Gość: zdziwiony
IP: 193.194.84.*
31.03.06, 00:59
No i proszę, ten który innym zarzuca naruszenie prawa sam ma kłopoty z prawem
i to jak widac bardzo poważne skoro postawiono zarzuty panu Lazarowi z Głosu
Zabrza w postępowaniu karnym z doniesienie Prezydenta Zabrza. Pisać nieprawdę
niejeden dziennikarz potrafi, ale odmowa zamieszczenia sprostowania jest już
przestepstwem. Już widzę te artykuły prasowe o tłumieniu demokracji w
Zabrzu. No tak, ale w Polsce dziennikarz może opluć każdego z nas i to bez
odpowiedzialności. Ale czy aby na pewno może ?
Dz, Z. :
Wczoraj rano Jakubowi Lazarowi, redaktorowi naczelnemu "Głosu Zabrza i Rudy
Śląskiej" zabrzańska policja pobrała odciski palców. Zrobiła też, w pokoju
dla podejrzanych, trzy zdjęcia twarzy do policyjnej kartoteki. Dzień
wcześniej Jakubowi Lazarowi postawiono zarzuty. Jest podejrzany o popełnienie
przestępstwa... nieopublikowania w swoim tygodniku sprostowania komendanta
Straży Miejskiej. Grozi mu grzywna oraz więzienie.
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Jakuba Lazara, jako naczelnego
gazety złożył do prokuratury prezydent Zabrza, Jerzy Gołubowicz. Chodziło o
tekst z 12 maja ub.r. pt. "Stracone pieniądze" autorstwa redaktora
Przemysława Jarasza, który dotyczył publicznych pieniędzy. Dokładnie 7 tys.
zł z budżetu jednostki, które komendant straży Janusz Wiaterek wydał na
obronę Artura L., jednego ze strażników oskarżonych o pobicie.
Dwustronicowe sprostowanie "informacji nieprawdziwych i nieścisłych" przyszło
do redakcji dwa dni później. Jakub Lazar, naczelny "Głosu" odmówił publikacji.
- Sprostowanie, którego opublikowania odmówiliśmy, było autorskim spojrzeniem
na sprawę i doprecyzowaniem - mówi Lazar, który zaproponował Wiaterkowi, aby
ten napisał tekst polemiczny.
Wiaterek prostował m.in. informację, że Artur L. nie "awansował na
kierownicze stanowisko", a jedynie "czasowo, przez trzy miesiące pełnił
obowiązki kierownika referatu dzielnicowych". Inny "nieprawdziwy zarzut" wg
komendanta to zdanie o "nieprawidłowym wydaniu gminnych pieniędzy", gdyż
takiej opinii "nie zawarto w protokole kontroli". - Nie pałam żądzą zemsty,
tylko bronię własnego imienia - tłumaczy Wiaterek.
Do walki o sprostowanie włączono prokuraturę i policję, która do sprawy
podeszła niezwykle sprawnie. Inspektor Bogusław Buliński, komendant policji w
Zabrzu, która postawiła zarzut Lazarowi przyznaje: - Nie wiem czy to
potrzebne. Sugerowaliśmy, żeby chociaż inna komenda, a nie zabrzańska,
prowadziła tę sprawę. Cóż, to prokuratura wydaje polecenia, my tylko
prowadzimy postępowanie.
------------------------------------------------------------------------------
--
Postępowanie w sprawie nie opublikowanego sprostowania zostało wszczęte przez
Prokuraturę Rejonową w Zabrzu 12 stycznia tego roku. Po ponad dwóch
miesiącach śledztwa Jakubowi Lazarowi przedstawiono zarzut przestępstwa z
art. 46.1 ustawy Prawo prasowe. Asp. Wojciech Ilasz, z sekcji przestępczości
gospodarczej na wniosek prokuratora Mariusza Bukowskiego zarzucił
naczelnemu "Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej", że "w okresie od 22 lipca 2005 r.
do 11 sierpnia 2005 r. wbrew obowiązkowi wynikającemu z ustawy uchylił się od
opublikowania sprostowania do artykułu "Stracone pieniądze" dotyczącego
Straży Miejskiej w Zabrzu". Nie rozstrzygano, czy sprostowanie w ogóle było
zasadne czy też nie.
Tekst "Stracone pieniądze" dotyczył sfinansowania adwokata dla Artura L.,
kontrowersyjnego strażnika, o którym i DZ pisał wielokrotnie. Artur L. był
oskarżony o poturbowanie ochroniarza Urzędu Miasta. Krewki funkcjonariusz
przyznał się do winy i okazał skruchę, dlatego sąd drugiej instancji orzekł o
warunkowym umorzeniu postępowania. Komendant wydał na jego obrońcę 7 tys. zł.
Wydatek zakwestionował Zenon Długokęcki, inspektor wydziału audytu i kontroli
Urzędu Miasta w Zabrzu. Przemek Jarasz, wieloletni dziennikarz "Głosu" opisał
sprawę. W tekście wypowiadali się wszyscy: Długokęcki, komendant Straży
Miejskiej Janusz Wiaterek, rzeczniczka prezydenta. Doczepiono się szczegółów,
jak twierdzi Wiaterek "istotnych błędów".
Podejrzany Jakub Lazar: - Przecież nawet prezydent Gołubowicz po kontroli w
Straży Miejskiej skierował sprawę do Regionalnej Izby Obrachunkowej.
Prosiliśmy o pełny tekst po kontroli RIO w Urzędzie Miasta, odmówiono nam -
mówi rozgoryczony.
Lazar twierdzi, że podczas spotkania z Wiaterkiem ustalono, że jeśli RIO
oczyści z zarzutów komendanta, napiszemy o tym, a on te niejasności wyjaśni.
W "Głosie" ukazał się tekst zatytułowany "Nie złamał dyscypliny", w którym w
pierwszych zdaniach napisano: "Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych przy
Regionalnej Izbie Obrachunkowej w Katowicach odmówił wniesienia wniosku o
ukaranie Janusza Wiaterka - komendanta Straży Miejskiej w Zabrzu. Rzecznik
nie dopatrzył się złamania dyscypliny finansów publicznych w wydaniu prawie 7
tysięcy złotych z budżetu jednostki na obronę adwokacką strażnika (...)". To
nie zadowoliło komendanta. Upierał się przy sprostowaniu szczegółów. Nigdy
też nie napisał tekstu polemicznego, do którego zachęcał go naczelny "Głosu".
Prok. Alina Skoczyńska, kierownik działu śledczego Prokuratury Rejonowej w
Zabrzu: - Nie prowadzę tej sprawy, a jedynie ją nadzoruję. Redaktorowi
naczelnemu przedstawiono zarzut nieopublikowania sprostowania, które
zawierało istotne informacje. Był zobowiązany do uzupełnienia ich na łamach
gazety.
"Głos Zabrza i Rudy Śląskiej" jest znany z ostrych artykułów na temat
lokalnej władzy, straży miejskiej, prokuratury i policji. Opisał kłopoty z
długami prezydenta Gołubowicza. Wykazał np. że zataił przed prokuratorem, iż
miał niespłacone pożyczki od znanego kardiologa, skazanego za wyprowadzenie
pieniędzy z Grudyni. - Gdy prezydent swoją kolejną nieobecność w sądzie
tłumaczył niezapowiedzianymi konsultacjami samorządowymi w Częstochowie,
sprawdziliśmy, że w ogóle ich nie było - opowiada Przemek Jarasz.
Jakub Lazar: - Nie złamiemy się.
Powiedziała nam
Prof. Ewa Nowińska, medioznawca, specjalista prawa prasowego z Instytutu
Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Rady Instytutu
Dziennikarstwa Polskapresse
Jestem głęboką przeciwniczką karania w ten sposób za artykuły prasowe. Jest
droga cywilna, która wszelkie wątpliwości i stanowiska stron ma ocenić,
wyważyć i zdecydować. Te rutynowe czynności policji i prokuratury względem
naczelnego "Głosu" nie pasują do czynu, jaki on miał popełnić nie publikując
sprostowania. Wygląda to na nadużycie z przysługującego prawa stronie, która
czuje się pomówiona przez gazetę. Czy naprawdę trzeba było angażować
państwowe organy do takiej sprawy? Jeśli wytoczono najcięższe działa,
niech "Głos" idzie do sądu i obroni swoje racje. Proces trzeba relacjonować,
rzetelnie, ale w świetle jupiterów.
Po ponad dwóch miesiącach śledztwa Jakubowi Lazarowi przedstawiono zarzut
przestępstwa z art. 46.1 ustawy Prawo prasowe.