ulala72
22.03.04, 10:21
Wpisałam się już do Nowych, a teraz chciałabym zadać kilka pytań. Może
ktoś "zaawansowany" zechce mi pomóc.
Do tej pory miałam dwa ataki migreny, z czego do pierwszego byłam zupełnie
nieprzygotowana (w domu tylko Apap, dwoje malutkich dzieci pod opieką, zero
doświadczenia i wiedzy = totalne przerażenie). Cierpiałam straszliwie 10
godz., myślałam, że z bólu wyskoczę przez okno i nie zrobiłam tego nie tyle
przez wzgląd na dzieci, ale tylko dlatego, że mieszkam na pierwszym pietrze
i, jak podejrzewam, efekt nie byłyby, nazwijmy to - ostateczny. Możecie się
śmiać, ale tak było naprawdę. Przez następne dwa dni byłam jak rozjechana
przez pociąg. Nie mogłam się schylać, mówić (zdretwiała szczęka), słabo
widziałam na jedno oko itd. Wczoraj miałam drugi atak, ale słabszy i krótszy -
w porę wzięłam lek, obłożyłam się lodem, zaciemniłam itd. Dobrze, że był
wieczór i dzieci spały, bo inaczej...
Mój problem polega na tym, że karmię piersią, więc nie mogę przyjmować
silnych leków przeciwbólowych - lekarz pozwolił mi tylko na Solpadine (i to
jedna saszetka na 4 godz.) - to tyle co nic. Macie jakieś inne pomysły? Może
podacie mi namiar na konkretne posty (sorki, ale nie mam czasu na szczegółowe
przeglądanie i lektury - dzieci, praca...), gdzie były omawiane
metody "alternatywne".
Czy powinnam pójśc do lekarza, robić jakieś badania? Może ktoś poleci
jakiegoś specjalistę w Wawie? Ale czytając Wasze posty dochodzę do smutnego
wniosku, że lekarze niewiele mogą. A może się jednak mylę?
Teraz jestem na etapie buntu i złości - dlaczego mnie to spotyka, i tak nie
mam łatwo, a tu jeszcze to...
Proszę, wesprzyjcie mnie jakoś...
Pozdrawiam i licze na jakis odzew.
Ula