A to Polska właśnie

IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 18:20
NEWSWEEK
Czy polskość jest nam potrzebna?

Polacy Newsweek numer 45/02, strona 28

Niepodległość tylko dla wybranych. Polska coraz bardziej rozwarstwia się na
Polskę "A" - ambitnych i "B" - bezradnych. Czy unikniemy czołowego zderzenia?
Poeta Andrzej Bursa pół wieku temu pisał: "Dziękuje Ci, Panie Boże, że nie
uczyniłeś mnie ślepym ani kulawym. Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?". Od
tamtej pory zmieniło się w Polsce wszystko, ale wielka pretensja do Boga
została.
Polacy na tle narodów europejskich są nacją o wyjątkowo niskiej samoocenie.
Według badań przeprowadzonych w 18 krajach Europy przez miesięcznik "Reader's
Digest", okazali się najbardziej ambitni (59 proc.), ale zarazem najmniej
spełnieni (zaledwie 8 proc.). I to przy tym wielkim od 1989 r. otwarciu
Polski na świat, niespotykanych dotąd możliwościach bogacenia się i robienia
karier, realizowania własnych aspiracji i wolności wyborów. Paradoks?
Jeżeli prześledzimy naszą historię, Polska od wieków nie była w tak dobrej
sytuacji jak obecnie. Mamy niepodległość - stabilną i gwarantowaną przez
silne NATO.
Po raz pierwszy nie znajdujemy się w kleszczach dwóch wrogich państw: Rosji i
Niemiec. Za kilkanaście miesięcy będziemy członkiem wielkiego klubu
europejskiego. Nie należymy na pewno do potęg gospodarczych świata, jedziemy
dość wyboistą drogą, przepoczwarzając naszą gospodarkę z socjalistycznej w
wolnorynkową, ale wciąż przed nami szansa zbudowania normalnego,
europejskiego państwa na wzór Hiszpanii. A mimo to znakomita większość
Polaków, bo aż 70 procent, według badań OBOP, ma poczucie zagrożenia.
Paradoks? Tylko pozorny.
Polska się rozpadła. Na Polskę "A" - ambitnych i Polskę "B" - bezradnych. Na
tę, która jest już właściwie w Europie, i na tę, która się jej boi. Polskę,
która w piątkowe wieczory szaleje w modnym warszawskim klubie Piekarnia. I
Polskę, która w tym samym czasie desperacko usiłuje złożyć się na butelkę
wina owocowego marki Byk. Polskę Zbigniewa Niemczyckiego, który wysyła
swojego syna Michała na studia filmowe do Hollywood. I Polskę Janiny
Burakowskiej z Ciechocinka, która potrzebuje kilku miesięcy, żeby uskładać na
podręczniki dla dzieci.
To rozdźwięk, który dziś, w przeddzień 14. obchodów Święta Niepodległości,
stanowi największe zagrożenie dla rozwoju, demokracji i gospodarki. Bo to już
nie jest kwestia naturalnego podziału: kto biedny, a kto bogaty, ale kto
dobry, a kto nieudacznik. Komu miła, a komu straszna Unia Europejska.
Amerykański socjolog Michael Young w głośnej już książce "Narodziny
Merytokracji" przestrzega przed budowaniem podziałów społecznych w oparciu o
różnice merytoryczne. "Osoba, która znajduje się po przegranej stronie, staje
przed wyborem uznania siebie za nieudacznika, albo życia w negacji systemu".
Przyjmując podział na mądrych, zaradnych zwolenników Unii i nieudaczników,
tępych sceptyków, skazujemy się na głębokie konflikty wewnętrzne, na
finansowanie tych, którym wmówiliśmy, że nie nadają się do Europy. A co
najgorsze - skazujemy się na coraz częstsze wybuchy anty-systemowe. Na
petardy pod Sejmem i burdy w parlamencie
z udziałem posłów Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin.
Rozwarstwienie społeczeństwa polskiego to z pewnością efekt i cena
transformacji. Ale prawdziwym wyzwaniem dla naszej demokracji będzie
teraz "budowa mostów". Jeżeli chcemy uniknąć modelu latynoskiego, dołączyć do
cywilizowanych państw europejskich, ta bogata i zadowolona mniejszość powinna
zadbać o tę nieporadną większość, o jej edukację i możliwości rozwoju. Od
wykształcenia, aktywności i naszej woli walki o dobrobyt zależy, czym będzie
Polska za 15 lat - integralną częścią Zachodu czy wieczną peryferią, trochę
Europą, a trochę Azją; Azją w najgorszym, posowieckim wydaniu. Czy przy
kolejnym podziale unijnych pieniędzy po 2006 roku będziemy stawiać warunki,
czy będziemy żebrać. Może zanim będzie za późno - warto dziś przedefiniować
nasze pojęcie patriotyzmu.

Ferdinand Tonnies, niemiecki socjolog tworzący na początku XX stulecia, ukuł
termin Gemeinschaft - społeczeństwo opierające się na zasadach solidarnego
współżycia, czyli zbiór jednostek podporządkowujących się prawom natury i
jednego wspólnego kodu zachowań moralnych. Szczęście jednostki miało być
równorzędne z harmonijnym funkcjonowaniem całej struktury. Wcześniej czy
później, twierdził Tonnies, osobiste sukcesy oderwanych jednostek zostaną
zrujnowane przez porażki mas, którym nie dano szans na pięcie się w górę.
W filmie "Piękny umysł" jest scena obrazująca, jak genialny matematyk John
Nash wpada na swoją słynną teorię gier, za którą w 1994 roku dostał Nagrodę
Nobla z ekonomii. Siedzą z czterema kolegami w pubie i zastanawiają się, jak
poderwać pięć dziewczyn z sąsiedniego stolika. Jeśli najprzystojniejszy z
nich zagadnie najładniejszą dziewczynę, pozostałe się obrażą. Musi więc
zacząć od najbrzydszej - wtedy jego koledzy będą mieli największą szansę
poderwać pozostałe.
Chciwość jest piękna - hasło ukute w latach 80. przez amerykańskiego rekina
giełdowego Mike'a Milkena - jak ulał pasowało do początków naszej
transformacji. Liczyła się tylko przebojowość, kariera za wszelką cenę,
zaradność. A hasło "hipoteka społeczna" w ogóle nie zafunkcjonowało.
Przeciwnie. Zadowolona mniejszość odwróciła się od "chamstwa", pielęgnując
pogardę i obojętność dla biedy. Lepszy samochód, droższy garnitur wciąż
jeszcze świadczy o wartości człowieka. Jak to dowcipnie o Polsce pisał
amerykański autor rozrywkowych przewodników po świecie Dave Barry: "Kraj
najwyższego stopnia wtajemniczenia do komercjalizmu, gdzie ludzie oddają
honory swoim autom i nowym lodówkom".
Pamiętam, jak rozśmieszył mnie znajomy biznesmen, który jeśli chodzi do kina,
to tylko do warszawskiego Silver Screen przy ulicy Puławskiej, gdzie w sali
Platinum dla VIP -ów bilety na seans kosztują 40 zł. Mój "Europejczyk" nie
chce siedzieć na jednej sali z gawiedzią.
On i jemu podobni chcą się odgrodzić, otrzepać rękawy z pyłu pospólstwa. I
bez naleciałości wejść do Unii Europejskiej. Sterylni, bez tej ciemnej
strony "polskości", która dla nich oznacza Ciemnogród, masę kompromitującą
nas ksenofobią, antysemityzmem, chamstwem. Euroentuzjaści i wygrani chcą
wydobyć, wyłuskać z nas europejskość, a zgubić tę polskość, która kojarzona
jest w świecie z bylejakością, nieudacznictwem i nienadążającymi biedakami.
Przez kilka pokoleń powtarzaliśmy za Wyspiańskim, jak miłosne wyznanie: "A to
Polska właśnie", mając na myśli to, co najcenniejsze - ojczyznę. Dziś te
słowa brzmią w naszych ustach jak szyderczy rechot, wisielczy komentarz do
otaczającej nas korupcji, rozmemłania, na które nic nie możemy poradzić.
My nic - a więc może Europa? Może poddanie się Unii to jedyny sposób, byśmy
uwolnili się od siebie samych? Niech ktoś wreszcie narzuci nam reguły,
których będą musieli przestrzegać nasi politycy, urzędnicy, przedsiębiorcy.
Niech ktoś weźmie nas za twarz i zrobi z nami porządek. A więc do Unii - za
wszelką cenę. I kosztem tych, którzy do niej nie przystają. Na pytanie, co
począć z polską wsią, nijak do Wspólnoty nie pasującą, znany publicysta
odpowiada mi: Jak to co? A niech zdychają. Rzecz jasna nie powie tego pod
nazwiskiem, ani nie napisze.

My nic - a więc może Europa? Może poddanie się Unii to jedyny sposób, byśmy
uwolnili się od siebie samych? Niech ktoś wreszcie narzuci nam reguły,
których będą musieli przestrzegać nasi politycy, urzędnicy, przedsiębiorcy.
Niech ktoś weźmie nas za twarz i zrobi z nami porządek. A więc do Unii - za
wszelką cenę. I kosztem tych, którzy do niej nie przystają. Na pytanie, co
począć z polską wsią, nijak do Wspólnoty nie pasującą, znany publicysta
odpowiada mi: Jak to co? A niech zdychają. Rzecz jasna nie powie tego pod
nazwiskiem, ani nie napisze.
A przecież nie on jeden po cichu uważa, że jeśli ceną za dostosowanie
polskiego r
    • Gość: Stanisław Sidor Re: A to Polska właśnie IP: *.clan.pl 14.07.03, 23:18
      ...tu post sie urywa i myśli urywa się pasmo... A szkoda, bo naród zawołał: UE
      lub nic. Naród zwyciężył - będzie dogorywać pod kontrolą. A Zabrze na
      przedzie, prowadzi Zabrze...
Pełna wersja