Dodaj do ulubionych

Jakie były Wasze początki przygody z jazdą konną?

12.08.03, 20:36
Ja jeżdżę ok. roku, a inspiracją do pierwszych kroków w siodle była moja 10-
letnia córeczka. Gdy tak stałam i patrzyłam jak ona się świetnie bawi,
odszłam do wniosku " dlaczego nie !" (szczególnie,że wielokrotnie zadek mi
zmarzł na wietrze) ;)))). Pewnego ślicznego wiosennego dnia za namową
właścicielki stajni zasiadłam w siodle, a teraz jak mam jakąś dłuższą przerwę
to mnie skręca..... :))).
Pozdrowienia dla Wszystkich.
Obserwuj wątek
    • delfinoo Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 13.08.03, 09:50
      Również jeżdże około roku. Zawsze chciałam o robić, ale ciągle było jakies
      ale...
      Aż w końcu, pewnego dnia pojechałam z bratem do stadniny i oboje wsiedliśmy na
      konik.
      Po pierszej lekcji zeszłam z konia prawie z płaczem, że to cos nie tak! że
      miało być tak fajnie! że miałam sobie dobrze poradzić! itd, itp.
      Nie siedziałam w siodle jeszcze przez prawie rok, a później pojechał na 2-
      tygodniowy urlop na Mazury: jazda dwa razy dziennie (ależ ja miałam otłuczone
      dupsko...) i od tamtej pory jeżdżę regularnie...
    • tarkosia1 Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 13.08.03, 15:07
      a ja pojechalam 2 lata temu ze znajomymi do malej mazurskiej wioski na weekend
      i strasznie sie nudzilismy. wkoncu ile mozna opalac sie i kapac w niezbyt
      cieplu jeziorku. poszlismy wiec na spacer i odkrylismy wielka piekna stadnine
      na terenach popeegerowskich. Weszlismy by obejrzec koniki. Stajenni namowili
      nas na jazde - dla mnie pierwsza w zyciu. Wszyscy - co do jednej osoby
      zlapalismy bakcyla i jezdzimy do dzis! kazdy co prawda w innej stadninie i z
      inna czestotliwoscia, ale mozna powiedziec ze dalismy sie zaczarowac :))) ja na
      pewno wpadlam po uszy!
    • kari12 Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 17.08.03, 14:59
      A ja wdrapalam sie z wlasnej inicjatywy na roboczego, ciezkawego kasztanka, jak
      mialam 4 lata. Nikt mnie na szczescie nie przyuwazyl:))) Co prawda tylko sobie
      popatrzylam na swiat troche z gory i przeszlismy pare krokow stepem, dokad
      Jasnie Kon zechcial pojsc, ale to bylo cos... A w dwa lata pozniej z kumplem z
      podworka chcielismy "wypozyczyc sobie" na caly dzien konia, ktory pasl sie
      samotnie niedaleko. Tym razem nas wypatrzono, niestety, i pasy poszly w ruch.
      Mialam recydywe w zoo, tym razem z kucykiem, raczej nieruchawym i w zasadzie
      uzywanym tylko do zdjec : ze mna wyszedl troche z kadru ;-)Pozniej jezdzilam w
      czasie wakacji "po sasiedzku" u wujka na wsi, na oklep, z kawalkiem sznurka
      zamiast uzdy : to byly calkiem fajne spacerki. A prawdziwa nauke zaczelam
      pozno, bo w wieku 20 lat. Dlatego zazdroszcze dzieciakom, ktore moga zaczac
      jezdzic np. w wieku 8 czy 9 lat. To wspaniale!
      • ypsilon Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 26.08.03, 13:11
        Całe życie marzyłam o tym, żeby jeździć konno, i zawsze robiłam zupełnie coś
        innego (narty, żagle). A zaczęłam jakieś 15 lat temu jako osoba już dorosła.
        Pierwsza jazda to wyjazd w góry konno - niezapomniane przezycie - tereny
        nadgraniczne, pusto, późne lato i my w cztery koniki. Wszystko było ok, póki
        pięlismy sie pod górę, ale kiedy okazało się, że z tych gór trzeba zjeżdżac w
        dół, to zwątpiłam. Instruktor uspokajał: zdaj się na konia, on nie chce zginąć.
        Ale świat oglądany z góry, z siodła był olbrzymi, dróżki na dole jak
        wstążeczki. Ale przeżyłam, koń faktycznie, wiedział, co ma robić, zjeżdżał na
        zadzie pomalutku, zakosami. To był mój chrzest konny. Potem, po powrocie do
        domu, zaczęłam regularnie jeździć we Wrocławiu. Teraz tej stadniny już nie ma.
        Jeżdżę w róznych miejscach. Ma to swoje wady, ma też zalety. A teraz zaczyna
        jeździć moja młodsza córa. Jest zachwycona, bo spełnia się jej marzenie, do
        niedawna jeździła od przypadku do przypadku ze mną (po mojej jeździe). A teraz
        sama...:)
    • fioletka Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 27.08.03, 23:18
      Moje początki były dość trudne :) Jak na to patrzę z perspektywy kilku lat.
      Trafiłam z kolegą do stadniny, której właściciel jest dość niemiły dla ludzi i
      dla koni. Jeden z instruktorów dorównuje właścicielowi uprzejmością i troską o
      dzieci. Miałam jakieś 12 lat i nikłe pojęcie o nauce jazdy. Prze pierwsze pół
      roku jeździłam na lonży. Na każdej jeździe spadałam, bo koń się płoszył: a to
      samochód przejechał, a to jakieś liście zaszeleściły... Dziś nie mogę się
      nadziwić, że się nie zniechęciłam. Ci panowie, o których wspomniałam już mieli
      zwyczaje bić palcatem po zadach konie uczniów, jeżeli np. prawidłowo nie
      zawrócili, potem konie strzelały barany i się znowu spadało, lubili też sobie
      pokrzyczeć i zmieszać jeźdźca z błotem. Ja się ich bałam i konie też. Kiedyś
      widziałam, jak właścicil się zdenerwował na jednego konia i zaczął na nigo
      krzyczeć, podniósł rękę, jak do rękoczynu, a biedny koń zaczął się chować
      między rurą (do której był przywiązany) a ścianą stodoły, gdzie ledwo mógł się
      wcisnąć. Jeździłam tam ponad rok i nie zniechęciłam się. Teraz jeżdżę w takiej
      stadninie, gdzie właścicelka jest przemiła, towarzystwo również, a konie choć
      małe (koniki polskie) to kochane, a największą zaletą jest to, że głównie
      jeździ się w tereny, rzadko na łące.
      pozdrawiam
      fioletka
    • slotna Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 13.09.03, 06:58
      Miałam może z 5 lat, gdy mama woziła mnie do stajni w Łagiewnikach. Szczerze
      mówiąc, to nic stamtąd nie pamiętam, ale mam nagrane na kasecie jak jeżdżę,
      więc musi to byc prawda;)) Później stajnię zlikwidowali, ale pojawiła się
      inna, bliżej. Tu już pierwsze wspomnienie - mam lat 7 i kłusuję sama na Iwce,
      koniku polskim.
      A na dobre zaczęło się, gdy byłam 9latką - obóz jeździecki w Wólce
      Wiciejowskiej - 2 turnusy. Do tej pory jeździłam, jak mnie mama na konie
      zawiozła. Teraz wsiadałam na rower i zasuwałam do stajni sama, bo tak
      strasznie chciałam jeździć. No i jeżdżę do tej pory, a nawet dostalam się
      właśnie na jezdziectwo i hodowlę koni;)
      • azja35 Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 30.10.03, 11:15
        Dośc przypadkowe; namówili mnie koledzy. Narkotyk. Zaczałem późno, teraz
        jeżdze regularnie. Miałem swojego konia, pracowałem kilka lat w stajni,
        zawaliłem przez to 3 lata studiów. Ale nie żałuję. Na pierwszej jeździe
        zglebiłem 2 razy, poźniej było róznie. Bywało,ze wywracałem sie z koniem,
        zarobiłem kopa i ż y j ę!!! I to jak!!! Bez koni sie nie da!!!
        • damarina74 Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 01.11.03, 00:25
          Marzyłam od zawsze, lecz dopiero na studiach, za pierwsze zarobione pieniądze
          wykupiłam 2tyg kurs w Stadzie Ogierów (był najtańszy). Tam dowiedziałam się,
          że koń nie zawsze robi to co człowiek od niego oczekuje :-)))
          Po powrocie szukałam w pobliżu stajni. Miałam szczęście trafić na dobrą
          instruktorkę i fajne końskie towarzystwo. Lecz dobrego siedzenia w siodle
          nauczyłam się po ok 4 latach, kiedy zdecydowałam się zacząć wyjeżdżać na
          kilkudniowe rajdy końskie (szkoła życia). Obecnie jestem na etapie, że wiem
          czego jeszcze nie potrafię i nad czym muszę usilnie pracować.
          Pozdrawiam
          damarina
    • saluti Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 01.11.04, 12:04
      11 lat temu bedac na wakacjach widzialam w duzej stadninie lekcje jazdy. Po
      przyjezdzie do domu w poblizu znalazlam pana co mial swoje konie i dawal tez
      lekcje. No i tak sie zaczelo. Wpierw u niego, na lazy, potem kilka lat bralam
      lekcje w stadninie ale brakowalo mi wyjazdow w teren. Wzielam potem klacz w
      dzierzawe 2 razy w tyg. ale wlascicielka wyjechala i znalazlam sie w sytuacji
      wlasciciela na 100 %. Tak mi to zasmakowalo, ze kupilam konia, potem maz zaczal
      na nim jezdzic, bo mu sie to spodobalo kon byl raczej narowisty. Dokupilismy
      klacz dla mnie, spokojna i strasznie kochana. A na koniec moje dzieci
      zasmakowaly w jezdzie na kucyku i dokupilismy kuca. Wlasnie wczoraj moglam
      zrobic 2 godz. spacer z mezem i bylo fantastycznie. Jak podliczylam, jezdze juz
      11 lat i mysle nauczyc sie powozenia.
      • hekuba Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 18.12.04, 15:46
        zawsze chciałam być w harcerstwie.. okazało się że jest drużyna konna :) więc
        czemu nie? koniki takie fajne :) koniec końców w drużynie konnej się nie
        znalazłam, tylko w żeglarskiej, ale jeździectwo zostało do dziś :) tyleże z
        dłuższymi przerwami :( np teraz pewnie do wiosny poczekam na konie.. świerzo po
        szpitalu jestem :(
    • bunczitka Re: Jakie były Wasze początki przygody z jazdą ko 23.04.05, 09:47
      Ja zaczynałam w 1987 roku od zwykłego kursu w osrodku sportowym.3 miesiace
      fantastycznej zabawy i nauki!Potem 2 latka jezdziłam rekreacyjnie az do wakacji
      89 kiedy to trener sportu w moim klubie zaproponował mi przejscie do sekcji
      sportowej!Alez byłam szczęsliwa!!!!Tak własnie zaczęła sie moja przygoda ze
      skokami a potem z ujeżdżeniem.Moja pasja trwa do dzis choc juz coraz mniej
      czasu na uprawianie tego pieknego sportu.Obecnie jeżdże sobie juz tylko
      rekreacyjnie a od czasu do czasu umawiam sie również na treningi sportowe.A
      jedno z moich fajniejszych wspomnień z początków jazdy to trzykrotne lądowanie
      nosem w wielki kopiec marchwi!:)))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka