micko2
05.08.08, 13:45
Przyjęło się pomstować na wydawnictwa, ze jeśli to nie oszuści, to z
pewnością ludzie ograniczeni umysłowo, którzy tylko o forsie myślą.
Szanowni autorzy i tłumacze zapominają jednak, że wydawcy są ich
klientami i powinni o nich dbać. Jeśli proponują jakiś swój towar na
sprzedaż, to niech on będzie w jakiejś strawnej postaci. Jeśli autor
pyta publicznie, czy tekst się komuś podoba, a nie chce mu się
wstawić polskich znaków diakrytycznych, albo tłumacz, który pisze
kilkulinijkowy tekst w którym chwali się jaki to on jest wspaniały
pisze jak analfafeta, to niech się nie dziwią, że klient do ich
umiejętności podchodzi sceptycznie.
Jeśli kupuję truskawki i dostaję je w rozpadającej się papierowej
torebce, rezygnuję z zakupu. Być może stracę właśnie okazję zakupu
najwspanialszych truskawek świata - trudno. Wolę to niz zawracać
sobie głowe rozwalającą sie torebką.
Jeśli widzę, że autor, czy tłumacz ma mnie w dupie, to i ja mam go w
dupie nie dlatego, ze unoszę się honorem, ale widzę już po takim
próbnym tekście jakie kłopoty bedę miał. Jeśli tłumacz na zwróconą
mu uwagę, że pisze jak analfabeta, odpowiada, że ja niewłaściwie
stawiam przecinki ('a u was Murzynów biją') to wiem, że z takim
tłumaczem będą tylko kłopoty i trzeba się od niego trzymac z daleka.
A jeszcze jeśli ma do mnie pretensje zamiast wytoczyć mi sprawę
sądową i ją wygrac pyskuje, to już w ogóle...
Wydawcy nie są wrogami autorów, są ich klientami i autorzy powinni
trochę myśleć jak o nich dbać...