Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp...

27.09.05, 21:13
Zauwazylam, nie po raz pierwszy ze zycie, a zwlaszcza towarzyskie, migrenika
jest niezwykle skopmlikowane.

Oto przyszla do mnie kolezanka z corka, corka nie przyzwyczajona do mojej
migreny nie pomsylala i wyperfumowala sie, delikatnie ale zawsze, moj
owczarek niemiecki- czyli wlasny nos natychmiast podchwycil slodka nutke juz
z drugiego konca pokoju i juz cos tam przy gardle stoi...juz po wyjsciu gosci
trzeba polknac paracetamol z kodeinka i modlic sie zeby pomoglo...

-
    • pocahontas3 Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 27.09.05, 22:24
      Wiele podobnych doświadczeń (zwłaszcza te lilie; głupia sytuacja, kiedy to ja
      je otrzymałam od osoby "niewtajemniczonej").
      Kiedyś migrena dopadła mnie w dniu ślubu i wesela mojej bliskiej kuzynki. Tak
      bardzo chciałam tam być właśnie ze względu na ogromną sympatię do kuzynki.
      Byłam tak wsciekła na migrenę, że postanowiłam sobie pójść za wszelką cenę.
      Dałam radę; oczywiście dwa dni musiałam potem odchorować.
      Natomiast zastanawiam się nad pewnymi zwyczajami panującymi w Polsce, które
      dotyczą picia alkoholu. Jedynym alkoholem, który mogę wypić od czasu do czasu
      jest piwo. Co prawda nie wszystkie alkohole wywołują u mnie napady migreny, ale
      tych, które nie wywołują, ja zwyczajnie nie lubię. Diabli mnie biorą, kiedy w
      szerszym towarzystwie ja nie piję i inne osoby wręcz wymagają tłumaczenia się z
      tego. Jakoś nie widzę powodów, aby opowiadac wtedy o migrenie...

      pozdrawiam
      poca
      • kajteczek Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 28.09.05, 09:52
        A najgorsze jest to, że nic nie można (w moim przypadku) sobie zaplanować!
        W moim przypadku życie towarzyskie praktycznie nie istnieje, gdyż najczęściej
        toczy się w weekendy, a ja wtedy zdycham. Nie mogę nikogo zapraszać, bo kilka
        razy kończyło się to odwoływaniem spotkań lub moim siedzeniem "na siłę" w
        towarzystwie ze zzieleniałą z bólu twarzą.
        Zapraszanie mnie do znajomych wiąże się też ze z góry wkalkulowanym ryzykiem,
        że nie przyjdę, bo będę miała atak.
        Na wszelkich imieninach bywa tylko mój mąż, bo ja nie jestem w stanie.
        Ogólny koszmar!
        • ikaria3 Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 28.09.05, 15:34
          Venus,tez tak mam i w pełni Ciebie rozumiem.
          Ja z kolei zaprosiłam koleżanki do siebie. Dom wysprzątałam, ugotowałam super
          obiad i stres - no bo jak to wszystko wypadnie. Koleżanki przyszły i jedna z
          nich tak dobrze zatrybiła że usta jej się nie zamykały przez około godzinę a
          mnie od tego słuchania i patrzenia w jej kierunku i siedzenia przy stole
          rozbolała głowa. Koleżanki wyszły a ja musiałam wziąć kilka prochów żeby dojść
          do siebie.
          Następnie - wesele u znajomej. Kąpiel, makijaż, strój, prezent, kwiaty,
          szykowanie się. W kościele dopada mnie migrena i pół wesela mam z głowy. Siedzę
          z gośćmi przy stole, podają frykasy, stół aż się ugina, wszyscy się cieszą i
          śmieją, muzyka dudni a ja z wykrzywioną twarzą mało nie zwymiotuję. Idę do
          łazienki i mam ochotę się tam zamknąć, ułożyć na zimnej posadzce i nie wracać
          na salę. Na szczęście około północy CUDEM mi przeszło (po prochach i modlitwie -
          naprawdę!)
          Reasumując, zgadzam się iż życie towarzyskie może być kolejnym bodźcem dla
          migrenników.
          Pozdrawiam
        • nowa16 Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 28.09.05, 15:35
          Ja taką sytuację mam w domu. Mieszkam z rodzicami i niestety tata nie rozumie,
          że można cierpieć z powodu migreny. :Jak boli to nie marudź, ale idź do
          lekarza" - to jego słowa. Kiedy mnie boli głowa to wręcz muszę to przed nim
          ukrywać, nie mogę liczyć na fakt że ściszy tv itp.
          • mango32 Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 28.09.05, 16:14
            A ja troszkę odbiegajac od tematu albo rozszerzając go o robienie zakupów w
            duzych sklepach. Poszłam wczoraj do Obi w bardzo dobrym humorze, tryskająca
            zdrowiem i humorem. Zaczęło się od kupowania halogenowych kinkietów. Przez pół
            godziny chodziłam z zadartą głową i wpatrywałam się w świecące lampki, potem
            inne drobiazgi a skończyło się to gigantyczną migreną. Na szczęście miałam przy
            sobie tabletki i coś do picia, więc jakoś przezyłam... A co do spotkań
            towarzyskich to ciągle pamiętam, że w czasach beztriptanowych migrena psuła mi
            wszystkie najpiękniejsze randki, imprezy i ważne wydarzenia w moim życiu.
            • mamahanki Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 07.10.05, 20:45
              Venus! to jak bys mi wyjela z ust. U nas kazda imprezka konczy sie moim bolem
              glowy. A juz nie cierpie swieczek, nawet tych nie zapachowych tylko normalnych.
              Tez mam kolezanke ktora wylewa na siebie pol butelki perfum, ale ludzie nie
              rozumieja ze cos takiego wywoluje migreny.
    • sabba Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 08.10.05, 16:51
      hmmm...ja mimo wszytsko nie przejmuje sie. ocyzwiscie mam wyrzuty sumienia ze
      teraz oto wstaje i wychodze albo ze odmawiam zjedzenia tego czy owego ale wiem
      jak sie to dla mnie moze skonczyc. tak wiec nie zmuszam sie do niczego, owszem
      troche zaluje ale moje samopoczucie wazniejsze....a wykrzesalam sobie ta
      odrobine egoizmu dzieki kolezanki ktora kiedys przyzsla do mnie na moja impreze
      urodzinowa. Goscie bawili sie obok a ja lezalam z migrena -ona nie mogla tego
      zrozumiec i myslala ze sie upilam albo ze "udaje" i walila mnie nieprzytomna po
      glwoei reka, ze niby ja taka glupia jestem. wtedy nie mialam sily sie bronic ale
      pamietam to do dzisiaj...jak widac skutceznie...
      • bergamotka11 Re: Bedac z wizyta lub majac goscia.. itp... 10.10.05, 22:07
        dla mnie najgorsze sa dlugo planowane super wazne imprezy. Jak tylko zbliza sie
        np jakies wesele przyjaciol czy w rodzinie, juz sie stresuje, czy przypadkiem
        mnie migrena nie dopadnie. Ostatnio wziety w kosciele tryptan jakos mnie
        uratowal..
        Niestety praktycznie kazda impreza konczy sie dla mnie wielkim
        bboooooleeeemmmm. Wystarczy troche dymu papierosowego, alkohol i glosna muzyka
        w pubie. Na drugi dzien umieram a wszycy sie smieja jakiego to mam kaca
        giganta...wrrrrrr
        Najbardziej jednak stresuje sie... wlasnym weselem ktore moze kiedys w
        nieokreslonej przyszlosci nastapi;) Wiem ze bede sie cholernie stresowac, to
        dla mnie glowy bodziec a jak tu zwiac z wlasnego wesela?? uciekajaca panna
        mloda??
Pełna wersja