Gość: prawy
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.09.02, 11:59
Złote interesy syndyków
(Parkiet/20.09.2002, godz. 09:22)
Życiorysy i listy motywacyjne syndyków zalewają sędziowskie referaty, gdy
bankrutuje spółka o znacznym majątku. Jest o co walczyć. Wynagrodzenia
likwidatorów mogą sięgać 5% spieniężonych aktywów. Warszawa płaci najmniej.
Najwyższe wynagrodzenia warszawscy sędziowie przyznają w bardzo dużych
sprawach, kiedy fundusz masy upadłościowej przekracza 100 mln zł. Nie są one
jednak wyższe niż 250-300 tys. zł. - Wiem, że w innych rejonach Polski
syndykom płaci się o wiele więcej - mówi w wywiadzie dla PARKIETU sędzia
Dariusz Czajka, przewodniczący wydziału układowo-upadłościowego stołecznego
sądu gospodarczego. - Może jesteśmy skąpi. Tak mawiają przynajmniej syndycy -
dodaje. - Poproszę o następne pytanie - mówi sędzia Czajka, poproszony o
skomentowanie 450 tys. zł przyznanych syndykowi Espebepe.
W Warszawie także nie wszyscy mają powody do narzekań. Wstępne wynagrodzenie
syndyka VPN Service, spółki z grupy Elektrimu, ustalono na 120 tys. zł. To
pieniądze za 2 miesiące pracy, bo w połowie sierpnia aktywami
telekomunikacyjnej spółki zainteresował się NASK.
Zasady wynagradzania syndyka reguluje prawo upadłościowe oraz rozporządzenia
ministra sprawiedliwości. Przepisy są jednak ogólne. Stanowią, że syndyk może
otrzymać do 5% funduszu masy upadłościowej lub 50-krotność średniego
wynagrodzenia w sferze budżetowej.
Sędzia D. Czajka wyjaśnia, że pewnym wyznacznikiem sposobu ustalania
wynagrodzenia syndyków było postępowanie Elemisu. Wartość masy upadłościowej
firmy przewyższała 100 mln zł. Likwidator mógłby otrzymać nawet 5 mln zł.
Przyznano mu ostatecznie 300 tys. zł, a syndyk złożył zażalenie.
W ciągu ostatniego 1,5 roku o najwyższe wynagrodzenie wnioskował w
warszawskim sądzie syndyk Ursusa-Diesel. Zażyczył sobie 710 tys. zł. Dostał
niecałe 17% tej kwoty.
Michał Nowacki, Urszula Zielińska