Dodaj do ulubionych

jestem wściekła na tłumaczy

12.06.11, 11:20
sorry, ale niektóre książki przetłumaczyłby lepiej translator googla. i taniej.
mam dość poprawiania zdań takich jak to: "Dzieciach był na oparach energii".
nie można napisać: "Dzieciak był podekscytowany"?
nie.
bo tłumacz sadzi amerykanizmy jak leci. co tam! redaktor poprawi, a jak trzeba sam przetłumaczy (1/3 przekładałam sama).

a teraz, %$^%$%$%$^$^$, przepisuję książkę z polskiego (?) na polski już od miesiąca.
piszę ją właściwie od początku.
nie doszłam nawet do połowy.
stówa brutto za arkusz.
tłumacz za opary absurdu wziął pięć stów.

dziękuję za wysłuchanie.
to ostatnia redakcją, jaką robię.
a jeśli zabiorę się za kolejną, proszę o o-pieprze-nie mnie.

a szanownych tłumaczy proszę o DOBRE tłumaczenia.
ja mam TYLKO redagować, a nie tłumaczyć kiszki językowe od początku.
Obserwuj wątek
    • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 12:16
      "(...) nie będzie zadowolony, musząc spędzić cały dzień ze mną".
      • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 12:46
        "Zmowę milczenia podsłuchał u rybaków"

        Jezus Maria.
        Zaczynam mieć depresję.
        • nawojek Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:00
          Jeśli tekst nie nadaje się do redakcji (a Twoje przykłady mówią, że nie), to nie rób jej. Architekt wnętrz nie rusza z robotą, zanim nie powstanie dom, Ty starasz się rozmieścić kafelki na ścianie, która nie istnieje.
          Jeśli uważasz, że tekst nie jest przetłumaczony, a dostałaś tylko luźny przekład, wg mnie redakcji powinnaś odmówić. Od razu zrobi Ci się lepiej:)
        • isa1001 Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:10
          Ja swego czasu wymiękłam przy "carze asyryjskim". Za tłumaczenia coraz częściej biorą się młodzi ludzie, którzy język może i znają (ten obcy, bo z polskim to już często dużo gorzej), ale wiedzy ogólnej za grosz nie posiadają. Nie mają też żadnego wewnętrznego przymusu, żeby tej wiedzy szukać.
          • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:45
            "Łódź stał się dla nich sądząc po pozorach domem z dala od domu."
            • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:49
              Ach, i dalej: "Ta łódź była dla nich domem i matką jednocześnie".
              Pouczające. Muszę przedefiniować swoje macierzyństwo.
          • twojabajka Re: jestem wściekła na tłumaczy 13.06.11, 14:58
            Może nie mają wewnętrznego przymusu, bo nie mają poczucia, że inwestycja w poprawę kwalifikacji coś im da? Od dawna wiadomo, że dla wielu wydawnictw jakość przekładu nie jest już głównym kryterium w doborze tłumaczy. Skoro słabi tłumacze nie ponoszą żadnych konsekwencji tego, że są słabi, ba, skoro często nikt nawet nie wytknie im błędów, to po co mają nad sobą pracować? Niektórym pewnie nawet nie przychodzi to do głowy. To samo dotyczy zresztą jakości redakcji czy korekty. Kilka razy zdarzyło mi się pracować nad książką, której nie dostałam potem do korekty autorskiej, i za każdym razem do tekstu wdzierały się naprawdę poważne byki, od słowa "przenica" po sformułowania błędne merytorycznie. A wystarczyło się skonsultować...
    • josteine Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:54
      Mayoral,
      sama jesteś sobie winna: dlaczego zgadzasz się na takie niskie stawki? Ja redaguję (i tłumaczę), ale za tyle odmawiam. Wydawnictwo płaci Ci nędznie, tłumaczowi też - więc on się nie stara, zresztą często nie umie, obie wiemy, że często tłumaczą to studenci. Szkoda Twojej pracy. I napisz o tym wydawnictwu, pokaż te kwiatki. Dla naszego wspólnego dobra :)
      • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 15:57
        Jos,
        już podpisałam umowę. I masz rację, sama sobie jestem winna.
        Jakie są konsekwencje niedotrzymania umowy?
        Wiecie?
        Mam ochotę wysłać wydawnictwu tę połowę, którą przeorałam i zapomnieć, że istnieje jakaś druga połowa "dzieła".

        • josteine Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 16:27
          Hej,

          spróbuj renegocjować umowę, pokaż im te kwiatki, jeśli to poważne wydawnictwo, to coś wskórasz! Trzymam kciuki! :)
    • nobullshit Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 19:40
      O ile się orientuję, 100 zł za arkusz jest przyzwoitą stawką za redakcję.
      Ale rzeczywiście nie za przetłumaczenie książki od nowa. Jak radził ktoś wyżej - zwróć się do wydawnictwa. Każdy tłumacz ma w umowie paragraf, że wydawnictwo może przekład odrzucić lub uzależnić jego przyjęcie od dokonania niezbędnych poprawek. Ponieważ jednak, sądząc z cytatów, sam tłumok niczego nie poprawi, bo nie będzie umiał, spróbuj wynegocjować wyższą stawkę za swoją dodatkową pracę.
      • twojabajka Re: jestem wściekła na tłumaczy 13.06.11, 15:03
        Popieram :) Zapisy w umowie są po to, żeby je wykorzystywać. A tłumok może nie będzie umiał, ale może wystarczy z nim omówić tekst, a zacznie się uczyć? Mało kto rodzi się genialny, współpracowników trzeba edukować.
      • josteine Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 00:46
        > O ile się orientuję, 100 zł za arkusz jest przyzwoitą stawką za redakcję.
        Nieprawda, to najniższe stawki na rynku, mnie żadne wydawnictwo nie proponowało niżej. Sami wiecie, ile to pracy za taką stawkę.
        To żenująco niska kwota.
        • nobullshit Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 02:11
          josteine napisała:
          > > O ile się orientuję, 100 zł za arkusz jest przyzwoitą stawką za redakcję.
          > Nieprawda, to najniższe stawki na rynku, mnie żadne wydawnictwo nie proponowało
          > niżej. Sami wiecie, ile to pracy za taką stawkę.
          > To żenująco niska kwota.

          Hmm. Dla mnie to ciekawostka. Może liczba redaktorów, których znam, nie jest wystarczająco dużą próbą losową, niemniej, biorąc pod uwagę, że zasadniczo redaktor redaguje arkusz dziennie (takie są normy), a tłumacz tłumaczy tenże arkusz w tydzień, w najlepszym razie, i siedemset złotych (7 x 100) zobaczy za niego w wyjątkowych przypadkach, stawka redaktorska wydaje mi się przynajmniej proporcjonalna. A już na pewno nie "żenująca".
          Chętnie jednak poczytam opinie innych redaktorów - i informacje - konkretne! kwotowe! - o ich stawkach. Ogólnikowo rozmawiać nie ma sensu.
          Nie ma też sensu rozbudzanie ambicji / nadziei koleżanek i kolegów w przypadku, jeśli ktoś pracuje dla jakichś specyficznych wydawnictw (np. wielkie zagraniczne korporacje) lub ma z jakichś względów wyjątkowe układy i górne widełki "stawkowe".
          • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 07:48
            >biorąc pod uwagę, że zasadniczo redaktor redaguje arkusz dziennie (takie są normy)...

            Taki normy, to chyba przy "czystej" redakcji (a propos, kto ustala takie normy?).
            Przy aktualnej jestem w stanie przerobić MAKSIMUM pół arkusza dziennie.
            I nie dlatego, że się opieprzam. Dlatego, że przepisuję od początku do końca + tłumaczę.
          • kurakulturalna Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 10:09
            Hmm. Dla mnie to ciekawostka. Może liczba redaktorów, których znam, nie jest wy
            > starczająco dużą próbą losową, niemniej, biorąc pod uwagę, że zasadniczo redakt
            > or redaguje arkusz dziennie (takie są normy), a tłumacz tłumaczy tenże arkusz w
            > tydzień, w najlepszym razie, i siedemset złotych (7 x 100) zobaczy za niego w
            > wyjątkowych przypadkach, stawka redaktorska wydaje mi się przynajmniej proporcj
            > onalna. A już na pewno nie "żenująca".

            Ale kiedy beztroski/bezczelny/niedouczony, ale szybki tłumacz chałturnik trzaska osiem-dziesięć arkuszy w miesiąc, za np. 600 brutto za arkusz (słyszy się o takich na forach), a redaktor, żeby to doprowadzić do ładu, spędza nad tekstem również miesiąc albo więcej, za 100 zł brutto za arkusz, to już nie jest tak fajnie i proporcjonalnie. Pomyśl, że redakcja to tak naprawdę trzy- albo i czterokrotna lektura tego samego tekstu: redagując, czytam tekst dwa razy, po akceptacji tłumacza kolejny raz, i jeszcze raz przy akceptacji korekty. Plus tłumaczenie na nowo, sprawdzanie różnych rzeczy, uwzględnianie konsultacji, jeśli jest, wykłócanie się z tłumokiem i tak dalej. To wszystko oznacza czas. A czas, jak wiadomo, to pieniądz :)
            • negrinrl Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 11:40
              > Ale kiedy beztroski/bezczelny/niedouczony, ale szybki tłumacz chałturnik trzask
              > a osiem-dziesięć arkuszy w miesiąc

              No to teraz nie wiem, co powiedzieć, bo w przypadku stosunkowo nieskomplikowanej książki (i braku mentalnych blokad oraz napadów niechcemisie) to moim zdaniem całkiem zwykłe tempo. Te 8 arkuszy to wręcz spacerowe. Obecnie pracuję nad prostą książką i jeśli jestem w dobrej formie mentalnej (czyli wyspany, pogoda dopisuje itp.), dziennie tłumaczę ok. pół arkusza. Staram się pracować mniej więcej po 8 godzin. I zaczynam się zastanawiać, jakim ja jestem tłumaczem w takim razie... ;)
              • twojabajka Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 12:14
                I zaczynam się zastanawiać, jakim ja jestem tłumaczem w takim ra
                > zie... ;)

                Szybkim. W takim tempie to ja potrafię tłumaczyć umowy prawnicze, ale nie tekst literacki. Mam wrażenie, że większość osób stara się jednak nie brać większej ilości tekstu na tydzień niż arkusz. Inną sprawą są często szalone terminy narzucane przez wydawnictwa.
              • kurakulturalna Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 12:55
                Przepraszam, nie uwzględniłam rzadkiego przypadku tłumacza bardzo sprawnego i solidnego. Jesteś bardzo szybki - mnie przy takim tempie wysiada mózg i nadgarstki :) Zwykle nie tłumaczę więcej niż arkusz-półtora arkusza tygodniowo.
              • ferromagnetyczna Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 15:37
                hm, chciałabym zobaczyć te "przekłady". 1/2 aw dziennie? Tempo godne najlepszych stachanowców... Gdyby to napisał wielbiciel internetowych translatorków, to bym się nie zdziwiła, ale ktoś, kto pisze o sobie TŁUMACZ...? Dziwne...
                • negrinrl Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 16:49
                  1/2 aw przy pomyślnych wiatrach i niezbyt wymagającej książce z gatunku "samo się tłumaczy". Powiedzmy, że za dzienny cel stawiam sobie zwykle około 1/3 aw. Naturalnie tempo spada, jeśli mamy do czynienia z tekstem wybitnym stylistycznie - to oczywiste. Zapomniałem, że tutaj występuję anonimowo, zatem przedstawię się, żeby ktoś zainteresowany w razie czego mógł w księgarni lub bibliotece zweryfikować jakość mojej pracy: Rafał Lisowski.
                • kurakulturalna Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 21:06
                  Miałam przyjemność redagować kilka przekładów negrina - i to była przyjemność właśnie. Więc to jest możliwe. Sama nigdy nie pracuję w takim tempie, ale jeśli zrezygnuję z redagowania cudzych marnych przekładów, to kto wie :)
                • el.wu Re: jestem wściekła na tłumaczy 18.06.11, 13:05
                  Szanowni Forumowicze, nie mierzcie innych tłumaczy własną miarką. To, że ktoś tłumaczy szybciej od Was, nie znaczy, że jest partaczem. W grę wchodzi wiele czynników, choćby mechaniczna sprawność w posługiwaniu się klawiaturą. Moim zdaniem pół arkusza dziennie to całkiem rozsądna norma. Oczywiście potem trzeba jeszcze przeczytać przekład i go wygładzić. Jedni cyzelują każde zdanie na pierwszym etapie pracy, inni wolą pisać szybciej, a później spojrzeć na tekst świeżym okiem i dopiero wtedy nanosić poprawki.
                  • hajota Re: jestem wściekła na tłumaczy 18.06.11, 18:31
                    Głównym czynnikiem, jaki wchodzi w grę, jest rodzaj tłumaczonego tekstu. Zaiste, sprawnie posługuję się klawiaturą, słownikami w wersji elektronicznej oraz wyszukiwarkami, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła dziennie przetłumaczyć pół arkusza książki w rodzaju "Upadku człowieka publicznego" Sennetta czy biografii najeżonej cytatami i faktami, które należy sprawdzić (ach, ten brak zaufania do niektórych amerykańskich autorów ;-) ). Ale nie twierdzę, że nie ma książek, które dałyby się tłumaczyć w tempie po pół arkusza dziennie, tylko czy takie tempo można utrzymać dzień w dzień?
                  • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 19.06.11, 13:44
                    a niektórzy nie rzucają oka na tekst ani świeżego, ani nieświeżego.
    • hajota Re: jestem wściekła na tłumaczy 12.06.11, 22:44
      >a szanownych tłumaczy proszę o DOBRE tłumaczenia.

      Obawiam się, że tłumacze od cytowanych przez Ciebie przykładów nie zaglądają na to forum. Ani na żadne fachowe/branżowe, gdzie mogliby się podkształcić.
    • troppo_bella Re: jestem wściekła na tłumaczy 13.06.11, 15:59
      Mayoral, ja tam widziałąm podobne kwiatki w książkach już wydanych. Czytelnicy mają więc szczęscie, że zajęłaś się redakcją.
      Proszę w imieniu czytających: dokończ. Próbując oczywiście załatwić wyższą stawkę.

      --
      • mayoral Re: jestem wściekła na tłumaczy 13.06.11, 16:55
        Nie mam pewności, co można wynegocjować po podpisaniu umowy.
        Jednego się nauczyłam - nic nie podpiszę, zanim:
        a. nie dostanę oryginału powieści,
        b. nie przeczytam pierwszych trzydziestu stron przekładu.
        Kosztowna nauczka.

        Cytatów dziś nie będzie. No może jeden: "Wieczór miał organiczną jakość".
        Jeśli ktoś rozumie, o co chodzi, medal!
        • kurakulturalna Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 09:56
          Doskonale cię rozumiem, sama właśnie po wielu latach pracy jestem bliska rezygnacji z redagowania przekładów, z dokładnie tych samych powodów.

          Jeśli chodzi o umowy, jeden z moich wydawców zaproponował taki układ: mam w umowie 7 dni na przejrzenie przekładu (oczywiście od razu dostaję oryginał) i jego ocenę/wycenę - tzn decyzję, czy w ogóle to biorę, i czy za zwykłą stawkę, czy żądam podwyżki. Ostatnio udało mi się uzyskać podwyżkę o 50% za pracę nad pewnym straszliwym pasztetem. Trzeba negocjować, tym bardziej że koordynator jest często pod ścianą (terminy!) i rozpaczliwie potrzebuje kogoś, kto mu uratuje tyłek.
          To oczywiście nadal jest przerzucanie pracy na redaktora zewnętrznego: koordynatorzy w wydawnictwach od dawna nie traktują poważnie ani momentu wybierania tłumacza do książki, ani momentu przyjęcia przekładu, tylko popychają ten taśmociąg byle szybciej. A w połowie przypadków powinni przekład w ogóle odrzucić albo obciąć tłumaczowi honorarium. Ale to problem, stres i strata czasu, po co zawracać sobie głowę, skoro bez kłopotu można zwalić robotę na taniego i potulnego redaktora, który za jedną piątą, albo i jedną siódmą stawki tłumacza przetłumaczy tekst na nowo.

          Jeśli redaktorzy nie zaczną wierzgać, to nic się nie zmieni.

          Stawki, zwłaszcza za redagowanie przekładów literackich, są marne: 120-140 zł brutto za arkusz to kwota dość typowa w dużych warszawskich wydawnictwach. (Teksty naukowe to zupełnie inna bajka). Norma arkusz dziennie obowiązywała w wydawnictwach jeszcze za socjalizmu, w obecnych warunkach jest to norma raczej niska. Co nie zmienia faktu, że przy produkcjach takich jak cytowana nawet takie tempo trudno utrzymać i cała zabawa robi się ciężko frustrująca i kompletnie nieopłacalna.
    • mamulincia Re: jestem wściekła na tłumaczy 14.06.11, 07:55
      na tłumaczy? Chyba na "tłumaczy"! Bo prawdziwy tłumacz nie robi tak żenujących błędów. Nie miej więc pretensji do profesjonalistów, tylko
      a) wydawnictw, które oszczędzają na przekładach, biorąc z ulicy autentycznych matołów, którzy naukę języka zakończyli na londyńskim zmywaku, a polszczyźnie nie mają zielonego pojęcia
      b) matołków, którzy mają czelność podejmować się pracy przerastającej ich skromne możliwości intelektualne.
      Obecnie niemal zasadą stało się zatrudnianie kompletnie zielonych osiołków bez żadnego dorobku, na słowo honoru, że potrafią, a potem daje się takiego gniota redaktorowi i każe napisać tak, żeby było dobrze. I niektórzy się męczą tygodniami nad totalnym badziewiem, a inni olewają i dochodzą do wniosku, że skoro wydawnictwo akceptuje takie g...no, to i oni nie muszą się przykładać. I po części mają rację. Czytelnik coraz mniej wymagający, wydawca zorientowany tylko na jedno: cięcie kosztów. Więc po co się starać? Skoro wydawca, zamiast zatrudnić prawdziwego tłumacza i dać mu te 800-1000 zł za arkusz, bierze licealistę i jego translator za 500 zł, to jaką motywację ma mieć reszta zespołu odpowiedzialnego za ostateczny kształt przekładu? Książka ma średnio ok 10-15 arkuszy, a więc wydawca zaoszczędza średnio ok 5000 zł na tym całym interesie. Promil całego przedsięwzięcia. I to jest żałosne, a nie fakt, że redagować trzeba coraz większe idiotyzmy. One są tylko wynikiem polityki wydawców.
      • mutant12 redakcja w pliku/na papierze 14.06.11, 11:13
        A ja z ciekawości zapytam, czy istnieje jakaś różnica pomiedzy wysokością honorarium w zależności od tego, czy redakcja jest robiona w pliku, czy na papierze? U mnie w jednym z wydawnictw był zapis o podwyższeniu stawki o X złotych za wprowadzenie poprawek do pliku. Potem go zlikwidowali, bo wszyscy i tak robili redakcje na kompie. Z kolei inne wydawnictwo proponowało mi pracę za nieco (o jakieś 15-20%) wyższą niż w tamtym stawkę, ale chcieli, żeby redakcja była wykonywana na wydruku, w związku z czym musiałam im uprzejmie podziękować, choć do dziś żałuję, bo to znana firma była. Niestety ja po prostu nie umiem robić redakcji na wydruku - znam argument, że na wydruku wszystko lepiej widać, ale jak to się ma do szybkości wyszukiwania wyrazów, wpisywania, poprawiania tego samego po raz kolejny (co często mi się zdarza, gdy dochodzę do wniosku, że jednak lepiej będzie zrobić to inaczej, lub też dalszy ciąg dzieła odsonił jakieś ukryte znaczenie wcześniejszej treści)? Do tego bazgrzę. No i ktoś musiałby to wklepywać do pliku, więc wysokość honorarium raczej nie wynikała z tego, że na papierze, tylko z tego, że wydawnictwo X ogólnie lepiej płaciło niż Y. Poza tym nie wyobrażam sobie konsultacji wersji zredagowanej z tłumaczem, który mieszka w innym mieście - trzeba by mu pocztą przesyłać wydruk i co? On by naniósł swoje uwagi i znów mi przesyłał? Wiem, że kiedyś tak robiono, ale też wtedy praca wydawnicza nie była tak zdecentralizowana. (Ja też zaczynałam od pracy dla wydawnictwa z mojego miasta, a dopiero po paru latach mi zaświtało, że można szukać w całej Polsce). Narzędzia edycji w Wordzie są naprawdę fajne i można bardzo przejrzyście nanieść poprawki, podświetlić wątpliwości, a nawet umieścić komentarze, choć zdaje się, że zdarzają się problemy z ich wyświetlaniem, prawdopodobnie w przypadku, gdy tłumacz i redaktor mają w swoich komputerach różne wersje Office'a - parę razy osoby mi sygnalizowały, że moich komentarzy nie widzą, więc ten element ograniczam, ale z wyświetlaniem zmian raczej nie ma problemu.

        Co do stawek - jestem ciekawa, czy na tym forum są jacyś redaktorzy od pana Zyska i ile jego firma obecnie płaci za redakcję, bo 6 lat temu (a więc nie tak dawno) proponowali... 20-25 zł. za arkusz.
        • kurakulturalna Re: redakcja w pliku/na papierze 14.06.11, 12:59
          Mnie płacą tak samo, niezależnie czy na papierze, czy na pliku. Dostosowuję się do preferencji wydawcy/autora/tłumacza. Jeśli redaguję na papierze, nigdy nie nanoszę poprawek - tym już się zajmuje wydawnictwo. Jeśli redakcja na papierze, paczki z wydrukami krążą pocztą, ale nie jest to jakiś wielki problem.
        • bognaw Re: redakcja w pliku/na papierze 19.08.11, 02:37
          mutant12 napisała:

          > Co do stawek - jestem ciekawa, czy na tym forum są jacyś redaktorzy od pana Zys
          > ka i ile jego firma obecnie płaci za redakcję, bo 6 lat temu (a więc nie tak da
          > wno) proponowali... 20-25 zł. za arkusz.

          Dwa lata temu (a więc zupełnie niedawno) proponowali tyle samo.

          B.
      • porcellus Re: jestem wściekła na tłumaczy 03.10.11, 00:26
        Gdzie matołków biorą? Bo może niniejszym sobie pochlebiam, ale talent mam ,niedoróbek nie produkuję, a jakoś od wszystkich drzwi się odbijam. Może ci od partaczy spojrzeliby łaskawszym okiem...
        • dorcia251 Re: jestem wściekła na tłumaczy 03.10.11, 16:45
          Polecam lekturę tego wątku, strona chyba 62, o tłumaczu-matołku (choć bardziej stawiałabym na translator internetowy) od książki kucharskiej.
          www.goldenline.pl/forum/136839/przyklady-koszmarkow-do-korekty-czyli-co-smieszy-tumani-przestrasza
          • porcellus Re: jestem wściekła na tłumaczy 03.10.11, 20:40
            Dziękuję :-) podczytywałam już kiedyś na ten wątek, jest jeszcze: klapouchy.blox.pl/html .
    • jogi514 Re: jestem wściekła na redaktorów 19.06.11, 20:05
      Dane z 2000 roku: "z obszaru RFN" poprawione na "z obszaru byłej RFN" (uzasadnienie: bo teraz nie ma RFN, tylko są Niemcy, a RFN była przed zjednoczeniem). Szanowny redaktorów proszę o poprawne poprawki
      • mayoral Re: jestem wściekła na redaktorów 20.06.11, 23:13
        Zdanie dnia dzisiejszego: Przeżył tylko dlatego, że żył w czasach, w których podtrzymywanie życia, było najważniejsze.
        • mayoral Re: jestem wściekła na redaktorów 20.06.11, 23:25
          No. To trzeba się nieźle odmóżdżyć, żeby pisać "dnia dzisiejszego".
          Dotrę do końca dzieła i wyjadę do byłego NRF zarabiać po pięć złotych za godzinę w szwabskich rajkach na pośrodku lasu, mając plany na więcej.
    • owczarka18 Re: jestem wściekła na tłumaczy 07.10.11, 15:57
      no to ja jestem tłumaczem i zastanawiam się, dlaczego wydawnictwa trzymają takich tłumaczy... I to za 700 zł za arkusz? Jeszcze nie spotkałam się z taką stawką. Odbijam się od drzwi nawet tych wydawnictw, które wypuszczają totalny chłam. Inwestuję w siebie, idę teraz na kurs redakcji językowej, żeby dostać się do tych "najlepszych", ale zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens... :|
      • dorcia251 Re: jestem wściekła na tłumaczy 07.10.11, 16:07
        700 zł? Przebijam. Spotkałam się ze stawką 400 zł, proszę państwa. Nic, tylko strzelić sobie w łeb. A najgorsze jest to, że na pewno wydawnictwo kogoś złapało. I na pewno nie jest to szanujący swój czas tłumacz tylko zupełnie przypadkowy ktoś, kto myśli, że machnie sobie wspomnienia wojenne za taką stawkę i cześć. A o jakość niech się inni martwią. Dlatego wkurzam się na tych, którzy zgadzają się na takie stawki. A później rynek wygląda tak, jak wygląda!
        • owczarka18 Re: jestem wściekła na tłumaczy 07.10.11, 16:21
          Ja miałam na myśli, że 700 nie spotkałam, bo to jest stawka powyżej "standardowych" 500 za arkusz... Wiem, że niektórzy tłumacze dostają tyle i więcej. I dlatego mam ambitne plany dołączenia do ich grona :D
          Mój "rekord" najniższej stawki, z jaką się spotkałam - 370 brutto. Przy tym 700 wygląda jak góra złota...
    • green-point31 Re: jestem wściekła na tłumaczy 28.02.14, 11:13
      Ja też się wypisuję z zacnego grona redaktorów, mimo że dostaję 12 zł za stronę. Ostatnio siedziałam 2 dni nad czterema stronami tłumaczenia. Do zmiany było każde zdanie, połowę tłumaczyłam na nowo. Wytrwałym życzę powodzenia.
      • pisam Re: jestem wściekła na tłumaczy 28.02.14, 11:29
        Nie denerwuj się, przecież chodzi o to, że walny rynek ma swoje prawa =D A spora część tłumaczy jest właśnie za wolnym rynkiem =D
        • pisam Re: jestem wściekła na tłumaczy 28.02.14, 11:30
          Przepraszam, miało być "WOLNY RYNEK"
    • kol.3 Re: jestem wściekła na tłumaczy 06.03.14, 08:29
      Ja myślę, że ci tłumacze właśnie korzystają z translatora googla. Wydawnictwa oszczędzają na tłumaczach, chociaż 500 zł. za taki tekst, jakiego próbki podajesz, to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka