Dodaj do ulubionych

Rekwizytornio:)

27.01.05, 15:33
Cześć,
tak sobie do Ciebie skrobnę - konferowałyśmy w listopadzie nt. konkursu
Świata Książki.
I wyszło mi na to, że ani Ty ani ja nie zakwaflifikowałyśmy się do niczego,
no, chyba, że jesteś płci męskiej to możesz mieć wyróżnienie (jakiegoś
mężczyznę wyróżniono).
Widziałaś notkę na stronie ŚK?
Hmmm, nadesłano ponad 600 prac - gdzie tam ja!
Nie wiem jak Ty ale ja spróbuję gdzieś wysłać - jeszcze nie wiem gdzie ale
spróbuję.
Powodzenia Ci życzę.
Obserwuj wątek
    • rekwizytornia Re: Rekwizytornio:) 27.01.05, 17:36
      Cześć,
      zdecydowanie jestem płci żeńskiej :) Właśnie się zastanawiałam, kiedy się
      wreszcie zdecydują, bo już chciałam wiedzieć, co też im do gustu przypadło.
      Zastanawiające, że kolejny raz nie przyznali nagrody głównej. Oszczędność?...
      Odkładają na honorarium pana P.?...

      Nie powiem, że w głębi mej duszy nie tliła się marna iskiereczka nadziei, bo
      owszem, coś tam migotało, ale wielce nieśmiało - popełniłam tekst dosyć dziwny,
      tematycznie niepoprawny i zdecydowanie niewspółczesny (ech, ten gotycyzm...).
      Cóż, po sesji (ło Jezu!) zabieram się za odpowiednie wydawnictwa. Chyba zacznę
      od Runy, może tam mnie zechcą - jeśli nie wydać, to chociaż oświecić, żem
      beztalenciem jest ;) No i nowa powieść pcha mi się na umysł, palce i usta, więc
      nudzić się nie będę.

      Wysyłaj, wysyłaj i jeszcze raz wysyłaj, innego sposobu nie ma. Jak się nie
      przewrócisz, to się nie nauczysz. Życzę samych przyjemnych rozczarowań. Dawaj
      czasami znać, gdzie uderzasz i z jakim skutkiem - obieg informacji to rzecz
      przydatna.

      Pozdrawiam

      Rekwizytornia
      • wolf.66 Re: Rekwizytornio:) 31.01.05, 21:18
        Cześć,
        nie, nie, na wygranie konkursu to nie liczyłam, ale na jakieś zainteresowanie -
        przyznam: tak:-))
        Dziś sobie zadzwoniłam do ŚK, bo ta krótka informacja na ich stronce mnie jakoś
        nie zadowoliła i zadałam pytanie czy mam rozumieć to tak, iż mogę sobie szukać
        innego wydawcy albowiem nie jestem przecież tym jedynym wyróżnionym mężczyzną.
        I nawet sympatyczna pani mi powiedziała, że owszem - jestem wolna i mogę sobie
        szukać wydawcy, bo jeśli któraś praca zainteresowała wydawnictwo to nawiązało
        ono kontakt indywidualnie z autorem.
        A ze mną nikt takiego kontaktu nie nawiązał stąd - rozumiem - moja praca jest
        straszliwie nędzną dla ŚK:-)
        Nie martwi mnie jakoś póki co to specjalnie i wypatrzyłam, że CZARNE przyjmuje
        prace do przejrzenia, ale zmartwiły mnie zasady: jakoś nie umiem wybrać 30
        stron i tylko tylu:-(((
        Tej Twojej Runy nie znam nawet ze słyszenia i muszę się dokształcić w tym
        kierunku (patrz: internet).
        I cały czas Ci kibicuję:-) Sobie też ofkors!
        Pozdrawiam serdecznie
        • rekwizytornia Re: Rekwizytornio:) 01.02.05, 14:51
          Hello!

          Informacja na stronce ŚK nie zadowoliła chyba nikogo z wyjątkiem wyróżnionego
          pana :) Cóż, nadzieja matką głupich, ale ponoć kocha swoje dzieci - wysłałam
          już swój tekst do Runy, a teraz pakuję zabindowany wydruk do koperty z adresem
          Prószyńskiego.

          Pomijając jakość literacką tych wypocin, pewnym problemem jest dla mnie liczba
          polskich wydawnictw wypuszczających fantastykę (jakbym nie mogła sobie czegoś
          innego wybrać! stupido Salvatore!). Jak dotąd namierzyłam ich siedem: Runa,
          Prószyński, Zysk, Fabryka Słów, Mag, Amber i SuperNOWA, a to niezbyt wiele,
          zwłaszcza jeśli porównywać z liczbą wydawców powieści obyczajowych... Nie
          ukrywam, że największe nadzieje pokładam w Runie właśnie - interesują ich
          debiutanci, poza tym mają ambicje prowadzenia młodych, debiutujących autorów
          przez meandry rynku księgarskiego ;) Jeśli chcesz, rzuć okiem na ich stronę:
          www.runa.pl/

          Ech, ciężkie jest życie grafomana... Teraz przede mną minimum 2-3 miesiące
          oczekiwania na wyrok, a potem? Powtórka z rozrywki.

          A jeśli nadal szukasz łaskawego wydawcy, to rzuć okiem na tę stronę:
          ksiazki.wp.pl/katalog/wydawnictwa/

          Pozdrawiam i trzymam kciuki :)

          Rekwizytornia
          • rekwizytornia Re: Rekwizytornio:) 15.03.05, 20:32
            No i żem walnęła tyłkiem o powierzchnię twardej rzeczywistości :) E-mail od
            przemiłej pani z Prósza tego dokonał. Ech, obiecałam, że będą wieści z frontu,
            więc muszę się przyznać do porażki. Tragedyja to niesłychana, jak ja teraz będę
            żyć?... ;)

            Dobra, dość narzekania, wracam do radosnej "tfurczości" mojej. A co!

            Pozdrawiam

            Rekwizytornia
            • teano_laura Re: Rekwizytornio:) 16.03.05, 23:32
              A cóż Ci pani z Prósza napisała, jeśli wolno spytać (BTW czy to na pewno była pani?)
              Bo mi odpisali, ze fantastyki w ogóle nie wydają (a przynajmniej nie taką jak moja)
              Do Runy w ogóle nie próbuję, bo to typowe fantasy, a moje to fantastyka bardzo
              sensu lato, futurystyka, rzekłabym. Wysłałam do Fabryki słow.
              Gdzie jeszcze można spróbować?
              Media Rodzina chociaż Harry Pottera wydaje, mój tekst olała kompletnie. Ich strata.
              Zysk czyta jak krew z nosa o ile w ogóle.
              Komu jeszcze można to kukułcze jajo podrzucić, żeby wysiedział?
                • teano_laura Re: supernowa 09.04.05, 19:26
                  agata_to_ja napisała:

                  > no przecież do Supernowej wyślijcie!

                  He, he
                  Wysłałam, ale mi odpowiedzieli, że tekst może i dobry, ale nie spełnia
                  kryteriów stosowanych przez wydawnictwo.
                  Moje pytanie gdzie mozna znalezc owe kryteria oczywiscie zignorowali.
                  Najgorsze jednak było gdy chciałam odebrać mój tekst.
                  Bładziłam chyba z pół godziny szukając Nowowiejskiej 10/12 i nikt nie miał
                  zielonego pojęcia gdzie mieści się wydawnictwo.
                  Żadnej chocby najmniejszej tabliczki, nic.
                  Ja nieco wczesniej bylam u Prosza, wiec spodziewalam sie czegos w ten deseń,
                  albo chocby jakiegos logo.
                  W końcu jakiś menel (bo juz wszystkich pytałam i ktoś poradził bym zapytała
                  menela, bo miejscowy, to może wie) wpadł na pomysł,ze moze to jest dom 10
                  mieszkania 12, wystukał na domofonie 12 i faktycznie okazalo sie, ze jest tam
                  wydawnictwo.
                  W srodku wyglada jak wydawnictwo (tzn biura faxy xero etc) ale na drzwiach tez
                  zadnego znaku - pełna konspira.
                  • rekwizytornia Re: supernowa 11.04.05, 15:28
                    Taaa, niby wszystko dobrze, a tu piekielne "ale" wyskakuje jak rasowy diabeł z
                    pudełka. I dam sobie rękę obciąć, że mordę ma wymalowaną kiej klaun jakowyś -
                    bo ja klaunów serdecznie nie znoszę...

                    Nigdy nie zapomnę, jak latałam z wywieszonym jęzorem i szukałam swojego
                    wydawnictwa. "Za pocztą, za pocztą" - tyle wiedziałam. A tu trza było w bramę
                    długą i ciemną wejść, przemknąć obskurnym podwórkiem, łypnąć oczkiem w lewo i
                    dopiero tam, za białymi drzwiami z tworzywa sztucznego zaczynała się Królicza
                    Nora. Istna Alicja, nie Rekwizytornia ze mnie wtedy była :) Po schodkach
                    stromych, kręconych bardziej niż baranie rogi - i znalazłam wreszcie. Ale mit
                    wydawnictwa - pięknego, dostojnego budynku z mnogością biurek, komputerów oraz
                    papieru - runął na łeb, na szyję. Ale jak dziś wzięłam w łapki świeżutką,
                    prosto z drukarni przyniesioną książkę, do której powstania się przyczyniłam -
                    aż mi się cieplutko na duszy zrobiło. To się chyba "satysfakcja" nazywa :)

                    Chyba zaryzykuję i wyślę te moje wypociny do SuperNowej, przynajmniej się
                    upewnię, że "dziękujemy bardzo, sio, babo natrętna" ;) A jak wena wróci
                    (jeśli?) to i może będę skrobać dalej.

                    Pozdrawiam

                    Rekwizytornia

                    • teano_laura Re: supernowa 20.04.05, 19:39
                      rekwizytornia napisała:

                      > Nigdy nie zapomnę, jak latałam z wywieszonym jęzorem i szukałam swojego
                      > wydawnictwa. "Za pocztą, za pocztą" - tyle wiedziałam. A tu trza było w bramę
                      > długą i ciemną wejść, przemknąć obskurnym podwórkiem, łypnąć oczkiem w lewo i
                      > dopiero tam, za białymi drzwiami z tworzywa sztucznego zaczynała się Królicza
                      > Nora. Istna Alicja, nie Rekwizytornia ze mnie wtedy była :) Po schodkach
                      > stromych, kręconych bardziej niż baranie rogi - i znalazłam wreszcie. Ale mit
                      > wydawnictwa - pięknego, dostojnego budynku z mnogością biurek, komputerów oraz
                      > papieru - runął na łeb, na szyję. Ale jak dziś wzięłam w łapki świeżutką,
                      > prosto z drukarni przyniesioną książkę, do której powstania się przyczyniłam -
                      > aż mi się cieplutko na duszy zrobiło. To się chyba "satysfakcja" nazywa :)

                      To jednak coś ktoś Ci wydał!
                      Nie bądź skąpiradłem, napisz jak tego dokonałaś, co?

                      No i gdzie mozna to przeczytać. Jak kazdy z nas kupi po jednej to od razu się
                      bestseller z tego zrobi ;-)
                      • rekwizytornia Re: supernowa 21.04.05, 13:13
                        Skądże znowu, nikt mi nic nie wydał :D Trza było precyzyjniej się wyrazić, mój błąd.

                        Przyczyniłam się do powstania książki, odczytując niesamowite bazgroły autora
                        (12 godzin non stop...), dla którego różnica między maszynopisem a rękopisem
                        była żadna, więc przyniósł rękopis... poprawiałam koszmarne błędy językowe i
                        stylistyczne, wytykałam błędy rzeczowe (z zgrozo! toż to historia była!), a
                        potem wprowadzałam poprawki redaktora merytorycznego. Pamiętając, jak wyglądał i
                        co przedstawiał rękopis, niemal się rozpłakałam na widok wydrukowanej książki. Z
                        chaosu wyłonił się porządek, w czym miałam swój skromny udział :D

                        A potem druga książeczka, w której robiłam korektę, zaś teraz nazwano mnie
                        redaktorem (ło jeżu!), każąc zebrać i opracować materiał do nowej książki. I na
                        tym się, niestety, raczej skończy, bo od załamania twórczego nie napisałam ani
                        zdania. Przyszłość ma pisarska jawi się w najczarniejszych barwach.

                        Wysłałam maszynopis do SuperNOWEJ, czekam na odmowę. A teraz wracam do
                        angielskiego preromantyzmu.

                        Pozdrawiam

                        Rekwizytornia
                        • teano_laura Re: supernowa 22.04.05, 09:13
                          rekwizytornia napisała:

                          > Przyczyniłam się do powstania książki, odczytując niesamowite bazgroły autora
                          > (12 godzin non stop...), dla którego różnica między maszynopisem a rękopisem
                          > była żadna, więc przyniósł rękopis... poprawiałam koszmarne błędy językowe i
                          > stylistyczne, wytykałam błędy rzeczowe (z zgrozo! toż to historia była!), a
                          > potem wprowadzałam poprawki redaktora merytorycznego. Pamiętając, jak
                          wyglądał
                          > i
                          > co przedstawiał rękopis, niemal się rozpłakałam na widok wydrukowanej
                          książki.

                          Jakiego typu była to ksiązka? Beletrystyka, naukowa, eseje....
                          Mam nadzieję, że godziwie Ci zapłacono za taką katorżniczą pracę?
                          JAK TO SIĘ DZIEJE, ŻE TACY.... TFURCY... SĄ WYDAWANI I CHODZĄ W GLORII SŁAWY, A
                          NIE WYDAJE SIĘ TYCH, KTÓRZY RZECZYWIŚCIE PISZĄ DOBRE RZECZY I NIE POTRZEBUJĄ
                          CAŁEGO STADA MURZYNÓW, KTÓRZY BĘDĄ ZA NICH ODWALAĆ CZARNĄ ROBOTĘ?

                          > A potem druga książeczka, w której robiłam korektę, zaś teraz nazwano mnie
                          > redaktorem (ło jeżu!), każąc zebrać i opracować materiał do nowej książki. I
                          na
                          > tym się, niestety, raczej skończy, bo od załamania twórczego nie napisałam ani
                          > zdania. Przyszłość ma pisarska jawi się w najczarniejszych barwach.

                          Masz jakąś firmę czy polecają Cię jedni drugim?
                          Jak zdobywasz zlecenia?

                          > Wysłałam maszynopis do SuperNOWEJ, czekam na odmowę. A teraz wracam do
                          > angielskiego preromantyzmu.

                          Moje zetknięcie z SuperNOWA wspominam dośc niemile. Jakos tak mnie
                          potraktowali... no przykro po prostu.
                          Ma prawo im sie nie podobac moj tekst (chociaz jest dobry, wiem to) mają prawo
                          nie wyjaśniać dlaczego nie chcą go wydać (chociaż mogliby to zrobić)
                          Ale jeśli ktoś grzecznie pyta, na przykład, gdzie można znależć informacje o
                          ich wewnętrznych kryteriach (na ktore sie powolali przy odmowie) to wypadałoby
                          odpowiedziec, prawda? A jesli nie ma takiej listy to przyznac sie ze nie ma.
                          A nie, rzucic autorowi maszynopis i spadaj.
                          Ale moze zbyt niesmiałą jestem?
                          Moze trzeba było zapytać przy odbiorze?
                          Ale gdy wreszcie ich znalazłam i weszłam z miłym usmiechem opowiadając o swoich
                          perypetiach z trafieniem, to spojrzeli tak, że mnie zmroziło ("Co ta głupia nam
                          głowę zawraca, czy nie widzi, ze tu się pracuje?")
                          >
                          > Pozdrawiam
                          >
                          > Rekwizytornia

                          Też pozdrawiam.

                          Teano
                          • rekwizytornia Re: supernowa 08.05.05, 12:10
                            Atlas historii Polski z komentarzem do wszelkich map. Stąd ta zgroza, jaką
                            budziły u mnie błędy RZECZOWE. Płacili jak płacili, za przepisywanie i
                            wprowadzanie poprawek, czyli niewiele. Takie życie.

                            Firmę mam, teraz nawet dwie. Zlecenia spływają dosyć skąpo, głównie ze względu
                            na fakt, iż nie zechciałam rzucić studiów i poświęcić się wyłącznie pracy :) Co
                            będzie za rok - to się okaże. W wydawnictwie wpierw załapałam się na praktyki
                            do redakcji i marketingu, "wykazałam się" w trudnych chwilach i zaproponowano
                            mi współpracę, póki nie skończę studiów, a potem może i etat. W praktyce
                            wygląda to tak, że szefowa redakcji podsyła mi różne zlecenia, a ja się cieszę,
                            że wkuwaną na zajęciach teorię mogę sprawdzić w praktyce. Za to w agencji
                            reklamowej mogę dać popis swych zdolności twórczych ;) Nie ma jak pisanie
                            ulotek promocyjnych...

                            Pocieszę cię - mnie SuperNOWA odesłała maszynopis bez słowa komentarza, nawet
                            zwykłego "nie, dziękujemy, spadaj na drzewo". No, odesłali co prawda na swój
                            koszt (3,50...), ale poczułam się, jakby mi kto w gębę dał. Nie oczekiwałam
                            żadnych tam listów na ozdobnym papierze z wodotryskiem, tylko zwykłego maila,
                            jak chociażby od Prószyńskiego. Za to teraz przysyłają mi na skrzynkę jakieś
                            śmieci o swojej radosnej działalności wydawniczej. Ech, zniechęciło mnie to
                            mocno, lecz nie do pisania, a do wydawnictwa.

                            Pozdrawiam

                            Rekwizytornia

                            • teano_laura Re: supernowa 22.05.05, 22:39
                              Nie odpowiadałąm długo, bom w rozjazdach była i od internetu odcięta

                              rekwizytornia napisała:

                              > Pocieszę cię - mnie SuperNOWA odesłała maszynopis bez słowa komentarza, nawet
                              > zwykłego "nie, dziękujemy, spadaj na drzewo". No, odesłali co prawda na swój
                              > koszt (3,50...), ale poczułam się, jakby mi kto w gębę dał. Nie oczekiwałam
                              > żadnych tam listów na ozdobnym papierze z wodotryskiem, tylko zwykłego maila,
                              > jak chociażby od Prószyńskiego. Za to teraz przysyłają mi na skrzynkę jakieś
                              > śmieci o swojej radosnej działalności wydawniczej. Ech, zniechęciło mnie to
                              > mocno, lecz nie do pisania, a do wydawnictwa.

                              To przysyłanie śmieci to stała praktyka, mi supernowa tez przysyła a i inne
                              wydawnictwo, które przysłało zdawkowego maila, ze dziekują ale niestety (?) nie
                              zdecydowali się zakwalifikować do druku tez mnie zasypuje.
                              A Prósz.. coż... miło się rozmawiało, ale w końcu wyszło na to, że na miłych
                              rozmowach się skończyło :-(
                              Trudno!
                              Skoro wolą wydawać kogo innego... ich prawo...
                              Już nie wiem komu jeszcze wysłać, Fabryka Slow milczy, wiec pewnie tez nie
                              zakwalifikowali, Rebis mi ostatnio przysłał bardzo miły list, że owszem, tekst
                              sympatyczny, ale opowiadania w Polsce nie pójda, teraz nie wydaje się
                              opowiadań. Ciekawe, nie?
                              Powoli dojrzewam do decyzji wzięcia rozbratu z pisaniem, ale na razie ciągle
                              jeszcze za bardzo lubię to robić i za duzo pomysłow siedzi mi w głowie....
                              Ale tak bez dopingu... cięzko...
                              >
                              > Pozdrawiam
                              >
                              > Rekwizytornia

                              tez pozdrawiam

                              Teano
            • wolf.66 Re: Rekwizytornio:) 17.03.05, 17:43
              Cześć,

              rekwizytornia napisała:

              > No i żem walnęła tyłkiem o powierzchnię twardej rzeczywistości :) E-mail od
              > przemiłej pani z Prósza tego dokonał. Ech, obiecałam, że będą wieści z
              >frontu, więc muszę się przyznać do porażki. Tragedyja to niesłychana, jak ja
              >teraz będę żyć?... ;)

              Dzięki za wieści, choć smutno, że moje piąstki nie pomogły. Hmmm, wiesz, że na
              tym świat się nie kończy? I dobrze, że wiesz:-)
              Ja jeszcze nadal z głową w chmurach z tej prostej przyczyny, żem dotąd nie
              wysłała nigdzie swego "dzieła". Nie umiem powiedzieć, dlaczegom tego nie
              zrobiła, ale rzeczywiście jeszcze nie i już, a mam zamiar wysłać się do
              Prószyńskiego, a jakże. Doniosę jak wyślę, a już na pewno jak dostanę mailik
              (wiadomej treści hi hi hi).

              > Dobra, dość narzekania, wracam do radosnej "tfurczości" mojej. A co!

              Wiesz co ja robię? A piszę sobie [jak mnie najdzie] drugą część swego "dzieła"
              i w sumie mi z tym dobrze:-)
              Pierwszą jego część (a to 320 stron) przeczytało osób szesnaście (znajomi
              ofkors ale raczej prawie nie znający się wzajemnie), wszyscy są szalenie
              zadowoleni (ponoć mieli wielką frajdę i wielu emocji doznawali) i duszą mnie
              już od grudnia o cz. 2-gą a ja się tak jakoś ślimaczę i mi wstyd:-((
              Część druga była w moich zamysłach stąd brak klasycznego zakończenia (mam je w
              głowie ale dopiero na cz. 2).
              Nachodzą mnie dziwaczne myśli typu: nie wydawać w ogóle i zostawić w gronie
              osób bliskich (oczywiście poszerzyć ich krąg) jako coś co sprawia tym właśnie
              ludziom wiele radości i napawa (podobno!) optymizmem. Zaczynam mieć wątpliwości
              czy naprawdę chcę się podzielić z szerszym światem tym, co zawarłam w
              swoim "dziele", z którym - nie będę ukrywać - czuję się emocjonalnie silnie
              związana. Odczuwam wielką sytysfakcję, bo wiem, że zrobiłam dla mych bliskich
              coś naprawdę fajnego, coś, do czego się wraca już wielokrotnie, i to dla mnie
              największa nagroda.
              Masz tego typu problemy, Rekwizytornio droga? Ja miewam je coraz częściej i
              nie wiem dlaczego tak się dzieje.
              Dość często zasiadam do komputera z postanowieniem wydrukowania, ale któryś raz
              z rzędu kończy się na jakichś drobnych poprawkach, poczytaniu, pouśmiechaniu
              się do własnych myśli i.... napisaniu czegoś w ramach cz. 2.
              Powoli przestaję siebie rozumieć, ale będę Ci donosić i wciąż mocno kibicuję.
              Pozdrowienia serdeczne.
              • rekwizytornia Re: Rekwizytornio:) 17.03.05, 20:33
                Dorwałam się wreszcie do komputerka, to masowo odpisuję :)

                Mail był zdecydowanie od pani, noszącej wdzięczne imię Monika. Było krótko i na
                temat - dziękuję, że zechciała pani mi to przysłać, ale tekst nie został
                zakwalifikowany do druku, maszynopis odsyłamy na podany adres. Żadnych uwag
                dodatkowych, a całość sprawiała naprawdę sympatyczne wrażenie; tak sympatyczne,
                że nawet się nie przejęłam. Oby więcej takich ludków w wydawnictwach :)

                SuperNowa jakoś mnie nie korci, może dlatego, że nie lubię Sapka? Runa milczy,
                ale nie wiem, dlaczego - mail nie dotarł czy po prostu mnie nie chcą? Na
                wszelki wypadek wyślę im jeszcze maszynopis, ale wpierw muszę go odzyskać.
                Rozważam jeszcze Maga, Fabrykę, no i Zysk, który wydał moją ulubioną autorkę
                fantasy, czyli Mercedes Lackey. Poddam się, kiedy zabraknie mi wydawnictw ;)

                Porażka bynajmniej nie wytrąciła mi pióra z ręki, czy raczej nie wyrwała
                klawiatury spod paluszków. Jestem zwolenniczką powiedzenia "Jak się nie
                przewrócisz, to się nie nauczysz". Pisać i tak trzeba, żeby w miejscu nie stać,
                doskonalić warsztat itd. Najwyżej wszystko wyląduje w szufladzie - jest
                głęboka, wiele w sobie zmieści.

                Problem mam jeden, za to podstawowy - brakuje mi czasu. Uczelnia, wydawnictwo,
                praca magisterska, praca dyplomowa... W dodatku do końca tego miesiąca jestem
                przez cały dzień odcięta od własnego biurka i dopiero około 20:00 je odzyskuję,
                a wtedy czasami nie mam już sił. Dużo czasu zajmuje mi też gromadzenie
                materiałów. Teraz czytam świetną książkę o wojnie w średniowieczu oraz trzy
                inne o ziołolecznictwie.

                Co do poprawek - hmmm, jestem perfekcjonistką, potrafię spędzić kilka godzin na
                przestawianiu zdań w jednym akapicie, tak, żeby wreszcie osiągnąć zamierzony
                efekt; innym razem siadam i powstaje od razu cały rozdział. Z drugiej strony
                jednak, nie można przecież poprawiać w nieskończoność, kiedyś trzeba powiedzieć
                "koniec".

                Poza tym dawno temu doszłam do wniosku, że jeśli mnie nie wydadzą, to świat się
                nie zawali. Mam pracę, z której czerpię sporo satysfakcji i nieco mniej
                korzyści finansowych, więc nie narzekam. Oczywiście od czasu do czasu dręczą
                mnie wątpliwości, czemu zresztą daję wyraz na Forum, ale szybko wracam do
                normalnego stanu. Bo prawda jest taka, że pisanie to największa zmora mojego
                życia - źle mi z nią, ale bez niej jeszcze gorzej :) Znacie chyba ten stan.

                Wolf, pamiętaj o jednym - pierwszą powieść Anny Brzezińskiej wydawca odrzucił.
                Co prawda nie należę do wielbicieli twórczości tej pani, ale skoro i "wielkim"
                to się kiedyś zdarzało, czemu i nie nam, maluczkim?

                Ooo, wiadomość z ostatniej chwili! Właśnie przyszedł kurier z maszynopisem.
                Nawet nosi subtelne ślady działalności czytelniczej (maszynopis, nie kurier).
                No, to teraz się zacznie >:) Aż mi szkoda tych wszystkich redaktorów, którzy
                będą musieli to przeczytać.

                Pozdrawiam z optymistyczno-ludowym HU HA!

                Rekwizytornia
                • teano_laura Re: Rekwizytornio:) 17.03.05, 21:57
                  rekwizytornia napisała:

                  > Dorwałam się wreszcie do komputerka, to masowo odpisuję :)

                  No to i ja też :-)
                  >
                  > Mail był zdecydowanie od pani, noszącej wdzięczne imię Monika.

                  Ja też dostałam od p.Moniki, ale w samym mailu podpisał się pan Jan. Dlatego
                  pytam (ot babska ciekawość)

                  Było krótko i na
                  >
                  > temat - dziękuję, że zechciała pani mi to przysłać, ale tekst nie został
                  > zakwalifikowany do druku, maszynopis odsyłamy na podany adres.

                  Czy wysyłając maszynopis prosiłaś o odesłanie, czy w mailu to zaznaczyłaś?
                  Jak dokonałaś opłaty? Bo na stronie piszą, że odsyłaja na wyraźne życzenie i
                  koszt. Jak to zrobić technicznie?

                  > Żadnych uwag
                  > dodatkowych, a całość sprawiała naprawdę sympatyczne wrażenie; tak sympatyczne,
                  >
                  > że nawet się nie przejęłam. Oby więcej takich ludków w wydawnictwach :)

                  To prawda - list bardzo miły, tak miły, ze w pierwszym odruchu miałam wrażenie,
                  że chociaż jedna z dwóch rzeczy została zakwalifikowana do druku, ale w toku
                  dalszej korespondencji okazało się, ze jednak nie. Ma status odrzuconej, ale po
                  poprawkch... kto wie.
                  Poprawiłam i właśnie jest w czytaniu (po odczekaniu swego w kolejce) więc...
                  trzymajcie kciuki!
                  Znajomym się podoba, przynajmniej jeśli idzie o kobiety, ale... jak pomyślę, że
                  tylu naprawde dobrych autorow odrzucono... :-((((
                  Z drugiej strony - Prósz wydaje rzeczy IMHO duużo słabsze literacko niż mój
                  tekst i nie wiem czy to jakaś nadzieja, czy przeciwnie...
                  >
                  > SuperNowa jakoś mnie nie korci, może dlatego, że nie lubię Sapka?

                  Ja też nie lubię, ale na przykład lubie Ziemkiewicza, przepadam za Zaidlem, więc
                  wysłałam dziś do nich maila z zapytaniem czy nie byliby zainteresowani
                  (dziękuję za podsunięcie pomysłu, nie wiedziałam o Supernowej!)
                  A może powinnam od razu posłać maszynopis?
                  Na ich stronie w ogóle nie ma ani słowa o tym czy i w jakiej formie przesyłać
                  swoje utwory.

                  Pozdrawiam wszystkich

                  Laura
                  • rekwizytornia Re: Rekwizytornio:) 18.03.05, 20:00
                    Ha, wpadłam ci ja na pomysł - do maszynopisu dołączyłam krótki list "witajcie,
                    czytajcie, nie bijcie". Na samym końcu napisałam, żeby w przypadku odrzucenia
                    tekstu odesłali maszynopis na mój koszt. I tak też zrobili, zapłaciłam 11,50 za
                    kuriera (przy odbiorze). Tak więc moje życzenie było wystarczająco wyraźne i
                    zrozumieli :)

                    Daj ewentualnie znać, jak ci idzie z Supernową, też jestem ciekawa. Właśnie
                    oddaję się czarnej rozpaczy, bo moja fryzjerka, zapewne zamroczona, opitoliła
                    mnie na ciężki przypadek tyfusu... Co prawda za jakieś 2-3 tygodnie będę
                    wyglądała jak człowiek, ale chwilowo nie mogę patrzeć w lustro. O ile znam samą
                    siebie, nastrój ten odbije się bardzo wyraźnie w powstającym właśnie
                    rozdziale :)

                    Pozdrawiam & trzymam kciuki

                    Rekwizytornia (tylko 2-3 tygodnie, wytrzymam, wytrzymam...)

                  • czarnaba Re: Rekwizytornio:) 18.03.05, 21:14
                    Znam tego pana Jana :)) wielka radosc sprawil mi pierwszy Jego list o tresci:
                    "Szanowna Pani za fregment dziekuje i poprosze o cale - co jednak, prosze
                    wybaczyc, jeszcze nie znaczy, ze chcemy wydac. Chcemy poczytac - a potem moze
                    zechcemy wydac..." itd. Mam dwa, wlasnorecznie napisane przez Niego, bardzo
                    mile lisciki. Mogl byc i trzeci, ale sie na Niego obrazilam... hi hi
                    To ci zagadka, nie?
                    • rekwizytornia bardzo pesymistycznie... 20.03.05, 19:58
                      Wbrew temu, co czasami na Forum owym wypisywałam, doszłam właśnie do WNIOSKU, a
                      droga doń wiodąca długa, ciernista i pełna zakrętasów była. Rzucam pisanie w
                      cholerę, bo inaczej zaliczę trzeci nawrót depresji przed 25 rokiem życia.
                      Spędziłam dzisiaj bite 10 godzin przed stareńkim laptopem i zdołałam wydusić z
                      siebie zaledwie 2 strony kiepskiego tekstu. Pomijam stratę czasu, ale to po
                      prostu nie ma większego sensu. Może daleko mi do "Smoczej Pięści", jednakże
                      chłam, który spod moich palców wychodzi, nie znajdzie nigdy uznania w oczach
                      wydawców, zwłaszcza że nigdy nie usłyszałam/przeczytałam chociażby słowa
                      zachęty ze strony profesjonalisty. Skoro więc Prósz sprawił, że spadłam z
                      chmurki na ziemię, to już się będę tego podłoża mocno trzymać i zostanę przy
                      adiustacji i korekcie szczęśliwych wybrańców losu. Ech, life's brutal and full
                      of zasadzkas and sometimes kopas w dupas, jak to się niegdyś mówiło.

                      A teraz idę dać upust szalejącym we mnie emocjom (...), czyli wziąć zimny
                      prysznic. Życzę wszystkim powodzenia, ja się poddaję. Co nie znaczy, że nie
                      będę tu zaglądać. Nie ma tak dobrze :)

                      Rekwizytornia
                      • czarnaba Re: bardzo pesymistycznie... 20.03.05, 23:24
                        Nie wierze Ci, kochana. Na nic te Twoje postanowienia i wnioski, nie ma tak
                        latwo. Pisanie jest jak choroba, trudno sie z tego wyleczyc :))
                        Do najszczesliwszych chwil mojego zycia naleza te, ktore spedzilam przesiadujac
                        nocami w kuchni (nie mialam jeszcze wtedy komputera), piszac pierwsza swoja
                        powiesc (dwadziescia kilka kajetow formatu A-4). To byl trans, goraczka, cos
                        nie do opanowania. Takich chwil i Tobie zycze, jestes jeszcze b.b.b mloda i
                        dobrze, ze juz wiesz, co chcesz robic. :))
                        • wolf.66 Re: bardziej optymistycznie.... 21.03.05, 00:30
                          Eee, no coś Ty, Rekwizytornio droga? Co Cię naszło? To z pewnością stan
                          chwilowy,spowodowany tym co masz na głowie:-)) Ale to minie, minie, wiem, że
                          minie i już:-)
                          Zaczynam podążać Twoimi śladami - właśnie wydrukowałam sobie moje "dzieło" i
                          jest szansa, że przed Świętami (a najpóźniej tuż po) wyślę do Prószyńskiego:-)
                          Bez wględu na odpowiedź jaką dostanę [a ta łatwa do przewidzenia he he he]
                          wiem, że nadal będę się bawić świetnie, bo tak naprawdę w kategoriach zabawy
                          traktuję to co spłodziłam i całe to przedsięwzięcie:-)) A jeśli kiedykolwiek
                          cokolwiek mi z tego wyjdzie (czytaj: ktoś się odważy to wydać) to będę bawić
                          się jeszcze lepiej:)
                          Nie zaglądam już do tego tekstu, bo uznaję to za rzecz niezbyt zdrową po takim
                          czasie i mówię: "Idź do Prószyńskiego".
                          Doniosę o treści otrzymanego mailika.
                          Głowa do góry Rekwizytornio droga!
                          Pozdrawiam Cię ciepło i cały czas kibicuję.
                          Pozostałych forumowiczów też oczywiście pozdrawiam.
                          • rekwizytornia Re: bardziej optymistycznie.... 21.03.05, 08:30
                            Ten 'stan chwilowy' utrzymuje się od dłuższego czasu, niestety. Pisanie zaczyna
                            mnie męczyć, a to chyba nie o to chodzi, prawda? I coraz trudniej mi zwalczyć
                            wrażenie, że tylko tracę czas i bujam w chmurach, zamiast wziąć się za coś
                            bardziej konkretnego, realnego. A że trudno się z pisania wyleczyć - cóż, jakoś
                            będę musiała sobie z tym poradzić. Ale wolę nie pisać wcale niż tworzyć gnioty,
                            które nigdy nie zasłużą na miano literatury. Za dużo tego wala się po
                            księgarniach. Najwyższa pora przyznać przed samym sobą, że literackie zacięcie
                            nie wystarczy, tu niezbędny jest talent przynajmniej w ilościach śladowych.
                            Mnie go brak, niestety. Co nie zmienia faktu, że kiedy wczoraj pakowałam
                            notatki do przepastnego pudła, kilka razy musiałam zaciekle walczyć z łzami, a
                            rączki nieźle mi się telepały. Słowo się rzekło, kobyłka u płota.

                            A najbardziej znamienne jest to, że osoby, którym najbardziej moja pisanina się
                            podobała, bardzo szybko pogodziły się z moją decyzją :| To też o czymś
                            świadczy, jak również moja irytacja, kiedy czytałam "Castorpa" i ciągle w mojej
                            główce ostrzyżonej przesadnie paliła się żaróweczka z napisem "Ty tak nie
                            potrafisz". Bo nie potrafię, i już.

                            Rekwizytornia
                            • czarnaba Re: bardziej optymistycznie.... 21.03.05, 09:34
                              Rekwizytornio! Czy dawalas gdzies jakies swoje "kawalki" pod ocene
                              forumowiczow? Chcialabym cos Twojego przeczytac. Twoje posty sa bardzo
                              przyjemne w czytaniu, widac po nich, ze masz poczucie humoru i tzw. lekkie
                              pioro. Ja kilka razy to popelnilam - tzn. wystawilam swoj nieduzy tekscik i
                              mialam sporo odzewow, ktore podtrzymywaly moja wiare w siebie. Raz tez wyslalam
                              spory kawalek (50 stron - poczatek mojej drugiej powiesci) dla pani Kingi
                              Dunin, a ona nie wyrzucila go, ale sama zaniosla do WAB-u, skad dostalam list z
                              prosba o calosc. Nic z tego nie wyszlo, ale chyba nie jest zle? W zeszlym roku
                              Olga Tokarczuk powiedziala publicznie, ze teraz zeby cos wydac, to trzeba miec
                              marke jak dobre buty czy cos podobnego, rownie niewesolego, i to prawda.
                              Wydawnictwa nie chca ryzykowac, ale od czasu do czasu to robia :)) Czarne
                              odrzucilo Maslowska a Dunin Wasowicz zbil na niej krocie i dzieki temu nadal
                              wydaje Lampe. No, ale ja tu sie rozpisuje, a mialam Cie tylko zapytac, czy
                              gdzies cos Twojego mozna poczytac?
                              Pozdrawiam :))
                              • rekwizytornia żeby nie było, że nie ostrzegałam 21.03.05, 19:03
                                Z tą lekkością pióra to różnie bywa. Czasami słowa same płyną, a czasami trzeba
                                się sporo namęczyć, żeby stworzyć takie wrażenie. Piszę teksty dla Studenckiej
                                Gazety Internetowej, coś w rodzaju esejów, recenzji różnych dziwnych książek i
                                często jest tak, że wyduszam z siebie zdania, a potem słyszę słowa pochwały,
                                zachwytu niemalże. No i gdzie tu sens, gdzie logika? Widzę własną 'tfurczość' i
                                za głowę się łapię, a kogoś innego to zachwyca. Ale jak zachwyca, skoro nie
                                zachwyca? :) Niezbyt wierzę w opinie dobrych, w miarę obiektywnych dusz.
                                Pesymizm to moje drugie imię. No dobra, trzecie...

                                Ale skoro chcesz, to proszę bardzo. Krótki prolog do powieści, którą jeszcze do
                                wczoraj pisałam. Trzy fragmenty, trzy postaci. Ostrzegam, że do długaśnych
                                opisów nie mam serca, wolę dialogi. Znajome dobre dusze się zachwyciły i
                                czekają na więcej, a ja nie jestem zadowolona (eufemizm...). Proszę mnie dobić
                                lub uskrzydlić, bo dół zagnieździł się we mnie na stałe i nie wiem, co z sobą
                                począć. Jak zresztą widać na załączonym obrazku.

                                Rekwizytornia
                                ----------------
                                • rekwizytornia żeby nie było, że nie ostrzegałam 21.03.05, 19:05
                                  Ryk rogacizny mieszał się z odgłosami nerwowego drobiu oraz rżeniem zmęczonych
                                  upałem i pracą koni, za tło mając nieustający szmer rozmów, brzęczenie kłótni
                                  oraz wybuchy śmiechu. Powietrze zgęstniało od różnorakich zapachów, które z
                                  powodzeniem mogły zastąpić najlepszy nawet środek przeczyszczający.
                                  Handlarka sapnęła raz jeszcze niczym miech kowalski, otarła swą bujną
                                  pierś wystrzępioną chustą, po czym, z braku lepszego zajęcia, wlepiła
                                  bezmyślnie wzrok w grupę mężczyzn pod prowizoryczną wiatą. Siedzieli na
                                  trzeszczących starych ławach i, przepłukując co chwila gardła chłodnym kwaścem,
                                  rozprawiali zawzięcie.
                                  ? Mówię ci, Warinie ? splunął łysiejący grubas ? targ prawdziwy ino w
                                  Shevrze żem widział! Z samego Annwn statki po brzegi pełne dobra różne zwożą!
                                  ? Shevra daleko ? odrzekł spokojnie Warin. ? Co nam po ichnich targach,
                                  skoro z całego Przyborza ludzie do Taghd przybywają.
                                  ? Przyborza! ? zarechotał, aż się ława pod nim zatrzęsła. ? Garści
                                  kłaków wasze Przyborze nie warte! W zadupiu mieszkacie, bydlęcym łajnem wam
                                  kupczyć, ot co!
                                  Ożywiona nieco handlarka nadęła się z oburzenia i już, już miała ruszyć
                                  na pijusa z Shevry, by wyrżnąć go w czerep kobieco subtelną pięścią, kiedy
                                  przed jej straganem naraz ktoś przystanął i począł przebierać w dziesiątkach
                                  wiklinowych koszy. Zbita tym z tropu, obrzuciła natręta spojrzeniem równie
                                  przelotnym, co niechętnym, i wróciła do czujnego podsłuchiwania.
                                  ? Głupiś, Ryons! ? wrzasnął rozsierdzony brodacz w brązowej koszuli. ?
                                  Może portów bogatych brak w Przyborzu, za to kruszców lepszych w całym Llandaff
                                  nie znajdziesz! Królewska korona z naszego srebra, z naszych szmaragdów
                                  zrobiona!
                                  ? I po drzewo z samej stolicy przysyłają, boć sami stolarze nadworni
                                  wiedzą, że mocniejszego nie uświadczysz! Tartaki z Przyborza słynne na cały
                                  kraj!
                                  ? A jakże! Nie dalej niż miesiąc temu Serlon ładunek do Yspadden
                                  szykował!
                                  Przekrzykiwali się jeden przez drugiego, ale Ryons wciąż się śmiał do
                                  rozpuku, pluł kwaścem i kpił z ich gniewu. Tylko Warin nie brał udziału w
                                  kłótni.
                                  ? Drzew mnogo w całej Rubieży, to mi byle chrustem oczu nie mydlcie! ?
                                  prychnął wreszcie grubas. ? U nas ulice kamieniami wyłożone, domy murowane,
                                  solidne, port największy. ? Pociągnął solidny łyk z kufla. ? U nas rody możne,
                                  mędrcy, uzdrowiciele, bardowie, a u was ino kmiecie pod strzechami! Nawet wójt
                                  na klepisku przesiaduje! ? parsknął iście po końsku, wskazując brudnym paluchem
                                  milczącego Warina. ? Taka to z waszego Przyborza metropolia!
                                  ? Ino alfarskich klejnotów żeśta nie widzieli! ? pisnęło nagle nie
                                  wiadomo skąd.
                                  Zaskoczony Ryons wreszcie zamilkł. Krztuszenie się niewątpliwie
                                  utrudniało konwersację.
                                  ? A wyłaź no, szczurołapie jeden, albo pasy z rzyci drzeć będę! ?
                                  Brodacz pochylił się na tyle, na ile pękaty od napitku brzuch pozwalał,
                                  wyciągnął spod ławy chuderlawego dzieciaka i nadał mu prędkość początkową w
                                  najstarszy ze znanych sposobów. ? Won, gadzino parszywa, jeszcze tobie mać w
                                  cyce całować, nie w karczmie siedzieć! ? wrzasnął za uciekającym chłopcem,
                                  czerwony ze złości.
                                  ? Pięknie syna chowasz, Uthe!
                                  ? Kompana do hulanki jużeś sobie urobił!
                                  ? We łbie mu ino klejnoty, a co w portkach?
                                  ? Zawrzyjcie wreszcie gęby! ? ryknął wreszcie Uthe. ? Obiję smarka, iże
                                  wnuki jego pamiętać będą! Widać żem bogów czymś rozeźlić musiał, bo mnie tym
                                  parchem pokarali!
                                  Mężczyźni zgodnie wybuchnęli gromkim śmiechem.
                                  ? Inaczej śpiewałeś, kiedy ci chłopaka choroba złożyła.
                                  Dopiero teraz spocona handlarka na dobre oderwała wzrok od grupy pod
                                  wiatą i przyjrzała się postaci przy straganie.
                                  Z drobnej dziewczyny biła wewnętrzna siła, jakiej nawet wójtowi
                                  brakowało, choć w drzwiach ledwo się mieścił, a i w piśmie był uczony.
                                  Pojedyncze rudawe sploty, nie poskromione przez żelazną klamrę, opadały jej na
                                  ramiona. W ogorzałej od słońca i wiatru okrągłej twarzy połyskiwały
                                  bystro zielone oczy. Patrzyły na mężczyzn śmiało, mimo że dziewczyna nie mogła
                                  liczyć więcej niż dwadzieścia wiosen. Ubrana była skromnie ? w sięgającą tuż za
                                  kolana sukienkę z krótkimi rękawami, pończochy, oraz buty z metalowymi
                                  klamerkami. Przy skórzanym pasie miała bukłak, mały nóż i sakwę. Zdawało się,
                                  że przybyła do Taghd prosto z leśnej gęstwiny.
                                  Ryons nie znał dziewczyny, nie czuł również lekkiego aromatu ziół,
                                  jakim dawno temu przesiąkły jej włosy i skóra, lecz natychmiast zgadł, kto
                                  przed nim stoi.
                                  ? Burtnica... ? syknął i zerwał się z ławy, szukając za pazuchą
                                  amuletu.
                                  ? Witaj, Maeve ? wójt skłonił z szacunkiem głowę. ? A ty siadaj, Ryons,
                                  i waż lepiej słowa. Nie burtnica to, a zielarka, i lżyć jej nie pozwalam.
                                  Reszta, powitawszy wpierw grzecznie dziewczynę, milczała teraz zgodnie.
                                  Każdy z nich nie raz o ratunek ją prosił i żadnego odmowa nie spotkała, a
                                  jednak lękali się trochę, bo potrafiła ukąsić, gdy jej kto za skórę
                                  nieopatrznie zalazł.
                                  Ale Ryons, obcy w tych stronach, nie krył niechęci.
                                  ? Pal licho, jak ją tu wołacie ? warknął, przysiadając znów na brzegu
                                  ławy. ? Magią się para, to burtnicą zwę!
                                  Maeve tymczasem wybrała najlepszy kosz, wcisnęła handlarce zapłatę do
                                  ręki, po czym stanęła w cieniu wiaty.
                                  ? Z Shevry pochodzisz, wielkim panem się mienisz i nas, prostych,
                                  wyśmiewasz, a nie wiesz, że bogowie jeno alfarom magię dali? ? zapytała, mrużąc
                                  złośliwie oczy. ? Na nic mi zaklęcia, ja ziołami leczę.
                                  ? Mężom ino leczyć wolno, nie babom!
                                  ? Na Przyborzu ten leczy, kto umie! ? huknął zniecierpliwiony Warin. ?
                                  Wara od niej, powtarzać więcej nie będę! Uzdrowicielom tu nie po drodze, do
                                  zbytków ciągną, nie do pracy, więc na zielarkach polegać musimy. Głupiś, skoro
                                  pojąć tego nie możesz.
                                  Istotnie, nie mógł, bo wciąż na dziewczynę spode łba spoglądał.
                                  Daremnie, gdyż Maeve ani w głowie postało bać się śmierdzącego kwaścem,
                                  podpitego mężczyzny.
                                  ? I cóż tak gębę wykrzywiasz? ? zachichotał Uthe.
                                  ? Bory nie raz nam przyszło przemierzać, to i gorsze stwory
                                  widywaliśmy!
                                  ? Nawet szczenię Pereduna gładsze!
                                  Lecz kolejna salwa śmiechu nie zezłościła Ryonsa, który zbladł raptem i
                                  drżącą dłonią chwycił swój amulet.
                                  ? Demona z kryjówki wywabisz! ? wydusił przez ściśnięte gardło. ? Może
                                  ja i głupi, ale zbyt blisko stąd do Kadm, żebym ze szczenięcia
                                  kpił!
                                  ? Ryons... co ty? W bajki wierzysz? ? zdumiał się Uthe.
                                  ? Bajki? Bajki? ? wykrzyknął przerażony mężczyzna. ? Znam wdowy po
                                  tych, co przez Kadm przeprawić się chcieli! Truchła ino nurtem rzeki spływały!
                                  ? Wilcy w górach grasują... ? wtrącił Warin.
                                  ? Znasz ty wilka, coby człeka zabił, a nie zeżarł?! Mówię ja wam, to
                                  szczenię Pereduna, alfarski demon! Jako i jego pobratymcy!
                                  ? A ja ci na to mówię ? niespodziewanie odezwała się Maeve ? żem
                                  Caereńczyków wielekroć w Borach spotykała i żaden z nich demonem nie był. Ot,
                                  alfarowie, jakich w Rubieży dziesiątki się ostały.
                                  ? Szczenię prawdziwe! ? zarzekał się dalej Ryons.
                                  ? Widziałeś ty je kiedy?
                                  ? W grobie już bym leżał, gdybym widział!
                                  Wokół rozmawiających zaczął gromadzić się ciekawski tłumek.
                                  Niezadowolona, że jej gapie wszystko zasłaniają, handlarka dźwignęła cielsko z
                                  zydla, schowała marny utarg pośród fałd stanika, gdzie z pewnością był
                                  bezpieczny, i poczłapała bliżej wiaty, zostawiając swój stragan na pastwę losu.
                                  Tymczasem Ryons zapomniał o strachu i zaczął opowiadać, wyraźnie rad z
                                  tak licznej widowni.
                                  ? Toć berbeć każdy wie, iże w Górach Kadm mieszka wilczę alfarskie, z
                                  krwi maga Pereduna zrodzone. On ci to przed wiekami zaklęcie wielkie rzucił, co
                                  jasnym alfarom z Myrddyn wyjść i na Caer uderzyć nie pozwoliło. Ino się paru
                                  przy życiu ostało, po Rubieży rozpierzchli, z ludźmi zbratali, coby zemsta
                                  caereńskich demonów ich nie dosięgnęła! ? Tu zniżył głos do dramatycznego
                                  szeptu, a tłumek aż zadrżał podniecenia. Tylko Maeve z trudem stłumiła
                                  parsknięcie.
                                  ? Tedy Peredun w Górach
                                  • rekwizytornia żeby nie było, że nie ostrzegałam 21.03.05, 19:06
                                    ? Tedy Peredun w Górach się zaszył i syna wzorem wilków chować począł, by ten
                                    magią potężną Myrddyńczyków na wieki w niewoli mógł trzymać.
                                    ? Jakże to? ? wtrąciła starsza kobiecina. ? Jakże to jeden człek?...
                                    ? Alfar, nie człek! ? wybuchnął Ryons. ? Magiczne stworzenie! W
                                    księgach starych stoi przecież, iże Peredun w skórę wilczą wchodzić umiał, jako
                                    wy w babskie kiecki! Luperkiem był najprawdziwszym, stąd moc jego!... ? Powiódł
                                    tryumfalnym wzrokiem po przerażonych twarzach. ? Wpierw sam Peredun, a po nim
                                    szczenię Gór pilnowało, bo po drugiej stronie talizman wielki ponoć ukryty,
                                    zdolny zaklęcie zniszczyć i Myrddyn oswobodzić. Jedno jest bezpieczne
                                    przejście, daleko na północy. Inaczej śmierć w Kadm pewna!
                                    ? Pewna, bo Góry niebezpieczne ? przerwała mu Maeve. ? Południową
                                    Przełęcz dawno głazy zasypały i lód skuł, więc jeno Północna została. Ludzie od
                                    mrozu i własnej głupoty giną. Wilki, zwykłe czy magiczne, nic tam do roboty nie
                                    mają. Wolą się po Borach włóczyć, gdzie zwierzyny mnóstwo.
                                    ? Idź więc, skoroś taka mądra! ? odparł z przekąsem. ? A jak wielkiego
                                    wilka o ślepiach dziwacznych spotkasz, to mu się ode mnie w pas ukłoń i
                                    powiedz, żeby do Borów szedł!
                                    Maeve pokręciła głową. Ludzie śmiali się, tłoczyli wokół rozochoconego
                                    Ryonsa, krzyczeli, żeby powiedział coś jeszcze o alfarskim demonie z Gór. Nic
                                    tu po mnie, pomyślała. Wolą w gusła wierzyć, więc psuć im zabawy nie będę.
                                    Wymknęła się cicho i, nie zatrzymywana przez nikogo, ruszyła w stronę
                                    domu.

                                    -

                                    Zabłądził.
                                    Już czwarty dzień przemierzał Bory, wpatrując się ciągle w sine szczyty
                                    Gór, za którymi był jego wymarzony świat.
                                    Wpierw szedł dawnym szlakiem, mocno zarośniętym, lecz nadal widocznym
                                    pod kobiercem świeżej trawy. Po dwóch dniach marszu zauważył, że krajobraz
                                    wokół niego ulega zmianie. Drzewa, przeważnie sosny, były coraz niższe. Pod
                                    stopami czuł grube, miękkie mchy, układające się w skomplikowaną mozaikę kęp i
                                    dolin, a kwitnący bahun odurzał go zapachem olejków. Za dnia wędrował uparcie
                                    ku Górom, nocami zaś czuwał ? dochodzące z daleka wycie wilków nie pozwalało mu
                                    zaznać spoczynku.
                                    Narastająca wilgoć dawała o sobie znać. Zaczęły go boleć stawy, buty
                                    przemokły niemal na wylot. Bezustannie drżał z zimna, chociaż był środek lata,
                                    a on miał na sobie kilka warstw grubego ubrania. Pocieszał się, że im bliżej
                                    Kadm, tym chłodniej, szedł więc dalej.
                                    Pod koniec trzeciego dnia zmęczenie było nie do zniesienia. Próbował
                                    znaleźć jakieś w miarę suche miejsce, by móc usiąść, zjeść coś, zdrzemnąć się
                                    przez chwilę, lecz każda, największa nawet kępa zapadała się pod jego ciężarem
                                    i tryskała wodą jak namoczona do granic możliwości gąbka, a między korzeniami
                                    rachitycznych drzew raz po raz błyskały żmijowe sploty. Słaniając się na
                                    nogach, parł przed siebie, kurczowo uczepiony myśli o słonecznych Równinach, a
                                    gdy wreszcie przysiadł na jakimś pniaku, zasnął natychmiast.
                                    Ale rano nie potrafił już znaleźć północy. Gęsta mgła ukryła przed nim
                                    szczyty Gór Kadm. Dziwne, przerażające przeczucie kazało mu wstać i iść dalej.
                                    Brodził po kolana w brudnej, zielonkawej wodzie. Przemoczone ubranie utrudniało
                                    mu ruchy, bolała go każda kość, każdy staw. Potknął się raz i drugi, aż za
                                    trzecim runął prosto w cuchnącą, zgniłą ciecz.
                                    Wybuchnął płaczem. Miał dosyć. Przeklinał głośno dzień, w którym
                                    postanowił zostać bohaterem, zbawcą spragnionych zemsty Myrddyńczyków. Jaki
                                    demon podkusił go, kazał mu podnieść dłoń, gdy pytano, kto teraz pójdzie, kto
                                    spróbuje? Przecież i tak wiedzieli, że dla nich wszystkie przejścia były
                                    zamknięte, ale musieli spróbować.
                                    Podniósł się, odgarnął do tyłu splątane włosy, otarł twarz. Cały
                                    cuchnął.
                                    Nabrzmiewające jak wrzód przeczucie krzyczało mu prosto do ucha ?
                                    uciekaj. Wracaj do domu, do ciepłego, suchego domu, gdzie czekają twoi
                                    przyjaciele. Wracaj.
                                    Lecz on nie wiedział, w którą stronę jest ?naprzód?, a w którą
                                    ?wstecz?. Zrobił krok, potem następny, i jeszcze jeden. Stracił wiarę, że
                                    dokądkolwiek dotrze, że ten bór, to bagno gdzieś się w ogóle kończą.
                                    Łzy ciekły mu po brudnych policzkach. Wracaj, pókiś żywy, słyszał głos
                                    tuż przy swoim uchu, za nim, w sobie, wszędzie. Wracaj, bo w Górach jeno śmierć
                                    czeka.
                                    A przecież nawet do nich nie dotarł.
                                    Stanął ? ociekający wodą, po kolana w gęstniejącym bagnie, drżący z
                                    zimna oraz przerażenia graniczącego z obłędem. Przeczucie zamilkło. Zresztą po
                                    co miałoby krzyczeć, skoro i tak nie było już przed czym ostrzegać: z mgły
                                    wyłonił się wielki srebrnoszary basior z czarną pręgą od nosa po czubek
                                    puszystego ogona. Przeskakiwał z kępy na kępę, zwinnie, bezgłośnie.
                                    Dopiero na moment przed śmiercią alfar dostrzegł, że wpijający się w
                                    jego gardło wilk ma dziwne oczy ? lewe jasnoniebieskie, prawe zaś czarne jak
                                    smoła.
                                    Jak ciemności, które nagle zapadły.
                                    Szczenię Pereduna cierpliwie czekało, aż zwłoki znikną w bagiennym
                                    grobie, a potem przepadło pośród mgły.
                                      • czarnaba Re: no, to już koniec :| 27.03.05, 13:58
                                        Przepraszam, Rekwizytornio, ze tak dlugo nie odzywalam się, ale nie zapomnialam
                                        o Tobie. Wiadomo – Swieta. Te trzy fragmenty przeczytalam dzis z wielka uwaga i
                                        spiesze, by Cie uskrzydlic. Wyrzuc z siebie tego dola i natychmiast rozpakuj
                                        kartonik, do którego spakowalas swoje dziala. Powaznie. Nie jestem znawca tego
                                        typu literatury, ale te kawalki przeczytalam z prawdziwa przyjemnoscia, wg mnie
                                        sa napisane bardzo dobrze. Bardzo ladnie, naturalnie prowadzisz postac i
                                        opisujesz jej uczucia, co nie jest latwe. Twoje zdania sa mocne, konstruujesz
                                        je prosto i jasno, podczas czytania nie ma w nich zadnych potkniec. Dialogi sa
                                        zywe i soczyste, pelne humoru (szczegolnie spodobaly mi się te
                                        kawalki: „jeszcze tobie mać w cyce całować, a nie w karczmie siedzieć”, „
                                        bydlęcym łajnem wam kupczyc, ot co!”, „wyciągnął spod ławy chuderlawego
                                        dzieciaka i nadał mu prędkość początkową w najstarszy ze znanych sposobów”, ale
                                        jest ich więcej). Nie wiem, czy w tego typu tekście powinny być
                                        słowa „metropolia” i „konwersacja”, ale wcale nie rażą, wiec pewnie być mogą.
                                        Jeżeli powiem Ci, że te Twoje „fragmenty” przypomnialy mi dawno już przeze mnie
                                        czytane ksiazki Sigrid Undset to nie powinnas się obrazic. Chodzi mi o tak samo
                                        wiarygodny opis sredniowiecza (czy jego okolic), jego nastrój, nawet Twoje
                                        imiona i nazwy brzmia jakos norwesko (Uthe, Llandaff). Mysle, ze to porownanie
                                        nie powinno Cie urazic.

                                        Odrzucanie Twoich tekstow przez wydawcow nie powinno Cie zniechecac do pisania.
                                        Jestes mloda i bardzo dobrze, ze już wiesz co kochasz robic – to jest wielki
                                        plus! Pamietaj, ze kazda napisana przez Ciebie nowa strona doskonali Twój
                                        warsztat, zbliza Cie do celu. Jeżeli chcesz być pisarka to wszelkimi możliwymi
                                        sposobami do tego zmierzaj, bo wielkim szczesciem jest, gdy w zyciu zawodowym
                                        możemy robic to co naprawde kochamy. Wiec wyciagaj ten kartonik z kata i bierz
                                        się do roboty! I może spróbuj tez napisac cos wspolczesnego, choc wiem, ze
                                        zanadto kochasz temte mroczne, odlegle czasy. Ktos napisal, ze pisanie to jest
                                        zycie w kilku rownoleglych swiatach i to jest prawda ( tak naprawde ta madrosc
                                        brzmiala chyba tak: kto czyta zyje dwa razy, kto pisze – trzy.... czy jakos tak
                                        podobnie). I ja w to wierze, bo sama tego doswiadczam.

                                        Zycze Ci pogodnych, radosnych Swiat. Pozdrawiam tez Twoje zwierzatko, z którym
                                        niedawno latalas do weterynarza.
                                        • rekwizytornia Re: no, to już koniec :| 27.03.05, 16:13
                                          I co ja mam począć? Wychodzi na to, że powinnam przestać biadolić i brać się do
                                          roboty. Kartonik stoi na półce przy łóżku, kusi lepiej niż diabeł na pustyni, a
                                          w głowie szaleje fabuła. Chyba się nie uwolnię, nie ma szans. Jakby tego było
                                          mało, przesilenie wiosenne doprowadza mnie do szału (alergik...) i bez przerwy
                                          chce mi się spać :( Zwierzątko chrapie słodko pod kocem, a ja tkwię przed
                                          monitorem, usiłując zebrać myśli. Cholera, no nie wykręcę się, nie ma szans...

                                          Średniowiecze (jako epokę historyczną) kocham namiętnie, a zwłaszcza ówczesną
                                          sztukę wojenną. Jak powiedział mój wykładowca, gdy mu oddawałam pracę pt.
                                          "Wybrane słownictwo militarne doby staropolskiej" - mało kobiece hobby :)
                                          Pisanie o współczesności jakoś mi nie leży. Wystarczy mi to, co widzę za oknem.
                                          Czytając i pisząc, wolę się od rzeczywistości nieco oddalić. Ale kto wie, może
                                          kiedyś zmienię zdanie?

                                          Dziękuję za skrzydełka - przymierzę i sprawdzę, czy należycie działają ;) Jak
                                          tylko odzyskam chęć do życia, wezmę się do pracy. Koniec wykrętów, obiecuję.

                                          Pozdrawiam

                                          Rekwizytornia
                                          • czarnaba Re: no, to już koniec :| 27.03.05, 18:47
                                            Jednak namawiam Cie - nie odwracaja sie tez od wspolczesnosci. Twoje posty sa
                                            tak lekkie, naturalne i mile w czytaniu. Mozesz polaczyc czasy wspolczesne z
                                            przeszloscia, dzieki wyobrazni i mocy "piora" to jest latwe :))
                                          • teano_laura Re: no, to początek :| 27.03.05, 22:08
                                            rekwizytornia napisała:

                                            > Średniowiecze (jako epokę historyczną) kocham namiętnie, a zwłaszcza ówczesną
                                            > sztukę wojenną. Jak powiedział mój wykładowca, gdy mu oddawałam pracę pt.
                                            > "Wybrane słownictwo militarne doby staropolskiej" - mało kobiece hobby :)
                                            > Pisanie o współczesności jakoś mi nie leży. Wystarczy mi to, co widzę za oknem.

                                            A może robisz bład, że piszesz fantasy?
                                            Czy nie byłoby lepiej gdybyś pisała o prawdziwym sredniowieczu?
                                            Skoro znasz się na tej epoce możesz napisać naprawdę dobrą rzecz, natomiast
                                            przyodzianie jej w szatki fantasy budzi podejrzenia o ignorancję, maskowaną
                                            przez podlanie "fantasowym sosem".
                                            Fantasy to literatura dla pewnej grupy, czytającej wszystko jak popadnie.
                                            Ksiązki historyczne natomiast nie starzeją się tak łatwo, Sigrid Unset ciągle
                                            jest czytana, podobnie jak Mika Waltari czy Kraszewski, że o Dored, czy Kossak
                                            Szczuckiej nie wspomnę.
                                            Czy nie byłoby lepiej dołączyć do ich grona i błysnąć erudycją?
                                            Serdecnie i gorąco Cię do tego namawiam.

                                            Pozdrawiam życzliwie

                                            Teano
                                            • rekwizytornia Re: no, to początek :| 28.03.05, 20:00
                                              Nie wykluczam, że kiedyś się porwę na powieść historyczną. Lubię i czytam
                                              chętnie, nawet częściej niż fantastykę, więc chyba dam się namówić. Ale wpierw
                                              muszę się "rozpisać", douczyć, a przede wszystkim - dorosnąć jeszcze nieco :)
                                              Polecam "Królów przeklętych" Druona, smaczny kąsek, a w zasadzie siedem kąsków.
                                              Parnicki natomiast rozłożył mnie na obie łopatki i załatwił 4 zamiast 5 na
                                              egzaminie z literatury współczesnej :(

                                              Oj, nie zgadzam się z tym "wszystko jak popadnie". Znam wielu wybrednych
                                              wielbicieli fantasy. Dla mnie najważniejsze jest, żeby to, co czytam, było
                                              dobrą literaturą. O taką zawsze trudno, bez względu na gatunek. Fantastyka daje
                                              wiele możliwości, rzecz w tym, że większość autorów za bardzo daje się ponieść
                                              wyobraźni, z czego wychodzą nieziemskie [dosłownie i w przenośni] gnioty... A
                                              gniot fantasy jest naprawdę trudny do przetrawienia :)

                                              Na błyskanie erudycją mam jeszcze dużo czasu. Wpierw trza w ogóle zaistnieć :)

                                              Pozdrawiam

                                              Rekwizytornia

                                              • teano_laura Re: no, to początek :| 30.03.05, 21:34
                                                rekwizytornia napisała:

                                                >
                                                > Na błyskanie erudycją mam jeszcze dużo czasu. Wpierw trza w ogóle zaistnieć :)

                                                No ba! Ale zaistnieć jako autor gniota?
                                                Czytam właśnie Elizabeth Dored "Kochałam Tyberiusza" polowałam na te ksiązkę
                                                kilkanaście lat, ale warto było!
                                                Dlaczego dobrych ksiązek jak na lekarstwo a księgarnie zawalają gnioty?
                                                Mam doła dzisiaj - kolejne wydawnictwo odpowiedziało nagatywnie, choc poczatkowo
                                                robiło nadzieję, a inne nawet nadziei nie robią, tylko milczą. Ech!
                                                A ja już napisałam dalszy ciąg i nawet wysłac mi się nei chce...
                                                >
                                                > Pozdrawiam
                                                > Rekwizytornia

                                                Też pozdrawiam

                                                Teano
                                                • rekwizytornia Re: no, to początek :| 31.03.05, 14:03
                                                  A czemu tak od razu gniota? Poślęczę nad cholerstwem dziesięć lat, to i może
                                                  arcydzieło (arcydzięgiel?...) z tego wyjdzie? :)

                                                  Dobre książki są, ale nie należy ich szukać na półkach z nowościami. Dla mnie
                                                  współczesna literatura polska dzieli się na dwa okresy - przed Masłowską i po
                                                  Masłowskiej. Przykład "Wojny..." pokazał tłumom, że pisać każdy może, a i nawet
                                                  wydawca się znajdzie. I tak zaczął się koszmar...

                                                  Mój dół trwa, więc łączę się z tobą w pracach wykopaliskowych ;) Nie dość, że
                                                  wena ciągle na urlopie, to jeszcze u zwierzątka mego stareńkiego wykryto
                                                  nowotwór. Trza się jakoś pozbierać.

                                                  Wyślij ten dalszy ciąg, przynajmniej potem nikt ci nie zarzuci, że nie
                                                  próbowałaś. A nuż coś się z tego wykluje? :)

                                                  Pozdrawiam

                                                  Rekwizytornia
                            • teano_laura Re: bardziej optymistycznie.... 21.03.05, 11:20
                              rekwizytornia napisała:

                              > Ale wolę nie pisać wcale niż tworzyć gnioty,
                              > które nigdy nie zasłużą na miano literatury. Za dużo tego wala się po
                              > księgarniach.

                              Spójrz na to inaczej. Skoro autorzy tych gniotów się przebili, to ty tym bardziej.
                              Ja zupełnie nie rozumiem dlaczego moje teksty są odrzucane, skoro są literacko
                              lepsze od wielu drukowanych w tym samym wydawnictwie.
                              Ale nie dam się (jeszcze nie teraz) zagłuszyć miernocie.
                              Właśnie na złość będę pisać dalej!

                              Nawet słynny Prósz wydaje też rzeczy nieco hmmm grafomańskie...
                              Nie jestem Dobrowolskim, którego załamało i zniszczyło to, że ludzie chichrali
                              się z prymitywnych dowcipów, a mało kto chciał smakowac jego wysublimowany, choć
                              świetny humor na naprawdę wysokim poziomie.
                              Nie przemawiają do mnie tłumaczenia obecne np w TV, że powieważ większośc ludzi
                              chce oglądać reality show, czy inny bzdurny program, to będą nadawać tego ile
                              wlezie. Ludzi trzeba uczyć smakowania, a nie napychać papką.

                              Jeśli uważasz, że Twoje rzeczy są dobre, to pisz.
                              Ale jeśli to byle co, to po prostu spokojnie, systematycznie, pracuj nad warsztatem.
                              Ty wiesz ile L.M.Montgomery musiała zaliczyć zwrotów zanim zaczęli ją drukować?
                              A i tak każde jej opowiadanie było przeważnie dukowane za którymś wysłaniem.
                              Ona też miała skłonnośc do depresji - każdej zimy okropnie cierpiała z powodu
                              jej nawrotów - może to podobieństwo Cię pocieszy?
                              Polecam jej pamiętniki.
                              Niesamowita lektura.
                        • sonia40 Re: bardzo pesymistycznie... 21.03.05, 08:39
                          Rekwizytornio. I jak tu Cię pocieszyć? Każdy przeżywa chwile zwątpienia czy to
                          co robi ma sens. Od lat piszę do szuflady. Dla siebie. (Nie są to wcale
                          pamiętniki). Pomagało mi to pisanie nie raz przetrwać w trudnych chwilach. Tak
                          jak napisała Czarnaba "pisanie to jak choroba". Jak już Cię ten diabeł z
                          anielskimi skrzydłami opęta (albo anioł z rogami i ogonem), to nie masz
                          wyjścia. Pewnie, że chciałoby się aby ktoś to co robimy przeczytał i docenił.
                          Nie jednemu piszącemu marzy się sława i bogactwo (choć to drugie to w naszych
                          czasach raczej jest nierealne), ale tak naprawdę to najważniejsze jest samo
                          pisanie. Takie zatrzymanie myśli w czasie i przestrzeni. To są całkiem
                          metafizyczne doznania i to jest najważniejsze. Cała reszta przyjdzie albo nie.
                          Takie jest życie. Pozdrawiam serdecznie.
    • sonia40 Re: Rekwizytornio:) 22.03.05, 07:30
      Przeczytałam. Zdesydowanie pisz dalej. Czyta się bardzo dobrze. Wszystko można
      sobie wyobrazić. Gdyby ktoś chciał nakręcić film, niewiele by się napracował
      nad przygotowaniem scenariusza. Myślę,że wydawnictwa nie dlatego odrzucają
      twoją książkę bo niedobra. Boją się ryzyka jakim jest wydanie książki nieznanej
      autorki. A wydanie książki to początek drogi (przez mękę). Bez promocji,
      reklamy, jakiegoś szumu medialnego, trudno dziś sprzedać największe dzieła,
      znanych już pisarzy. Pisz i wysyłaj gdzie się da. Życzę powodzenia.
      • millefiori Optymistyczniej :) 31.03.05, 18:04
        Moja Dakota tez miala nowotwor, zostala zoperowana tu w Budzie 4 lata temu.
        Obecnie kocia 13. latka wyglada swietnie, cieszy sie dobrym zdrowiem i znakomita
        kondycja, i dzielnie broni zagrody przepedzajac okoliczne psy i koty.
        • rekwizytornia Re: Optymistyczniej :) 01.04.05, 13:39
          Niestety, w przypadku mojego jamniora optymistycznie nie jest. Zwierzątko ma
          już 16 lat, jest chore od urodzenia i od paru miesięcy coraz słabsze. W lutym
          niewiele brakowało... Raczej w tym roku zwinie manatki, z powodu albo starości,
          albo raka. Chudnie w oczach, bo mu mięśnie zanikają, nie ma większości zębów,
          prawie nie widzi, ale bez przerwy pakuje się na kolana lub pod kołdrę i żąda
          jedzenia :) Największy pieszczoch, jakiego zna świat.

          O, właśnie się wygrzebuje spod koca. Na zoperowanej łapce ma granatową
          skarpetkę z czerwonym Teletubisiem, żeby opatrunku nie zabrudził ani nie
          rozszarpał, bo lubi się ostatnio bawić w małego chirurga :) Kochana, siwa,
          bezzębna morda.

          Cóż, moje zwierzę kota nigdy nie pogoniło, aczkolwiek bardzo go interesują
          cztery kotwory sąsiadów :) Za to raz zabawił się kurą, oskubał koguta z piór w
          ogonie, prawie połknął chomika, pogonił doga niemieckiego i potraktował mastifa
          jak dzika, czyli użarł go perfidnie w jądra. Oj, bojowego mam psa,
          zaczepno-obronnego. A zmyślny kiej diabeł :)

          Pozdrawiam psiarzy i kociarzy

          Rekwizytornia
          • barbara7 Re: Optymistyczniej :) 02.04.05, 20:44
            Dziś mijają dwa lata, jak po 14 latach życia odeszła moja kochana psia morda,
            przybłęda Dżeki, najwierniejszy z najwierniejszych psów. Miał z nami dobre życie
            i my z nim też. Kto ma psa to wie, że naprawdę się upodabnia do ludzi, z którymi
            żyje i jest członkiem rodziny takim samym, jak każdy z nas. I tak go
            traktowaliśmy. Trzymaj się, Rekwizytornio, bo to diabelnie trudne. Nam na
            pocieszenie zjawiła się nowa psia morda, sama, przybłąkała się po prostu
            wychudzona wyżlica, porzucona przez diabelnie okrutnych ludzi i - jak na
            poczatku Dżeki - pełna strachu przed podniesioną ręką, hałasem, niespodziewanym
            ruchem. Musiałabyś teraz zobaczyć, jak mości się w fotelu (obiecaliśmy sobie, że
            nie będziemy wpuszczać psa na fotel), jak wyprasza jedzonko (obiecaliśmy sobie,
            że tym razem nie nauczymy psa żebrać), jak mruczy z niezadowoleniem, gdy usiłuję
            przesunąć ją nogami, żeby się trochę przykryć kołdrą (obiecaliśmy sobie,że nie
            będziemy wpuszczać psa do łóżka).
            • rekwizytornia Re: Optymistyczniej :) 11.04.05, 15:49
              Ech, czołowe powiedzenie w mym domu brzmi: "Nie mów do psa jak do psa". Każdy,
              kto ma jamnika i twierdzi, że z nim nie śpi - łże jak pies! ;) Bydlę moje
              rozpieszczone zostało do granic możliwości, na głowy nam włazi, budzi o 5 rano
              i stanowczo domaga się jedzenia, spaceru oraz jedzenia. I jedzenia, oczywiście.
              Albo leży u mnie w łóżku, albo u kogoś na kolanach. Kołdrę zabiera mi
              notorycznie, ostatnio również poduszkę i jasiek. Ślini się na tapicerkę w
              samochodzie. Depcze mi po palcach. Wyrywa chusteczki z dłoni. Wsadza mordę do
              kubka z herbatą. Plącze się pod nogami. Zrzuca przedmioty z dolnych półek.
              Próbował połknąć chomika. Wyrwał kanarkowi wszystkie pióra z ogona. Pogonił
              mastifa i doga niemieckiego. Zadusił jedną kurę, a jednego koguta oskubał. Nie
              daje spać. Nie daje jeść. Rozwala zgrzewki z wodą mineralną i worki ze
              śmieciami, bo lubi drzeć folię. Pruje mordę siwą na cały regulator. Itd., itp.
              Drugie czołowe powiedzenie: "Roki, ja wiem, że kiedyś mi będzie tego brakowało,
              ale jak cię zaraz palnę..." Trzecie: "Roki, wyjdź z lodówki".

              Ma 16 lat, jest ciężko chory od urodzenia, ale trzyma się świetnie. W lutym
              usłyszałam od weterynarza, że gdyby to był jego pies, on by mu dał 4 dni życia.
              Mojego - wyratował. Dwa tygodnie temu zdiagnozowano u zwierzaka nowotwór
              złośliwy. Guz wycięli, przerzutów chwilowo nie ma. Sądząc po stanie narządów
              wewnętrznych, jamnior będzie jeszcze żył drugie tyle :) Kocham go nad życie, a
              człowieka, który by go skrzywdził, zatłukłabym gołymi rękoma i z radością
              poszła za to siedzieć. Śmierć jednego psa jakoś przebolałam, bo już był ze mną
              jamnior. Jak będzie teraz - boję się pomyśleć. Chwilowo jest dobrze i oby tak
              dalej.

              A teraz się zlał... Uduszę go. A potem będę reanimować :)

              Pozdrawiam

              Rekwizytornia
                • rekwizytornia Re: Optymistyczniej :) 08.05.05, 11:58
                  Oj, o wybaczenie proszę, bom od tygodnia od internetu odcięta była :) Włączyli
                  przed kwadransem.

                  Psiak od paru dni jest zdrowy. Wczoraj próbował pożreć tchórzofretkę i walnął
                  łbem o drzwi. Budzi się codziennie o 5 rano, czym doprowadza wszystkich do
                  szału. Moje pisanie miewa się nieco gorzej - nadal nie napisałam ani słowa,
                  chociaż fabuła szaleje pod kopułą. Niestety, widmo nadciągającej sesji
                  bynajmniej nie wpływa dobrze na wenę twórczą... Przede mną marne 5 egzaminów i
                  koszmarne kolokwium z prawa autorskiego (sic!), więc jeśli już nawet zacznę coś
                  skrobać, to dopiero w lipcu :(

                  SuperNOWA odesłała bez słowa mój tekst. Cóż. No comments.

                  Pozdrawiam i biorę się za uroczą książeczkę pt. "Tekstologia i edytorstwo dzieł
                  literackich" Górskiego :)

                  Rekwizytornia
              • wolf.66 Re: Rekwizytornio:) 23.05.05, 20:07
                O, jak ja dawno tutaj nie byłam - cześć:)
                Donoszę Ci (i Wam), że dostałam właśnie miły mail od Pani Moniki z
                Prószyńskiego, która mnie poinformowała, iż mój tekst nie został
                zakwalifikowany do druku.
                Napisałam w pisemku do nich (tak z miesiąc temu) podobnie jak i Ty - prośbę o
                zwrot na mój koszt.
                Nie traktuję tego jako porażki (hmmm, sama nie wiem dlaczego tak lekko do tego
                wszystkiego podchodzę), nadal bawię się częścią drugą (ale ponieważ czasu mało
                to powoli mi to idzie), a tylko czasem - jak widać - nachodzi mnie na wysłanie
                gdzieś.
                Jak mnie najdzie po raz kolejny to oczywiście Cię poinformuję:-)
                Nieustająco Ci (i Wam) kibicuję.
                Pozdrowienia
                • teano_laura Re: Rekwizytornio:) 23.05.05, 20:53
                  wolf.66 napisał:

                  > O, jak ja dawno tutaj nie byłam - cześć:)
                  > Donoszę Ci (i Wam), że dostałam właśnie miły mail od Pani Moniki z
                  > Prószyńskiego, która mnie poinformowała, iż mój tekst nie został
                  > zakwalifikowany do druku.

                  Witaj w klubie :-))))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka