Masz dyplom - sprawdź uczelnię.

IP: *.zabrze.sdi.tpnet.pl 11.11.02, 22:06
Wyższa szkoła niczego - Dziesiątkom tysięcy studentów i absolwentów
nieuczciwych niepublicznych szkół wyższych nikt do tej pory nie powiedział,
że zostali oszukani

Polacy wydają rocznie na płatne studia 4 mld zł.
Czy kontrolerzy z Państwowej Komisji Akredytacyjnej
przetną złote żyły dochodów?

Kończą się lata bezhołowia. Państwowa Komisja Akredytacyjna, doskonale
zorganizowana ekipa kontrolerów, rozpoczęła sprawdzanie jakości nauczania w
180 państwowych i niepaństwowych uczelniach. Niektóre kontrole trwają, kilka
już się zakończyło. Wiadomo, że posypią się dyskwalifikacje. Uczelnie stracą
prawo do nauczania, studenci, często w połowie nauki, zostaną na lodzie.
Niektórzy dowiedzą się, że ich dyplomy są nieważne. Wielu wykładowców z
państwowych uczelni utraci dodatkowe źródło utrzymania. Wiele osób, które
znakomicie żyły z prywatnej uczelni, zostanie na lodzie. Skończą się takie
dialogi:
- Czy pani mi gwarantuje, że ukończę szkołę i że mój dyplom będzie ważny?
- Tak, moja droga - odpowiada pracownica dziekanatu. Tylko nerwowy tik oka
sygnalizuje niepewność.
Jest koniec października, ale w Wyższej Praskiej Szkole Biznesu przyjmowany
jest każdy, kto ma maturę. Dobre i to, bo w innej warszawskiej prywatnej
wyższej uczelni przyjęto chłopaka bez świadectwa dojrzałości. Zainkasowano
wpisowe i czesne, w sumie około 3 tys. zł. - Przecież pan tę maturę zrobi -
pocieszano. Kiedy jednak student chciał wycofać przynajmniej czesne, okazało
się, że o zwrocie pieniędzy nie ma mowy. Więc studiuje bez matury.
Praska szkoła organizuje w tym roku tylko studia zaoczne, na dzienne nie było
chętnych. - Pani się nie przejmuje tym, co o nas wygadują, MEN nam zgody na
prowadzenie wyższej uczelni nie cofnął, a to najważniejsze - mówi pracownica
dziekanatu. Spóźniona kandydatka na studia przytakuje niepewnie. Szkoła
zachęca: "Rozpocznij studia na europejskim poziomie". Może warto?
Na korytarzach pusto. Wiele osób odżałowało wydane pieniądze, zaczęło uczyć
się od nowa w innych placówkach. Na rozmowę godzi się Kasia, której spodobał
się licencjat: "Zarządzanie małym i średnim przedsiębiorstwem". - Jestem na
drugim roku, ale nie podoba mi się. Wykłady są często odwoływane, jednak
dostaję zaliczenie, dziwnie wiąże się to z wpłatą kolejnej raty - opowiada. -
Najchętniej bym odeszła, ale nie stać mnie na rozpoczęcie i opłacanie nowej
nauki. Więc brnę dalej.
- Odbieraliśmy telefony z podobnymi uwagami - potwierdzają pracownicy
Departamentu Szkolnictwa Wyższego MEN i Państwowej Komisji Akredytacyjnej. -
Informowano nas, że można tam dostać dyplom w rok. Opowiadano o różnych
prezentach, które pozwalały studiować ekspresowo.
Wszystko wskazuje, że PKA wyda negatywną opinię o szkole.

Biznes po krakowsku

Zanim Państwowa Komisja Akredytacyjna zajmie się zwykłymi kontrolami, musi
uporać się z tym, co odziedziczone. Oto Profesjonalna Szkoła Biznesu, która
mieści się na krakowskim Kazimierzu, niedaleko Rynku Głównego. Znakomita
lokalizacja. Z dala widać szary budynek z szafirowymi framugami. Mieści się
tu nie tylko wyższa uczelnia, ale także Studium Biotroniki i Ośrodek
Szkolenia Kierowców "Jola".
Szkoła jest głośna nie tylko dlatego, że jej założyciel dał kiedyś
ogłoszenie, że kupi nauczycieli i da im pracę. Otóż okazuje się, że państwo
jest zupełnie bezradne wobec nowych sytuacji. Krakowska szkoła po prostu
odmówiła wykonania decyzji sprzed dwóch lat o likwidacji. Nic sobie robi z
wyroku NSA i mnoży procesy, by udawać, że decyzja nie jest ostateczna.
Minister edukacji już kilkakrotnie wzywał szkołę do przedstawienia
harmonogramu likwidacji. Bezskutecznie. - Żal studentów - komentują w MEN.
Tablica ogłoszeń w PSB: dyżury promotorów, zawiadomienie o wykładzie
inauguracyjnym. Obecność obowiązkowa. Obok informacja sprzed roku,
że "wszystkie dokumenty wydawane mają moc prawną, bez ograniczeń
czasowych". "Na dzień dzisiejszy proszę społeczność akademicką o zachowanie
spokoju i niepoddawanie się", apelują władze uczelni.
Dziekan Wydziału Zarządzania i Marketingu szkoły, Alina Chełmińska, zapewnia,
że proces likwidacji nie został zakończony, poza tym studenci muszą mieć
możliwość ukończenia studiów. Tyle że szkoła w tym roku nie przeprowadzała
już rekrutacji. Dziś uczy się tam 300 osób, każda płaci za miesiąc 275 zł, a
pani Chełmińska chce ich doprowadzić do końca edukacji. - Nie było masowego
przenoszenia się do innych uczelni - zapewnia i opowiada o przywiązaniu
młodych ludzi do promotorów.
- Pracownicy tej uczelni nie mają pojęcia o prawie - ocenia Andrzej
Jamiołkowski, przewodniczący PKA. - Tej szkoły już nie ma, więc jej dyplomy
nie będą uznawane.
- Ale jesteśmy w rejestrze MEN - broni się Alina Chełmińska. Renata Olbrysz,
naczelnik w Departamencie Szkolnictwa Wyższego MEN, tłumaczy: - To oznacza
tylko, że figurują jako firma i mogą na przykład zatrudniać sprzątaczki. Ale
nie wolno im prowadzić działalności dydaktycznej. Zakazaliśmy tam rekrutacji.
- Studenci nie wyrażają zgody na zmianę uczelni - upiera się Alina
Chełmińska. Jest dziś jedyna osobą, z którą można porozmawiać o problemach
placówki. Tyle że najpierw trzeba ustalić telefon dziekanatu, bo podany w
Internecie jest nieaktualny. Z Internetu można się za to dowiedzieć, że
wpisowe to 500 zł, czesne - 650 zł. O rektorze pracownicy mówią, że "nie
bywa".
Ale w Internecie znajduję także desperację studentów. Wielu z nich chce, żeby
dziennikarze i kontrolerzy odczepili się od szkół, nawet jeżeli są
lewe. "Chcę skończyć i myknąć", "Taką kasę włożyłem, dajcie żyć" - to
najczęstsze wypowiedzi.

Uprzejmie donoszę, że nie studiuję

Zagłębiem szkół niepaństwowych jest Warszawa. Na liście ma 35 prywatnych
uczelni. Można też przypuszczać, że tu będzie najwięcej najgorszych.
W telefonach do Komisji Akredytacyjnej i MEN padają nazwy kolejnych uczelni,
młodzi ludzie informują, że egzaminy odbywają się w wynajętych salach
kinowych małych miejscowości. A miały być w siedzibie firmy. Inni przyznają,
że dostali wpis za prezent. Inni, że zachwalano im wykładowcę z Warszawy.
Pojawił się raz, później dukał jego asystent. Bo emerytowany profesor z
drugiego krańca Polski to ulubiony wykładowca wielu szkół. Bywa, że nawet nie
ma zgody na wykładanie na danym kierunku.
- Nagle wszyscy w Polsce są specjalistami od zarządzania i marketingu -
komentuje Andrzej Jamiołkowski. - A z naszych wyliczeń wynika, że na jedną
uczelnię prowadzącą ten kierunek przypada pół profesora tej specjalności.
Poza tym bardzo często szkoły o szumnych nazwach mają marne biblioteki i
takież pracownie internetowe.
Donosy płyną również do prof. Józefa Szabłowskiego, szefa Konferencji
Rektorów Uczelni Niepaństwowych. Choć rektor nie ma żadnych możliwości
kontrolnych, własnym autorytetem próbuje wpłynąć na sytuację. - Najwięcej
pretensji dotyczy oddziałów zamiejscowych, a ja też nie jestem zwolennikiem
filii w każdym miasteczku - tłumaczy.
Studenci dzwoniący do MEN i do PKA prawie zawsze chcą pozostać anonimowi.
Jednak urzędnicy przyznają, że nie zapominają otrzymanych informacji. To
m.in. dzięki "niepokojącym sygnałom z zewnątrz" ministerstwo poprosiło
Komisję Akredytacyjną o skontrolowanie warszawskiej Wyższej Szkoły Społeczno-
Ekonomicznej, słynnego już z burd warszawskiego Wańkowicza i łódzkiej Wyższej
Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej. - Nie będziemy sprawdzać każdego donosu,
nasze kontrole muszą być uporządkowane - podkreśla Andrzej Jamiołkowski - ale
gromadzimy też wiedzę zdobytą na zasadzie "o tym się mówi".

Magister tapirowania

MEN bada szkoły pod względem formalnym, PKA - merytorycznym. Niepokojącym
sygnałem był już lipcowy raport NIK, krytycznie oceniający jakość
szkolnictwa. Choć Komisja Akredytacyjna istnieje od początku roku, dopiero
teraz zabiera się za istniejące uczelnie. Do tej pory rozpatrywała wnioski
nowych założycieli, w tym 300 odziedziczonych po Radzie Głó
    • Gość: toja Re: Masz dyplom - sprawdź uczelnię. IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 12.04.03, 10:34
      mój mail ab.suchan@wp.pl
      chodzilem do tej skoly a teraz nawet nie wiem gdzie odebrac swiadectwo
Pełna wersja