Watek Donatty ...

24.03.04, 11:26
.... powinien wygladac tak, moim skromnym :

-----------------------

pomóżcie albo wylejcie kubeł zimnej wody...

donatta 16.03.2004 18:08

No więc problem jest taki. Pewne wydawnictwo zakupiło prawa autorskie do 3
części poczytnej na Zachodzie serii, liczącej sobie bodajże 11 części. Te
trzy ksiązki przetłumaczyłam ja, z wielką przyjemnością, bo miło się i
pracowało i czytało i z nadzieją na więcej. Daj kurze grzędę...
PLan wydawniczy był taki, że najpierw poszły dwie części, po miesiącu-dwóch
miała iść trzecia. I tu się zaczynają schody. Trzecia część nie poszła, bo
wydawnictwo nastawione jest na czysty zysk i jeśli sprzedaż nie osiągnie
jakiegoś tam pułapu w pierwszych tygodniach, to wydawnictwo się już książką
nie interesuje. A każde dziecko wie, że książka to nie ciastko w cukierni i
nie musi zejść w tym samym dniu. W każdym razie wydanie 3 części zostało
przesunięte na "za rok', co według zaprzyjaźnionych źródeł znaczy tyle,
co "na świętego nigdy". A ja bym chciała, żeby i trzecia, i jeszcze czwarta,
i piąta...
I teraz mam dwa pytania;
1. Czy znacie jakiś skuteczny sposób na zachęcenie wydawnictwa do wydania
książki? Dodam w tym miejscu, ze kilka telefonów tygodniowo od czytelników z
pytaniem o kontynuację, nikogo nie interesuje (a właśnie ta informacja dała
mi kopa do działania);
2. Czy ktoś z Was próbował odkupić prawa autorskie od wydawnictwa i spróbować
w innym? Czy to w ogóle ma sens jeśli w grę wchodzi seria wydawnicza?
Zaprzyjaźnione żródło nie potrafi mi nic doradzić, bo jest tylko pionkiem,
niestety.
Zastanawiam się, czy mam coś robić w tej kwestii, czy dać sobie spokój.
Jak sądzicie?

--
donatta 17.03.2004 13:53

Problem w tym, że w zasadzie nie mam prawa niczego się spodziewać. Umowa
dotyczyła przetłumaczenia 3 części, ja się z tego wywiązałam, wydawnictwo
zapłaciło, więc teoretycznie jest kwita. Oni stracą na tym jeśli nie wydadzą,
bo ponieśli już koszty w związku z zakupem praw autorskich i zapłatą za
tłumaczenie. Mnie chodzi o ogólny bezsens całej tej sprawy. Jest
zainteresowanie czytelników, którzy kupili dwie części i czekają na kolejne,
ale zostali zrobieni w przysłowiowego konia. Chciałabym pociągnąć to dalej i
nie wiem jak. A właściwie już wiem. Wiem, że chwilowo nic nie zdziałam.

Dowiedziałam się dzisiaj (zaprzyjaźnione źródło węszy i tropi), że prawa
autorskie wydawnictwa wygasają podobno dopiero w 2008 roku, i mają w umowie
24 miesiące na wydanie tychże ksiązek. Czyli jeszcze rok mogą mnie zwodzić, a
potem chyba prawo im przepadnie. Tego nie wiem, na 100 %, ale tak wychodzi na
chłopski rozum. A że będą zwodzić to wiem, bo taką mają strategię. Czyli na
razie czekam rok, potem pomyślę :)

W każdym razie wielkie dzięki za zainteresowanie.
Pozdrawiam

--
szwedzka 19.03.2004 02:53

Zawezwany przez Millefiori odzywam się :-)

Donatta: wydawnictwo nastawione jest na czysty zysk i jeśli sprzedaż nie
osiągnie jakiegoś tam pułapu w pierwszych tygodniach, to wydawnictwo się już
książką nie interesuje.

Miło, jak wydawaniem książek zajmują się ludzie, dla których książka to taki
sam towar jak gwoździe. Moja koleżanka nazywa ich parapetami.

D.: Czy znacie jakiś skuteczny sposób na zachęcenie wydawnictwa do wydania
książki?

Znamy. Metodą łagodnej perswazji. Siadamy z wydawcą przy piwku i grzecznie mu
tłumaczymy, że powinien daną ksiażkę wydać. Sposób w stu procentach
skuteczny, jeśli tłumacz i wydawca to jedna i ta sama osoba.

D.: Umowa dotyczyła przetłumaczenia 3 części, ja się z tego wywiązałam,
wydawnictwo zapłaciło, więc teoretycznie jest kwita.

Nonsens, o czym raz już tutaj pisałem, ale widzę, że każdemu trzeba z osobna.
Jeśli umowa dotyczyła tylko tłumaczenia, to wydawca nigdy nie miał go prawa
opublikować i wtedy rzeczywiście jesteście kwita. Jeśli umowa zawierała
klazulę o przeniesieniu przez tłumacza na wydawcę prawa do publikowania
utworu drukiem, to obowiązuje prawo autorskie, które mówi, że wydawca ma
obowiązek opublikować książkę w terminie dwóch lat (jeśli umowa nie stanowi
inaczej), jeśli tego nie zrobi, tłumaczowi należy się odszkodowanie lub
równowartość wynagrodzenia, o ile wyznaczy dodatkowy termin (minimum pół
roku), a wydawnictwo również się z
niego nie wywiąże.


D.: Mnie chodzi o ogólny bezsens całej tej sprawy. Jest zainteresowanie
czytelników, którzy kupili dwie części i czekają na kolejne, ale zostali
zrobieni w przysłowiowego konia.

[...]

D.: Dowiedziałam się dzisiaj (zaprzyjaźnione źródło węszy i tropi), że prawa
autorskie wydawnictwa wygasają podobno dopiero w 2008 roku, i mają w umowie
24 miesiące na wydanie tychże ksiązek. Czyli jeszcze rok mogą mnie zwodzić, a
potem chyba prawo im przepadnie. Tego nie wiem, na 100 %, ale tak wychodzi na
chłopski rozum. A że będą zwodzić to wiem, bo taką mają strategię.

Trudno tu mówić o zwodzeniu. Masz określony w umowie termin wydania książki?
Nie masz. To obowiązuje termin dwuletni. [ ...] byś zwróciła uwagę na
rozbieżność między terminem deklarowanym ustnie a terminem wynikającym z
tego, co na papierze.
Podane dane interpretujesz prawidłowo. Termin wydania 24 miesiące, a licencja
na rozpowszechnianie do 2008 r. Po upływie terminu wydania prawa mogą
przepaść, ale wydawnictwo zagraniczne równie dobrze może ten termin
przedłużyć, jeśli nie będzie np. innych chętnych do kupienia tej książki.
Dla jasności: przedłużenie terminu przez wydawnictwo zagraniczne w żaden
sposób nie wiąże tłumacza, gdyż jego terminy nie są powiązane z tamtymi.
Przykładowo: gdyby wydawnictwo zapisało w umowie z Tobą miesięczny termin
wydania książki i jej nie wydało, mogłabyś wyznaczyć dodatkowy półroczny
termin, a potem wypowiedzieć umowę.
Wydawnictwo nadal miałoby prawa do opublikowania książki po polsku, ale nie
mogłoby wykorzystać Twojego tłumaczenia, tylko musiało zlecić przekład komu
innemu.

--
donatta 19.03.2004 08:34

Dziękuję bardzo za cenne uwagi, widzę że się naprawdę na tym znasz.
[... ]
Pozdrawiam

--
szwedzka 19.03.2004 20:16

Alez prosze bardzo. Polecam sie na przyszlosc [...] ;oDDD


---------------------------------------------------
Prawda , ze ladniej ?
;o)
Klaniam nisko i wiechec galazek oliwnych klade, o tu tu o. Zamiast bazi.

B.
    • baloo Re: Watek Donatty ... 24.03.04, 11:27
      No i jeszcze pare postow dodatkowych (jako ciekawostki) :



      yanga 16.03.2004 22:33

      Mnie spotkało to samo. Raz osiem lat temu, chodziło o drugą część książki - dla
      mnie absolutnego arcydzieła swego gatunku. Niestety wydawnictwo nie wzięło pod
      uwagę, że autor jest u nas zupełnie nieznany, pochodzi z tak egzotycznego kraju
      jak Nowa Zelandia (Wyspa Południowa) i w dodatku tamże rozgrywa się jej akcja.

