Dodaj do ulubionych

redakcja i korekta

07.12.10, 16:28

Mam dziwne doświadczenia z redakcją i korektą moich książek. Jak każdy autor jestem pewnie dość przewrażliwiona na punkcie słów, które wymyślam i do których się przywiązuję, ale nie jestem głupia i kiedy korektor bądź redaktor zwraca mi uwagę, że coś jest stylistycznie nieprzejrzyste albo gramatycznie niepoprawne - nie upieram się i zmieniam. Dostaję swoje teksty z zaznaczonymi zmianami i na ogół je akceptuję. Nie mogę jedynie zrozumieć, dlaczego zarówno korektor jak i redaktor nagminnie zamieniają mi słowa na inne. Piszą: "wybuchnęła płaczem" choć było "rozpłakała się". Piszą:"malec", choć było "malutki chłopczyk". Piszą: "twarz rozjaśniła się w uśmiechu", choć było "twarz rozjaśnił uśmiech". Piszą: "a tak właściwie", choć było "swoją drogą". Tych zmian nie zaznaczają; odkrywam je niejako przy okazji. Nie chcę, żeby bohaterka "wybuchała płaczem", bo ze sceny wynika, że ona się po prostu rozpłakała.
Po każdej korekcie muszę czytać od nowa, bo nigdy nie wiem, co tym razem ulegnie zmianie. Przeczytałam raz w swojej książce takie zdanie: "Logika nakazywała przyznać mu rację, lecz Alicja aż kwiczała z oburzenia" Zamarłam, bo ja napisałam tak:"....wyjaśnił, patrząc znacząco na zdenerwowaną Alicję, której logika nakazywała przyznać mu rację, ale dusza aż kwiczała z oburzenia."
Nie rozumiem dlaczego "Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i czarnymi smugami spłynął po policzkach" ma brzmieć lepiej niż to, co ja napisałam: "Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i spłynął po policzkach długimi, czarnymi smugami"
Wiem, że są wśród Was zarówno korektorzy jak i redaktorzy więc proszę o informację: czy ja przesadzam?
Obserwuj wątek
      • mutant12 Re: redakcja i korekta 07.12.10, 18:17
        Ja też nie widzę w Twoich zdaniach niczego specjalnie błędnego ani niezręcznego. Bywa jednak tak, że sam fragment jest OK, ale problem jest w szerszym kontekście, np. chwilę wcześniej lub później użyłaś takiego samego/podobnego słowa, jest za dużo "się" napakowanych obok siebie albo coś się rymuje. Krótko mówiąc - coś zgrzyta, melodia się załamuje. Ale oczywiście bywa też tak, że redaktor jest niekompetentny, leniwy lub chce pokazać, kto tu rządzi. No i skoro już przysyłają Ci poprawki do akceptacji, to wszystkie powinny być zaznaczone. Ciekawe, dlaczego są tylko niektóre - być może nanosiły je dwie osoby i tylko jedna zadała sobie trud zaznaczenia poprawek.
    • tony333 Re: redakcja i korekta 08.12.10, 19:55
      Nie musisz czytać całości, jeśli miały miejsce zmiany, to Word je znajdzie w opcji porównania dwóch wersji tekstu i wskaże Ci każdą z nich. Z powodu braku tej opcji porzuciłem pisanie w OpenOffice.

      Z tym kwiczeniem to pojechali po całości, uśmiałem się :)
    • kurakulturalna Re: redakcja i korekta 08.12.10, 21:25
      Po pierwsze: wydawca ma obowiązek przysłać autorowi tekst do tzw korekty autorskiej, żeby autor mógł zaakceptować (bądź nie) zmiany zaproponowane przez redaktora/korektora. Wynika to z prawa autorskiego (nienaruszalność utworu), na pewno jest też o tym w umowie. Nikt nie może niczego zmieniać w tekście bez zgody autora, to autor decyduje o ostatecznym kształcie książki i wydawca musi mu to umożliwić, dostarczając tekst z czytelnymi poprawkami na papierze albo widocznymi zmianami na pliku. Należy stanowczo to prawo do korekty autorskiej egzekwować, jeśli nie chcemy się potem zdziwić, biorąc książkę do ręki. Żmudne wyłapywanie zmian za pomocą porównywania plików nie należy do obowiązków autora: on musi te zmiany dostać widoczne. Jeśli widzisz, że ktoś grzebał w tekście po cichu, po pierwszym akapicie odeślij plik i domagaj się redakcji z widocznymi zmianami.
      Jeśli chodzi o poprawki redaktora: niestety, oprócz zmian z gorszego na lepsze nierzadkie są zmiany jak w cytowanych przykładach z dobrego na dobre (bo redaktor ma inne nawyki albo chce się wykazać), albo też z dobrego gorsze. Autor zawsze ma prawo poprosić o kontakt z redaktorem i domagać się uzasadnienia proponowanych zmian, a te, które uważa za nieuzasadnione albo szkodliwe, po prostu odrzucić. Bardzo dobrym zwyczajem redaktorów jest wstawianie komentarzy przy mniej oczywistych ingerencjach, żeby autor wiedział, dlaczego coś się dzieje, albo dołączenie do redakcji liściku do autora, z wyjaśnieniem, czego redaktor głównie się czepiał i dlaczego. To kwestia dobrej praktyki, komunikacji i po prostu kultury :)
      • nomina Re: redakcja i korekta 08.12.10, 22:14
        Jedna uwaga: a co było w sąsiadujących zdaniach, fragmentach? Czasem jest tak, że w 5 zdaniach autor ma 8 powtórzeń i redaktor w czwartym zdaniu już cuduje, żeby usunąć te powtórzenia albo niezręczności gramatyczne czy składniowe.
        • meimei Re: redakcja i korekta 09.12.10, 09:40
          nomina napisał(a):

          > Jedna uwaga: a co było w sąsiadujących zdaniach, fragmentach?

          I to jest dla mnie zasadnicze pytanie. Tak jak nanoszenie zmian bez wyraźnego ich oznaczenia uważam za absolutnie niedopuszczalne, tak zastanawianie się nad tym, czy zmiany jako takie są złe ma sens tylko w momencie, kiedy uwzględni się kontekst.

          Pracuję właśnie nad swoją książką, poprawiam po raz n-ty i czasem zmieniam z dobrego na gorsze właśnie po to, żeby nie było powtórzeń, rymów, żeby wszystko ze sobą grało. Z tym, że jako autor mam o tyle dobrze, że jak mi coś nie brzmi, to cały fragment mogę usunąć i nikt się mnie nie będzie czepiał. Korektorzy i redaktorzy zwykle muszą się w takim wypadku nieźle nagimnastykować ,dlatego zanim zaczniemy ich wyklinać, lepiej iść do źródła i zapytać po co, dlaczego itp.
        • makawka Re: redakcja i korekta 09.12.10, 12:42
          Ależ ja to wszystko wiem! Zanim zacznę się czepiać poprawek najpierw sprawdzam to wszystko, o czym napisałaś. Największy problem mam z tym, że redaktor nie bardzo wierzy w inteligencję czytelnika i jeśli w co drugim zdaniu nie ma "powiedziała Alicja" tylko samo "powiedziała", to próbuje mnie przekonać, że czytelnik może pomyśleć, że podmiotem domyślnym w następnym zdaniu jest dusza albo logika (jak w zdaniu o kwiczącej Alicji)

        • kurakulturalna Re: redakcja i korekta 09.12.10, 18:32
          Zapewniam Cię, że tak pracujące wydawnictwa jeszcze istnieją :) Poza tym widoczne poprawki to nie jest żadna fanaberia ani utrudnienie techniczne, zwłaszcza przy pracy na pliku. Proponuję po prostu w odpowiednim momencie zaznaczyć wyraźnie, że BARDZO prosisz, żeby poprawki były widoczne, bo to twój tekst i chcesz wiedzieć, co się w nim dzieje, a poza tym to przyspieszy wszystkim pracę, oszczędzi zachodu i ewentualnych nieporozumień. Wydawca, do diabła, powinien dbać o autora. Poza tym z dobrej redakcji/korekty można się sporo nauczyć - pod warunkiem, że ją widać.
          Czasem można faktycznie bardzo się zawieść na tych niby renomowanych. Mnie też niedawno "zredagowano" tekst tak, że w pierwszym zdaniu był błąd gramatyczny, a potem różne wesołe merytoryczne i w ogóle wszelkiej maści, i nie wszystkie poprawki były widoczne, co wkurzyło mnie nieziemsko. Po lekturze pierwszego rozdziału włos mi się zjeżył, bo tekst zrobił się idiotyczny i zupełnie nie mój, i odmówiłam akceptacji. Odpowiedzieli, że poprawią - faktycznie wykasowali co bardziej kretyńskie zmiany, ale i tak doprowadzenie tego do ładu to była straszliwa robota. Tak naprawdę ktoś powinien był to zrobić jeszcze raz od początku.
    • siostraheli Re: redakcja i korekta ilustracji 09.12.10, 10:13
      Z całym szacunkiem dla redaktorów, bardzo często wychodzą z roli. Bardzo ciekawe są uwagi redakcyjne na ilustracjach (np. nie takie buty albo proszę zmienić kolor tła lub smutna ta ilustracja). Zdarzyło mi się też, że redaktorce nie podobał się kerning czcionki i kazała poprzestawiać wszystkie czcionki i przecinki w tekście (!).
    • makawka Re: redakcja i korekta 09.12.10, 13:05
      _Dziękuję Wam za porady. Może człowiek po prostu powinien bardziej w siebie uwierzyć i przestać się wreszcie tak głupio uśmiechać (zgrzytając ze złości zębami) do tych, którzy "lepiej wiedzą" jak powinna wyglądać "dobra książka".
    • lou-cipher a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 14.12.10, 09:00
      pozdrawiam jednego redaktora, który tak mi pozmieniał książkę, że jej nie poznałem! współpraca z tym panem to był koszmar! naukę z tego wyniosłem taką, że jak się nie można dogadać z redaktorem to należy go zmienić - nie warto się szarpać po to żeby ujrzeć żałosne efekty "kreatywnej" twórczości...
      • lucyolejniczak Re: a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 14.12.10, 11:20
        Trzeba mieć naprawdę szczęście, żeby trafić na dobrego redaktora. Nie bardzo mi się to udało przy mojej pierwszej, trafiłam w dziesiątkę przy drugiej ( pozdrawiam Cię, Kamilko ). Ta druga nie zmieniła nawet jednego słowa bez uprzedniego porozumienia ze mną. I robiła to w sposób niezwykle kulturalny.
        Natomiast mój syn często "użerał" się z jedną panią, która niemal wszystko miała za złe i wyrażała to napastliwym tonem. Do dziś śmiejemy się z jej oburzonego tonu, gdy zarzucała mu zachwaszczanie rusycyzmami polskiego języka w opowiadaniu stylizowanym na rosyjską baśń, gdzie było to właśnie jednym z najważniejszych smaczków :)
        • akk09 Re: a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 15.05.11, 10:24
          :-((

