Gość: kuczyras
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.04.12, 21:28
Spółdzielnia mieszkaniowa ma za nic nawet sąd:
Grażynę Żmijewską-Domżol półtora roku temu zwolniono dyscyplinarnie z pracy w Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sąd uznał, że bezprawnie, ale kiedy wróciła do pracy, natychmiast znów wręczono jej wypowiedzenie.
Przepracowała w ZSM 31 lat. Ze stanowiska szefowej administracji zwolniono ją półtora roku temu. Oficjalny powód: wykorzystanie stanowiska do celów prywatnych. Nieoficjalny był jednak inny. Żijewska-Domżol startowała bowiem w wyborach samorządowych z tego samego okręgu co syn ówczesnego prezesa spółdzielni Zbigniewa Borówki. On z PiS, ona z PO. A z PO był wtedy radnym, a dziś posłem Borys Budka - od dawna wytykający zarządowi spółdzielni łamanie przepisów.
Sprzymierzona z wrogami.
- Prezes wezwał mnie i zarzucił, że się sprzymierzam z jego wrogami. Powiedział: "Będę bezwzględny i radykalny. Dla dobra spółdzielni i twojego: albo praca, albo kandydowanie" - mówi Żmijewska-Domżol. Jeszcze tego samego dnia sporządziła notatkę służbową z tej rozmowy. Postanowiła jednak nie walczyć. - Miałam w tym momencie 56 lat, czyli cztery do emerytury. Najważniejsze było dla mnie spokojnie do niej popracować - wyjaśnia.
Następnego dnia po tym, jak prezes Borówka postawił jej ultimatum, chciała mu powiedzieć, że je przyjmuje. Nie zdążyła, bo wręczono jej dyscyplinarne zwolnienie. Żmijewska poprosiła o pomoc związek zawodowy Budowlaniec działający w spółdzielni, ale nie dostała żadnej odpowiedzi.
Sprawa trafiła do sądu. Prezes Borówka zapewniał "Gazetę": - Tam, pewnie na etapie ugodowym, jakoś się dogadamy.
Jednak żadnej ugody nie było. 26 marca listopada 2010 r. Sąd Rejonowy w Zabrzu uznał, że Żmijewską bezprawnie zwolniono z pracy. Spółdzielnia wniosła apelację, ale 31 marca 2011 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach podtrzymał wyrok. Orzekł, że spółdzielnia musi Żmijewską przywrócić do pracy i że jest ona w okresie ochronnym przed emeryturą.
Posiedziała trzy godziny
1 kwietnia Żmijewska zjawiła się więc w pracy. Przesiedziała na krześle ponad trzy godziny, czekając na służbowe polecenia. Zamiast tego znów przyniesiono jej wypowiedzenie, choć już nie dyscyplinarne, a "zwykłe", z informacją, że w okresie wypowiedzenia nie musi świadczyć pracy.
Posunięcie spółdzielni było niezgodne z prawomocnym wyrokiem, który zapadł ledwie dzień wcześniej. Ale spółdzielnia nic sobie z tego nie robiła. Więcej, wniosła skargę do Sądu Najwyższego, przekonując, że Żmijewska-Domżol wcale nie jest w okresie ochronnym. SN odrzucił skargę. Ale ZSM i tak nie przyjęła jej z powrotem do pracy.
- W sądzie toczy się kolejna sprawa. Tym razem prawnicy spółdzielni chcą udowodnić, że dopuszczałam się mobbingu względem współpracowników. Wzywają kolejnych świadków, byleby przedłużać proces - mówi kobieta.
Zbigniew Borówka zmarł kilka miesięcy temu, ale nowy prezes ZSM kontynuuje twardy kurs. - Na wszelkie sposoby utrudniają mi życie. W styczniu poprosiłam o PIT. Wysłałam kolejne cztery prośby. Otrzymałam go dopiero kilka dni temu - mówi Żmijewska.
Co na to wszystko ZSM? - Zarząd nie wypowiada się w sprawach personalnych - ucina Barbara Baczyńska, rzeczniczka spółdzielni.