Dodaj do ulubionych

Czy autor ma prawo znać wielkość nakładu?

13.02.06, 20:26
Czy ktos mógłby podać mi namiary na akty prawne, z których jasno wynika, że
autor moze się domagać informacji ile faktycznie książek zostało
wydrukowanych?
Wydawnictwo zasłania się tajemnicą handlową. Nie bardzo chce mi się wierzyć
by miało do tego prawo wobec autora.
Obserwuj wątek
    • rekwizytornia Re: Czy autor ma prawo znać wielkość nakładu? 14.02.06, 09:32
      Lauro, artykuł 47 wspomnianej ustawy o prawie autorskim:

      >>Jeżeli wynagrodzenie twórcy zależy od wysokości wpływów z korzystania z
      utworu, twórca ma prawo do otrzymania informacji i wglądu w niezbędnym zakresie
      do dokumentacji mającej istotne znaczenie dla określenia wysokości tego
      wynagrodzenia.<<

      Zresztą polecam cały rozdział 5 do uważnej lektury, ciekawych rzeczy można się
      z niego dowiedzieć.

      Więc jeśli zależy, to wydawca może się bujać. Poza tym jesteś autorką, a nie
      panią sprzątającą budynek po drugiej stronie ulicy, masz prawo wiedzieć, w
      jakim nakładzie wychodzi Twoja książka. Zwłaszcza że to powinno być w umowie,
      ale czasami umowy to jedno, a rzeczywistość drugie :-/

      Pozdrawiam
      Rekwizytornia
      • teano_laura Re: Czy autor ma prawo znać wielkość nakładu? 14.02.06, 09:59
        rekwizytornia napisała:

        > Lauro, artykuł 47 wspomnianej ustawy o prawie autorskim:
        >
        > >>Jeżeli wynagrodzenie twórcy zależy od wysokości wpływów z korzystania
        > z
        > utworu, twórca ma prawo do otrzymania informacji i wglądu w niezbędnym
        zakresie
        >
        > do dokumentacji mającej istotne znaczenie dla określenia wysokości tego
        > wynagrodzenia.<<

        Czy Twoim zdaniem na podstawie tegoż artykułu autor może się dowiadywać ile
        jest jeszcze egzemplarzy niesprzedanych?
        I ile w ogóle fizycznie egzemplarzy istnieje? W sumie wiedząc ile ich powstało
        moze szacować jakoś wysokość swego wynagrodzenia i kontrolować, czy książka
        jest prawidłowo dystrybuowana, prawda?

        >
        > Zresztą polecam cały rozdział 5 do uważnej lektury, ciekawych rzeczy można
        się
        > z niego dowiedzieć.

        Zaraz się wczytam, dzięki!
        Jeśli ktoś jeszcze ma sugestie jakieś, to poproszę
    • autumna właściwy paragraf (ust. o prawie autorskim) 14.02.06, 09:53
      "Art. 47.
      Jeżeli wynagrodzenie twórcy zależy od wysokości wpływów z korzystania z utworu,
      twórca ma prawo do otrzymania informacji i wglądu w niezbędnym zakresie do dokumentacji
      mającej istotne znaczenie dla określenia wysokości tego wynagrodzenia."

      Prawnikiem nie jestem, ale jak dla mnie, to z powyższego jasno wynika, że "tajemnicy handlowej" przed autorem wydawnictwo mieć nie może. I chyba też jest to w interesie samego wydawnictwa, chociażby po to, by np. wyłapać pirackie kopie. Bo jezeli wydrukowali 100 egz, to wiadomo, że tyle ich powinno krazyc po rynku i ani sztuki więcej.
      • rekwizytornia Re: właściwy paragraf (ust. o prawie autorskim) 14.02.06, 10:45
        Również nie jestem, ale miałam zajęcia z prawa autorskiego z prawnikiem takowym
        właśnie, który zwrócił (a raczej zwróciła) naszą uwagę na tenże artykuł ustawy.
        Wydawca musi udzielić autorowi WSZYSTKICH informacji niezbędnych do ustalenia
        rzeczywistego dochodu z jego książek, w tym np. informacji o tym, czy np. nie
        są one sprzedawane taniej lub drożej niż miały być. Mało tego, autor nie
        powinien się o te informacje dobijać, należą mu się jak psu buda. O drukowaniu
        na lewo książek przez znanych wydawców chyba już wszyscy słyszeli. Numerowane
        nakłady znikąd się nie wzięły, niestety.

        Tak, Lauro, ten artykuł w zupełności Ci wystarczy. Wydawca ma obowiązek
        ustawowy, howgh. Nie jesteś osobą postronną, tylko stroną w umowie, czyli żadna
        tajemnica handlowa nie wchodzi w grę. Stworzyłaś produkt, dostajesz
        wynagrodzenie z tytułu każdego sprzedanego egzemplarza, a więc masz pełne prawo
        wiedzieć, ile tych egzemplarzy w ogóle jest, ile się sprzedało i za jaką kwotę.
        Bo jak inaczej wydawca miałby uzasadnić fakt, że wypłacił Ci np. za grudzień
        375 złotych, a nie 436? Mało tego, inny artykuł ustawy mówi o tym, że masz
        prawo nadzorować, w jaki sposób wydawca korzysta z Twojego utworu! To bodajże
        rozdział o autorskich prawach osobistych.

        Pozdrawiam
        Rekwizytornia
          • senseeko Re: właściwy paragraf (ust. o prawie autorskim) 14.02.06, 14:42
            spacey1 napisała:

            > Wydaje mi się jednakowoż, że należy rozróżnić nakład od sprzedaży. Wydawca nie
            > musi informować o nakładzie, no chyba, że wynagrodzenie zależy właśnie od
            > nakładu, ale nie sądzę.

            A dlaczego wydawca miałby ukrywać wielkość nakładu, skoro nakład jest właśnie
            po to, aby został sprzedany? Chyba, że jest jakiś inny cel, o ktorym autor nie
            wie. Ale jaki może być inny cel oprócz sprzedaży? To, ze nakład jest po to aby
            go sprzedać świadczy o bezpośrednim związku nakładu ze sprzedażą, (a co za tym
            idzie z wynagrodzeniem autora) dlatego moim zdaniem podlega pod paragraf
            rzeczonej ustawy.
            No chyba, że wydawnictwo po cichu robi dodruki, do których nie chce się
            przyznać.
            Albo chce dążyć do generowania strat. Ale to nie może być celem nakładu.
            • spacey1 Re: właściwy paragraf (ust. o prawie autorskim) 14.02.06, 15:41
              Nie o to chodzi. Nakład jest rezultatem jakichś szacunków, nie wiadomo tak
              naprawdę, ile danej książki się sprzeda.
              W związku z przeszacowanym nakładem wydawca nie odnosi żadnej korzyści, a wręcz
              przeciwnie, ponosi straty. Nie chodzi o to, aby wydawca ukrywał wielkośc
              nakładu, ale o to, że autor tak naprawdę nie jest wynagradzany od nakładu, lecz
              od sprzedaży. I ta informacja tak naprawdę nic nie wnosi do sprawy.
              Sytuacja, kiedy nakład jest przeszacowany i koszty tego przeszacowania zjadają
              sporą część zysku jest dośc częsta w wydawnictwach. To oczywiście autora nie
              interesuje, i nie musi, i tak czy owak musi otrzymać swoje wynagrodzenie.
              • skajstop Hallo, tu kontrola nakładu :) 14.02.06, 16:13
                spacey1 napisała:

                > Nie o to chodzi. Nakład jest rezultatem jakichś szacunków, nie wiadomo tak
                > naprawdę, ile danej książki się sprzeda.

                Zaraz, ale dlaczego tak komplikujesz sprawę? :P
                Przecież robi się nakład podstawowy - jasne, że nikt nie jest wróżką, ani
                wydawca, ani hurtownik.
                Jeżeli książka idzie, to robi się dodruki.

                Autor ma prawo właściwie co do egzemplarza znać stan faktyczny. Nikt mu łaski
                nie robi, to wynika jasno z prawa autorskiego. To, że ludzie nie korzystają ze
                swoich praw, to już całkiem inna sprawa. Jedni nie korzystają w tym punkcie, bo
                np. mają względne zaufanie do wydawcy, inni z niewiedzy.
                Ale jeśli autor zażąda podania mu wysokości nakładu wydrukowanego i stan
                sprzedaży, a wydawca odmówi - to powinno stać sie poważnym sygnałem alarmowym,
                że coś jest nie tak. Przynajmniej ja tak uważam :)
                  • teano_laura Re: Hallo, tu kontrola nakładu :) 14.02.06, 17:36
                    millefiori napisała:

                    > Podpisuje sie pod opinia Skajstopa.
                    >
                    > Lauro, jak w Twojej umowie sformulowano zasady rozliczen?

                    Procent od sprzedaży, rozliczenie kwartalne, jeśli o to pytasz.
                    Ale problem (mój) leży gdzie indziej.
                    Książka została wydrukowana z błędami. Niewielkimi, ale ja to przecież firmuję.
                    Więc chciałabym wiedzieć ile tego badziewia poszło na rynek, a ile jeszcze
                    czeka na sprzedanie. Bo Wydawca twierdzi, że wydruk poprawionych egzemplarzy
                    będzie po wyczerpaniu tego nakładu.
                    Tymczasem wydawnictwo zasłania się tajemnicą handlową, do czego, jak uważam,
                    nie ma prawa.
                    Nie wiem też jak się zabezpieczyć przed ewentualnością dodruku tych błednych
                    egzemplarzy.
                    Jak wiecie - wydawnictwo jest dość specyficzne :)
                • spacey1 Re: Hallo, tu kontrola nakładu :) 14.02.06, 16:33
                  Zgadzam się oczywiście, że jeśli wydawca nie chce udzielić info o nakładzie to
                  jest podejrzane. Mówiłam tylko o tym, że ta informacja tak naprawdę nie jest
                  istotna dla autora.
                  Co zaś do komplikowania spraw, to niestety sprawa nakładu nie jest taka prosta
                  dla wydawcy. Wydawnictwo musi się starać optymalnie ustalić pierwszy nakład,
                  gdyż cena jednostkowa egzemplarza (cena druku oczywiście) ściśle zależy od
                  wielkości nakładu. Są bardzo duże różnice w cenie druku za egz przy 1 tys egz i
                  przy 5 tys egz. Kolosalne.
                  Ponadto na dodruk czeka się kilka tygodni (najmniej dwa) a niektóre wydawnictwa
                  i niektóre kanały sprzedaży mają taką specyfikę, że nie może być przerwy w
                  dostępności tytułu. Czasem jest to równoważne ze stratą bardzo dużej części
                  sprzedaży. Tak więc wydawnictwa, w których pracy się orientuję, nie robią
                  pierwszego nakładu na poziomie minimum, a potem się zobaczy. Robią go na
                  poziomie najbliższym całkowitym oczekiwaniom co do wielkości sprzedaży. A jak
                  wiadomo tu można się łatwo pomylić.

                  • skajstop Re: Hallo, tu kontrola nakładu :) 14.02.06, 17:21
                    spacey1 napisała:

                    > Zgadzam się oczywiście, że jeśli wydawca nie chce udzielić info o nakładzie to
                    > jest podejrzane. Mówiłam tylko o tym, że ta informacja tak naprawdę nie jest
                    > istotna dla autora.

                    Wiesz, to oczywiście rzecz subiektywna, ale np. dla mnie jednak jest to ważna
                    informacja. Jeżeli mój wydawca powie, że drukuje pierwszy nakład na poziomie np.
                    500 egz., od razu grzecznie mu podziękuję. Jeżeli powie, że chce go zrobić na
                    poziomie 50 tysięcy, będę wiedział, że plany ma wielkie, ale o rynku pojęcie małe.

                    Wielkość pierwszego nakładu pozwala ocenić nie tylko zamiary wydawcy, ale i jego
                    możliwości. Sama zobacz: ile trzeba mieć w ręku wydrukowanych egzemplarzy, aby
                    wejść w sieć Empików i Matrasu? Jeżeli wydawca robi nakład w wysokości
                    wielokrotnie niższej, to wiem, że mojej ksiązki tam nie będzie...

                    > Co zaś do komplikowania spraw, to niestety sprawa nakładu nie jest taka prosta
                    > dla wydawcy. Wydawnictwo musi się starać optymalnie ustalić pierwszy nakład,
                    > gdyż cena jednostkowa egzemplarza (cena druku oczywiście) ściśle zależy od
                    > wielkości nakładu. Są bardzo duże różnice w cenie druku za egz przy 1 tys egz
                    > i przy 5 tys egz. Kolosalne.

                    Nikt tu przeciez tego nie kwestionuje :-)

                    > Ponadto na dodruk czeka się kilka tygodni (najmniej dwa) a niektóre
                    > wydawnictwa i niektóre kanały sprzedaży mają taką specyfikę, że nie może być
                    > przerwy w dostępności tytułu. Czasem jest to równoważne ze stratą bardzo dużej
                    > części sprzedaży. Tak więc wydawnictwa, w których pracy się orientuję, nie
                    > robią pierwszego nakładu na poziomie minimum, a potem się zobaczy. Robią go na
                    > poziomie najbliższym całkowitym oczekiwaniom co do wielkości sprzedaży. A jak
                    > wiadomo tu można się łatwo pomylić.

                    Dlatego niektórzy wydawcy, w tym i mój, wcale nie robią dodruku dopiero wtedy,
                    gdy pierwszy nakład sie wyczerpie, tylko gdy widać, że trzeba mieć egz. które za
                    chwilę będą potrzebne :) ale to jest dygresja, Teano może polityka wydawców w
                    kwestii dodruków nie interesować...

                    Ja podtrzymam swój pogląd: to jest ważna dla autora czy autorki informacja. A
                    już odmawianie jej przez wydawcę jest po prostu bezprawiem. Nawet gdyby autor
                    miał z ta informacją nic dalej nie robić, ma do niej prawo.
                  • skajstop Jeszcze drobiazg 14.02.06, 17:27
                    spacey1 napisała:

                    > Co zaś do komplikowania spraw, to niestety sprawa nakładu nie jest taka prosta
                    > dla wydawcy. Wydawnictwo musi się starać optymalnie ustalić pierwszy nakład,
                    > gdyż cena jednostkowa egzemplarza (cena druku oczywiście) ściśle zależy od
                    > wielkości nakładu. Są bardzo duże różnice w cenie druku za egz przy 1 tys egz
                    > i przy 5 tys egz. Kolosalne.

                    Przeoczyłem wcześniej :) No jednak to przesada, że "kolosalne". O cyfrówkach
                    nawet nie będę dyskutować, bo to działalność hobbystyczna, ale powiedzmy, że
                    przy druku offsetowym jest to złotówka na egzemplarzu, może 1,50, zależy od
                    drukarni oraz grubości książki. Przy detalicznej cenie za książkę - złotych
                    kilkudziesiąt - nie ewentualna strata na druku kładzie wydawcę :)

          • rekwizytornia Re: właściwy paragraf (ust. o prawie autorskim) 14.02.06, 15:13
            Związek jest prosty.

            Wydawca zobowiązuje się opublikować książkę w nakładzie wysokości, dajmy na to,
            3000 egzemplarzy. Na lewo, bez wiedzy i zgody autora, robi dodruk 1000
            egzemplarzy. Po czym z legalnego nakładu sprzedaje 1500, z nielegalnego 1000,
            czyli razem 2500. Ale autorowi mówi, że niestety, poszło tylko 1500 egzemplarzy
            i za tyle mu zapłaci, a ten dodatkowy zysk zostawia w całości sobie.

            Tak więc znając nakład i wiedząc, ile egzemplarzy zostało sprzedanych, autor
            może wyciągnąć właściwy wniosek, to raz. Dwa, wydawca w swej umówie MUSI
            określić, w jakim nakładzie książkę wyda i nie wolno mu bez odpowiednich,
            pisemnych ustaleń z autorem tego nakładu zmienić. Trzy, proszę mi powiedzieć,
            czy to naprawdę jest taka wielka tajemnica? Zakładając, oczywiście, że wydawca
            jest uczciwy i nie ma nic do ukrycia.

            Tak na marginesie - na zajęciach z redaktorem naczelnym pewnego znanego
            wydawnictwa słyszałam krótki wykład pt. "jak wycisnąć z autora wszystko, nie
            dając mu nic lub niewiele". Metody robienia naiwniaków w konia itd. Krew się we
            mnie zagotowała, bo i chamskie to było, i niesamowicie cyniczne. I prawdziwe.
            Zaś ukrywanie przed autorem wysokości nakładu, dodruki na boku, ukrywanie
            wyników sprzedaży itd. do takich metod się zalicza - przynajmniej w moim
            odczuciu.
            • autumna nakład w umowie 14.02.06, 16:22
              > może wyciągnąć właściwy wniosek, to raz. Dwa, wydawca w swej umówie MUSI
              > określić, w jakim nakładzie książkę wyda i nie wolno mu bez odpowiednich

              Musi? Ja w poradnikach prawa autorskiego widziałam przykładowe umowy z klauzulą "Wielkośc nakładu ustala wydawca". I tyle, bez konkretnych liczb. Taki zapis mnie specjalnie nie dziwi, bo łaska czytelników na pstrym koniu jeździ i trudno powiedzieć, co chwyci, a co nie, a w ten sposób nie trzeba co 5 minut podpisywać aneksów. Ale robienie przed autorem tajemnicy z nakładu to jakiś dziwoląg.
              • millefiori Rozumiem, ze 15.02.06, 08:16
                Rozmawialas juz z wydawca i dostalas odpowiedz odmowna.
                W takim razie proponuje wejsc na oficjalna droge korespondencji przy uzyciu
                listow poleconych. Zaczelabym od pisma o mniej wiecej takiej tresci:

                PT Wydawca
                ...

                Szanowny Panie/Pani

                W nawiazaniu do naszej rozmowy[/rozmow (telefonicznych), korespondencji
                (niepotrzebne skreslic, wpisac rzeczywiste)] z dnia.... na temat wysokosci
                sprzedanego nakladu mojej ksiazki uprzejmie przypominam, ze taka informacje
                powinna zostac mi - jako Autorowi - przekazana, zgodnie z przepisami Ustawy o
                Prawie Autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U..., poz., par. pkt....).

                Zadaje pytanie o wysokosc nakladu oraz o planowany termin dodruku w trosce o
                dobro dziela, na ktorym mnie, jako Autorowi i Panu/Pani jako Wydawcy powinno
                szczegolnie zalezec (o czym mowi UoPAiPP, r. ... par... pkt.......). W pierwszej
                czesci nakladu w tekscie (?) nalazly sie bledy nie zawinione przeze mnie jako
                Autora. Zrozumiale jest wiec, ze nie chce dopuscic do ich powtorzenia w
                planowanym dodruku.

                Z powazaniem,
                ...."

                ----------------------


                Zauwazone bledy: jesli sa to np. przekrecenia, zbitki czy literowki, to mozesz
                domagac sie dolaczenia erraty do wydrukowanych juz egzemplarzy.
                • teano_laura Re: Rozumiem, ze 15.02.06, 10:11
                  millefiori napisała:

                  > Rozmawialas juz z wydawca i dostalas odpowiedz odmowna.
                  > W takim razie proponuje wejsc na oficjalna droge korespondencji przy uzyciu
                  > listow poleconych.

                  Wysłałam list polecony w poniedziałek. Na razie czekam na odzew. Nie
                  powoływałam się w nim na paragrafy, ale jeszcze nic straconego. Im więcej
                  bezskutecznych poleconych wyslę tym gorzej dla wydawnictwa, czyż nie?

                  > Zaczelabym od pisma o mniej wiecej takiej tresci:
                  /../
                  > W nawiazaniu do naszej rozmowy[/rozmow (telefonicznych), korespondencji
                  > (niepotrzebne skreslic, wpisac rzeczywiste)] z dnia.... na temat wysokosci
                  > sprzedanego nakladu mojej ksiazki uprzejmie przypominam, ze taka informacje
                  > powinna zostac mi - jako Autorowi - przekazana, zgodnie z przepisami Ustawy o
                  > Prawie Autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U..., poz., par. pkt....).

                  Wysokość sprzedaży znam, a przynajmniej mam oświadczenie mailowe, ze w ciągu
                  miesiąca sprzedało się tyle i tyle egzemplarzy.
                  >
                  >
                  > Zauwazone bledy: jesli sa to np. przekrecenia, zbitki czy literowki, to
                  mozesz
                  > domagac sie dolaczenia erraty do wydrukowanych juz egzemplarzy.

                  Nie bardzo sobie wyobrażam erratę w powieści obyczajowej ;-) "Zobaczcie jak ja
                  ładnie napisałam i jak ślicznie się poprawiam" :-)))

                  Poza tym błędy polegają głownie na tym, że w tekscie pojawiają się "puste"
                  wersy, ktore niepotrzebnie dzielą tekst sugerując np odstęp czasowy, albo o
                  zgrozo wskakuje koniec akapitu plus pusty wers w srodku czyjejś wypowiedzi, co
                  sugeruje, że druga część wypowiedzi jest np głosem narratora, albo odpowiedzią
                  interlokutora, a tak nie jest. Literówek prawie nie ma, są drobne zbitki,
                  czasem słowa, które miały być usunięte jako niepotrzebne, lub zmienione -
                  zostały, albo podrozdział zamiast zacząć się od nowej strony i nowego akapitu,
                  zmienia czcionkę na zwykłą, udając kolejne zdanie poprzedniego rozdziału.
                  Oczywiście czytelnik natychmiast się zorientuje, ze to błąd i nie weżmie tego
                  za jeden ciąg (mam przynajmniej taką nadzieję) ale nie wygląda to najlepiej.
                  W tej chwili przeglądam pdf robiąc już trzecią erratę, ale chcę wiedzieć ile
                  tych błednych egzemplarzy zostało i chcę mieć pewność (popartą jakimś
                  przepisem) że wydawnictwo nie zrobi dodruku bez mojej zgody, mimo, że w umowie
                  ma o tego prawo.

                  Wydaje mi się, że ustawa o prawie autorskim daje mi tę możliwość, by zabronić
                  wydawcy dodrukowywania?
                  Ale w tym celu musze wiedzieć ile egzemplarzy już istnieje. Jeśli nieiwele to
                  można by je po prostu wycofać i zastąpić poprawionymi. Jeśli duzo, to chyba
                  będzie problem, co?
                  Jak na razie nie mam tej informacji, ale poczekam jeszcze kilka dni - może
                  polecony nie dotarł,;-) choć pani na poczcie twierdziła, że "będzie jutro"
                  czyli wczoraj.
                  • autumna Re: Rozumiem, ze 15.02.06, 10:47
                    > Wydaje mi się, że ustawa o prawie autorskim daje mi tę możliwość, by zabronić
                    > wydawcy dodrukowywania?

                    Tu może być chyba kwestia sporna. Jeżeli dostałaś plik do korekty autorskiej, zaakceptowałaś jego wygląd i książka ukazała się dokładnie w takiej postaci, to podejrzewam, że możesz raczej pójść tylko na ugodę, tzn. poprawki pojawią się dopiero w dodrukach. Jeżeli wydrukowali co innego, niż Ci pokazali - masz prawo żądać wycofania wszystkich błędnych egemplarzy.
                    • teano_laura Re: Rozumiem, ze 15.02.06, 12:23
                      autumna napisała:

                      > > Wydaje mi się, że ustawa o prawie autorskim daje mi tę możliwość, by zabr
                      > onić
                      > > wydawcy dodrukowywania?
                      >
                      > Tu może być chyba kwestia sporna. Jeżeli dostałaś plik do korekty autorskiej,
                      z
                      > aakceptowałaś jego wygląd i książka ukazała się dokładnie w takiej postaci,
                      to
                      > podejrzewam, że możesz raczej pójść tylko na ugodę, tzn. poprawki pojawią się
                      d
                      > opiero w dodrukach. Jeżeli wydrukowali co innego, niż Ci pokazali - masz
                      prawo
                      > żądać wycofania wszystkich błędnych egemplarzy.
                      >
                      Dostałam do korekty autorskiej plik Worda, a gdy pytałam o plik po składzie i
                      łamaniu dowiedzialam się, że w przypadku druku cyfrowego będzie tylko konwersja
                      tegoż Worda do pdfu i w pdfie drukarnia nie jest w stanie zmienić nawet
                      przecinka.
                      Okazało się jednak, że między Wordem, ktory zaakceptowałam a pdfem, z którego
                      był wydruk, są różnice.

                      Jak wobec tego wygląda moja sytuacja?
                      • skajstop Skład 15.02.06, 12:37
                        teano_laura napisała:

                        > Dostałam do korekty autorskiej plik Worda, a gdy pytałam o plik po składzie i
                        > łamaniu dowiedzialam się, że w przypadku druku cyfrowego będzie tylko
                        > konwersja tegoż Worda do pdfu i w pdfie drukarnia nie jest w stanie zmienić
                        > nawet przecinka.

                        Swoją drogą ciekawy to wydawca, który do składu używa wordowskiego pliku od
                        autora... :)
                        Nie ma to jak profesjonalizm ;-D
                        • teano_laura Re: Skład 15.02.06, 12:44
                          skajstop napisał:

                          > Swoją drogą ciekawy to wydawca, który do składu używa wordowskiego pliku od
                          > autora... :)
                          > Nie ma to jak profesjonalizm ;-D

                          A czego się uzywa?
                          • skajstop Re: Skład 15.02.06, 13:55
                            teano_laura napisała:

                            > skajstop napisał:
                            > > Swoją drogą ciekawy to wydawca, który do składu używa wordowskiego pliku
                            > > od autora... :)
                            > > Nie ma to jak profesjonalizm ;-D
                            >
                            > A czego się uzywa?

                            Jakiegoś profesjonalnego programu do składu, jest ich kilka, na Maka albo peceta.
                            Word jest dobry do pisania, ale jako podstawy do składu to używa się go chyba
                            tylko na uczelniach, gdzie jak najmniejszym kosztem robi się skrypty. A i to nie
                            w tych szanujących się publikacjach :)

                            Choć co kto lubi... )

                        • autumna Re: Skład 15.02.06, 13:03
                          > Swoją drogą ciekawy to wydawca, który do składu używa wordowskiego pliku od
                          > autora... :)
                          > Nie ma to jak profesjonalizm ;-D

                          A niech i nawet kaligrafuje ręcznie, jego sprawa, byle efekt końcowy był dobry.
                        • teano_laura Re: Skład- sprostowanie 16.02.06, 18:32
                          skajstop napisał:

                          > teano_laura napisała:
                          >
                          > > Dostałam do korekty autorskiej plik Worda, a gdy pytałam o plik po składz
                          > ie i
                          > > łamaniu dowiedzialam się, że w przypadku druku cyfrowego będzie tylko
                          > > konwersja tegoż Worda do pdfu i w pdfie drukarnia nie jest w stanie zmien
                          > ić
                          > > nawet przecinka.
                          >
                          > Swoją drogą ciekawy to wydawca, który do składu używa wordowskiego pliku od
                          > autora... :)
                          > Nie ma to jak profesjonalizm ;-D

                          Jednak okazuje się, że wydawnictwo Fabuła również używa do składu innego
                          programu niż Word.
                          Pliki importowane są do programu składu i dopiero wtedy przekształcane na pdf.

                          To był skrót myślowy
                      • autumna Re: Rozumiem, ze 15.02.06, 12:59
                        > łamaniu dowiedzialam się, że w przypadku druku cyfrowego będzie tylko konwersja
                        > tegoż Worda do pdfu i w pdfie drukarnia nie jest w stanie zmienić nawet
                        > przecinka.

                        Nieprawda. Z pdf też potrafi się wydrukować nieprawidłowo. Na własne oczy widziałam, jak - prawdopodobnie coś było nie tak ze sterownikami drukarki - zamiast nawiasów kwadratowych oraz sredników wydrukowały sie puste kwadraciki. Nie ma tak, ze jak pdf jest ok, to już wydrukowi nie trzeba sie przyglądać.

                        Plik też potrafi się rozjechać przy konwersji do pdf. Do korekty autorskiej powinnaś była dostać dokładnie ten pdf, z którego miał być zrobiony wydruk, bo tylko wtedy jest mniej więcej pewne, że tekst wygląda tak samo na monitorze u wydawcy, jak i na Twoim i jest sens akceptować wygląd ksiązki. Przesyłanie plików Worda to jakieś kompletne nieporozumienie, na każdym komputerze wygląda inaczej. Mam z tym przykre doświadczenia jako autorka artykułów: brałam udział w paru konferencjach, zgodnie z wymaganiami organizatorów wysyłałam teksty jako doc, starannie sformatowany wg dostarczonego opisu, a w wersji końcowej wszystko się tak posypało, że wstyd się teraz do własnego dorobku przyznać.
                        • teano_laura Re: Rozumiem, ze 15.02.06, 16:02
                          autumna napisała:

                          > Nie ma t
                          > ak, ze jak pdf jest ok, to już wydrukowi nie trzeba sie przyglądać.
                          >
                          > Plik też potrafi się rozjechać przy konwersji do pdf. Do korekty autorskiej
                          pow
                          > innaś była dostać dokładnie ten pdf, z którego miał być zrobiony wydruk, bo
                          tyl
                          > ko wtedy jest mniej więcej pewne, że tekst wygląda tak samo na monitorze u
                          wyda
                          > wcy, jak i na Twoim i jest sens akceptować wygląd ksiązki.

                          Czy zatem powinnam była dostać wydruk próbny (na papierze) czy tez wydawca nie
                          ma takiego obowiązku? A jeśli ma, a go nie dopełnił, to czy moge egzemplarze
                          autorskie traktować jak wydruk próbny?
              • rekwizytornia Re: nakład w umowie 17.02.06, 23:41
                A tak na chłopski rozum, chociaż obie jesteśmy kobiałki - podpisałabyś umowę, w
                której wydawca zobowiązuje się wydać książkę w nakładzie, jaki akurat przyjdzie
                mu kiedyś tam do głowy? Takie "widzimisię"? Zapewne przed oczyma duszy jego, pal
                licho. Przecież to może być równie dobrze 5000, ale i 5 egzemplarzy. Ot, jak
                pisał Paweł - pan Jodłowski (bodajże, skleroza nie boli, niedobór magnezu - tak)
                wydrukował sobie jeden egzemplarz książki, na dowód, że ją wydał. I Twój wydawca
                zrobi tak samo i nikt mu nie będzie mógł nic zarzucić, bo przecież książkę
                wydał, a przecież w umowie na temat wysokości nakładu nic nie ma...

                Pozdrawiam
                • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 18.02.06, 00:23
                  Zwłaszcza, że po pojawieniu się druku cyfrowego takie obejście umowy - druk
                  kilku egzemplarzy - jest nader proste i tanie. Rozsądnym kompromisem wydaje się
                  zapis, że o wysokości nakładu decyduje wydawca, jednak nakład nie może być
                  niższy niż x egzemplarzy.

                  Paweł
                  • skajstop Re: nakład w umowie 18.02.06, 13:20
                    szwedzka.pl napisał:

                    > Zwłaszcza, że po pojawieniu się druku cyfrowego takie obejście umowy - druk
                    > kilku egzemplarzy - jest nader proste i tanie. Rozsądnym kompromisem wydaje się
                    > zapis, że o wysokości nakładu decyduje wydawca, jednak nakład nie może być
                    > niższy niż x egzemplarzy.

                    No nie wiem :) bo w zasadzie chodzi nie o to, ile wydrukuje egzemplarzy wydawca,
                    tylko co z nimi zrobi :P
                    Owszem, jak się płaci w Fabule czy MyBook, to sensownie jest nakład ustalić.
                    Ale w normalnej praktyce wydawniczej to już różnie z tym bywa. Stąd liczą sie
                    pozycja i wiarygodność firmy na rynku. Przecież jeżeli pójdę np. do WAB, i wiem,
                    że mi wydadzą książkę, to nie ma sensu zakładać, iż puszczą ją w nakładzie 5
                    egz. Wypuszczą w nakładzie standardowym dla tego wydawnictwa skrzyżowanym z
                    oceną mojej rynkowej wartości.
                    • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 18.02.06, 21:06
                      skajstop napisał:
                      > No nie wiem :) bo w zasadzie chodzi nie o to, ile wydrukuje egzemplarzy
                      wydawca, tylko co z nimi zrobi :P

                      Stąd w umowie powinno być zobowiązanie wydawcy do _rozpowszechnienia_ książki,
                      a nie tylko jej wydania. Ale formalnie 5 egzemplarzy też można rozpowszechnić.

                      > Owszem, jak się płaci w Fabule czy MyBook, to sensownie jest nakład ustalić.

                      Proponowany przeze mnie zapis jest nie do przyjęcia w przypadku firm
                      wydawnictw. Skoro autor płaci za druk, powinien mieć głos współdecydujący o
                      wysokości nakładu. Taka obowiązuje zasada na tym świecie: decyduje ten, kto
                      płaci.

                      > Ale w normalnej praktyce wydawniczej to już różnie z tym bywa. Stąd liczą sie
                      > pozycja i wiarygodność firmy na rynku.

                      Jak ustalamy tę pozycję i wiarygodność? Aha, wspominałeś coś o rankingach
                      w "Rzeczpospolitej". Mógłbyś mi podać, w którym to numerze zamieszczono ranking
                      za zeszły rok podający procent dotrzymanych przez wydawnictwa umów?

                      >Przecież jeżeli pójdę np. do WAB, i wiem że mi wydadzą książkę, to nie ma
                      sensu zakładać, iż puszczą ją w nakładzie 5
                      > egz. Wypuszczą w nakładzie standardowym dla tego wydawnictwa skrzyżowanym z
                      > oceną mojej rynkowej wartości.

                      Skąd wiesz, że wydadzą? Bo to wydawnictwo z pozycją i wiarygodne? To po co w
                      ogóle zawierasz z nimi umowę? Bez sensu. Dzwonisz i pytasz. Wydacie? Wydamy.
                      Zapłacicie? Zapłacimy. Zamiast negocjować wysokość nakładu i honorarium, czy w
                      ogóle zaprzątać sobie tym głowę, tracić czas na przesyłanie jakichś papierków,
                      możesz zająć się swoim hobby.

                      Nie omawiamy sytuacji, w której wydawnictwo książkę wydaje, tylko w której
                      odstąpiło od wydania, a autor chce wyegzekwować wydanie. Przypomnę, że
                      wydawnictwo nie ma prawa nie wydać książki, na którą podpisało umowę, nie
                      zapłaciwszy autorowi odszkodowania. Nie może sobie zastrzec takiego prawa w
                      umowie, ten zapis z definicji będzie nieważny.

                      Zgodnie z artykułem 57 prawa autorskiego autor nie może wypowiedzieć
                      wydawnictwu umowy z dnia na dzień. Musi wyznaczyć dodatkowy półroczny termin na
                      wydanie książki. Czyli wydawnictwo ma czas na manewry. Zrezygnowało z wydania,
                      ale skoro autor się stawia, drukuje cyfrówką kilka, kilkanaście egzemplarzy i
                      jeśli w umowie nie było wysokości minimalnego nakładu, formalnie wszystko jest
                      w porządku. Co więcej, autor przez ten czas, na jaki przekazał wydawnictwu
                      prawa majątkowe - a często wydawnictwa wpisują bezterminowe przekazanie praw
                      (można wiedzieć, jak to wygląda w przypadku kolegi?) - nie może pójść do innego
                      wydawcy.

                      Paweł
                      • skajstop Pora palić maszynopisy :) 19.02.06, 01:14
                        Pawle

                        > > Ale w normalnej praktyce wydawniczej to już różnie z tym bywa. Stąd liczą
                        > > sie pozycja i wiarygodność firmy na rynku.
                        >
                        > Jak ustalamy tę pozycję i wiarygodność? Aha, wspominałeś coś o rankingach
                        > w "Rzeczpospolitej". Mógłbyś mi podać, w którym to numerze zamieszczono
                        > ranking za zeszły rok podający procent dotrzymanych przez wydawnictwa umów?

                        Fakt. Co prawda Łukasz Gołębiewski z "Rzeczpospolitej" jest cenionym analitykiem
                        rynku wydawniczego, uznawanym za wiarygodnego przez niemal wszystkich - ale co
                        on tam może wiedzieć o naszych sprawach, prawda? :) Nie podał drań procentu,
                        znaczy - o branży nic nie wie. Rozstrzelać nieuka! :D

                        > > Przecież jeżeli pójdę np. do WAB, i wiem że mi wydadzą książkę, to nie ma
                        > > sensu zakładać, iż puszczą ją w nakładzie 5 egz. Wypuszczą w nakładzie
                        > > standardowym dla tego wydawnictwa skrzyżowanym z oceną mojej rynkowej
                        > > wartości.

                        > Skąd wiesz, że wydadzą? Bo to wydawnictwo z pozycją i wiarygodne? To po co w
                        > ogóle zawierasz z nimi umowę? Bez sensu. Dzwonisz i pytasz. Wydacie? Wydamy.
                        > Zapłacicie? Zapłacimy. Zamiast negocjować wysokość nakładu i honorarium, czy w
                        > ogóle zaprzątać sobie tym głowę, tracić czas na przesyłanie jakichś papierków,
                        > możesz zająć się swoim hobby.

                        Nie, nie, to byłoby zbyt proste :) przekonałeś mnie właśnie, że nie jestem w
                        stanie podpisać normalnej umowy nawet z giełdowym wydawnictwem. Bo przecież
                        jeżeli umowa nie będzie miała minimum 100 stron maczkiem z trzystoma przypisami
                        i dwoma aneksami na każdych siedem paragrafów, to nie obejmie tych wszystkich
                        przykrych wypadków, jakie mnie mogą spotkać ze strony wydawcy ;-D
                        Zawsze mnie może oszukać, a jeśli nawet nie oszukać, to w grę wchodzi jeszcze
                        drukarnia... dystrybutor... księgarze... A jeżeli o czymś zapomnę?! O jakimś
                        drobiazgu, który wkrótce urośnie do Himalajów mojej porażki???
                        Jak o tym myślę, zaczyna mnie boleć głowa i dochodzę do wniosku, Pawle, że na
                        moje obsesyjne myślenie i coraz bardziej niespokojne wizje jest tylko jeden
                        sposób: NIE PISAĆ! DAĆ SOBIE SPOKÓJ! BO ZWARIUJĘ!!!

                        Co też i uczynię - przestaję pisać, żeby sobie nie fundować dalszych stresów i
                        chorobliwych podejrzeń. Pozostając z wdzięcznością -
                        Skajstop wędrowny :)
                        • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 11:41
                          skajstop napisał:
                          >Co prawda Łukasz Gołębiewski z "Rzeczpospolitej" jest cenionym analitykie
                          > m
                          > rynku wydawniczego, uznawanym za wiarygodnego przez niemal wszystkich - ale co
                          > on tam może wiedzieć o naszych sprawach, prawda? :)

                          To może podzielisz się wiedzą z robaczkami analiz mistrza Gołębiewskiego
                          nieznających i przytoczysz, jakie fakty podał na wiarygodność wydawnictw. Bo
                          mimo że pytałem kilkakrotnie, starannie unikasz odpowiedzi na pytanie, jaką
                          gwarancję dla autora, że wydawnictwo mu książkę wyda i za nią zapłaci, stanowi
                          ranking w "Rzeczpospolitej".

                          > Nie, nie, to byłoby zbyt proste :) przekonałeś mnie właśnie, że nie jestem w
                          > stanie podpisać normalnej umowy nawet z giełdowym wydawnictwem. Bo przecież
                          > jeżeli umowa nie będzie miała minimum 100 stron maczkiem z trzystoma
                          przypisami
                          > i dwoma aneksami na każdych siedem paragrafów, to nie obejmie tych wszystkich
                          > przykrych wypadków, jakie mnie mogą spotkać ze strony wydawcy ;-D

                          Od metody ad personam przeszedłeś do metody ad absurdum i najwyraźniej w
                          sprawie konkretów nie masz nic do powiedzenia, mimo że o te konkrety
                          dopominałeś się wielkim głosem w poprzedniej dyskusji, a jak wyliczyłem je w
                          punktach, żebyś konkret zobaczył czarno na białym, zrejterowałeś.

                          W tej dyskusji rozmawiamy o kluczowym zapisie dla autora: jak brak w umowie
                          wysokości minimalnego nakładu może umożliwić wydawnictwu niewywiązanie się z
                          obowiązku, które bezwarunkowo nakłada na nie prawo autorskie, tj. wydania
                          książki. Wskazałem też ryzyko, że ze względu na stosowany przez wydawnictwa
                          bardzo niekorzystny zapis dla autora, że przekazanie praw majątkowych następuje
                          bezterminowo (tradycyjnie nie odpowiedziałeś na pytanie, jak to wygląda w Twoim
                          przypadku), autor może mieć zablokowaną drogę do innych wydawnictw.
                          Twoja "merytoryczna" wypowiedź w tej kwestii sprowadzała się do stwierdzenia,
                          że wydawnictwa o pozycji i wiarygodności (nie podałeś jak to ustalić, mimo że
                          zostałeś zapytany) kierują się dobrą wolą i wpisywanie wysokości nakładu do
                          umowy jest bez sensu. Na pytanie, po co w takim razie w ogóle zawierać umowę z
                          wydawnictwem, które kieruje się dobrą wolą, nie odpowiedziałeś.

                          Paweł
                          • skajstop Pawłowi pod rozwagę 19.02.06, 12:31
                            Paweł, przez chwilę będę całkowicie serio.

                            Ja się przed niczym nie uchylam. Na szczegółowe kwestie zwykle odpowiadam. Tobie
                            jednak jest mi niezwykle trudno odpowiadać, i chociaż to czynię, to jednak w
                            sposób ograniczony i starając się zachować cierpliwość :)

                            Powód? Piszesz kilometrowe maile, łącząc w jednym poście tysiąc spraw, do
                            jednego wora wrzucając zarówno umowy dla autorów, jak i dla tłumaczy,
                            wydawnictwa z rankingu "Rzeczpospolitej" jak i firmy typu "Krzak Podlaski", o
                            których mnie się nawet nie chce rozmawiać, bo i po co, skoro Twoje książki
                            wydaje np Santorski, a moje... no też firma wymieniana przez Rzeczpospolitą.
                            Rozmawiajmy o wydawcach, którzy swoje książki sprzedają w ksiegarniach, to ma
                            sens. "Krzak Podlaski" wyda, ale najczęściej są to firemki bez znaczenia dla
                            rynku wydawniczego. Firma z Kielc nie umieści książek w Szczecinie, a ta z
                            Olsztyna w Jeleniej Górze.

                            Wreszcie, traktując sprawę śmiertelnie serio, jak mam odpowiadać, skoro piszesz
                            "umowa z wydawnictwem" i już, to Twoim zdaniem nadaje sie do obrabiania. A ja,
                            bedąc autorem a nie tłumaczem, od swoich przyjaciół czy znajomych tłumaczy wiem
                            jednak, że pieniądze dostają nie w postaci tantiem, tylko płatne od arkusza (i
                            czasem coś extra, gdy książka osiągnie wysoką sprzedaż). No i znam kształt umowy
                            z paroma wydawnictwami - naprawdę dużymi. Wierz lub nie, ale BARDZO sie różni od
                            moich umów. Więc moim zdaniem nie da sie rozmawiać o nich jako po prostu o
                            "umowach".

                            Paweł, konkludując, proszę - jeżeli chcesz rozmawiać - ograniczaj się do
                            prostych kwestii, odróżniaj autora od tłumacza, zakreślaj kwestię jak
                            najbardziej szczegółowo, aby się można było odnieść w pięciu zdaniach, a nie
                            pisać eseju. Już Ci kiedyś, na samym początku wrzuciłem takiego posta do
                            skrzynki, ale go zignorowałeś, więc sorry, nie czuję się winny pisząc Ci to
                            publicznie.

                            Na koniec dwie kweste szczegółowe, żeby nie było, że ad personam. Lekceważysz
                            wymieniany przeze mnie coroczny raport Gołębiewskiego. A widziałeś go chociaż?
                            Tam jest i o konfliktach na linii autor - wydawca, i są oceny wiarygodności
                            wydawców. Masz coś lepszego? - proszę, zaproponuj. Dla mnie Gołębiewski nie jest
                            krynicą żywej wody, ale na pewno jest źródłem wiedzy. Co masz lepszego, chętnie
                            się dowiem.

                            Druga sprawa. Wiarygodności, Paweł. Ja nie używam słowa "gwarancje", bo po
                            prostu w nie nie wierzę. Wydaje mi sie, że żadna umowa, w dowolnym kształcie,
                            nie da Ci gwarancji, że jeżeli wydawca będzie chciał Cię oszukać, to tego nie
                            zrobi. Ale jeżeli wydawca ma opinie bardziej wiarygodnego, to szansa na to, że
                            Cię oszuka, jest mniejsza.

                            Pozdrawiam -
                            Skajstop

                            • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 13:57
                              skajstop napisał:
                              > Ja się przed niczym nie uchylam. Na szczegółowe kwestie zwykle odpowiadam.

                              Zadałem Ci kilka konkretnych pytań, na żadne nie dostałem odpowiedzi.
                              Wymieniłem bodajże 7 punktów na Twoje żądanie o konkrety, nie odniosłeś się do
                              żadnego.

                              > Powód? Piszesz kilometrowe maile, łącząc w jednym poście tysiąc spraw,

                              Rozumiem, że leję wodę?

                              > jednego wora wrzucając zarówno umowy dla autorów, jak i dla tłumaczy,

                              Tłumacz jest w świetle prawa autorskiego autorem. Oczywiście w pewnych
                              kwestiach umowy będą różne, natomiast jeśli nie, nic nie stoi na przeszkodzie,
                              żeby dany zapis omówić łącznie.

                              > wydawnictwa z rankingu "Rzeczpospolitej" jak i firmy typu "Krzak Podlaski", o
                              > których mnie się nawet nie chce rozmawiać, bo i po co, skoro Twoje książki
                              > wydaje np Santorski, a moje... no też firma wymieniana przez Rzeczpospolitą.
                              > Rozmawiajmy o wydawcach, którzy swoje książki sprzedają w ksiegarniach, to ma
                              > sens. "Krzak Podlaski" wyda, ale najczęściej są to firemki bez znaczenia dla
                              > rynku wydawniczego.

                              Twierdzisz, że duże wydawnictwa są rzetelniejsze od małych i w końcu chciałbym
                              się dowiedzieć na jakiej podstawie? Mógłbyś wskazać związek przyczynowo-
                              skutkowy między tym, że wydawnictwo jest duże i ma wysokie przychody i
                              dystrybucję na cały kraj, a dotrzymywaniem przez niego umów? Na jakiej
                              podstawie twierdzisz, że jak wydawnictwo jest małe i nie jest w stanie
                              rozprowadzić książek na cały kraj, bo nie może sobie pozwolić na dystrybucję
                              przez wielką firmę M., która z definicji nie płaci faktur, to od razu jest
                              nieuczciwe? Nie ma reguły: dużo wydawnicwto może być uczciwe, małe nieuczciwe i
                              równie dobrze odwrotnie.

                              Poza tym dlaczego nie chce Ci się rozmawiać o małych wydawnictwach typu "Krzak
                              Podlaski"? Ludzie tam książek nie publikują? Autor, który nie wydaje książek w
                              dużym wydawnictwie, nie jest nic wart i nie ma sensu dbać o jego prawa? Te
                              firemki są bez znaczenia dla rynku wydawniczego? A Ty wiesz, ile tych firemek
                              jest i ile książek wydają?

                              > Wreszcie, traktując sprawę śmiertelnie serio, jak mam odpowiadać, skoro
                              piszesz
                              > "umowa z wydawnictwem" i już, to Twoim zdaniem nadaje sie do obrabiania.

                              O nie kolego. Dyskusja jest na temat konkretnego zapisu. To znaczy właście moje
                              monologi, bo Ty na temat tego zapisu napisałeś może linijkę.

                              >A ja,
                              > bedąc autorem a nie tłumaczem, od swoich przyjaciół czy znajomych tłumaczy
                              wiem
                              > jednak, że pieniądze dostają nie w postaci tantiem, tylko płatne od arkusza (i
                              > czasem coś extra, gdy książka osiągnie wysoką sprzedaż).

                              Ty najwyraźniej nie rozumiesz, o czym jest dyskusja. Oczywiście, że tłumacze
                              mają płatne od arkusza. Wysokość minimalnego nakładu w umowie jest istotna, bo
                              jeśli wydawca nie wyda książki (a w przypadku tłumaczeń dzieje się to nader
                              często), tłumacz nie będzie miał prawa do odszkodowania, jeśli wydawca
                              zorientuje się, że formalnie spełni żądanie wydania, drukując kilka
                              egzemplarzy.

                              > Paweł, konkludując, proszę - jeżeli chcesz rozmawiać - ograniczaj się do
                              > prostych kwestii, odróżniaj autora od tłumacza, zakreślaj kwestię jak
                              > najbardziej szczegółowo, aby się można było odnieść w pięciu zdaniach, a nie
                              > pisać eseju.

                              To czemu piszesz esej, zamiast odpowiedzieć na konkretne pytania i argumenty z
                              poprzedniego postu?

                              > Na koniec dwie kweste szczegółowe, żeby nie było, że ad personam. Lekceważysz
                              > wymieniany przeze mnie coroczny raport Gołębiewskiego. A widziałeś go chociaż?
                              > Tam jest i o konfliktach na linii autor - wydawca, i są oceny wiarygodności
                              > wydawców.

                              Nie, nie widziałem, dlatego pytam, co w nim jest. Dlaczego w takim razie nie
                              odpowiadasz na pytanie, na czym te oceny wiarygodności się opierają? W jakim
                              numerze ten raport był? Czy pan Gołębiewski podał w swoim dorocznym raporcie,
                              że pan Jodłowski nie dotrzymał kilkudziesięciu umów, do czego sam przyznał się
                              w piśmie do sądu? Czy jednak pan Gołębiewski nie ma takiej wiedzy, bo musiałby
                              dotrzeć do wszystkich autorów wydawnictwa?

                              > Druga sprawa. Wiarygodności, Paweł. Ja nie używam słowa "gwarancje", bo po
                              > prostu w nie nie wierzę. Wydaje mi sie, że żadna umowa, w dowolnym kształcie,
                              > nie da Ci gwarancji, że jeżeli wydawca będzie chciał Cię oszukać, to tego nie
                              > zrobi. Ale jeżeli wydawca ma opinie bardziej wiarygodnego, to szansa na to, że
                              > Cię oszuka, jest mniejsza.

                              Czyli rozumiem, że skoro nie ma gwarancji, że wydawca nie znajdzie kruczków,
                              które pozwolą mu obejść umowę, nie ma sensu dbać o to, by takie kruczki
                              wyeliminować? Lepiej polegać na wiarygodności wydawnictwa? To zapytam po raz
                              trzeci: to po co w ogóle podpisywać umowę?

                              Paweł
                              • skajstop Re: nakład w umowie 19.02.06, 15:18
                                Paweł,
                                wybacz, ale policz sobie uważnie ilość postawionych w swoim (jednym, tym
                                ostatnim) poście pytań, to będziesz wiedział, dlaczego nie jestem Ci w stanie na
                                wszystkie odpowiedzieć, chyba że spędzę godzinę na udzielaniu wyjaśnień, na co
                                nie mam ani czasu ani ochoty.
                                Tym bardziej nie mam ochoty, że zwyczajnie i nierzetelnie dorabiasz mi gębę, bo
                                ja nie pisałem, że małe firemki typu "Krzak Podlaski" są nieuczciwe, tylko że
                                ich książki raczej nie trafiają do obrotu księgarnianego. Jeśli masz
                                wątpliwości, czy mam rację, polecam poszukiwanie w ksiegarniach pozycji wydanych
                                przez omawianą tu "Fabułę". Podobnie z zawieraniem umowy, czytałeś chyba bez
                                zrozumienia mój post. Nie pisałem, że nie należy jej negocjować i ślepo wierzyć
                                wydawcy, tylko że nie zagwarantujesz nia sobie wszystkiego. Masz inne zdanie -
                                życzę powodzenia. Zręczna czy też niezręczna retoryka niczego tu nie zmieni.

                                Odpowiem jednak na dwa pytanie, choć bardziej innym, niż Tobie, bo nie wierzę,
                                żeby Cię to przekonało do przyjęcia mojego punktu widzenia.
                                W tej publikacji
                                www.ksiazka.net.pl/zamowienia_ks/
                                autor szczegółowo omawia rynek wydawniczy - dystrybucję i wydawnictwa. W
                                dzienniku można znaleźć cząstkowe dane, tu masz podsumowania, obrót, perspektywy
                                etc. Obejmuje czas do połowy 2005.

                                A co do wartości Twej wiedzy o rynku autorskim, napisałeś gdzieś poniżej (nie
                                mam czasu na poszukiwania cytatu), że podpisując umowę, oddaje prawa do tekstu
                                bezterminowo. Bardzo ciekawe, ale ja we wszystkich swoich umowach mam zapisy jak
                                najbardziej terminowe i grupa znanych mi autórów również. Chyba że mi coś
                                zmieniłeś. Albo dotyczy to tłumaczy. Dlatego chciałbym precyzować kwestie, a nie
                                jechać po ogólnikach.

                                Ot i wszystko. Jak nie zejdziesz na omawianie pojedynczych kwestii, tylko nadal
                                w jednego maila będziesz pakować tysiąc i jedno pytanie - to wybacz,
                                przepraszam, o wybaczenie błagam, do nóżek szanownego pana padam, ale odpowiadać
                                nie będę, bo to ostatni taki "esej".

                                Z pozdrowieniami -
                                Skajstop
                                • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 16:13
                                  skajstop napisał:
                                  > wybacz, ale policz sobie uważnie ilość postawionych w swoim (jednym, tym
                                  > ostatnim) poście pytań, to będziesz wiedział, dlaczego nie jestem Ci w stanie
                                  n
                                  > a
                                  > wszystkie odpowiedzieć, chyba że spędzę godzinę na udzielaniu wyjaśnień, na co
                                  > nie mam ani czasu ani ochoty.

                                  Już byś odpowiedział na jedno z tych pytań, zamiast tego wolisz wyjaśniać,
                                  dlaczego nie będziesz odpowiadał.

                                  > Tym bardziej nie mam ochoty, że zwyczajnie i nierzetelnie dorabiasz mi gębę,
                                  bo
                                  > ja nie pisałem, że małe firemki typu "Krzak Podlaski" są nieuczciwe, tylko że
                                  > ich książki raczej nie trafiają do obrotu księgarnianego.

                                  W dyskusji, czy wymienienie nakładu w umowie jest zasadne? W jakim celu podałeś
                                  taką informację? Poza tym wyraźnie utożsamiasz wielkość wydawnictwa z jego
                                  wiarygodnością, więc konkluzja, że małym przypisujesz brak wiarygodności była w
                                  pełni uzasadniona.

                                  Jeśli masz
                                  > wątpliwości, czy mam rację, polecam poszukiwanie w ksiegarniach pozycji
                                  wydanyc
                                  > h
                                  > przez omawianą tu "Fabułę".

                                  Fabuła nie jest małym wydawnictwem. Fabuła jest firmą wydawnictwem. Albo nie
                                  potrafisz dostrzec różnicy, co źle świadczy o Twojej inteligencji, albo
                                  świadomie starasz się postawić małe wydawnictwa na jednym poziomie z Fabułą i
                                  przypisać im jej wszystkie grzechy.

                                  >Podobnie z zawieraniem umowy, czytałeś chyba bez
                                  > zrozumienia mój post. Nie pisałem, że nie należy jej negocjować i ślepo
                                  wierzyć
                                  > wydawcy, tylko że nie zagwarantujesz nia sobie wszystkiego.

                                  Dyskusja nie dotyczy wszystkiego. Dotyczy konkretnej kwestii: czy w umowie
                                  wydawniczej powinien być wymieniony nakład? Moje stanowisko brzmiało
                                  następująco: tak, nakład minimalny, bo podanie minimalnego nakładu gwarantuje
                                  autorowi możliwość dochodzenia jego ustawowych praw, natomiast nie ogranicza
                                  praw wydawcy jako inwestora, bo docelowa wielkość nakładu pozostaje w jego
                                  gestii. Twoje stanowisko można streścić następująco: niekoniecznie, bo
                                  praktyka, wiarygodność i niemożność zagwarantowania sobie wszystkiego.

                                  > Odpowiem jednak na dwa pytanie, choć bardziej innym, niż Tobie, bo nie wierzę,
                                  > żeby Cię to przekonało do przyjęcia mojego punktu widzenia.
                                  > W tej publikacji
                                  > www.ksiazka.net.pl/zamowienia_ks/
                                  > autor szczegółowo omawia rynek wydawniczy - dystrybucję i wydawnictwa. W
                                  > dzienniku można znaleźć cząstkowe dane, tu masz podsumowania, obrót,
                                  perspektyw
                                  > y
                                  > etc. Obejmuje czas do połowy 2005.

                                  Z opisu nie wynika, żeby autor podawał choć jedną informację, która pozwoli
                                  autorowi ocenić, czy wydawnictwo po podpisaniu umowy książkę mu wyda i czy za
                                  nią zapłaci (w terminie). Chyba że przyjmie się bzdurne założenie, które
                                  reprezentujesz: jak duże wydawnictwo, to wiarygodne.

                                  > A co do wartości Twej wiedzy o rynku autorskim, napisałeś gdzieś poniżej (nie
                                  > mam czasu na poszukiwania cytatu), że podpisując umowę, oddaje prawa do tekstu
                                  > bezterminowo.

                                  A szkoda, że nie miałeś czasu na poszukanie, bo wtedy byś nie sfałszował mojej
                                  wypowiedzi, żeby efektownie się z nią rozprawić. Napisałem, że zapis o
                                  bezterminowym przekazaniu praw majątkowych jest częsty w umowach, a nie że
                                  podpisanie umowy automatycznie oznacza bezterminowe przekazanie praw.

                                  Paweł
                                  • skajstop Re: nakład w umowie 19.02.06, 17:00
                                    1. jak zwykle dziesiątki kwestii w jednym poście. Brawo.
                                    2. jak zwykle imputujesz mi rzeczy, których nie powiedziałem, ale macham ręką -
                                    jeśli przyniesie Ci to jakąś korzyść, proszę bardzo.
                                    3. JEDNA kwestia szczegółowa: nakład w umowie. Napisałeś:

                                    > Dyskusja nie dotyczy wszystkiego. Dotyczy konkretnej kwestii: czy w umowie
                                    > wydawniczej powinien być wymieniony nakład? Moje stanowisko brzmiało
                                    > następująco: tak, nakład minimalny, bo podanie minimalnego nakładu gwarantuje
                                    > autorowi możliwość dochodzenia jego ustawowych praw, natomiast nie ogranicza
                                    > praw wydawcy jako inwestora, bo docelowa wielkość nakładu pozostaje w jego
                                    > gestii. Twoje stanowisko można streścić następująco: niekoniecznie, bo
                                    > praktyka, wiarygodność i niemożność zagwarantowania sobie wszystkiego.

                                    Żle streściłeś moje poglądy :) Gdzieś pisałem - albo w tym wątku poniżej, albo w
                                    wątku o Fabule - że jeżeli wykonuję krok desperacki i płacę za wydanie, należy o
                                    to zadbać. Ale jeżeli wydawca ryzykuje własne pieniądze, a ja dostaję
                                    honorarium, to zapisanie nakładu niewiele mi daje, za to dużo więcej daje mi
                                    świadomość, że umie książki sprzedawać, w porę robić dodruki, etc. Więc nie ma
                                    to dla mnie w praktyce znaczenia. Podkreślam "dla mnie", bo jak widać, Ty
                                    oczekujesz tego od swoich wydawców - no i dobrze.

                                    Jeżeli jednak uważasz, że zapisanie przez wydawcę nakładu w umowie nie ogranicza
                                    jego praw jako inwestora, to po prostu Cię nie rozumiem. Bo ogranicza w sposób
                                    oczywisty. Na przykład zechce zniżyć nakład kosztem większej ilości pieniędzy na
                                    promocję - i co? Nie rozumiem stanowiska, w myśl którego Ty czy ja lepiej od
                                    wydawcy mamy wiedzieć, jak się skutecznie handluje książką. Ja sobie takiego
                                    prawa nie uzurpuję, szukam więc wydawców, którzy w świetle dostępnej mi - i
                                    kwestionowanej przez Ciebie - wiedzy to właśnie zapewniają.

                                    Ot i tyle w kwestii nakładu. Inne kwestie w innych wątkach, bo obaj tylko
                                    rozwalamy cudzy wątek.
                                    • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 20:10
                                      skajstop napisał:
                                      >Ale jeżeli wydawca ryzykuje własne pieniądze, a ja dostaję
                                      > honorarium, to zapisanie nakładu niewiele mi daje, za to dużo więcej daje mi
                                      > świadomość, że umie książki sprzedawać, w porę robić dodruki, etc. Więc nie ma
                                      > to dla mnie w praktyce znaczenia.

                                      Co zrobisz w sytuacji, kiedy wydawca odstąpi od wydania Twojej książki? Jak
                                      wyegzekwujesz należne Ci wynagrodzenie (niewydanie książki nie zwalnia od
                                      wypłaty wynagrodzenia, nawet jeśli jest określone procentowo od sprzedaży) i
                                      wydanie książki, względnie odszkodowanie za niewydanie?

                                      > Jeżeli jednak uważasz, że zapisanie przez wydawcę nakładu w umowie nie
                                      ogranicz
                                      > a
                                      > jego praw jako inwestora, to po prostu Cię nie rozumiem. Bo ogranicza w sposób
                                      > oczywisty. Na przykład zechce zniżyć nakład kosztem większej ilości pieniędzy
                                      n
                                      > a
                                      > promocję - i co?

                                      Pisałem o zapisaniu w umowie nakładu minimalnego, a nie docelowego. Przykładowo
                                      wydawca ocenia, że książka sprzeda się w nakładzie 5 tys., do umowy można
                                      wpisać 3 tys. Autor jest zabezpieczony, gdyby wydawca chciał odstąpić od
                                      wydania, a wydawca ma 2 tys. na manewry, o które pytasz.

                                      Paweł
                                      • skajstop Re: nakład w umowie 19.02.06, 21:10
                                        szwedzka.pl krótko (dobre i to) napisał:

                                        > Co zrobisz w sytuacji, kiedy wydawca odstąpi od wydania Twojej książki? Jak
                                        > wyegzekwujesz należne Ci wynagrodzenie (niewydanie książki nie zwalnia od
                                        > wypłaty wynagrodzenia, nawet jeśli jest określone procentowo od sprzedaży) i
                                        > wydanie książki, względnie odszkodowanie za niewydanie?

                                        Temu służy zaliczka, maksymalnie wysoka, np. za 2-3 tysiące nakładu. Jeżeli
                                        wydawca odstąpi od umowy, zaliczka przepada. Tak trzeba skonstruować umowę, choć
                                        akurat ja nie musiałem, bo proponowano mi takie, w których ów zapis już się
                                        znajdował. Jeżeli go nie ma, trzeba go wprowadzić.
                                        Wtedy mogę pójść do innego wydawcy, a ten pierwszy traci juz zainwestowane we
                                        mnie pieniądze. Dlatego mówię, że nie zapisanie wysokości nakładu jest dla mnie
                                        najważniejsze.

                                        Co do drugiej kwestii, szkoda dyskutować. Nie dojdziemy do zgody. Ja nie
                                        zamierzam wydawców uczyć ich fachu. Niech wydadzą, ile uważają za słuszne. Dla
                                        mnie ważne są dodruki, raporty ze sprzedaży, etc. Oczywiście, wiem, zawsze może
                                        coś wyskoczyć... Ale ja nie zakładam, że wydawca, który właśnie zapłacił mi parę
                                        tysięcy złotych zaliczki, zaraz mnie okradnie. Szukam takich, o których wiem, że
                                        mają dobrą opinię.

                                        Tack sa mycket. God natt. Pokój z Tobą, Pawle.

                                        Pozdrawiam -
                                        Skajstop

                                        • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 21:31
                                          skajstop napisał:
                                          > Temu służy zaliczka, maksymalnie wysoka, np. za 2-3 tysiące nakładu. Jeżeli
                                          > wydawca odstąpi od umowy, zaliczka przepada. Tak trzeba skonstruować umowę,
                                          choć akurat ja nie musiałem, bo proponowano mi takie, w których ów zapis już się
                                          > znajdował. Jeżeli go nie ma, trzeba go wprowadzić.
                                          > Wtedy mogę pójść do innego wydawcy,

                                          To jest część odpowiedzi na moje pytanie. Rzeczywiście zaliczka pokrywa
                                          wynagrodzenie. Co z odszkodowaniem za niewydanie książki? Co jeśli autor na
                                          swoją książkę nie może znaleźć innego wydawcy i chce wyegzekwować wydanie od
                                          tego, z którym już podpisał umowę? Co w przypadku, jeśli wydawnictwo nie
                                          odstępuje od wydania, tylko zwleka i przeciąga sprawę?

                                          > Co do drugiej kwestii, szkoda dyskutować. Nie dojdziemy do zgody. Ja nie
                                          > zamierzam wydawców uczyć ich fachu.

                                          Proponowanie zapisu umowy zabezpieczającgo w równym stopniu interesy obu stron
                                          jest uczeniem wydawców ich fachu?

                                          >Oczywiście, wiem, zawsze może
                                          > coś wyskoczyć... Ale ja nie zakładam, że wydawca, który właśnie zapłacił mi
                                          >parę tysięcy złotych zaliczki, zaraz mnie okradnie.

                                          To po co w ogóle podpisujesz umowę, skoro zakładasz, że będzie dobrze? Nie
                                          wystarczy przelew od wydawcy?

                                          >Szukam takich, o których wiem, że mają dobrą opinię.

                                          W rankingach "Rzeczpospolitej"? Odesłałeś mnie do jakiegoś opracowania, ale na
                                          uwagę, że z opracowania nie wynika, czy dany wydawca dotrzymuje umów, nie
                                          odpowiedziałeś (jak zresztą na większość argumentów).

                                          Paweł
                                          • skajstop Re: nakład w umowie 19.02.06, 22:00
                                            Pawle, oglądałeś "Misia"? Tam jest genialna scena, kiedy pewien policjant
                                            przepowiada sobie, co by było, gdyby. Gdy przeczytałem Twoją odpowiedź,
                                            przypomniał mi się ten film. Szukasz dziury w całym. Co bym Ci nie odpowiedział,
                                            znajdziesz sobie do rozważań inną katastrofalną możliwość i stwierdzisz, że ha!,
                                            na to Ci nie odpowiedziałem, to pominąłem, tu skłamałem...

                                            Ja pasuję, mam w życiu ciekawsze sprawy, niż popadanie w paranoję, czyli
                                            dopatrywanie się w każdym wydawcy potencjalnego oszusta. Pytałeś, jakie jest
                                            moje zdanie w kwestii wpisywania wysokości nakładu, odpowiedziałem. Spytałeś,
                                            jak się zabezpieczam na wypadek niewydania - odpowiedziałem.

                                            Jeżeli sprawia Ci to przyjemność, marudź sobie dalej, ale już bez mojego udziału.

                                            A najlepiej jak słońce wzejdzie, idź na spacer nad Odrę albo do Parku
                                            Szczytnickiego, pospaceruj sobie alejkami Ogrodu Japońskiego, poprzyglądaj się
                                            drzewom, ptakom... to uspokaja.

                                            Życie bywa czasem piękne, po co sie tak ciskać i frustrować...
                                            • rekwizytornia Re: nakład w umowie 19.02.06, 22:09
                                              > A najlepiej jak słońce wzejdzie, idź na spacer nad Odrę albo do Parku
                                              > Szczytnickiego, pospaceruj sobie alejkami Ogrodu Japońskiego, poprzyglądaj się
                                              > drzewom, ptakom... to uspokaja.

                                              O, po tym samym mieście chadzamy ;-)
                                            • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 23:23
                                              skajstop napisał:
                                              > Pawle, oglądałeś "Misia"? Tam jest genialna scena, kiedy pewien policjant
                                              > przepowiada sobie, co by było, gdyby. Gdy przeczytałem Twoją odpowiedź,
                                              > przypomniał mi się ten film. Szukasz dziury w całym. Co bym Ci nie
                                              odpowiedział
                                              > ,
                                              > znajdziesz sobie do rozważań inną katastrofalną możliwość i stwierdzisz, że
                                              ha!

                                              Jaką inną? Od początku dyskusji wymieniam jedną katastrofalną możliwość, a w
                                              właśnie jako antidotum na nią zaproponowałem konkretny zapis. Ani razu się do
                                              tego nie odniosłeś, tylko piszesz o wszystkim i o niczym, a potem masz
                                              pretensje, że odnosząc się do Twoich wypowiedzi piszę za długie posty (jakby
                                              istniały jakieś ograniczenia). Na konkretnie postawione pytanie odpowiadasz,
                                              jeśli masz odpowiedź (zaliczka), jak nie umiesz odpowiedzieć, piszesz o filmach
                                              i wysyłasz dyskutanta na spacer.

                                              Po raz kolejny, kwestia która stanowi sedno tej dyskusji: jak się zabezpieczyć
                                              przed niewydaniem książki i zapewnić sobie możliwość dochodzenia odszkodowania,
                                              jeśli w umowie nie będzie określony minimalny nakład? Potrafisz na to
                                              odpowiedzieć czy nie potrafisz?

                                              I drugie pytanie, na które nader starannie unikasz odpowiedzi: jak z analiz
                                              pana Gołębiewskiego można się dowiedzieć, które wydawnictwa dotrzymują umów, a
                                              które nie?

                                              >Pytałeś, jakie jest
                                              > moje zdanie w kwestii wpisywania wysokości nakładu, odpowiedziałem.

                                              Nie przypominam sobie, żebym pytał Cię o zdanie w tej kwestii.

                                              >Spytałeś,
                                              > jak się zabezpieczam na wypadek niewydania - odpowiedziałem.

                                              Odpowiedziałeś na pół pytania co z wynagrodzeniem. Nie odpowiedziałeś na
                                              pytanie co z odszkodowaniem. Nie odpowiedziałeś na pytania rozszerzające, które
                                              wychodziły poza Twój przypadek. Rozumiem, że masz się za punkt centralny
                                              polskiej sceny wydawniczej i nie bardzo do Ciebie dociera, że są inni autorzy,
                                              którzy niekoniecznie muszą współpracować z tym samym wydawnictwem co Ty, ale
                                              mnie w dyskusjach na tym forum interesuje "wydyskutowanie" zapisów, które w
                                              pełni chroniłyby prawa autora i zabezpieczały interesy obu stron.

                                              > Jeżeli sprawia Ci to przyjemność, marudź sobie dalej,

                                              Jeden dyskutant uważa, że piszesz banały, huzia na niego, drugi zadaje pytania,
                                              na które nie potrafisz udzielić odpowiedzi, marudzi.

                                              >ale już bez mojego udziału.

                                              Jeśli mnie pamięć nie myli, zapowiadałeś to już kilkakrotnie, więc czekam na
                                              odpowiedź.

                                              > Życie bywa czasem piękne, po co sie tak ciskać i frustrować...

                                              To chyba w psychologii nazywa się projekcja, przypisywanie własnych odczuć
                                              innym ludziom.

                                              Paweł
                                                • skajstop Re: nakład w umowie 20.02.06, 09:30
                                                  Dorabianie mi gęby przez Pawła jest może i skuteczne, bo dłuższe
                                                  posty pisze, ale wartość poznawczą ma dokładnie taką samą, jak jego negatywna
                                                  opinia o książce, o której się parę razy wypowiedział, mimo że, jak sam
                                                  przyznaje, nawet o niej nie słyszał. Widać zapoznanie sie z treścią nie było mu
                                                  potrzebne ;-D

                                                  Ale rozumiem że w światłach rampy może brylować tylko prawdziwa mądrość, więc
                                                  proszę, Paweł, nauczaj :)

                                                  Zacznij może od tego jak NIE wejść w konflikt z wydawcą :)))
                                                  • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 20.02.06, 23:38
                                                    skajstop napisał:
                                                    > Dorabianie mi gęby przez Pawła jest może i skuteczne, bo dłuższe
                                                    > posty pisze, ale wartość poznawczą ma dokładnie taką samą, jak jego negatywna
                                                    > opinia o książce, o której się parę razy wypowiedział, mimo że, jak sam
                                                    > przyznaje, nawet o niej nie słyszał. Widać zapoznanie sie z treścią nie było
                                                    mu
                                                    > potrzebne ;-D

                                                    Jak widzę, jesteś wprawdzie Bardzo Wielkim Autorem, ale za to człowieczkiem o
                                                    strasznie malutkim charakterku. Ścierpieć nie możesz, że nawet nie tyle, co
                                                    przegrałeś dyskusję, tylko zrejterowałeś z podwiniętym ogonkiem, więc na koniec
                                                    starasz się ugryźć.
                                                    Ciekawi mnie również, czy naprawdę uważasz, że uczestnicy tego forum to banda
                                                    idiotów, którzy nie rozumieją, co czytają, więc jak Bardzo Wielki Autor coś
                                                    napisze, to przyjmą to mocą twego autorytetu (wybacz, rezygnuję z dużej litery
                                                    w zwracaniu się do ciebie, bo oznacza ona szacunek, a ludzi twojego pokroju nie
                                                    darzę szacunkiem).
                                                    Co do rzeczonej książki, to twoja wypowiedź jest tak kłamliwa, że musiałem
                                                    przejrzeć wątek, żeby zorientować się, że chodzi o opracowanie pana
                                                    Gołębiewskiego.
                                                    1. Ani przez moment nie twierdziłem, że tę książkę znam i trudno żebym się z
                                                    nią zapoznał z niedzieli na poniedziałek.
                                                    2. Nie wyraziłem negatywnej opinii o tej książce.
                                                    3. Wyraziłem opinię (na podstawie opisu, co zaznaczyłem), że książka nie
                                                    zawiera informacji, które mogą posłużyć za dowód na przedstawiane przez ciebie
                                                    tezy.
                                                    4. Wezwałem cię kilkakrotnie, żebyś takie informacje sam podał, jeśli tam są,
                                                    (to ty przedstawiłeś tę książkę jako dowód).
                                                    5. Mimo wezwań nie podałeś żadnych informacji z tej książki.

                                                    Można założyć, że skoro potrafisz pisać książki, nie jesteś skończonym idiotą i
                                                    zrozumiałeś treść moich wypowiedzi, a powyższe fakty przekręciłeś w pełni
                                                    świadomie. Jak na Bardzo Wielkiego Autora żenujące, jak na człowieczka o
                                                    strasznie malutkim charakterku typowe.

                                                    Paweł
                                            • szwedzka.pl Re: nakład w umowie 19.02.06, 23:35
                                              skajstop napisał:
                                              > Ja pasuję, mam w życiu ciekawsze sprawy, niż popadanie w paranoję, czyli
                                              > dopatrywanie się w każdym wydawcy potencjalnego oszusta.

                                              Umknęło mi. Zadbanie o własne interesy w umowie jest traktowaniem drugiej
                                              strony jako potencjalnego oszusta? A po co w ogóle spisuje się umowy? Czy nie
                                              po to, żeby w razie czego móc od drugiej strony dochodzić, by dotrzymała swoich
                                              zobowiązań? Co proponujesz w zamian? Pełne zaufanie do wydawcy, co podsunie, to
                                              podpisać? Po raz n-ty pytanie do Ciebie: po co w ogóle podpisujesz umowę, skoro
                                              masz pełne zaufanie do swojego wydawcy?

                                              Paweł
                                              • autumna autor a tłumacz 20.02.06, 10:07
                                                Nie mam co prawda cierpliwości do przetrawienia całej dyskusji Pawła ze skajstopem, ale nie dziwię się jego naciskowi - jako tłumaczowi - na daleko posuniętą precyzję formułowania umowy. Bo o ile pisanie książek bywa zwykle zajęciem ubocznym, to tłumaczenie jest zawodem, sposobem zarobkowania. Tłumacz odkłada wszystko inne, by zająć się danym tekstem, skończyc go na określony termin. A na koniec... nie dostaje wynagrodzenia. Autor, choć dla niego sytuacja konfliktu z wydawcą też jest przykra, zwykle traci w takim momencie po prostu dodatkowy dochód, a nie główne źródło utrzymania.
                                                • skajstop Re: autor a tłumacz 20.02.06, 10:18
                                                  Autumno, ja też się Pawłowi nie dziwię, że domaga się precyzji. Dziwię się czemu
                                                  innemu: że nie precyzuje w swoich wywodach, kogo dana umowa ma konkretnie
                                                  dotyczyć, jaki to wydawca, etc.
                                                  Sama zobacz, co napisałem duuuużo wcześniej:

                                                  > Paweł, konkludując, proszę - jeżeli chcesz rozmawiać - ograniczaj się do
                                                  > prostych kwestii, odróżniaj autora od tłumacza, zakreślaj kwestię jak
                                                  > najbardziej szczegółowo, aby się można było odnieść w pięciu zdaniach, a nie
                                                  > pisać eseju. Już Ci kiedyś, na samym początku wrzuciłem takiego posta do
                                                  > skrzynki, ale go zignorowałeś, więc sorry, nie czuję się winny pisząc Ci to
                                                  > publicznie.

                                                  Ale to nie poskutowało :(
                                                  • szwedzka.pl Re: autor a tłumacz 20.02.06, 23:59
                                                    skajstop napisał:
                                                    > Dziwię się czemu
                                                    > innemu: że nie precyzuje w swoich wywodach, kogo dana umowa ma konkretnie
                                                    > dotyczyć, jaki to wydawca, etc.

                                                    To jest z twojej strony taka sama zasłona dymna jak twierdzenie, że nie masz
                                                    czasu na dyskusje (choć zawzięcie dyskutujesz w innych wątkach i masz czas na
                                                    wyjaśnianie, że nie masz czasu) i że zadaję za dużo pytań (choć nawet Forrest
                                                    Gump dawno by się zorientował, które są dla tego wątku kluczowe).

                                                    Inkryminowanego zapisu (jak i wiele innych) wcale nie trzeba omawiać w
                                                    kontekście konkretnego wydawnictwa. Prawdziwy powód, dla którego migasz się od
                                                    dyskusji, jest zapewne taki, że musiałbyś przyznać, że ten proponowany przeze
                                                    mnie zapis jest sensowny. A wtedy pojawiłoby się pytanie, dlaczego Bardzo
                                                    Wielki Autor nie wymaga od swojego wydawnictwa, by ten zapis wprowadziło. I
                                                    Bardzo Wielki Autor musiałby przyznać sam przed sobą (a to jest najgorsze), że
                                                    jest człowieczkiem o strasznie malutkim charakterku i ten zapis do niczego mu
                                                    niepotrzebny, bo jakby przyszło co do czego, to i tak nie miałby odwagi
                                                    egzekwować od wydawnictwa swoich praw.

                                                    Dodam jeszcze, że podziwiam twoją żelazną konsekwencję, z jaką realizujesz
                                                    (kilkukrotną) zapowiedź, że więcej ze mną nie dyskutujesz. Bo rozumiem, że
                                                    twoje posty w większej części odnoszące się do moich, ale technicznie będące
                                                    odpowiedzią na posty osób trzecich się nie liczą.

                                                    Paweł
                                                • szwedzka.pl Re: autor a tłumacz 21.02.06, 00:44
                                                  autumna napisała:
                                                  >Bo o ile pisanie książek bywa zwykle zajęciem uboc
                                                  > znym, to tłumaczenie jest zawodem, sposobem zarobkowania.

                                                  Tłumaczenie literackie też jest zajęciem ubocznym, wątpię, żeby ktokolwiek był
                                                  w stanie ograniczać się wyłącznie do tłumaczeń literackich bez innego źródła
                                                  dochodu.

                                                  Ale taka sytuacja jest chora, a jeszcze bardziej chore jest to, że sami autorzy
                                                  i tłumacze uważają ją za naturalną. Pisarz i tłumacz literatury to są zawody
                                                  wymagające wysokich kwalifikacji, a ich praca przynosi wydawnictwom całkiem
                                                  niemałe przychody.

                                                  Wyobraźmy sobie taką sytuację, przychodzi specjalista wysokiej klasy na rozmowę
                                                  kwalifikacyjną do firmy, a właściciel firmy mówi mu tak: Wie pan co, pan
                                                  rzeczywiście dostarczy nam produkt, do którego wykonania trzeba sporych
                                                  kwalifikacji i ja tak byle kogo z ulicy wziąć nie mogę, ale sam pan rozumie, że
                                                  z tego, co ja sprzedam, to ja muszę mieć na wynagrodzenia dla pracowników,
                                                  księgowej, sprzątaczki, no i oczywiście dla siebie, nie po to zarządzam tym
                                                  całym majdanem, żebym grosze zarabiał, więc sam pan rozumie, że u mnie to może
                                                  pan tak tylko hobbystycznie, na zlecenie, ale na życie, to już musi pan zarobić
                                                  gdzie indziej.

                                                  Paweł
                • autumna Re: nakład w umowie 18.02.06, 12:54
                  > A tak na chłopski rozum, chociaż obie jesteśmy kobiałki - podpisałabyś umowę, w
                  > której wydawca zobowiązuje się wydać książkę w nakładzie, jaki akurat przyjdzie
                  > mu kiedyś tam do głowy?

                  Zależy. Gdybym mi przyjęto książkę do druku za darmo, pewnie jak ostatnia sirota podpisałabym wszystko, co mi podsuną ;-) Natomiast inwestując własną kasę, a przecież tak działa obrabiana tu "Fabuła" (chyba że pierwsze ksiązki na zachętę wydała gratis), przeanalizowałabym każdy punkt umowy od początku do końca i z powrotem. Umowy, podkreślam. Nie pogadanki miłej pani od kontaktów z klientem ("już wkrótce", "trwają negocjacje").

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka