Dodaj do ulubionych

Najpierw pytać czy od razu słać?

30.08.05, 21:19
Lepiej najpierw wysłać do wydawnictw list z fragmentem czy tam opisem książki
i pytaniem, czy są w ogóle czymś takim zainteresowani, czy od razu walić
gotowym tekstem?:)
W sumie nawet jak na pytanie odpowiedzą przecząco, to przecież zawsze można
spróbować wysłać im po napisaniu tak czy siak.
Obserwuj wątek
    • rekwizytornia Re: Najpierw pytać czy od razu słać? 30.08.05, 21:45
      Rozumiem, że tekst wciąż "się pisze", prawda? W takim razie możesz wysyłać
      fragment (~ 30 stron) wraz z krótkim, ale treściwym konspektem całości.
      Niektóre wydawnictwa wręcz o to proszą, zwłaszcza w przypadku dłuższych
      powieści. Oczywiście o wiele łatwiej jest ze skończonym tekstem - wtedy
      wybierasz najlepsze 30 stron, a nie zawsze są to właśnie pierwsze strony...

      Poza tym zawsze sobie zostawiasz otwartą furtkę: początkowy fragment może ich
      nie zachwycił, no ale jak im teraz całość wyślę, to ho ho ho! Padną na kolana,
      bez dwóch zdań! ;-)

      Pozdrawiam
      Rekwizytornia
    • moony7 dobra rada 31.08.05, 21:45
      Najpierw zaistnij. Jakkolwiek. W tej chwili Twoje umiejętności pisarskie są
      ostatnią rzeczą, na którą ktokolwiek by czekał i nie ma znaczenia czy dobrze
      piszesz, czy jesteś kompltną grafomanką. Idź do Idola, Baru, zrób zamach na
      znanego polityka, włam się do Wiadomości i rozbierz się na wizji. Po czymś
      takim wydawnictwa same do Ciebie przyjdą.
      • anna.skora Re: dobra rada 28.09.05, 10:10
        moony7 A co jesli nie mieszkam w Polsce? Na kogo mam zorganizowac zamach? Albo
        gdzie sie wlamac? Bo z rozbieraniem jakos sie wstrzymam de momento. Az taka
        desperatka nie jestem.
        A.
        • moony7 przepraszam 28.09.05, 12:01
          Trochę się zagalopowałam. Przepraszam wszystkich. Ale nie zmieniam sensu tego,
          co napisałam. Jeszcze raz powtarzam i wiem, co mówię. Sama literatura już nie
          jest w stanie się obronić. Razem z książką szykujcie sobie wypasioną biografię
          z nałogami, ekscesami seksualnymi, może odkryciem bieguna? Inaczej kiepsko
          widzę sprzedaż Waszych książek. A Ty, Aniu, może przyłącz się do Basków? to
          oczywiście żart ;)))
          • donetta Re: przepraszam 28.09.05, 12:53
            Ależ Moony ty masz rację! Nie skłamałaś. Dobra literatura dzisiaj nie ma szans
            przebicia jeśli będzie siedzieć cicho w kącie .Tak wyglądają u nas realia rynku
            wydawniczego .Tylko,że nie każdy jest skandalistą i pójdzie drogą na skróty.I
            druga rzecz ,musi być ktoś kto ten skandal nagłośni ,media ,
            wydawnictwo .Niestety bez tego dzisiaj artysta nie istnieje .
            • anna.skora Literatura to malo? 28.09.05, 13:16
              Zarty zartami, a tak powaznie:
              Mysle, ze nie tedy droga. Literatura obroni sie sama, pod warunkiem, ze autorzy
              beda pisac DOBRA literature, a nie byle co z checi zaistnienia. A ci, ktorzy
              pisza DOBRA literature, musza byc zapalencami bez kompleksow! Wtedy znajda
              innych zapalencow, co to wydadza i takich, co beda czytac. W to wierze.

              W Baskow nie bardzo, poza tym to daleko ode mnie:-)
              • donetta Re: Literatura to malo? 28.09.05, 13:48
                Ja nie wierzę w filantropię wydawcy.No chyba,że jest z powołania altruistą lecz
                wtedy szybko by zbankrutował. Wydawca musi mieć taki zysk ,który przymajmniej
                pokryje mu koszty wydania książki.Ale w takim układzie nie jest to dla niego
                interes.
              • moony7 Wierz, wierz! 28.09.05, 14:04
                Wiara czyni cuda. Sama jestem zwolenniczką myślenia pozytywnego. Natomiast na
                marginesie warto może dodać, że literatura w Polsce nie ma tak dobrej fali jak
                ta w Hiszpanii. Trochę się teraz o tym u nas pisze. Może Hiszpanie wiecej
                czytają, może są bogatsi? Nie wiem. Prawda jest natomiast taka, że jeśli nie
                wierzylibyśmy w sukces pisanych przez nas rzeczy, stracilibysmy coś ważnego w
                życiu. Tak więc nie zniechęcam nikogo do działania, wręcz przeciwnie. Wszyscy
                mamy bestsellery w naszych komuterach. I tego się trzymajmy!
      • szwedzka Re: dobra rada 29.09.05, 00:04
        Myślę, że zdrowo przesadzasz. Wcale nie trzeba dokonywać zamachu czy rozbierać
        się w telewizji. Wystarczy na przykład zostać dziennikarzem Dużej Krajowej
        Gazety. To jest nawet praktyczne, bo jako dziennikarz mamy sprawne pióro i czas
        na pisanie podczas nudnych konferencji prasowych i kolegiów redakcyjnych. Poza
        tym świetnie znamy kulisy promocji. Po napisaniu książeczki - praca redakcyjna
        nie sprzyja pisaniu powieści rzeki - piszemy sobie recenzję albo prosimy
        kolegę, żeby napisał, że modernizm, świetna rzecz i tak dalej, dajemy też
        odcień krytyki, żeby nie było zbyt nachalnie. Recenzja pójdzie w Dużej Krajowej
        Gazecie.
        W odróżnieniu od tych wszystkich pisarzyn o XIX-wiecznej mentalności wiemy, że
        tytuł oddający treść książki jest passe, więc wymyślamy coś chwytliwego,
        najlepiej ni w pięć, ni w dziewięć, na przykład "Kawa dla dromadera". Stawiamy
        grafikowi trzy piwa i jointa, żeby miał natchnienie do zrobienia zajebistej
        okładki pod ten tytuł. I rzecz się sprzedaje jak ciepłe bułeczki. A że jeden
        pacan z drugim w jakimś czasopiśmie literackim napisze, że gniot. Co z tego? I
        tak tych czasopism ludzie nie czytają, a Dużą Krajową Gazetę i owszem.

        Paweł
        • anna.skora Re: dobra rada 29.09.05, 10:05
          Pawel ! Jestem Twoim fanem!!! Jak napiszesz, to napiszesz...:-)
          Co do gazety, z przykroscia musze stwierdzic, ze nie do konca jest tak. Zanim
          wyjechlam z Polski pracowalam w dzienniku wojewodzkim. Nazwe pomine. Zasieg
          wojewodzki to jedyne do czego doszlam... potem wyjechalam. Nie wiem jak to
          opisac. Po prostu bagno! To srodowisko roi sie od korupcji, szantazy, ukladow.
          Normalny czlowiek po kilku latach zwariuje lub zaplacze sie jak w siec tych
          ukladow. Jak pisac w tym czasie...? Ja nie moglam.
        • moony7 przebijam 29.09.05, 11:16
          Duże wydawnictwo zamawia u znanego dziennikarza (autora) powieść, wiedząc, że
          ta sprzeda się lepiej niż wypociny jakiejś Aśki z Kłodzka (nikomu nie
          ubliżając). Płaci z góry ustaloną, pokaźną sumę, a nie jakieś tam marne
          tantiemy od sprzedaży. Któż by się nie ugiął przed potęgą kasy, wszak wszyscy
          mamy rachunki do zapłacenia. Nakłady na reklamę są duże, zgodnie z zasadą, że
          bank da temu kredyt, kto go nie potrzebuje, to samo działa w kwestii reklamy.
          Książka jest w prasie szeroko omawiana (treść recenzji nieważna, byleby tytułu
          nie przekręcali), wszak to osoba publiczna, napisała coś ważnego o naszej
          rzeczywistości. A czy to było bzyknięte podczas konferencji prasowej czy jazdy
          na spotkanie do Krakowa to już mniejsza. Najważniejszy jest marketing, a znany
          autor go ułatwi. Aśka z Kłodzka niech sobie wydaje nakładem mybook.pl. Zresztą,
          co ona może mieć do powiedzenia?
          Czy przesadzam? Może, chacun son gout.
            • ajtra Re: A jak się dobrze postarasz ... 29.09.05, 12:48
              Do Moony7 "... Najważniejszy jest marketing, a znany autor go ułatwi. Aśka z
              Kłodzka niech sobie wydaje nakładem mybook.pl. "
              Moony7, ja jestem Alka z Wrocławia, wydałam moją książkę nakładem
              Wydawnictwa My Book i nie narzekam. Ani na współpracę z Wydawnictwem, ani na
              sprzedaż książki.
              Życzę, wszystkim tutaj narzekającym, by jeśli się już zdecydują na wydanie
              czegoś własnego, trafili na tak miłe i profesjonalne potraktowanie autora jak
              to czyni Wydawnictwo My Book.
              • moony7 Odszczekuję 29.09.05, 13:23
                Szkoda, ajtro, że nie dostrzegłaś ironii. Nie mam ABOLUTNIE nic przeciwko
                wydawnictwu mybook. Dobrze, jeśli autorzy mają wybór. Dobrze, że jest mybook.
                Dobrze, że są tam fachowcy. Mój post do Pawła "szwedzka" dotyczył czegoś
                zupełnie innego. Czy już nawet autorzy nie potrafią czytać między wierszami?
                • ajtra Re: Odszczekuję 29.09.05, 13:39
                  Moony7, autorzy potrafią czytać między wierszami:) ale to boli gdy czytają jak
                  ktoś pisze trochę sarkastycznie o Wydawnictwie z którym współpracują.
                  Może gdybyś użyła innego przykładu, nie cierpiałabym ;)
              • szwedzka Re: A jak się dobrze postarasz ... 30.09.05, 00:28
                Powiem szczerze, wzruszyłem się. Autor nieuważający wydawcy za łobuza, tylko
                emocjonalnie z nim związany, gotów go bronić kształtną piersią przed
                postponowaniem na forum, to rzadkość. Zobaczcie wydawcy, że warto być miłym i
                profesjonalnym: autorzy sami was będą bronić, nie trzeba delegować pracownika,
                żeby podszywając się pod czytelnika czy autora odpierał niecne ataki na
                wydawnictwo. Co za oszczędność roboczogodzin!

                Oczywiście nie mogłem się oprzeć, żeby nie wejść na stronę tak wspaniałego
                wydawnictwa. Wszedłem i jak dotarłem do FAQ, trochę się zdziwiłem. Kandydat na
                pisarza pyta:
                "Druk cyfrowy staje sie coraz bardziej dostępny. Po co mi wydawnictwo, skoro
                książkę mogę wydrukować we własnym zakresie?"
                Łebski gość, pomyślałem sobie. Co na to My Book?
                "Drukarnia nie ingeruje w materiał, który przyjmuje do druku. Efektem jest
                publikacja tekstów niepoprawnych stylistycznie, a nawet zawierających błędy
                ortograficzne. Przegląd redakcyjny dokonywany przez wydawnictwo gwarantuje
                autorowi, że tekst przed udostępnieniem czytelnikowi zostanie doprowadzony do
                należytej postaci."
                Niby racja, ale przecież My Book nie ma monopolu na redakcję, można ją zlecić
                redaktorowi pracującemu na własny rachunek.
                "Książek drukowanych we własnym zakresie nie można ponadto sprzedawać za
                pośrednictwem księgarni (nawet zaprzyjaźnionych) zarówno ze względu na
                niemożliwość wystawienia rachunku przez osobę fizyczną, jak i 22% VAT na
                książki nie oznaczone numerem ISBN."
                "Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy od kilku lat łącznie, w
                wydawnictwie tego nie wiedzą, "efektem jest publikacja tekstów (...) nawet
                zawierających błędy ortograficzne." Profesjonaliści z My Booka są też na bakier
                z logiką, bo skoro osoba fizyczna nie może sprzedawać książek, to jakie
                znaczenie ma stawka podatkowa? Nic mi też dotąd nie było wiadomo, że nie wolno
                sprzedawać książek nieoznaczonych numerem ISBN, myślałem, że po prostu są one o
                te 22% droższe. Ale na prawie podatkowym się nie znam, pewnie jest tak, jak
                pisze My Book, tylko co za to grozi, bo chyba nie rozstrzeliwują?
                Frapująca jest ta liczba mnoga: autor nie może sprzedawać "za pośrednictwem
                księgarni (nawet zaprzyjaźnionych)". A w jakich to księgarniach poza własną My
                Book sprzedaje wydawane przez siebie książki? W żadnych. Jakie więc ma
                znaczenie, że autor nie może sprzedawać, skoro wydawnictwo może, ale nie
                sprzedaje?
                Profesjonaliści z My Booka chwalą się: "nadajemy książkom numer ISBN", zaś
                analizowana odpowiedź sugeruje, że osoba fizyczna nie może uzyskać numeru ISBN.
                Jest to nieprawda, o numer ISBN do Biblioteki Narodowej może wystąpić każdy i
                każdy sam może swojej książce nadać numer ISBN. Nie musi za to płacić My
                Bookowi. Jak się nazywa profesjonalne wciskanie kitu klientowi, żeby sprzedać
                mu to, co klient może dostać za darmo?
                Idźmy dalej:
                "Autor ma także możliwość zamówienia swojej książki (z rabatem) do dystrybucji
                we własnym zakresie."
                Czyli autor ma zlecić My Bookowi druk książki, bo sam nie może jej sprzedawać,
                ale może od My Booka odkupić swoją książkę, żeby ją samemu sprzedawać.

                Ajtra pisze, że nie narzeka na sprzedaż książki (malkontenci, bierzcie
                przykład!), więc zainteresowałem się nakładami. Zwykle wydawnictwa skrzętnie
                ukrywają, jaki jest podstawowy nakład, ale jak tylko książka osiągnie
                ponadprzeciętną sprzedaż, krzyczą "bestseller" i chwalą się tym, gdzie mogą.
                Profesjonaliści z My Booka postępują odwrotnie: podstawowy nakład podają
                (egzemplarze autorskie i obowiązkowe), ale cicho sza, jaki nakład osiągnęły
                mybookowe bestsellery. To może Ajtra nam ujawni, jaka to sprzedaż, z której
                jest zadowolona?

                Paweł
                • autumna Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 13:52
                  "Nie" z imiesłowami przymiotnikowymi piszemy od kilku lat łącznie, w
                  > wydawnictwie tego nie wiedzą

                  No, akurat tutaj Ty jesteś na bakier:

                  "Podane zasady dotyczące pisowni zaprzeczonych imiesłowów przymiotnikowych są nowością w polskiej ortografii. Oparte są na uchwale Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN z dnia 9 grudnia 1997 r. Dotychczasowe przepisy kazały pisać rozdzielnie imiesłowy użyte czasownikowo, a łącznie imiesłowy użyte przymiotnikowo.
                  Choć nowa zasada ***dopuszcza jako oboczną rozdzielną pisownię imiesłowów w użyciu czasownikowym***, w niniejszym słowniku zapisaliśmy wszystkie zaprzeczone imiesłowy przymiotnikowe w pisowni łącznej."
                  slowniki.pwn.pl/zasady/629516_1.html
                  • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 14:58
                    No tak, ale tu mamy użycie przymiotnikowe, czyli według starych zasad też
                    napisałoby się łącznie. Oboczność dopuszczono, gdyż zmiana jest radykalna i
                    wielu przypadkach np. "niemający" nowa pisowania raziła. Powodem zmiany zasad
                    było zaś to, że często trudne czy wręcz niemożliwe było ustalenie, czy użycie
                    jest przymiotnikowe czy czasownikowe. Nowe zasady miały przeciąć te dywagacje
                    przypominające dzielenie włosa na czworo. Stąd nowa pisownia jest zalecana,
                    żeby uniknąć mimowolnych błędów.
                    Przyznam, że powinienem był to napisać w pierwszym poście, ale biorąc pod
                    uwagę, że redaktorzy My Booka nie bardzo potrafią formułować swoje myśli (chcą
                    napisać, że książka bez ISBN jest droższa, a wychodzi im, że nie wolno jej
                    sprzedawać), nie jestem przekonany co do ich sprawności językowej i nadal
                    skłaniam się ku przekonaniu, że błąd wynika z nieznajomości nowych zasad, a nie
                    ze świadomego stosowania starych. Jak chyba jednoznacznie dowiodłem w
                    poprzednim poście, to nie są ludzie, dla których książka i język stanowią
                    wartość samą w sobie, tylko ludzie, którzy zwietrzyli świetny interes w tym, że
                    wielu autorów i jeszcze więcej grafomanów nie ma gdzie publikować, a obecne
                    możliwości techniczne umożliwiają prowadzenie takiej właśnie firmy.

                    Paweł
                    • autumna Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 15:40
                      > poprzednim poście, to nie są ludzie, dla których książka i język stanowią
                      > wartość samą w sobie, tylko ludzie, którzy zwietrzyli świetny interes w tym, że
                      >
                      > wielu autorów i jeszcze więcej grafomanów nie ma gdzie publikować, a obecne
                      > możliwości techniczne umożliwiają prowadzenie takiej właśnie firmy.

                      A widzisz w tym coś nagannego? Wpisz sobie w google hasło "self-publishing", zobaczysz, ile Ci wydawnictw zachodnich tego typu wyskoczy. Tylko nie wiem, czy to taki świetny interes, bo w Polsce ludzie kasy na takie fanaberie raczej nie mają.
                      • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 19:39
                        Sama idea jest świetna, takie wydawnictwa są potrzebne i szczerze
                        powiedziawszy, gdybym nie miał innego zajęcia, to z chęcią sam bym się czymś
                        takim zajął. Tylko że My Book nie przypomina prywatnej przychodni otwartej po
                        to, by leczyć ludzi, a przy okazji zarobić, tylko prywatną przychodnię, która
                        ma przede wszystkim zarobić, a przy okazji leczyć ludzi.
                        Wydanie książki to nie tylko jej przygotowanie i druk, ale też dystrybucja i
                        promocja. My Book jest de facto taką bardziej rozbudowaną drukarnią, która
                        sprawdza otrzymany tekst. W porządku, nie ma obowiązku być niczym więcej. Tylko
                        niech o tym klientom uczciwie powie, a nie wciska kit. My Book jest idealny dla
                        ludzi, którzy chcą wydać swoją książkę i rozdać ją znajomym, a zarazem gotowi
                        są zapłacić kompleksowo za rzeczy, które po części mogliby dostać za darmo jak
                        ISBN (ale trzeba wysłać list) lub musieliby zlecać osobno (redakcja). I gdyby
                        My Book to tak przedstawiał, nie napisałbym o nich złego słowa. Sugerowanie,
                        jak w przypadku ISBN, że klient może coś dostać tylko za ich pośrednictwem,
                        jest nieuczciwe. A ja mam alergię na ludzi nieuczciwych. Taki już staroświecki
                        jestem.

                        Paweł
                        • ajtra Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 22:20
                          Szwedzka napisał:..."My Book jest de facto taką bardziej rozbudowaną
                          drukarnią, która sprawdza otrzymany tekst. W porządku, nie ma obowiązku być
                          niczym więcej. Tylko niech o tym klientom uczciwie powie, a nie wciska kit. My
                          Book jest idealny dla ludzi, którzy chcą wydać swoją książkę i rozdać ją
                          znajomym, a zarazem gotowi są zapłacić kompleksowo za rzeczy, które po części
                          mogliby dostać za darmo jak ISBN (ale trzeba wysłać list) lub musieliby zlecać
                          osobno (redakcja). I gdyby My Book to tak przedstawiał, nie napisałbym o nich
                          złego słowa. Sugerowanie,jak w przypadku ISBN, że klient może coś dostać tylko
                          za ich pośrednictwem, jest nieuczciwe. A ja mam alergię na ludzi nieuczciwych.
                          Taki już staroświecki jestem."
                          A ja mam alergię na ludzi, którzy wypisują takie brednie jak Ty. Przeczytaj
                          dokładnie ofertę Wydawnictwa My Book, zapoznaj się z treścią ścieżki
                          wydawniczej. Nikt tam nikomu kitu nie wciska, jak to określiłeś. To Ty wciskasz
                          tutaj swój kit, na temat Wydawnictwa My Book, początkującym i nie tylko
                          początkującym autorom. Nie szkoda Ci energii? Jeśli ktoś będzie chciał wydać
                          swoją książkę w My Book, to i tak ją wyda.
                          I nie pleć więcej bzdur, że My Book to taka bardziej rozbudowana drukarnia, bo
                          aż mi za Ciebie wstyd.
                          • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 22:51
                            "Wypisujesz brednie", "nie pleć bzdur", a może tak konkretnie, gdzie te brednie
                            i gdzie te bzdury? "Nikt tam nikomu kitu nie wciska, jak to określiłeś." Tylko
                            że ja konkretnie napisałem, na czym to wciskanie kitu polega, może byś się do
                            tego odniosła, zamiast wygłaszać po prostu sprzeciw, bo Twoja wypowiedź
                            przypomina zaprzeczenia małego dziecka umorusanego czekoladą: wcale tych
                            pralinek nie ruszałem!
                            Widzę, że nie tylko między wierszami nie potrafisz czytać, ale i tekstu
                            podanego wprost: ścieżkę wydawniczą przeczytałem, stamtąd dowiedziałem się jaki
                            jest nakład w wydawnictwie i stamtąd pochodził cytat, że autor może sam
                            sprzedawać swoją książkę (chociaż w FAQ wydawnictwo twierdzi, że autor sam nie
                            może sprzedawać swojej książki - może do tej sprzeczności się ustosunkujesz?).
                            W ścieżce nie ma nic, co by podważało moją tezę, że My Book to wydawnictwo,
                            które pomija dwa istotne etapy publikacji książki: jej dystrybucję i
                            promocję.
                            "Jeśli ktoś będzie chciał wydać swoją książkę w My Book, to i tak ją wyda."
                            Święta prawda i jestem za tym, że jak chce, to żeby wydawał. Ale jak ktoś chce
                            książkę w My Book wydać, bo chce mieć na swojej książce ISBN, a myśli, że bez
                            My Booka jest to niemożliwe (bo taki kit wciska My Book autorom, ale
                            zauważyłem, że o konkretach rozmawiać nie lubisz), to się przynajmniej dowie,
                            że to nieprawda.

                            Paweł
                            • ajtra Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 23:37
                              Szwedzka napisał: "Ale jak ktoś chce książkę w My Book wydać, bo chce mieć na
                              swojej książce ISBN, a myśli, że bez My Booka jest to niemożliwe (bo taki kit
                              wciska My Book autorom, ale zauważyłem, że o konkretach rozmawiać nie lubisz),
                              to się przynajmniej dowie, że to nieprawda."

                              Jak widzę, Ty wiesz lepiej co myśli początkujący autor. Według Ciebie,
                              początkujący autor, to taki trochę tuman, który myśli, że bez My Book nie może
                              mieć na swojej książce ISBN.
                              A teraz a propos konkretów. Zacytuj mi fragment z oferty Wydawnictwa My Book,
                              w ktorym Wydawnictwo informuje autorów, że nadanie książkom ISBN nie jest
                              możliwe bez pomocy My Book.



                              • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 00:28
                                Myślę, że początkujący autor to taki człowiek, który nie ma pojęcia, jak
                                wygląda procedura nadawania ISBN, bo i skąd. Jest to wiedza fachowa potrzebna
                                wydawcom, a nie autorom.
                                Widzę, że ze wszystkich konkretów, o które pytałem ostał się tylko ISBN, czy w
                                pamięci zostaje Ci tylko końcówka postu, czy na inne rzeczy po prostu nie
                                umiesz odpowiedzieć? Wydawnictwo nie informuje, że nadanie książkom numeru ISBN
                                nie jest możliwe bez pomocy My Booka, bo wtedy popełniałoby przestępstwo z
                                punktu widzenia ustawy o zwalczaniu nieuczciwej korespondencji, tylko to
                                autorom sugeruje i taki był mój zarzut. Najpierw się chwali, że nadaje książkom
                                numer ISBN, jakby to był jakiś szczególny powód, żeby zlecić mu druk (sorry,
                                wydanie książki), a potem pisze, że osoba fizyczna nie może sprzedawać książek,
                                bo między innymi VAT na książki nieoznaczone ISBN-em wynosi 22%. Czyli że osoba
                                fizyczna nie może oznaczyć książki numerem ISBN, innej konkluzji z tego zdania
                                nie można wysnuć, jeśli potrafisz, chętnie się dowiem, jak inaczej rozumieć to
                                zdanie. W innym miejscu My Book długo tłumaczy, jakie zalety ma książka
                                oznaczona ISBN-em. Jakby to wydawnictwo potrafiło przyciągnąć klientów czymś
                                innym, to nie robiłoby wielkiego halo wokół numeru ISBN, którego nadanie jest
                                proste, banalne i bezpłatne.

                                Paweł
                                • ajtra Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 10:24
                                  Szwedzka napisał: "Widzę, że ze wszystkich konkretów, o które pytałem ostał się
                                  tylko ISBN, czy w pamięci zostaje Ci tylko końcówka postu, czy na inne rzeczy
                                  po prostu nie umiesz odpowiedzieć?"

                                  Nie widzę sensu odpowiadania na inne Twoje pytania, bo Ty i tak wiesz lepiej
                                  jak powinna brzmieć moja odpowiedź.

                                  Szwedzka napisał: "Jakby to wydawnictwo potrafiło przyciągnąć klientów czymś
                                  innym, to nie robiłoby wielkiego halo wokół numeru ISBN, którego nadanie jest
                                  proste, banalne i bezpłatne."

                                  Jak narazie, to Ty robisz wielkie halo wokół numeru ISBN. Wyobraź sobie,że
                                  jako początkująca autorka miałam jednak pojęcie jak wygląda procedura
                                  nadawania ISBN.

                                  Napisałeś: " Myślę, że początkujący autor to taki człowiek, który nie ma
                                  pojęcia, jak wygląda procedura nadawania ISBN, bo i skąd."

                                  Wiesz, początkujacy autor jest jednak bardziej rozgarnięty, niż myślisz.
                            • autumna Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 12:59
                              >sprzedawać swoją książkę (chociaż w FAQ wydawnictwo twierdzi, że autor sam nie
                              > może sprzedawać swojej książki - może do tej sprzeczności się ustosunkujesz?)

                              Ja się ustosunkuję. Nie widzę,żeby było napisane, że autor nie może sam sprzedawać swojej książki. Napisane jest, że nie może sprzedawać przez księgarnie, bo te żądają faktur. Ale nikt nikomu nie zabrania sprzedaży własnej książki np. na Allegro.
                              Całość generalnie wygląda jak typowy zachodni self-publishing, np.
                              www.iuniverse.com/book-publishing
                              Zauważ, że książki z powyższego też są dostępne tylko przez internet na stronie wydawnictwa; owszem, możesz mieć w Amazonie - ale za dodatkowe 150 dolców.
                              • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 13:39
                                >Ale nikt nikomu nie zabrania sprzedaży własnej książki np. na Allegro.

                                Owszem, zabrania. Ustawa o działalności gospodarczej. Grzywna 5 tys. Na Allegro
                                bez własnej działalności możesz sprzedawać używane rzeczy do 1000 zł
                                miesięcznie, a nie książkę wyprodukowaną w celu sprzedaży. Do tego musisz mieć
                                zarejestrowaną działalnośc. A jak masz zarejestrowaną działalność, to MyBook do
                                niczego niepotrzebny.

                                > Całość generalnie wygląda jak typowy zachodni self-publishing,
                                > Zauważ, że książki z powyższego też są dostępne tylko przez internet na
                                stronie
                                > wydawnictwa; owszem, możesz mieć w Amazonie - ale za dodatkowe 150 dolców.

                                No to jest to diametralna różnica, jeżeli za dodatkową opłatą książka może
                                trafić do realnej sprzedaży. Decyzja należy do autora, czy mu na tym zależy i
                                czy chce za to zapłacić. My Book nie oferuje umieszczenia książki w Merlinie
                                nawet za dodatkową opłatą, czyli książka wydana przez My Book z definicji nie
                                ma szans trafienia do realnej sprzedaży.

                                Paweł
                                • ajtra Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 14:37
                                  Szwedzka napisał: " ...książka wydana przez My Book z definicji nie
                                  ma szans trafienia do realnej sprzedaży."

                                  Oj jak Ty bredzisz Pawełku, jak bredzisz. Ale bredź sobie dalej...
                              • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 13:48
                                Zauważ też, że wymienione przez Ciebie zachodnie wydawnictwo oferuje również
                                promocję książki, pisząc, że książka bez promocji nie ma szans na sprzedaż.
                                Owszem, masz rację, idea jest taka sama, tylko że ja nie atakuję idei, a jej
                                realizację przez My Booka, które dystrybucję i promocję całkowicie pomija.

                                Paweł
                            • ajtra Re: Ach, te imiesłowy... 01.10.05, 23:43
                              Szwedzka zapytała: "A jeszcze zadałem Ci pytanie o nakład, w jakim sprzedała
                              się Twoja książka.
                              > Napisałaś, że jesteś zadowolona ze sprzedaży, więc jaki to nakład?"

                              Zadowalający, Panie Ciekawski.
                              • szwedzka Re: Ach, te imiesłowy... 02.10.05, 00:34
                                Myślę, że ta odpowiedź jest jednoznaczna. Ja rozumiem, że dla autora, który
                                obawiał się, że nie sprzeda żadnej swojej książki, sprzedaż trzech czy pięciu
                                egzemplarzy jest wielkim sukcesem. Nawiasem mówiąc, całkowicie słusznie, zawsze
                                byłem zdania, że książkę warto napisać czy przetłumaczyć choćby dla jednego
                                czytelnika.
                                Nie jest to jednak powód do chwały dla wydawnictwa i dlatego nie dowiemy się,
                                jakie nakłady osiągają książki My Booka.

                                Paweł
                                  • senseeko Re: My Book... 02.10.05, 20:51
                                    ajtra napisała:

                                    > W którymś z postów napisałeś, że jesteś tłumaczem. Nie rozumiem więc, dlaczego
                                    >
                                    > zachowujesz się jak księgowy.

                                    A ja nie rozumiem czemu atakujesz Pawła, który tylko uświadamia początkującym
                                    autorom ryzyko wykładania wielkiej kasy na wydanie książki, której nikt poza
                                    poinformowanymi znajomymi nie kupi.
                                    Nie pisze się książki po to, żeby ja wydać, tylko po to, żeby była czytana.
                                    My Book liczy sobie sporo za wydanie książki natomiast, jak juz napisał Paweł,
                                    kompletnie pomija promocję. I tu moim zdaniem jest pies pogrzebany.
                                    Bo wielu autorów moze i byłoby w stanie wysupłać jakieś fundusze na wydanie
                                    książki własnym sumptem gdyby miało pewność, że trafi ona potem do księgarń i
                                    zupełnie obcy człowiek będzie mógł ja nabyć jesli tylko zechce.
                                    A im więcej tych obcych ludzi ją nabędzie tym większa szansa, że autor wyjdzie
                                    przynajmniej na zero, a moze nawet cos zarobi dzięki czemu będzie miał z czego
                                    życ podczas pisania kolejnej ksiązki ;-)
                                    Bronisz My Booka jakbyś była co najmniej jego specem od PR, ale gdy Cię
                                    szwedzka zapytał konkretnie o nakład, czy o to ile faktycznie egzemplarzy
                                    Twojej książki się sprzedało (dodajmy - w jakim czasie) zamiast odpowiedzieć -
                                    zamilkłaś. Z jednej strony dobrze to o Tobie świadczy, że nie podałas liczby
                                    wziętej z sufitu a więc jesteś osobą uczciwą, z drugiej, może sugerować, że
                                    wstydzisz się podać ile egzemplarzy sprzedało się do tej pory, bo jest to
                                    bardzo mała ilość. A to pośrednio sugeruje, że nie warto jednak sobie głowy
                                    MyBookiem zawracać.
                                    Tylko po co się tak zaraz denerwować i uciekać w argumenty ad personam?
          • czarnaba trochę przesadziłaś :)) 30.09.05, 10:27
            Trochę przesadziłaś, Moony. Na pewno bywają i takie sytuacje, ale nie dotyczą
            one prawdziwej literatury, tej pisanej z sercem, co zjednuje czytelnika.
            Twierdzę, że czytelnika nie da się oszukać. Niech będzie to wielkie nazwisko i
            szum medialny; uważny, zawiedziony czytelnik pozna się na tym i powie: to jest
            kit! Nie wszystkimi książkami Gretkowskierj czy Pilcha się zachwycamy, może
            niektóre z nich pisane były na takie "zamówienie", o jakim tu mówisz.
            Ktoś tu wspominal o JKR, że dobrze o niej od czasu do czasu pomyśleć dążąc
            uparcie do celu. I to jest dobry przykład. Moja córka sięgnęła po jej słynne
            już książki dopiero po obejrzeniu pewnego dokumentu, bo JKR z taką pasją i
            miłością mówiła o swojej pracy, że trzeba było sprawdzić, co z tego zostało
            przelane na kartki jej powieści. I nie zawiodła się.
            Więc nie bądżmy aż tacy sceptyczni, więcej optymizmu, kochani :))
            Żeby nie być gołosłowną powiem, że i ja wydałam ostatnio, w tych dniach,
            skromną książeczkę. Głęboko wierzę, że to dzięki temu, że włożyłam w nią tyle
            serca. I mniejsza o kasę - ta dla fanatyków pióra naprawdę nie jest ważna.
            Pozdrawiam optymistycznie :))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka