś czas temu
          cierpliwość! Nie otrzymałam dotąd ani odpowiedzi, ani zwrotu
          książki, choć sami mnie zachęcali do przesłani tekstu. Odpowiedzieć
          chyba byłoby ładnie? Prosiłam o zwrot- bez odzewu. Też zamierzam
          wziąć sprawę w swoje ręce.

          Opinie to będą sie liczyć czytelników, po wydaniu twojej książki. Ja
          przeczytam pierwsza. A jeszcze jedno..... znane są wielkie nazwiska
          pisarzy, którzy wydawali się sami.Głowa do góry.
          Pozdrawiam.

          Napisz prywatnego e-maila, to sobie pogadamy szerzej.
          • iwona_czarkowska Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 11:55
            To, co jest potrzebne w naszym fachu (oprócz talentu rzecz jasna) to
            cierpliwość i to dużo cierpliwości. Sama przez to przechodziłam.
            Kolejne odmowy, brak odpowiedz, zwodzenie itd. W końcu też zaczęło
            mnie kusić wydanie za własne pieniądze. Moje zapały ostudziła
            rozmowa z panem, który koniecznie chciał wydać moją książkę za moje
            pieniądze, ale jak się okazało, nie miał bladego pojęcia, co to za
            książka, bo nawet nie raczył jej przejrzeć. Poczekałam trochę i się
            doczekałam!
            Jeśli zaś chodzi wydawnictwo WAB to jestem zdziwiona. Mnie
            odpowiedzieli równo po pół roku i zaproponowali zwrot maszynopisu.
            Odpowiedż była negatywna, ale to mnie akurat kompletnie nie
            wzruszyło, bo rzeczona książka od dwóch miesięcy już była w
            księgarniach.
            A jeśli chodzi o warunki proponowane przez wydawnictwa... Nikt na
            początek nie dostanie tyle, co autor 5 bestsellerów. Ale chyba
            lepiej zgodzić się na mniejszą kasę niż topić własne oszczędności w
            bardzo niepewnym interesie, bez gwarancji, że ktoś naszą książkę
            zobaczy.
            • aga1972 Naiwne, być może, pytanie :) 06.10.09, 13:19
              Może moje pytanie bedzie postrzegane jak nieco naiwne, ale dopiero
              zaczynam się "orientować" w tym całym wydawniczym biznesie, od
              dłuższego czasu Was czytam, a także od niedawna coś nie coś się
              wypowiadam. Skoro była mowa o podpisaniu umowy z wydawnictwem, wraz
              z przeniesieniem praw autorskich i ktoś z Was, spytał czy "za darmo"
              rzeczone wydawnictwo chce te prawa? A czy jest inna opcja, to
              znaczy, czy autor-debiutant, ma szansę uzyskać jakąkolwiek kwotę za
              zrzeczenie się na okres 5 lat praw autorskich do swojej książki?
              Rozumiem w przypadku "starych" autorów, wtedy jest całkiem inna
              sytuacja. Pytam tylko hipotetycznie, gdyż sama mam podpisaną umowę,
              bez zrzekania się praw autorskich.
              Dziękuję i pozdrawiam :)
    • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 13:24
      No tak. Były tu zastrzeżenia, że mało interesują się dystrybucją
      swojej oferty wydawniczej. Są jednak na rynku od niedawna. Może
      trzeba im dać trochę czasu?
      Nb. kupiałam dwie wydane przez nich pozycje i twierdzę, że są....
      starannie wydane. Oprócz trzech, może czterech potentatów
      wydawniczych z pełną oferta promocyjną, wszystkie pozosatałe
      wydawnictwa stwarzają identyczne szanse zaistnienia na rynku- bardzo
      małe. Być może trzeba liczyć na odrobinę szcześcia?
      • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 13:42
        arolina1964 napisała:

        > No tak. Były tu zastrzeżenia, że mało interesują się dystrybucją
        > swojej oferty wydawniczej. Są jednak na rynku od niedawna. Może
        > trzeba im dać trochę czasu?

        Nadal pozostaje kwestia, że to wydawnictwo niespecjalnie zainteresowane
        skierowaniem swej oferty do ludzi kupujących książki papierowe.

        > Oprócz trzech, może czterech potentatów
        > wydawniczych z pełną oferta promocyjną, wszystkie pozosatałe
        > wydawnictwa stwarzają identyczne szanse zaistnienia na rynku- bardzo> małe.

        Jeśli porównujesz ofertę wydawnictw e-bookowych, to nie wiem. Ale jeśli w ogóle,
        czyli z uwzględnieniem papierowych, to nie masz racji - przynajmniej setka
        papierowych jest znacząco lepsza. Dla mnie taka zupełnie sztywna granica biegnie
        na poziomie sprzedania tysiąca egzemplarzy niemal każdego wydanego tytułu -
        czyli nawet tych, które z punktu widzenia wydawnictwa są niedochodowe. Które z
        wydawnictw e-bookowych ma taki wynik w beletrystyce?
        • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 14:38
          skajstop napisał:
          >
          Które z
          > wydawnictw e-bookowych ma taki wynik w beletrystyce?

          Ale czekaj, co to znaczy "wydawnictwo e-bookowe"?! Zazwyczaj e-booki wydają te
          same wydawnictwa, które wydają i książki papierowe i książki audio, większość
          poważniejszych wydawców zapewnia teraz pełną ofertę.
          • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 15:32
            Widujesz książki NR w księgarniach? A książki MyBooka? Złotych Myśli? A Zyska,
            Rebisu czy WAB-u tak. To mam na myśli.
            Fakt, że te pierwsze wydawnictwa mogą ci sporządzić papierową wersję książki w
            trybie POD właśnie je odróżnia. I o to mi chodzi.
            • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 16:03
              skajstop napisał:

              > Widujesz książki NR w księgarniach? A książki MyBooka? Złotych Myśli? A Zyska,
              > Rebisu czy WAB-u tak. To mam na myśli.
              > Fakt, że te pierwsze wydawnictwa mogą ci sporządzić papierową wersję książki w
              > trybie POD właśnie je odróżnia. I o to mi chodzi.

              Rozumiem. Tu pełna racja :-) Ale chyba trochę jest to mylenie pojęć. Druk
              cyfrowy na żądanie za pieniądze autora a prawdziwy e-book (czyli książka w
              wersji elektronicznej) to dwie zupełnie różne sprawy. Wiele książek wydawanych
              jest w obu postaciach przez tego samego wydawcę, lub udostępniana jest
              jednocześnie dla czytelników wersja online; dla przykładu:
              virtualo.pl/morderstwo_la_scali/i671/?q=tomasz%20pi%C4%85tek
              www.lideria.pl/Morderstwo-w-La-Scali-Tomasz-Piatek/sklep/opis?nr=196661
              Jeśli wydawca wypuszcza na początek tylko e-book, to zazwyczaj i tak prędzej czy
              później wydaje książkę także w wersji papierowej (i/lub audio), by wykorzystać
              prawa majątkowe do utworu. Dlatego również doradzam udanie się z książką -
              niezależnie w jakiej postaci chcesz ją wydać - do profesjonalnego wydawcy (mimo
              znanych mankamentów. tzn. czekania, zwodzenia itd) niż do wydawcy, który gotowy
              jest "wydać" wszystko, ale za nasze pieniądze ;-)
              I tu się chyba zgadzamy?

              • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 16:25
                > Jeśli wydawca wypuszcza na początek tylko e-book, to zazwyczaj i
                > tak prędzej czy
                > później wydaje książkę także w wersji papierowej (i/lub audio), by
                > wykorzystać
                > prawa majątkowe do utworu. Dlatego również doradzam udanie się z książką -
                > niezależnie w jakiej postaci chcesz ją wydać - do profesjonalnego
                > wydawcy (mimo
                > znanych mankamentów. tzn. czekania, zwodzenia itd) niż do wydawcy,
                > który gotowy
                > jest "wydać" wszystko, ale za nasze pieniądze ;-)
                > I tu się chyba zgadzamy?

                Częściowo. Papierowe wydanie, to późniejsze, wydaje mi się rzadkością, ale
                dopuszczam, że przemawia przeze mnie nieznajomość tematu.

                Podsuwasz mi ważną myśl. Może by - w ramach wydawnictw elektronicznych -
                podyskutować, jak to zrobić, aby zabezpieczyć swoje interesy i mieć jakieś
                szanse na przebicie się w tłumie propozycji? Chodzi mi o kształt umowy, realia,
                oczekiwania versus realne możliwości...
                Pomożesz mi założyć taki wątek. Proszę, byłby ważny.
                • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 17:26
                  skajstop napisał:
                  >
                  > Podsuwasz mi ważną myśl. Może by - w ramach wydawnictw elektronicznych -
                  > podyskutować, jak to zrobić, aby zabezpieczyć swoje interesy i mieć jakieś
                  > szanse na przebicie się w tłumie propozycji? Chodzi mi o kształt umowy, realia,
                  > oczekiwania versus realne możliwości...
                  > Pomożesz mi założyć taki wątek. Proszę, byłby ważny.

                  Jasne, nie ma sprawy. Choć wydaje mi się, że jeśli chodzi o umowy, to zasadniczo
                  warunki są bardzo podobne jak przy wydaniach papierowych, procent od sprzedaży
                  przez określony czas ważności licencji. Wydawca musi zabezpieczyć plik zgodnie z
                  ogólnie przyjętymi standardami. Ale wątek oczywiście zakładaj, wtedy pewnie
                  wyjdą bardziej szczegółowe zagadnienia - ile będę wiedziała, tyle pomogę :-)
                  • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 21:52
                    Zaraz, zaraz, Panowie, to nie ten wątek. Załóżcie sobie inny. My tu
                    teraz o Novae Res.
                    Wracajac do tematu. Jaka to w końcu ujma, bo taką dyskretną wymowę
                    niektórych wypowiedzi wyczuwam, żeby wydać swoją powieść za
                    pieniądze ? jeśli książką interesują się różne wydawnictwa, a trudno
                    się dogadać co do szczegółów umowy,dlaczego nie wydać jej za
                    pieniądze sponsorów,którym powieść sie podoba? Co w tym nagannego? W
                    dodoatku można zainkasować niezły procent od sprzedarzy.
                    Panowie!!!!!... rynek wydaniczy to wolny rynek. Uwolnijmy się więc
                    od tendencyjnego myślenia. Własną ksiażkę można promować, pod
                    warunkiem, że jest wydana. Niektórzy z powodzeniem wydają sami i
                    zarabiają, wcale nieżle też sami, na swoich ksiażkach. Nie każdy
                    jednak chce i potrafi.
                    Nie przesadzajmy z tym ,że książka wydana w wydawnictwie, które nas
                    tak czy inaczej wykorzysta, to COŚ lepszego, niż książka wydana i
                    sprzedana samodzielnie, czy w Novae Res ....choćby.
                    • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 00:15
                      karolina1964 napisała:

                      > Zaraz, zaraz, Panowie, to nie ten wątek.
                      >
                      > Nie przesadzajmy z tym ,że książka wydana w wydawnictwie, które nas
                      > tak czy inaczej wykorzysta, to COŚ lepszego, niż książka wydana i
                      > sprzedana samodzielnie, czy w Novae Res ....choćby.

                      Ja akurat nie Pan ;-) Ale nieważne.
                      Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. Jednak... Jeśli
                      w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i doświadczeni wydawcy, to
                      można przyjąć, że nie bez powodu. Zakładając, oczywiście - na zdrowy rozum - że
                      mają lepsze ode mnie rozeznanie w temacie. Zazwyczaj autor nie jest typem
                      handlowca, raczej, powiedzmy, artysty ;-) i na swoim dziele powinien zarabiać, a
                      nie do niego dopłacać. Pisanie to w końcu praca, nie zabawa. A jeśli już ktoś ma
                      ambicje i talenty biznesmena - to lepiej chyba założyć własne autorskie
                      wydawnictwo i wtedy samemu próbować szczęścia. Bo mechanizm działania takich
                      wydawnictw, wydających słabo rokujące dzieła za kasę ich autorów, opisał
                      świetnie już Umbro Eco w "Wahadle Foucaulta" ;-)
                      Pozdrawiam!
                      • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 08:38
                        Nie każdy chce oddać prawa autorskie swojej ksiązki, a propozycje
                        finansowe dla debiutanów w Polsce są żenujące i "artyzm" tu nie ma
                        nic do rzeczy. Artysta też człowiek i jeść musi. Wiem to akrat
                        najlepiej jako... z zawodu artysta. Megalomanskie pozy na tych , co
                        to jak twierdzą, sztuką i kulturą żyją, to mrzonki.Pozy na mrocznych
                        wieszczów powstania listopadowego, przymierających głodem jak
                        Norwid /z całym szcunkiem dla geniuszu/ to już na szczeście i
                        historia. Nikt nie lubi być wykorzystywany, a o jakosci dzieła
                        nie decyduje wydawca, ale czytelnik. Gdyby bylo inaczej wszystkie
                        " dzieła" wydane przez wydawnictwa odnosiłyby sukces, a przecież tak
                        nie jest. Za pomyłkę płci - przepraszam.
                        • skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 08:49
                          No czekaj, ale właśnie o to chodzi. O to, aby realistycznie traktować wydanie.
                          Obojętnie, czy papierowe czy elektroniczne.

                          Pierwsza rzecz: traktowanie wydawców. To mity, że wszędzie debiutantów papierowe
                          wydawnictwa traktują z buta, a elektroniczne pieszczą. Wiesz, co decyduje? Czy
                          się idzie z własnymi pieniędzmi, w każdym razie tak jest często. Nie wierzysz,
                          sprawdź - stawiam tezę, że jeśli wchodzisz z np. 5 tysiącami na wydanie, to czy
                          papierowy, czy elektroniczny wydawca będzie cię lubił :)

                          Prawa - no wiesz, zarówno w sieci, jak i na papierze trzeba wiedzieć, jakie
                          umowy podpisywać. Jak podpiszesz dobrą, nie widzę różnicy.

                          Wreszcie, finanse. Co z tego, że masz wyższy teoretyczny zysk z jednego
                          egzemplarza, skoro sprzedasz ich prawdopodobnie wielokrotnie mniej? To miraż.
                          Chyba, że się mylę - ale jakoś nie słyszę o autorach, którzy sprzedają swoją
                          beletrystykę w postaci elektronicznej lub POD w ilościach rzędu tysiąca egz.

                          Jeśli traktujesz to jako interes, tym lepiej. Policz najpierw wkład własny, a
                          potem zyski. Dla mnie - na tej płaszczyźnie - sprawa jest prosta. Jeśli nic nie
                          wkładam, a sprzedam minimum tysiąc egz. papierowych, mam ze dwa tysiące złotych.
                          A ile musisz sprzedać ebooków albo POD-ów, aby po włożeniu jakiejś kasy wyjść na
                          zero, o tych dwóch tysiącach na plusie nie wspominając?

                          Ja nie mam pogardliwego stosunku do ebooków, uwierz. Ale znam wyniku sprzedaży
                          kilku z nich w największych wydawnictwach typu POD i czysto elektronicznych,
                          najlepszy wynik to 150 egz. dla bardzo aktywnego autora w sieci, drukującego też
                          w pismach, więc znanego wcześniej i tak.
                          • nomina Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 11:09
                            Z tą sprzedażą to się nie do końca zgadzam. Owszem, jest grono wydawców z
                            układami w dystrybucji (z różnych powodów - mają karty przetargowe, którymi mogą
                            negocjować lepsze warunki: a to nazwisko, a to bestsellery na koncie, a to dużą
                            liczbę tytułów, a to kontrolę nad imprezami, wydawnictwami w danej dziedzinie) i
                            znajomościami w mediach. Przy czym za tym idą ogromne pieniądze w haracze -
                            półkowe w Empiku, wpis do katalogu itd. Cała reszta ma szanse takie sobie i
                            nawet będąc w obrotnej dystrybucji, jest słabo widoczna. Chyba że autor sam
                            jeszcze gdzieś promuje.

                            Nie taki znowu miód.

                            Na pewno w przypadku e-booków i POD jest aspekt inwestycji, która musi się
                            zwrócić. Ale to nie jest tak, że wydanie papierowe zapewnia od razu rynkowe
                            przebicie...
                          • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 15:13
                            Skaj ma rację - włożysz 2000, a zysku po roku będziesz miała (w najlepszym
                            razie!) max 200 zet. Brutto. Bo więcej to byłby już absolutny cud. Takie są
                            mniej więcej realia. I co z tego, że nie udzielasz nikomu licencji i zachowujesz
                            pełne prawa majątkowe? Nie zarabiasz nawet złotówki! Tracisz. Życzę Ci
                            oczywiście, żeby Twoja książka okazała się bestsellerem i przyniosła majątek,
                            ale... właśnie, do tego trzeba machiny reklamowej. Której takie wydawnictwa
                            raczej nie zapewniają.
                            Nieważne, e-book czy nie e-book. Ja szanuję książki w każdej postaci. Ważne,
                            żeby trafić do czytelnika, a to nie takie proste.
                      • autumna Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 10:43
                        > Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. >Jednak... Jeśli w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i >doświadczeni wydawcy, można przyjąć, że nie bez powodu.

                        No, chyba nie do końca. Weź po uwagę, że tradycyjny wydawca ma budżet i "moce przerobowe" w jakiś sposób ograniczone. Załóżmy, że ma w roku kilkanaście naprawdę dobrych propozycji. Ale musi wybrać ledwie kilka. To, że coś odrzuca, nie znaczy więc, że jest to bezwartościowy chłam.
                        Skądinąd, to właśnie literacko bezwartosciowy chłam odnosi nieraz sukces komercyjny...
                        • isa1001 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 11:09
                          Przez kilka wątków przewija się tekst o "wydawcach zdziercach" i
                          fatalnych warunkach proponowanych autorom. Czy ktoś mi powie, jakie
                          to są te fatalne warunki? Przecież chyba żadne wydawnictwo nie chce
                          dożywotnio zrzeczenia się na jego rzecz praw autorskich! To co jest
                          w tych umowach gorszego od wykładania własnej kasy, bez wizji zysku
                          a nawet zwrotu zainwestowanej krwawicy?
                          • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 13:41
                            Zaraz Ci dam przykład. Ktoś Ci proponuje umowę na wypłatę honorarium
                            po sprzedaniu całego nakładu wysokosci 1000 egzemplaży/10%/Termin
                            wypłaty nieokreślony / może wcale nie nastąpić/ to po pierwsze, ale
                            to jeszcze nic. Okazuje się, że w umowie wcale nie zawarł wysokości
                            początkowqego nakładu. /To nie jest druk na życzenie,
                            podkreślam/.Jest gatka, że dodrukije się stopniowo, bo to debiut,
                            duze ryzyko etc.
                            Hipotetycznie, nie widomo czy wogóle zamierza zapłacić i ile
                            wydrukuje. Mało komfortowa sytuacja, czyż nie? Rzadnej pewności co
                            zrobi. Umowa jest korzystna wyłącznie dla niego.
                        • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 14:59
                          autumna napisała:

                          > > Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. >Jed
                          > nak... Jeśli w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i >doświ
                          > adczeni wydawcy, można przyjąć, że nie bez powodu.
                          >
                          > No, chyba nie do końca. Weź po uwagę, że tradycyjny wydawca ma budżet i "moce p
                          > rzerobowe" w jakiś sposób ograniczone. Załóżmy, że ma w roku kilkanaście napraw
                          > dę dobrych propozycji. Ale musi wybrać ledwie kilka. To, że coś odrzuca, nie zn
                          > aczy więc, że jest to bezwartościowy chłam.
                          > Skądinąd, to właśnie literacko bezwartosciowy chłam odnosi nieraz sukces komerc
                          > yjny...
                          >

                          Nie chłam, ale coś, co ma słabe szanse na sprzedaż. A o to przecież chodzi.
                            • ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 22:02
                              karolina1964 napisała:

                              > Jak we wszystkim w życiu, trzeba mieć i tu trochę fartu.

                              Jasne. Tylko fartowi trzeba dopomóc ;-)
                              Nie pomożesz, nabijając komuś kabzę. Pomyśl. Wpłacasz więcej niż wynosi realny
                              koszt wyprodukowania e-booka, więcej niż rzeczywisty koszt druku cyfrowego dla
                              100-150 egzemplarzy i co najmniej 10 razy więcej niż możesz w ciągu roku na tym
                              zarobić! Pomyśl, kto tu zyskuje, a kto wyłącznie ponosi i ryzyko i koszty.
                              Nie lepiej albo założyć własne wydawnictwo, albo powierzyć swoją książkę
                              sprawdzonemu wydawcy?...
    • karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 23:14
      Zgadzam sie z tobą, ale mam złe doświadczenia z "prawdziwymi"
      wydawcami. Stanęłam przed dylematem, jak wielu nowicjuszy.
      Wydawnictwa nie założę, bo mam mnóstwo zajęć w życiu i nie mam
      czasu. Powstanie książki to nie tylko wydruk. Sporo kosztują praca
      redakcyjna, korekty, okładka etc. Ale dzięki za radę. Na szczęściew
      mój zawód pozwala mi na wszystko patrzeć z pewnym dystansem. Na co
      dzień jestem poddawana ciągłym stresom i ocenom.Jestem więc
      zahartowana
      A Ty, też coś wydajesz? Pozdrawiam.
    • aga1972 Pytanie na całkiem inny temat :) 10.10.09, 18:36
      Piszę tutaj, bo nie chcę zaśmiecać i zakładać nowego wątka.

      Kończę właśnie pisać thriller. Taki typowy thriller, o seryjnym
      zabójcy, z wątkiem miłosnym i metafizycznym.
      Do jakiego wydawnictwa radzicie mi go podesłać?
      Myślałam o Amberze, ale obawiam się, że oni głównie zagranicznych
      autorów preferują.
      Może macie jakieś doświadczenie w tym zakresie?
      Dziękuję za wszelkie sugestie i wskazówki:)
      Pozdrawiam
      A.
      • glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 10.10.09, 20:30
        Masz rację ,to nie ten wątek. Chcesz rady? Jeśli zaczęłaś z Novae
        Res to się ich trzymaj. Poczekaj, może wyjdzie całkienm dobrze. Moim
        zdaniem pisarz powienin mieć "swojego" wydawcę stałego. Oni też
        umieją czytać opinie i słuchać. Bardzo uprzejmie i profesjonalnie,
        to fakt, prowadzą wszelkie kontakty. Może wyciągną wnioski i
        zmodernizują swoj profil, na tyle, że nie będzie warto z nich
        rezygnoważ. Sam to rozpatruję, bo widzisz, znależć wydawcę na
        poziomie nie jest łatwo. Skoro wydali twoją ksiażkę, to negocjuj z
        nimi. Lepszą dytrybucję, dodrukowywanie przy końcówce nakładu, a nie
        na zamówienie, sprzedarz książek za zaliczeniem. Masz na to wpływ. A
        z drugiej strony, przecież to też ich biznes. Im cześciej tu trafiam
        tym częściej sie przekonuję, że wydanie książki, czy e-booka, to
        niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale
        szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę.
        • f-ox Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 00:16
          glabusek napisała:

          > wydanie książki, czy e-booka, to
          > niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale
          > szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę.

          Tylko jedna mała uwaga: książka tradycyjna (papierowa), e-book czy audio-book -
          to wszystko są książki. Książka to jest gotowy plik, który może zostać przez
          wydawcę: 1. wydrukowany na papierze, 2. wyeksportowany do formatu (np.) pdf (i
          wtedy będzie to e-book) i/albo 3. odczytany przez aktora i nagrany w formacie
          dźwiękowym (audio-book). Wydawca może wydać taką książkę w jednej z tych postaci
          lub we wszystkich trzech. I wciaż jest to ta sama książka! Z tą samą okładką itd.
          Natomiast co do reszty - wydanie książki to sukces, ale nie sądzę, żeby zależał
          od jakichś układów. Natomiast to fakt, że jeśli można warto trzymać się
          sprawdzonego wydawcy.


          • glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 10:50
            Skoro tak ,to może nam wytłumacz obecność na rynku 60% wydań szmiry,
            np. w postaci książek kucharskich aktoreczek. Książka o Wałęsie, też
            miała wyłącznie na celu nabić kobzę wydawcy. Skandal wokół
            wydanego "dzieła" był głównym, a moze i jedynym powodem do
            pojawienia się na rynku tego czegoś, co wyłącznie kompromituje
            Polaków i umniejsza ich wielki wkład w historię Europy. Oto
            motywacja większości wydawców i ich wiekopomny wkład w historię
            literatury i nie tylko. Nadmienię, że wielu znanych pisarzy weszło
            na rynek wyłącznie dzięki działalności wydawniczej swoich bliski,
            albo własnej. Nie generalizujmy, ale dobrze to nie wygląda, kiedy
            propocja pomiędzy chęcia zysku za wszelką cenę, a dobrym smakiem
            wydawców, jest tak poważnie zachwiana.
        • skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 14:33
          > Im cześciej tu trafiam
          > tym częściej sie przekonuję, że wydanie książki, czy e-booka, to
          > niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale
          > szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę.

          Wydanie ebooka jest dużo łatwiejsze, szczególnie kiedy się za to płaci.
          Podobnie łatwe jest wydanie książki papierowej, jeśli się za to płaci.
          Nie jest łatwo wydać książkę tak, żeby to tobie zapłacili - ale to mit, że
          szansa jak w totka. Trzeba mieć trochę szczęścia, ale bardzo też pomaga, gdy
          tekst jest bardzo dobry. To jest wyścig szczurów, ale kto powiedział, że nie jest?

          I mam prośbę, skoro tak zachwalasz NR, to może wskażesz ich zalety? Bo ja na
          razie widzę raczej wady, np. łaskę czynioną autorowi, że jak chce, to jego
          książki trafią do bibliotek w kraju...
          • ojuciasan Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 15:05
            Wszystko jest łatwe, kiedy się za to płaci ;-) Natomiast jeśli chcesz, żeby
            Tobie płacono, to musisz napisać coś takiego, co inni będą chcieli czytać (jak
            na przykład rzeczone biografie gwiazd - bo co jest dla kogo "dobre", co już
            subiektywna ocena, a i wydawcy jak wiadomo bywają omylni).
            Ja tam bym zalecała cierpliwość. Choć z drugiej strony, skoro ktoś bardzo chce
            wydać coś za swoje pieniądze i skoro stać go na to, to w zasadzie jego wybór...
            • skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 15:14
              > Choć z drugiej strony, skoro ktoś bardzo chce
              > wydać coś za swoje pieniądze i skoro stać go na to, to w zasadzie jego wybór...

              I tak, i nie. Bo przy takiej polityce autora ja nie mogę kupić jego książki.
              Np. z tego powodu nie kupię wydanej przez MyBook książki "Mogłaś być Anną", a
              autorka chyba pisze ciekawie. Ale co mi z tego,ja podejmuję decyzję mając
              książkę w ręku, a nie na podstawie internetowych opinii :(
              I tak autorka traci trzy sprzedane książki - trzy napisała, a ja szukam takiej
              oryginalnej obyczajówki, bo lubię.
              • autumna Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 14:05
                >ja podejmuję decyzję mając
                > książkę w ręku, a nie na podstawie internetowych opinii :(


                Tak z ciekawości - nigdy nie kupiłeś żadnej książki w ciemno? Mnie się to często zdarza, na ogół w Empiku z odbiorem na miejscu, bo mam w miarę blisko (acz nie na tyle, by chciało mi się tam wybierać "bezproduktywnie"). Głównie dlatego, że interesujących mnie rzeczy (i to nawet tych popularnych, kiedyś np. bezskutecznie szukałam "103 ciast siostry Anastazji") już tyle razy nie było, że straciłam cierpliwość. Nawet włóczki na swoje robótkowe hobby kupuję w pasmanteriach internetowych, kierując się opiniami innych dziergaczek - nie znoszę latania po sklepach.
                • skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 14:17
                  Zdarza mi się kupować tak książki "wiedzowe", gdy to jedyne źródło albo znam
                  autora z innych publikacji.
                  Ale beletrystyki tak nie kupuję. Widzisz, doskonale wiem, jak niereprezentatywny
                  dla całości może być fragment wystawiony na stronie, co do komentarzy -
                  "komentów" :D - zdanie mam wyrobione, a wiem, po prostu wiem, że kilku znanych
                  mi wydawców wręcz je pisze na różnych forach... i tak dalej. Zatem beletrystykę
                  muszę wziąć do ręki i samemu spróbować.
            • f-ox Jeszcze jedna uwaga - 12.10.09, 17:57
              dot. e-booka (tak samo zresztą, jak wszelkich innych postaci książki):co innego
              e-book wydany przez znane wydawnictwo, np. Dolnośląskie czy inne tej klasy, a co
              innego taki wydany przez jedno z tych wydawnictw internetowych na koszt
              autora... Sorry, ale to zasadnicza różnica. Inna ranga. I dotyczy - jak
              wspomniałem - wszelkich książek.
    • sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res 23.11.09, 16:29
      Witam Państwa, przypadkowo natrafiłem na wątek dotyczący wydawnictwa, w którym
      pracuję, tj. Novae Res. Korzystając z okazji chciałbym rozwiać pewne
      wątpliwości, które pojawiły się w toku dyskusji, a także odnieść się pokrótce do
      właściwego procesu tworzenia książki, bo odniosłem wrażenie, że wielu z Państwa
      myli jednak e-book z książką papierową (i to nieważne, w jakiej technice jest
      ona drukowana, ponieważ Novae Res tworzy książki drukowane zarówno w technice
      POD - druku cyfrowego na tzw. żądanie (co swoją drogą też jest pewną przenośnią,
      bo oczywiste jest, że nie drukujemy dopiero, jak ktoś zamówi,bo cena egzemplarza
      byłaby taka, że nigdy byśmy książki nie sprzedali, chodzi tutaj po prostu o
      niższe nakłady niż 500 egzemplarzy), jak i standardowe nakłady offsetowe - vide
      ostatni wydany przez nas thriller "Skutki uboczne" otrzymał nakład początkowy w
      wysokości 3000 egzemplarzy). Profesjonalne stworzenie e-booka i książki
      drukowanej rzeczywiście do pewnego momentu wygląda identycznie. Unifikacja ta
      dotyczy opracowania redakcyjnego tekstu, natomiast na poziomie formy są to dwie
      zupełnie inne sprawy. Nie chcę się wdawać w szczegóły, odsyłam do opublikowanej
      przez nas książki (zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej) pt.
      "Estetyka książki elektronicznej", natomiast napiszę, że skład książki jest
      inny. Żeby stworzyć e-book, czy to w wersji PDF czy e-PUB trzeba książkę inaczej
      złożyć niż do druku. To, że wydawcy oferują jako e-book wersje przeznaczone do
      druku, to oznacza tylko, że nie szanują swoich czytelników i sprzedają im
      odrzuty, efekt końcowy przygotowania książki do druku, ale bez druku. Proszę
      zauważyć, że te e-książki mają nawet układ stron przygotowany do druku (tzw.
      strony widzące, które w przypadku wersji elektronicznej nie są w ogóle
      potrzebne). Novae Res wykonuje oddzielny skład do wersji elektronicznych i do
      drukowanych, co tak naprawdę wymaga podwójnego nakładu pracy. Jesteśmy jedynym
      wydawnictwem, które działa w ten sposób, i w tym zakresie jesteśmy innowacyjni.
      Dlatego też tak mało książek jak dotąd stworzyliśmy w wersji elektronicznej.
      Wydawnictwo rozwija się bardzo dynamicznie, nie nadążamy każdej książki składać
      2 razy, stąd na chwilę obecną gros książek najpierw tworzymy tylko w wersji
      drukowanej, a wersje elektroniczne wszystkich książek będziemy robić w
      niedalekiej przyszłości. Jeżeli chodzi o zarzuty pod względem naszej księgarni -
      ktoś był uprzejmy zauważyć, że nie mamy opcji "za pobraniem" - wiąże się to z
      jednej strony z pewną nieodpowiedzialnością kupujących, od których
      otrzymywaliśmy zwroty, natomiast nikt nie zauważył, że brak możliwości zakupu
      "za pobraniem" staramy się rekompensować tym, że wysyłka jest całkowicie
      darmowa. Proszę wskazać mi jakąkolwiek inną księgarnię, która wysyła książki,
      nie pobierając opłaty za wysyłkę, niezależnie od wielkości zamówienia? To jest
      chyba polityka prosprzedażowa, a nie odwrotnie? Ja osobiście wolę zapłacić za
      książkę 25 złotych i otrzymać ją w tej cenie do domu niż zapłacić 25 złotych za
      książkę i 12 złotych za pobranie, czyli za zamówienie łącznie 37 złotych. Ale
      jeżeli będą silne głosy, że jednak potrzebują Państwo wysyłek za pobraniem,
      oczywiście rozważymy raz jeszcze możliwość takiej wysyłki, bo najważniejsza, jak
      chyba dla każdego wydawnictwa, jest dla nas sprzedaż.Następna rzecz - proszę
      zauważyć, że sprzedaż nie jest uzależniona od nakładu. Oczywiście duże
      wydawnictwa, przyzwyczajone do offsetowego druku tworzą duże nakłady, bo cena
      egzemplarza jest wówczas niższa, ale je na to po prostu stać. Podajecie Państwo
      wydawców takich, jak Rebis czy WAB, ale przecież to potężne i bogate firmy,
      które drukują rocznie setki książek w tysięcznych nakładach. Ich nie przeraża
      to, że część z tych tytułów na pewno przyniesie im stratę, bo te tytuły, które
      odniosą sukces i tak przyniosą końcowy zysk. Natomiast należy mieć też
      świadomość, że rynek wydawniczy zmienia się. Nie działa już zasada biznesowa
      „sprzedaj to, co wyprodukowałeś”, tylko „wyprodukuj to, co możesz sprzedać”. Tak
      naprawdę to dystrybutor i księgarz decydują, ile książek chcą zamówić od
      wydawcy. Nie ma sensu drukować debiutanta w 1000 czy 2000 sztuk, skoro Empik
      zażyczy sobie na początek 80 sztuk „na próbę”, a reszta od dystrybutora idzie z
      propozycją w mailingu do księgarzy detalicznych i powiedzmy hipermarketów. Nasze
      książki są tak skalkulowane, żebyśmy mogli zrealizować każde zamówienie- czy
      będzie to 50 czy 5000 książek. Ale nie widzimy sensu zamrażania kapitału w
      druku, a myśl, że jak ktoś więcej wydrukuje to więcej sprzeda jest już dzisiaj
      mocno anachroniczna. Dzisiaj raczej liczy się przekaz marketingowy, promocja, i
      tutaj też nie rozumiem głosów mówiących, że nie widać Novae Res w promocji.
      Jasne jest, że NR nie ma środków na to, aby wywiesić billboardy w każdym
      większym mieście, wykupić całostronicową reklamę we Wprost czy zrobić spot
      telewizyjny, szczególnie że każdy autor chciałby tak naprawdę, aby jego książka
      otrzymała jakąś promocję Kampanię informacyjną realizujemy głównie za
      pośrednictwem Internetu. Wystarczy wpisać w Google hasła: „Beynar Skutki
      uboczne”, „Solanin Ostatni Nefilim”, „Galaktyka języka Internetu”, „Patryk Omen
      Telefony niechciane”, „Marika Krajniewska Papierowy motyl” czy chociażby samo
      Novae Res i zerknąć, ile pojawia się informacji na temat wydawnictwa
      istniejącego na rynku dopiero 2 lata! (a sprzedającego książki od 15 miesięcy).
      Jeżeli chodzi o kwestię praw autorskich i wynagrodzenia: drodzy Państwo, nie
      oszukujmy się, nie każdy jest drugim Danem Brownem, chociaż wielu może się tak
      wydawać. Nie każda książka jest produktem, na którym wydawnictwo może zarobić.
      Niektóre przychodzące do nas zgłoszenia to perełki, ale cóż z tego, skoro wiele
      z nich z marketingowego punktu widzenia jest niesprzedawalnych (w opinii
      dystrybutora)? I odwrotnie, zdarzają się książki w naszej opinii słabsze, które
      jako produkt, np. ze względu na bardzo ciekawą okładkę i dobry opis, mogą się
      sprzedawać dobrze. Generalnie rynek książki (chodzi o beletrystykę) zalany jest
      zagranicznymi autorami, znane i bogate wydawnictwa wolą zapłacić wielkie
      pieniądze za prawa do licencji książki, która dobrze sprzedaje się na zachodzie
      i mieć względną pewność rynkowego sukcesu niż zainwestować w polskich
      debiutantów. My byśmy chcieli dać szansę właśnie debiutantom, ale żeby nie
      ponosić całego ryzyka finansowego, związanego z takim debiutem proponujemy model
      współpracy ze współfinansowaniem stworzenia książki przez autora w zamian za
      niezrzekanie się praw autorskich. Naszym zdaniem jest to uczciwe i przejrzyste.
      Profesjonalne opublikowanie książki, z zachowaniem wszystkich zasad sztuki
      typograficznej, a nie wydrukowanie czy stworzenie PDF-a z Worda wiąże się z
      dużym nakładem finansowym: to redakcja, podwójna korekta, komputerowy skład
      tekstu, projekt okładki, wydruki próbne, egzemplarze sygnalne, druk, często
      obróbki graficzne (np.zdjęć) itp. Stąd wydanie tylko części książek możemy
      finansować w całości. Może na koniec napiszę o dystrybucji – w tym zakresie
      prowadzimy własną księgarnię zaczytani.pl, współpracujemy z projektem
      wyczerpane.pl (czyli książkę można zamówić w 500księgarni w Polsce, ale mówiąc
      szczerze ten system słabo się sprawdza, odpowiedni jest głównie dla książek
      naukowych i popularnonaukowych, dla beletrystyki nie jest to najlepszy kanał
      sprzedażowy), współpracujemy z tradycyjnymi firmami dystrybucyjnymi L&L oraz PW
      Pakt, nasze książki można kupić w chwili obecnej np. w tak ważnym dla autorów
      miejscu, jak Empik czy w hipermarketach Auchan. Nasze książki sprzedawane są
      również w katalogu Klub Książki. W ciągu najbliższego tygodnia za pośrednictwem
      dystrybutora L&L poszerzamy nasz kanał sprzedaży o kolejne księgarnie tradycyjne
      oraz o internetowe księgarnie Kolportera, Merlina i 600 innych księgarni
      interne
      • pisam Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res 23.11.09, 19:51
        Przede wszystkim cieszę się, że przedstawiciel wydawnictwa podjął z nami
        dyskusję. Jak wszyscy wiedzą nikt z nas nie zjadł wszystkich rozumów i taka
        wymiana poglądów na pewno się przyda, tym bardziej, że w ten sposób zaczynamy
        jakieś nowum, bo do tej pory wydawcy nie podejmowali żadnych dyskusji uważając,
        że skoro schowają głowę w piasek i nie zauważą problemu, to jego po prostu nie
        ma. Jak tylko prześpię się z tekstem, na pewno się do niego ustosunkuję, bo nie
        wszystko mnie przekonało.
      • ojuciasan Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res 24.11.09, 00:12
        Muszę przyznać, że wydawnictwo Novae Res bardzo urosło w moich oczach po
        Pańskiej wypowiedzi. To chyba pierwszy raz się zdarzyło, że przedstawiciel
        wydawnictwa (ogólnie) podjął tu rzeczową dyskusję z otwartą przyłbicą. Powiew
        nowej jakości. Godny przykład, wyrazy szacunku :-)
      • skajstop Uwagi Skaja 24.11.09, 10:22
        Niezwykle chwalebną rzecz pan uczynił, podejmując dyskusję, a nie uchylając się
        od niej. Za to należy się panu nasz szacunek.

        Niemniej, sporo wątpliwości pozostało.
        Ustalmy najpierw fakt podstawowy: rozmawiamy o beletrystyce. Widzę potrzebę
        takiego rozdzielenia, bowiem elektroniczne książki "wiedzowe" mają inny status
        niż powieści, opowiadania czy wiersze w postaci e-booków. I tylko beletrystyki
        dotykać będą moje uwagi.
        Zatem:

        1. Niespecjalnie widzę sens w rozważaniu technikaliów typu: skład. To ciekawe
        dla osób z branży, natomiast główna linia krytyki idzie całkiem innym torem.
        Rozumiem, że wydawnictwo założone przez osoby pasjonujące się nowymi
        technologiami posiada inną perspektywę tychże, niemniej produkcja jest aspektem
        wtórnym wobec tego, o czym tu dyskutowaliśmy, czyli relacji z _czytelnikiem_.
        Albo jej braku :)

        2. Dodatkowo, by zamknąć sprawę technikaliów, wybaczy pan, ale nie ma potrzeby
        ustawiania dyskusji w kształcie: konserwa - rewolucja. Sam fakt, że wszyscy
        korzystamy z internetu, by czytać to forum, już coś mówi :)

        3. Jednakże nie zaprzeczy pan, że na razie status książek wydawanych wyłącznie w
        postaci elektronicznej jest tragiczny. W sytuacji, kiedy byle amator może sobie
        zrobić PDF-a i "wydać książkę", status wszelkich publikacji elektronicznych jest
        bardzo kiepski. To się zmieni, kiedy pojawią się wydawnictwa prestiżowe, a ich
        autorzy zostaną docenieni. Tego pana wydawnictwu życzę. Niemniej, na razie taka
        publikacja nie jest alternatywą dla papierowej edycji, w moim odczuciu. Rzecz
        jasna, zamiast PDF-a tenże amator może pójść do drukarni cyfrowej i "wydać
        książkę" w postaci 20 egz. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, zatem wracam do
        prestiżu. Na czym go budować, aby ominąć ten problem? Nie wiem, ale mam
        nadzieję, że sprawę owego "prestiżu" pan dostrzega.

        4. Kwestia reklamy. Tu powiem ostrzej: mam wrażenie, że odwraca pan kota ogonem.
        Nie ma pieniędzy na reklamę? To będzie pan sprzedawać mało. Przykro mi, ale
        internet nie załatwia wszystkiego, to jest mit. Albo inaczej: to działa, ale w
        małej skali. W ten sposób rzeczywiście sprzeda pan niewiele egzemplarzy - a
        ponieważ obcina pan koszty, to w porządku, wyjdzie pan na swoje. Natomiast czy
        to jest sytuacja korzystna dla autora, to już śmiem powątpiewać. I to bardzo. W
        razie potrzebny rozwinę ten wątek i uzasadnię znanymi mi przykładami :)

        5. Nakłady. No cóż. Z pana opisu działania NR jednoznacznie wynika, że raczej
        będą niskie. Jeśli stawia pan uczciwie sprawę autorom - to ok. Ale przecież pan
        wie, że sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest
        inaczej, mnie dziwi. Mam to panu policzyć na palcach? Owszem, jest różnica:
        inaczej wtedy kalkuluje się koszty. I tu w podtekście widzę jednak coś, o czym
        nie pisze pan wprost: nastawienie na ludzi zamawiających na odległość, via
        internet czy przez kluby książki, przeróżne katalogi, etc. Może być, tylko że w
        polskich realiach na razie - pewno pan wie - ta sprzedaż nie jest wysoka, poza
        wyjątkami. Polska to nie Ameryka, jesteśmy na razie straszliwymi
        tradycjonalistami. Przynajmniej jeśli mówimy o beletrystyce i małymi
        wydawnictwami, które nie mają "prestiżu" Świata Książki et consortes. Np. mój
        podstawowy wydawca z wielotysięcznych nakładów sprzedawanych, udział tych
        kupionych na odległość, a nie w księgarni, supermarkecie czy saloniku prasowym
        szacuje na 2-4 procent.

        6. Wreszcie... pewno pan wie, że są konkretne badania, iż jakieś 70 procent
        sprzedanych książek kupowanych jest pod wpływem impulsu, ot, ktoś wchodzi do
        księgarni, ogląda książkę, kupuje, jeśli spodobał mu się opis, okładka czy
        fragment. Często odkłada książkę na półkę i może zamówić taniej przez internet,
        ale... najpierw musi ją obejrzeć. Znam dziesiątki tak postępujących osób. Stąd
        uważam, że dopiero połączenie ognia z wodą, dystrybucji papierowej i (silnej)
        internetowej może dać sensowny wynik. Z punktu widzenia autora, nie zaś wydawcy
        zafascynowanego technologią ;p

        7. Pointa :) otóż jako swój największy sukces wymienia pan książkę, która
        została wydana na papierze, jest dostępna w księgarni. Nakład ma zupełnie typowy
        dla pierwszego wydania. Wyszła w dwóch wersjach: papierowej i elektronicznej,
        ale to przecież żadne novum, tak zaczynają robić tradycyjni polscy wydawcy,
        przynajmniej niektórzy. Czasem dochodzi jeszcze płyta do słuchania :) Jaki z
        tego wniosek? :-)

        Z szacunkiem -
        Skajstop
        • nomina Re: Uwagi Skaja 24.11.09, 10:38
          Ad. 3. Skaj, ale czym jest ten prestiż? Jeśli wydawca będzie dysponował środkami lub pewnymi, powiedzmy - koneksjami, które pozwolą mu dotrzeć do czytelnika bez reklamy - jaka różnica będzie pomiędzy wydawnictwem Kogucik a np. Światem Książki? Mnie, jako autorce, będzie wszystko jedno, czyje logo widnieje na okładce.

          Ad. 4. Dotykamy sedna z jeszcze jednego powodu - w czasach, gdy kupuje się wszystko, łącznie z opiniami czytelników, rzeczywiście może się wydawać, że pieniądze na reklamę załatwiają sprzedaż. I w naszych realiach bardzo często (najczęściej?) tak jest. Ale tak naprawdę chodzi o dotarcie do czytelnika i czy dotrzesz, wykupując reklamę za kilkaset tysięcy, czy urządzisz akcję społeczną, którą ludzie chwycą, a która będzie Cię kosztować kilka tysięcy - efekt będzie ten sam. Problem leży nie w budżecie na reklamę (czyt. na wciśnięcie towaru, bo do tego się ta reklama sprowadza), ale na dotarciu do czytelnika. Wiem, że na razie obie te sprawy wydają się tożsame. Jednakowoż... zobacz choćby na zestawienie nakładów Rzepy i na intensywność reklam różnych książek - wychodzi na to, że większość pozycji, w które wydawcy wpompowali mnóstwo pieniędzy, choćby na Empik czy obecność w mediach, sprzedała się w nakładzie poniżej 8.000 egz. I teraz - czy aby na pewno tędy droga: wydać np. 80.000 na podstawową promocję i sprzedać 8.000, co daje 10 zł dodatkowych kosztów na egzemplarzu?
          • skajstop Re: Uwagi Skaja 24.11.09, 10:43
            Prestiż to pozytywna, zbudowana opinia o produktach wytwórcy :)obojętnie, czy
            internetowego czy papierowego. Nie wykluczam wcale, że NR taką opinię zbuduje.
            Ale poprzednicy, z niechlubną Fabułą i MyBookiem teraz, jej nie zbudowali, prawda?

            Co do reklamy:
            1. Dlatego nie robi się tego dla pojedynczego produktu, tylko promuje autora,
            mając umowę na 3 książki. Albo promuje serię. Albo liczy, że ta reklamowana
            pociągnie inne książki wydawnictwa.
            Albo... robi się wtopę finansową - masz rację, często.
        • autumna Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 08:37
          > kupionych na odległość, a nie w księgarni, supermarkecie czy saloniku
          > szacuje na 2-4 procent.

          Mnie też bardzo zdziwiła ta statystyka, bo tygodnik "Wprost" już parę lat temu podawał informację, że ok. 40% sprzedaży książek to są zakupy przez internet.
          • skajstop Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 09:06
            Primo: pomiędzy "Wprost" a danymi wydawcy jest pewna różnica. W gazetach mogą
            sobie pisać, co chcą. Jak wydawca dostaje dane z Merlina czy innych księgarni
            internetowych, to to są twarde liczby, rozumiesz? Patrzysz na to, ile zeszło
            książki w ogóle, ile w tym zeszło via internet - i już.
            Secundo: oczywiście, życie nie jest takie proste i istnieje pewna zależność: im
            bardziej książka niedostępna fizycznie (mniejszy nakład, np. debiutanta), tym w
            procentach będzie wyglądać to lepiej. Ale uwierz, u mojego wydawcy tak jest, a o
            ile pamiętam, wiesz, który to, więc nie zaprzeczysz, że on ma kawałek rynku, prawda?
            Tertio: te cudowne procenty biorą się ze sprzedaży non-fiction. I też są
            zwyczajnym gadaniem, wystarczy porównać np. wpływy ze sprzedaży wszystkich
            książek z wpływami największej księgarni internetowej, Merlina. W pierwszym
            przypadku są to miliardy złotych, w drugim cienkie miliony. To KTO "robi" owe 30
            procent, hę? :)
            • autumna Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 10:16
              > o ile pamiętam, wiesz, który to, więc nie zaprzeczysz, że on ma kawałek >rynku, prawda?

              Nie mam pojęcia, rzadko tu zaglądam (ostatnio w kwestii zamiłowań książki trochę zeszły na plan drugi, a na pierwszy wysunęło się rękodzieło...) i przeoczyłam. Jasne, że wierzę praktykowi, nie mocno uogólnionej statystyce, bo i bez wątpienia na to się nakłada statystyka nr 2, czyli nie ILE książek, ale JAKIE kupujemy przez internet. Nie spodziewałam się jednak że jest to tak duża różnica i że te procenty aż do tego stopnia są nadmuchane przez podręczniki, słowniki itp.
              • ojuciasan Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 15:43
                No nie wiem, statystyk nie znam, ale prawdę mówiąc sama od lat co najmniej
                pięciu kupuję książki już niemal wyłącznie przez Internet i o ile mi wiadomo,
                robi tak większość moich znajomych! Nie mam czasu ani cierpliwości biegać po
                księgarniach. Wieczorem za to przeglądam sobie spokojnie oferty księgarni w
                necie i zawsze się na coś skuszę, zamawiam regularnie. A do księgarni
                "stacjonarnej" zaglądam tylko okazjonalnie.
    • sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 23.11.09, 16:53
      internetowych.
      Drodzy Państwo, pamiętajcie jeszcze, że nie każda książka ma potencjał, aby
      trafić do dystrybucji tradycyjnej, bo po prostu niektóre z nich nie są
      atrakcyjnymi produktami z marketingowego punktu widzenia, a koszt takiej
      dystrybucji jest kolosalny. Niektóre książki lepiej sprzedawać nawet tylko i
      wyłącznie immanentnymi kanałami wydawnictwa (np. zaczytani.pl) z zyskiem dla
      Autora i wydawcy, bo wówczas obydwie strony nie ponoszą kosztów dystrybucji.
      Dodam również uczciwie, że są książki niesprzedawalne w ogóle (np. bardzo
      niszowe czy osobiste) i jeżeli decydujemy się opublikować taką książkę, przed
      podpisaniem umowy jasno umawiamy się z Autorem, że w naszej opinii z książki nie
      będzie zysku. Nie obiecujemy złotych gór tam, gdzie ich nie widzimy, a tam,
      gdzie widzimy dobre perspektywy handlowe, sami inwestujemy swoje środki, czy to
      w partycypacji z autorem czy samodzielnie, jednocześnie ponosząc ryzyko. Bo jak
      jest się małym wydawcą, to ryzyko jest nieuchronne.
      Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać Państwa pewne wątpliwości odnośnie
      działania wydawnictwa, w którym pracuję. W razie dodatkowych pytań zapraszam do
      kontaktu.

      Sebastian Czekalski, Wydawnictwo Novae Res, sebastian.czekalski@novaeres.pl
      • nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 23.11.09, 20:34
        Głos małego wydawcy: kochani, nie nakręcajmy się tą "oficjalną dystrybucją".
        Jeśli nie jest się autorem, w którego wydawca wpompuje sporo pieniędzy na
        reklamy (i kupione recenzje ;), to wydanie u kogokolwiek niczego nie gwarantuje.
        Szukam książek znajomych pisarzy w tzw. czołowych miejscach dystrybucyjnych -
        owszem, okazjonalnie są, nawet promowane; poza promocją - wykupioną przez
        wydawcę - ich nie ma albo są gdzieś upchnięte pojedyncze egzemplarze, że trzeba
        się naszukać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć autorów stale dostępnych i
        widocznych w ofercie. A mówię o osobach, które nie są debiutantami! Oczywiście,
        każdy ma prawo do własnej oferty, wciąż jednak uważam, że traktowanie za
        wyznacznik dystrybucji sieci na E czy M to jednak efekt marketingu - to nie są
        najlepsze miejsca dystrybucji, tylko najbardziej stereotypowe :).

        Jak doskonale wiecie - z całego serca popieram alternatywne kanały dystrybucji,
        więc kibicuję szczerze każdemu takiemu projektowi. Tylko do e-booków nie mogę
        się przekonać (na marginesie: ja też składałam książki osobno do druku, osobno
        do e-booka, Novae Res nie jest jedynym wydawcą, który wpadł na ten pomysł :).

        Panie Sebastianie, czy zaczytani.pl to projekt Pana firmy, czy partnerska witryna?
        • skajstop Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 24.11.09, 10:40
          Nomino, masz trochę racji, ale... spróbuj wykonać taki eksperyment myślowy.
          Moich książek nie ma we wszystkich księgarniach (ba, teraz nie ma niemal w
          ogóle, bo zeszły, a nowej nie ma na razie). I nigdy nie było. Ale sprzedawały
          się przyzwoicie.
          A teraz eksperyment: którąś z nich publikuję via wydawnictwo internetowe.
          Powiedzmy, w NR. Jak myślisz, czy sprzeda się ta sama ilość? Bo przecież
          wszystko inne pozostanie takie samo, poza medium.

          Stawiam dolary przeciw orzechom, że pojawi się różnica rzędu albo co najmniej
          połowy ministrów. Patrz moje uwagi wyżej bezpośrednio do przedstawiciela NR.
          • nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 24.11.09, 12:32
            Ja wiem, o co Ci chodzi, tylko wydaje mi się, że jako autorzy, czytelnicy - i chyba też wydawcy - trochę się zapętlamy w tym podejściu do kanałów dystrybucji. Jesteśmy przekonani, że nie można inaczej - i utrwalając taką postawę oraz powodowane nią zachowania - rzeczywiście utrwalamy "stary porządek". A ja jestem przekonana, że ten skostniały i mocno niewydolny ład da się zburzyć - tylko jeszcze szukam idealnego sposobu na dotarcie do odbiorców bez inwestowania kolosalnych kwot, których zwyczajnie na to nie mam i nie dam :).
            Poza tym - wrócę do nakładów - z niejakim zdumieniem zobaczyłam, że na nagrody księgarniane i szumne promocje składają się nakłady kilkutysięczne (spodziewałam się naprawdę co najmniej jednego zera więcej). Czyli - poza paroma przypadkami - ta cała dystrybucjo-promocja to kolos na glinianych nogach.
            • skajstop O dystrybucji 24.11.09, 14:29
              Wiem, z czym walczysz i jako autor-marzyciel Cię popieram, bo mnie te skostniałe
              kanały doprowadzają do pasji - przecież to dlatego starszych moich książek nie
              ma w księgarniach.
              Ale jako autor-realista wiem, że żadnej alternatywy na razie nie ma,
              przynajmniej na skalę ogólnopolską i liczoną w tysiącach sprzedanych egzemplarzy.

              Nb. co do tych 8 tysięcy - mnie też to dziwi, ale znam przynajmniej jeden
              przypadek, gdy książka nie znalazła się w raporcie Rzepy, bo wydawca nie
              przesłał danych.
              Natomiast 8 tysięcy to dużo więcej niż 800 egz. W tym problem.
    • sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 cz.1 24.11.09, 16:07
      Dziękuję Państwu za miłe słowa, odpowiedzi oraz pytania. Na początku chciałbym
      wyrazić swoje zdziwienie faktem postrzegania NR jako „wydawnictwa
      internetowego”. Taka nomenklatura zawsze kojarzyła mi się z wydawnictwami typu
      Złote Myśli czy Escape Magazine, które to każdą książkę wydają w postaci
      e-booka, a dla wybranych książek oferują klasyczny druk na żądanie. Być może w
      przypadku NR nie powinniśmy operować zwrotem print on demand, tylko mówić o
      druku cyfrowym w niskich nakładach (do 1000) bo od 1000 wzwyż korzystamy już z
      druku offsetowego. Czyli może od razu zamknijmy e-bookową stronę wydawnictwa,
      skupmy się tylko na książkach tradycyjnych (jeżeli ktoś miałby ochotę
      porozmawiać również o e-bookach i innowacjach to zapraszam na jutrzejsze
      spotkanie o przyszłości rynku wydawniczego, które odbędzie się w Gdańskim
      Wydawnictwie Psychologicznym, a poprowadzą je właściciele NR, podaję link:
      gwpuzdrowisko.pl/kalendarium/kalendarium/#55).
      Nie widzę też uzasadnień dla porównania NR z wydawnictwami typu MyBook – na
      poparcie moich słów napiszę 3 podstawowe różnice:
      1) NR nie publikuje wszystkiego! Nie działa również automatycznie.
      2) NR przeprowadza pełen proces edytorski, a nie wysyła stworzonego przez autora
      PDF-a do drukarni (łącznie z wybraną przez niego szablonową okładką)
      3) NR stara się pozyskiwać jak najszersze kanały dystrybucyjne i sprzedawać
      książki, które wydaje, oczywiście że z różnym skutkiem, ale to jest akurat
      normalne na rynku wydawniczym i wiele czynników wpływa na to, że jedna książka
      będzie się sprzedawać, a inna nie.
      Novae Res jest młodym, niewielkim wydawnictwem, które stara się zaistnieć w
      społecznej świadomości. Można nas przyrównać do Autora, który wierzy we własne
      siły i pomysły, ale nie jest pisarzem o ugruntowanej pozycji na rynku, który
      „może dużo”. Pokrótce postaram się odnieść do uwag Pana skajstopa:
      1) Możemy odrzucić kwestie techniczne, ale wówczas pozostanie rozmowa tylko na
      temat promocji i dystrybucji. Żeby opłacało się coś promować i dystrybuować,
      trzeba mieć produkt, którym można zainteresować klienta. Żeby mieć taki produkt
      (w tym wypadku książkę) trzeba ją dobrze przygotować od strony edytorskiej i
      marketingowej – w przypadku książki niezwykle ważną rzeczą jest okładka, jako
      opakowanie produktu estetycznego , jakim jest książka. Ważna jest również
      estetyka typograficzna itd. Bo książka drukowana to nie tylko treść, ale również
      (a ostatnio niestety przede wszystkim) forma. Podkreśliłem w ostatnim poście po
      prostu dbałość NR o te elementy. Jako dla autora pierwszorzędne znaczenie dla
      mnie miałaby estetyka książki.
      2) Dobrze – już ustaliliśmy, że rozmawiamy tylko o książkach drukowanych.
      3) W całej rozciągłości się z Panem zgadzam. Na czym budować prestiż? Na
      publikowaniu wartościowych książek ciekawych Autorów. Takie jest moje zdanie.
      Badania wskazują, że czytelnik nie sugeruje się marką wydawnictwa, tylko
      nazwiskiem Autora. Prestiżowe jest jakie wydawnictwo? W którym ciężko coś
      opublikować? Które jest znane, bo wydaje i sprzedaje dużo? A może takie, które
      wydaje niewiele, ale za to w pięknej formie i wybrane utwory? Na to pytanie
      chyba każdy Autor sam sobie musi sobie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że rozumiem
      Pana intencję – wydawnictwo ma być instytucją weryfikującą, co jest dobrą
      literaturą, a co nie, tak? Jak uda się w takim wydawnictwie wydać, to jest to
      prestiż dla Autora? To proszę zobaczyć, co jest na pierwszych miejscach list
      bestsellerów. Pytanie, czy kierujemy się przesłankami jakościowymi czy
      ilościowymi. Niech przykładem będą książki Stephanie Mayer – 5 książek na liście
      bestsellerów (których wartość literacką pozostawiam do indywidualnej oceny,
      zdaniem większości literackich opiniodawców dno – odsyłam np. do komentarzy w
      Angorze czy a Magazynu literackiego Książki), które wydało Wydawnictwo
      Dolnośląskie. Czy to wydawnictwo jest prestiżowe? Jeżeli elementem
      wartościującym jest sprzedaż – na pewno tak. Tylko że ja bym użył innego słowa –
      nie prestiżowe, a dochodowe. Po prostu znane na rynku. Pytanie tylko, czemu na
      tych listach, a przede wszystkim na księgarskich półkach jest tak mało polskich
      nazwisk (beletrystyka), a zalew zagranicznych? Jak takiemu NR uda się wypromować
      jakiegoś polskiego autora, to wówczas możecie być Państwo pewni, że zaraz jakieś
      duże wydawnictwo się po niego zgłosi z otwartymi ramionami I tutaj pojawia się
      różnica – te „prestiżowe-dochodowe” wydawnictwa wydają to, co w ich opinii
      będzie się sprzedawać, a wcale nie musi być dobre gatunkowo- stąd tyle
      badziewnej powieści zagranicznej na półkach. Czemu te świetne wydawnictwa nie
      zainteresują się polskimi autorami? Czemu nie stworzą miejsca dla polskiej
      twórczości, skoro mają takie zasoby finansowe? Wreszcie czemu w Empiku 90%
      beletrystyki to zagraniczni autorzy? Czy Polacy nie umieją pisać? A może Polacy
      nie chcą czytać polskich autorów? Nie wiem, ale jest to problem, nad którym
      warto się pochylić. Staramy się to robić.
      4) Reklama – bardzo fajnie napisała tutaj Pani nomina. Proszę sobie przeliczyć
      koszty tradycyjnej reklamy, a ewentualne zyski z książki. Proszę też zauważyć,
      że wyłożenie dużych pieniędzy na reklamę i tak nie musi dać gwarancji sukcesu
      wydawnictwa i odwrotnie – książki na które początkowo nie było żadnych nakładów
      reklamowych potrafią stać się bestsellerami – polecam casus Paulo Coehlo. W
      Polsce ukazuje się ok. 12000 nowych tytułów rocznie. Przyjmijmy, że niech tylko
      połowa to beletrystyka. To 500 nowych książek miesięcznie – uważa Pan, że
      wszystkie one otrzymują promocję? Napiszę więcej, czy uważa Pan, że wszystkie
      książki znanych wydawców otrzymują widoczną promocję? Nie zawsze liczą się tylko
      i wyłącznie pieniądze, czasami liczy się pomysł, innowacyjne formy marketingowe,
      np. marketing szeptany w Internecie może okazać się o wiele bardziej skuteczny
      niż drogie kampanie tradycyjne, bo w przypadku książki najważniejsze, żeby
      ludzie zaczęli o niej mówić, żeby stała się w jakiś sposób wydarzeniem
      kulturowym, wtedy szybko zainteresują się nią media i pojawia się darmowa
      reklama. A zainteresowanie czytelników zmusi księgarzy do postawienia książki na
      półce. 1/8 strony w Angorze to koszt 15.000. Czy uważa Pan, że jak zamieszczę w
      10 takich magazynach reklamę to sprzedam 20000 egzemplarzy książki i wyjdę na
      zero? (kalkulacja dla standardowej książki kosztującej 30złotych).Rzeczą
      podstawową w promocji jest jeszcze co innego – Autor wymaga, ale co autor daje?
      Jeżeli dostarczy świetny produkt, w który warto zainwestować środki, z pewnością
      wydawnictwo to uczyni i będzie się starało na wszystkie sposoby dać rozgłos
      książce. Jeżeli dostarcza produkt przeciętny, otrzyma przeciętną, standardową
      promocję, cudów nie ma i uczciwie o tym mówimy Autorowi. Wydawnictwo nie da rady
      promować wszystkich książek. A dodam chyba najważniejszą kwestię, o której
      zapominamy – podstawowym zadaniem wydawnictwa jest stworzenie książki, a nie jej
      promocja. Czemu nikt nie ma pretensji do dystrybutorów, którzy zabierają połowę
      ceny książki, że książka się nie sprzedaje i nie jest silnie promowana?
    • sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 cz.2 24.11.09, 16:08
      5) „Sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest
      inaczej, mnie dziwi” – z całym szacunkiem, nie ma to żadnego uzasadnienia.
      Oznaczałoby to, że jeżeli wydrukuję 10 tys. książek i wprowadzę je do
      dystrybucji tradycyjnej, to je sprzedam. Skąd taka pewność? Gdyby tak było, nie
      byłoby kiermaszy taniej książki Wszyscy by drukowali w wielkich ilościach, bo
      jest taniej przecież, i cieszyli się z zysków. Powiem więcej i może rozwieję
      pewne mity odnośnie dystrybucji tradycyjnej – to nie wydawnictwo decyduje, ile
      sobie wprowadzi do sprzedaży, a dystrybutor, a konkretniej księgarz. Do
      dystrybutorów wysyłane są książki, które znajdują się w magazynach. Taki
      dystrybutor przygotowuje ofertę książek, które posiada na stanie i rozsyła
      propozycję ich zakupu do swoich kontrahentów, którymi są księgarnie,
      hipermarkety, Empik itd. I przykład takiego Empiku. To nie jest tak, że jak jest
      Empików w Polsce 150, to ja sobie zażyczę, że chciałbym mieć po 5 egzemplarzy
      książki w każdym salonie, bo fajnie będą wyglądać na półce obok siebie, i wyślę
      im 750 egzemplarzy, tylko to Empik, po zapoznaniu się z propozycją dystrybutora,
      szacuje sobie, ile chce zamówić książek i weźmie powiedzmy 100, 200, 300 takiego
      debiutanta. Ja sobie mogę wydrukować, ile chcę, tylko że jak te książki nie
      zostaną zamówione, to one leżą w magazynie u dystrybutora i się kurzą, a nie
      stoją na półkach w księgarniach, jakby się mogło wydawać. To jaki jest sens w
      drukowaniu wielkiej ilości (za wyjątkiem tego, że taniej wychodzi druk
      egzemplarza), skoro zamrażany jest kapitał, a jak jest popyt, to w każdej chwili
      książkę można wydrukować. W takiej opcji nie ma czegoś takiego, jak nakład
      wyczerpany. Wówczas popyt kreuje podaż i to jest logiczne. Odnośnie sprzedaży
      książek w Internecie, to bardzo ciekawe, co Pan pisze, ponieważ książka, zgodnie
      z wynikami badań, to najchętniej kupowany przedmiot w Sieci. Z analiz wynika
      (Rynek książki w Polsce, Biblioteka Analiz), że około 30% zakupów książek odbywa
      się przez Internet (piszę tu o wersjach papierowych).
      6) Prosiłbym o wskazanie źródła tych badań, bo to ciekawe, co Pan pisze.
      Rozumiem, że chodzi tylko o beletrystykę czy o wszystkie książki?
      7) Nigdzie nie napisałem, że największym sukcesem Novae Res jest opublikowanie
      „Skutków ubocznych”. Raczej wskazywałem na to, że wydajemy książki w różnych
      nakładach. Oczywiście, że dwie wersje książek to obecnie żadne novum, 2 lata
      temu jednak tak nie było, obecnie również duże wydawnictwa typu „Znak”
      dostrzegają potencjał w e-bookach, skoro zgadzają się na publikowanie swoich
      tytułów (również nowości) w takiej formie. Wynika z tego, że rynek e-booków
      dynamicznie się rozwija – chyba taki można wysnuć wniosek.
      Pani nomino – zaczytani.pl to autorski projekt Novae Res.
      Panie skajstopie – w jakich latach sprzedawała się przyzwoicie Pańska książka i
      jakie były związane z nią kampanie promocyjne? Ja jednak podtrzymuję zdanie
      (zgadzając się z p. nominą), że skuteczność dystrybucji tradycyjnej w miejscach
      takich, jak Empik, jest mocno stereotypowe – sprzedają się książki, które są
      silnie promowane w miejscu sprzedaży, dobrze widoczne itd. A to z kolei znowu
      kosztuje. A żeby móc zapłacić, to trzeba dużo sprzedać, a sprzedać wiele książek
      debiutanta to… baaaardzo cieżkie. Ale przynajmniej pomagamy mu zaistnieć.
      Pozdrawiam serdecznie
      Sebastian Czekalski, menedżer projektu, Wydawnictwo Novae Res
      • nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 24.11.09, 20:56
        Panie Sebastianie, dziękuję za odpowiedź i piszę maila.

        Jest jeszcze jedna rzecz. Wszyscy mówimy o książce papierowej vs. e-book. A
        audiobook? Jaka jest jego rola? Nie ukrywam, że u mnie brak audiobooków to
        kwestia kosztów, no i trochę też oklapłam, kiedy się okazało, że Sapkowski mnie
        ubiegł (miałam wizję takiego rozbudowanego audiobooka, ale teraz wyszłabym chyba
        na epigona).
        • sarsembaj Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 25.11.09, 15:17
          Pani nomino,

          rynek audiobooków z tego, co wiem, bardzo dynamicznie się rozwija. Coraz więcej
          osób zainteresowanych jest słuchaniem książek. Swoją drogą klasyk teorii
          literatury, Roman Ingarden, uważał, że pełny odbiór dzieła następuje tylko i
          wyłącznie przy odczycie tekstu:) Problemy są jednak takie, że - dużo osób czytać
          chce, ale niewielu uśmiecha się płacić za coś, co może mieć za darmo. Audiobook
          to nie e-book - nie ma znaczenia, czy słuchamy legalnej czy pirackiej mp3. W
          przypadku e-książki mamy jak na razie kolosalną różnicę pomiędzy komfortem
          czytania wersji drukowanej a elektronicznej książki. Praktycznie każdy audiobook
          można bez większego problemu znaleźć w sieci w wersji pirackiej i to jest
          kłopot. Jest wzrost zainteresowania audiobookami, ale nie przekłada się to na
          realne zyski. A koszt stworzenia audiobooka jest dość wysoki. W jednym z
          największych sklepów sprzedających audiobooki w Internecie w momencie, kiedy
          sprzeda się 200 egzemplarzy zaczyna miec taki utwór status bestsellera. Sam
          jestem ciekawy, jak ten rynek się rozwinie. Pozdrawiam

      • skajstop Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 24.11.09, 22:37
        <„Sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest
        > inaczej, mnie dziwi” – z całym szacunkiem, nie ma to żadnego uzasad
        > nienia.
        > Oznaczałoby to, że jeżeli wydrukuję 10 tys. książek i wprowadzę je
        > do dystrybucji tradycyjnej, to je sprzedam. Skąd taka pewność?