      Książka sprzedawała się słabo, więc z drugiej części zrezygnowali (mam ją dotąd
      w biurku). Kiedy wygasła umowa, próbowałam z innymi. Jedno wydawnictwo w ogóle
      się nie zainteresowało, drugie - duże i znane - odpowiedziało, że książka
      wprawdzie rzeczywiście dobra, ale za gruba. No i koniec.

      W zeszłym roku dałam się wrobić po raz drugi - to znaczy, jeszcze nie wszystko
      stracone, ale czarno widzę. Tym razem pierwszą część przetłumaczył kto inny,
      mnie dano drugą. Oddałam w listopadzie, ale pierwsza część dotąd nie wyszła i
      wiem, że nie ma jej w planie na ten rok, więc Bóg raczy wiedzieć, co będzie z
      drugą. A naprawdę szkoda, bo książka - obie części - świetna.

      Trzecia sprawa - i tu już piszę jako czytelniczka - to zaniechanie wydania
      ósmego ostatniego tomu wieloksiągu Jakesa przez Bertelsmanna. Siedem wydali, a
      ostatni się wściekł, ja też się wściekłam, bo akcja się nagle urywa, wątki
      niepokończone, no skandal. A odpowiedź wciąż ta sama - że się źle sprzedawało.
      I weź się człowieku powieś - w końcu mam tych siedem tomów, wywaliłam na nie
      kupę kasy i co?

      Tak że, jak widzisz, raczej kubeł zimnej wody...

      --

      millefiori 17.03.2004 10:19

      Harry Potter tez w serii, tomiska opasle, a sie sprzedaje... to zaden argument,
      ze tom za gruby, a seria zajmuje sazen polki! Reklama dzwignia handlu. Jak sie
      ludziom odpowiednio dlugo i intensywnie wmawia, ze cos jest swietne, to kupia
      wszystko.

      --

      yanga 17.03.2004 10:35

      Jestem dokładnie tego samego zdania, ale co mogę im zrobić? Tylko opisać tutaj.
      To samo wydawnictwo inne grube książki jak najbardziej wydaje i sprzedaje, w
      ogóle są potentatem na rynku, więc ten argument jest po prostu śmieszny.
      Osobiście lubię puszyste książki.

      --

      millefiori 17.03.2004 13:21

      Z kublami zimnej wody zaczekalabym, az pojawi sie i wypowie Pawel ze
      Szwedzkiej, bo on w przepisach i nieobyczajnosciach ze strony wydawcow tudziez
      metodach dochodzenia swego jest najbieglejszy.
      Z tego co pisze Yanga wynika, ze to nie pierwsza proba "zabicia" serii przez
      wydawnictwo.
      Donatta, czy mozesz podac wiecej szczegolow:
      - jak wyglada Twoja umowa, czy wydawca wywiazal sie niej? Czy zostalas
      uzalezniona finansowo od wydania ksiazki?



      --

      I tyle wystarczy, moim skromnym. Reszty nie trzeba.

      ;o)

      B.

      PS : Wiosna idzie, mimo wszystko.
      • baloo Re: Watek Donatty ... 24.03.04, 11:37
        Zapomnialem o tym :

        --------

        millefiori 20.03.2004 10:28

        [...]
        Poza potwierdzeniem, ze sytuacje urywania w dowolnym momencie wydawanej serii
        zdarzaja sie nie po raz pierwszy i przytoczeniem bezsensownych argumentow
        wydawcow, ze tomy za grube oraz wskazaniem na brak szacunku wobec czytelnika i
        jego kieszeni (zainwestowanie pieniedzy w polowe cyklu bez szans na cd.)
        ani ja, ani Yanga nie odpowiedzialysmy, Donatto, na Twoje pytania. Nie
        wskazalysmy przyczyny, dlaczego tak sie dzieje. Ani nie pomoglysmy, ani nie
        otrzezwilysmy. To, co wnioslysmy ogranicza sie wylacznie do stwierdzen, ze nie
        Tobie pierwszej zdarzyla sie taka historia.

        Pawel dokladnie przeanalizowal sytuacje, odpowiedzial na zadane pytania i
        wskazal, w ktorym miejscu popelnilas blad. Juz kilka razy przy omawianiu
        roznych sytuacji na froncie autor/tlumacz/ wydawca, wzywal do doglebnego
        zapoznania sie z ustawa o prawie autorskim (link do pelnego tekstu ustawy
        zostal zamieszczony w jednym z pierwszych watkow) i dokladnego czytania tresci
        podpisywanych umow, podajac odpowiednie punkty ustawy o prawie autorskim i ich
        interpreatcje. Wyjasnial, do czego tlumacz ma prawo i jakie obowiazki
        spoczywaja na wydawcy od chwili podpisania umowy.

        Tlumacze i autorzy sa w wiekszosci przekonani o dobrej woli wydawcy. Dla wielu
        podpisanie umowy wydawniczej jest jednoznaczne z podpisaniem umowy na przeklad
        czy dostarczenie tekstu. Ale, co powtarza Pawel, umowa na przeklad a umowa
        wydawnicza to nie to samo, bo umowa wydawnicza zobowiazuje wydawce do
        publikacji zakupionego tekstu: tu chodzi o przeniesienia praw autorskich.

        Wielu wydawcow pozwala sobie na nieprzestrzeganie podpisanych umow.
        Niebagatelna role w rezygnacji dochodzenia swych praw przez tlumaczy w wypadku
        niedotrzymania przez wydawce umowy odgrywa obawa, ze nie dostana nastepnych
        zlecen, bo beda napietnowani jako „niepokorni”.

        Tak wiec Pawlowi przypadla tu niewdzieczna rola wylania kubla wody.


        ----------------

        I wsio.

        Klaniam, jak zwykle, nisko

        ;o)
        B.
        • tiresias Re: Watek Donatty ... 24.03.04, 11:50

          Ty, drogi Balonie, to chyba chcesz zmienić rzeczywistość, żeby lepszą była.
          Aliści słów wypowiedzianych lub napisanych cofnąć się nie da.
          Czy Ty, Balonie, nie jesteś przypadkiem tym Dobrym Człowiekiem, o którym
          czytałem jedną bajkę w dzieciństwie?
          Wątek czytało sie nieźle. Był bardzo dramatyczny, pełen zaskakujących zwrotów
          akcji a także ciekawy merytorycznie. Taki ja na przykład poczytałbym jeszcze.
          Pozdrawiam
          • baloo Re: Watek Donatty ... 24.03.04, 12:03
            aha, naiwniak jestem, wiem to nie od dzis.

            Pare slow wyjasnien :

            1. Zajsc z wydawnictwami od dawna nie mialem, tlumaczeniami chwilowo sie nie
            zajmuje , wiec spec ze mnie zaden.

            2. harcuje sobie na tym forumiku, bo okazalo sie , ze komus od czasu do czasu
            przyda sie porada kogos ,kto sie na tym zna. Albo chociaz za raczke potrzyma i
            dopiesci slownie.

            3. Jako calkowity lajkonik, jedyne co mogetu zrobic, to dbac (z upowaznienia
            Millefiori) , zeby forumik jako tako sie rozwijal.

            4. takie "dynamiczne" i "dramatyczne" watki powiekszaja ten forumik , ale
            niestety , to jest ich jedyna pozytywna funkcja.

            5. Poza w/w powiekszaniem forum spowoduja one, ze forumik umrze w krotkich
            abcugach, albo zmieni sie w jakies Forum Aktualnosci / Swiat / Kraj / Polonia .

            6. Jesli ktos sie poczul uazony moja nieludzka i bezwzgledna interwencja
            cenzorska to przepraszam.

            7. Zainteresowanym moge przeslac calosc zlikwidowanej wymiany zdan.

            8. Millefiori, jesli zechce, to przywroci tamten watek w calosci. Co prawda,
            nie wiem, po co ...

            Klaniam nisko

            B.

            PS : Dla amatorow zawsze mozna stworzyc specjalny watek do stawiania na swoim.
            Idea to nienowa i realizowana z powodzeniem na pewnym znanym Ci forumie. Taki
            watek, gdzie na swoim postawi i racje bedzie mial ten , kto ostatni sie
            wpisze. W chwili obecnej wspomniany watek ma juz prawie 1500 postow (w 4,5
            miesiaca)

            PPS : Bajki o Dobrym Czlowieku nie znam . Bardzo narozrabial ?
Pełna wersja