wlodekzpoznania
29.05.09, 23:50
scentralizować zarządzanie krajem. Przy takiej liczbie województw
samorządność, odsunięcie od rozgrywek stołecznych zdecydowanie by osłabły.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6608167,Prezydent__W_Polsce_powinno_byc_30_wojewodztw.html
Polsce potrzebne są zmiany, ale PRZECIWNE. Dlatego gdy nagle na
dyskusji wpadłem na taki artykuł, to go upowszechniam, by NAM coś ważnego nie
umknęło.
Od pewnego czasu popularyzuję na forach ideę zmian ustrojowych złożonych z
kilku elementów:
- powiększenia województw zamiast tu oczekiwanego pomniejszenia (z
czwórki dodanej do 12tu województw wydaje się, że sprawdziło się tylko
Kujawsko-Pomorskie, natomiast racjonalne wydawałoby się połączenie
Lubelszczyzny i Podkarpacia oraz Podlasia i Warmińsko-Mazurskiego, skoro
Elbląg leży na skraju i ciąży do Pomorza),
- powiększenia powiatów (do parametrów bliższych już nawet nie
niemieckim okręgom, ale włoskim prowincjom, czy szwajcarskim kantonom (gdzie
powiat to ok.300-500 tysięcy ludzi i to intuicyjnie patrząc przy 90-120
powiatach pozwoliłoby uniknąć większości
konfliktów regionalnych utrzymując poczucie wspólnoty oraz dając każdemu silne
centrum - to wymagałoby wzmocnienia powiatu, który musiałby mieć filie
terenowe dla zapewnienia funkcjonalności publicznej),
- decentralizacji administracji centralnej wzorem Niemiec i Szwajcarii,
czyli rozdziału około 50-dziesięciu nierządowych instytucji centralnych i
innych między dużymi i średnimi
miast według jakiegoś klucza, np. do 35 dużych i średnich miast o ludności
aglomeracji powyżej 200 tys., czy 24 powyżej 300 tys., z rozdziałem reszty
między pozostałymi dużymi (mało osób wie, że ani w Berlinie, ani
wcześnie w Bonn nie było żadnej stacji telewizji państwowej, ani
żadnego sądu najwyższej rangi,
ani giełdy, ani urzędu statystycznego, morskiego, celnego, nadzoru finansowego
itd., wszystkie są w stolicach landów oraz innych dużych ośrodkach kraju, a
stolica to tylko ministerstwa, prezydent, rząd i parlament).
- przeniesienia stolicy do jakiegoś polskiego Bonn, Berna, Waszyngtonu,
Brasilii, Ottawy, czy Canberry, czyli miasta bez pierwszorzędnej roli
gospodarczej, ani kulturotwórczej co pozwoliłoby oddzielić ludzi z administracji
państwowej, którzy chcą tworzyć służbę cywilną od tych, którzy notorycznie
mieszają karierę państwową z biznesową.
To nie jest projekt na teraz, na kampanię wyborczą 2011, ale jako cel na 2035 ;-)