          I mnie dotknęła ta przedziwna kastracja połączona z cenzurą zwana pieszczotliwie kreatywna redakcją.
          Wielki szok. Nie mogę zrozumieć- jak to możliwe, jak to WOGOLE JEST MOZLIWE!!! żeby przeredagowywać tekst, pozbawiać go stylu, wycinać żarty, anegdoty, pointy???
          Ale nie dam się.
          Tylko pytanie- jak bardzo mogę się nie dać? Wg Was powinnam isc na jakies ustępstwa? Zgodzić się na kosmetykę?
          Strasznie się czuję....
          • szpikota Re: a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 15.05.11, 11:11
            Jeśli redaktor pozmienia mi coś w zdaniu tak, że to zdanie - lub cały akapit - traci swój pierwotny sens, staram się załatwiać sprawę metodą "wilk syty i owca cała", czyli piszę to zdanie/akapit raz jeszcze, inaczej, ale tak, żeby wyrażały dokładnie to, o co mi chodziło. W ten sposób przyznaję rację redaktorowi, że wcześniejsze zdanie było niezbyt udane, a jednocześnie tak naprawdę przecież nie akceptuję poprawki jako takiej. Zwykle to przechodzi już bez dalszych zmian. Wiąże się z tym jednak trochę pracy, więc niezbyt sobie wyobrażam, że mogłabym stosować tego rodzaju rozwiązanie, gdybym trafiła na wyjątkowo "kreatywnego" redaktora, który wtrącałby mi się w co drugie zdanie.
            • akk09 Re: a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 15.05.11, 13:04
              jestem na krawędzi załamania nerwowego, ale żeby wiadomo było, skąd taki stan przykład:



              " Życie Barkanów układa się znakomicie, dochowują się córeczki Elżbietki. Uwielbiają ją i rozpieszczają do przesady, mała Lala (późniejsza matka Bohdana) żyje jak prawdziwa królewna. Rodzice starali się ją zabezpieczyć, na wszelki wypadek. Ubezpieczali ją na różne okoliczności: na zakończenie szkoły, na studia, na zamążpójście..."

              na:". Życie Barkanów układało się znakomicie, świetnie chowają się też córeczki Elżbietki. Są uwielbiane i rozpieszczane do przesady, mała Lala (późniejsza matka Bohdana) żyła jak prawdziwa królewna. Rodzice starali się ją zabezpieczyć, na wszelki wypadek. Ubezpieczali ją na różne okoliczności: na zakończenie szkoły, na studia, na zamążpójście."
              • szpikota Re: a najgorsza jest tzw. kreatywna redakcja! 15.05.11, 13:28
                No dobra, coś takiego mi się jeszcze nie zdarzyło:).

                Nie wiem, co to za wydawnictwo i jak dużą masz w nim siłę przetargową, no i jak bardzo są z tym konkretnym redaktorem związani... ale jeśli tego rodzaju kwiatki powtarzają się nagminnie, zastanowiłabym się nad odrzuceniem wszystkich poprawek i żądaniem zmiany redaktora.
                Może najpierw napisz do nich z zapytaniem, podając przykłady? Może to osoba, z którą współpracują po raz pierwszy i nie zdają sobie sprawy, co nawymyślała?
                Bo jeśli nie wchodzą w grę relacje osobiste na linii wydawnictwo-redaktor, jedynym problemem jest w tym przypadku wynagrodzenie redaktora. A jeśli wydawnictwo wykazałoby redaktorowi, że to, co zrobił, nie jest należytym wykonaniem zleconej pracy, chyba nie musiałoby mu płacić - ale w tej kwestii może lepiej niech wypowie się ktoś bardziej doświadczony.

                Swoją drogą, z czego wynika zmiana czasu w dwóch ostatnich zdaniach? Patrząc jedynie na ten fragment, pasowałby mi tu raczej albo tylko czas teraźniejszy, albo tylko przeszły.
    • ellen.cherry Re: redakcja i korekta 15.12.10, 17:14
      W tych przykładach, które podałaś, poprawki są rzeczywiście bez sensu. Ja przy redakcji zmienian słowa wtedy, kiedy taka potrzeba wynika wg mnie z szerszego kontekstu. Słowo się powtarza, rytm się psuje, uznam, że coś jest zbyt prostackie albo zbyt górnolotne w danych okolicznościach (to są tłumaczenia, więc odnoszę się do wierności oryginałowi) itd. Czasem słowo nie powtarza się w sąsiednim zdaniu, ale np. tłumacze często fiksują się na jakichś określonych wyrażeniach, przykładowo w całej książce wszyscy co chwila "sztywnieją" albo coś się dzieje z ich twarzą w wyrazie czegoś tam ;) Ale wszystkie zmiany muszą byc widoczne i to chyba rozwiązuje problem.
    • radosny-tata Re: redakcja i korekta 15.12.10, 19:12
      "wybuchnęła płaczem " choć było "rozpłakała się".

      Bzdura, korektor chciał się wykazać.

      Piszą:"malec", choć było "malutki chłopczyk".

      i mają rację, bo "malutki chłopczyk" to masło maślane. Skoro chłopczyk, to jaki ma być? Duży?

      "twarz rozjaśniła się w uśmiechu", choć było "twarz rozjaśnił uśmiech".

      Było niezgrabnie. To literatura, więc nie-dialogi powinny brzmieć literacko.

      Piszą: "a tak właściwie", choć było "swoją drogą".

      Kolokwializmy są OK, o ile pojawiają się w wypowiedziach. Jeśli to był dialog, to ingerencja korekty była zbędna.

      "Logika nakazywała przyznać mu rację, lecz Alicja aż kwiczała z oburzenia"
      Zamarłam, bo ja napisałam tak:"....wyjaśnił, patrząc znacząco na zdenerwowaną Alicję, której logika nakazywała przyznać mu rację, ale dusza aż kwiczała z oburzenia."

      To zdanie jest fatalnie skonstruowane i dlatego korekta zrobiła je jeszcze gorzej, bo go najnormalniej nie zrozumiała.

      Nie rozumiem dlaczego "Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i czarnymi
      smugami spłynął po policzkach" ma brzmieć lepiej niż to, co ja napisałam: "Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i spłynął po policzkach długimi, czarnym i smugami"


      Bo nie czujesz języka. "oczami" i "smugami" to rym, a umieściłeś te dwa wyrazy na końcu dwóch zdań, które połączyłeś spójnikiem. Korektor słusznie przeorganizował tę konstrukcję. I tyle.

      A przedmówcom współczuję. Pewnie tak samo biorą się za pióro, mając mierne pojęcie o ojczystym języku.
      • meimei Re: redakcja i korekta 15.12.10, 19:52
        Ja z tych, którzy mają mierne pojęcie o języku, ale wciąż się uczę. Dlatego dziękuję Ci za ten post - pomimo tego, że ostatnim zdaniem sprawiłeś, że nie mam ochoty wdawać się w rozmowę z Tobą.
        • radosny-tata Re: redakcja i korekta 16.12.10, 20:46
          uderz w stół, itd... Po prostu nie cierpię autorytatywnych wypowiedzi osób, które o języku mają właśnie mierne pojęcie. Bo jeśli ktoś wypowiada się tak pewnym tonem, to zakładam, że coś na ten temat wie. A tu niespodzianka.
      • hajota Re: redakcja i korekta 16.12.10, 01:08
        > Piszą:"malec", choć było "malutki chłopczyk".
        >
        > i mają rację, bo "malutki chłopczyk" to masło maślane. Skoro chłopczyk, to jaki
        > ma być? Duży?

        Gdyby na mnie padło, to może dałabym się redaktorowi przekonać, że "malutki chłopczyk" to tautologia i pozwoliłabym wykreślić słowo "malutki", ale gdyby mi zamienił "chłopczyka" na pretensjonalnego "malca" ("malec jak palec" błee), to chyba chwyciłabym za kałacha :-)
        • twojabajka Re: redakcja i korekta 17.12.10, 14:21
          Wielu doświadczonych redaktorów dopuszcza takie tautologiczne sformułowania ze względów znaczeniowych, ale także stylistycznych. Zgadzam się również, że słowo "malec" jest pretensjonalne, a poza tym niezbyt współczesne.
      • makawka Re: redakcja i korekta 16.12.10, 14:31

        Do radosnego taty:
        Obawiam się, że niewiele zrozumiałeś z mojego postu. Ja nie mam pretensji, że redaktor redaguje tekst a korektor robi korektę, choć z przykładami, które podajesz można dyskutować. Ja mam pretensję, że o nich nie wiem i wszystko odbywa się poza mną a ja dostaję informację, że w tekście uporządkowano jedynie interpunkcję. To jest MÓJ tekst i jeśli nawet redaktorowi wydaje się, że "nie czuję języka", to jest to ocena mocno subiektywna, do której oczywiście ma prawo, natomiast do ingerencji w tekst, bez mojej wiedzy, - NIE.
      • skajstop Kilka słów komentarza 16.12.10, 22:37
        A ja uwielbiam apodyktycznych i wszystkowiedzących redaktorów.

        1. Nie, żebym bronił własną piersią, bo poprawić można, ale czasem znaczeniowo "malutki chłopczyk" i "malec" to nie to samo. Czytałeś "Blaszany bębenek"?

        2. "Logika nakazywała przyznać mu rację, lecz Alicja aż kwiczała z oburzenia". To po poprawieniu. Ja wiem, że zdanie "wyjaśnił, patrząc znacząco na zdenerwowaną Alicję, której logika nakazywała przyznać mu rację, ale dusza aż kwiczała z oburzenia" jest ciężkie w lekturze. Ale bardzo bym dyskutował, czy ono jest błędnie skonstruowane. Możesz ten błąd wskazać. Ale błąd, a nie coś z szeregu degustibusów, ok? No i jest w literaturze coś takiego, jak znaczenia. Nie masz wrażenia, że redakcja polega tu na uczynienia języka "szklanym", przezroczystym, trochę wbrew intencjom autorki?

        3. Kwestia czucia języka :)
        Po poprawieniu: Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i czarnymi smugami spłynął po policzkach.
        Przed poprawieniem: Rozmazany tusz podkreślił wory pod oczami i spłynął po policzkach długimi, czarnymi smugami
        Ty uzasadniasz to rymem. Racja, tego należy unikać. Ale chciałbym nieśmiało zauważyć, że rym pozostał, więc cóż to za zmiana?
        • skajstop Cd. 16.12.10, 22:50
          Pies mi wysłał posta, zanim dokończyłem, pardon :)

          Oczywiście, ja wiem, że w kwestii 2 jest problem estetyczny, mieszania podmiotów. Ale to nie oczywisty błąd, raczej rzecz właśnie estetyki, a czasem nawet dobrze złamać typową narrację, żeby uniknąć tego przezroczystego języka.

          Co do kwestii 3, rym jest w innym miejscu, taka to zmiana.

          I najważniejsze, moja uwaga z pierwszego zdania nie dotyczy ciebie, tylko redaktorów/redaktorki, którzy poprawiają, nie pytając nas, autorów i autorki. Wiedzą lepiej. Też się z tym spotkałem. Choć mam raczej dobre wrażenia z redakcji swoich książek :)

          Aha, aha - piszę te posty nie po to, aby toczyć wojnę. Nie, podyskutujmy, jeśli mnie przekonasz, przyjmę to z pokorą :)
        • nobullshit Re: Kilka słów komentarza 16.12.10, 23:16
          2. Imho trzeba zrobić z tego dwa zdania. Żeby wyrzucić "której". Inaczej "logika" zawsze będzie "należała" do Alicji. To właśnie tutaj zgrzyta. Może: "...wyjaśnił, patrząc znacząco na zdenerwowaną Alicję. Logika nakazywała, aby przyznał jej rację, ale dusza aż kwiczała z oburzenia"
          3. Dla mnie nic się tu nie rymuje. Tzn. oczywiście te wyrazy się rymują, ale "nie słychać" tego w zdaniu.

          Co do dzików, "sylwetki" nie mogą "wylegać". I w ogóle imho ależałoby nad tym opisem popracować. Ale to nie powód, żeby zamieniać go na zdanie "na pole wyszły dziki", bo gdyby autorka chciała tak napisać, to by przecież napisała.
          • skajstop Re: Kilka słów komentarza 17.12.10, 06:36
            No tak, ja przecież też tak nie sformułowałbym zdania. Dwa zdania - ok, jako redaktor też bym tak je potraktował, ale nie z powodu błędu, tylko zasugerowałbym, że to poprawi płynność.

            Rym masz na myśli przed czy po? Dla mnie smugami - oczami jest w obu przypadkach. I też nie uważam tego za wielkie przestępstwo. Choć poprawić można.

            Sylwetki - jasne. Tu nie ma dyskusji. Ale jest, jak piszesz: na co mi redaktor, który zrobił z tego komunikat zamiast literatury?
            • makawka Re: Kilka słów komentarza 17.12.10, 10:32
              Nie sadziłam, że wywołam aż taką dyskusję:) Dziękuję Wam za uwagi, choć marzyłabym o tym, żeby płynęły od mojego redaktora.
              skajstop napisał:

              > No tak, ja przecież też tak nie sformułowałbym zdania.

              Oczywiście, że nie, bo to ja je tak sformułowałam i całe szczęście, że nie istnieje jeden sztywny szablon pisania, bo wtedy cała literatura byłaby jedną wielką kalką. Pozwoliłam zrobić wiwisekcję na swoim tekście po to, żeby pokazać, że każdy z nas to samo zdanie napisałby zupełnie inaczej i to jest ok. Błędy należy poprawiać, ale wcale nie trzeba ujednolicać języka, który jest materią żywą i jako taki podlega ciągłym zmianom. Trudno oceniać zdania wyrwane z kontekstu, rozumiem, ale chodziło mi o o to, gdzie są granice inwencji twórczej redaktora. Przepraszam, że się tak wymądrzam, ale moje ostatnie zderzenia z nim to był koszmar i trochę mi nerwy puszczają, a wypowiedziany z pogardą w głosie tekst: ja bym to napisał ZUPEŁNIE inaczej (i napisany bez mojej wiedzy) powodował, że szczęki mi się zaciskały.
              Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)
      • radosny-tata Re: redakcja i korekta 16.12.10, 20:45
        makawka napisała:

        > I choćby było więcej takich głosów jak radosnego taty o tym, że nie czuję języka, do upadłego będę się upierać, że redaktor bez mojej wiedzy i zgody nie ma prawa grzebać mi w tekście.

        ==========

        To przecież nie podlega w ogóle dyskusji. Po co odnosić się do rzeczy oczywistych? Każda zmiana powinna być widoczna i do akceptacji autora. Co nie zmienia faktu, że z tymi "sylwetkami" to niezbyt... Każdy redaktor pozmieniałby to od razu. Może nie tak drastycznie, ale jednak.
        Co do zapachu - tutaj nie widzę powodu, by zmieniać cokolwiek.
        • twojabajka Re: redakcja i korekta 17.12.10, 14:28
          No właśnie nie każdy redaktor pozmienia, a już NA PEWNO nie tak drastycznie, bo wielu przyświeca zasada, że im mniej ingerencji, tym lepiej. Zresztą mówimy przecież o literaturze pięknej, często zdarza się, że autor chce mieć "wyległy", "wysypały się", cokolwiek, i co więcej, ma prawo się na to uprzeć.
        • kurakulturalna Re: redakcja i korekta 17.12.10, 17:19
          > To przecież nie podlega w ogóle dyskusji. Po co odnosić się do rzeczy oczywisty
          > ch? Każda zmiana powinna być widoczna i do akceptacji autora.

          Cały problem w tym, że jak się okazuje z takich na przykład dyskusji, w naszym wydawniczym światku nic już nie jest oczywiste, nawet to, że książka w ogóle będzie miała redaktora. Może niegłupią rzeczą byłoby zebranie wspólnymi siłami listy takich "oczywistości", składających się na normalną redakcję? Proponuję np.:
          -redakcja powinna być widoczna, albo w postaci poprawek na papierze, albo widocznych zmian na pliku
          -autor/tłumacz powinien mieć na akceptację redakcji co najmniej tyle dni roboczych, ile arkuszy ma książka (bo zdarza się, że wydawca daje autorowi dwa dni na pięćsetstronicową cegłę i jeszcze pogania przez telefon)
          -autor/tłumacz powinien mieć możliwość skontaktowania się z redaktorem, uzyskania wyjaśnień i uzgodnienia ostatecznego kształtu tekstu
          -wszelkie zmiany dokonywane w tekście po korekcie autorskiej wymagają zgody autora (taki zapis zawiera zwykle umowa) - załóżmy, że dotyczy to istotnych ingerencji w styl/treść, w praktyce rzeczywiście drobne zmiany np. w ramach korekty składu często nie są już uzgadniane i nikt nie robi o to awantury - to kwestia zaufania i rzetelności z obu stron.

          W ogóle redakcja to delikatna sprawa i wymaga dobrej woli i taktu obu stron - nie chodzi tu przecież o udowadnianie, kto jest mądrzejszy i lepiej pisze, tylko uzyskanie wspólnymi siłami możliwie najlepszego tekstu. Autor powinien słuchać redaktora, bo to w końcu fachowy (teoretycznie przynajmniej) pierwszy czytelnik, a z kolei redaktor nie powinien zapominać, że z autorem trzeba delikatnie, i że ostatecznie to on jest tu najwyższą instancją :) Jeśli z jednej strony jest uparte obrażone dziecko, a z drugiej przemądrzały belfer, nic dobrego z tego nie wyniknie.
          • lucyolejniczak Re: redakcja i korekta 17.12.10, 17:55
            makawka, zgadzam się, że redaktorka za bardzo pocięła Twój tekst i słusznie się upierałaś przy swoim. Jednak, nie obraź się, ale mnie te "sylwetki" też nie bardzo pasują. Sylwetki zazwyczaj są czegoś, albo kogoś i aż się prosi, żeby coś do nich dodać. Gdyby było na przykład " na zalanej srebrzystą poświatą polanie pojawiły się zwaliste, masywne sylwetki dzików", brzmiałoby moim zdaniem zgrabniej. Ale same sylwetki? Brzmi to trochę niezręcznie. Ale, jak już zaznaczyłam, to moje odczucie. Mnie by to jednak przeszkadzało w czytaniu.
            • makawka Re: redakcja i korekta 17.12.10, 21:32
              Ależ nie mam najmniejszego zamiaru się obrażać. Na redaktora też bym się nie obrażała, gdybym tylko wiedziała, co pozmieniał i gdyby chociaż zapytał jak się na to zapatruję. Naprawdę cenię sensowne uwagi. A co do tych sylwetek - muszę jeszcze przemysleć ten fragment, ale dziękuję za podpowiedź:)
          • makawka Re: redakcja i korekta 17.12.10, 21:54
            kurakulturalna napisała:

            Jeśli z jednej strony jest
            > uparte obrażone dziecko, a z drugiej przemądrzały belfer, nic dobrego z tego n
            > ie wyniknie.

            Nie wiem, czy miałaś na myśli mnie, ale poczułam się wywołana do tablicy. Jestem przekonana, że na moim miejscu każdy zachowałby się tak samo. Brak możliwości zweryfikowania zmian naniesionych przez kogoś innego wywołuje oczywiste reakcje. Nie trwam w przeświadczeniu, że pozjadałam wszystkie rozumy, ale naprawdę trudno jest zachować spokój, kiedy jest się tak totalnie lekceważonym. Postulaty o których piszesz są bardzo ważne, bo jak na razie usłyszałam od mojej osobistej redakcji, że jeśli mam jakieś pytania dotyczące rzeczonych zmian (niezaznaczonych - bo nie), to mogę przyjechać do Warszawy, a wtedy służą mi swoim czasem.
            Na szczęście wiem również, że to o czym piszesz jest możliwe. W zeszłym roku wydawałam równolegle dwie książki w dwóch różnych wydawnictwach i współpraca w tym pierwszym tak właśnie wyglądała. Na szczęście, bo nie zniosłabym dwóch redaktorów - belfrów:)
            • kurakulturalna Re: redakcja i korekta 18.12.10, 09:39
              > Nie wiem, czy miałaś na myśli mnie, ale poczułam się wywołana do tablicy.

              Nie, oczywiście mówiłam ogólnie - nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało. Jak najbardziej się z Tobą zgadzam - skoro już wydawca chce wydać książkę, to niech okaże autorowi trochę szacunku, a przynajmniej wywiąże się z umowy, w której jest mowa także o korekcie autorskiej. Chciałam tylko podkreślić, że ten szacunek i dobra wola powinny być z obu stron.
      • mayoral Re: redakcja i korekta 15.05.11, 15:11
        " ...na zalane srebrzystą poświatą pole wyległy zwaliste, krępe sylwetki wydając gardłowe odgłosy i przepychając się nawzajem. Wyraźnie widać było duże, wydłużone głowy osadzone na krótkich i muskularnych szyjach."

        bardzo przepraszam, ale to grafomania w przenajczystszej postaci.
        spróbuj wyrzucić wszystkie przymiotniki, które - uwierz mi - nie budują atmosfery, a w zacytowanym fragmencie osłabiają i atmosferę, i określane rzeczowniki.

        jeśli wyrzucisz przymiotniki (upieram się, że ich obecność to cecha złej i bardzo złej prozy), co zostanie?
        ano popatrzmy.
        pierwsze zdanie: "na pole wyległy (...)" nie wiadomo co z opisu, bo opis składa się z samych przydawek.
        drugie zdanie: wyrzuć co drugi przymiotnik. wystarczy jedno określenie głów i szyj. tym bardziej że "duże" i "wydłużone" obok siebie to fatalna eufonia.

        nie dziwię redaktorowi czy redaktorce. w języku najważniejsza jest prostota. a grafomanię usprawiedliwia powszechna alfabetyzacja. każdy, kto zna alfabet jest pisarzem. przepraszam, ale morduję się właśnie nad tekstem "pisarza", którego książkę należałoby napisać od początku.
        • makawka Re: redakcja i korekta 16.05.11, 10:08

          Gdybyśmy razem pracowały nad tekstem z pewnością dałabym się przekonać, bo pokazałaś, co jest nie tak. Każdemu pisarzowi zdarzają się słabsze zdania i zadaniem redaktora jest je wyłapywać, a nie tworzyć książkę od nowa nie fatygując się powiadomić o tym drobnym fakcie autora. To brak szacunku, po prostu.
          • makawka Re: redakcja i korekta 16.05.11, 15:01

            Jeszcze jedno: jeśli redaktor/korektor uważa, że książka jest źle napisana, niech napisze od nowa, podpisując swoim imieniem i nazwiskiem. W każdym innym przypadku niech WSPÓŁPRACUJE z autorem, nie stawiając się w roli wszystkowiedzacego. W moim odczuciu współpraca polega na wskazywaniu kwesii spornych przy jednoczesnym słuchaniu tego, co autor ma do powiedzenia. Dialog, jednym słowem. Zdaję sobie sprawę, że dla redaktora jest to nieco upierdliwe, bo najchętniej sam by wszystko pozmieniał, nie zawracając sobie głowy tym autorem - grafomanem, który po polsku pisać nie potrafi, ale cóż? To tak nie działa. Właściwie niepotrzebnie zamieściłam to zdanie nad którym się pastwicie (rzeczywiście sformułowane było niezbyt szczęśliwie), bo bardziej chodziło mi o ogólny problem leżący na linii współpracy autor - redaktor. Jeśli mój ton kogoś uraził - przepraszam, ale mam niezbyt przyjemne doświadczenia z redakcją moich książek. Przy którejś usłyszałam, że redaktor nie ma czasu na przejmowanie sie moimi uwagami.
            • troppo_bella Re: redakcja i korekta 16.05.11, 16:49
              Makawko, przeżyłam niedawno dość podobne doświadczenie z redakcją mojej książki. Dostałam ją całą czerwoną, z przerobionym niemal każdym zdaniem, przy czym 90 procent tych poprawek były to uznaniowe zmiany stylu, które trudno było uzasadnić. Każde ZNOWU przerobiono na PONOWNIE, każde KTÓRY+ CZASOWNIK na IMIESŁÓW (np. Dziewczyna, która stała przy furtce na: Dziewczyna stojąca przy furtce), każde POTEM na PÓŹNIEJ, każde SPIESZYĆ na ŚPIESZYĆ (obie formy poprawne), każde OBOK na TUŻ OBOK itd. Tam, gdzie miałam długie zdania, przerobiono je na krótsze, tam znowu, gdzie miałam krótkie, zostały połączone w dłuższe całości. Szyki zdań - wszystkie zostały poprzestawiane, w imię nie wiem czego, bo i moje, i redaktorskie były poprawne, z tym że jednak jest to moje dzieło i moje szyki.

              Czytając te poprawki, nie mogłam powstrzymać sie od pytania: Po co? Moje wypieszczone zdania, mój rytm, mój styl - wszystko nagle uległo dziwacznym, niecelowym zmianom. Przewalczyłam zmianę prawie wszystkiego poza ewidentnymi moimi błędami i powtórzeniami, powiększając tym samym liczbę zmarnowanych godzin we wszechświecie - bo najpierw redaktorka napisała za mnie powieść od początku, a następnie ja przywracałam jej pierwotną postać, starając się uzasadnić zmiany zmian.

              Ja tam bym wolała taką redakcję, która skupia się na błędach konstrukcyjnych, nielogicznościach, niecelowych zmianach tempa, zwolnieniach akcji itd. Tym się jednak nikt nie zajmuje niestety.
              -----
              • hajota Re: redakcja i korekta 16.05.11, 18:01
                >każde POTEM na PÓŹNIEJ,

                Może to ta sama redaktorka, o której mi kiedyś opowiadano - zawsze poprawiała "potem" na "później", bo, jak twierdziła, to pierwsze słowo kojarzy się z potem (od spocić się) oraz z tym, że ktoś cuchnie tymże potem. Ta sama redaktorka zakwestionowała tytuł "Krok po kroku", bo tym razem się jej skojarzyło z... krokiem w męskich spodniach.
                • troppo_bella Re: redakcja i korekta 16.05.11, 18:53
                  Ta sama redaktorka zak
                  > westionowała tytuł "Krok po kroku", bo tym razem się jej skojarzyło z... krokie
                  > m w męskich spodniach.
                  A dziadunio Freud skupiał się na pomyłkach i snach, podczas gdy powinien analizować poprawki językowe :-).
                  Chyba nie ta sama redaktorka, bo "krocze" przemknęło nienaruszone.
                  ----
              • nomina Re: redakcja i korekta 17.05.11, 01:33
                Tropciu, nie upraszczaj :). Dawna zasada mówiła, że dane słowo powtarza się co 3 zdanie. Jeśli więc masz dwa razy który w zdaniu lub zdaniach sąsiadujących, to redaktorka słusznie poprawia. Ja kiedyś robiłam tekst, który w połowie składał się z konstrukcji (jakaś kalka z angielskiego?) - "To, co...., to to, że..." - rety, jak ja się nagimnastykowałam, żeby to pozmieniać.
                Ale "obok" na "tuż obok" to przesada, zwłaszcza że zmienia semantykę.
                • troppo_bella Re: redakcja i korekta 17.05.11, 10:11
                  Nomino, staram się być sprawiedliwa. Moja redaktorka wyłapała wiele powtórzeń, i chwała jej za to, wiele niejasności i niegramatyczności. Każde zmienione przez nią zdanie przeanalizowałam również pod tym kątem. Było to trochę ponad 10 procent poprawek.

                  Natomiast w znakomitej większości przypadków popełniała niestety nieuzasadnione nadużycia na moim tekście. Argumentowała potem, że wydawało jej się, że tak będzie lepiej. Zresztą im dalej w tekst, tym mniejszej liczby zmian dokonywała, tłumacząc, że w miarę lektury przyzwyczaiła się do mojego stylu. I że jeśli ja uważam, że źle zrobiła, to ona się ze wszystkiego wycofuje i niech będzie jak chcę. Toż to dziecinada jakaś.

                  Natomiast, skupiona na przerabianiu mojego stylu na swój, przegapiła niestety moje dwa błędy merytoryczne, które potem wyłapałam szczęśliwie sama. Do kosza z taką redakcją.
                  ---
                  • makawka Re: redakcja i korekta 17.05.11, 11:41
                    troppo_bella napisała:

                    >
                    > Natomiast w znakomitej większości przypadków popełniała niestety nieuzasadnione
                    > nadużycia na moim tekście. Argumentowała potem, że wydawało jej się, że tak bę
                    > dzie lepiej. Zresztą im dalej w tekst, tym mniejszej liczby zmian dokonywała, t
                    > łumacząc, że w miarę lektury przyzwyczaiła się do mojego stylu. I że jeśli ja u
                    > ważam, że źle zrobiła, to ona się ze wszystkiego wycofuje i niech będzie jak ch
                    > cę. >
                    > Natomiast, skupiona na przerabianiu mojego stylu na swój, przegapiła niestety m
                    > oje dwa błędy merytoryczne, które potem wyłapałam szczęśliwie sama.>> ---
                • autor.autorka Re: redakcja i korekta 17.05.11, 20:49
                  nomina napisał(a):

                  > Tropciu, nie upraszczaj :). Dawna zasada mówiła, że dane słowo powtarza się co
                  > 3 zdanie. Jeśli więc masz dwa razy który w zdaniu lub zdaniach sąsiadujących, t
                  > o redaktorka słusznie poprawia. Ja kiedyś robiłam tekst, który w połowie składa
                  > ł się z konstrukcji (jakaś kalka z angielskiego?) - "To, co...., to to, że..."
                  > - rety, jak ja się nagimnastykowałam, żeby to pozmieniać.

                  Zaintrygowałaś mnie, nomino, tą wzmianką o tym że dane słowo powtarza się co trzecie zdanie. Owszem, co do konstrukcji z "który" zgadzam się; powtórzenie w dwóch sąsiednich zdaniach brzmi źle. Ale inne słowa? Czasem - mam na myśli głównie mowę zależną - powtórzenia mogą przydać realizmu. Większość ludzi nie redaguje w głowie tekstu, który wygłasza w codziennej rozmowie. Może autor rozmyślnie użył powtórzeń. Czy w takim wypadku jako redaktorka też sugerowałabyś przepisanie bez powtórzeń?
                  • jogi514 Re: redakcja i korekta 17.05.11, 21:50
                    No właśnie, też uważam, że powtórzenia mogą być celowym zabiegiem. Ale wiem, że gdy napiszę dwa razy "i", to jak w banku zmienią na "oraz" :-( . W imię redaktorskich zasad.
                    • autor.autorka Re: redakcja i korekta 18.05.11, 01:25
                      jogi514 napisała:

                      > No właśnie, też uważam, że powtórzenia mogą być celowym zabiegiem. Ale wiem, że
                      > gdy napiszę dwa razy "i", to jak w banku zmienią na "oraz" :-( . W imię redakt
                      > orskich zasad.

                      To chore! Jeśli ktoś zechce wydać moją powieść, to na pewno nie pozwolę na takie zmiany... Nie po to człowiek po dziesięć razy ślęczał nad poszczególnymi akapitami i głowił się jak to zrobić, aby język giętki itd., żeby potem redaktor z bożej łaski niszczył dopracowany tekst. Może niedługo Norwida zaczną poprawiać, bo u niego czasem interpunkcja nie zgadza się z wytycznymi?

                      Powtórzenia nie tylko mogą być, ale SĄ jednym ze środków literackich... na litość boską... Naprawdę wierzyć mi się nie chce, że takie rzeczy się dzieją w wydawnictwach... że redaktorzy o takiej "kulturze języka" mają etaty...
                      • szpikota Re: redakcja i korekta 18.05.11, 10:19
                        To, że ma się własny styl, nie znaczy jeszcze, że jest on strawny dla czytelnika. Jeśli redaktor z dużym doświadczeniem mówi mi, że po poprawkach tekst czyta się lepiej, to wierzę tej osobie na słowo (i sama szybko też zaczynam to widzieć).

                        Mój pierwszy tekst był tak pokreślony przez redaktora, że głowy nie dam, czy ostało się tam choć jedno zdanie w pierwotnej formie. Dla mnie znaczyło to tyle, że żadne z tych moich dopieszczonych zdań, o których wspaniałości byłam wcześniej przekonana, nie jest ani tak dopieszczone, ani tak wspaniałe, jak mi się wydawało. A także, że muszę się jeszcze wiele nauczyć.

                        Nie bronię partaczy, ale odnoszę wrażenie, że w niektórych wypowiedziach tutaj zaczyna dominować postawa, że wszelka ingerencja w styl, także ta dokonywana przez doświadczonego redaktora, stanowi naruszenie swobody twórczej autora. Przy takiej postawie sama nigdy bym się niczego nie nauczyła, a uważam, że nauczyłam się już sporo.
                        • skajstop Brawo :) 18.05.11, 10:39
                          Miałem napisać coś w podobnym duchu, ale ugryzłem się w język, żeby nie zaogniać..

                          No cóż, jako praktyk, powiem tak: zdarzają się szurnięci redaktorzy czy redaktorki, piszący własne książki cudzymi rękoma. Ale w większości przypadków oni mają rację. A to dlatego, że autor nie ma takiego oglądu tekstu, jaki ma osoba niezwiązana z nim emocjonalnie. Sorry, ale dla kogo jest ten tekst? Dla autora? To niech wrzuci do szuflady. Jeśli dla czytelnika, pora przyjąć, że to czytelnikowi ma się spodobać. A tu sporo redaktorskich zabiegów ma na celu udostępnienie tekstu temuż czytelnikowi. I już.

                          Nie bronię redaktorów czy redaktorek, też czasem dyskutuję. Ale wiem, ile dobrego wnieśli do moich książek. Pisanie, że to chore, bo coś zmienią - to właśnie jest chora postawa, moi drodzy. Przynajmniej, jeśli chcemy mieć czytelników.
                          • autor.autorka Re: Brawo :) 18.05.11, 22:33
                            Drogi skajstopie, ja zgadzam się ze Stephenem Kingiem, że "pisać jest rzeczą ludzką, redagować - boską". Jednak każdy redaktor o kompetencjach językowych mniejszych niż moje (tzn. przekonany, że każde kolejne "i" należy zmienić na "oraz", a "potem" na "później") opłacany przez wydawnictwo jest w moim przekonaniu objawem jakiejś choroby toczącej branżę.

                            Sama przez lata pracowałam i jako redaktorka, i (a nie "oraz") jako korektorka; zdobyłam tytuł "mistrza ortografii", a moje teksty od dwudziestu lat regularnie ukazują się drukiem, więc chyba są wystarczająco jasne dla czytelników w takiej formie, w jakiej przedstawiam je redakcjom. Pisząc, że "chore jest" poprawianie wszystkich powtórzeń, miałam na myśli dokładnie to co napisałam w odpowiedzi na wpis, na który odpisywałam.

                            Teksty początkujących (?) autorów wykształconych na forach internetowych być może potrzebują znacznej ingerencji DOBREGO redaktora o dobrym wyczuciu językowym. Moje nie. Ja czytelników mam.

                            • autor.autorka Nawiasem mówiąc... 18.05.11, 23:09
                              w wątku "Agencja" we wpisie pt. "Pytanie o współpracę z wydawnictwem nad tekstem" pisałam o tym, że sama chętnie współdziałałabym z doświadczonym redaktorem przed wydaniem mojego (dłuższego) utworu. Tyle, że mnie chodziłoby raczej o rzeczowe uwagi nt. konstrukcji, poprowadzenia wątków, itd. I takie spostrzeżenia byłyby dla mnie na wagę złota.

                              Przeczytałam ostatnio około dziesięciu wywiadów ze znanymi, uznanymi i utytułowanymi autorami. Jeśli w rozmowie była mowa o współpracy z redaktorami, to w każdym przypadku pisarze podkreślali, jak cenne były dla nich uwagi redaktorów np. co do konstrukcji. Nieraz dokonywali poprawek zgodnie z wytycznymi - a mówię o prozaikach naprawdę cenionych przez krytykę i czytelników. I czytając o tych doświadczonych redaktorach, którym tak zależało na sukcesie utworu, z żalem wspomniałam kilka współczesnych polskich książek i ze współczuciem pomyślałam o ich autorach - nie pozbawionych prawdziwego talentu, pozbawionych jednak swego rodzaju literackiego protektora. Zaczynam podejrzewać, że polskim wydawnictwom wcale jakoś specjalnie nie zależy na sukcesie czytelniczym/finansowym niektórych wydawanych przez nie dzieł. Więc dlaczego je wydają? Piorą w ten sposób brudne pieniądze? (niniejszym zaklepuję sobie ten motyw do wykorzystania w przyszłości ;))

                              A może jednak ci znani pisarze z wywiadów stali się znani właśnie dlatego, że MIELI SZCZĘŚCIE trafić na redaktorów z prawdziwego zdarzenia? :\
                              • szpikota Re: Nawiasem mówiąc... 19.05.11, 09:53
                                Skajstop, dzięki za wsparcie;).

                                Autorko, a nie wydaje Ci się, że jeśli ktoś zażarcie broni każdego zdania w tekście, bo zmiana stylu narusza jego swobodę twórczą, tym bardziej nie będzie gotów przyjmować uwag merytorycznych? Czasem redaktor sugeruje wyrzucenie całego rozdziału i napisanie go od nowa. To dopiero narusza swobodę twórczą! Może sekret autorów, którzy odnieśli sukces, nie polega na tym, że mieli wyjątkowe szczęście trafić na dobrego redaktora, ale - że potrafili z redaktorem współpracować?
                            • skajstop Re: Brawo :) 18.05.11, 23:43
                              Moja uwaga nie miała charakteru osobistego. Jednak zdecydowana większość tekstów wymaga redakcji. Może jesteś wyjątkiem, załóżmy tak :) Niemniej, zwykle postawa "Nie dam ruszyć ani przecinka" cechuje osoby, które nie są tak świadome, jaki był cel użycia jakichś konkretnych słów.

                              Tyle i tylko tyle miałem na myśli :)
                          • jogi514 Re: Brawo :) 18.05.11, 23:30
                            Z punktu widzenia tłumacza:
                            1. Teksty dzięki redakcji bardzo wiele zyskują.
                            2. Teksty wskutek ingerencji redakcji zatracają indywidualność stylu autora i tłumacza.
                            Po przeczytaniu "Poradnika redaktora" czy czegoś podobnego (nie pamiętam tytułu) potrafię pisać (tłumaczyć) tak, że nie mam prawie żadnych poprawek stylistycznych i zyskuję sympatię redaktorów. Ale czasem się zżymam na automatyzm w stosowaniu świętych zasad, ujętych w zestaw prostych algorytmów.
            • tony333 Re: redakcja i korekta 16.05.11, 20:08
              > jeśli redaktor/korektor uważa, że książka jest źle napisana, nie
              > ch napisze od nowa, podpisując swoim imieniem i nazwiskiem.

              Idąc tym tokiem rozumowania nie można skrytykować niczego. Nie podoba ci się film - nakręć lepszy (kamera jest w każdej komórce). Nie smakuje danie - zrób lepsze. Nie podoba samochód - narysuj ładniejszy. Nie podoba parlamentarzysta - dostań się do parlamentu i im pokaż :)

              Oczywiście wśród redaktorów znajdują się ludzie różni. Mówi się także, że każdy redaktor to niespełniony pisarz. Ale można być dobrym redaktorem i jednocześnie nie umieć dobrze pisać samemu. Szkoda tylko tych pisarzy, którzy na dobrych redaktorów nie trafiają.
    • pisam Spojrzenie autorskie 20.05.11, 12:08
      Jak zawsze, miałem się nie odzywać ale co mi tam.
      Nigdy nie uważałem się za alfę i omegę, jestem świadom swoich niedociągnięć i w 100% zdaję sobie sprawę, że wszystko można napisać lepiej i bardziej gramatycznie. Nigdy nie walczę o swoje przecinki, słowa i jestem otwarty na wszelkie sugestie ze strony redakcji (choć nie z każdą się zgadzam, ale daję słowo że je rozważam). Ale najpierw po drugiej stronie musi być ktoś kto chciałby ze mną rozmawiać jak z partnerem a nie jak z petentem który sam nie wie co chce. Współpracowałem z różnymi Wydawcami i ich pracownikami - zarówno z tymi największymi, jak i małymi) ale rzadko trafiał mi się redaktor, który chciał być partnerem do pracy nad tekstem. Zazwyczaj starał się być sierżantem w wojsku, gdzie nie ma miejsca na dyskusje tylko na błyskawiczne wykonywanie rozkazów. Jeśli miałeś inne zdanie, lub chciałeś o tym dyskutować, okazywało się, że nie znam się na tym i mam mało do powiedzenia, a jak się nie podoba to nic mnie z nimi nie wiąże (redaktor z bardzo znanego Wydawnictwa), więc wolę być sam sobie sterem i okrętem. Osobiście znam osoby po stosownych studiach plus kursach, pracujących we wiodących Wydawnictwach - które prace nad tekstem innych osób traktują jak karę Bożą i wszelkie zastrzeżenia z ich strony odbierają jako osobista niechęć. Znam także osoby robiące korektę i redakcję, o których wiem, że nigdy nie ukończyły polonistyki, nigdy nie były na żadnych kursach a otrzymujące zlecenia od Wydawnictwa bo są tanie ( przykład: ostatnio otrzymałem propozycję zrobienia korekty za 4 zł, a redakcji z korektą za 8 zł za arkusz wydawniczy, bo pani z działu literackiego z wydawnictwa ... powiedziała jej, że jest tak dobra, że nie powinna zgadzam się na niższą ofertę. Nie komentuję... ) W większości wypadków nie ma żadnego kontaktu osobistego, wszystko jest oparte że otrzymuję tekst poprawiony i mogę go zaakceptować, lub nie, ale mam poprawić i odesłać Wydawnictwu. Nawet na sugestię z mojej strony, że bardzo chętnie nawiązałbym kontakt z redaktorem pracującym nad moim tekstem aby na bieżąco wyjaśniać nieścisłości, dowiaduje się, że redaktor pracuje w domu i nie widzi sensu w takich kontaktach. Teraz na szczęście mam osobę z którą współpracuję na normalnych zasadach i nie muszę gadać z Wydawcami, prosząc ich o coś co powinno być zasadą.
      • mutant12 Re: Spojrzenie autorskie 20.05.11, 13:29
        Zgadzam się z pisamem - nie chodzi o to, że redaktor jest "be", bo miał czelność coś zmienić, tylko że czasem redaktorzy zapominają o tym, że za tym dziełem stoi konkretny człowiek ze swoją koncepcją i że w tej sytuacji dialog jest nieodzowny, jeśli chcemy wygładzić dzieło, a jednocześnie zachować jego trzon nienaruszony (a gdy już trzeba go naruszyć, to także zróbmy to we współpracy z autorem). Osobną kategorią są utwory, w których po prostu trzeba bardzo dużo zmienić, by się nadawały do czytania - nie wiem, dlaczego wydawcy podpisują czasem umowy, mając w ręku jedynie półprodukty, bo wtedy zawsze istnieje ryzyko, że kupują kota w worku. Ale właściwie co ich to obchodzi, skoro to redaktor będzie się musiał użerać z autorem, a nie oni (idąc ich tokiem rozumowania). Ja na szczęście redaguję tylko tłumaczenia, ale i tak zdarzają mi się spory z tłumaczami, którzy upierają się przy jakiejś kulawej wersji albo mają pretensje, że nie przyjęłam zmiany, którą mi przysłali już po ustaleniu ostatecznej wersji (w dodatku zmiana była moim zdaniem nietrafiona, ot rzutem na taśmę przyszedł mu jakiś pomysł, który pewnie sam by odrzucił, gdyby miał więcej czasu na zastanowienie). Jestem też tłumaczką i spieram się z redaktorami, ale w obu rolach staram się, by moje ego nie przyćmiewało obiektywizmu i jeśli z drugiej strony jest podobne nastawienie, to dochodzimy do consensusu, chociaż każde musi trochę ustąpić. Nauczyłam się, że tak jest najlepiej dla książki.

        Nie skończyłam polonistyki, a redaktorką zostałam dlatego, że w wydawnictwie uważali, iż posługuję się dobrą polszczyzną, a brakowało im akurat redaktorów. Początkowo się bałam, że nie podołam, ale się wciągnęłam i choć nadal uczę się nowych rzeczy i nadal jest mnóstwo takich, których nie wiem, to chyba wydawcy są ze mnie w miarę zadowoleni, skoro powierzają kolejne redakcje. Sądzę, że bycie zarówno tłumaczką, jak i redaktorką pomaga mi lepiej zrozumieć tę drugą stronę, choć przyznaję, że punkt widzenia błyskawicznie się zmienia w zależności od punktu siedzenia (jeden rym niezamierzony ;)).
    • witch_l Te przykłady, które podałaś... 26.05.11, 19:09
      Swiadczą JEDYNIE, jak ciężko było opracować w redakcji tekst, o bardzo niskich lotach. Tak bym to określiła, nie przekreślając twoich możliowści pisarskich. Napewno masz duzy talent. No ale zamieszczone przykłady odstraszają, od czytania ksiazek z językiem dosłownie z bruku, z ulicy!
      Do tego to słowo "kwiczała", no sorry. To teraz tak w kraju ludzie piszą, to taki j.polski obowiązuje w ilteraturze? Koszmar...
      • makawka Re: Te przykłady, które podałaś... 26.05.11, 21:00

        Słowo "kwiczała" to kolokwializm, a te, jak mi wiadomo, obecne są w literaturze od dawna. Żeby wydać tak jednoznacznie miażdżacą opinię o tekście trzeba go przeczytać w całości, a nie posiłkować się wyrwanymi z kontekstu zdaniami. Nie prosiłam o ocenę mojego stylu, starałam się tylko naświetlić powszechny problem współpracy z redaktorami. Pozdrawiam.
    • truskawkowe_pole Re: redakcja i korekta 01.08.11, 04:11
      Jestem co prawda "tylko" tłumaczką, ale aż za dobrze rozumiem Twój ból. Miałam ostatnio nieprzyjemność z panią redaktor, która wypieszczony owoc mojej czteromiesięcznej pracy (a dokładnie pięćset stron książki) "zredagowała" w... dwa dni. W dodatku nadesłała mi tekst w formie zadrukowanych jednostronnie maczkiem kartek, na których prawie nieczytelnie (bo i jak można na takim maczku czytelnie) nabazgrała swoje poprawki. Pliku nie dostałam wcale i na nic zdały się prośby, albowiem ta pani na plikach nie pracuje, jak się dowiedziałam. O tym, że niezwykle specyficzny, plastyczny styl autorki, który pieczołowicie starałam się oddać w przekładzie, uparła się zamienić na maksymalnie uproszczony, "bo to dla młodzieży", już nawet nie wspominam. Ale od błędów, których narobiła (co wynikało z czystego niechlujstwa i lenistwa, bo inaczej tego nazwać nie można), włosy stanęły mi dęba na głowie. Zawsze dużą wagę przykładam do tego, by nie popełniać gaf podczas tłumaczenia, jeśli pojawiają się jakiekolwiek specjalistyczne określenia, sprawdzam wszystko dogłębnie i po kilka razy. Pani redaktor zaś najwyraźniej w świecie po prostu nie patrzyła nawet, co czyta. Część "poprawek" generowała zwyczajny bełkot, inne stwarzały wrażenie typowej "sztuki dla sztuki", jeszcze inne pozostawały po prostu nieczytelne. Po mniej więcej trzydziestu stronach (i wynotowanych dziewięciu poważnych błędach rzeczowych oraz logicznych) napisałam do pani redaktor z prośbą o ponowną korektę, tym razem jednak wykonaną nieco rzetelniej, no i przede wszystkim po uprzedniej lekturze tekstu. Napisałam spokojnie i konkretnie, wyliczyłam błędy, wykazałam, iż kompletnie zignorowała specyfikę postaci, stylu autora i tak dalej. Poprosiłam o kontakt, gdy ukończy pracę. Doczekałam się tego, że pani redaktor po prostu odesłała całość do wydawnictwa, omijając skrupulatnie moją uciążliwą osobę. Gdy upomniałam się o tekst u redaktora naczelnego, zostałam delikatnie przywołana do porządku jako osoba konfliktowa (!). A gdy przysłali mi w końcu książkę... Tydzień jeszcze siedziałam, pieczołowicie usuwając niedoróbki, literówki, błędy ortograficzne (nie swoje), itp. Żyję swoją pracą i nie wyobrażałam sobie, aby coś tak niedopracowanego miało ukazać się drukiem z moim nazwiskiem jako autora przekładu. Zaznaczam, że ta pani ma na koncie co najmniej kilkadziesiąt zredagowanych książek. Ponoć pierwszy raz zdarzyło jej się (co prawda to ona tak twierdziła), aby ktokolwiek zakwestionował jej poprawki. Czy to możliwe, żeby wszyscy tłumacze i autorzy potulnie zgadzali się na coś podobnego? Rozmawiałam na ten temat z kilkoma znajomymi polonistami (zaczynałam powoli wątpić we własne zdrowe zmysły) i wszyscy jak jeden mąż stwierdzili, że ta kobieta musiała być chyba pijana, albo też z braku czasu oddała tekst komu innemu, bo w głowie się nie mieści, żeby zawodowy korektor miał robić tego rodzaju błędy oraz postępować tak nieprofesjonalnie. Cóż. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że chyba nikomu tak naprawdę nie zależy, żeby było dobrze. Ma być szybko i tanio...
      • jacek1f podaj nazwe wydawnictwa i nazwisko tej redaktorki! 01.08.11, 09:55
        Bez tego Twoj post jest zupelnie bezwartosciowy - przepraszam bardzo!
        I nie generalizuj.
        Tylko pomoz innym i napietnuj chalturnikow.
        I jesli sie szanujesz zawodowo, natychmiast wycofaj nazwisko z ksiazki. Bo zadne tlumaczenia i opowiesci o sytuacji nie pomoga w rozmowach z innymi wydawcami, jesli markujesz takie cos.... a Twoje poprawki przepadna wszystkie - jak sadzę...

        • truskawkowe_pole Re: podaj nazwe wydawnictwa i nazwisko tej redakt 01.08.11, 16:24
          Chyba nie polubię tego forum... Właśnie zjadło mi bardzo długi wpis (skrobię kawałkami), ponieważ "moja sesja wygasła". Trudno, będzie zatem w skrócie. Nie jest ani nie było moim zamiarem kogokolwiek piętnować. Chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, iż nie każdy redaktor jest tak samo dobry, i że nie można dać sobie wejść na głowę. Moje końcowe uwagi owszem, zostały uwzględnione, mało tego, wydawnictwo chyba przekonało się w końcu, kto ma rację. Pani redaktor, poinformowana uprzednio przeze mnie o tym, iż nie zamierzam autoryzować poprawek w takiej postaci, w jakiej mi je przedstawiła, spuściła jednak trochę z tonu i zastosowała się w większości do moich sugestii, pozostawiając "tylko" owe nieszczęsne literówki, orty oraz inne tego rodzaju niedociągnięcia. Poprawienie tego kosztowało mnie tydzień nieodpłatnej pracy, ale zaowocowało tym, że a) redaktor naczelny na własne oczy zobaczył, z czym ma doczynienia, oraz b) w recenzji chwalono styl i... staranną redakcję. To drugie zdumiało mnie niewymownie już nawet nie dlatego, że rzeczywiste zasługi pani redaktor były w tej mierze raczej zerowe, ile raczej z tej przyczyny, iż coś podobnego w ogóle nie powinno zasługiwać na wzmiankę. Powinna to być norma, poniżej której absolutnie nie wypada zejść. Skoro jednak wspomina się o tym, znaczy to chyba, iż standardy znacząco się obniżają. Do tego zaś dopuszczać nie należy. A już wybitnie niepokojące wydało mi się stwierdzenie pani redaktor, jakoby nikt wcześniej zastrzeżeń do jej pracy nie zgłaszał. Nie wiem, albo ja miałam pecha i trafiłam na wyjątkowo paskudny moment w jej karierze, albo jest to jej stała praktyka, a tłumacze oraz autorzy po prostu kładą uszy po sobie, nie chcąc wyjść na "konfliktowych". Tak czy inaczej, coś tu chyba nie gra.
            • jacek1f ta druga czesc opowiesci zmienia wydzwiek aczkol 01.08.11, 18:13
              wiek... powinnas i tak podac nazwe wydawnictwa.
              Bo mimo, ze ladnie sobie poradzilas z redaktorka, to wszystko wskazuje,ze nie maj korekty w ogole w ramach oszczednosci, a to juz gorsze nawet niz glupi redaktor. Dla Czytelnika, nie dla tlumacza.

              pozdrawiam i gratuluje dzielności!
              • truskawkowe_pole Re: ta druga czesc opowiesci zmienia wydzwiek acz 02.08.11, 05:10
                Zaraz, zaraz. Chwileczkę. Ja tu chyba czegoś nie rozumiem... W moim surowym, nietkniętym jeszcze redaktorską ręką przekładzie zdybałam dwie (słownie: dwie) literówki. Ostateczna wersja, jaką otrzymałam już po całej awanturze do autoryzacji, stanowiła pod tym względem istną sieczkę. Literówki to jedno, ale bałagan składniowy i ogólne niechlujstwo aż biło po oczach (przynajmniej mnie, być może taka jestem wyczulona). Wyglądało to mniej więcej tak, jakby pani redaktor postanawiała zmienić szyk jakiegoś zdania, po czym nagle wycofywała się z tego pomysłu, porzucając go w połowie. Notorycznie nie zgadzały się końcówki wyrazów, zdarzały się błędy ortograficzne, jakieś karkołomne stylistycznie figury i tym podobne. Czy chcecie mi powiedzieć, że to wszystko jest jak najbardziej w porządku, "bo korektor"? Z tego co wiem, korektor owszem był, jeden techniczny i dwóch ogólnych (a przynajmniej tak wynika z informacji umieszczonej w książce). Nie wiem, może wszyscy akurat wyjechali na urlop? Tekst dostałam w postaci już złamanej, a więc - jak sądzę - po wszystkich możliwych obróbkach. Wydawnictwo jest zasadniczo porządne i z tradycjami, nie zależy mi na tym, żeby robić im koło pióra, zwłaszcza że na współpracę (poza tym jednym incydentem) naprawdę nie mogę narzekać. Czyżbym miała aż tak olbrzymiego pecha w tym przypadku? A może to rzeczywiście coraz częściej po prostu norma, skoro aż w recenzji zwrócili uwagę na szczególną dbałość w tym względzie?
                • szpikota literówki 02.08.11, 07:50
                  Tak mi właśnie coś nie pasowało z tymi literówkami... Jeśli redaktor pracuje na papierze, niekoniecznie to on nanosi potem poprawki do pliku. W dużych wydawnictwach mają od tego maszynistki (jeśli dobrze pamiętam nazwę funkcji). I jeśli taka osoba jest niechlujna, zrobi z tekstu sieczkę, ale trudno za to winić redaktora, który złożył wydawnictwu swoją pracę w wersji papierowej. Od tego właśnie potem jest korekta, żeby wyłapać błędy.
                  Przy czym, prawdę mówiąc, jeśli dostaję od redaktora poprawki na papierze, wolę je nanieść do tekstu sama, ponieważ tylko wtedy mam pewność, że nie będzie tam od groma i trochę literówek. Swego czasu dostałam tekst w papierze plus plik z już naniesionymi zmianami i zrobiono to tak tragicznie, że wolałam zacząć nanoszenie od nowa, bo wyłapywanie wszystkich błędów i ich poprawianie zajęłoby mi znacznie dłużej.

                  Moim zdaniem lepiej już dla tekstu (w każdym razie mojego, bo oddaję je dopracowane), żeby w ogóle nie przechodził redakcji, jeżeli zmiany redakcyjne miałyby zostać naniesione niedbale - choćby były co do jednej słuszne i potrzebne. Czytelnik prędzej zauważy literówki, jakieś zostawione stare wersje zdań obok nowej itp. aniżeli błąd czy też zwykłą niezgrabność stylistyczną autora lub tłumacza.
                  • truskawkowe_pole Re: literówki 02.08.11, 15:16
                    Akurat tego jednego jestem pewna: to redaktorka nanosiła poprawki na plik. Zanim mnie zignorowała, wymieniłyśmy kilka maili, w których opisała mi swój system pracy. Dostaje od wydawnictwa plik, drukuje go sobie (maczkiem), nanosi poprawki na papierze (w dwa dni...), wysyła go mnie. Po tym, jak ja odniosę się do całości (również ręcznie, obok jej bazgrołów), nanosi zmiany na plik i wysyła go do wydawnictwa. Z niepojętych przyczyn odmówiła pracy od początku na pliku, twierdząc, że na papierze będzie dla nas obu czytelniej. W obliczu zabazgranego na czerwono maczkowego druku ogarnął mnie pusty śmiech. Może miało to na celu ograniczenie moich możliwości protestu wobec jej uwag? Nie wiem. Wiem, że przez dwa dni "opracowała" tekst w sposób, który omal nie przyprawił mnie o zawał. I właśnie z tego próbowała się początkowo tłumaczyć w mailach ("czytam później wszystko jeszcze raz, zanim naniosę na plik", "właśnie po to tłumacz ma rzucić okiem" - i tego typu). Mało tego, teoretycznie wymusiłam na niej obietnicę przysłania mi pliku po ukończonej obróbce (choć ostatecznie nie zrobiła tego), ale... odmówiła zaznaczenia na nim zmian. "Ja nie pracuję w trybie zmian". No przepraszam bardzo...
                    • kurakulturalna Re: literówki 02.08.11, 20:28
                      wymieniłyśmy kilka maili, w których opisała mi swój system
                      > pracy. Dostaje od wydawnictwa plik, drukuje go sobie (maczkiem), nanosi poprawk
                      > i na papierze (w dwa dni...), wysyła go mnie. Po tym, jak ja odniosę się do cał
                      > ości (również ręcznie, obok jej bazgrołów), nanosi zmiany na plik i wysyła go d
                      > o wydawnictwa.

                      Toż to horror jakiś. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Jasne, redaktorzy wciąż czasem pracują na papierze, ale wydruk musi być wtedy przejrzysty i poprawki czytelne. Do obowiązków tłumacza zdecydowanie nie należy odcyfrowywanie niczyich bazgrołów (sam też powinien pisać czytelnie, jeśli dopisuje się do poprawek redaktora). Ani tym bardziej odkręcanie tego, co ktoś popsuł.
                      Redaktor nie powinien nanosić poprawek na plik. Robi to zwykle specjalny operator, m.in. po to, żeby nie przyszło mu do głowy jeszcze coś cichcem ulepszyć po akceptacji tłumacza.

                      Radziłabym stanowczo w ogóle nie bawić się w akceptację tak zrobionej redakcji, tylko od razu ją odrzucić, uzasadniając oczywiście dlaczego, i zażądać czegoś zrobionego według zasad sztuki. A wydawcom cytować prawo autorskie: kawałek na temat osobistych praw autorskich dotyczy właśnie tego. Tłumacz musi wykonać korektę autorską i nie można już po niej wprowadzać żadnych istotnych zmian. Tekst jest Twój, Ty za niego odpowiadasz i Ty musisz mieć nad nim kontrolę. A psujów należy tępić.
                      Niestety z redakcją nawet w renomowanych wydawnictwach dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy - ale absolutnie nie musimy się na to zgadzać. Na wszelki wypadek można już oddając tekst zapytać, jak będzie wyglądała redakcja i ewentualnie ustalić jakiś sensowny tryb działania. Można też zażądać wpisania sposobu wykonania redakcji i jej akceptacji do umowy. Łącznie z wielkością czcionki na wydruku (jeśli ma być na papierze) i klauzulą o "należytej staranności" redaktora. Wtedy nie będzie wątpliwości.

                      Zresztą z pracą w trybie widocznych zmian na pliku też nie jest tak fajnie: przy jednym z moich przekładów redaktorka nanosiła poprawki (w większości idiotyczne) częściowo widoczne, a częściowo niewidoczne. Odrzuciłam redakcję i przysłano mi ją ponownie, teoretycznie poprawioną, ale i tak urobiłam się przy niej po łokcie. Wydawnictwo - jedno z najlepszych.
                      • truskawkowe_pole Re: literówki 02.08.11, 21:45
                        Zasadniczy "problem" ze mną polegał na tym, że ja jestem obrzydliwie rozpuszczona przez taką jedną cudowną panią redaktor, z którą doskonale mi się współpracowało właśnie na pliku. Wszystko na bieżąco, wszystko czytelnie, wszystko z sensem, a do tego ani jedna literka nie przestawiona bez porozumienia ze mną - no sam miód i orzeszki. Do dziś wspominam ją z rozczuleniem. Gdy więc otrzymałam pocztą to COŚ, z początku nie wiedziałam, czy się śmiać, czy od razu wybuchnąć płaczem. Nie wytrzymałam zresztą długo - jak już pisałam, poddałam się po bodajże trzydziestu stronach. Trochę teraz żałuję, że nie spakowałam tego całego naboju i zamiast odsyłać go redaktorce, nie wysłałam po prostu do wydawnictwa jako załącznika do wyjaśnienia, że nie będę z czymś takim pracować. Niestety, miałam trochę osobistych problemów i pokpiłam sprawę, a potem już było za późno. Żałuję też, że nie pozapisywałam sobie co lepszych kwiatków, wśród których nie odzywające się śniadanie to był pikuś niegodzien wzmianki...

                        Inną zaś parę kaloszy stanowi fakt, że ta kobieta ma na koncie sporo zredagowanych książek, co do których nikt rzekomo nie zgłaszał zastrzeżeń. A odesławszy jej już ten, pożal się Boże, wydruk, straciłam zarazem jedyny dowód na rzeczywistą jakość jej pracy. No, pozostawały jeszcze maile, w których nie zdołała się wyprzeć kilku spektakularnych wpadek... Ale ja mam taki głupi charakter, że wolałam ugodowo. Rzetelny szlag trafił mnie dopiero wtedy, gdy wyszło na jaw, iż pani redaktor bezczelnie mnie okłamała, obiecując przysłanie ostatecznej wersji do autoryzacji. Nie sądziła chyba, że zdobędę się na to, aby zrobić aferę w wydawnictwie. Mnie już jednak wściekłość pchała, i chociaż dostałam początkowo delikatnie po łapach (ciekawe, swoją drogą, co ona im tam naopowiadała), to ostatecznie przekonali się mam nadzieję, kto był prawdziwym sprawcą całego zamieszania.
                        • jottka Re: literówki 03.08.11, 12:09
                          rany boskie... ale ty horror opisujesz i, prawdę mówiąc, nie rozumiem, po co kryłaś szkodnika:( na egzemplarzu ostatecznym nazwisko tejże pani ukazało się jako redaktorki, tak? znaczy przyczyniłaś się do ugruntowania sławy szkodnika i kolejnym ofiarom znacznie trudniej będzie z nim walczyć.

                          zgadza się, że są redaktorzy niegodni tego miana, ale jednak z mazaniem po papierze jako "redakcją" się szczęśliwie nie zetknęłam - w niektórych przypadkach dostaję do korekty autorskiej wydruk przekładu i wtedy ew. maluję swoje poprawki na marginesach rączką własną, ale równolegle wysyłam kompem erratę (str. 5, wers 34, jest/ ma być), no nikt przecież nie będzie zgadywał, zwłaszcza w języku obcym, co ja tam za ciekawy zawijas nagryzmoliłam:(
                          • truskawkowe_pole Re: literówki 03.08.11, 15:18
                            No, jednak nie do końca kryłam. Odrzuciłam przecież jej poprawki, zażądałam ponownej redakcji, prawda? Po tym, jak za moimi plecami przesłała wydawnictwu tekst bez autoryzacji, zrobiłam aferę, czyż nie? Doprowadziłam do tego, że sam naczelny nad tym siedział, tak go uczuliłam na niechlujstwo tej kobiety. Na to, że wydawnictwo jednak zdecydowało się wpisać nazwisko tej pani jako autora redakcji, nic już nie poradzę. Co jeszcze mogłam niby zrobić? Podać ich do sądu?
    • magrathh Re: redakcja i korekta 05.08.11, 19:00
      Czytam właśnie książkę, gdzie pomijając wszystko inne, są literówki i sporo błędów stylistycznych.
      Np "siedziałam tam dotąd aż starczyło mi pieniędzy". Natknęłam się tam też na "po za tym"
      Z kolei "Codzienności w Toskanii" i "Bella Toskania" znalazłam kilka błędów gramatycznych, np "5 pomarańcz".
      Nawet nie mając wielkich wiadomości z języka polskiego, robiąc fachową korektę takie rzeczy można sprawdzić w słowniku chyba?
      • mutant12 Re: redakcja i korekta 05.08.11, 20:05
        magrathh napisała:


        > Z kolei "Codzienności w Toskanii" i "Bella Toskania" znalazłam kilka błędów gra
        > matycznych, np "5 pomarańcz".
        > Nawet nie mając wielkich wiadomości z języka polskiego, robiąc fachową korektę
        > takie rzeczy można sprawdzić w słowniku chyba?

        Nie gniewaj się, ale przed skrytykowaniem czegoś na forum też można to sprawdzić w słowniku. Forma dopełniacza l.mn. "pomarańcz" jest poprawna. Chyba że chodzi Ci o to, iż "5" napisano cyfrą, ale to raczej nie jest błąd gramatyczny, tylko... bo ja wiem? niestosowanie się do zwyczaju edytorskiego?
        • magrathh Re: redakcja i korekta 06.08.11, 19:32
          Rzeczywiście, zwracam honor i przepraszam.
          Po prostu forma "pomarańcz" wydaje mi się tak niechlujna w porównaniu z "pomarańczy", że nie przyszło mi do głowy, że obie wspólistnieją poprawnie. Podobnie jak nie mogę pogodzić się z wszechstronnym użyciem czasownieka "mleć" jako"mielić" i "mieli" zamiast "miele".
          Moje osobiste odczucia nie zmieniają faktu, ze popełniłam błąd, jednak zapewniam, że robiąc korektę książki zajrzałabym do słownika, nie kierując się jedynie przeczuciem jak podczas spontanicznej wypowiedzi na forum.
    • pisam List referencyjny. 24.09.11, 19:24
      Jakby ktoś szukał albo potrzebował:
      List referencyjny
      Z przyjemnością polecam pana Tomka Kwiatkowskiego (mail: blumenowski@yahoo.com) jako solidnego partnera biznesowego w zakresie korekty i redakcji wydawanych przeze mnie książek.
      Wszystkie zlecenia realizuje terminowo i profesjonalnie, zgodnie z wytycznymi, oraz obowiązującymi normami prawnymi. Proces pracy przebiega szybko i sprawnie, a współpraca układa się wzorowo. Wszelkie moje wątpliwości i uwagi zawsze są wyjaśniane szybko i zgodnie z zasadami.
      Tomasz Kwiatkowski wykazuje się profesjonalizmem, oraz znajomością specyfiki rynku wydawniczego. Doświadczenie i wysoki poziom pracy pana Tomka pozwala mi polecić jego osobę jako profesjonalnego partnera.
      Z poważaniem
      Władysław Zdanowicz
    • korekta.pro Re: redakcja i korekta 17.11.19, 00:32
      Odpowiedź z opóźnieniem, ale może komuś się przyda. Korektor i redaktor zawsze będzie dążył do wyeliminowania potocyzmów i zdrobnień, zastąpienia wyrażenia definiującego, wyrażeniem definiowanym. W Twoim przykładzie korektor zastąpił malutkiego chłopczyka terminem malec, ponieważ malec to wg definicji słownikowej „mały chłopiec". Sformułowanie „swoją drogą" to wyrażenie potoczne, dlatego zastąpiono je sformułowaniem „a tak właściwie". Odnosząc się do dalszej części Twojego zapytania, dusza nie może kwiczeć, za to kwiczeć może Alicja (personifikacja w tym miejscu nie miała uzasadnienia). W kwestii tuszu, który „spłynął po policzkach długimi, czarnymi smugami" przydatne będą wiadomości dotyczące szyku wyrazów w zdaniu. Pozdrawiam, korekta.pro
      • zawszelisica Re: redakcja i korekta 06.06.20, 19:36
        Smutne są takie posty trochę. Jako redaktor naprawdę się męczę, żeby ten tekst był jak najlepszy. Gimnastykuję się z powtórzeniami, poprzestawianym szykiem zdania. A potem ktoś redaktorom tyłek obrabia, bo nawet nie wie, że malutki chłopczyk to pleonazm (chłopczyk z założenia jest malutki). Cieszę się, że trafiam na autorów, którzy jednak doceniają moje starania, a nie "wiedzą lepiej". Choć prawdą jest też, że ja redaguję głównie teksty tłumaczone, a tłumacze jednak bardziej się znają na języku i nie reagują emocjonalnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka