Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa?

19.01.07, 12:18
czy uważacie, że recenzent, który uwielbia lub choć trochę lubi np. taką
Masłowską będzie w stanie zachwycić się np. Mickiewiczem? Chodzi mi o to, że
to co podoba się jednemu, niekoniecznie znajdzie uznanie w oczach kogoś
innego. Czy jesteśmy w stanie dokonać podziału wydawnictw, tak aby trafić do
takiego, które prawdopodobie będzie dużo bardziej zainteresowane naszym
dziełem, niż inne wydawnictwo? Mnie konkretnie nurtuje pytanie, jak nie
trafić do tych, które widzą coś wzniosłego w Masłowskiej, trafiając zaś do
tych, które Masłowska mierzi. Pytam, ponieważ piszę zgoła innym językiem i
moja wrażliwość jest na zupełnie innym poziomie. Jakie wydawnictwo hołduje
prawdziwej, pięknej literaturze??
    • donetta Re: Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa? 19.01.07, 16:09
      Prawdziwa, piękna literatura- to coś subiektywnego.Chociaż ksiązki Masłowskiej
      nie robią na mnie wrażenia, to szanuję jej czytelników, gdyż mają prawo czytać
      co chcą. Co do wydawnictw, wydają to, na czym mogą zarobić.Reklama dźwignią
      handlu, i każdy towar można sprzedać. Staram się zrozumieć wydawców, gdyż mają
      na względzie interes finansowy firmy,a wydawnictw wszak mamy od groma.Co do
      recenzenta, który uwielbia Masłowską, czy potrafi zachwycić się Mickiewiczem?
      Sądzę, że tak, bo z czytaniem jest jak z szukaniem nowych doznań, każde jest
      inne.
    • belinks Re: Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa? 19.01.07, 23:31
      przedwiosnie1 napisał:
      czy uważacie, że recenzent, który uwielbia lub choć trochę lubi np. taką
      > Masłowską będzie w stanie zachwycić się np. Mickiewiczem?

      Myślę,że tak. Często nie ważne CO, ale JAK jest napisane. Ta sama historia może
      być "Anną Kareniną" i harleqinem.
    • braineater Re: Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa? 20.01.07, 18:34
      przedwiosnie1 napisał:

      > czy uważacie, że recenzent, który uwielbia lub choć trochę lubi np. taką
      > Masłowską będzie w stanie zachwycić się np. Mickiewiczem?

      Wyobraź sobie <o tempora, o mores>, że tak. Ba, do tego może w skrytości duszy
      łkać nad pięknem fraz Rilkego i rubasznym rechotem zasmiewać się nad
      Pilipiukiem a w przerwach namiętnie pochłaniać komiksy <kaboooom!>. Na tym
      chyba zreszta polega radość czytania, że z kazdej ksiązki bierzesz coś innego.
      Co do pytania, to pomijając dyskretną megalomanię, która za nim się ukrywa i
      tendencję do lekkiego zadęcia na punkcie własnej twórczości, to wyobraź sobie,
      że wydawnictwa wydają w jedenej serii wydawniczej, tak różne rzeczy, jak Keret
      i Ota Pavel, czy jak Angela Carter i Martin Amis. Problem więc będziesz miała,
      bo zazwyczaj trafisz na takich, co to lubią i Masłowską i Mickiewicza i
      Witakacego i Shutyego.


      I jakie znajdziesz wtedy wytłumaczenie, gdy nie polubią Ciebie?

      P:)
      • belinks Re: Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa? 20.01.07, 19:12
        Hehe, Braineater :-DDDDDDDDDD
    • spacey1 Re: Recenzenci świadczą o "profilu" wydawnictwa? 20.01.07, 23:26
      Śliczna odpowiedź Braineatera :)
      Czytam to forum od jakiegoś czasu i nurtuje mnie takie pytanie: czy tutejsi
      bywalcy tylko piszą książki, czy także je czytają? Zastanawiam się, bo
      nieznajomość rynku wydawniczego, jaką tu często spotykam, wskazuje, że nie
      czytają. Czytający nie mieliby najmniejszego problemu z orientacją w nazwach i
      profilach polskich wydawnictw. Nie mieliby także problemu z wyborem wydawcy
      odpowiedniego dla swojej twórczości. Mam tu na myśli oczywiście profil
      wydawnictwa, bo co do oceny tejże twórczości nigdy nie można mieć pewności.
      Polecam autorowi wątku, jeśli chciałby się obracać tylko w godnym siebie
      towarzystwie, zwrócenie się do tych wydawnictw, których książki przypadły mu do
      gustu, które uważa za wartościowe według swoich kryteriów. Jeden problem masz
      pan z głowy - nie pisz do Dunina-Wąsowicza. Jeśli nie wiesz, kto zacz,
      podpowiadam: ten pan jest właścicielem wyd. Lampa i iskra boża, wydawcy książek
      Masłowskiej.
      Mały komentarz jeszcze do pytania postawionego w tytule wątku. Nie, recenzenci
      nie określają profilu wydawnictwa. Nie wiem jak w innych, ale w dobrze mi znanym
      decyzja o profilu (szeroko pojętym, czyli rodzajach literackich, w jakich
      będzie się specjalizować) zapadła po długich dyskusjach a także po kilku już
      latach doświadczenia na rynku. Brane były pod uwagę takie czynniki, jak: jasność
      identyfikacji marki wydawniczej (nie można wydawać wszystkiego, a w każdym razie
      dobrze jest się w czymś specjalizować, aby zbudować jakiś konkretny wizerunek w
      oczach czytelników), możliwości rozwoju w danym profilu, osobiste preferencje i
      kontakty wydawców (nie recenzentów!), a także, last but not least, popyt, a więc
      opłacalność. Bo nie jest tak, że podli wydawcy patrzą tyko gdzie tu można
      zarobić łatwą forsę. Ale co do pojedynczych tytułów mają taki plan minimum -
      przynajmniej nie stracić. Czy to tak wiele, naprawdę? Czasem mam wrażenie, że
      autorzy (zwłaszcza debiutanci) sądzą, że wydanie książki to start od zera
      (zarobi wydawnictwo krocie albo tylko troszkę i niedobrzy wydawcy nie chca
      wydawać debiutantów, bo nie chcą zarabiać troszkę, tylko, podłe hieny, chcą od
      razu zarobić krocie). A jest nieco inaczej - wydanie książki to najpierw
      inwestycja i naprawde fajnie by było wyjść chociaż na zero.
      Ostatnia uwaga - często się zdarza, że wydaje się wielkie nazwiska, które
      sprzedają się w maleńkich nakładach, bo są niszowe. To samo dotyczy często
      świetnych debiutantów. Na tych ksiązkach zwykle się traci, ale wydaje się je dla
      "honoru domu". Aby móc to robić trzeba wydawać komercyjne shity (choć nie
      wszystkie to shity, sorry). I takie działanie moim zdaniem jest bardzo
      racjonalne. Swoją drogą podziwiam bardzo te wydawnictwa, które wydają wyłącznie
      ambitne, niszowe tytułu. Prawdopodobnie żyją tyko dlatego, że pracują tam 2-3
      osoby. Wydawnictwa dające prace dużej grupie ludzi muszą zarabiać więcej. Trudno
      się temu dziwić.
      Przepraszam za długi wywód, ale kilka z tych myśli dawno chodziło mi po głowie.
      pozdrawiam
Pełna wersja