sabba
06.02.04, 14:55
Tak wlasnie dzis przyszlo mi stwierdzic. Migrena to moja towarzyszka zycia,
myslaca, wymyslajaca coraz to inne taktyki, zebym sie nie mogla zbytnio do
niej przyzwyczaic i dbajaca o to bym o niej nie zapomniala. Migrena - wiecznie
z nowymi pomyslami, jak "oslodzic" zycie, gotowa do zmian, spontaniczna,
slowem, z charakterem, niekoniecznie dobrym. Jak siegne pamiecia i sobie
przypomne, jak bylo na poczatku i jak z nia walczylam, to zauwazam, ze owszem,
moja taktyka walki, a czasem "przyzwyczajania sie" bo taka taktyka, jak mi sie
wydawala, bedzie dla mnie lezjsza do zniesienia, dawala jakies tam skutki. Ale
zawsze kiedy bylam juz pewna, ze przyjdzie, a ja wiem jak sie mam zachowac,
robila mi swinstwo i zupelnie inaczej osaczala moje cialo. Znow zacynalam sie
zastanawiac dlaczego w taki sposob a nie inaczej, dlaczego wieczorem a nie
rano, dlaczego sen najpierw pomagal a teraz nie, dalczego juz nie wymiotuje a
przedtem deska klozetowa byla moja poduszka. Teraz, znow dalam sie nabrac.
Obserwowalam dokladnie i juz juz pasowala mi moja toria...a tu znow
niespodzianka. Migrena przyszla niespodziewanie, dala nadzieje na polepszenie,
nasteonie ja znow zabrala...i teraz znow nie wiem co jest grane? Wszystkie
schematy wziely w leb, ze tak powiem.
Sabba - znow nowicjuszka:((