        No cóż, porusza się pan pomiędzy skrajnościami, a gdzie środek? A ja nigdzie nie
        napisałem, że cały wydrukowany nakład zostanie sprzedany, stwierdziłem jedynie,
        iż da się uchwycić zależność pomiędzy wysokością nakładu a wysokością sprzedaży.
        I prosiłbym o precyzję.
        Zależność istnieje i prosto ją wykazać: jeśli sprzedaje pan książki tylko ze
        strony swojego wydawnictwa, sprzeda pan ich _prawdopodobnie_ mniej, niż kiedy
        będzie pan je sprzedawał także ze stron Merlina, Empiku oraz innych
        internetowych stron. Jeśli dorzuci pan kilka tradycyjnych księgarni, to
        prawdodpodobieństwo znów trochę wzrośnie. Zwiększy się szansa, że ktos na pana
        ofertę trafi. Oczywiście, należy umieć potem tym nakładem rządzić, dzielić
        pomiędzy dystrybutorów, umawiać się z nimi, etc. Niemniej, jeśli wydrukuje pan
        nakład dobrą książkę w np. 3000 egz., to szansa, że pan sprzeda 1500, jest
        znacznie większa, niż gdy wydrukuje pan asekurancko 300 egz. Tym bardziej, że w
        Polsce słabo, bardzo słabo na razie funkcjonuje system dodruków, on działa tylko
        przy ewidentnych hitach, a nie o nich mówimy. Zwykle sprzedaje się jakis procent
        pierwszego wydania.
        Czynię rzecz jasna założenie, że książka jest dobra, wydawca nie popełnił błędów
        edytorskich, a hurtownicy będą zainteresowani. Ale wtedy właśnie pojawia się
        kwestia prawidłowego rozdysponowania nakładu – i on jednak nie może być rzędu
        200 egz. Zgoda, nie musi sięgać 3000, ale jeśli książka ma być zauważalna w
        wielu miejscach, choćby miał tam stać jeden egz, to jednak określa to pewien
        nakład podstawowy. Powiedzmy, określa rozsądne minimum.
        Nawiasem, piszę to, dość dobrze (w liczbach) znając sposób funkcjonowania
        swojego wydawcy, który wydaje sporo debiutów, trudno więc powiedzieć, że idzie
        na pewniaka  Nie, on zakłada, że książki rozrzuci, jak umie, a potem się
        zobaczy, tj. czytelnicy biorąc je do reki, zadecydują. Bo do wielu potencjalnych
        czytelników nie dotrze pan inaczej z informacją o książce, jak poprzez pokazanie
        im jej w ksiegarni. Naprawdę, nie jest to moja fanaberia, tylko wiedza o
        mechanizmie funkcjonowania wydawnictwa, które rocznie wypuszcza kilkadziesiąt
        tytułów, częstokroć obarczonych sporym ryzykiem.
        Niestety, źródeł tych danych nie mogę podać bardziej precyzyjnie, bowiem wydawca
        by mnie zabił. Są to jednak czasem wyniki badań robionych na zamówienie. Badania
        profilowane, na okreslonych grupach, dosyć dużych, reprezentatywnych próbach.
        Co gorsza, przeciez pan dobrze wie, że dopiero powyżej pewnej ilości sprzedanych
        egz. Pojawia się zysk. A koszty zredagowania książki są takie same bez względu
        na to, czy jej się sprzeda 100 egzemplarzy, czy 2000. Choćby z tego powodu
        trzeba starać się sprzedać jak najwięcej. Porównanie z MyBookiem pana ubodło,
        ale ono wcale nie jest chybione w tym sensie, że to wydawnictwo zarabia na
        autorach. Proszę, niech pan kilkoma tytułami wprowadzonymi na rynek dowiedzie,
        że autorzy są w porządku (właśnie owa kwestia prestiżu, czyli selekcji), książki
        się sprzedają – nie, nie trzeba od razu oszałamiających wyników, wystarczy, że
        nie będzie to 100 egz, tylko 1000. Dorobi się pan dobrej opinii, a ja obiecuję,
        że wtedy odszczekam swoje wątpliwości, a nawet zacznę NR wspierać – bo to nie
        jest tak, że programowo mam coś przeciwko takim wydawnitwom. Mam, jeśli oferują
        miraże. Natomiast potrzebę mocnego wydawnictwa w typie NR na polskim rynku
        dostrzegam.
        Uprzedzę pana jeden argument, który zresztą wraca jak echo. Otóż na działalność
        wydawniczą pieniądze są potrzebne tak samo, jak na handlowanie warzywami.
        • sarsembaj Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 25.11.09, 15:31
          Panie Skystopie,

          ja wszystko rozumiem, ale Pana myślenie jest bardzo stereotypowe - wrzucę więcej
          na rynek, jest większa szansa na sprzedaż. No oczywiście, że statystycznie jest.
          Ale czy przekłada się to na realną sprzedaż? Zapewne tak, ale czy na tyle, aby
          na tym zarobić? Gdyby to wszystko było takie proste, to nie upadałoby tyle nowo
          powstałych wydawnictw. A czy nie lepiej wydrukować mniej, a za zaoszczędzone
          pieniądze zrobić kampanię reklamową? Wbrew temu, co Pan pisze, dodruki to
          obecnie w Polsce najmniejszy problem. W ogóle najmniejszym problemem jest coś
          wydrukować. Coraz większym jednak z racji coraz mniejszej liczby czytelników, a
          większej liczby książek problemem jest sprzedać to, co się wydrukowało. To, co
          Pan proponuje, można przyrównać do każdego innego produktu - im więcej wprowadzę
          na rynek, tym większą mam szansę na sprzedaż, ale to jest tylko statystyka.
          Zamieńmy książki na kefiry. Pisze Pan, że mam większą szansę, że sprzedam
          książkę, jak ona będzie w wielu miejscach i że dla debiutanta jednak głównym
          sposobem zaistnienia jest to, że ktoś nim się zainteresuje w księgarni. Otóż,
          powracając do przykładu kefiru, szansa na to jest taka, jakby wszedł Pan do
          sklepu spożywczego, stanął przed półką, na której stoi 300 podobnych kefirów i
          zainteresował się akurat moim. Jaka jest szansa? Nie za wielka prawda? A
          odwróćmy sytuację - spróbujmy tak zainteresować czytelnika książką, żeby on
          wszedł do sklepu i zapytał, czy może kupić taką a taką pozycję - proszę mi
          zaufać, że dobry księgarz za 2 dni będzie miał tę książkę na półce. Zaczynamy
          poruszać się na takim rynku książki, że zauważenie książki w księgarni i szansa
          na jej sukces przy zalewie beletrystyki jest iluzoryczna. Taka jest niestety
          smutna prawda.
          • skajstop Pas 25.11.09, 16:24
            > Wbrew temu, co Pan pisze, dodruki to obecnie w Polsce najmniejszy
            > problem.

            Myślę, że bardzo nieuważnie czyta pan to, co w stanowczo zbyt długich postach
            piszę :) A jeśli czyta, to, pardon, nie rozumie. Problemem, który podnoszę,
            wcale nie jest zrobienie dodruku przez wydawcę, tylko fakt, iż najczęściej
            księgarnie czy Empiki, etc - biorą RAZ. Wiem, są wyjątki, ale ja pisałem o
            regule. Potem biorą nowe książki, zamiast wracać do starych.

            Podobnie, nigdzie nie piszę, iż należy pieniądze z promocji przesunąć na druk,
            tylko stawiam tezę, że niezbędny jest i rozsądny nakład podstawowy, jak i
            promocja, co sobie pozwoliłem wcześniej cierpko skomentować.

            Wobec tego myślę, że pozostaniemy przy swoich ocenach, a życie je za rok czy dwa
            zweryfikuje. Na razie pasuję, bo dalsza rozmowa w takim kształcie nie ma sensu.

            Życzę powodzenia, pozostaję z szacunkiem -
            Skajstop
            • sarsembaj Re: Pas 26.11.09, 00:40
              Panie skystopie, oczywiscie, ze z pelnym zaangazowaniem i uwaznie czytam
              Pańskie posty. Jak juz ktos wcześniej wspomniał w toku tej całej dyskusji
              nikt nie zjadł wszystkich rozumów, a wymiana zdań moze okazac się owocna.
              Mozliwe, ze niektore wypowiedzi interpretuję niezgodnie z Panska intencją,
              ale temat jest po prostu tak szeroki, ze forum rzeczywiscie moze nie byc
              najlepsza forma do dyskusji na tak rozleglym polu, jakim jest wspolczesny
              rynek wydawniczy. Potwierdza to również dzisiejsza, zresztą niezwykle
              ciekawa, dyskusja w GWP na spotkaniu prowadzonym przez właścicieli NR z
              przybyłymi goścmi - opinie były podzielone, polemika zażarta, ale
              konstruktywna i skłaniająca do refleksji. Myślę, że najlepszym
              rozwiązaniem byłoby spotkanie i osobista rozmowa - wówczas mielibyśmy
              większe szanse wzajemnego przekonywania się o swoich racjach :) Być może
              taka możliwość nastąpi, tymczasem ja również dziękuję za dotychczasową
              polemikę i pozostaję z szacunkiem. Oczywiście w dalszym ciągu zachęcam
              każdego, kto miałby jakieś pytania na temat wydawnictwa Novae Res do
              kontaktu. Będę się również co jakiś czas starał odwiedzać to forum i w
              miarę możliwości czasowych odpowiadać na wszystkie poruszane kwestie.
              Pozdrawiam serdecznie

              Sebastian Czekalski, Wydawnictwo Novae Res, sebastian.czekalski@novaeres.pl
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka