Dodaj do ulubionych

Autor debiutant, czyli wróg ludu..............

14.07.17, 12:24
Witam
Chciałem zapytać kolegów i koleżanki piszące na tym forum o wasze opinie. Otóż napisałem powieść i wybrałem sobie 10 wydawnictw do których zamierzałem wysłać mój tekst. Ale nim to zrobiłem poczytałem sobie opinie o tych wydawnictwach. Niestety w miarę czytania opinii zacząłem się zastanawiać o co tu chodzi. Jak się okazało wszystkie 10 miało bardzo złe opinie: że nie szanują autora, przeciągają wydanie, nie płacą ani grosza, nie podają ilości sprzedanych książek, nie robią żadnych reklam, spotkań autorskich itd. Właściwie wydawnictwa różniły się tylko stopniem oszukiwania autora. Jeśli założymy że wybrałem losowo to mam prawo twierdzić, że tak jest wszędzie.
Dlatego pytam:
Czy jest w tym kraju uczciwe wydawnictwo ?
Być może to pytanie całkowicie retoryczne....... .
Przyznam szczerze że po przeczytaniu owych 10 opinii przypomniała mi się dawna opowieść.
W pewnym szlacheckim tartaku jeden z pracujących tam chłopów wymyślił, czy unowocześnił maszynę do obróbki drewna. Hrabia, właściciel tartaku był zachwycony, bo rzeczywiście produkcja wzrosła. Kiedy jednak ten chłop zapytał o nagrodę............ Hrabia kazał mu dać 20 batów za obrazę swego Pana.
To mi się wydaje dość dobrze opisuje podejście wydawnictw do autora (oczywiście nieznanego, czyli debiutanta). Wyczytałem także, że czytanie, czy w ogóle zainteresowanie tekstem debiutanta trwa około 5 sekund........... tyle ile trwa wyrzucenie nadesłanego tekstu do kosza.
Powiem szczerze, że nie stać mnie na wydanie książki samemu, a po przeczytaniu opinii zacząłem się zastanawiać czy to ma sens........., bo wychodzi na to, że autor jest jakimś wrogiem ludu, który ośmiela się zawracać d........... jaśnie państwu swoimi wypocinami.
Moim zdaniem to jest chore do bólu, bo przecież wydawnictwa powinny być dla autora, a jest dokładnie odwrotnie. Ja nie mam żadnych snów o potędze.... traktuje pisanie jako hobby, ale wydawało mi się, że ktoś zajmujący się przyjmowaniem tekstów od autorów, powinien docenić trud który włożył autor żeby wieczorami, czy nocami pisać (u mnie trwało to 2 lata). Teraz widzę że to nikogo nie obchodzi....., a wydanie książki graniczy z cudem (oczywiście pomijam znajomości, czy układy). Czyli reasumując kolejne polskie piekiełko.......................
Proszę o wasze opinie w w/w temacie.

Diuk 25
Obserwuj wątek
    • booksandrights Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 12:47
      Odpowiem Ci jednym zdaniem: tak wygląda KAPITALIZM, a jest to system gospodarczy, w którym ten kto nie oszukuje, nie nabiera innych w butelkę, nie kradnie - i tak dalej - mieszka na ogół w noclegowni, albo oczekuje eksmisji, bo nie ma na czynsz. Autor debiutant, a nawet mający już pewien dorobek, nie ma ŻADNYCH szans. Dotyczy to również tłumaczy. I tak jest niestety wszędzie. Liczą się tylko dojścia, znajomości i układy, niezbędne po to, by zainteresowanie tekstem autora, czy ofertą tłumacza trwało nie 5 sekund, tylko powiedzmy, minutę. Recenzentowi np. proponowanej powieści trzeba by zapłacić, a dziś wydawcy nie mają kasy na takie fanaberie. Tak żeby autor nie płacił wydawane są dziś tylko "pewniaki".
    • skajstop Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 12:48
      Skąd wniosek, że wydawnictwa powinny być dla autora? Socjalizm się skończył dosyć dawno. Wydawnictwa to firmy, które muszą zarabiać, bo inaczej upadną. Jeśli są dla kogokolwiek poza właścicielami, to są dla czytelników, nie dla autorów.

      Natomiast co do reszty - są różne wydawnictwa. Dobre i złe. Niezbędny jest element szczęścia. Podstawą jest bardzo dobry tekst, ale bardzo dobry w ocenie wydawcy, nie mamy, taty i paru kolegów, ewentualnie dziewczyny albo pani polonistki ze szkoły.

      Dużo mitów wyczytałeś, rozsiewanych głównie przez autorów i autorki, którym się nie udało. Jeśli napisałeś dobry tekst, wysyłaj, czekaj cierpliwie, przypominaj się - szukaj swojej szansy. jak w każdym zawodzie czy zajęciu, trzeba być lepszym od konkurencji. I nie - nie trzeba mieć znajomości albo iść drogą przez czyjeś łóżko. To też mit albo raczej jakiś minimalny promil decyzji.
      • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 13:13
        Hm......... trochę dziwne słowa bo chyba wydawnictwa żyją z autorów????? A co to znaczy dobry, albo bardzo dobry tekst ? Jeśli pominiemy (i słusznie rodzinę i znajomych) a wydawnictwa wrzucają do kosza to skąd autor ma wiedzieć czy to jest dobry tekst ????? Czytałem o takich którzy wysyłali swoje teksty do 40 wydawnictw a nie odpowiedział nikt. Czy to znaczy że tekst był kiepski, czy autor po prostu miał pech, a do tego przecież ktoś oceniający tekst w wydawnictwie też może się pomylić (Alicję w Krainie Czarów odrzuciło 20 wydawnictw jako kiepski tekst). To nie są mity.........
    • zyx12345 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 13:43
      Cześć Diuku
      Nie przejmuj się. Jeszcze nie wszystko stracone. Możesz wydać samodzielnie. Ja jestem w trakcie i chętnie podzielę się doświadczeniami. Zresztą zobowiązałem się już na tym forum, że je opiszę, niezależnie od tego czy mi się powiedzie, czy nie. Ciekawe tylko, czy kogoś mój opis zainteresuje. Przewiduję pierwsze wpisy z informacjami za kila tygodni. Od pewnej blogerki i pisarki dowiedziałem się niedawno, że przed wojną nazywało się to "wydanie nakładem własnym" i dla debiutujących pisarzy było najnormalniejsze w świecie. Więc wracam do normalności. Komentując opinie o wydawcach, mogę tylko powiedzieć, ze nie mam najmniejszych pretensji do wydawców, którzy odrzucili mój tekst, a nawet ich rozumiem. Był wtedy [ niemal dwa lata temu] nieprzygotowany. Co nie oznaczało, że nie maił potencjału. Wymagał jednak włożenia ogromu pracy. Słaba ekonomicznie firma, a z tego co tu wypisują wyraźnie widać, większość wydawców ledwo dyszy, nie może sobie pozwolić na inwestowanie w debiutanta. W moim przypadku byłoby to zapłacenie redaktorowi tekstu za bardzo dużo godzin pracy. Podejrzewam, że tekst wymagał nie mniej niż 300 % przeciętnego zaangażowania.
      Mam nadzieję, że moje doświadczenia, które już wkrótce przedstawię Cię zainteresuję. Będzie przynajmniej jakiś pożytek z mojej na tym forum pisaniny. Wykonałem kilkanaście czynności, pozostało kilka. Jestem tygodnie przed wydaniem II wydania, pierwszego komercyjnego. Na tym na etapie organizuję zbyt. Zostanie wydrukowanych dokładnie tyle egzemplarzy, na ile wcześniej znajdą się nabywcy. To się w ekonomii nazywa "produkcja just in time"
      Serdecznie wszystkich pozdrawiam
      • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 13:55
        Dzięki. Oczywiście że jestem zainteresowany. Właśnie dlatego się zarejestrowałem że poczytać opinie. Co do wydania własnego to zobaczymy jak Tobie się uda to może o tym pomyślę. Co do mojego tekstu to nie mam pojęcia czy jest przygotowany czy nie, nie mnie oceniać (choć cały czas mam ochotę go poprawiać). Niestety widzę tu coś w rodzaju zaklętego koła. Wydawnictwa nie oceniają, a uwagi dotyczące tekstu robione przez znajomych czy rodzinę zazwyczaj nie mają sensu bo oni bardziej patrzą na mnie niż na mój tekst. Czyli jak autor ma wiedzieć czy jego tekst jest dobry czy nie ?
        • zyx12345 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 14:17
          Ponieważ jak zauważyłem, wpisy dotyczące "selfpublischingu" działają na niektórych jak płachta na byka, pomimo, że jako żywo, słowem nikogo nie uraziłem, proponuję dalszą dyskusję prywatnie. Jak będziesz zainteresowany, podaj maila, a na pewno odpowiem. mam pewien pomysł na wywrócenie do góry nogami szachownicy, na której rozgrywany jest rynek wydawniczy, ale jest to pomysł, który będzie w stanie zrealizować kilku, kilkunastu pisarzy, którzy mają do zaoferowania czytelnikom naprawdę dobre powieści. Takie które będą się doskonale sprzedawały. Czyli jak to ktoś słusznie zauważył, mamy kapitalizm. Jestem wielbicielem kapitalizmu! W tym systemie autor jest producentem, więc może ze swoim produktem robić co mu się żywnie spodoba. nie musi nikogo o nic prosić, u nikogo o nic zabiegać. Na całym świecie oprócz Polski szachownica została wywrócona. Dokonał tego Amazon. Nie byłoby tej dyskusji, gdyby Amazon wcześniej uruchomił "polską" stronę. Proponuję dyskusję na ten temat. Bo Amazon to czysty rynek. Jesteś dobry, sprzedajesz się, twoje dzieło nie wzbudza zainteresowania, nikt go nie kupi. Ja jestem ZDECYDOWANIE za. Jak tylko wydrukuję II wydanie, wchodzę na Amazon, nawet na tę jego obecną, jego kulawą wersję. W Stanach pisarze podzielili się na dwie grupy. Ci najbardziej uznani piszą listy otwarte przeciwko Amazonowi, ci mniej znani, którzy szukają swojego miejsca na rynku, piszą w obronie Amazona. Czy wam to czegoś nie przypomina? Salon niezależny w Paryżu! I kto miał rację?
          Czy ktoś może podpowiedzieć, gdzie przerobić plik z moją powieścią na MOBI i te pozostałe? Z góry dziękuję!
          • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 15:25
            Hm..... pomyśle ale: po pierwsze nie wiem czy mam do zaoferowania dobrą powieść.... a po drugie akurat jestem przeciwnikiem kapitalizmu a przynajmniej tej totalnie złośliwej odmiany która jest u nas i polega na wyzysku i zamordyzmie. Ale być może warto coś zrobić bo takich pisarzy którzy trzymają swoje dzieła na półce (bo nikt nie odpowiedział z wyd. na ich teksty) jest mnóstwo.
            • pisam Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 16:50
              Nie rozśmieszajcie mnie takimi wpisami, bo piszecie o rzeczach o których jak widać nie macie pojęcia, a także nie chciało się wam dokładnie sprawdzić jak to jest. Przecież zamiast gadać i pisać byle co, można popytać osób z doświadczenie, zadzwonić do kilku wydawnictw aby zapytać się jak to wygląda z ich strony, a nie od razu pisać głupoty aby zaistnieć. ZYX12345 od dziesięciu lat wydaję książki w tym systemie, tzn. założyłem własne jednoosobowe wydawnictwo dla jednego autora czyli siebie samego i radzę sobie nie najgorzej. Drukowanie takiej ilości jaką ktoś zamówi jest błędne z samego założenia, bo nie będzie tego duża wielkość, a po drugie co zrobisz jak nagle ktoś będzie zainteresowany zakupem książki? Każesz mu kontaktować się za kilka miesięcy, gdy on już nie będzie o tym pamiętał? Diuk - posłuchaj rady "Skaj..." i jeśli uważasz, że twoja propozycja ma potencjał wysyłaj, ale nie podpisuj niczego w ciemno tylko po wcześniejszych uzgodnieniach i zapisaniem ich w umowie. Mity mają to do siebie, że nie zawsze dotyczą wszystkich i może akurat ty będziesz miał szczęście, że twoja propozycja trafi do właściwego redaktora który poczuje w niej potencjał, nawet jeśli trzeba będzie nad nią popracować. Z wydawnictwami jest jak z kotem - ten który pilnuje tylko jednej mysiej nory, umiera z głodu [myszami są autorzy i wydawca nie może bazować wyłącznie na "starych" i ich pomysłach, bo mogą już być nieciekawe, choć oczywiście nie każdego wychwycą. Oczywiście wiesz, że Harry Potter był odrzucony przez naście wydawnictw, zanim trafił do tego właściwego. Próbuj i szukaj swego, omijając z daleko tych co będę cię namawiać na wydanie ze współfinansowaniem.... to worek bez dna, oraz szans na zaistnienie. Z poważaniem. ZYX - zgłoś się do RW2010 - mają taką usługę...
              • zyx12345 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 17:23
                Nie rozumiem, dlaczego tak nerwowo reagujesz na moje wpisy. To już drugi taki personalny atak. Ja Ciebie na tym forum nie krytykuję. Gdybyś się wczytał uważniej w mój tekst, to byś wyczytał, że biorę w obronę wydawców potwierdzając, że z perspektywy czasu rozumiem, dlaczego nie przyjęli mojego tekstu, co nie oznacza, że nie mam prawa do własnej opinii na temat "selfa", którą Twój przykład najlepiej potwierdza. Co do drukowanej ilości, to nie masz pełnej informacji, a już ochoczo krytykujesz. Są już drukarnie, które drukują "pod zamówienie" Z taką właśnie nawiązałem współpracę, drukując pierwszy nakład. W druku cyfrowym ani nakład ani czas nie są taką barierą jak w offsecie.
                Jak mi się nie powiedzie, o czym nie omieszkam na tym forum poinformować, będziesz miał okazję do uzasadnionej krytyki. Nie wiem, czy pamiętasz, ale już raz gratulowałem Ci sukcesów, po tym jak mnie moderator uświadomił, kim jesteś. Nie zaszkodzi więc pogratulować ponownie. Gratuluję sukcesów wydawniczych.

                Serdecznie pozdrawiam uczestników dyskusji.
                • pisam Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:07
                  Nie atakuję nikogo, tylko wyrażam swoje zdanie - choć może w zbyt emocjonalnej formie. Jeśli kogoś uraziłem przepraszam... A co druku na żądanie, zostanę przy swoim zdaniu dopóki koszt druku "na żądanie" jest dwu - trzykrotnie droższy od offsetu, ale to prywatna sprawa każdego z nas.
                  • zyx12345 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:36
                    Co do kosztu druku, masz rację. Jest jednak pewien niewymierny aspekt. Drukując sporo drożej, bo w cyfrze, mogę nieustannie pracować nad swoim dziełem. Żeby offset wykazał swoją przewagę, trzeba wydrukować powyżej 2 000 egzemplarzy, a taki nakład wymaga czasu na sprzedanie. W tym czasie ja na bieżąco pracuję nad tekstem. Przygotowane już do druku II wydanie różni się od tego które wydałem niecałe 3 miesiące temu jako wydanie autorskie. Zresztą Diuk już o tym pisał. Że stale pracuje nad tekstem. Tak więc mamy coś za coś. Pieniądze zaoszczędzone na tańszym druku, za satysfakcję autora. Ja wybrałem swoją satysfakcję.
                • booksandrights Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:13
                  Ja życzę Diukowi25 jak najlepiej, oby swoją książkę wydał i nie musiał do tego dokładać, ale fakty są brutalne. Za tzw. komuny początkujący autor miał do dyspozycji mnóstwo czasopism literackich, gdzie bardzo często zaczynał i po takich początkach już był jakoś tam rozpoznawalny. Dziś owszem, takie pisma też są, ale raz, że nie znaczą już zupełnie nic, a dwa - że płacą symbolicznie, a najczęściej nic, bo uważają, że jeśli wydrukują opowiadanie Iksińskiego, to jest to promocja jego nazwiska i to Iksiński powinien zapłacić, bo "mamy przecież kapitalizm". Dalej: za tzw. komuny, jeśli ktoś nie był ewidentnym grafomanem, to traktowano go w wydawnictwach poważnie, w tym sensie, że jego tekst szedł do recenzji, a jeśli został zakwalifikowany do druku, to pracował nad nim redaktor, który bardzo często nawet się z nim spotykał, żeby wszystko co trzeba omówić, itd. Dziś na recenzentów wydawcy nie mają kasy, a redaktorzy harują na zlecenia za marne grosze, więc żeby nie umrzeć z głodu muszą mieć duży "przerób" na zlecenia w kilkunastu firmach (mamy kapitalizm, więc już żaden wydawca redaktorów na stałe nie zatrudnia) i na takie fanaberie jak praca z autorem/tłumaczem nie mają zwyczajnie czasu. Można to sprawdzić w co drugiej wydawanej u nas książce - dotyczy to zwłaszcza przekładów, bo w tym wypadku wydawca zleca je jeśli nie krewnym i znajomym królika, to tłumaczom najtańszym, a więc i najczęściej do niczego. Bywają tam rzeczy wołające o pomstę do Boga, no ale czy ktoś z Państwa czytał jakąś recenzję książki, w której wypunktowano rażące błędy i niedoróbki tłumacza, czy autora? Na pewno nie. A dlaczego? Bo mamy kapitalizm: redakcja pisma boi się, że jeśli schlasta książkę, to jej wydawca nie wykupi u niech potem powierzchni reklamowej. Wyjątkiem są oczywiście "Nowe Książki", jednak jest to pismo branżowe. Jednoosobowe wydawnictwa dla jednego autora...? No cóż, ja życzę Pisamowi też jak najlepiej, niech mu idzie wspaniale, ale - drogi Pisamie, jeśli czytasz ten post - przyjdzie czas gdy będziesz, jak to mówią, przeklinać dzień, kiedy zdecydowałeś się na założenie takiej firmy. Miałeś już kontrolę Urzędu Skarbowego? - to tak przy okazji... A czy próbowałeś rozprowadzać swoje tytuły przez Empik? No właśnie... Wydawcy niby to protestują gdy słyszą coś takiego, ale jest takie powiedzenie: wydawco, jeśli nie ma cię w Empiku, to znaczy, że nie istniejesz. I niestety jest ono aż do bólu prawdziwe. To też kapitalizm - Empik praktycznie zmonopolizował polski rynek nazwijmy to ostatecznego dystrybutora książek, proponuje bezczelne i zbójeckie warunki przyjmowania książek, zdziera z wydawców na potęgę, a jednak ponieważ ma kasę, więc opanował praktycznie cały rynek. Bo oczywiście można sprzedawać książki przez Sieć, można próbować kontaktów z małymi firemkami dystrybucyjnymi, ale to jest drobnica, która małemu niezależnemu wydawcy daje na ogół tylko takie utrzymanie, żeby nie zdechł z głodu. O inwestycjach niech nie marzy. Zresztą ja wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, że taki mały dystrybutor pewnego dnia znikał, jego firma znikała razem z nim, a wydawca przez to plajtował. I po jakimś czasie to on miał do czynienia z komornikami.
                  Kapitalizm jaki mamy to nie tylko, jak słusznie zauważył Diuk25, wyzysk i zamordyzm, ale hasło, które można uznać za wspólny mianownik tzw. rynku wydawniczego w Polsce: tu nikt nikomu nigdy za nic nie płaci.
                  No ale w końcu sami żeśmy tego kapitalizmu chcieli, więc już się nie będę odzywał na forum. Pozdrawiam wszystkich mających jeszcze jakieś łudzenia. Takie złudzenia to też czasem piękna rzecz...
                  • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:43
                    Dzięki za te słowa. ja akurat bardzo żałuje że nie urodziłem się 20 lat wcześniej bo pewnie za komuny spokojnie wydałbym swoje książki (mam tyle lat że pamiętam te czasy). A co do tzw. kapitalizmu to to co jest u nas to można co najwyżej porównać do Ameryki la 20/30 XIX wieku czyli totalny wyzysk tych co maja kasę nad tymi co jej nie maja. A co do rynku wydawniczego w Polsce to takowego moim zdaniem nie ma .........bo to co robią wydawcy to jakaś kpina i żerowanie na jeleniach. Niestety branża opanowana przez takie giganty jak Empik jest nie do przejścia dla zwykłego Kowalskiego...................ale przecież szopka pod nazwą "Wolność i Demokracja " z 1989/1990 roku miała za zadanie własnie opanowanie wszystkiego w Polsce i miała tyle wspólnego z demokracja co ma słoń z muchą.................. wiadomo kto był muchą
                    • pisam Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 21:50
                      Nie sprzedaję książek w EMPiK-u bo nie odpowiadają mi ICH warunku współpracy i terminy płatności. Wiem, że czytelnicy mogą je kupić poprzez empic.com ale to jest wewnętrzna sprawa między nimi a hurtownią a ja mam płacone z terminem 30 dni a nie 180. Praca nad tekstem jest wskazana ale tak częste zmiany mogą skłonić czytelnika do refleksji, że być może autor powinien najpierw dopracować tekst i nie śpieszyć się z wydaniem. Każdy wydaje tak jak mu pasuje... i niech tak zostanie.
              • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:23
                Pewnie masz rację, ale ja nim zapisałem się tutaj czytałem przynajmniej 100 jak nie więcej różnych opinii i wpisów, więc nie pisze tak sobie czegoś co nagle wymyśliłem. A do tego nie muszę tu zaistnieć, bo tak sie składa że jestem redaktorem piszącym artykuły, recenzje, notki biograficzne itde.na kilku portalach historycznych i tam istnieje od lat. Co do współfinansowania itd. to jestem już za stary na takie numery, ale kiedy wysyłasz do np. 40 wyd. i żadne nie odpowiada to zaczynasz się zastanawiać, czy nie warto dac kasy choćby po to żeby 2 lata pracy po nocach nie poszło w kanał.
              • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 14.07.17, 19:27
                Hm pewnie masz rację, ale ja nim tu cos napisałem przeczytałem bardzo dużo różnych opinii o stosunkach autor-wyd. i w większości jest to samo. A kiedy np. wysyłasz swoje teksty do 40 wyd. i nie dostajesz żadnej odpowiedzi to zaczynasz sie zastanawiać, czy nie warto wydac kasy żeby 2 lata pisania nie poszło w kanał. A co do zaistnienia .............. jestem redaktorem na kilku portalach historycznych gdzie od lat pisze artykuły, recenzje, notki biograficzne....... tam istnieje od lat, więc tu nie muszę ..............
                  • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 15.07.17, 16:33
                    Zależy na jakiej opinii czy zależy. Ja pisze na portalu Historyk.eu jako Markiz. Pisze tam od lat artykuły, recenzje, prowadzę kilka cykli takich jak np. ciekawostki historyczne. Jeśli temat dotyczy I wś, II wś (w tym temacie siedzę od 25 lat), albo polityki to mogę sam Ci coś napisać bo znam te klimaty no powiedzmy dobrze.
                        • pisam Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 01.09.17, 16:38
                          Niech piszą, ale jeśli myślą, że w ten sposób można zarobić - to są w błędzie, bez względu na to, czy będą wydawać u pseudo wydawców na tzw. współfinansowanie, czy w znanych wydawnictwach. Jeśli nie masz dobrego tekstu, plus odpowiedniej reklamy i rozpoznawalności, jest to syzyfowa praca, gdzie jednemu z tysiąca udaje się zaistnieć na sezon, dwa.... Czytam właśnie książkę [debiut] ze znanego wydawnictwa i wydawać by się mogło, że i temat ciekawy i odpowiednia praca redakcyjna... ale to jest po prostu nudne i podane w niestrawnej papce pseudo literackiej... Panowie, na jeden udany debiut są dziesiątki tysięcy próbujących i to się nigdy nie zmieni. Próbujcie, bo każdy musi wierzyć w swój tekst i propozycje, ale wiedzcie, że to jest strasznie ciężki kawałem chleba i nie każdy jest w stanie cokolwiek przełknąć. Sorry, nie chcę was odstręczać od pisania, ale pokazać jak jest bez żadnego lukru i disco polo jak w serialach. To nie jest zajęcie dla każdego... Aby wszystko było jasne, nikt dla mnie nie jest konkurencją, bo ani nie jestem zbyt płodny literacko, ani nie współpracuję z wydawcami zajmując miejsce dla debiutantów. Sam wydaję swoje książki... i nie narzekam.
                          • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 05.09.17, 15:16
                            Hm.... to może i innej beczki. Jestem pasjonatem historii i czytam co tylko mogę, a do tego również pisze recenzję głównie na portal historyczny. Staram się ocenić tekst o ile oczywiście znam dobrze opisywany temat. I tu mała dygresja, otóż dostałem w prezencie trzy powieści wydane przez trzy różne wydawnictwa tak ogólnie mówiąc obyczajowo-romantyczne. Z każdej z nich przeczytałem tak mniej więcej 1 rozdział i dałem sobie spokój bo dalej się nie dało, nie moje klimaty.
                            Jednak postanowiłem sam się sprawdzić i podrzuciłem te książki kilku kobietom w różnym wieku które czytają taką literaturę..... i ?????????? okazało się że cytuje niektóre z odpowiedzi :
                            "nuda, nuda, nuda, postacie kiepsko opisane, akcja do d........., a do tego sporo błędów, to jakieś gnioty, nie da się czytać itd.......
                            Te panie także dotarły góra do II/III rozdziału i miały dosyć. Dlaczego to pisze – otóż wielu z was napisało że żeby myśleć o wydaniu trzeba napisać dobry tekst..... A z mojego eksperymentu wyszło że wcale nie. Można napisać gnioty i je wydać. To że teksty mi się nie podobały mogę zrozumieć bo czytam wojnę i fantasy, ale moje panie tego nie cierpią i czytają właśnie powieści takie życiowe (te tak były reklamowane).
                            Do czego zmierzam..... do pokazania że wcale tekst nie musi być dobry żeby został wydany. Jak to jest możliwe nie wiem..... może znajomości, może układy, a może autorki akurat trafiły na kogoś komu te ich teksty się spodobały. Jednak to trzy tytułu z trzech różnych wydawnictw więc tym bardziej to dziwne.
                            Ale nadal nie wiem co oznacza termin dobry tekst. Ja oceniając czasami czy to artykuły czy np. większe formy historyczne opieram się na swojej wiedzy a także na dostępnych źródłach i to czasami opisujący daną historię z różnych punktów widzenia.
                            Jednak w powieści ….. jakie są kryteria oceny (poza błędami takimi czy innymi).... gust ? Zainteresowania ?? Mi się podoba ??? albo jest do d..... bo mi się nie podoba ????
                            Co waszym zdaniem jest tym wyznacznikiem, albo kryterium oceny tekstu ??????????
                            Kiedyś podrzuciłem jednej Pani prowadzącej blog (znany) fragment mojej powieści. I dostałem odpowiedź cytuje „nie podoba mi się, sama wojna, tylko się strzelają” itd.
                            Czy to oznacza że tekst jest zły, kiepski ????????????????, czy tylko tyle że komuś się nie podoba!!!!!
                            Przyznam szczerze a czytam i pisze już do ponad 30 lat że nie znam konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
                            • pisam Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 06.09.17, 09:38
                              Diuk - odpowiem ci wprost... Ja także nie znam właściwej i jedynie słusznej definicji - DOBRY TEKST. Nie oszukujmy się, każdy z nas jest inny i dla każdego z nas co innego to oznacza. Decyzje o druku decydują TYLKO ludzie a jak wiadomo, każdy z nas może lubić coś innego. To jest subiektywna ocena i nie zawsze decyzja musi być właściwa. Co do drugiej sprawy, czy dobry tekst oznacza- "czysty tekst bez żadnych błędów gramatyczno-stylistycznych"? Otóż, nie sądzę prywatnie aby to było decydujące, choć zbyt dużą ilość spowoduje w tekście nie pomoże autorowi. Z tym, że czasami dobrze napisany tekst, nawet z owymi błędami wcale nie deprymuje tekstu, choć na pewno obniża o nim ocenę.
                              Lubisz wojnę, napisz do mnie na priv - coś ci podeślę w wersji elektronicznej i sam sprawdzisz, czy to jest dobry tekst.... pisam@gazeta.pl
                          • diuk25 Re: Autor debiutant, czyli wróg ludu............. 07.09.17, 10:21
                            W 1995 roku po 2 latach skończyłem powieść fantasy. Byłem szczęśliwy jak dziecko, wydawało mi się że teraz to świat leży u moich stóp. Tylko wysłać do wydawnictw i czekać na sławę i pieniądze. Miałem takie sny o potędze jak tow. Edward. No i wysłałem do chyba 30 wydawnictw, do niektórych fragmenty a do największych rękopisy. Wydałem na to sporo kasy. Czekałem miesiąc, dwa, trzy i nic..................... Po chyba 4 miesiącach dostałem 1 (jedną) negatywna odpowiedź od jakiegoś małego wydawnictwa. Byłem w szoku, wydawało mi się że to nie możliwe.
                            Postanowiłem jeszcze pójść do jednego z największych wydawnictw w Poznaniu (wysłałem do nich powieść drukiem), chcąc się dowiedzieć dlaczego nikt nie odpowiedział mi nic.
                            Wszedłem przedstawiłem się i pytam o moja powieść itd.
                            Pani w sekretariacie skierowała mnie do pana redaktora który podobno czytał mój tekst. Zapukałem, wszedłem i pytam. Pan spojrzał na mnie dość dziwnym wzrokiem, po czym potwierdził że czytał i zaczął mi tłumaczyć co niby jest nie tak w moim tekście. To co mówił było bardzo ogólne i wydało mi się dość podejrzane. Można powiedzieć, że zapaliła mi się w głowie czerwona latarnia. Słuchałem go i nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł (sorka ale tak było). Pytam mniej więcej tak: "A co smoki się nie podobały, wygląd, opis,....?
                            A on na to że nie, smoki są dobrze przedstawione i nawet ciekawie opisane. Kufa szlag mnie trafił i wrzasnąłem że nie mamy o czym rozmawiać bo w mojej powieści nie ma ani jednego smoka. W tym momencie wydawało mi się, że mam gościa w ręce. Nic bardziej mylnego, to on na mnie ruszył krzycząc że takich rękopisów to redakcja dostaje tony i nikt nie ma czasu tego czytać, takich domorosłych pismaków którym się wydaje że coś dobrego napisali, po czym stwierdził, że wsio idzie na makulaturę itd. Ta tyrada trwała kilka minut. Kurdę wierz mi pamiętam to jak by się odbyło wczoraj. Kopara mi opadła, nie mogłem nic powiedzieć. Odwróciłem się i wyszedłem. Świat mi się zawalił. Wszedłem do wydawnictwa jak Conan, a wyszedłem jak krasnoludek, nawet nie trzeba było otwierać drzwi, mieściłem się między drzwiami a futryną.
                            Po tej rozmowie zdałem sobie sprawę jakim byłem naiwniakiem i jak byłem głupi. Nagle zrozumiałem że wydawnictwa maja w dupie takich jak ja i nawet nie czytają tego co do nich się wysyła. Przeglądanie tego co dostają na pocztę trwa 5 sekund, czyli tyle ile wyrzucenie pliku, lub listu do kosza. Powiedziałem sobie : byłeś głupi jak but, wyszedłeś na kretyna i daj sobie spokój.
                            Rzuciłem pisanie na 15 lat, ograniczając się tylko do historii (artykuły, ciekawostki, notki itd.).
                            W zasadzie to już nie chciałem pisać wcale, bo i po co, żeby jakiś kretyn znowu przejechał się po mnie czołgiem. Ta lekcja nauczyła mnie bardzo wiele. Teraz już nie mam snów o potędze, a moje ego pochowałem 100 pod ziemią. Do pisania wróciłem dopiero w 2011 roku ale już z innym podejściem: pisze dla siebie, jak komuś się spodoba to fajnie, jak cudem uda się wydać to super, ale jak nie to nic się nie stanie. O dziwo jakoś się udało.
                            Teraz po latach nawet nie mam pretensji do tego gościa. On mi pokazał gdzie jestem i jak ten system jest chory. Teraz wiem że pisarz ma tyle do gadania co Żyd na Gestapo....... .
                            Dlatego jak już pisałem trzeba uważać na ambicje i na ego bo ja przez swoje wielkie EGO dostałem w dupę takiego kopa że czuje go do dzisiaj mimo że upłynęły 22 lata.
                            A co do powieści fantasy to powoli poprawiam tekst i pewnie niedługo będzie gotowy....... Hm tylko czy będę chciał znowu wyjść na idiotę (czytaj próbować wydać) tego jeszcze nie wiem..................

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka