egzemplarze obowiązkowe - z przymrużeniem oka ;-)

14.02.07, 10:57
tvp.pl/371,20070212458663.strona
Powyższy wątek co prawda o filmach, ale książek to też dotyczy. Zastanawiam się, czy ten obowiązek wysyłania każdej książki oznaczonej ISBN do kilkunastu bibliotek to jest dla nich znakomite źródło zaopatrzenia czy wręcz przeciwnie, kłopot z upchaniem gdzieś ton chłamu.
Jakiś czas temu w płatkach kukurydzianych nestle były taki niby książeczki do nauki angielskiego dla dzieci - kartonowa harmonijka złożona bodjaże z 5 segmentów o rozmiarze 3x3cm, na każdej takiej stroniczce obrazek i podpis do niego (jedno słówko) po angielsku. I miało toto nr ISBN, pewnie ze względu na obniżony vat. Jak myślicie, czy taki np. KUL albo UMCS będące na liście wyznaczonych bibliotek ucieszą się z otrzymania takiej pozycji? Narodowa, Jagiellonka - rozumiem, różne dziwne rzeczy są potrzebne do badań naukowych, ich zadaniem jest gromadzenie wszystkich dziwolągów jako "dziedzictwa narodowego". Ale uszczęśliwiać tym kilkanaście innych bibliotek???
    • skajstop Re: egzemplarze obowiązkowe - KONIECZNIE!!! 14.02.07, 11:25
      A fe, cóż za herezję głosisz!

      Cieszenie się czy nie cieszenie się nie ma tu nic do rzeczy. Do rzeczy ma to, że
      wychodzi jakaś książka, często w bardzo niskim nakładzie, wydawca lekceważy
      obowiązek rozesłania do odpowiednich bibliotek, a ty 20 lat później wiesz, że
      dana książka wyszła, ale nie masz jak jej zdobyć.

      Autumno, wybacz, ale jeżeli wydawcy nie stać, żeby rozesłać nie jakimś tam,
      tylko 17 największym bibliotekom w 40-milionowym kraju "aż" 19 egzemplarzy,
      których łączny koszt druku i wysyłki pocztą nie przekracza stu złotych, to
      pardon, ale co to jest za wydawca? Niech, do jasnej kunki, pomidory lepiej hoduje.

      A piszę to, bo często z takich właśnie niskonakładowych pozycji korzystam. I
      trafia mnie szlag, kiedy książka jest w bibliografii, a tymczasem poza BN nie
      można jej zdobyć :)
      • autumna egz. obowiązkowe - a co można nazwać książką? 14.02.07, 12:30
        A gdzie Ty w moim poście wyczytałeś, że ja jestem przeciw egzemplarzom obowiązkowym?! Wydaje mi się tylko, że kryteria przyznawania ISBN są chyba za słabo sprecyzowane, skoro nadaje się go, zapewne w celu skorzystania z ulgowego vatu, pozycjom tak dziwnym jak wspomniany kartonik znaleziony w płatkach kukurydzianych. Czy to ze strony wydawcy nie jest jakieś nadużycie? Chodzi mi tu wyłącznie o punkt widzenia biblioteki, która potem musi skatalogować i zmagazynować pozycje o wątpliwej dla niej przydatności i zastanawiam się, czy w pewnych przypadkach nie jest to uszczęśliwienie tych placówek nieco na siłę.
        • skajstop Re: egz. obowiązkowe - a co można nazwać książką? 14.02.07, 13:02
          Widzisz, problem w tym, że ocena, co jest "dziwolągiem", jest:
          a/ bardzo subiektywna
          b/ zmienna w czasie

          z czego wynika jednoznacznie
          c/ lepiej takie rzeczy archiwizować.

          Gdyby szło o jakieś makabryczne ilości tych egzemplarzy, to ok, ale 19 ztuk to
          jest nic. Natomiast jaką masz gwarancję, że książeczka do jakichś płatków za sto
          lat nie okaże się ważnym świadectwem naszej epoki, jak dziś są dla nas
          średniowieczne "pomocniki" z kazaniami dla księzy, co to nie znali łaciny, a
          jakoś musieli to słowo Boże Głosić? :P

          Stąd wolałbym, żebyś nie Ty, nie ja, tylko badacze to oceniali, mając do
          dyspozycji możliwie kompletny materiał.
          • autumna Re: egz. obowiązkowe - a co można nazwać książką? 15.02.07, 08:28
            > Gdyby szło o jakieś makabryczne ilości tych egzemplarzy, to ok, ale 19 ztuk to
            > jest nic. Natomiast jaką masz gwarancję, że książeczka do jakichś płatków za st

            Ale mnie cały czas chodzi nie o punkt widzenia wydawcy, tylko biblioteki! I o tych ilościach mówię - o okiełznaniu przez bibliotekę dwudziestu paru tysięcy (jak podaje sąsiedni wątek) książek rocznie. A i magazyny niewątpliwie nie są z gumy. Znajomy szukał materiałów konferencyjnych i w Książnicy Pomorskiej dowiedział się, że będą w katalogu... za jakieś pół roku - takie mają obsuwy w czasie. Archiwizacja, owszem, ale jej sposób chyba nie nadąża za zmianami na rynku księgarskim, za nadprodukcją książek. O wiele bardziej podoba mi się koncepcja:

            books.google.com
            Ale przede wszystkim to chyba przegapiłeś zasadniczą część tytułu mojego wątku - "z przymrużeniem oka". Czy obecność filmów pornograficznych w BN i BJ albo książki typu "Jak puszczać bąki. Praktyczny poradnik" w bibliotece KUL naprawdę nie wywołuje u Ciebie uśmiechu? O ten aspekt egzemplarza obowiązkowego przede wszystkim mi chodziło :-)
            • skajstop Re: egz. obowiązkowe - a co można nazwać książką? 15.02.07, 10:46
              Nie, ja nic nie przegapiłem, zapewniam :)

              Różni nas podejście do sprawy. Mnie nie wzrusza los bibliotek, skoro od
              gromadzenia i udostępniania zbiorów one są. Pamiętasz felieton Eco o
              bibliotekarzach? ;P

              Co gorsza, zupełnie nie zgadzam się z teorią, że my umiemy dzisiaj ocenić, co
              jest śmieszne, a co nie. Co jest bzdetem niewartym archiwizowania, a co poważnym
              materiałem. Historia kultury materialnej powinna nas nauczyć pokory w tej
              dziedzinie :) dziś częśto kwity z pralni egipskiej są ważniejsze od dzieł
              literatury ;p (przynajmniej w pewnych aspektach)

              Zatem kompletnie nie trafia do mnie użalanie się nad ciężkim losem 17 bibliotek
              w czterdziestomilionowym kraju. One powstały po to, aby takie zbiory gromadzić -
              i jedyne, o czym można rozmawiać, to jak im to ułatwić. Natomiast ograniczanie
              zbiorów jest moim zdaniem zupełnie bez sensu :)
      • hemeczka Re: egzemplarze obowiązkowe - KONIECZNIE!!! 15.02.07, 13:15
        jasna kunką? :) już sobie zapisałam
    • warszawianka34 Ludzie, Wy mnie nie przerażajcie!! 20.02.07, 19:35
      Wydałam właśnie na swój koszt moją powieść "wewnętrzną" że tak się wyrażę,
      czyli do własnego użytku. Jest naprawdę dopieszczona, w pięknej twardej
      okładce, specjalnie zaprojektowanej, takiej jak chciałam etc. Specjalnie
      wystąpiłam o numer ISBN, żeby była wydana "naprawdę". Koszt 1 egz. - nie
      pytajcie ile. Dużo. Stać mnie było tylko na egz. dla rodziny i przyjaciół i
      teraz piszecie, że 17 sztuk mam oddac bibliotekom?????? Ludzie, to ja już wolę
      ją zmakulaturyzować! Mnie na to nie stać! Przecież było napisane w piśmie z BN,
      że obowiązują mnie tylko 2 egz. dla potomności. Jak to właściwie jest?
      • skajstop Re: Ludzie, Wy mnie nie przerażajcie!! 20.02.07, 22:01
        Jeżeli drukujesz nakład poniżej 100 egz, to masz obowiązek wysłać - o ile się
        nie mylę - 2 egz do BN. I nie wiem, czy jeszcze jeden do Jagiellonki. Albo po
        jednym dla BN i Jagiellonki? W każdym razie powyżej setki zaczyna się tych 19 egz.
        • autumna Re: Ludzie, Wy mnie nie przerażajcie!! 21.02.07, 08:44
          > Albo po jednym dla BN i Jagiellonki?

          Zgadza się, po jednym do BJ i BN. I taka przesyłka jest zwolniona z opłaty pocztowej, więc nie daj się skasowac przy okienku :-)
Pełna wersja