autumna
14.02.07, 10:57
tvp.pl/371,20070212458663.strona
Powyższy wątek co prawda o filmach, ale książek to też dotyczy. Zastanawiam się, czy ten obowiązek wysyłania każdej książki oznaczonej ISBN do kilkunastu bibliotek to jest dla nich znakomite źródło zaopatrzenia czy wręcz przeciwnie, kłopot z upchaniem gdzieś ton chłamu.
Jakiś czas temu w płatkach kukurydzianych nestle były taki niby książeczki do nauki angielskiego dla dzieci - kartonowa harmonijka złożona bodjaże z 5 segmentów o rozmiarze 3x3cm, na każdej takiej stroniczce obrazek i podpis do niego (jedno słówko) po angielsku. I miało toto nr ISBN, pewnie ze względu na obniżony vat. Jak myślicie, czy taki np. KUL albo UMCS będące na liście wyznaczonych bibliotek ucieszą się z otrzymania takiej pozycji? Narodowa, Jagiellonka - rozumiem, różne dziwne rzeczy są potrzebne do badań naukowych, ich zadaniem jest gromadzenie wszystkich dziwolągów jako "dziedzictwa narodowego". Ale uszczęśliwiać tym kilkanaście innych bibliotek???