Dodaj do ulubionych

wolni strzelcy - jak sobie radzicie?

05.07.06, 11:45
Mam pytanie do wszystkich, którzy pracują na własną rękę (niekoniecznie z
działalnością gospodarczą) jako redaktorzy, korektorzy i tłumacze. Chodzi mi
nie tylko o stronę finansową (czy faktycznie da się z tego utrzymać, czy też
robicie to jako zajęcie dodatkowe np. do etatu albo pracy naukowej?), ale też
hm... psychologiczną. Nie czujecie się samotni? Praca tłumacza to w zasadzie
kolejne tygodnie przy biurku lub w bibliotece... Jak sobie z tym radzicie?
Czy wystarczy wam rodzina, albo inni zaprzyjaźnieni wolni strzelcy?
Napiszcie.
Przytłoczona poważnym życiowym dylematem,
N.
Obserwuj wątek
    • ania13 Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 05.07.06, 15:31
      Zadna samotnosc - jako redaktor, tlumacz, korektor jest sie samemu z tekstem, to
      jest zalozenie i nie ma co nad tym sie zastanawiac. Trzeba miec po prostu
      okreslone predyspozycje psychiczne do takiej roboty.

      Natomiast jest inny problem: nie jestem w stanie rodziny, przyjaciol, znajomych
      - wszystkich! - przekonac o tym, ze skoro siedze w domu, to pracuje. Dzwonia,
      przylaza, gadaja, zawracaja glowe, przeszkadzaja, nie wyobrazaja sobie, ze ktos,
      kto cale dnie spedza w domu, w ogole pracuje! I to naprawde jest koszmar!

      Jak sobie z tym radzicie? Jesli sobie radzicie... :(

      Jeszcze jedno, raz w zyciu pracowalam na tzw. etacie. To bylo 11 lat temu. Nigdy
      wiecej. Lubie sobie robic wakacje wtedy, kiedy mam na nie ochote. Nawet jesli
      wiaze sie to z zapakowaniem ciezkiego wydruku lub laptopa do plecaka zamiast
      kolejnej kiecki.

      Podsumowujac, ja sie czuje szczesliwa jako wolny strzelec, a Tobie zycze
      osiagniecia podobnego uczucia zadowolenia bez wzgledu na jakie rozwiazanie sie
      zdecydujesz.
      • dysgrafia Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 05.07.06, 17:58
        A jak znajdujecie zlecenia? Nie, zapytam inaczej - jak znaleźliście pierwsze
        zlecenie, będąc jeszcze zielonymi i nie mając za plecami zadnych referencji?
        Bardzo bym chciała spróbowac redakcji tekstów, zwłaszcza merytorycznej, ale nie
        wiem czy się rzeczywiście do tego nadaję, czy też mi się tylko wydaje, że się
        nadaję. Jaki powinien być pierwszy krok?
        Na domiar złego nie jestem z wykształcenia polonistką, bo polski zawsze wydawał
        mi się zbyt łatwy, by aż go studiować i wolałam skonczyć coś bardziej ścisłego.
        Tak więc nie stoi za mną papier.
        • akala Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 05.07.06, 18:37
          Oj, Dysgrafio droga, wiem, co czujesz...
          Tylko że ja z kolei dobijam się do zamkniętych drzwi do tłumaczeń literackich, z
          zupełnie nieadekwatnym wykształceniem architekta krajobrazu z ambicjami do
          planowania przestrzennego - nie, żeby mi to nie odpowiadało (tak na zdrowy
          chłopski rozum), ale serce rwie się do tłumaczeń :) Też mi się zdawało -
          polonistyka, anglistyka, takie to niekonkretne, faktycznie - za proste
          (nastoletnia naiwność!) Też czuję, że się nadaję (a może się nie nadaję, tylko
          jeszcze o tym nie wiem?) - i też szukam tego pierwszego "Prawdziwego Zlecenia".
          Przesyłam ciepły uścisk wspierający, daj znać, jak tam postępy w poszukiwaniach!
          Ala

          PS. Swoją drogą taka domowa samotność z komputerem, tekstem i kotem to moje
          marzenie o warunkach pracy...
          • niedzielna Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 05.07.06, 20:41
            Koty strasznie rozrabiają, łażą po klawiaturze... Hmm, ale to chyba faktycznie
            kwestia predyspozycji, albo się ma instynkt stadny, albo nie. A co, jeśli pół
            na pół? Ja bardzo lubię pracować sama nad tekstem, ale nie więcej niż kilka
            godzin dziennie. Potem muszę z kimś pogadać :)
            Akalo, spróbuj porozsyłać swoje próbki przekładu plus pomysły na książki.
            Pokaż, że znasz się na literaturze i wiesz, co chcesz robić. Może się uda. Może
            nie od razu z ambitną literaturą, może trzeba zacząć od wydawców masowej
            produkcji rozrywkowej. Byle mieć jakiś dorobek.

            Ale wracam do mojego pierwszego pytania: Nadal jestem ciekawa wymiaru
            ekonomicznego pracy wolnego redaktora/tłumacza - ile godzin w tygodniu
            pracujecie? Czy redakcja/przekład to główne źródło dochodu? Czy stać Was na
            oszczędności, posiadanie dzieci, trzeci filar, wakacje?
            N.
            • ania13 Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 05.07.06, 23:28
              Pierwsze zlecenie zlapalam, bo znalazlam sie "we wlasciwym miejscu i wlasciwym
              czasie", a na dodatek odezwalam sie i krzyknelam "ja moge". A teraz - pol na pol
              z ogloszen i ze znajomych (dobrze, ze pracuja w roznych fajnych "ksiazkowych"
              miejscach :DDDD ). Zawsze jednak mam tego stracha, ze czegos nie dostane i... co
              wtedy???

              Jesli chodzi o ekonomiczny wymiar, to mnie stac tylko na czynsz, oplaty i
              wakacje. Ksiazki, CD i dobre jedzenie rowniez, ale podroze to priorytet (podroze
              tez kulinarne i muzyczne). Roczne ubezpieczenie "od zycia i smierci", ciuchy w
              sredniej cenie + obowiazkowo raz na 2-3 miesiace krawcowa. Ale przede wszystkim
              podroze, nie usiedze w domu dluzej niz 2 tygodnie. Nie mam zadnych oszczednosci,
              nie mam dzieci, nie mam zdolnosci kredytowych, nie mam kota - nie mam problemow!

              Ile godzin tygodniowo - nie do wyliczenia. Staram sie normalnie, 6-8, zaczynam
              kolo 5.30 rano i kolo poludnia przestaje pracowac. Potem pisze doktorat :) Ale
              jesli cos sie trafi, to potrafie 12-17 na dobe. Dluzej niz tydzien jednak tak
              nie pociagne; wkroczylam juz w wiek balzakowski i nie daje rady.

              Swoja droga to strasznie ciekawa jestem jak u innych to wyglada.
              • barbara7 Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 06.07.06, 00:37
                Pierwsze zlecenie znalazłam tak jak ania13, znalazłszy się we właściwym miejscu
                o właściwym czasie. Trzeba uparcie dawać ogłoszenia i wysyłać swoje cv do
                wydawnictw. Nigdy nie odpowiadają, ale potrafią się odezwać, jeśli akurat
                potrzebują kogoś takiego (trafiło mi się dwa razy). Teraz mogę powiedzieć o
                stałej współpracy z trzema wydawnictwami. Więcej nie dałabym rady uciągnąć.

                Jeśli chodzi o pracę w domu, wcale nie czuję się samotna. Jak trzeba, mogę
                pracować i 18 godzin na dobę. Ale za to mam pieniądze na podróże i na jakieś
                drobne fanaberie. I wolne, które sama sobie daję, gdy wyjeżdżam.

                Wolę pracować w domu, a wychodzić do ludzi, z którymi chcę, a nie muszę być.
                Może dlatego, że kiedyś pracowałam w miejscu, w którym miałam na co dzień do
                czynienia z mnóstwem różnych ludzi. No, i po prostu, już się z nimi nabyłam.

                Mam problem z tymi, którzy myślą, że skoro siedzę w domu, to zawsze można wpaść
                i pogadać. Nawet chyba chcą mi osłodzić te samotne chwile. Witam gościa z
                radością i mówię: "Dobrze, że jesteś, właśnie robię sobie 15 minut przerwy.
                Szkoda, że mam tylko tyle." No, i pilnuję, żeby nie przedłużać.

                Bardzo lubię, to co robię.
                • mikolcia Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 07.07.06, 16:36
                  Bawię się w takie życie ok.14 lat. Wykonuję tłumaczenia. Bardzo mi to odpowiada!
                  To zajęcie daje mi wolność: w czasie, w wyborze klienta, miejscu i sposobie
                  pracy. Są chwile, gdy rzeczywiście odczuwam samotność. Kocham ludzi i codzienne
                  kontakty z nimi (nawet luzne, przypadkowe rozmowy). Gdy mam pilną pracę, nie ma
                  czasu na pogaduchy. Inny problem, to domownicy i przyjaciele, uważający, że
                  pracę w domu można wykonać kiedykolwiek:( Dlatego bardzo spodobał mi się sposób
                  Barbary. Bardzo dziękuję za podzielenie się, również spróbuję zastosować.
                  Zarabiam tyle, by wystarczyło na średnie życie, wczasy, rozwijanie
                  zainteresowań, itd. Mogłabym wyciągać więcej, ale wtedy należałoby też więcej
                  pracować. A ja lubię mieć czas na inne sprawy. Średnio tygodniu pracuję 4 dni, 3
                  pozostałe mam dla siebie i swoich bliskich.
                  Początek był dziwny. Studiowałam na kierunku ścisłym. Miałam konkretne plany
                  zawodowe. W miejscowym biurze tłumaczeń zachorowała tłumaczka, która była moją
                  znajomą. Akurat jakiś ważny klient zamówił ekspresowe tłumaczenie. Zupełnie
                  przypadkowo poproszono mnie o przetłumaczenie kilku artykułów, ponieważ b.dobrze
                  znałam ten język. Spodobało się, szukałam pracy w tym zawodzie.Najpierw spisałam
                  na kartce potencjalnych pracodawców (m.in.biura tłumaczeń, redakcje, firmy
                  współpracujące z zagranicą). W książce telefonicznej poszukałam kontaktów...
                  Życzę powodzenia!

                  marketing-alternatywny.zlotemysli.pl/007ok.php
                  efekt-motyla.zlotemysli.pl/007ok.php?c=main&idEbook=213
        • aruen Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 26.08.06, 19:46
          > Bardzo bym chciała spróbowac redakcji tekstów, zwłaszcza merytorycznej


          a w jakiej dziedzinie? to jest wazne

          wyzsze wyksztalcenie polonistyczne absolutnie nie jest konieczne do zostania
          redaktorem merytorycznym

          ani nawet redaktorem jezykowym

          jesli skonczylas waski, scisly kierunek, znasz terminologie, rozumiesz co autor
          chcial powiedziec i umiesz to zrobic lepiej, i umiesz sie na pismie poslugiwac
          ladnie jezykiem polskim, to masz zadatki na redaktora jak bum cyk cyk

          napisz, co skonczylas, bedzie latwiej cos doradzic
          andrzej balcerzak
    • malwinka_usenet Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 07.07.06, 18:55
      Ja akurat skończyłam polonistykę (ale nie edytorstwo, bo jeszcze wtedy nie było), a przed
      "wolnostrzelectwem" pracowałam na etacie w jednym z większych wydawnictw prasowych - to dało mi
      trochę kontaktów i miałam co wpisać do cv. Wolę siedzieć w domu zamiast biegać do pracy - taki mam
      charakter, że nie porzebuję widywać ludzi na co dzień (poza własnym mężem ;-) ). Dobrze mi z tą
      samotnością. Gorzej, że jak zlecenie jest nudne albo trudne, dłuuuugo nie chce mi się za nie zabrać,
      nie potrafię zmusić się do roboty, co nieodmiennie kończy się siedzeniem po nocach. Zresztą nie
      zawsze freelancerka to praca w domu - do jednego z wydawnictw muszę chodzić, bo pracuję tam w już
      na złamanych stronach w Quarku.

      Gdybym miała inne wykształcenie, a chciała redagować, na pewno wysyłałabym odpowiedzi na
      ogłoszenia - a nuż daliby mi szansę? Wydawnictwa zazwyczaj najpierw wysyłają próbkę do zrobienia,
      więc jeśli zredaguje się ją dobrze, myślę, że można liczyć na współpracę. Moja mama z wykształcenia
      jest biochemikiem, a pracowała wiele lat jako korektorka ;-)
    • donatta Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 09.07.06, 00:51
      Praca w charakterze wolnego strzelca idealnie wpasowuje się w mój charakter i
      oczekiwania zawodowe. Żadnego trującego szefa nad głową, pracy od do, można i
      dzieci sobie pomału rodzić i wychowywać, bez konieczności decydowania: drugie
      dziecko czy nowe stanowisko?
      Samotna się nie czuję, wręcz przeciwnie (dzieci dookoła, więc marzę o
      samotności), ale ja się męczę i duszę w pracy etatowej.

      Jeśli chodzi o aspekt finansowy - na pewno odpadają wszelkie plusy typu zus
      (emerytura). Natomiast zarobki - cóż - to zależy, co kto robi. Korektor nie
      wyciągnie zbyt wiele i pewnie musi traktować swoją pracę tylko jako zajęcie
      dodatkowe. Ale już dobry autor (np. książek językowych czy popularnonaukowych,
      bo beletrystyka to inna para kaloszy) jest w stanie utrzymać swoją rodzinę z
      samych tantiem za 2-3 książki.

      Tłumacz przysięgły pewnie też, literacki - choć bardziej prestiżowy - zarobi
      już sporo mniej.

    • elf.woman Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 12.07.06, 10:29
      zaczęłam 10 lat temu, uparcie wysyłając do gazet przekłady opowiadań. wreszcie
      doczekałam się publikacji na łamach miesięcznika, po krótkim czasie wydawnictwo
      (właściciel miesięcznika) zaproponowało mi książkę. i odtąd się toczy..

      kwestia "dyspozycyjności" (rodzina, przyjaciele) potrafi być istną zmorą.
      asertywności nam trzeba, miłe Panie, ot co! ale przy trybie życia odludka (tylko
      mój komputer et moi) drobne dziwactwa z czasem zaczynają uchodzić płazem.. ;)

      a tak marginesie - chociaż to temat na odobny wątek - "dokopano" mi za przekład
      na pewnym forum, dziś znalazłam ten post. jeszcze chlipię w garść.. jak sobie z
      tym radzić, jak??!! wiadomo, że wszystkich się nie zadowoli, ale.. system
      immunologiczny potrzebny od zaraz!


      * * *
      ..kawę słodzili mu krwią, gin doprawiali mlekiem..
      • frangula Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 13.07.06, 11:04
        Ja właśnie zaczynam. Mam trochę zleceń, nie jest tego dużo, ale robi się coraz
        lepiej. Zdecydowanie najlepsze efekty przynosi mi rozpuszczanie wici wśród
        wszystkich znajomych, rodziny itd. Przy każdej okazji napomykam, że jestem
        tłumaczem, specjalizuję się w tym i w tamtym. I po jakimś czasie dzwoni
        telefon. Mam nadzieję, że będzie tego coraz więcej, bo niestety na razie jest
        to raczej zajęcie dodatkowe (pracuję jako nauczyciel). Szukałam innej pracy,
        prządnej pracy na na etat i... kompletna porażka - oferowane mi stawki można
        było tylko obśmiać. Tak to już jest z humanistami. Wolę posiedzieć sama w domku
        przed komputerem, podrapać się po tyłku, kiedy mam na to ochotę... I
        przynajmniej zarobić konkretne pieniądze.

        elf.woman napisała:
        > kwestia "dyspozycyjności" (rodzina, przyjaciele) potrafi być istną zmorą.
        > asertywności nam trzeba, miłe Panie, ot co! ale przy trybie życia odludka
        (tylk
        > o
        > mój komputer et moi) drobne dziwactwa z czasem zaczynają uchodzić płazem.. ;)

        ludzie chyba się powoli przyzwyczajają, przynajmniej moi znajomi, ale niektórzy
        nigdy nie zrozumieją, że "siedzi w chałupie" i pracuje, jak siedzi w chałupie
        to się pewnie całymi dniami opieprza. Moja sąsiadka: "Tak pani późno wychodzi
        do pracy?" Już mi się nawet nie chce uświadamiać kobiety, że pracowałam cały
        ranek, a teraz do drugiej roboty...

        > a tak marginesie - chociaż to temat na odobny wątek - "dokopano" mi za
        przekład
        > na pewnym forum, dziś znalazłam ten post. jeszcze chlipię w garść.. jak sobie
        z
        > tym radzić, jak??!! wiadomo, że wszystkich się nie zadowoli, ale.. system
        > immunologiczny potrzebny od zaraz!

        Nie widziałam przekładu, ale jeżeli sama uważasz, że jest dobry, to przecież
        nie ma się czym przejmować. Z tłumaczeniem jest tak, że zawsze znajdzie się
        ktoś, kto cię skrytykuje. W każdym przekładzie jest coś do zjechania. W trakcie
        studiów pisałam analizy tłumaczeń i krytykowałam Barańczaka, Stillera, I. Tuwim
        i innych, chociaż sama lepszym od nich tłumaczem z całą pewnością nie jestem.
        Jeżeli krytyka jest konkretna i konstruktywna, trzeba ją sobie wziąć do serca.
        Jeżeli krytykują ludzie, którzy nigdy nic nie tłumaczyli i nie mają o procesie
        tłumaczenia bladego pojęcia, trzeba to olać.
          • niedzielna Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 13.07.06, 21:18
            Absolutnie zgadzam się z Frangulą. Nie należy się zanadto przejmować,
            recenzenci (często kompletni amatorzy) są szczęśliwi, kiedy mogą coś wytknąć.
            Nie ma książki bez błędów, błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi :)

            A wracając do kwestii, która rozpoczęła ten wątek: nadal się zastanawiam nad
            wyborem, ale jestem bliska podjęcia decyzji o skoku na główkę, tzn
            przestawienia się na freelancerstwo. Kontakty i doświadczenie już mam, rynek
            mniej więcej znam, więc braku zleceń się nie boję. Bardziej boję się ponurych
            listopadowych poranków, kiedy znów trzeba usiąść samotnie nad czymś, co miało
            być fascynujące, a okazało się nudnym gniotem... Przestawienie się z
            intensywnej długoletniej pracy na etacie na pracę zupełnie samodzielną i w domu
            będzie chyba pewnym szokiem. Pociesza mnie to, że jak mówicie znajomi oraz
            domownicy przyłażą i przeszkadzają ;)) Poza tym nie do końca potrafię
            przewidzieć życiowe konsekwencje takiego kroku. Ale też nigdy nie da się
            wszystkiego przewidzieć. Ci, którzy zrobili coś takiego - napiszcie, jak to
            było...

            N.

      • ania13 Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 13.07.06, 22:16
        elf.woman, rozumiem Cie doskonale. Kazda krytyka mnie powala na kolana, obojetne
        czy konstruktywna, czy nie. Po chwili dopiero dochodze do tego gdzie sama
        popelnilam blad, ale i tak pierwszy moment jest zawsze straszny. Mam na to dwa
        sposoby. Po pierwsze tlumacze sobie, ze to "natura kobieca" mnie wpedza w taka
        rozpacz pierwszej chwili (nie zebym wierzyla w nature, ale na potrzebe chwili i
        dla polepszenia nastroju wierze), a po drugie powtarzam, ze bez bledu nie ma
        czlowieka. Persowie tkajacy dywany - jakie zaskoczenie - perskie, w misternym
        wzorze zawsze popelniali gdzies jakis blad, bo tylko Allah jest doskonaly. Ani
        czlowiek, ani jego dzielo - nie. Wiec ja sobie mysle, ze przed boskoscia mnie te
        bledy chronia i cale szczescie, ktos je znalazl i mi wytknal; kto wie, inaczej
        uwierzylabym w boskosc swojej natury ;)

        A sami krytykanci wg mnie krytykuja tylko dlatego, ze ich ktos kiedys
        skrytykowal i oddaja co dostali. Wiec ja chodze po ludziach i chwale, taka mam
        misje zyciowa :D

        Acha, niedzielna, piszesz o kolejnym gniocie. Mam przyjemnosc redagowac m.in.
        literature dewocyjna. To juz nawet pod kategorie "gniot wszechczasow" nie
        podpada. Ale i tu realizuje moja misje: ucze dewotow polskiego. Bylam
        zaskoczona, jak zobaczylam teksty pelne kardynalnych bledow, dosc powiedziec, ze
        dzieci w polowie podstawowki pisza lepiej... Listopad jest doskonalym miesiacem
        na prace w domu, bo i tak sie z domu nie chce wychodzic. Ja teraz dostaje swira,
        tam jezioro, las, gory, tu zlecenie... Pakuje sie i spadam z miasta!

        Swoja droga (ale mnie na pisanie zebralo) same kobiety sie tu wypowiadaja.
        Pewnie, ze to zawod sfeminizowany, ale jakos nie wierze, ze na tym forum same
        baby redaguja/tlumacza jako wolne, co, amazonki? Ciekawe...
        • frangula Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 14.07.06, 09:23
          ania13 napisała:
          Bylam
          > zaskoczona, jak zobaczylam teksty pelne kardynalnych bledow, dosc powiedziec,
          z
          > e
          > dzieci w polowie podstawowki pisza lepiej...

          Niestety, taka praca. Ja tłumaczę w większości teksty techniczne. Inżynierowie
          to przecież ludzie wykształceni, a byków sadzą tyle, że... w takich chwilach
          wstaję zza biurka i idę odetchnąć, zrobić sobie kawkę, po prostu uspokoić.
      • autumna Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 14.07.06, 10:14
        > na pewnym forum, dziś znalazłam ten post. jeszcze chlipię w garść.. jak sobie z
        > tym radzić, jak??!! wiadomo, że wszystkich się nie zadowoli, ale.. system

        Nie martw się, ja dostaję po uszach za korekty, często niesłusznie zresztą, bo reguły rządzące językiem nie są sztywne - każdy korektor przecinki postawi inaczej, a wszystkie wersje będą prawidłowe. Wiele osób też nie wie, że bywają po dwie prawidłowe formy wyrazów i schlastają korektora, że nie poprawił "otwarł" na "otworzył" albo "postaci" na "postacie". Mnie z kolei u Pilipiuka do szału doprowadza forma "dwu" zamiast "dwóch", ale niestety jest prawidłowa...
      • aruen Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 26.08.06, 18:56
        > a tak marginesie - chociaż to temat na odobny wątek - "dokopano" mi za przekład
        > na pewnym forum, dziś znalazłam ten post. jeszcze chlipię w garść.. jak sobie z
        > tym radzić, jak??!! wiadomo, że wszystkich się nie zadowoli, ale.. system
        > immunologiczny potrzebny od zaraz!

        trzeba sprobowac nie robic wiecej tych samych bledow - dokladnie tak stara sie
        dzialac system immunologiczny :-)
      • donatta Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 19.07.06, 13:58
        od 1000 do 25 000 :-) Widełki spore, ale to właśnie taka specyfika tego zawodu:
        nieprzewidywalność finansowa ...

        Z góry muszę zaznaczyć, że praktycznie nigdy nie są to zarobki za dany miesiąc
        pracy. Rzadko kiedy pieniądze przychodzą natychmiast po oddaniu materiału,
        zwykle następuje to jakiś czas później, często bywają rozdzielone na kilka
        transz, a to już w ogóle komplikuje sprawę. Trudno jest więc obliczyć ile się
        wyciąga w ciągu miesiąca. A jeśli do tego jeszcze dochodzą tanetiemy za coś, co
        się napisało miesiące lub lata wcześniej, to już w ogóle robi się galimatias.
        • niedzielna Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 19.07.06, 21:12
          Uparcie powracając do pierwotnego wątku, zawiadamiam wszem i wobec, że podjęłam
          decyzję i dołączam do grona szczęśliwych wolnych strzelców, swobodnych
          jeźdźców, czy jak to nazwać, ze wszystkimi tego radosnymi i ponurymi
          konsekwencjami. Nieprzewidywalność finansowa - cóż, zdaję sobie z tego sprawę.
          Trzeba mieć nad wszystkim jako taką kontrolę (pilnować zleceniodawców i
          terminów), ale pełnej uzyskać się nie da, już to kiedyś przerabiałam. Nigdy nie
          wiadomo, ile zapłacą, czy w ogóle i kiedy, i kiedy zaproponują coś następnego.
          Trzeba też brać pod uwagę, że od kwoty netto odchodzi jeszcze dobrowolna
          składka na ZUS oraz III filar, jeśli nie chce się umrzeć w nędzy albo zejść na
          wyrostek robaczkowy. Ale za to można w środku dnia i tygodnia pojechać na
          spacer do lasu :) Ciekawe, czy za pół roku nadal będę się tym cieszyć...
          Trzymajcie za mnie kciuki.
          N.
          • skajstop Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 20.07.06, 10:56
            niedzielna napisała:

            > Uparcie powracając do pierwotnego wątku, zawiadamiam wszem i wobec, że
            > podjęłam decyzję i dołączam do grona szczęśliwych wolnych strzelców,
            > swobodnych jeźdźców, czy jak to nazwać, ze wszystkimi tego radosnymi i
            > ponurymi konsekwencjami.

            Będzie dobrze. A poza wszystkim, wg mnie tylko jedna rzecz w tym jest ryzykowna:
            trzeba się nauczyć być katem dla samego siebie, czyli wiedzieć, kiedy trzeba iść
            do roboty, a kiedy można wyfrunąć w jakieś miłe miejsce. Ale mam wrażenie, że
            ten etap masz już za sobą :D

            Za to na pewno oszczędzisz sobie wielu frustracji, jak myślę.

            Trzymam kciuki za powodzenie -
            Skajstop Wolny Strzelec :)
          • line.zludzilodu Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 20.07.06, 11:17
            No to gratulacje wielkie:) Ja się przymierzam do tego, ale na razie badam rynek
            i całą resztę. Mam dość obecnej, etatowej pracy, nie czuję się na siłach, żeby
            dalej ją wykonywać. W tym, co chcę robić, mam niewielkie doświadczenie, ale
            żywię nadzieję, że to jakoś pomoże. :)
          • barbara7 Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 25.08.06, 09:03
            Trochę późno, ale wyjechałam ogrzać kości (i wypalić słońcem tłuszczyk, co się
            nie udało, niestety), więc zabieram głos teraz. Myślę, że będziesz zadowolona ze
            swojej decyzji. Sama żałuję tylko jednego: decyzję o pracy w domu podjęłam
            późno. Stanowczo zbyt wiele lat "chodziłam do pracy". I jeszcze rok muszę
            pochodzić, żeby mi świadczenia nie przepadły. Pracuję bardzo dużo, chyba nigdy
            nie pracowałam więcej i jest mi z tym dobrze, bardzo dobrze. A pieniądze? Nie
            potrzebuję ich na złote klamki, na moje ulubione wyjazdy w różne miejsca w
            Polsce i za granicą, na drobne babskie przyjemności, książki i testowanie nowych
            knajpek - wystarcza.
      • niedzielna Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 26.07.06, 14:50
        To ja się przyłączam do pytania. Zastanawiam się, czy warto zakładać własną
        firmę, czy lepiej pracować po prostu na umowy o dzieło i samemu opłacać sobie
        emeryturę. Ile minimum trzeba regularnie zarabiać miesięcznie, żeby to się w
        ogóle opłacało? Przecież zus to teraz jakies 600 zł miesięcznie? Czy są teraz
        jakieś ulgi dla nowych firm? Czy tzw wrzucanie w koszty różnych opłat daje
        wymierną ulgę? Mam wrażenie, że w mojej sytuacji to więcej zachodu niż pożytku.
        Jeśli znacie jakieś źródło, które to przystępnie wyjaśnia, proszę o linkę.
        N.
    • dziewcze_z_sadu Re: wolni strzelcy - jak sobie radzicie? 27.07.06, 09:34
      Chyba słabo. Akurat nmam chyba jakiś kryzys. Pracuję w ten sposób od niedawna
      niedawna (rok). Wyżaliłam się wczoraj tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=45909880
      Nie jestem w stanie odkładać dobrowolnej stawki na ZUS itp.
      Może przyjdą lepsze czasy.
      Bardzo lubię ten tryb pracy. Dom, spokój, kot (wcale nie przeszkadza !), ale
      jakoś przyszłościowo... Nie wiem. Musiałabym sporo więcej zarabiać.
      :-(
      Pozdrawiam.
      • beatanu za granicą 30.07.06, 11:31
        Nie wiem, czy przysługuje mi miano wolnego strzelca, bo tłumaczenie jest dla
        mnie tylko zajęciem dodatkowym, nieomalże hobby... Aczkolwiek bardzo
        angażującym :) Honorarium to rodzaj dodatkowej przyjemności a nie zasilanie
        domowej kasy. Córka śmiała się ze mnie, że jeszcze do tego interesu dołożę,
        jeżeli podliczę jak dużo kosztowało mnie kopiowanie fragmentów pierwszego
        tłumaczenia i wysyłanie ich do ponad trzydziestu wydawnictw...

        Bardzo długo dojrzewałam do myśli o przekładzie literatury pięknej, wcześniej
        miewałam mniejsze lub większe projekty, ale zawsze chodziło o teksty użytkowe.
        Przez jakiś czas bawiłam się w quasi-symultaniczne tłumaczenie kursów
        prowadzonych w Polsce przez szwedzkich pedagogów...

        Od trzech lat mniej więcej tłumaczę książki, mam na swoim koncie trzy wydane
        powieści, czwarta się właśnie redaguje :)

        Zaczynałam od zera, to znaczy od namolnego stukania i pukania do drzwi
        wydawnictw. Tłumaczka-debiutantka z powieścią szwedzkiego debiutanta...
        Sytuacja prawie niemożliwa, ale byłam uparta... Zainteresowanie polskich
        wydawców literaturą nie-angielskojęzyczną jest niewielkie, niektórzy się do
        tego od razu przyznają.
        Czy chcieli ze mną rozmawiać? Najczęściej nie, najczęściej zbywali moją ofertę
        milczeniem, ale od kilku dostałam odpowiedzi listowne lub mejlowe. Bardzo
        uprzejme, choć zazwyczaj odmowne... Na szczęście znalazło się dwóch
        zainteresowanych. I to na początek wystarcza...

        A jeżeli chodzi o samotność tłumacza... W moim przypadku to świetna przeciwwaga
        dla zawodu "głównego", który wymaga bardzo intensywnych kontaktów z ludźmi,
        totalnej obecności, zaangażowania w problemy bliźniego... Tłumaczenie to rodzaj
        kreatywnej odskoczni. A tłumaczę nie tylko w domu przed komputerem. Również w
        pociągu, samolocie i w poczekalni. Gdy tłumaczę, nie rozstaję się z oryginałem,
        notatnikiem i ołówkiem (z gumką!). Bardzo lubię kreślić takie pierwsze zarysy.
        Mogę sobie na to pozwolić, nie gonią mnie (przynajmniej na razie) terminy.
        • international1 Re: za granicą 30.07.06, 15:46
          Zielenieję z zazdrości, bo najgorsze masz już za sobą (tylko cztery powieści –
          mój Boże!) i jedynie kwestią czasu jest u Ciebie zapracowanie na miano w pełni
          wyzwolonego wolnego strzelca, podczas gdy ja wciąż jeszcze waham się z
          puszczeniem w obieg swojej pierwszej ukończonej pracy, w nieskończoność nanosząc
          kosmetyczne poprawki.

          Niemniej robisz ze mnie optymistę. Dzięki za odpowiedź.
          • beatanu Re: za granicą 30.07.06, 23:43
            international1 napisał:

            > Zielenieję z zazdrości, bo najgorsze masz już za sobą (tylko cztery powieści
            &#
            > 8211;
            > mój Boże!) i jedynie kwestią czasu jest u Ciebie zapracowanie na miano w pełni
            > wyzwolonego wolnego strzelca, podczas gdy ja wciąż jeszcze waham się z
            > puszczeniem w obieg swojej pierwszej ukończonej pracy, w nieskończoność
            nanoszą
            > c
            > kosmetyczne poprawki.
            >
            > Niemniej robisz ze mnie optymistę. Dzięki za odpowiedź.

            Gwoli wyjaśninia - przełożone przeze mnie powieści nie należą do cegłowatych :)

            Nie zieleniej z zazdrości, zakończ nanoszenie poprawek (nigdy nie będziesz
            zadowolony z końcowego efektu w 112%) i... do dzieła czyli do walki o wydanie
            napisanej/przetłumaczonej rzeczy!

            Pozdrawiam i trzymam kciuki!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka