Dodaj do ulubionych

ratunku - po raz drugi

16.04.04, 20:45

Wątek o Baloo o korektorach wpędził mnie w lekką depresję i poczucie win
Może pamiętacie, że przed Bożym Narodzeniem zarzucałam was wieloma pytaniami
i dzięki waszym radom, wskazówkom, linkom i podpórkom odważyłam się na
krok wielce zuchwały, czyli wydałam książkę. Małą i chudą, ale własną.
Sprzedała się szybko i dobrze, pora roku była odpowiednia i temat bardzo na
czasie, poza tym wykupili ją prawie wyłącznie moi klienci, no więc nie było z
tym wiele kłopotów, zrobiliśmy nawet dodruki. Choc teraz widzę, że mogłam to
zrobić lepiej i jeśli kogoś to interesuje to chętnie się wyspowiadam z błędów
jakie popełniłam.
No i wracając do Baloo i jego wezwania do grafików i korektorów no i mojego
poczucia winy: mojej książce - grafik, owszem, uhonorowany - jego nazwisko
widnieje na na wewnątrznej stronie okładki, ale o korektorach ani słowa. A
było ich dwóch. Po prostu nie przyszło mi to do głowy. Teraz już wiem, to nie
w porządku.
Rozzuchwalona tym pierwszym wyczynem porywam się po raz drugi. Tym razem
napisałam coś po polsku. Korektor będzie nawet bardziej pożądany, no i tym
razem chcę to wszystko zrobić jak trzeba. Mam więc takie dwa pytania (na
razie tylko dwa!)
1. czy nie wystarczy wymienić nazwisko korektora w podziękowaniach – coś w
rodzaju - nie byłoby tej książki gdyby nie…i tu następuje cała lista
cierpliwych małżonków, pomocnych przyjaciół i genialnych specjalistów, którzy
inspirowali, pomagali, wspierali, radzili i poprawiali (powinnam chyba was
wszystkich tu umieścić). Przejrzałam wiele książek polskich, angielskich i
hiszpańskich na swoich półkach i tylko na jednej znalazłam nazwisko
korektora oraz tłumacza, redaktora, redaktora technicznego i projektanta
okładki, a nawet cenzora, bo to książka religijna (Wydawnictwo Michalineum –
chwała im!)
2. w Anglii korektorowi płaci się ustaloną sumę od tysiąca słów (podobnie
oblicza się honorarium tłumacza), a w Polsce jak? Bo oczywiste jest, że
korektora mojego następnego dzieła będę szukała w Polsce.

Obserwuj wątek
    • hajota Re: ratunku - po raz drugi 16.04.04, 21:12
      Wzięłam do ręki kilka książek wydanych przez różne polskie oficyny. Na stronie
      redakcyjnej podaje się nazwiska w takiej przeważnie kolejności:
      Projekt okładki: X
      Redakcja: Y
      Redakcja techniczna: Z
      Korekta: V

      Z tego co wiem w polskich wydawnictwach płaci się za korektę od arkusza
      autorskiego (40 tys. znaków, ca 22 strony), ale nie mam pojęcia, jakie są
      stawki.
    • yanga Re: ratunku - po raz drugi 16.04.04, 21:54
      Isando, spokojnie, z tymi korektorami to jakieś nieporozumienie. Ja moją
      karierę zawodową zaczynałam od korekty w dużym, zasłużonym wydawnictwie. Tam -
      mówię o wczesnych latach sześćdziesiątych - korektorzy WYWALCZYLI sobie prawo,
      żeby nie podawano ich nazwisk. Nikt nie lubi, jak mu wytykają literówki, to
      oczywiste. Korektor nie jest twórcą w rozumieniu ustawy i nie podlega ochronie
      prawa autorskiego, to jest pracownik wydawnictwa lub ostatnio współpracownik na
      zlecenie. Wprawdzie często się zdarza, ze względów podatkowych i ZUS-owych, że
      ma umowę o dzieło, ale to nie czyni z niego twórcy. Podobnie redaktor. Wiem na
      pewno, że moi starzy mistrzowie też sobie tego nie życzyli, teraz brak nazwiska
      redaktora świadczy raczej o tym, że wydawnictwo po prostu oszczędziło sobie
      kosztów, a nieraz w przypadku małych firm - sam właściciel odwala całą obróbkę
      dzieła i wcale mu nie zależy na ujawnianiu swego nazwiska.
      • baloo Re: ratunku - po raz drugi 16.04.04, 22:14
        aha, faktycznie. Zajrzalem i nic, albo "po uwazaniu", albo firmy i osoby z
        zewnatrz (grafika, sklad i lamanie). Raz - "redaktor naczelny" (?).

        Z tego wszystkiego zajrzalem do kilku francuskich - a tam zupelna wolna
        amerykanka : Autor, tytul, tlumacz, wydawnictwo i wsio. Ni chu chu.

        W szwajcarskich zas (po pobiezynm przegladzie kilku pozycji) - tylko autor,
        tlumacz i
        osoby "z zewnatrz" (tak przynajmniej mi sie wydaje). No i autorzy lub
        wlasciciele praw do zdjec.

        Wyglada na to, ze jesli robote robia pracownicy wydawnictwa, to moga sie
        cmoknac gdzie badz.


        Natomiast "firma", w ktorej pracuje, wydajaca kilka ksiazek rocznie (nieduzo,
        ale za to ladnych i "wazkich" - wyniki badan ;oD) podaje nazwisko korektorko-
        redktorki. Inna rzecz , ze jest to osba dosyc wyjatkowa. Poprawia literowki,
        bledy ortograficzne i gramatyczne, pilnuje struktury logicznej i spojnosci zdan
        (i miedzy zdaniami) oraz pomaga autorom-naukowcom zmienic styl na bardziej
        ludzki, nadajacy sie do czytania prze "oswieconego amatora" (albowiem, wg
        Szefa, jest to oprocz specjalistow, glowny nasz "target-group" ;oD). Raz nawet,
        gdy jeden z Autorow oszalal (doslownie) , napisala jego ksiazke na nowo !!!!
        Slowem - jest to super-woman. W dodatku nadzwyczaj uprzejma i prawie zawsze
        usmiechnieta. I jeszce mloda, wyksztalcona, inteligentna i ladna ;oDD.
        Naprawde ;o) Miod, malina, chodzacy skarb (hehehe , a propos uprzejmosci
        przypomnialo mi sie : Super-woman oddajac Autorom maszynopisy mowi zazwczaj,
        ze bardzo dobre i dobrze napisane i ze malo bledow, a w srodku wiecej
        czerwonego niz czarnego ;oDDDD)

        Pozdrawiam, zyczac wszystkim takiego skarbu

        B.
        • millefiori Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 02:23
          W polskich publikacjach przyzwoitych wydawcow wymienieni sa wszyscy po kolei, w
          miejscu i porzadku podanym przez Hajote. Osobne dziekczynienia z reguly sklada
          sie osobom, ktore wniosly merytoryczny wklad w dzielo.
          Obecna przyjeta po cichu norma bledow to 1 literowka na 10 stron (wg.informacji
          sprzed kilku lat).
          Jak napisala Hajota, obowiazujace stawki sa z reguly podawane w odniesieniu do
          arkusza wydawniczego. Ale tez kilka lat temu zdarzylo mi sie honorarium za
          korekte naliczane od strony maszynopisu ksiazki.

          Millefiori
          Wydawnictwa i ich obyczaje
          • isanda Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 11:49
            millefiori napisała:
            >Obecna przyjeta po cichu norma bledow to 1 literowka na 10 stron (wg.informacji
            czy to znaczy, ze im wiecej bledow tym wiecej kosztuje korekta?

            baloo napisał:
            >Poprawia literowki,
            >bledy ortograficzne i gramatyczne, pilnuje struktury logicznej i spojnosci
            >zdan (i miedzy zdaniami) oraz pomaga autorom-naukowcom zmienic styl na
            >bardziej ludzki, nadajacy sie do czytania

            Właśnie to przecież nie tylko o literówki chodzi
            lecz o to wszystko, jak wyżej
            jeżeli chodzi o tłumaczenia wiem dobrze na czym polega korekta,
            jestem po prostu maniaczką korekty, niektórzy nawet twierdzą że przesadzam,
            wiem jednak, że nie ma dobrego tłumaczenia bez bardzo dobrej korekty
            mam swój system, kryteria, sokole oko i armię korektorów
            (kiedyś zapytałam nawet o to na forum tłumaczenia i ku mojemu zdziwieniu
            nikt się nie odezwał - czyżby ludzie nie robili korekty swoich tłumaczeń?)
            ale przypuszczam, że korekta literacka to zupełnie coś innego
            niestety, nie znam się na tym, nie wiem, czego powinnam się spodziewać
            • szwedzka Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 13:07
              Może uporządkujmy, bo występuje tu pewne pomieszanie pojęć. Poprawianie tekstu
              obejmujące błędy stylistyczne, gramatyczne, składniowe itd. to redakcja.
              Korekta obejmuje literówki. W dzisiejszych czasach przy możliwości
              komputerowego sprawdzania tekstu korektor jest właściwie zbędny. My na przykład
              przy pierwszej książce mieliśmy korektora, przy drugiej z niego
              zrezygnowaliśmy, bo nic nie wniósł. Komputer nie wyłapie wprawdzie wszystkich
              błędów, ostatnio znalazłem w książce (nie naszej) błąd ortograficzny strużka -
              stróżka (komputer zna oba słowa), ale takich błędów autor nie ma prawa
              popełniać, a jeśli popełnia, to redaktor nie ma prawa ich nie wyłapać, a jeśli
              nie wyłapuje... no cóż, jest to kwestia pewnego poziomu.

              W przypadku oryginalnego tekstu literackiego redakcja może też obejmować uwagi
              sugerujące autorowi zmiany w treści książki, w przypadku przekładu musi
              obejmować porównanie z oryginałem.

              Jeżeli zatrudnia się korektora, jego nazwisko powinno być zamieszczone w
              książce na stronie redakcyjnej. Argumenty Yangi, że korektor nie chce być
              zamieszczany, bo nikt nie lubi być ciągany za błędy, są dla mnie dziwne.
              Oznacza to, że korektor nie chce brać odpowiedzialności za swoją pracę.

              Jeżeli chodzi o wynagrodzenie, to w przypadku redakcji tłumaczeń zlecanych na
              zewnątrz, przyjmuje się, że redaktor otrzymuje 1/3 wynagrodzenia tłumacza. Nie
              wiem, jakie są stawki w przypadku tekstów oryginalnych. Kwestia technicznego
              obliczenia wynagrodzenia (za stronę, arkusz czy 1000 znaków) jest kwestią
              wtórną. Jest wolny rynek, dać ogłoszenie i zobaczyć, jakiego wynagrodzenia
              żądają oferenci.

              Paweł
              • szwedzka Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 13:21
                szwedzka napisał:
                >dać ogłoszenie i zobaczyć, jakiego wynagrodzenia
                > żądają oferenci.

                A jeszcze miejsce, gdzie takie ogłoszenie można dać lub wybrać z szukających
                zajęcia: Wirtualny Wydawca

                Paweł
                • szwedzka Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 13:26
                  szwedzka napisał:
                  > A jeszcze miejsce, gdzie takie ogłoszenie można dać lub wybrać z szukających
                  > zajęcia:

                  Choć zdecydowanie nie polecam tego ogłoszeniodawcy :-) :
                  "Interesuje mnie praca redakcyjna, adjustacja lub krekta."
              • yanga Re: ratunku - po raz drugi 17.04.04, 17:49
                Pawle, to nie są MOJE argumenty, przeczytaj uważnie mój post. W szacownym
                warszawskim wydawnictwie rozpoczęłam pracę etatową w r.1961 (jeszcze jako
                studentka) i po prostu opisałam, z czym się tam zetknęłam. Na pewno - jako
                najmłodsza w zespole - nie miałam wtedy nic do gadania.
                • millefiori Re: ratunku - po raz drugi 18.04.04, 06:33
                  isanda napisała:

                  > millefiori napisała:
                  > >Obecna przyjeta po cichu norma bledow to 1 literowka na 10 stron (wg.inform
                  > acji
                  > czy to znaczy, ze im wiecej bledow tym wiecej kosztuje korekta?

                  1 literowka na 10 stron druku – tyle moze "przepuscic" korekta w ostatecznym
                  czytaniu i poprawianiu wersji idacej do druku.

                  Rozumiem, ze chodzi Ci o zredagowanie tekstu i korekte: w klasycznym
                  wydawnictwie strona jezykowa i merytoryczna zajmowal sie redaktor; literowki,
                  brakujace kropki i przecinki wylapywala korekta. Placisz wiec za redakcje i
                  korekte tekstu. Obecnie najczesciej do wykonania tych czynnosci zatrudniany
                  jest jednoosobowy kombajn redaktorsko-korektorski.
                  Dawniej (nie wiem, jak jest teraz) stawka za redakcje i korekte mogla sie
                  roznic zaleznie od stopnia trudnosci tekstu. Wg rozmaitych stawek placono np.
                  za sprawdzanie tabel, wykresow, prac z dziedzin nauk scislych, wywodow
                  matematycznych czy chemicznych, upstrzonych wzorami, (ktore czasem trzeba bylo
                  sprawdzic, przeliczajac!), inaczej za slowniki i encyklopedie, inaczej za
                  literature piekna.
                  Liczba poprawionych bledow, o ile pamietam, nie wplywala na wysokosc stawki.
                  Mozna ja bylo za to obciac za bylejakosc wykonania.

                  Autor moze byc dyslektykiem, porozumiewac sie kodem srodowiskowym, skrotami
                  myslowymi, moze sadzic bledy ortograficzne, czeskie, interpunkcyjne, bredzic,
                  rozwodzic sie, lac wode, bic piane; to mu wolno. Z jego tekstem walczy
                  redaktor, uczytelniajac calosc i poprawiajac bledy logiczne, ortograficzne,
                  jezykowe, interpunkcyjne, wykreslajac powtorzenia.
                  Osobiscie opowiadam sie za klasycznymi metodami sprawdzania tekstu (tzn. silami
                  ludzkimi, nie komputerowymi), a to z racji terminologii, na ktorej automatyczny
                  sprawdzacz zacina sie lub dostaje czkawki. Poza tym sadze, ze poza autorem
                  powinny sczytac tekst co najmniej 2 osoby, z ktorych pierwsza porzadkuje i
                  doprowadza tekst do zapiecia na ostatni guzik. Druga, tzw. „swieze oko”, czyta
                  juz wersje uznana przez pierwsza sprawdzajaca za ostateczna.

                  Stawka redaktorska sprzed 3 lat ( w jednym z warszawskich wydawnictw, srednich
                  rozmiarow) za opracowanie arkusza wydawniczego oryginalnego tekstu w jezyku
                  polskim wynosila 180 zl. (okolo 9 zl za strone maszynopisu brutto).
                  W tym samym czasie w dziale publikacji organizacji miedzynarodowej stawka za
                  prace redaktorsko-korektorskie (tekst oryginalny w jezyku ojczystym, redakcja i
                  weryfikacja przekladu z jezyka obcego) wynosila od 8 do 14 euro /str.
                  mszp.znorm. (1800 znakow).
                  • szwedzka Re: ratunku - po raz drugi 20.04.04, 18:54
                    millefiori napisała:
                    > Autor moze byc dyslektykiem, porozumiewac sie kodem srodowiskowym, skrotami
                    > myslowymi, moze sadzic bledy ortograficzne, czeskie, interpunkcyjne, bredzic,
                    > rozwodzic sie, lac wode, bic piane; to mu wolno.

                    Nie zgadzam się z tym, autor powinien jednak reprezentować pewien poziom, nie
                    może być tak, że de facto autorem tekstu/przekładu jest redaktor.

                    > Osobiscie opowiadam sie za klasycznymi metodami sprawdzania tekstu (tzn.
                    silami
                    >
                    > ludzkimi, nie komputerowymi), a to z racji terminologii,

                    Optowałem za komputerem tylko w przypadku literówek.

                    >Poza tym sadze, ze poza autorem
                    > powinny sczytac tekst co najmniej 2 osoby, z ktorych pierwsza porzadkuje i
                    > doprowadza tekst do zapiecia na ostatni guzik. Druga, tzw. „swieze oko
                    > 221;, czyta
                    > juz wersje uznana przez pierwsza sprawdzajaca za ostateczna.

                    Generalnie im więcej osób przeczyta tekst, tym lepiej, i nawet piąty redaktor
                    coś znajdzie. Ale jest kwestia kosztów. Jeżeli autor/tłumacz jest dobry i
                    redaktor też to w zupełności wystarczą (do tego komputer do korekty). Rolę
                    świeżego oka pełni autor, który wraca do tekstu po jakimś czasie, robiąc
                    korektę autorską.

                    Paweł
                    • millefiori Re: ratunku - po raz drugi 21.04.04, 06:45
                      szwedzka napisał:

                      > millefiori napisała:
                      > > Autor moze byc dyslektykiem, porozumiewac sie kodem srodowiskowym, skrotam
                      > i
                      > > myslowymi, moze sadzic bledy ortograficzne, czeskie, interpunkcyjne, bredz
                      > ic,
                      > > rozwodzic sie, lac wode, bic piane; to mu wolno.
                      >
                      > Nie zgadzam się z tym, autor powinien jednak reprezentować pewien poziom, nie
                      > może być tak, że de facto autorem tekstu/przekładu jest redaktor.

                      Oj, z poziomami autorskimi i "chlujnoscia" oddawanych tekstow bywa bardzo
                      roznie...
                      >
                      > > Osobiscie opowiadam sie za klasycznymi metodami sprawdzania tekstu (tzn.
                      > silami
                      > >
                      > > ludzkimi, nie komputerowymi), a to z racji terminologii,
                      >
                      > Optowałem za komputerem tylko w przypadku literówek.

                      Automatyczna korekta tekstow literackich - zgadzam sie, ale tych, w ktorych
                      dlubalam/dlubie zazwyczaj, bobym oszalala albo zaczela poprawiac na zle. (Jesli
                      mi nie wierzysz, sprawdz sam co sie dzieje w trakcie sprawdzania i przepusc
                      probe przez KK fragment dowolnego dwujezycznego slownika technicznego). Zamiast
                      (w przypadku tekstow, w trakcie sprawdzania ktorych co chwila swiecilaby
                      propozycja zmian), stosuje glosne czytanie ostatniej wersji.

                      > >Poza tym sadze, ze poza autorem
                      > > powinny sczytac tekst co najmniej 2 osoby, z ktorych pierwsza porzadkuje
                      > i
                      > > doprowadza tekst do zapiecia na ostatni guzik. Druga, tzw. „swieze o
                      > ko
                      > > 221;, czyta
                      > > juz wersje uznana przez pierwsza sprawdzajaca za ostateczna.
                      >
                      > Generalnie im więcej osób przeczyta tekst, tym lepiej, i nawet piąty redaktor
                      > coś znajdzie. Ale jest kwestia kosztów. Jeżeli autor/tłumacz jest dobry i
                      > redaktor też to w zupełności wystarczą (do tego komputer do korekty). Rolę
                      > świeżego oka pełni autor, który wraca do tekstu po jakimś czasie, robiąc
                      > korektę autorską.

                      Swiete slowa. Jakosc, solidnosc i wprawa!
                      Ale: nie mozna odeslac na spoczynek rewolucyjnej czujnosci. Zdarza sie, ze
                      ostatnie "oko" naniesie zmiany, z tego czesc na zle, dlatego, ze chwilami
                      czytalo badz niedokladnie, badz bez zrozumienia tekstu. I znow, w kolo Macieju:
                      trzeba poprawiac czesc poprawek.

                      W korekcie autorskiej tez czaja sie niebezpieczenstwa.
                      Korygujac pierwsza wlasna ksiazke musialam sama bic sie po lapach. Tekst sie
                      oddalil na pol roku, a ja (dzialajac jeszcze sila rozpedu) znalazlam dodatkowe
                      materialy wzbogacajace. Redektor z anielska cierpliwoscia powtarzal: "To dodamy
                      w nastepnym, rozszerzonym wydaniu" (ktorego zreszta nie bylo).
                      Z dwoma autorami wymienialam sie tekstami przez dobrych pare miesiecy. Bo po
                      popatrzeniu na tekst swiezym okiem napisaliby wszystko od poczatku i jeszcze
                      inaczej. Wiec nauczona doswiadczeniem uzywalam argumentu: "W nastepnym
                      wydaniu..." Inaczej chyba ciagnelibysmy redagowanie publikacje do smierci
                      Autorow.

                      Zdarzyl mi sie tez autor doceniajacy prace redaktorska. Poslalam mu gesto
                      pokreslony tekst z propozycjami zmian. Wraz z odeslana korekta otrzymalam
                      entuzjastyczny list autora z podziekowaniem, ze nareszcie przeczytal to, co
                      chcial powiedziec. Nie zmienil nawet przecinka!

                      I wszystkim najserdeczniej zyczac tak milej wspolpracy,
                      Dygam z wdziekiem

                      -
                      Millefiori
                      Wydawnictwa i ich obyczaje

                      • millefiori errata 21.04.04, 09:00
                        Mialo byc:
                        "Automatyczna korekta tekstow literackich - zgadzam sie, ale NIE tych, w
                        ktorych dlubalam/dlubie zazwyczaj"

                        Dygam korekcyjnie
                      • baloo Re: ratunku - po raz drugi 21.04.04, 09:01
                        tja. w przypadku korekty autorskiej to jestem chyba autorem rekordowego
                        kfiatka. W jednym z napisanych artykulow "clou" calosci byly m.in. mapy,
                        ktorych podpisy roznily sie jednym szczegolem. Oczywiscie dostalem egzemplarz
                        do korekty i oczyiwcie ja zrobilem. I oczywiscie dopiero , gdy dostalem
                        nadbitki zauwazylem, ze dwie z tych map maja dokladnie takie same podpisy
                        (efekt taki, jakby w podreczniku historii dac obok siebie (!) mape Krolestwa
                        Jagiellonow i mape Ksiestwa Warszawskiego z tym samym podpisem ;-()

                        Ale pocieszam sie legenda o Wydawnictwie Gebethner i Wolf, ktore przygotowuja
                        jakies rocznicowe i bardzo prestizowe wydanie dziel wszystkich Prusa ustawilo
                        wlasnie 5 stopni korektorow , po czym juz po wyjsciu pierwszego tomu okazalo
                        sie, ze jest literowka na stronie tytulowej ;oD

                        I tym optymistycznym akcentem ...
                        B.

                • szwedzka Re: ratunku - po raz drugi 20.04.04, 18:46
                  yanga napisała:
                  > Pawle, to nie są MOJE argumenty, przeczytaj uważnie mój post.

                  Przeczytałem uważnie. Na samokrytykę Isandy, że pominęła nazwiska korektorów
                  odpowiadasz, że bez przesady, po czym udowadniasz, że korektor nie jest twórcą,
                  co - jak rozumiem - miałoby uzasadniać pomijanie jego nazwiska w książce.
                  Sytuację w wydawnictwie opisałaś następująco:

                  Tam korektorzy WYWALCZYLI sobie prawo,
                  żeby nie podawano ich nazwisk. Nikt nie lubi, jak mu wytykają literówki, to
                  oczywiste.

                  Podkreślenie słowa "wywalczyli" oraz stwierdzenie "to oczywiste" jest
                  komentarzem odautorskim, a nie opisem sytuacji, więc miałem pełne prawo
                  przyjąć, że zgadzasz się z tymi korektorami.

                  Paweł
        • millefiori Re: ratunku - po raz drugi 18.04.04, 06:46
          baloo napisał:

          Raz nawet,
          >
          > gdy jeden z Autorow oszalal (doslownie) , napisala jego ksiazke na nowo !!!!

          Kiedys zdarzyla mi sie historia podobna do opisanej wyzej przez Baloo: autora,
          zakontraktowanego do napisania czesci podrecznika dla szkol, nawiedzilo.
          Przyslany przez niego tekst byl mieszanina cytatow z Biblii, stylizowanej
          staropolszczyzny, w ktorej autor opiewal madrosc przodkow (na motywach "kiedy
          Piast chodzil z socha, a Rzepicha przedla") oraz wycinkow z krotkiego kursu dla
          agronomow z lat 50., przeplatanych apokaliptyczna wizja przyszlosci. Moj
          ulubiony cytat z tego odcinka prac: "Dawny rolnik doslownie piescil ziemie,
          nawozil ja..."
          No i 5 rozdzialow trzeba bylo napisac od nowa, zamieszczajac oczywiscie
          nazwisko nawiedzonego autora.
          • isanda Re: ratunku - po raz drugi 18.04.04, 14:25
            dziękuję za wszystkie uwagi - jak zawsze nieocenione i zbawienne.
            Dopiero teraz widzę, że to wszystko jest bardziej skomplikowane niż
            mi się zdawało.
            Zgadzam się z Millefiori w sprawie dwóch korektorów, w tym jedno świeże oko
            (no, niekoniecznie jednooki korektor) i braku zaufania
            do komputera w roli korektora. Paweł też o tym wspomniał.
            Ale ten oszalały autor apokaliptycznej wizji w kwestii pieszczenia ziemi - no,
            to chyba bardzo niesprawiedliwe - dlaczego skoro książka została napisana od
            nowa, nazwisko tego nowego autora nie widnieje na okładce.
            Wiem, że korekta tłumaczeń to zupełnie co innego, ale w mojej firmie, jeżeli
            tłumaczenie jest niewierne i mizerne, to po przekroczeniu pewnego progu tej
            niewierności ten, kto wskrzesza prawdę i naprawia szkody staje się autorem
            tłumaczenia.

            • isanda Re: ratunku - po raz drugi 18.04.04, 14:40
              acha, i jeszcze jedno - w mojej firmie tłumaczenia pisemne zawsze opatrzone są
              nazwiskiem tłumacza, natomiast tłumaczenia medyczne - nazwiskiem tłumacza i
              korektora. Czasem się zastanawiam się czy jednak angielski proof-reader to
              dokładnie to samo, co polski korektor. Nasze proof-rurki to poprostu osoby,
              które otacza się niemal religijną czcią.
              • jottka Re: ratunku - po raz drugi 18.04.04, 16:51
                isanda napisała:

                > Czasem się zastanawiam się czy jednak angielski proof-reader to
                > dokładnie to samo, co polski korektor.


                to nigdy nie było to samo

                korektor to - jak piszą poprzednicy - osoba odp za wychwycenie błędów wydruku
                (np. literówek, niepotrzebnych spacji, przesuniętych zdań)

                proof-reader w znaczeniu, jakie podajesz, odpowiada polskiemu redaktorowi
                merytorycznemu, czyli osobie, która sprawdza przekład pod kątem poprawności nie
                lingwistycznej (choć może przy okazji), lecz terminologicznej, faktograficznej
                itd.

                przy tekstach specjalistycznych z dowolnej dziedziny pracuje z reguły para
                redaktorów, jeden zajmujący się stroną lingwistyczną dzieła (poprawność orto,
                gram, styl), a drugi merytoryczną
              • dialektolog Trzy grosze od kombajna red-kor 19.04.04, 11:10
                isanda napisała:

                > Nasze proof-rurki to poprostu osoby,
                > które otacza się niemal religijną czcią.

                Jakże szybko się ten wątek rozwinął.
                A w Krakowie stawki są oczywiście o połowę mniejsze od podanych przez
                Millefiori z czasów przedstagnacyjnych.
                • dialektolog Re: Autodyskwalifikacja 19.04.04, 11:14
                  winno być:

                  Dialektolog,
                  dorabiający od czasu do czasu jako (jak się okazuje) KOMBAJN dwuoczny; nie
                  otaczany religijną czcią (do tego oprócz żeńskiej płci, wiedzy, urody i zalet
                  potrzebne są specyficzne cechy osobowościowe, których, chwałaż Ci, Panie, nie
                  mam).

                  [nawias był w złym miejscu]

                  Serdeczności
                  • millefiori Autokorekta 19.04.04, 18:40
                    Dialektologu,

                    Umiejetnosc wychwytywania i poprawiania wlasnych pomylek jest jak najbardziej
                    chwalebna cecha KOMBAJNU autor/redaktor/korektor (3 w 1).

                    Dygam z wdziekiem,
                    Millefiori
                    Wydawnictwa i ich obyczaje
                    • emka_1 a poza tym 19.04.04, 19:26
                      święta prawda, w krakowie płacą mniej.
                      • millefiori Re: a poza tym 19.04.04, 20:03
                        Glupio pytam: dlaczego?
                        • emka_1 Re: a poza tym 19.04.04, 21:06
                          podobno niewidzialna ręka rynku to sprawia:( a uzasadnia się to dotatkowo
                          stwierdzeniem, ze w krakowie wszystko jest tańsze niż w warszawie.
                          • emka_1 nie wiem co znaczy dotatkowo:( 19.04.04, 21:07
                            miało być dodatkowo:(
                          • hajota Re: a poza tym 19.04.04, 21:39
                            przyjdzie walec i wyrówna. Faceci od biznesu zarządzający niektórymi
                            wydawnictwami już każą redaktorom prowadzącym (teraz to się nazywa bodajże
                            product manager) szukać tanich tłumaczy poza Warszawą.
                            • jottka ha 19.04.04, 22:50
                              jota, jakie już? :) to praktyka znana od daaaawna

                              • hajota Re: ha 19.04.04, 22:58
                                niedoświadczonam widać, albo pani product manager była ze mną wyjątkowo szczera
                                • jottka Re: ha 19.04.04, 23:56
                                  zwierzyła ci tajemnice poliszynela sprzed paru lat, a za to zdobyła twe
                                  zaufanie :)

                                  lepiej zachowaj czujność
    • yanga Re: Do Isandy 21.04.04, 10:58
      Coś mi się widzi, że znów nie dostałaś mojej odpowiedzi. Daj głos, please.
      • isanda Re: Do Isandy 21.04.04, 17:41
        nie dostałam, nic nie ma od ciebie w skrzynce
        • yanga Re: Do Isandy 21.04.04, 17:57
          Wysyłam drugi raz (a odpowiedziałam od razu!). Wygląda, że każdy post trzeba
          potwierdzać na forum.
          • millefiori Re: Do Isandy 21.04.04, 18:41
            To ja tez:
            Isando, niniejszym potwierdzam otrzymanie od Ciebie 2@ (ostatni z 17.04) i
            wyslanie odpowiedzi 18.04.
            • isanda Re: Do Isandy 21.04.04, 20:07
              no to widzę, że obie nie dostałyście mojej odpowiedzi
              dajmy sobie spokój z tą gazetą.pl i wysyłajcie mi e-maile na mój
              normalny adres, jeżeli wogóle jeszcze coś na tym świecie jest normalne
              (największe wątpliwości mam co do swojej własnej osoby, zwłaszcza dzisiaj)
              • millefiori Re: Do Isandy 21.04.04, 20:15
                Na mojej skrzynce w GW dynda kartka z adresem hotmailowym, wiec tam skieruj
                prosze listonosza.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka